Gość: kamaoka
IP: *.net-serwis.pl
29.06.06, 16:04
naprawde, jedna z piekniejszych w moim zyciu:]
jestem poczatkujaca kucharka, bardzo poczatkujaca, ale ostatnimi czasy udalo
mi sie kika rzeczy samej wymyslic na czuja i wychodzily bardzo smaczne
potrawy, ale nie tym razem
a bylo to tak: jakis czas temu zrobilam ta oto tarte
kuchnia.gazeta.pl/kuchnia/2,54041,,,,45987893,P_KOBIETA_PRZEPISY.html
nie wyszla mi - za duzo nalozylma ciasta, rozwalala sie i byla niezbyt
smaczna. dzis bylo podejscie drugie, wydawalo mi sie ze bledem wtedy bylo zbyt
duze miedolenie tego ciasta, tym razem po przeczytaniu wszelkim mozliwych rad
co do ciasta kruchego zabralam sie do roboty - odmierzyalmn make, cukier,
wymieszlam, wlozylam maslo roslinne, podziubalam nozem. potem staralms ie jak
najszybcije to zagniesc, ale wciaz imho bylo zbyt sypkie, sama maka, wiec
dolalam nieco zimnej wody. w pewnym momencie bylo z kolei zbyt rzadkie, tzn
straaasznie miekkie i takie klejace sie, bo po prstu tluszcz sie rozpuscil no
i ta woda...ale to nic, nie dodalwalam juz niczego, wlozlam do lodowki na
godzinke. po godzince wciaz bylo dosc miekkie, ale pomyslalam trudno widac tak
ma byc, wykleilam nim forme do tarty i wrzucilam do piekarnika. porobiulam
oczywiscie dziurtki widelcem, ale ciasto bedac baaardzo miekkie, zaraz te
dziurki zlepialo spowrotem,takze jak po 10min zajrzalam to bylo sporo
wybrzuszen. ja, pomyslowy dobromir, ponakluwalam je znow, i wlozylam znow na
chwile. ok, pozniej wyjelam, pracowicie ubilam piane z cukrem, i uwaga:
zamiast rabarbaru polozylam truskawki. poniewaz wiem, ze truskawki sa dosc
wodniste, to nie kroilam ich na mniejsze kawalki, zeby wlasnie nie pusily
soku. do tego podsypalam wszytsko obficie jagodami (6zl pol literka, ale jakie
pyszne), wygladalo to przeuroczo:] podpieczona na zloto tarta, na to
czerwonuskie truskawki i iemne jagody - no szczyt estetyki:) na to wylazylam
ubita piane i buch do piekarnika (po upieczeniu tarty nie wylaczalam go, tylko
zmnijeszylam gaz, bo kuchenke mam gazowa, najprosciejsza na swiecie).
podpieklam dluzszy zcas az piana zrobi sie brazowa i wyjelam, ah, jaka bylam
zadowolona:] niestety - i tu nastepouja tragedia - zauwazylam ze o zgrozo na
tarcie, tzn tam gdzie przeswitywalo ciasto przy brzezku, spod piany, jest
pelno soku truskawkowego!!!:(, odlalam go fachowo do zlewu, ale jego i tak
zostalo mnostwo, tarta oczywiscie jest cala nasiaknieta, teraz wzielam, a
raczje wygrzebalam lyzka jeden kawalek - ciasto tam gdzie bylo w miare suche
jest takie jak bylo wtedy, tzn nieco bez smaku, nie wiem, za mao cukur, za
malo soli dodaje?
eh, powiedzcie mi jak nalezalo uniknac takiej tragedii? nie dodajac truskawek?
jhakos inaczej to piec? bez tej puchowej pierzynki (btw. ta piana u mnie nigy
nie jest chrupka, zawsze jest taka ciagnaca sie, tzn miekka i elastyczna:> nie
wiem jak zorbic chrupka), czy to ona zadzialala jak pzrykrywka i ten caly sok
puscil? krotszy czas pieczenia? i powiedzcie jak taka tarta ma smakowa,c tzn
samo ciasto/ jak ciasto od babeczek?
dziekuje za wszelkie rady, a tak pieknie wygladala gdy ja wkladalam do
piekarnika, eh...
pozdrawiam
Kamila