Gość: milicjant
IP: *.pool21345.interbusiness.it
15.08.03, 22:12
Swieto Befsztyka - Cortona, 2003
Sa takie chwile, kiedy sam widok wystarcza nam za wszystkie zmysly.
Patrzac czujemy to dziwne cieplo w nas, ktore przypomina, ze w zyciu nie jest
tylko zle. Niektorzy przezywaja uniesienie patrzac na obraz, rzezbe. Inni
potrzebuja nagich kobiet lub mezczyzn.
Ja zostalem zauroczony przez kulinarny balet. Inaczej tego nazwac niepodobna.
Ci ludzie tanczyli. Choreografia tego przedstawienia byla tak perfekcyjna, ze
nikt nie potylak sie, nikt nikomu nie przeszkadzal. Byl usmiech, ciezka praca
i piwo. Ale wypada po kolei.
Najprawdopodobniej u nas takie swieto nazwalo by sie Swietem Stekow. Stek
jest to jednak produkt wieprzowy. Dlatego prawidlowym jest befsztyk. Miejscem
akcji zostal part miejski miasta Cortony. Centrum tego miejsca stanowil
ogromnych rozmiarow grill. Osiem, ulozonych obok siebie 2x4 rusztow o
wymiarach 1x1.5 metra kazdy ! wszystko wznosilo sie na podmurowaniu ceglanym.
Zar, gorac, buchajacy ogien i para. Ognisty stol.
Na samym poczatko pojawia sie mieso. Przywieziono spore zapasy - dwa
samochody chlodnie. Zaczelo sie od glosnego - Mariooooo!! Po czym z namiotu
wychodzil wielki jegomosc, otwieral jedna z chlodni wchodzil. Po chwili
slychac bylo uderzenie miesa o podloge samochodu. Kolejna chwila i wychodzil
z dwoma ogromnymi kawalkami wolowiny na ramionach. Teraz przychodzila kolej
na ciecie. Wyjatkowej ostrosci, dlugi, cienki noz zanuzal sie w czerwonym
aksamicie miesa, jak ciepla lyzka w kostce masla. Nozem tym moznaby pokroic
to swierze mieso na plasterki dwumilimetrowe, ale przeciez nie bylismy na
dziewietnastowiecznej pesji panny Latter, gdzie na obiad mialy byc podane
wolowe zraziki. Dlatego noz wtapial sie co kazde trzy centymetry. Dochodzil
do kosci, gdzie wyreczany byl przez, rowniej ka on, ostry tasak. Gdy caly
tuzin gotowych porcji zalegal na tacy pojawiala sie postac o nieodpartym
uroku. Kobieta silna, stanowcza. Moglabybyc moja matka, ale chcialbym z nia
pracowac w kuchni, chociaz obierac ziemniaki, ale katem oka dojstrzec, jak
tez musi wspaniale robic rawioli. Tutaj nie byla szefowa. Ale zadanie bylo
odpowiedzialne. Do jego wykonania uzywala soli kamiennej, nie czyszczonej,
lub morskiej. Wprawne dlo piescily mieso - jedna strona, porcja soli, potem
krotkie roztarcie jej na colej powierzchni, druga strona, tak samo. Jak
garncarz, ktory ostatnimi musnieciami dloni konczy swe dzielo, by oddac go w
rece ognia. Potem ogromne kawalki, jakby pochodzily z uda dinozaura, ladowaly
na ruszcie. Nie w sposob zwyczajny. One lataly nad ogniem. Wspomniana Pani
mogla stac w dowolnym miejscu i nie ruszajac sie nigdzie, z piekielna
dokladnoscia rozmieszczala swych podopiecznych na calym grillu.
Teraz wszystko przyspieszalo. Nikt tutaj nie mogl zawalic. Ale tez caly
ten dziesiecioosobowy balet skladal sie wylacznie z profesjonalistow i to
najwyzszej klasy. Osmiu chlopa z poltora metrowymi dragami zakonczonymi
podwujnymi widelcami-olbrzymami. Pilnowali zeby nie splonelo, aby nie bylo
niewypieczone, aby bylo cieple, ale opruszone weglem. Orgia ruchu,
nawolywania - Giacomo, aquaaaaaaaaa !! I juz Pan odpowiedzialny za ruszt
biegl z wezem w miejsce wezwania. Syk pary, kleby dymu i ognia. Ostatni
czlonek tego swoistego baletu byl to starszawy jegomosc, ktory widac bylo nie
pierwszy raz uczestniczy w przedsiewzieciu, ale zdrowie i wiek nie pozwala mu
byc wsrod mlodych, tam, przy ruszcie. Dlatego pomagal w wysypywaniu wegla i
regulowal doplyw wody.
cdn...
MO
PS: bardzo przepraszam, ale czesto popelniam bledy ortograficzne, prosze sie
nie oburzac, czasem nie zalezy to ode mnie...