polny_kwiatuszek
18.02.07, 10:48
Dwa miesiące temu moja Mama i półtoraroczny siostrzeniec mieli
wypadek,przechodząc na pasach uderzył w nich tir.Mama zginęła na miejscu,
Malenstwo zaś w stanie agonalnym trafiło na oddział intensywnej terapii gdzie
lekarze nie dawali mu zadnych szans na przezycie.Jestem tak roztrzęsiona, ze
nawet nie wiem jak pisac.To był dla całej rodziny ogromny szok(2 tyg.przed
Swiętami)Nie mogłam uwierzyc, ze juz nie zobacze mojej Mamy. Dwa dni pózniej
był Jej pogrzeb ale nie mogłam usiąsc i sie nad sobą użalać poniewaz w
szpitalu lezał moj siostrzeniec.Kazdego dnia od chwili wypadku od rana do
wieczora razem z moją siostrą byłysmy przy jej umierającym dziecku(lekarze
powiedzieli nam, ze maluszek zmarł w chwili wypadku a podtrzymywanie go za
pomocą aparatury jest "pastwieniem sie nad zwłokami")zaniedbując moje
dzieci.Wielka pociechą był mój mąz, który przyjął na siebie wszystkie domowe
obowiązki.Czułam, ze zaszła we mnie ogromna zmiana, przede wszystkim zaczęłam
sie bac.Dosłownie wszystkiego.Bałam sie siedziec przy siostrze, która wrecz
szalała z rozpaczy, bałam sie umierającego i z kazdym dniem coraz bardziej
opuchniętgo chłopczyka.Lekarze wprost mówili, ze chlopiec z medycznego punktu
widzenie nie zyje, a jego mózg to "jajecznica".Malenstwo mialo jednak mocne
serce, które biło jeszcze tydzien.Najgorsze jest to , ze kazdy w rodzinie
uciekł od problemu,przychodzili na pare minut do szpitala i czym prędzej
uciekali do bezpiecznych domów.Stałam sie zaworem bezpieczenstwa dla
wszystkich, mialam wrazenie, ze tonę.Kiedy wracałam wieczorem ze szpitala
poniewaz moj ojciec chciał posiedziec przy wnuku i jego matce potrafił
zadzwonic do mnie za pol godziny abym szybko wracala do szpitala bo on nie
radzi sobie z sytuacją. Wszyscy nagle zapomnieli, ze ja tez straciłam Matke i
cierpie.Wiele razy po mnie dzwonili abym przyjechala bo siostra płacze w domu
a zaznacze, ze siostra mieszka u naszego ojca.Maluszek odszedł po tyg. nad
ranem.Kolejny pogrzeb, kolejna zaloba.I tu sie zaczyna.Boje sie o moje dzieci,
ze cos im sie stanie.Moj mąz miesiac temu musial wyjechac do pracy do
Niemiec.I zostalam sama ze swoimi myslami i lękiem.Dzis mialm straszny sen i
do tj pory nie moge sie uspokoic!!!Sniło mi se, ze to nie mój siostrzeniec a
moja coreczka jest umierająca!!!!Byłam z nią szpitalu, oszołomiona i złamana
bólem.Dotylałam jej coraz bardziej zimnego ciałka i słyszałam coraz słabszy
oddech. Nagle zobaczylam otwart grób z nową trumienka.Włozyłam do tej trumny
moją coreczke na boku jakby spała.A kiedy sie obudziłam nie mogłam sie
uspokic.A teraz pisze i płacze bo nikt mnie nie chce wysłuchac.Boję sie
bardzo, ze moja coreczka umrze!!!!Błagam, pocieszcie mnie bo ta cala sytuacja
zaczyna mnie przerastac.Tak sie boje tego snu...