zyjesieraz22
04.06.24, 13:25
Cześć, w tym roku kończę 21 lat. Niedługo mija 8 miesięcy od śmierci mojego taty.
Bardzo trudno jest mi się z tym uporać.
W marcu 2023 roku trafił pierwszy raz do szpitala, przeżył operację po której w domu wymagał całodobowej opieki. Nie mogłam pozwolić aby mamy została z tym sama, nauczyłam się jej pomagać. Myć, przewijać, robić opatrunki.
Mając zaledwie 19 lat bardzo dużo stresu i nerwów usiadło mi na głowie w porównaniu do moich rówieśników. Nie chciałam pokazać mamie że to przeżywam wtedy ona by się załamała. Punktem kulminacyjnym choroby mojego kochanego taty był wrzesień tamtego roku, choroba dostała się do mózgu przez co tata kompletnie nie wiedział co się dzieje. Byłam zmuszona wezwać pogotowie, ratownicy medyczni zachowywali się okropnie w stosunku co do mnie i mojego taty. Wyzywali i szydzili jakby moja wina było to że jest chory. Kochałam i kocham mojego tatę całym sercem, zawsze pomagałam mimo że czasami człowiek może mieć dość. Wypuścili go po tygodniu, 05.10.2023 bez żadnych rokowań, ponieważ choroba zżerała go od środka. Zmarł 15.10.2023 roku w domu przy mnie i mojej mamie. Minęło już tyle czasu a czuję ogromny ból każdego dnia poniewaz przez tą opiekę jeszcze bardziej się do niego zbliżyłam. Doprowadziło to do bardzo głębokiej depresji, tata nigdy nie pozna moich dzieci, nie odprowadzi do ślubu… okropna rzeczywistość. Jak sobie z tym poradzić.