Dodaj do ulubionych

Kuchnia PRL

17.12.03, 11:02
Znowu moim natchnieniem była rozmowa w innym wątku - porozmawiajmy, jak
dawaliśmy sobie radę w okresie "przejściowyh niedoborów rynkowych". Przecież
pomimo nędzy rynkowej jakoś się odżywialiśmy, coś się gotowało, coś piekło.
Jarecka opisała "rybę po grecku, tyle że to kurczak", ja pamiętam "flaczki z
drobiu".
I te ówczesne książki kucharskie (bo ukazywały się, a jakże!), które w
nawiasach podawały zamienniki, jakich można użyć. Kapary radzono zastąpić
kiszonym ogórkiem, kasztany małymi ziemniakami, o zamianie masła margaryną i
oliwy olejem to nawet nie wspomnę.
A więc, seniorzy do piór (klawiatur)! Młodzieży, ustąp miejsca weteranom walk
kuchennych!
Obserwuj wątek
    • inika Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 11:24
      W tamtych czasach do kuchni mnie jeszcze nie dopuszczano (a jak miałam raz
      posiekac cebulę to posiekałam... cebulki kwiatów... ;)), ale coś się
      pamięta... :)
      Jakiś program kulinarny w tv, gdzie pokazywano jak zrobić tort migdałowy.
      Ponieważ migdałów nie można było wtedy dostać, tort był zrobiony z dużej ilości
      olejku migdałowego (był) a do ozdoby, zamiast migdałów, miały posłużyć
      ugotowane ziarna fasoli jaś...
      Moja babcia z kolie miała jakiś przepis na marcepan. Zamiast migdałów używało
      się... ugotowanych ziemniaków i ponownie olejek migdałowy. Okropność, bo kiedyś
      spróbowałam tego.
      • Gość: Fly Re: Kuchnia PRL IP: *.gtech.com / 156.24.1.* 17.12.03, 11:29
        w czasach braku slodyczy moja mama /jej sasiadki i kolezanki tez/ robila taki
        blok 'czekoladowy' - pamietam, ze bylo tam kakao, maslo, cukier i wafelki i cos
        jeszcze napewno, ale nie pamietam...moze herbatniki? To wszystko ucierala na
        miazge, wkladala w foremke do ciasta i wkladala do lodowki.
        Potem taka sztywna mase kroila na kawalki i mielismy pseudo czekoladowy raj
        podniebienia.../swoja droga nie mam z tym milych wspomnien, ale jadalam to/
        milego,
        Fly
        • Gość: Krewetka Re: Kuchnia PRL IP: 213.131.78.* 17.12.03, 12:30
          Tez to "cudo" pamietam. W mojej wersji na pewno dodawalo sie herbatniki, ale
          nie do masy - wykladalo sie nimi foremke; dno i boki.

          Byl jeszcze inny modny "slodycz": Kulki czekoladowe. Masa podobna jak na ten
          blok (bez wafelkow) i do tego platki owsiane. Zarem sie gotowalo i formowalo
          kulki.
        • Gość: inika Re: Kuchnia PRL IP: 81.210.121.* 17.12.03, 12:43
          A ja to uwielbiałam! Wszelkie domowo robione czekolady z dodatkiem mleka w
          proszku! :) Ale nawet mleko w proszku trudno było dostać. ;)
          A te cukierki z płatkami tez sobie robiłam. :)
        • Gość: Mar dziczyzna! IP: *.skorosze.2a.pl 29.12.03, 13:10
          A ja w PRL jadałem głownie dziczyznę - sarny, zające, kuropatwy (kiedyś na
          jakieś urodziny czy imieniny na 6 osób było upieczone ok. 40 kuropatw), no i
          dziki też. A ponieważ na polowania jeździło się do lasu, a lasy są na wsiach,
          to łatwo było nawiązać kontakt z gospodarzem (wynajmowali sie do nagonki),
          który sprzedawał świnkę lub cielaka... Na kartki na mięso kupowało się
          wylącznie wędliny lub słoninę. Słonina była potrzebna do robienia kiełbasy z
          dzika.
      • jottka Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 11:30
        był taki bestseller 'w mojej kuchni nic sie nie marnuje' czy jakoś tak -
        zaprzyjaźniona pani w wieku została tym obdarowana w głębi lat 80tych przez
        kochającą rodzinę - rzecz jest do dzisiaj przeglądana ze zgrozą

        o ile pamiętam, to większość przepisów dotyczy odzysku suchego chleba i
        wytwarzania z rozmoczonej buły oraz pysznego twarogu i masła roślinnego
        pożywnych przysmaków śniadaniowo-kolacyjnych. ciasto z marchwi to standard
        • jottka Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 11:36
          no wiem, co jeszcze - koń!!!

          końska jatka - takie coś, gdzie sie w szczecinie w latach 80tych kupowało
          żarcie dla piesków, ale ukradkiem pozbawiało czworonoga kiełbaski czy kabanosa,
          bo były całkiem jadalne
          • Gość: giezik Re: Kuchnia PRL IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.03, 13:24
            ponieważ pochodze z rodziny kucharzy, zgodnei moja mama i ciocia jak widzą coś
            z nazwą "a la" to omijają długim łukiem.
            Właśnie dlatego omijaja miedzy innymi kalmary, bo niegdys musialy sie z tym
            użerać - chyba podpisalismy jakis kontrakt z ruskimi i były flaczki a la
            kalmarym czy moze kalmary a la flaczki :) i inne takie
            • Gość: salmotrutta Re: Kuchnia PRL IP: *.compass.net.nz 17.12.03, 19:24
              ...kalmary nie pochodzily z obopolnie korzystnej braterskiej wymiany handlowej
              ze zwiazkiem radzieckim...lowli je polscy rybacy...nawiasem mowiac odpowiednio
              przyrzadzone sa bardzo smaczne...mnie sie przypopomina inne paskudztwo...czyli
              krill...dodawany do pewnego gatunku kielbasy...fuj!...
          • Gość: giezik Re: Kuchnia PRL IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.03, 13:26
            zle mi sie odlinkowalo. A propos konia w Szwajcarij jest sporo wedlin z koniny -
            smacznych. U nas to traktowane jest jako substytut, niemal tak samo jak
            niedawno wspomianna pasztetowa i kaszanka. No i do tego dochodzi kontekst -
            przeciez koń stoi bliżej człowieka niż świnia ;)
            • brunosch Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 13:34
              Polacy zjedzenie konia traktują jako formę kanibalizmu.
              • Gość: Krewetka Re: Kuchnia PRL IP: 213.131.78.* 17.12.03, 14:04
                Mniej wiecej tak samo jak zjedzenie psa. A w Chinach to przysmak.
            • Gość: Aga* Re: Kuchnia PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.03, 15:23
              A we francji specjalne sklepy, wyłącznie z koniną. W dodatku nie taką znów
              tanią.
        • seniwell Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 11:38
          kto pamieta genialny wynalazek jak z 2kg marchwi i cudem upolowanej jednej
          pomaranczy zrobic 5 litrow "napoju pomaranczowego"?
          a 365 wariacji z parowka w roli glownej?
        • Gość: bruno Re: Kuchnia PRL IP: 217.11.133.* 17.12.03, 11:55
          Mam tę książkę. Jest tam porażający przepis na "kotlet z chleba" - do okruchów
          z czerstwego pieczywa dodawało się cebulę i białko z jajka, a potem panierowało
          (grubo) w bułce tartej.
          • Gość: olo Re: Kuchnia PRL IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.03, 20:45
            Zbieram takie kwiatki do różnych publikacji,jeśli możesz podaj tytuł tej
            książki, autora i dokładny cytat z podaniem nr. strony. Bede Ci dozgonnie
            wdzięczny.
            • Gość: bruno Re: Kuchnia PRL IP: 217.11.133.* 18.12.03, 10:05
              Szukałem jej wczoraj, żeby sobie powspominać ;) i u siebie jej nie mam, może
              zasiała się u rodziców. Jedyne co pamiętam, to fakt, że ilustrował ją
              (ohydnie!!!) Flisak.
              Jak namierzę ją w czasie świąt, to prześlę Ci szczegóły, jeśli nie - przeszukaj
              choćby po ilustratorze. Wydana w połowie lat '80 w Watrze lub Wydawn. Ludowym
            • Gość: bruno oto jest: IP: 217.11.133.* 18.12.03, 15:48
              Gasik, Anna : W mojej kuchni nic się nie marnuje. Warszawa, Watra 1982.
              ****
              Ale nie ryzykuj! Nie daj się skusić smakowitym przepisom ;)
    • hania55 Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 12:39
      Pamiętam zbieranie okrawków sera i wędlin i robienie z tego zapiekanych kanapek
      (z dużą ilością cebuli, żeby jakoś to wzbogacić). Blok czekoladowy, o którym
      już tu pisano, bardzo lubiłam. Wolałam od rodzimych wyrobów czekoladopodobnych,
      których konsekwentnie nikt z naszej rodziny nie jadł.
      A pamiętacie taką książkę Siesickiej "Przez dziurkę od klucza", gdzie były
      m.in. przepisy na różne dania z niczego? Np. "kanapki z fascynacją" na
      przyjście niespodziewanych gości - to chyba były kanapki z wzorkami ułożonymi z
      pasty jajecznej i pasty twarogowej z dodatkiem pasty paprykowej z tubki.
      • Gość: Asia Re: Kuchnia PRL IP: *.upc-g.chello.nl 17.12.03, 13:03
        Ja pamietam jak mama z sasiadkami kupowaly mak na swieta :) ktorej sie udalo
        dostac, kupowala dla innych tez :)
        Albo kubanskie zielone pomarancze i zielone banany :) Te banany musialy
        najpierw jakis czas lezec w ciemnym miejscu zeby dojrzaly :)

        Ah, i halwa bulgarska zdaje sie :) tez zielona hehe. wstretna byla, ale
        rarytas :)
        • Gość: Krewetka Re: Kuchnia PRL IP: 213.131.78.* 17.12.03, 14:10
          A propos tej bulgarskiej chalwy, faktycznie byla wstretna. Zamiast oleju
          sezamowego uzywano do niej slonecznikowy i stad, miedzy innymi, znaczna roznica
          w twardosci (zeby sobie na niej mozna bylo polamac). No i moja babcia wpadla na
          genialny pomysl: przemielila to swinstwo z maslem, dodala aromaty (chyba
          migdalowego) i wyszlo wysmienite nadzienie do rogalikow! Do dzis wspominamy ten
          smak.
    • julka1327 Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 13:21
      Pamiętam handel wymienny - jak się komu udało kupić olej bez kartek, to
      wymieniał się ze znajomymi np. na kaszankę.
      A w domu robiło się chałwę z rozgotowanego grysiku z dodatkiem kropli
      migdałowych, "łososia" z dorsza posmarowanego przecierem pomidorowym i
      wszystkie możliwe dania z kurczaka od flaków do schabowego.
      Bakalie też robiono w domu zamiast rodzynek - suszone skórki z agrestu, migdały
      zastępowało wnętrze pestek z moreli i brzoskwiń.
      Ale do dziś lubię pasty z białego sera z różnymi dodatkami na ostro, co było
      podstawą kolacji.
    • baky Czasy PRL - dowcip niekuchenny :o)) 17.12.03, 13:49
      W sklepie muzycznym:
      - Czy są płyty Chyły?
      - Nie ma.
      - A były?
      - Też nie ma.
      • brunosch nawet nie dowcip 17.12.03, 13:55
        w TV pokazywali kuriozum - jajka jako JEDYNY towar w Domach Centrum. Na
        wszystkich stoiskach - jajka. I komentarz: "rzucono jajka w centrum Warszawy"
      • Gość: Krewetka Re: Czasy PRL - dowcip prawie kuchenny IP: 213.131.78.* 17.12.03, 14:14
        Mowiono tak: przed wojna nad sklepem bylo napisane: rzeznik i w srodku bylo
        mieso. A teraz napisane: mieso, a w srodku... rzeznik!
    • Gość: kaska Re: Kuchnia PRL (wielka krowka i itp:-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.03, 15:08
      moja babcia robila flaki z kalmarow, tkore - mrozone - byly sprzedawane w
      paczkach. Oczywiscie zamiast kotleta ser zolty w panierce. A mama robila
      Wielka Krowke, czyli takie cos o smaku krowek, co pokrywalo caly kuchenny blat
      i co kroilo sie nozem. Babcia tez - milosniczka piwa - robila to piwo z
      podpiwka jakims domowym sposobem i do dzis pamietam, jak butelki wystrzelily
      pod sam sufit. Generalnie biegalam po miescie za piwem dla babcia, a bylo to
      piwo Barbakan z fusami na dnie;-)
      O kaparach to ja wtedy nawet nie slyszalam!
      • Gość: tamatka Re: Kuchnia PRL wyroby czekoladopodobne IP: *.proxy.aol.com 17.12.03, 15:53
        Pamietam,ze brakowalo slodyczy.Kolezanka zrobila z kakao,masla cukru i platkow
        owsianych pomyslowe praliny.I pomyslec,ze teraz nazywa sie to zdrowym
        jedzeniem.Zycze Wam wesolych swiat.Bo wtedy wcale mi nie bylo wesolo.
    • Gość: Jarecka Re: Kuchnia PRL IP: 62.121.73.* 17.12.03, 17:18
      Była taka książka Katarzyny Pośpieszyńskiej, baaardzo wtedy popularnej guru od
      kuchni, o potrawach z różnych stron świata. Autorka zamieszczała przepisy w
      dwóch wersjach: oryginalny i "w naszej kuchni". Byłam wtedy krótko po ślubie i
      bardzo chciałam znaleźć się i określić w nowej dla siebie roli pani domu więc
      brnęłam w te niewyobrażalne przyrodnicze ciekawostki: jak zrobić kapary z
      owoców nasturcji a oliwki z niedojrzałych mirabelek? (z kaparami było wyjątkowo
      ciężko, bo prawdziwe zobaczyłam parę lat później, w Belgii więc nie wiedziałam,
      czy mi dobrze wyszły). jak zrobić garam masala z polskich ziół i innych jakichś
      porostów mielonych w młynku do kawy (nie było tak źle, bo miałam młynek)?
      jakieś flaki z kalmarów, chałwa z marchwi, ptasie mleczko z żelatyny i chyba
      mleka (?). Pamiętam, odwiedziliśmy kiedyś babcię mojego męża, mocno już starszą
      panią, która udzielała mi rad i nauk dotyczących gotowania i oferowała swoje
      przepisy na różne frykasy. Pozwalałą mi przeglądać swoje zeszyty kulinarne,
      mocno już pożółkłe i rekomendowała najciekawsze receptury. W pewnym momencie
      powiedziała: TO, TO ZAPISZ KONIECZNIE! a ja odpowiedziałam: nie, za ten przepis
      dziękuję stanowczo, do tego jest potrzebny miód i migdały! A babcia (jakaż to
      była nadzwyczajna babcia!) powiedziała: Dziecko drogie, wcześniej czy później
      będą w tym kraju migdały i miód, i wanilia w laskach i cynamon, i mak i kawa,
      dobra herbata i kasztany (bo babcia była bywała i studiowała w Paryżu)i ziarno
      sezamowe. Więc ja, ponieważ byłam nie za bardzo asertywna, siedziałam i coś tam
      gryzmoliłam o tych migdałach, ale byłam pewna, absolutnie pewna, że nigdy mi
      się te notatki nie przydadzą. I natychmiast po pożegnaniu gdzieś je posiałam. I
      widzicie, teraz byłyby - jak znalazł...
      Teraz będzie mi się jakiś szzczegół z tamtych czasów przypominać, to będę
      dopisywać.Pozdr, Hania Jarecka
      PS. Oooo, jakis taki byl popularny przepis przerabiania czystej wódki na
      bardziej szlachetną ("jak koniak, moja pani, zupełnie jak koniak") metodą
      moczenia w niej rodzynek, liści herbaty i jeszcze czegoś... sliwki suszonej?
      nie pamiętam. No, a alkohol, z tymi wszystkimi ograniczeniami i sprzedażą od
      godz. 13 i jak kto sobie z tym radził - to może być materiał na oddzielny
      wątek...
      • Gość: Camille Re: Kuchnia PRL IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 17.12.03, 17:29
        Fajnie sie czyta, bo w latach PRL /do 1984/bylam jeszcze w Polsce, ale to mama
        glownie borykala sie z dostaniem produktow. Jednak pamietam czasy, gdy na
        polce byl tylko ocet, czasem jeszcze musztarda/pamietam przez mgle, ze jedna z
        moich ulubionych kanapek byla kromka cheba z maslem i musztarda, brrrrr!/.
        Ale chyba najciekawsza rzecza ktora wtedy jadlam byla kielbasa z nutrii-
        znajomy robil ja i czasami przyniosl nam kawalek-to byl dopiero rarytas!
        Piszcie, piszcie, z przyjemnoscia powspominam stare "dobre" czasy.......
        • jottka ale 17.12.03, 17:33
          co tu jest przyjemnego do wspominania??? rzewna ohyda, i tyle

          chyba żeby z racji świąt perwersyjnie sie skatować nieco wspomnieniem łososia z
          błękitka czy coś w tym stylu :)
      • Gość: Maria Re: Kuchnia PRL IP: 213.199.253.* 17.12.03, 18:01
        A czy pamiętacie te sino-zielone kurczaki "mniej wartościowe"? Były to trupki
        wagi ok. 40-50 dag. A jaką to inwencją musiały się wykazać gospodynie domowe,
        żeby coś rodzinie przygotować do jedzenia. I jak słyszę nieraz te tęsknoty za
        czasami PRL, to robi mi się nie dobrze.
        W latach 80-90 pracowałam na terenie dużego zakładu przemysłowego w W-wie.
        Pamiętam w okresach przedświątecznych zawsze coś tam "rzucili" dla robotników.
        Ponieważ mieliśmy zaprzyjaźnioną panią socjalną, to zawsze dla nas urzędasów
        coś tam skapnęło, a to jajka, a to ryby. W bufecie robotniczym też czasami
        można było kupić wątróbkę, salceson czy kaszankę.
        Ach, to były czasy!!!!
        Pozdr. - Maria
      • brunosch Re: Kuchnia PRL 18.12.03, 10:52
        1.Zapytam ojca, jak robi się "koniak". Mam nadzieję, że wygrzebie z pamięci,
        jednego jestem pewny, że śliwek się nie dodawało (zresztą dawałyby obrzydliwy
        bury kolor), czyli herbata, rodzynki i może szczypta wanilii?
        2.Na 13 to byliśmy wytresowani jak pies Pawłowa. Gdy w drugiej połowie '80
        znalazłem sie na zgniłym zachodzie, to przedefiladowałem (w samoobsługowym!)
        przez dział z alkoholem, popatrując na zegarek... Po chwili do mnie dotarło, że
        można nie czekać.
        3. Babcie były najrozsądniejsze. Moja pamiętała zarówno 1, jak i 2 światową i
        potrafiła nie tylko dać sobie radę w najgorszym okresie, to jeszcze uczyła nas
        nadziei że na pewno się zmieni, bo "zawsze tak jest, że musi się poprawić".
        • Gość: Jarecka Re: Kuchnia PRL IP: 62.121.73.* 18.12.03, 13:07
          a moja przyjaciółka, tłumaczka, wybrała się na wczesny obiad do restauracji w
          towarzystwie Włochów, dla których pracowała. Było przed 13 więc musiała im
          tłumaczyc, że kelner nie może przyjąć zamówienia na wino. Nie mogli tego
          zrozumieć w żadnym języku. W prawdziwe osłupienie jednak wprawiło ich, jak po
          obiedzie, przy kawie, pojawił się rozpromieniony kelner z informacją, że
          właśnie minęła 13 i teraz może im podać wino. Ewka sama z siebie wstydziła się
          to przetłumaczyć, ale Włosi koniecznie chcieli wiedzieć, co ten kelner
          radosnego chce im zakomunikować. I jak się dowiedzieli to im mowę odebrało...HJ
          • brunosch Re: Kuchnia PRL 18.12.03, 13:18
            Scenka z kolejki przed monopolowym. Wiadomo, ogonek się wije, ale dość
            pospiesznie, bo każdy w garści ma odliczoną sumę i wszystko idzie jak automat -
            kartka, forsa, butelka, następny. Kolej przyszła na gościa, który zamiast
            zachować się standartowo poprosił o likier truskawkowy. Wszyscy zamarli... I w
            tej ciszy jakiś fioletowy lemur wycharczał: "łakomczuszek"
    • hania55 Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 17:46
      Jeszcze mi się przypomniała taka historia: moja mama w wypasionych latach
      gierkowskiego dobrobytu kupiła książkę, w której znajdowały się przepisy m.in.
      na smakołyki do podania na jakimś kinderbalu. Przeglądałam sobie tę książkę we
      wczesnych latach 80-tych i grozę w mym dziecięcym jeszcze umyśle budziły
      przepisy typu: 15 dkg migdałów, 15 dkg rodzynek, 15 dkg daktyli, ileś-tam
      śmietany kremówki, ileś-tam gorzkiej czekolady. Czytałam to jak baśnie 1000 i 1
      nocy! Z kolei kilkuletni synek naszej sąsiadki kiedyś zrobił regularny bunt.
      Biedna sąsiadka kombinowała jak mogła, żeby 5-osobową rodzinę wykarmić i ciągle
      robiła jakieś niby-to-hinduskie albo niby-to-arabskie potrawy składające się
      głównie z ryżu i z warzyw. Przepisy na te dania miała zapisane w zeszycie. I
      jej synek kiedyś chwycił za zeszyt i wrzasnął "Mama, ja ci ten zeszyt kiedyś
      spalę! Ja chcę schabowe i mielone na obiad."
      • jottka Re: Kuchnia PRL 17.12.03, 17:47
        jak patrze na te wspomnienia, to nie mogę sie oprzeć wrażeniu, że mieszkanie w
        szczecinie - mieście handlujących marynarzy miało liczne dobre strony :)
        • Gość: kaska Re: Kuchnia PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.03, 17:59
          tak, mialo. Moj ojciec mieszkal w Gdyni, przywpzil mi dzinsy i rozne dobra,
          ktorych w krakowie nie bylo.
        • Gość: Jarecka Re: Kuchnia PRL IP: 62.121.73.* 17.12.03, 18:25
          Myslę, że tak, że handlujący marynarze ułatwiali życie. Ja mieszkam w Warszawie
          i marynarze tu nie docierali, natomiast chyba jednak było tu lepsze
          zaopatrzenie. Wynajmowaliśmy jakieś mieszkanie wielkości chustki do nosa w
          śródmieściu, dwa kroki od "Koszyków". Chodziło się na te "Koszyki" jak na
          polowanie ale dość często wracało z nieosiągalną gdzie indziej zdobyczą -
          parówki baranie, krem półtłusty, kawa, jakaś przyprawa albo garnek, albo
          szampon zielone jabłuszko. To włąśnie najlepiej pamiętam, że wychodziło się do
          sklepu, żeby kupić coś na jutrzejszą proszoną kolację, a wracało się tuląc do
          piersi dwie pary skarpetek, krochmal w sprayu i wiórki kokosowe.
          Naprawdę złoszczą Cię te wspomnienia? Przecież podtekst jest optymistyczny -
          jest lepiej niż było. Co prawda, wtedy byliśmy o te 20 lat młodsi, więc ten i
          ów chętnie by wrócił w te niedostatki do czasów płaskiego brzucha i bujnych
          włosów bez siwizny. Ale nikt takiego układu nie proponuje. Mogło się wszystko
          tak potoczyć, że bylibyśmy i starzy i bez kaparów. A los był łaskaw, kondycję i
          urodę nadwątlił, ale za to dał krewetki, świeże zioła, tiramisu nie mówiąc już
          o oliwkach. Więc się cieszymy. I czemu tu się dziwić, jottka, co tu jest do
          rozumienia?
          Pozdrawiam serdecznie, Hania
          • jottka ote 17.12.03, 19:02
            kwestię camille mi idzie:

            > Fajnie sie czyta, bo w latach PRL /do 1984/bylam jeszcze w Polsce, ale to
            mama glownie borykala sie z dostaniem produktow. ... Piszcie, piszcie, z
            przyjemnoscia powspominam stare "dobre" czasy.......


            no więc one dobre nie były i choć całkowicie pojmuję walor wspominkowy, to moja
            matka na ten przykład wspomina je jako koszmarny horror, bo nigdy talentów
            zaopatrzeniowca nie miała. nie mam nic przeciwko odrobinie perwersji i myślnych
            umartwień w ramach adwentu, ale w tych ino granicach
            • Gość: Camille Re: ote IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 17.12.03, 21:21
              Chyba widziesz, ze te "dobre" czasy to ironia....Zreszta pamietam dobrze puste
              polki i stanie w kolejce, po nie wiadomo co.....pamietam, ze bracia na zmiane
              z tata stali cala noc po pralke a wrocili z lodowka....
              Ale i tak ludziom ktorzy zyli w bliskiej odleglosci od wsi bylo duzo lepiej-
              my czesto mielismy cwiartke cielaka czy pare wiejskich kur w zamrazalniku
              a nasza rodzina na Slasku nie miala nic i wozilo im sie co tylko mama dala
              rade zdobyc.
              Niemniej te czasy nauczyly mnie doceniac drobne rzeczy w zyciu-jak patrze na
              Amerykanow, to rece opadaja-oni by zgineli z glodu w ciagu tygodnia!
              Bo ja potrafie z niczego /no, prawie/ zrobic cos, a oni nie.
              Wiec dla mnie to jest takie szczescie w nieszczesciu, ze cos dobrego z tych
              zlych czasow wynioslam.
          • Gość: Maria Re: Kuchnia PRL IP: 213.199.253.* 17.12.03, 19:05
            Rzuciłaś Haniu J. hasło "Koszyki". Kiedyś w okresie stanu wojennego kupowałam
            jakieś mięso na kartki w sklepie rzeźniczym na rogu ul Lwowskiej i Koszykowej.
            Kolejka była straszna. Z wielkim trudem przez tłum ludzi wydostałam się ze
            sklepu z rozwianymi połami płaszcza. Podszedł wtedy do mnie starszy pan
            wyglądający na "szlachciurę" i zapytał się jak ma dojść do dworca centralnego.
            Widząc mnie ze "zdobyczą" w postaci mięsa powiedział: jacy wy tu w mieście
            jesteście biedni, gdyby władza chciała kupić to co my rolnicy jesteśmy w
            stanie wyprodukować, to byście sklepy mieli zapełnione żywnością pod sufit.
            Czy właśnie dziś tak nie jest? Więc cieszmy się.
            Jednego w tamtych czasach nauczyłam się, radzić sobie w trudnych sytuacjach.
            Dziś jestem na emeryturze, więc i pieniążków nie za dużo ale jest mi dużo,
            dużo lepiej niż wtedy.
            Pozdr. - Maria
            • Gość: aka Re: Kuchnia PRL IP: *.we.client2.attbi.com 17.12.03, 20:34
              wyjechalam z Polski w 78 wiec " nie doswiadczylam " krylla
              i "czekoladopodobnych" - czytalam o tym tylko w listach od rodziny. Od czasu
              gdy weszlam na to Forum ( jakies 2-3 lata temu ) zauwazylam , ze :kuchnia w
              Polsce zrobila sie bardzo miedzynarodowa . Jest dostep do i rozumienie wielu
              dodatkow, potraw itd. Ale w tym samym czasie zauwazylam, ze przepisy podawane
              w odpowiedzi na : "co macie dzisiaj na objad" , " co ugotowac nowego" itd to
              glownie jakies podsmazane ziemniaki, makaron z serem itd , zapiekane
              kanapki. Jednym slowem jest sporo przepisow ale w codziennym zyciu widze ze ..
              ludzie po prostu nie maja co jesc !! Znowu !!!
            • Gość: Jarecka Re: Kuchnia PRL IP: 62.121.73.* 18.12.03, 12:40
              Od razu wczoraj chciałam napisać, że pewnie mijałyśmy się w tym sklepie, ale po
              zastanowieniu odeszła mi odwaga - atmosfera sklepów mięsnych była szczególna,
              więc jeśli się tam miałyśmy okazję spotykać, to może i warknąć na siebie albo
              wyrwać ostanią parówkę...Chociaż ja raczej byłam z tych, co schodziły z pola
              walki ze łzami w oczach. Dziwnie o tym myśleć, co nie? Ciepło pozdr, hanka
        • Gość: alex Re: Kuchnia PRL IP: *.den.nilenet.net 29.12.03, 08:24
          A propos Szczecina i poruszonego przez kogos wczsniej watku 13-tej to pamietam
          jak sie w czasie studiow w srodku zimy wybralam z kolezanka na herbatke z
          rumem do Kaprysu (na rozgrzanie). Niestety byla 12:45. Kelner najpierw
          przyniosl nam herbate a 15cie minut pozniej rum :-))
      • Gość: Krewetka Re: Kuchnia PRL IP: 213.131.78.* 18.12.03, 10:57
        Syn moich znajomych tez sie buntowal. Pewnego wieczoru stal przed zamknieta
        lodowka powtarzajac monotannie: "Serek, serek" (uwielbial kanapki z zoltym
        serem). A ze serka nie bylo jego mama powiedziala: "Nie ma serka, jest kryzys".
        A rezolutne dziecko: "Nie chce kryzysu, chce serek!"
    • default Re: Kuchnia PRL 18.12.03, 10:27
      Jak się trafiło jakimś cudem na szynkę, polędwicę czy baleron, to brało
      się "ile dawali", jakby ktoś wtedy - jak to jest obecnie - poprosił o 10 deko
      i to jeszcze w plasterkach (!) to by go chyba śmiechem zabili. O krojeniu nie
      było mowy, człowiek łapał co mu rzucono i często taka szynka, tłusta i
      poprzerastana (bo akurat "dupka" się trafiła) była nieco trudna w konsumpcji
      (chociaż w smaku była lepsza niż teraz, wtedy nie pompowano wędlin wodą z
      konserwantami). Wtedy mieliło się te szynkowe ochłapy i wychodziła smaczna i
      zjadalna do końca pasta na kanapki. Do dzisiaj tak nieraz robię z końcówkami
      różnych wędlin.
      • Gość: Jarecka Re: Kuchnia PRL IP: 62.121.73.* 18.12.03, 13:13
        Czy pamiętacie, że w sklepach mięsnych właściwie nie pakowało się zakupionych
        wiktuałów? Pani rzucała na ladę mięso czy wędlinę "w luźnym związku" z grubym
        papierem, którym sobie można było dopakować we własnym zakresie, jeśli ktoś
        zdążył, bo przecież tłum napierał...HJ
        • brunosch Re: Kuchnia PRL 18.12.03, 13:26
          Ale jeszcze częściej na wagę kładła papier grubości tektury i dopiero na taką
          podkładkę waliła towar. Niby nic - różnica zaledwie kilku gram, ale na każdym
          klijencie...
          • mantha Re: Kuchnia PRL 18.12.03, 13:45
            Nie pakowala, bo miala za zadanie odcinac kupony od kartek, wlepiac do
            specjalnego zeszytu klejem typu guma arabska, i nie miala o prostu czasu :-)
          • Gość: Krewetka Re: Kuchnia PRL IP: 213.131.78.* 18.12.03, 14:04
            A tu, gdzie teraz mieszkam do dzis tak robia. Wszystko waza z opakowaniem. Np.
            ser zolty w plasterkach na styropianowej tacce. I nikomu do glowy nie przyjdzie
            zaprotestowac. To taki napiwek dla sprzedawcy.
        • hania55 Sklepy mięsne 18.12.03, 14:24
          Gość portalu: Jarecka napisał(a):

          > Czy pamiętacie, że w sklepach mięsnych właściwie nie pakowało się zakupionych
          > wiktuałów? Pani rzucała na ladę mięso czy wędlinę "w luźnym związku" z grubym
          > papierem, którym sobie można było dopakować we własnym zakresie, jeśli ktoś
          > zdążył, bo przecież tłum napierał...HJ

          Przecież papier był cennym surowcem wtórnym, za który dostawało się szklanki
          albo papier toaletowy. Takie jaśniepańskie zachcianki z tym pakowaniem ;-)

          Mój tata nigdy nie chodził do mięsnego, bo byśmy z głodu pomarli albo
          przymusowo stali się jaroszami. A to dlatego, że tata potrafił królowej za ladą
          zwrócić uwagę, że przyjmuje pieniądze, wkleja kartki do zeszytu i potem brudną
          łapą (upierścienioną i ozdobioną długimi, malowanymi szponami) podaje mięso
          albo wędlinę. Albo, że deska do krojenia czy nóż brudny. Albo, że kroi
          bezpośrednio na ladzie, na której ludzie kładą pieniądze. Raz królowa rzuciła
          nożem o ziemię i powiedziała "A ja pana nie obsłużę" i się ciężko obraziła.

          Na szczęście mieliśmy jakieś pokątne zaopatrzenie ze wsi, a poza tym moja mama
          starała się nie podchodzić do warunków sanitarnych w sklepach tak krytycznie,
          jak tata.

    • default Re: Kuchnia PRL 18.12.03, 14:34
      Nie wiem czy się nie mylę, ale wydaje mi się że nie było wtedy takiego wyboru -
      słodka czy kwaśna śmietana. Teraz to oczywiste, w zależności od potrzeb kupuje
      się śmietankę słodką (najczęściej w kartoniku), albo już ukwaszoną, gęstą (np.
      szefa kuchni). Wtedy kupowało się po prostu śmietanę (w butelkach z
      pomaranczowym bodajże kapslem), a to czy była słodka czy kwaśna, zależało od
      jej "wieku". Najczęściej trafiałam na odwrót - jak potrzebowałam kwaśnej, to
      trafiała mi się słodka, a jak liczyłam na to, że ją np. ubiję na krem, to
      niestety była już kwaskowa.....
      • julka1327 Re: Kuchnia PRL 18.12.03, 14:46
        Ale zachcianki! Śmietana, to śmietana a jak skwaśniała, to trudno ;)
        Pamiętam, że nie podawało się nazw gatunków, bo chyba wtedy nie istniało coś
        takiego. Ser był żółty, biały i topiony i nikomu do głowy nie przyszło zapytać
        o edamski, czy goudę. W Wysokich Obcasach był wywiad z Gilowską i ona
        powiedziała coś takiego, że nawet nie potrafiliśmy marzyć, bo nawet nie
        znaliśmy pojęć o jakich można śnić.
      • Gość: Krewetka Re: Kuchnia PRL IP: 213.131.78.* 18.12.03, 15:45
        Dokladnie tak. Tylko ten kolor kapsla zalezal od procentu tluszczu. Ale nawet
        ta najtlustsza byla chydsza niz powinna. Pamietam, udalo sie nam kiedys zdobyc
        prawdziwe kremowke "prosto od krowy" i postanowilismy ubic ja do truskawek.
        Niestety, nie bylam przygotowana na to, ze nieoszukana kremowka ubija sie
        bardzo szybko i wyszlo swietne maselko ;-)
    • Gość: Lobelia Re: Kuchnia PRL IP: 195.187.102.* 18.12.03, 16:35
      Pochodzę z zaradnej rodziny i do dziś stoi mi w oczach przerabianie całej świni
      w kuchni mojej babci... Oczywiście świnię dziadek osobiście w komórce wyhodował.
      Babcia umiała robić fantastyczne wędliny - kiełbasy, bułczanki, kaszanki. Potem
      w moim pokoju przy kaloryferze suszyły się całe pęta kiełbasy. Od rodziny ze wsi
      przyjeżdżały całe tony jabłek (rany, jeszcze kiedyś zjeść taką smalcówkę, czy
      kosztelę jak z sadu, co go jeszcze pradziadek sadził!) i wiśni szklanek. Babcia
      hodowała kury na jajka i rosołek, w porywach bywały też gęsi, kaczki i indyki.
      Dziadek z talentem prowadził hodowlę królików (mniam, mniam pasztecik!).
      Sąsiadka dziadków handlowała baraniną z nielegalnego uboju. Działka (a właściwie
      dwie) dostarczała owoców i warzyw. Czysta samowystarczalność... Artykuły
      luksusowe, typu pomarańcze czy czekolada podsyłała rodzina ze zgniłego
      zachodu... Dziadek załatwiał nawet mąkę z zaprzyjaźnionego młyna, wielki wór
      stał u babci w pokoju. Jakoś gorzej było z mlekiem i przetworami, na hodowlę
      krowy dziadkowie się nie zdecydowali - pamiętam 8 godzin w kolejce za kostką
      masła. I kiełbasy z nutrii oraz z koniny (w naszym mieście też był taki sklep).
      Kubańskie pomarańcze składające się głównie ze skóry (podobno jak dojrzeja to są
      bardzo dobre, ale one nigdy nie miały takiej szansy, bo je ładowali na statek
      niedojrzałe, zeby podróż przeżyły). A pamiętacie te dramatyczne komunikaty przed
      świętami, o tym, że właśnie płynie statek pełen cytrusów i oczekiwanie z
      napięciem, czy aby na czas dopłynie? W oczach mi stoi taki program telewizyjny,
      tytułu nie pamiętam, ale prowadząca go pani uczyła jak z resztek mydeł wykonać
      jedno nowe oraz jak "odświeżyć" stary chleb (namoczyć i podpiec w piekarniku).
    • czekolada72 Re: Kuchnia PRL 19.12.03, 20:21
      A czy ktos jeszcze pamieta pomaranczowy zolty ser oraz slone maslo? Dwa
      produkty ktore przyprawialy mnie o mdlosci, nawet dzis na sama mysl... Za to
      najwiekszym rarytasem byla kanapka z bulki, mielonki (ale takiej zagranicznej
      u mojej ciotki - chyba z Pewexu?) i pomidorem.
      • Gość: Jarecka Re: Kuchnia PRL IP: 62.121.73.* 19.12.03, 20:57
        Pamiętam, przemknęlo takie coś przez nasz rynek. Były to z całą pewnością
        produkty importowane w ramach jakichś dziwnych kontraktów, jak pamiętam mętnie,
        jakoś z północy. Masło bodaj było finskie.
        Ale były też niezłe rzeczy. Np. ryby płastugi i halibuty w cenie ...barszczu,
        że nie wspomnę już kalmarów, które do dzisiaj kojarzą mi się z jakimś jedzeniem
        nędzarzy. A zdaje się niesłusznie. HJ
      • Gość: Camille Re: Kuchnia PRL IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 19.12.03, 20:58
        "A czy ktos jeszcze pamieta pomaranczowy zolty ser oraz slone maslo?"

        Tu chyba mowa o amerykanskim serze typu cheddar i ich slonym masle......
        No coz, w USA sa to bardzo powszechnie do dzisiaj kupowane produkty. Wlasciwie
        maslo ludzie kupuja tylko solone-ja znajduja moze 1 rodzaj niesolonego w
        sklepie i musi na nim byc slowo "niesolone". Na tych innych, solonych pisze
        np. ze ze slodkiej smietanki i ktos niewtajemniczony moze sie zdrowo naciac!
    • Gość: Magda Re: Kuchnia PRL IP: *.siedlce.dialup.inetia.pl 20.12.03, 16:05
      No oczywiscie - ser reganek.
      Nie bardzo natomiast rozumiem dlaczego wszyscy psiocza na pomarancze kubanskie -
      mnie one bardzo smakowaly. Szkoda ze juz do nas nie przyplywaja na swieta!
    • Gość: ania Re: Kuchnia PRL IP: *.dialup.medianet.pl 21.12.03, 17:25
      uroczy wątek.
      serdecznie pozdrawiam Panią Jarecką.
      czy czyta Pani politykę?pilch rozpisał tam konkurs
      na opowiadanie, uważam że Pani anegdota o migdałach
      mogłaby go zachwycić.
      aha, i nie ma we mnie żadnej nostalgii...mam dopiero 18lat.
      słucham tego troche jak opowieści o mroźnej zimie czy
      żelaznym wilku, a jednoczesnie to wspominanie jest troche
      sarkastyczne, troche wzruszające....
      dziękuję bardzo. i rzycze wszystkim wesołych świąt.
      • Gość: Jarecka Re: Kuchnia PRL IP: 62.121.73.* 21.12.03, 22:18
        Dziękuję za pozdrowienia i ciepłe słowa i komplementy - płyną jak miód na moją
        duszę i to jeszcze w taki piękno-pracowity przedświąteczny czas.
        Przesyłam serdeczności - dla Ciebie, Aniu, dla wszystkich, którzy zechcieli
        powspominać i dla wszystkich, którzy nie próbowali "piszących źródeł
        historycznych" przegonić na forum 40+. I, naturalnie, uklony dla drogiego
        Bruna,który nas ośmielił i zainspirował.
        Z uśmiechem, Hania Jarecka
        • Gość: Magda Re: Kuchnia PRL IP: *.siedlce.dialup.inetia.pl 22.12.03, 11:09
          Dlaczego 40+. Ja jestem dopiero 30+ i doskonale pamiętam tamte czasy.
          Pozdrawiam.
    • Gość: alex Re: Kuchnia PRL IP: *.den.nilenet.net 29.12.03, 08:28
      Nigdy nie zapomne jak do rodzicow (pewnie na imieniny) przyszli goscie i z
      braku laku zastawilysmy z mama caly stol zoltym serem. Byly koreczki, ser
      starty wymieszany z natka pietruszki i ser w plasterkach :-)) Az sie uginalo
      od ilosci polmiskow :-)))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka