dana7675
07.11.06, 01:19
2 miesiące temu zmarł mój chłopak, miał 31 lat. Plany, marzenia i mój sens
życia to wszystko umarło z Nim, nie umiem bez Niego żyć, kazdy dzień jest
udreką, kiedy jestem wsród ludzi jest dobrze (o ile moze być dobrze w takiej
sutuacji) ale kiedy wracam do domu na nowo przeżywam swója tragedie. Dookoła
słysze ze musze byc sila ale tak naprawde nie mam juz siły, boje sie ze trace
zmysły. Jestem zmeczona tym bólem a z drugiej stony nie moge żyć bez Niego,
mojej miłości, bez moich wspomnień... Co mam zrobic by serce nie bryzgało
krwią kazdego dnia, jak mam żyć by żyć a nie egzystować? pomóżcie mi... prosze