Gość: TYTUS DE ZOO
IP: *.chello.pl
04.03.09, 23:35
Postanowiłem zgłębić fenomen tego, jak mówią "najlepszego rockowego
zespołu w Polsce". Ewentualnie "najbardziej alternatywnego z
alternatywnych". W tym celu udałem się na koncert znakomitej, jak
mówią, COMY.
W zespole COMA wszystko jest na tym samym poziomie. Teksty, muzyka,
wygląd panów muzyków. Policzyłem ile razy w czasie trwającego 80
minut koncertu usłyszałem coś naprawdę oryginalnego. Cztery! Miałem
naprawdę niezłą radochę, rozpoznając w muzyce COMY nader często albo
RATM z pierwszej płyty, albo Soundgarden z dwóch pierwszych, albo
Tool z drugiej a nawet Pink Floyd z "The Wall". To, co mnie naprawdę
przeraziło, to fakt, że publiczność COMY wydaje się tych rzeczy w
ogóle nie znać. Ktoś im kiedyś (Trójka?) powiedział, że to jest
dobre, oryginalne i łyknęli. A przecież w Polsce grywa się lepszą,
bardziej wyszukaną muzę. Tylko, że publiczność coraz mniej chce jej
w ogóle szukać, zadowalając się tym co dostaje od radia, prasy itp.
Teksty COMY są absolutnie osobną kategorią. Na koncertach śpiewa je
prawie cała publiczność. Może nie zauważa tego jak bardzo są
grafomańskie? Ale w końcu każda piosenka musi posiadać tekst (cyt.
K. Nosowska(, byle by tylko dobrze się go śpiewało.
No i wygląd. Panowie gitarzyści wyglądają jak mechanicy samochodowi.
Może to przemyślana strategia stylisty zespołu, żeby upodobnić się
do "ludu słuchającego"?
Mam naprawdę dość buraczanego rocka w tym kraju. Ile jeszcze COM,
Patrycji Markowskich, Pectusów, Dod, Feelów, Pectusów czai się w
pobliżu?