Dodaj do ulubionych

Szukam wsparcia...

09.03.21, 13:49
Czy ktoś tu jeszcze zagląda..??
Szukam wsparcia...jestem w żałobie po śmierci mojej Mamy,
która zmarła 2 miesiące po operacji woreczka żółciowego, w
zasadzie nie chorowała, poszła o własnych siłach, miała wyjść
po tygodniu i...już nie wróciła !!
Miała 64 lata. Nie wierze...nie umiem sobie z tym poradzić, że
nagle jej nie ma i już nie będzie...to jakiś koszmar, z którego chce
się obudzić..
Czy jest tu ktoś kto chciałby ze mną popisać, kto rozumie co przeżywam,
kto również jest w żałobie...???
Obserwuj wątek
    • karolinam7 Re: Szukam wsparcia... 02.04.21, 09:38
      Dobrze wiem co czujesz ,Ja niestety straciłem babcię jednakże była mi bardzo bliska. Na to nie mamy lekarstwa i musimy się pogodzić ze śmiercią. Smutne to ale zaakceptuj fakt że odeszła , tym bardziej umacniając się w tym że teraz zawsze będzie przy Tobie :( Współczuję [*]
      • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 03.04.21, 01:05
        Dziękuje Ci że napisałaś...jednak tak trudno się pogodzić, przecież mogła jeszcze żyć.. Nikt się tego nie spodziewał ,że tak to się skończy...
        Tak bardzo bez o pamiętania za nią tesknie, zostawiła po sobie pustkę i łzy które ciągle płyną,
        nie wiem jak dalej żyć, nic już nie cieszy, nic już nie będzie takie samo...
        Współczuje Tobie również...światełko pamięci dla Twojej babci [*]
    • anan37 Re: Szukam wsparcia... 10.04.21, 17:29
      Ja straciłam Tatę. Nie wierzę w to co piszę. Byliśmy baaardzo związani. Tata to cudowny ciepły człowiek. Mam synka którego uwielbiał. Gadaliśmy codziennie. Boli, boli bardzo, ale chce żyć!
      • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 12.04.21, 01:06
        Witam, wiem co czujesz i rozumiem...też mam synka 5 letniego, który strasznie
        tęskni za babciom (mieszkała z nami) i nie rozumie dlaczego nagle jej nie ma..
        Tak bardzo pusto bez niej, nasz świat rozpadł się na kawałki i nie wiadomo jak żyć...
        Boże jak to boli..im dalej tym gorzej..nie umiem się z tym pogodzić!
    • pawelsam12 Re: Szukam wsparcia... 21.04.21, 11:51
      Niestety wiem co czujesz , bardzo jest mi przykro i współczuję tak wielkiej straty. Przeżyłem już takie sytuacje nie raz więc myślę że trochę o tym wiem. Daj mi tylko znać jak mógłbym Ci pomóc
      • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 22.04.21, 00:19
        Witaj
        Myślę że właśnie wśród ludzi, którzy przeżyli stratę można znaleźć zrozumienie, ktoś
        kto tego nie przeżył nie ma pojęcia co czujemy, jak wielkie to cierpienie.. mogą sobie
        tylko wyobrazić a to i tak namiastka. Wiem bo sama byłam kiedyś w tym gronie "nieświadomych".
        Piszesz że przeżyłeś już takie sytuacje..czy z czasem da się wyjść z tego cierpienia?
        Czy czas faktycznie swoje zrobi i będzie mniej bolało? Czy to zależy indywidualnie od człowieka,
        jaką ma psychikę, wsparcie otoczenia (ja go nie mam).Czy jeszcze będzie chciało się żyć?
        Napisz jak to było i jest u Ciebie.. jeśli możesz..
      • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 24.04.21, 02:27
        To chyba jesteśmy razem w tej otchłani, napisz coś więcej jeśli możesz...
        Ja z trudem utrzymuje się na powierzchni, każdego dnia walcze żeby nie
        utonąć w morzu problemów które zapoczątkowała śmierć mojej Mamy,..
        • tomat68 Re: Szukam wsparcia... 24.04.21, 18:50
          Piszę i kasuję.Nie ma słów które to oddają.Niedługo nadejdzie noc,kolejna której nie prześpię.... Ta noc za oknem jest niczym w porównaniu z tą ciemnością która się do mnie zbliża....Jak ludzie którzy stracili rodziców mogą normalnie funkcjonować?Ja 20kwietnia o 8.24 postarzałem się o 20lat.
          • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 24.04.21, 21:12
            Witaj tomat, napisałam już do Ciebie w twoim wątku który zalozyleś "Tego nie da się nazwać"
            bo dopiero później zauważyłam że go założyłeś...
            Ja żyję w tej ciemności już ponad rok a myślałam, że nie przeżyje ani godziny, czuje się jak
            staruszka, jakbym przeżyła już swoje życie...nie zdawalam sobie sprawy, że to mnie tak rzuci
            na kolana, że tak ciężko żyć bez rodzicow...
            • tomat68 Re: Szukam wsparcia... 24.04.21, 21:48
              Nawet nie wiem że zakładam jakieś wątki.Po prostu zapełniam prostokącik przeznaczony na treść.Nie jestem teraz dobrym partnerem do rozmów.Po prostu nikt ze mną nie wytrzyma.Gdyby się dało przetaczać myśli,tak jak się przetacza krew.... Wybacz.Leżę z telefonem w ręku i nie wiem co napisać.To jest to samo łóżko na którym spał mój tata,i obok którego zmarł....Jak przetrwać kolejną noc bez snu?Czy swoją tęsknotą nie wyrządzam mu krzywdy zatrzymując tutaj?Jak mam się modlić za niego?Dlaczego nauczyciel dostaje rok wolnego na ratowanie zdrowia,a człowiek który stracił bliską osobę tylko dni na pochowanie?A potem co?Zakopałeś ,pozbyłeś się ciała,wracaj wypełniać społeczne obowiązki?Każdy stracił lub straci rodziców,każdy bez wyjątku, więc czemu natura nie wyposażyła nas w mechanizmy obronne przed tą traumą,skoro wyposażyła w śmierć.Wiem że piszę bez sensu.Teraz nic nie ma sensu.Nawet nie wiedziałem że istnieje taki stan jak ten w którym się znajduję.Depresja przy tym to jak wybuch niepohamowanej radości.
              • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 25.04.21, 01:53
                Wcale nie piszesz bez sensu, wszystkie myśli, emocje, zachowania w żałobie choćby były
                najdziwniejsze są naturalne..będzie się przetaczał przez Ciebie cały wachlarz emocji od zupełnego
                odrętwienia, rozpaczy, gniewu, złości, poczucia winy, tęsknoty, strachu...To właśnie robi z nami
                żałoba..ja jestem już tym tak zmęczona i poobijana, że chwilami zazdroszcze tym co po tamtej
                stronie...Czy krzywdze tym moją Mamę, że tak rozpaczam - nie wiem, ale myślę że cierpimy bo
                kochalismy te osoby i to o czymś świadczy..
                Módl się za Tate swoimi słowami tak jak dyktuje ci serce, podziekuj za wszystko co dobre i przeproś
                za wszystko co złe..ja tak robie. rozmawiam w myślach..
                Ja jestem..rozumiem..pisz jeśli ci to pomorze choć troche
                • tomat68 Re: Szukam wsparcia... 25.04.21, 11:06
                  Nie wiem co jest dla mnie trudniejsze,przeżywanie własnej żałoby,czy żałoby mojej mamy.Ma 80lat,muszę być przy niej bo wiem że nie da rady znieść tej pustki,nie mogę zostawić jej w pustym mieszkaniu.ja nie daję rady,a co dopiero ona.Byli razem 54 lata.Wiem że czas kiedy przyjdzie ją pożegnać jest coraz bliżej.Śmierć taty uświadomiła mi jak nic wcześniej,że jutra może nie być.Praca,swój dom ,obowiązki,a teraz jeszcze ta pustka.Jak to wszystko ogarnąć?Cały świat dookoła funkcjonuje jakby się nic nie stało.A ja rozpadłem się w ułamku sekundy.Teraz wszyscy niby rozumieją"umarł mu ojciec",ale to nie jest usprawiedliwienie żeby coś zmieniać w ich życiu.Ja też umarłem,tylko nikt nie chce mnie stąd zabrać.Może muszę dotrwać dla mamy?Kiedy ona odejdzie,pójdę razem z nią......
                  • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 26.04.21, 10:48
                    U mnie też gdy zmarła moja Mama nie mogłam się nadziwic że świat się dalej kręci jakby nigdy nic, nie zatrzymał się ani na chwile, ludzie wrócili do swoich zajęć i mnie też kazali
                    brać się w garść... tylko że dla mnie tamtego świata już nie było.. umarł razem z moją Mamą, nie ma już tamtej osoby którą byłam.. nie wiem kim teraz jestem, rozpadłam się na
                    kawałki i nie potrafię się poskladać.
                    Moja Mama miała tylko 64 lata, nie chorowała, poszła po pomoc do szpitala na usunięcie
                    woreczka żółciowego i nieudolna operacja ją zabiła, nie ufam już lekarzom, zniszczyli życie całej naszej rodziny, nigdy nie pogórze się z jej śmiercią i nigdy nie będę juz tamtą osobą którą byłam. Teraz życie to wegetacja, życie bez niej straciło blask, żyje bo muszę..
                    Tak bardzo bez opamietania za nią tesknie !!!
                    Nie wiem jak mogę cie pocieszyć bo sama jestem w tej pustce zagubiona..
                    Mogę tylko powiedzieć że rozumiem i łącze się w bólu...
                    Masz jeszcze Mame doceń to że jeszcze ją masz, ona też na pewno cierpi, wspierajcie się wzajemnie na ile potraficie...
                    • tomat68 Re: Szukam wsparcia... 26.04.21, 15:47
                      Pocieszanie jest bez sensu,już samo słowo kojarzy się z cieszeniem się,dostarczaniem radości.Nie da się pocieszyć człowieka w żałobie.Trzeba być i cierpliwie znosić jego nastrój,trzeba mieć świadomość,że to nie chwilowy dołek,ale będzie tak przez rok,może dłużej.Kto wytrzyma tyle z marudą?Może tylko ktoś kto jest w takim samym stanie.Mamę doceniam,jak nigdy dotąd,jakbym starał się odrobić to czego nie dawałem obojgu do tej pory,czyli cierpliwości.Mój tato chorował przewlekle więc niejako do tego przywykliśmy,były dni lepsze i gorsze.Kiedy w poniedziałek przejechałem do rodziców było źle,a kiedy wychodziłem oboje siedzieli przy kolacji.Ostatni mój widok żyjącego taty,to siedzący z łyżką nad talerzem.Wydawało się że to pogorszenie może być reakcją na drugą dawkę szczepionki(pierwszą zniósł bardzo dobrze),tym bardziej że moja mama miała po drugiej dawce przez jeden dzień stan podgorączkowy.Wydaje mi się że szczepionka przyspieszyła jego odejście.
                      • tomat68 Re: Szukam wsparcia... 26.04.21, 16:18
                        Nie wiem jakie są zwyczaje na takich forach,ale w czasie którym się znajdujemy chyba żadne nie obowiązują.Chyba tylko my tu rozmawiamy.Jeśli chcesz napisz na moją pocztę tomat68@wp.pl Nie wiem czy istnieją jeszcze jakieś miejsca podobne do tego,ale na razie nie znalazłem ,a rady typu iść na leżankę do psychologa raczej bardziej mnie irytują niż pomagają.
                        • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 26.04.21, 23:50
                          Masz racje nie da się "pocieszyć" człowieka w żałobie to niewłaściwe słowo, trzeba nie bać się mu towarzyszyć i właśnie wytrzymywać jego nastroje, a o to właśnie najtrudniej w realu (przynajmniej tak jest u mnie), ludzie rzucają ci gotowe formułki typu "będzie dobrze", " weź się w garść "...po czym uciekają do swoich bezpiecznych światów, nie chcą słuchać, rozmawiać, widzieć twoich łez... uciekają jakby żałoba mogła zarażać. Ja miałam ogromną potrzebę rozmawiania o mojej mamie, bo wtedy czulam jakby była obok mnie.. tylko nikt nie chciał tego słuchać..Dlatego tutaj jestem, wiem że tu będę zrozumiana, nikt nie będzie zmieniał tematu, ani próbował na siłę rozweselać. Tutaj nikt mi nie zabroni płakać, smucić się, rozpocząć....
                          U psychologa byłam... to strata czasu... a może źle tafilam..nie wiem..to nie dla mnie..
                          Dzięki za pocztę, może napisze..dziś na razie tyle..miałam kiepski dzień
                          • tomat68 Re: Szukam wsparcia... 27.04.21, 08:46
                            Psycholog nie zresetuje myśli,nie wgra nowego programu.Weźmie tylko pieniądze i odwali swój kilkuminutowy teatrzyk.Obawiam się pogrzebu.Najchętniej byłbym tam sam,z moją mamą,i synem.Po co ci wszyscy ludzie którzy przyjdą bo trzeba,bo wypada.Ilu z nich chociażby raz przyszło,czy zadzwoniło do mojego taty kiedy siedział całymi tygodniami w swoim pokoju.Muszę ich tolerować ze względu na mamę.Wiem że życie toczy się swoim rytmem,wszystko wiem,i co mi po tej wiedzy.Największym pocieszeniem jest dla mnie mój tato.Wiem,że nie jest tutaj,wiem że mnie słyszy.Daje widome znaki swojej obecności a ja się cieszę chociaż nie wiem co to oznacza.Może go zatrzymuję swoimi myślami i nie może pójść dalej,może ma coś niezałatwionego tutaj,a może po prostu niebo jest tu,jak powietrze,a zmarli są jak fale radiowe,nikt ich nie doświadcza dopóki nie natrafią na odpowiednio dostrojony odbiornik.Dziwne wrażenie,siedzisz gadasz do zmarłego,a jak odpowie to podskakujesz w pierwszym lęku,a potem się uśmiechasz i mówisz"nie rozrabiaj".Powiedz komukolwiek że coś spadło,czy że zabrzęczało obok ciebie,w sposób który się nie może wydarzyć,a już do końca życia zostaniesz psycholem,chociaż ludzie pasjami zaczytują się opowieściami o duchach.Wczoraj tacie aż palcem pogroziłem jak skrobał ramką ze swoim zdjęciem o podstawkę.Nie wiem czy powinienem to pisać,nie wiem czy inni ludzie mają podobne doświadczenia.Wiem że nic nie wiem....
                            • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 27.04.21, 23:18
                              Ja pogrzeb swojej Mamy wspominam jako koszmar, działo się to tuż przed wybuchem pandemii kiedy nie było jeszcze obostrzeń i na pogrzeb mógł przyjść każdy... Przyszło mnóstwo ludzi, nie tylko rodzina, znajomi ale i tacy co przyszli tylko popatrzeć..Czulam się jak na scenie, wystawiona na widok publiczny pod pręgierzem spojrzeń ludzi zaglądających mi w oczy, taksujących skale rozpaczy. Nie mogłam się skupić na swoich myślach, na pożegnaniu najbliższej osoby, tak bardzo chciałam być wtedy sama tylko z najbliższymi żeby móc w ciszy i skupieniu pożegnać moją Mamę.
                              Po wybuchu pandemii w pewnym sensie zazdrościłam tym, którzy mogli kameralnie pożegnać swoich bliskich ze wzgledu na obostrzenia..
                              Tak to było u mnie...bardzo dobrze rozumiem Twoje obawy..
                              Zazdroszcze Ci że odczytujesz "znaki" od Twojego Taty, moja Mama tak dawno mi się nie śniła..nie wiem może poszła już dalej...
                              • tomat68 Re: Szukam wsparcia... 28.04.21, 16:35
                                Trudno odczytywać znaki,po prostu są jakieś zdarzenia i już.Nie wiem co znaczą,dusza to nie partner do rozmów typu na tak stuknij raz,na nie dwa.Wystarczy mi ,że mam 1000% gwarancji ,że życie nie kończy się z ostatnim wydechem.I tak powtarzam tacie żeby się nami nie przejmował,niech nasza tęsknota go nie zatrzymuje.Niech cieszy się wolnością.Nie mówię mu żegnaj,mówię do zobaczenia.Wszystko wiem,wszystko fajnie,tylko co z tego.Pustka nie jest ani odrobinę mniejsza.
                                  • tomat68 Re: Szukam wsparcia... 05.05.21, 16:42
                                    Cześć.Staram się trzymać,ale postarzałem się nagle o 20 lat.Depresja mnie pokonała.Przeszedłem przez pogrzeb,ale co dalej?Została mama,w tym roku kończy 80 lat.Nagle sama,w pustym mieszkaniu.Muszę wszystko ogarniać,pracę,swój dom,być jak najwięcej tutaj...Dla mojej żony to tylko teściowa,i kiedyś jej tolerancja się skończy.Cały świat się rozsypał,a ja nie potrafię z tych puzzli niczego sensownego poskładać.Jeszcze będę musiał dyskretnie wspierać mamę finansowo,bo jeszcze do niej nie dociera że zostaje jej do dyspozycji jedna emerytura.Mógłbym więcej pracować,ale to oznacza mniej czasu.Wiem,że nic nie wiem....
                                    • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 05.05.21, 23:13
                                      Wiem..rozumiem.. mimo naszego bólu świat ani na chwile się nie zatrzymał, codzienność wkracza nieubłaganie
                                      i każe nam żyć dalej..tylko że właśnie ta codziennoś jest już zupełnie inna..
                                      Może napisze na Twoją pocztę bo chyba rzeczywiście tylko my tutaj piszemy..

                                      • nida21 Re: Szukam wsparcia... 06.05.21, 21:28
                                        Bardzo współczuję Tobie z powodu śmierci Mamy. Nie jesteśmy przygotowani na to, że ktoś bliski może odejść. Wiemy przecież, że każdy z nas umrze, ale to do nas nie dociera. Każdy z nas jest jednostką samotną na tym świecie i sam w sobie, ze sobą przeżywa ból fizyczny i psychiczny. Otaczają nas inni ludzie i ich los jest podobny. Twoja Mama napewno była cichą, skromną kobietą, nieuskarżającą się na nic, pomocną, serdeczną osobą. Kiedy żyła było Ci łatwiej ogarnąć sprawy dnia codziennego z Jej pomocą. Łatwiej nam znieść ból kiedy mamy przy sobie rodzinę, a Ty ją masz. -"dodam że zostałam w domu jedyną kobietą z czwórką facetów ( tata, mąż i dwóch synów), wiec cały dom na mojej głowie.. - to cytat z Twojego listu. Nie musisz sama mieć całego domu na głowie, przydziel wszystkim drobne obowiązki, jakoś sobie poradzicie.
                                        "Mąż ma chyba już dość moich łez i smutku (w pewnym sensie go rozumiem) chciałby zacząć żyć "normalnie", widzieć mnie czesciej uśmiechniętą..poza tym pracuje za granicą, więc rzadziej jest w domu.
                                        Starszy syn bardzo zamknął się w sobie , młodszy to była taka radosna iskierka która trochę przygasła bardzo tęskni za babciom i nie rozumie dlaczego nagle jej nie ma
                                        (to jest chyba mój największy ból patrzeć jak cierpią i tesknią dzieci)
                                        To kolejny cytat. Zwróć większą uwagę na swoich bliskich. Twoja żałoba trwająca ponad rok spowoduje,że możesz stracić kontrolę nad nimi. Twoje dzieci zamykają sie w sobie, nie dlatego, że tęsknią za Babcią, one cały czas patrzą na płaczącą matkę, co powoduje u nich stres. W przyszłości nie będą miały pozytywnego wzorca jak sobie poradzić w różnych sytuacjach stresowych, będą słabi emocjonalnie i byle co ich złamie. Ty jesteś ważna, ale dzieci, ich przyszłośc emocjonalna - najważniejsze. Na męża też to działa. Nikt nie chce mieszkać w grobowcu. Pracuje za granicą i jak wraca chce widzieć, jak piszesz , częściej Cię uśmiechniętą. Ratuj swoje małżeństwo póki nie jest za póżno, bo uśmiechniętych pań jest dużo. Strzeż się, żeby z jednego nieszczęścia nie wyszły następne. Kochaj i doceniaj bliskich, którzy są przy Tobie, bo zdanie "Kochajcie ludzi, bo tak szybko odchodzą" nie powinno pisć się na klepsydrach, a raczej w formie życzeń.
                                        • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 07.05.21, 23:06
                                          Dziękuje Nida za tak cenne uwagi, że wczytalaś się w moje posty, że napisałaś...
                                          Myślę ze masz dużo racji, sama też z tyłu głowy boję się o moją rodzinę żeby się nie
                                          rozsypała, los wystawił nas na ciężką próbę, chciałabym się pozbierać dla moich dzieci,
                                          one potrzebują poczucia bezpieczeństwa, równowagi, stabilności, oczywiście staram się
                                          nie płakać przy nich otwarcie ale wiadomo dzieci widzą o wiele więcej niż nam się wydaje..
                                          Nie wiem skąd wziąść siłę żeby zapanować nad tym bólem, żeby ta żałoba to cierpienie tak
                                          nie panowało nade mną...
                                          Powiedz czy Ty też straciłaś kogoś bliskiego, przechodzisz lub przeszłaś przez żałobe..?
                                          Tak mądrze piszesz..zwrocilaś moją uwagę na wiele rzeczy których może nie dostrzegałam...
                                          • nida21 Re: Szukam wsparcia... 08.05.21, 00:16
                                            Witaj Smutna!
                                            Tak, straciłam kogoś bliskiego, straciłam ukochanego Męza. Stąd wiem co czujesz. Nie możesz sie bać o swoją rodzinę, to jest strata czasu - musisz działać od teraz.
                                            Pytasz, skąd wziąć siłę żeby zapanować nad bólem. Siłą są piękne wspomnienia. Ja właśnie na nich się opieram. Dobre wspomnienia są dla mnie fundamentem, motywacją do dalszego życia. Pozbierać się to Ty musisz najpierw dla siebie, a nie dla dzieci. Odwrotna kolejność.
                                            Obejrzyj sobie 236 odcinek "Naszego nowego domu" jeśli nie oglądałaś. Usłyszysz jakie nieszczęścia mogą dotknąć ludzi. Mamę zawsze będziesz miała w pamięci i czuła do niej wdzięczność za Jej oddanie i poświęcenie. Teraz przyszedł czas zadbania o żywych, o dalsze życie. Twój Tata też cierpi. Doceń, że go jeszcze masz. Jeżeli będziesz rozdrapywać rany, one nigdy się nie zagoją.
      • barbarajaka Re: Szukam wsparcia... 28.11.21, 13:14
        Masz racje 💔o tez mnie wkurza że ludzie ciagle mi powtarzają czas leczy rany ale to nie prawda czas ich nie wyleczy tylko z czasem nauczymy się żyć z wielka dziura w sercu i tyle pozdrawiam i życzę sily
    • ms_ann Re: Szukam wsparcia... 11.05.21, 22:37
      W sierpniu ubiegłego roku straciłam mamę - tak jak Twoja, poszła na operację o własnych siłach i chociaż całe życie chorowała, to operacja miała być rutynowa i następnego dnia miała wrócić do domu... Niecałe 4 miesiące później, mój tata poszedł do szpitala na przetoczenie krwi, zasnął po obiedzie i już się nie obudził. Mija pół roku, a ja czuję jakbym nie umiała wybudzić się z koszmaru. Nie mogę w to uwierzyć, pogodzić się z tym, że nie wrócą, że mam przeżyć resztę życia bez nich. Rodzice byli całym moim życiem, moim wsparciem, najlepszymi przyjaciółmi, moim światem. Widywaliśmy się codziennie, rozmawialiśmy po kilkanaście razy w ciągu dnia, mieliśmy swoje przyzwyczajenia, rytuały... teraz nic nie ma sensu. W zeszłym miesiącu skończyłam 34 lata - pierwsze urodziny bez rodziców, ten ból jest nie do opisania. Ich śmierć mnie złamała. Nie zabiła, chociaż ciągle się o to modle, ale zupełnie złamała. Nic bez nich nie ma sensu. Od śmierci mamy budzę się co noc zaraz po 3, wtedy, kiedy zaczęła umierać moja mama... Każde wspomnienie czasu śmierci rodziców wywołuje silne napady paniki, strasznej rozpaczy i nikt nie jest w stanie tego zrozumieć, nawet mój partner, który daje mi odczuć, że nie podoba mu się jak się zmieniłam. A ja już nigdy nie będę taka sama. Mam wrażenie, że już nigdy nic nie będzie mnie cieszyć, nie będę szczęśliwa, bo nie ma moich ukochanych rodziców, z którymi dzieliłam się wszystkimi takimi chwilami. Odsunęłam się od wszystkich przyjaciół i znajomych, którzy mają dobre intencje, ale nie są w stanie zrozumieć tego piekła, przez które przechodzę. Wściekam się tylko, że próbują mnie pocieszać zapraszają na imprezy, radzą, że muszę wziąć się w garść. A ja zostałam sama z tą potworną rozpaczą i tęsknotą i zupełnie sobie z tym nie radzę, więc doskonale wiem, co czujesz... Bardzo mi przykro i życzę Ci dużo siły, przede wszystkim żeby nie zwariować. Nie jesteś sama i paradoksalnie mi, jedyne "ukojenie" daje kontakt z dwiema koleżankami, które straciły najbliższe osoby i po prostu rozumieją. Tylko wtedy czuję, że ten ból i żal jest normalny i że nie muszę czuć się winna, że nie potrafię żyć jak wcześniej.
      • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 12.05.21, 00:03
        Witaj
        tak bardzo Ci współczuje śmierći obojga rodziców zwłaszcza w tak krótkim czasie..
        Cóż mogę napisać.. tak bardzo wiem..tak bardzo rozumiem..to tak powtórnie boli..
        Mogą nas zrozumieć tylko ci co to przeżyli, wśród innych czuję się nienormalna, nie
        pasuje do nich..dlatego tutaj pisze bo tu każdy rozumie, nie ocenia, nie każe się brać
        w garść.
        Mam jeszcze tate lecz z nim nie dogaduje się tak jak z mamą ale to już inna historia..
        Też nie wiem jak przeżyje reszte życia bez niej, czuję się jakbym żyła w innej rzeczywistości,
        ja się teraz po prostu męcze w tym życiu...
        Straciłam zaufanie do lekarzy, to na co się napatrzyłam w szpitalu, jak gaśnie moja energiczna, pogodna,
        kochająca życie Mama zostanie ze mną już na zawsze, nie była pogodzona ze śmiercią, widziałam
        to w jej oczach, do końca się broniła, walczyła... a jednak musiała odejść..BOŻE JAK TO BOLI !!!
        Nigdy się z tym nie pogodze ! Co oni jej zrobili..
        Ms_ann jak ja Cię rozumiem.. przytulam Cię do mojego obolałego serca..pisz tutaj jeśli możesz
        będzie mi raźniej..
        • ms_ann Re: Szukam wsparcia... 12.05.21, 08:28
          Jak ja to doskonale znam :( Moja mama też dzielnie walczyła, słuchała się lekarzy, ale tak bardzo bała. Jeszcze dzień przed pójściem do szpitala strasznie płakała, powiedziała, że ma złe przeczucia i że tak bardzo nie chce mnie zostawić... To mi dosłownie rozrywa serce... Mi lekarz prowadzący do końca mówił, że mama z tego wyjdzie... Tak jak Ty, mam wiele żalu do wszystkich lekarzy. Do lekarzy mojego taty, którzy wymawiali się covidem, żeby nie udzielić mu specjalistycznych konsultacji i prowadzili na nim eksperymentalne metody leczenia. Do lekarza mamy, który bez mojej zgody zrobił powtórną operację, po której mama się już nie wybudziła. Najgorsze są te obrazy, z ostatnich chwil mamy, które mnie prześladują, ciągle do mnie wracają. Ten strach w jej oczach.... Mój tata odszedł spokojnie i nieświadomie i chociaż nigdy przenigdy nie pogodzę się z tym, że go nie ma, to wiem, że nie cierpiał. Za to moja mama... Tego nie da się opisać słowami. Kiedy widzisz jak odchodzi ktoś najbliższy to umierasz razem z nim. Zostaje tylko pusta egzystencja, takie funkcjonowanie od jednego dnia do drugiego, ale dokładnie tak jak napisałaś - to jest męka. Przytulam.
          • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 12.05.21, 12:28
            Jakie mamy podobne doświadczenia.. mnie też prześladują obrazy z pobytu Mamy w szpitalu, też
            nie chciała iść do szpitala jakby coś przeczuwała..lekarz zdecydował o operacji (zupełnie niepotrzebnej
            jak ocenił ordynator z innego szpitala do którego Mama została później przewieziona) po której zaczęła
            się gehenna i równia pochyła..mama słabła każdego dnia, uchodziło z niej życie..prawdopodobnie uszkodzono
            jej przewody żółciowe, pojawiła się niewydolność wątroby, konieczność przeszczepu, na koniec zaraziłi ją
            jakąś bakterią lekooporną która przekreśliła jej szanse na dalsze leczenie, organizm był już zbyt słaby do
            przeszczepu..niewydolność wielonarzadowa i śmierć. To wszystko trwało 2 miesiące i działo się w okolicach
            Bożego Narodzenia.. Nigdy nie zapomnę tych świąt..Sylwester.. strzelały fajerwerki..moja Mama umierała a
            ja razem z nią..
            Nie wiem jak dalej żyć z tym bólem...
            • ms_ann Re: Szukam wsparcia... 12.05.21, 14:20
              Moja mama odchodziła 2 tygodnie i to "czekanie na śmierć" było nie do zniesienia - z jednej strony nie chciałam żeby cierpiała, kiedy nie było już żadnych szans na odzyskanie przytomności, a z drugiej, do końca modliłam się o cud. Zarzucam sobie, że mogłam zrobić coś inaczej, że może jakieś inne leki, cokolwiek... zresztą przeciągałam tę operację - przekładałam, z jakiejś wewnętrznej obawy, że coś złego może się stać. U taty też pojawiła się niewydolność wielonarządowa. Przestały pracować nerki, serce było wydolne w 20%, mimo wszczepienia kardiowertera. Do tego przez ten przeklęty covid, nikt nie chciał o niego walczyć, dializować, konsultować. On sam się poddał. Po śmierci mamy, chociaż byli już od kilkunastu lat po rozwodzie (ale w ostatnich latach bardzo się przyjaźnili), tata zupełnie się posypał. Nikt poza mną nawet nie próbował o niego walczyć :( Lekarze mówili, że tata odmawia leczenia, ale było im to na rękę - położyli go na internie, na intensywnej terapii i wg nich to było wszystko co mogli zrobić. A ja doskonale wiem, że to nieprawda...
              Cały czas nie mogę uwierzyć w to, że rodziców już nie ma, że nie mogę zadzwonić, wyżalić się, opowiedzieć im co się zdarzyło. Najczęściej mam wrażenie, jakby to wszystko się nie działo. Jakbym po prostu długo ich nie widziała... Czasem kiedy chcę pojechać na cmentarz, paraliżuje mnie jakaś bezsilność - tak jakbym za każdym razem kiedy tam jestem, musiała się przyznać sama przed sobą, że odeszli.
              Nie ma takiej chwili, w której bym o nich nie myślała. Staram się wspominać jak najczęściej każdy drobiazg, ich śmiech, sposób w jaki mówili bo panicznie się boję, że zapomnę, że w końcu nie będę sobie umiała przypomnieć ich głosu, gestów... ale to wszystko powoduje, że tęsknota jest nie do zniesienia - czuję taką pustkę i ból, że mam wrażenie, że oszaleję. Często zresztą mam takie wrażenie. Zajmuję się bzdurami, gapię godzinami w telefon, nie umiem się skupić, zmobilizować do pracy. Nie umiem patrzeć na ludzi, bo chociaż wiem, że to niedorzeczne, jestem zła na wszystkich, którzy żyją normalnie, cieszą się rodzinami, świętami. Codziennie patrzę na okropnych, starych, zapijaczonych i samotnych sąsiadów, którzy mają się świetnie i mam pretensję do wszechświata, że zabrał mi moich kochanych rodziców, takich dobrych, ciepłych ludzi, a takie mendy, za którymi nikt by nie tęsknił żyją. Wiem, że to złe. Ale to poczucie niesprawiedliwości mnie przytłacza.
              Moje życie jest w zupełnej rozsypce, a ja nie mam siły żeby walczyć i nie widzę zupełnie sensu - i tak wiem, że bez rodziców to już nigdy nie będzie to samo życie.
              • smutna76 Re: Szukam wsparcia... 12.05.21, 22:45
                Ja też mam poczucie winy że może mogłam coś zrobić inaczej, że nic mnie nie tknęło jak
                Mama szła do szpitala.. zresztą był przy niej tata i myślałam że trzyma rękę na pulsie, że wszystko
                jest pod kontrolą... miała wyjść po tygodniu i..już nie wróciła...
                Nasze życie się rozsypało, rodzina się rozpadła..Mama zawsze wszystkich scalała..nie ma świąt,
                spotkań rodzinnych, nie ma już na co czekać, z czego się cieszyć..Każdy zamknął się w sobie.. pustka,
                totalna pustka..zostało ogromne cierpienie i ból..
                Po śmierci Mamy długo nie mogłam pójść na cmentarz, zobaczyć grób, tą tabliczkę z nazwiskiem..
                wydawało mi się to tak nierealne, absurdalne... niestety to miejsce dobitnie uświadamiało mi że to
                się stało naprawdę...
                Też żyje z dnia na dzień, to wegetacja a nie życie, nic już nie jest takie samo i nie będzie
                Nie wiem jak się wydobyć z tego wszechogarniającego uczucia bezsensu...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka