Dodaj do ulubionych

Niepracująca żona

23.02.14, 12:23
Przepraszam, jeśli zacząłem wątek, który już był się pojawił. (Jest ich prawie 400 na forum i nie sposób przejrzeć w krótkim czasie wszystkie.) Mam żonę, która od lat nie pracuje. Zwyczajnie nie ma ochoty. Wielokrotnie zarówno ja jak i nasi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie. Fatalnie wpływa to na małżeństwo, tym bardziej, że żona nie jest również fanatykiem jeśli idzie o zarządzanie gospodarstwem domowym. Nie chcę jej dłużej utrzymywać. Zastanawiam się, czy rozwód może pomóc? Chciałbym, żeby dzieci (mam ich dwójkę) zostały ze mną, spłacić ją i do widzenia. Na pewno wśród forumowiczów są ludzie, którzy przechodzili przez podobną sytuację. Powiedzcie, jak rozwiązać ten rebus i na co zwracać uwagę?
Obserwuj wątek
    • zabapo11 Re: Niepracująca żona 23.02.14, 12:58
      Radzę znaleźć dobrego adwokata. Wyjdzie na to, że ona zostaje bez środków do życia, będzie pewnie chciała orzeczenia Twojej winy, a wtedy może alimentów na siebie i raczej nie odda dzieci (a w polskim sądzie jeśli ona też będzie chciała opieki, jesteś prawie bez szans). Jeśli dzieci zostaną z nią, będzie walczyć o jak najwyższe alimenty, skoro nie pracuje.

      Oczywiście nie znam waszej sytuacji, ale to nie takie proste, jak piszesz - spłacić i do widzenia, i jeszcze dzieci zatrzymać przy sobie. Chyba że się dogadacie i ustalicie warunki, na które ona też się zgodzi.
      • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 23.02.14, 18:28
        O ile się zdążyłem zorientować, żebym mógł zrealizować swój scenariusz, żona musiałaby albo mieć żółte papiery, albo wpakować się w sytuację, w której sąd orzeka rozwód z jej winy. Czy i w takich przypadkach musiałbym płacić jej alimenty?
        • later77 Re: Niepracująca żona 23.02.14, 19:06
          Stary - masz przerąbane. U mnie podobny problem. Jesteśmy już po pierwszej rozprawie, mamy konflikt alimentacyjny. Ona chce udowodnić, że koszt utrzymania naszego dziecka to 6 tys / mc. Ja sam finansuje całą rodzinę od 12 lat. "Miłość mojego życia" wykorzystując dziecko próbuje mnie uwiązać finansowo na lata. Sama nie garnie się do roboty od lat. Walcz! Ja się nie poddaję. Wierzę w sprawiedliwość. A jak jej nie znajdę - wyjeżdżam...
    • luciva Re: Niepracująca żona 24.02.14, 09:25
      Przejdźmy do konkretów.
      Od ilu lat jesteście małżeństwem?
      Od ilu lat żona nie pracuje?
      Ile lat mają dzieci?
      • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 24.02.14, 10:31
        14 lat z niedużym ogonkiem stażu małżeńskiego, żona nie pracuje 10 lat (choć nacisk, że powinna coś z tym zrobić pojawia się od 2007); dzieci skończą w tym roku lat 14 i 10.
        • tricolour Podejdź do sprawy systemowo... 24.02.14, 10:55
          ... czyli powodem rozwodu są napięcia wynikłe z lenistwa zony. Pasożyt nie jest nikomu potrzebny choć można też przypuszczać, że znalazłeś sobie jakiś młodszy i bardziej zaradny model.

          W każdym razie lenistwo przez dekadę to wystarczający powód, by uznać, że to stan stały i żona nie ma zamiaru łożyć na rodzinę. A niepracująca matka to negatywny wzór dla dużych dzieci mający destrukcyjny wpływ na ich wychowanie.
        • errormix Re: Niepracująca żona 24.02.14, 11:00
          No więc przejdźmy do konkretów:

          Fakt, że żona nie pracuje i tym masz już tego dość, nie może zostać uznany za powód do rozwodu. Konieczny jest zupełny rozkład pożycia małżeńskiego, a więc no love, no sex, no wspólne gospodarstwo domowe smile

          Jeśli powyższe występuje w twoim małżeństwie, to powołując się na wstręt żony do pracy powinieneś:
          - udowodnić, że bezskutecznie nakłaniałeś ją podjęcia pracy (świadkowie, własne zeznanie);
          - udowodnić, że sam utrzymujesz rodzinę (rachunki, przelewy z twojego konta, sto milionów paragonów i faktur - to będzie ci potrzebne również w dalszej części rozprawy - opiece nad dziećmi)
          - udowodnić, że na rynku pracy poszukują osób z kwalifikacjami, jakie ma twoja żona (dowody w postaci ogłoszeń prasowych, internetowych, z Urzędu Pracy, co najmniej od 2007 roku, a więc czasu, kiedy pojawił się problem - to będzie ci również potrzebne w dalszej części rozprawy, by sąd nie obciążył cię alimentami na żonę po rozwodzie)
          - udowodnić, że zajmujesz się dziećmi co najmniej na równi z żoną (dowody w postaci zaświadczenia ze szkoły, że uczestniczysz w zebraniach, spotkaniach itp., świadkowie na okoliczność opieki nad dziećmi, faktury i paragony na żywność i ubrania dla dzieci)
          - pozytywny przebieg wizyty kuratora w domu, który rozmawiać będzie m.in. z dziećmi i w związku z ich wiekiem (przynajmniej starszego) z pewnością może zapytać "chcesz mieszkać z mamą czy tatą?".
          - pozytywny przebieg wizyty w RODK

          i to by było chwilo na tyle. Chwilowo, bo nie wiadomo co przygotuje twoja żona.
          • mayenna Re: Niepracująca żona 24.02.14, 16:54
            Panowie zapominają, że praca w domu to tez etat. Strasznie przykro się to czyta. Niekoniecznie ktoś, kto "siedzi" w domu nie przyczynia się do utrzymania rodziny. To, ze dzieci są duże też nie oznacza, że żona może iści do pracy.Są miejsca, gdzie bezrobocie wśród kobiet jest bardzo duże a powrót na rynek pracy po wychowaniu dzieci praktycznie niemożliwy. Może żonę trzeba w tym wesprzeć? Tylko nie mam na musli awantury i wypominania: bo ty nie pracujesz, ale zastanowienia się wspólnie co można zrobić. Jej bezrobocie to nie musi byc jej wybór i lenistwo. Ona nawet psychicznie mo że nie być w stanie szukać pracy( może mieć zaniżona samoocenę). Może najpierw powinna porozmawiać z psychologiem i doradcą zawodowym, wziąć udział w programach dla kobiet wracających na rynek pracy.
            Rozpieprzyć rodzinę i życie dzieciom zawsze zdążysz.
            Chociaż jakbym miała ogarnięty dom i ktoś mi pomógł zając się dziećmi, chodził po lekarzach i na wywiadówki, odwalał orkę z lekcjami i ugotował cieply obiad jak przychodzę do domu to mógłby nie pracować, o ile nie przymieralibyśmy z tego powodu głodem.
            • ann.k Re: Niepracująca żona 25.02.14, 09:22
              Ale pies nigdzie nie napisał o tym, że jego żona zajmuje się domem. Poza tym nie wiadomo gdzie mieszkają, może mają niewielkie mieszkanie. Dzieci małe nie są i raczej potrafią same ogarnąć swój bałagan. Więc nie przekonuj, że praca w domu to etat, bo nie zajmuje 8 godzin + ~1,5 godziny na dojazdy. Są tysiące kobiet, które pracują i jeszcze ogarniają zajmowanie się domem.
              • yoma Re: Niepracująca żona 25.02.14, 16:32
                To pracować powinny tylko właścicielki niewielkich mieszkań? Rewelka, lecę budować pałac smile
                • ann.k Re: Niepracująca żona 25.02.14, 22:04
                  Nic nie zrozumiałaś. Jak rodzina ma wielką chałupę, xset metrów kwadratowych, podwórko, ogródek, itd. to MOIM ZDANIEM można stwierdzić, że jeśli kobieta zajmuje się tym wszystkim codziennie (odkurzanie, sprzątanie, itd.) to faktycznie może jej to zająć cały dzień. Wtedy stwierdzenie, ze zajmowanie się domem to tez praca na etacie, ma jakiś sens. Natomiast ktoś kto ma niewielkie mieszkanie to raczej nie zajmuje się nim codziennie po 8 godzin. Bo co, szczoteczką pucuje parkiety? Więc niech nie wciska knotów, że pracuje na etacie a nie siedzi w domu.
                  • yoma Re: Niepracująca żona 25.02.14, 22:24
                    Jak ktoś ma xset mkw, to też raczej nie pucuje ich sam, tylko ma panią do sprzątania. Chyba że lubi, ale wtefy to zabawa, nie robota smile

                    W każdym razie argument, że ktoś pwinien iść do pracy, bo ma małe mieszkanie, moim skromnym zdaniem wymiata. Od ilu mkw zaczyna się konieczność pójścia do pracy?

                    Zresztą gospodarstwo domowe to nie tylko pucowanie parkietów. I dlaczego szczoteczką? Da ciebie liczy się ilość włożonej pracy, czyli tzw. głupiego robota, czy ostateczny efekt?
                    • ann.k Re: Niepracująca żona 26.02.14, 10:47
                      No to tym bardziej siedzi w domu i nic nie robi, skoro zajmowanie się domem ogarnia pani do sprzątania. To tym bardziej argument o zajmowaniu się domem równym pracy na etacie uważam za nietrafiony.
                      • yoma Re: Niepracująca żona 26.02.14, 14:34
                        Ale przecież powiadasz, że ma niewielkie mieszkanie smile
                        • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 27.02.14, 12:08
                          dla mnie lepszy jest argument, że są tysiące kobiet, które ogarniają i dom, i pracę

                          ba! są tysiące, które robią to w pojedynkę, bez obecności pana

                          są tysiące, które nie otrzymują na dzieci alimentów

                          czy fakt, że są tysiące prostytutek/milionerów/złodziei/biedaków - czegokolwiek dowodzi?
                          logika się kłania, nie tylko wymagania
                          • zmeczona100 Re: Niepracująca żona 27.02.14, 14:24
                            lampka_witoszowska napisała:

                            > dla mnie lepszy jest argument, że są tysiące kobiet, które ogarniają i dom, i p
                            > racę
                            >
                            > ba! są tysiące, które robią to w pojedynkę, bez obecności pana

                            Oj się czepiasz, lampka wink
                            Wszak wiadomo, że ogarnianie domu to forma wypoczynku dla kobiet, więc o so chodzi wink
              • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 26.02.14, 08:08
                Dzięki, Ann. Trafnie to ujęłaś.
            • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 26.02.14, 08:06
              Wielokrotnie próbowaliśmy tego, o czym piszesz. Na różne sposoby. To trwa od lat, Mayenna. Nie zaczęło się wczoraj. A domem zajmujemy się wspólnie.
            • xciekawax Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:01
              Ano Polskie kobiety maja taka tendencjie ze pracuja na dwa/trzy etaty wyreczajac mezusia ktory mysli ze jak pojdzie na 8 godz do pracy to mu sie wszystko nalerzy. Szkoda jeszcze ze nie wymagaja aby tylka im zona podcierala. Smutne jest to ze synkowie patrza i potem nasladuja. Od kobiet wymaga sie dwa razy wiecej niz od mezczyzn a potem faceci sie dziwia ze wiekszosc kobiet nawet nie chce na nich patrzec bo sie wyksztalcily, chca lepszego zycia a nie charowac jak ich matki. Takie cos to podcinanie skrzydel mlodym mezczyznom, a zaczyna sie to wlasnie w dziecinstwie gdy kobiety zajmuja sie praca domowa.

              Powiem tak: ja pracuje, i jezeli gotuje to cos szybkiego, aby w godzine mozna bylo zjesc (gotujemy na zmiane z mezem albo "jak kto ma czas") Ale jak bylam na bezrobotnym to mialam okazjie gotowac potrawy ktore zajmuja kilka godzin. W dodatku dodac pranie, sprzatanie, - w sumie bez dzieci ale pomiedzy domowymi obowiazkami a szukaniem pracy - to na wieczor bylam tak samo wykonczona jak po caloetatowej pracy.

              Jestem ciekawa kiedy pan ostatnio gotowal. I nie mowie tu o jajecznicy.
              • soledad2 Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:08
                Hmmm, znaczy ten pan, po powrocie z pracy powinien zajac sie gotowaniem?
                • xciekawax Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:32
                  oledad2 napisała:

                  > Hmmm, znaczy ten pan, po powrocie z pracy powinien zajac sie gotowaniem?

                  To zalerzy, ale przynajmniej nie narzekac ze "zona w domu SIEDZI" lub ze "ZONA NIC NIE ROBI"

                  Chodzi mi bardziej o to ze tej domowej pracy sie nie docenia tak jak tej za ktora ktos ci tam placi. A to nie znaczy ze jest mniej ciezka. Mialam okazjie czasami poobserwowac "prace" biurowa niektorych osob w PL, i sorry, ale niby praca zaczyna sie o 7 rano, ale pierwsze 3 godziny to gadanie o weekendzie, telefony dzwonia ale je sie olewa bo akurat robi sie cherbatke i jest sie zajetym rozmowa. SORRY.... Nie mowie oczywiscie ze kazdy tak ma, napewno wiekszosc ludzi pracuje ciezko, ale chce aby panstwo zdalo sobie sprawe ze nie kazda praca jest tak ciezka jak domowa.

                  A kobiety ktore pracuja zazwyczaj jeszcze na weekendy zamiast odpoczywac to nadrabiaja prace domowa. To ABSURD. Tez tak mialam w pierwszym malzenstwie. Teraz sie wymadrzylam i mam pania co posprzata bo maz tez chce inne rzeczy porobic na weekend.
              • altz Re: Niepracująca żona 26.02.14, 20:42
                xciekawax napisała:
                > Ano Polskie kobiety maja taka tendencjie ze pracuja na dwa/trzy etaty wyreczaja
                > c mezusia ktory mysli ze jak pojdzie na 8 godz do pracy to mu sie wszystko nale
                > rzy.

                Farmazony pleciesz, nie mogą pracować na trzy etaty, bo 3 x 8 = 24, a spać kiedyś trzeba. wink
                • xciekawax Re: Niepracująca żona 26.02.14, 21:23
                  Kobieta wszystko moze. Gdzie Diabel nie moze tam Kobiete posle wink ;P
            • agataaa324 Re: Niepracująca żona 29.04.21, 15:54
              To niech je kamienie. Boże, ty też musisz być dobrym pasożytem... skąd się takie kobiety bez honoru biorą? Pisze to jako kobieta.
        • obrazo-burca Re: Niepracująca żona 24.02.14, 15:08
          Jeżeli chcesz mieć dzieci z sobą, to jedyne wyjście w kartoflanej, wyprowadzić się z dziećmi z domu (jak to uczynił był Error onego czasu, nawet jak teraz twierdzi, że zrobił inaczej wink). Dzieci duże, więc musisz to z nimi obgadać. W innym wypadku (jeśli się nie wyprowadzisz) pasożyt dostanie opiekę, a Ty będziesz bulił na nieroba.
          • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 25.02.14, 07:29
            Właśnie, jasny gwint. Taki obraz zaczyna się wyłaniać z niemal wszystkich opinii.
            • obrazo-burca Re: Niepracująca żona 25.02.14, 09:13
              ... ale w sumie mayenna może mieć rację. Może faktycznie jest straszne bezrobocie, może ona ma depresję. Próbowałeś jej pomóc? Od razu podpowiedź z własnego doświadczenia, zbyt długie pomaganie jest przeciwskuteczne.
              • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 26.02.14, 08:11
                Tak. W końcu to moja żona. Ściana wyłania się z mgły dopiero po przebyciu jakiegoś dystansu.
        • altz Re: Niepracująca żona 24.02.14, 18:05
          piesdrogowy napisała:

          > 14 lat z niedużym ogonkiem stażu małżeńskiego, żona nie pracuje 10 lat (choć na
          > cisk, że powinna coś z tym zrobić pojawia się od 2007); dzieci skończą w tym ro
          > ku lat 14 i 10.

          A jak to wszystko widzą dzieci? Nie trzeba zadawać trudnych pytań, wystarczy słuchać \, co same mówią. Ty to wiesz, my nie, ale na przykład ja jestem ciekawy.
          • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 25.02.14, 07:28
            Dzieci są bystre (chyba wszystkie, nie tylko moje) i zauważają w mig, że jest źle. Między innymi dlatego chcę coś z tym zrobić.
            • luciva Re: Niepracująca żona 25.02.14, 15:21
              Ale co jest źle?
              jest źle bo zona nie pracuje?
              Gdyby pracowała, byłoby ok?
              A czemuż to ach czemuż, gdy kobieta nie chce mieć bezrobotnego, faceci uderzają w dramatyczne tony, że "księżniczce się zachciewa"?
              • altz Re: Niepracująca żona 25.02.14, 19:07
                luciva napisała:
                > A czemuż to ach czemuż, gdy kobieta nie chce mieć bezrobotnego, faceci uderzają
                > w dramatyczne tony, że "księżniczce się zachciewa"?

                Znajdź symetryczny wątek o facecie nie pracującym 10 lat i panach na forum krytykujących jego partnerkę za rzekomy "foch". Jakoś mnie się nie kojarzy coś takiego a czytam większość.
                • modmis Re: Niepracująca żona 25.02.14, 19:15
                  > Znajdź symetryczny wątek o facecie nie pracującym 10 lat i panach na forum kryt
                  > ykujących jego partnerkę za rzekomy "foch". Jakoś mnie się nie kojarzy coś tak
                  > iego a czytam większość.

                  wiadomo smile
                  facet nie pracuje - jego wina
                  kobieta nie pracuje - też jego wina smile

                  co byś nie zrobił Twoja wina smile
                  bo przecież nikt nie zna Pań które latami unikają pracy i nikt nigdy o takowych nie słyszał smile
                  • zabapo11 Re: Niepracująca żona 25.02.14, 19:19
                    Mój mnie rzucił, bo pracuję. I bądź tu człowieku mądry wink
    • eicron Re: Niepracująca żona 24.02.14, 17:59
      piesdrogowy napisała:

      > ć. Zastanawiam się, czy rozwód może pomóc? Chciałbym, żeby dzieci (mam ich dwój
      > kę) zostały ze mną, spłacić ją i do widzenia. Na pewno wśród forumowiczów są lu

      Dlaczego chcesz, aby dzieci zostały z Tobą a nie z żoną?
      • gustavo.fring Re: Niepracująca żona 25.02.14, 08:38
        eicron napisał:

        > piesdrogowy napisała:
        >
        > > ć. Zastanawiam się, czy rozwód może pomóc? Chciałbym, żeby dzieci (mam ic
        > h dwój
        > > kę) zostały ze mną, spłacić ją i do widzenia. Na pewno wśród forumowiczów
        > są lu
        >
        > Dlaczego chcesz, aby dzieci zostały z Tobą a nie z żoną?

        Bo może jest lepszym ojcem niż ona matką.
        • eicron Re: Niepracująca żona 25.02.14, 20:25
          gustavo.fring napisał:

          > eicron napisał:
          >
          > > Dlaczego chcesz, aby dzieci zostały z Tobą a nie z żoną?
          >
          > Bo może jest lepszym ojcem niż ona matką.

          A może jego żona jest lepszą matką niż on ojcem? Z postów w tym wątku nie wynika ani jedno ani drugie.
          • tricolour Matka powinna być wychowawczym wzorem... 26.02.14, 12:49
            ... (podobnie jak ojciec) i siedząc na dupie w domu, gdy z tego tytułu są rodzinne problemy, daje tandetny wzór wychowawczy: lenia, który nie przyczynia się do rozwoju rodziny.
      • zalosny.jestes Jak pracujesz jak moje Ex 11.03.14, 21:58
        to się nie dziwię wink 1200 złotych na miesiąc swego czasu i paraliż rodziny. Więcej opiekunka kosztowała. Cyrk.
    • eicron Re: Niepracująca żona 24.02.14, 18:06
      piesdrogowy napisała:

      > 400 na forum i nie sposób przejrzeć w krótkim czasie wszystkie.) Mam żonę, któr
      > a od lat nie pracuje. Zwyczajnie nie ma ochoty. Wielokrotnie zarówno ja jak i n

      Skąd wiesz, że nie pracuje, bo nie ma ochoty?

      > asi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie. Fata
      > lnie wpływa to na małżeństwo, tym bardziej, że żona nie jest również fanatykiem
      > jeśli idzie o zarządzanie gospodarstwem domowym. Nie chcę jej dłużej utrzymywać.

      A tak konkretnie to z jakiego powodu chcesz się rozstać? Aby mieć więcej kasy czy lepiej zarządzane gospodarstwo domowe? Czy też po prostu wolisz utrzymywać inną kobietę? Może jest inny powód - jaki?

      > Zastanawiam się, czy rozwód może pomóc?

      Komu i w czym?
      • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 25.02.14, 07:26
        Raczej nie amazońskim lasom deszczowym.
        • mayenna Re: Niepracująca żona 25.02.14, 20:07
          piesdrogowy napisała:

          > Raczej nie amazońskim lasom deszczowym.
          Z żoną tez w ten sposób konwersujesz?
        • eicron Re: Niepracująca żona 25.02.14, 20:30
          piesdrogowy napisała:

          > Raczej nie amazońskim lasom deszczowym.

          Umiejętność odpowiadania konkretnie na proste pytania to coś, co bardzo Ci się przyda w sądzie i w kontaktach z (byłą) małżonką. Warto się tego nauczyć.
          • kami_hope Re: Niepracująca żona 27.02.14, 23:10

            > piesdrogowy napisała:
            >
            > >Raczej nie amazońskim lasom deszczowym.

            I to ma byc przyklad konkretnej odpowiedzi? Nie, nie warto sie tego uczyc. Nie dobrze jesli Ty sam uczysz malowartosciowej wiedzy, tym bardziej ze poki co, nie masz doswiadczen ktore potwierdzalyby Twoj sposob komunikacji. Jest nieskuteczny. Ale jak chcesz mozesz sie przekonac sam smile
      • gustavo.fring Re: Niepracująca żona 25.02.14, 08:38

        >
        > > asi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie
        > . Fata
        > > lnie wpływa to na małżeństwo, tym bardziej, że żona nie jest również fana
        > tykiem
        > > jeśli idzie o zarządzanie gospodarstwem domowym. Nie chcę jej dłużej utr
        > zymywać.
        >
        > A tak konkretnie to z jakiego powodu chcesz się rozstać? Aby mieć więcej kasy c
        > zy lepiej zarządzane gospodarstwo domowe? Czy też po prostu wolisz utrzymywać i
        > nną kobietę? Może jest inny powód - jaki?

        Być może z takiego, że nie ma ochoty już na małżeństwo z obecną żoną. Może? Może. Wystarczy? Wystarczy.
        • zabelina Re: Niepracująca żona 25.02.14, 13:16
          gustavo.fring napisał:
          Może jest inny powód - jaki?
          >
          > Być może z takiego, że nie ma ochoty już na małżeństwo z obecną żoną. Może? Moż
          > e. Wystarczy? Wystarczy.

          Nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz. Brak ochoty to za mało.
          Związek małżeński rodzi w prawodawstwie polskim podobne konsekwencje jak umowy prawne.
          Przystąpienie do związku małżeńskiego rodzi obowiązek wzajemnej pomocy materialnej i zwykłe "nie chce mi się" przez zakończeniem małżeństwa nie wystarczy.
          • gustavo.fring Re: Niepracująca żona 25.02.14, 13:22
            Ale czy to czasem nie jest umowa obustronnie zobowiązująca? I brak świadczenia jednej ze stron nie jest podstawą do odstąpienia od niej przez stronę drugą?
            • zabelina Re: Niepracująca żona 25.02.14, 13:36
              gustavo.fring napisał:

              > Ale czy to czasem nie jest umowa obustronnie zobowiązująca? I brak świadczenia
              > jednej ze stron nie jest podstawą do odstąpienia od niej przez stronę drugą?

              Oczywiście, że tak. Tylko ten brak trzeba w procesie rozwodowym udowodnić. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że w małżeństwie strony nie muszą świadczyć sobie wzajemnie "usług" o tej samej jakości i wartości. Nie wiemy, bo jakoś Piesdrogowy na ten temat nie chce pisnąć słówka, czy nie uzgodnił ze swoją małżonką lata temu, że to ona ma dbać o dom i rodzinę, a on będzie organizował środki na wspólne bytowanie.
              • luciva Re: Niepracująca żona 25.02.14, 15:20
                No właśnie, może tak być, wszak nie znamy opowieści drugiej strony.
                Nie wierzę, że kobieta sama z siebie nie chciałaby pracować, choćby dla komfortu psychicznego.
                • piotrfm123 wygralas internetsy 25.02.14, 20:53
                  luciva napisała:

                  > Nie wierzę, że kobieta sama z siebie nie chciałaby pracować, choćby dla komfort
                  > u psychicznego.

                  Gratuluje znajomosci kobiecej / ludzkiej psychiki. Wiedza twoja goruje nad rowninami Mazowsza, krolowac bedziesz nad nami niepodzielnie, O Wielka...

                  Ja tam po 5min czytania forum zdolalem odkryc ze nie tylko sa na swiecie baby bezgranicznie wprost glupie, ale takie ktore sa ze swojej glupoty i bezczelnosci wrecz dumne. Ale co ja tam moge wiedziec jako prosty robak rodzaju meskiego...
                  • amsterdamska_mgla Re: wygralas internetsy 26.02.14, 00:57
                    Ale to Ty z lektur forum wiedzę o życiu czerpiesz?
                • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 26.02.14, 08:19
                  Najczęstszy argument jaki słyszeliśmy to brak odpowiedniej pracy. Lub znajomości, które by tą odpowiednią pracę pomogły "załatwić". Wiem, że brzmi jak cytat ze "Świata według Kiepskich", ale jakoś zupełnie nie śmieszny, nie wiem czemu.
                  • zmeczona100 Re: Niepracująca żona 27.02.14, 14:27
                    piesdrogowy napisała:

                    > Najczęstszy argument jaki słyszeliśmy

                    Wy- czyli kto? Ty i Twoja matka/ ojciec?
                    Ja tam myslałam, że te sprawy są tylko między żoną a mężem.
        • eicron Re: Niepracująca żona 25.02.14, 20:32
          gustavo.fring napisał:

          > Być może z takiego, że nie ma ochoty już na małżeństwo z obecną żoną. Może? Moż
          > e. Wystarczy? Wystarczy.

          Móc - może bo to jego święte prawo. Wystarczyć - nie wystarczy. "Nie chce mi się" to trochę za mało aby zostać uznanym za osobę zdolną do podejmowania poważnych życiowych decyzji.
    • molly_wither Re: Niepracująca żona 25.02.14, 19:30
      Takie mam przemyslenia,jako kobieta od 30paru lat nieustannie pracujaca. Kiedy facet kocha to nie ma znaczenia,czy kobieta jest pracujaca czy nie, czy lepiej badz gorzej wywiazuje sie z obowiazkow domowych(ciezkich i niedocenianych). Mam natomiast jedno przemyslenie - jesli jzu nie kochasz, nie zwalaj winy na innych, ok?
      • piotrfm123 Kochajaca zona 25.02.14, 21:47
        molly_wither napisał(a):
        Kiedy
        > facet kocha to nie ma znaczenia,czy kobieta jest pracujaca czy nie, czy lepiej
        > badz gorzej wywiazuje sie z obowiazkow domowych(ciezkich i niedocenianych).

        No to jak kobieta kocha to znaczy ze mozna sobie siedziec z piwem przed TV i unikac roboty. Ba, jak kocha prawdziwie to i impotencja nie bedzie jej przeszkadzala.
        Kocha to nie wyrzuci, dlatego prosze mi tu nie gardlowac o lenistwie i bezuzytecznosci tylko przeprowadzic zonina introspekcje: toc to Twoja wina ze mnie zwiotczalego i bezrobotnego w zalanym piwem podkoszulku nie kochasz!

        A tak na powaznie: zupelnie wam odbija...
        • yoma Re: Kochajaca zona 25.02.14, 22:28
          Jak kocha, to nie wyrzuci. Tylko kiedyś ta impotencja przed TV sprawi, że przestanie kochać.

          Jakieś rozgoryczenie przez kolegę przemawia czy mi się zdaje?
          • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 25.02.14, 22:46
            yoma napisała:

            > Jak kocha, to nie wyrzuci. Tylko kiedyś ta impotencja przed TV sprawi, że przes
            > tanie kochać.
            >
            > Jakieś rozgoryczenie przez kolegę przemawia czy mi się zdaje?

            Nie "kolezanko" po raz kolejny tylko ci sie zdaje. Altruistic punishment. Powyzej pewnego poziomu bredni nie wytrzymuje.

            XXI wiek, rownouprawnienie etc. a tu klimaty jak z Papucic Zalesnych AD 1930. Chociaz w zasadzie w Papucicach gdyby jakas biedna babina z piatka dzieciskow odmowila pomocy w polu bo izba trza pozamiatac to w najlepszym wypadku by ja cala wies na jezykach obniosla.

            Tak, sa sytuacje w ktorych partner ma obowiazek nas utrzymywac. Nie, nie mozemy sobie niezaleznie od plci jednostronnie zadeklarowac: "nie chce mi sie robic bo talerze musze zmywac/gacie wrzucac do pralki/etc.".
            Przy zdrowych dzieciskach w wieku szkolnym? Obled.
            • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 14:39
              No fajnie, XXI wiek, równouprawnienie i Papucice. Moje pytanie brzmi: dlaczego cię to tak strasznie wkurza?
              • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 15:13
                A poza tym uważaj z tymi Papucicami, bo to działa w dwie strony. XXI w., równouprawnienie,k a wam dalej trza robotnej baby, co to i dziecka porodzi, i lewentarz ogarnie, i porobi w polu... tfu, pójdzie do roboty.
                • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 15:16
                  sorry, "k" nie wiem, skąd się wzięłosmile
                • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 15:54
                  yoma napisała:

                  > A poza tym uważaj z tymi Papucicami, bo to działa w dwie strony. XXI w., równou
                  > prawnienie,k a wam dalej trza robotnej baby, co to i dziecka porodzi, i lewenta
                  > rz ogarnie, i porobi w polu... tfu, pójdzie do roboty.

                  Jest jeszcze gorzej. Wymagamy nawet aby samodzielnie przeciwstawiala sie silom grawitacji. Takimi jestesmy okrutnikami. A w czasach przed-przed-papucicowych to nawet o grawitacje co niektore kobiety nie musialy sie martwic. Lektyka dla Pani?

                  A to poradzanie dzieci to jest jakas funkcja uslugowa, cos pod tytulem "surogatka potrzebna na cito!" czy tez moze poradzajaca jest bezwiednie gwalcona i trzymana w ciemnicy aby porodzila?
                  Bo w obszarach zblizonych do rzeczywistosci spora czesc kobiet deklaruje posiadanie wlasnych biologicznych dzieci jako jeden z zyciowych celow. Moze niech poradzajaca zarobi na surogatke (to by byl wyzysk kobiety przez kobiete) i przestanie zawracac pewien organ zadni?

                  • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:19
                    Piotrze. Ochłoń, przeczytaj i wyraź myśl jeszcze raz zrozumiale, bo jej Bohu nie wiem, o co ciebie biega.

                    Widzę, że masz jakieś pretensje głównie do mnie, ale nie wiem o co. Że Rzymianie wymyślili lektyki? Leciwam, ale mnie przy tym nie było. Zupełnie poważnie pytam: co chciałeś przez powyższe powiedzieć?
                    • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:46
                      yoma napisała:

                      > Piotrze. Ochłoń, przeczytaj i wyraź myśl jeszcze raz zrozumiale, bo jej Bohu ni
                      > e wiem, o co ciebie biega.

                      Banalne. Z przemysleniami pt "potrzebujecie robotnych bab" w watku o kobiecie pasozytujacej finansowo na malzonku mysle ze robisz sobie jaja/trolujesz/oszalalas (niepotrzebne skreslic).

                      Bo faceci nie sa od dozgonnego zabezpieczania wszelkich potrzeb materialnych ciezko zamiatajach kobiet. Po prostu nie uda sie na dluzsza mete przekonanie ze rola jelenia to jest to co faceci lubi najbardziej/ ich honorowy obowiazek/ duza przyjemnosc/ godne wynagrodzenie za trudy poodu przed 20 laty.

                      Tak jest, bywaja uklady typu R.Murdoch i jego 38-lat mlodsza malzonka gdzie na starcie jest cos za cos (jej uroda i macica za jego $$$ i pozycje). Nie popieram ale rozumiem, tym bardziej ze dla RM jeden palac w ta czy w tamta to pestka.

                      Natomiast aby prosty polski robociarz (niekoniecznie prosty, wazne ze nie milioner) zeniacy sie z plus-minus rowiesniczka mial miec _obowiazek_ dozgonnego utrzymywania tejze obustronnie leworecznej osoby?
                      Szalenstwo.
                      Mozemy sie wspomagac nawet przez kilka lat jak jest taka potrzeba (np. naszlaby mnie fantazyja aby popracowac bo ja wiem w Japonii), natomiast kazda osoba dowolnej plci stwierdzajaca "nie pracuje i nie zamierzam/nie moge znalesc pracy od 10 lat" (zalozenie: brak niepelnosprawnych dzieci np) powinna sie leczyc/dostac kopa w zadek (metaforycznego).
                      • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 17:02
                        No, nareszcie. Jeszcze emocjonalnie, ale można zrozumieć.

                        Czyli "baba ma pracować, bo tak", tak? OK, taki jest twój pogląd.Ale baba może mieć inny. A skoro mamy powoływane przez ciebie równouprawnienie, to pogląd poglądowi równy. Więc?
                        • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 19:39
                          yoma napisała:

                          > No, nareszcie. Jeszcze emocjonalnie, ale można zrozumieć.
                          >
                          > Czyli "baba ma pracować, bo tak", tak? OK, taki jest twój pogląd.Ale baba może
                          > mieć inny.

                          To tak jak facet w zalanym piwem podkoszulku przed TV. Tez ma poglad. I to taki dziwnie podobny... No ale gdziezby go oceniac. Tnz, oceniac mozna ale skoro podkoszulkowiec ma inny poglad to niewinny jest jako ta lilia.

                          Sorry, powyzej pewnego poziomu trollizmu wysiadam z tego pojazdu.
                          • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 22:14
                            OK, no to z innej beki. Dlaczego faceci "powinni" pracować?

                            A tak przy okazji, zawsze włączasz się do dyskusji l tylko po to, żeby wydać z siebie serię niezrozumiałych zdań i postarać się obrazić dyskutanta?
              • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 15:45
                yoma napisała:

                > No fajnie, XXI wiek, równouprawnienie i Papucice. Moje pytanie brzmi: dlaczego
                > cię to tak strasznie wkurza?

                A zanim przejdziemy do psycho-kozetkowych rozwazan nad moimi urazami psychicznymi w zyciu plodowym, mozesz w prostych zolnierskich slowach wyrazic opinie o przerzucaniu winy z w/g opisu malzonka kobiety-bluszczyka na jej podpore?

                • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:21
                  Chętnie wyrażę, jeśli ją mam i jeśli zrozumiem, w jakiej sprawie mam wyrazić.

                  > opinie o pr
                  > zerzucaniu winy z w/g opisu malzonka kobiety-bluszczyka na jej podpore?

                  Możesz prościej i bez metafor? Jak wy tak rozmawiacie ze swoimi babami, to ja się nie dziwię, że się nie możecie dogadać.
                  • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:27
                    yoma napisała:

                    > Chętnie wyrażę, jeśli ją mam i jeśli zrozumiem, w jakiej sprawie mam wyrazić.
                    >
                    > > opinie o pr
                    > > zerzucaniu winy z w/g opisu malzonka kobiety-bluszczyka na jej podpore?
                    >
                    > Możesz prościej i bez metafor? Jak wy tak rozmawiacie ze swoimi babami, to ja s
                    > ię nie dziwię, że się nie możecie dogadać.

                    Mozesz rozgrysc funkcje wyswietlania postow pt drzewko?

                    Jak juz rozgryziesz sprobuj czegos latwiejszego:

                    przeczytaj 2 zdania z postu ktory skomentowalem:
                    """
                    Kiedy facet kocha to nie ma znaczenia,czy kobieta jest pracujaca czy nie, czy lepiej badz gorzej wywiazuje sie z obowiazkow domowych(ciezkich i niedocenianych). Mam natomiast jedno przemyslenie - jesli jzu nie kochasz, nie zwalaj winy na innych, ok?
                    """

                    Proste jak banan.
                    • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:58
                      Co to jest, pytam, wina z opisu w/g małżonka kobiety bluszczyka na jej podpore? Pytam, bo nie rozumiem, a ty zamiast wyjaśnić, coś o drzewku.
      • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 26.02.14, 08:02
        Absolutnie nie. Ma fundamentalne znaczenie. Harmonia jest podstawą każdego związku. Nierównowaga powoduje, że nawet najbardziej kochające się pary dochodzą w pewnym momencie do ściany.
      • agataaa324 Re: Niepracująca żona 29.04.21, 16:00
        A ty kochasz? Skoro zamiast pomoc mężowi i dokładać do utrzymania rodziny to siedzisz w domu? To jest miłość? Zwalanie wszystkiego na jedna osobę? Poza tym jak można funkcjonować całe życie w domu? Być takim aspołecznym człowiekiem.
    • tricolour Zrobił sie interesujący wątek... 25.02.14, 23:51
      ... bo kilka pań próbuje bronić śmierdzącego kobiecego lenia zamiast zwyczajnie przyjąć do wiadomości, że czasem zdarzają się śmierdzące kobiece lenie tak samo jak zdarzają się śmierdzące męskie lenie.

      Które to lenie męskie i śmierdzące oczywiście obrzydliwe są z definicji...
      • amsterdamska_mgla Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 01:00
        Tri, ale ja uprzejmie zapytam - jaki masz dowód na to, że ta pani jest śmierdzącym leniem? Bo mąż tak napisał? Ok, dlaczego więc na forum nie działa to w drugą stronę?
        Ja nie wiem, czy jest, czy nie jest. A skoro nie wiem, nie ośmielam się kogoś wyzywać.
        • tricolour Nie mam żadnego dowodu... 26.02.14, 08:20
          ... ale tak samo nie mam żadnego dowodu na to, co Ty - bez urazy - sama napisałaś. Zwyczajnie uznajmy domyślnie, że jeśli ktoś coś pisze, to pisze swoją prawdę. Tak jak ją widzi. I wychodzi na to, że kobieta mająca duże dzieci od lat nie pracuje, co jest - jak pisze Pies - powodem rodzinnych problemów.

          Na forum i w życiu jest tak, że facet z piwem leżący przed TV nie tylko jest naturalnym obiektem do porzucenia, ale jego zachowanie usprawiedliwia zdradę. Bo się nie zdradziło męża tylko kopnęło w zad telewizyjne cielsko. W drugą stronę należy przed sądem udowadniać winę kobiety, która dekadę idzie do pracy i dojść nie może. Daleko widać ma. A jeszcze po drodze trzeba się mierzyć z takimi pomysłami, że praca w domu, to wręcz etat. A sąd wręcz w naturalny sposób chce oddać pod opiekę dzieci osobie, która własnych czterech liter utrzymać nie może.

          Ja to nazywam śmierdzącym lenistwem bez względu na płeć.
        • nicol.lublin Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 08:28
          ale takim rozumowaniem dochodzimy do absurdu - tu nie sąd, a forum i dyskutujemy o sytuacji przedstawionej przez psadrogowego uznając ją za obiektywną prawdę. takie prawo forum, że przedstawiamy nasze historie subiektywnie.
          ja wierzę, że można dojść do ściany próbując od 10 lat kompromisu, gdy druga strona ma w dupie nasze zdanie. można przestać kochać choćby dlatego, że porozumienia brak od lat, że się człowiek czuje ignorowany zwyczajnie.

          ja tylko jednego bym się czepiła - czemu dzieci chcesz zabierać? bo żona nie pracuje? chyba za mało? z resztą starsze dziecko ma prawo decydować z kim chce mieszkać.
          • tricolour A dlaczego kobieta dzieci chce zabierać? 26.02.14, 08:37
            Dlaczego chęć bycia z dziećmi jest tak naturalnie niesymetryczna?

            A zresztą - jeśli zostawi dzieci - to z czego one będą żyły u matki?
            • ann.k Re: A dlaczego kobieta dzieci chce zabierać? 26.02.14, 10:53
              Jak to z czego? Z alimentów smile I jeszcze pani na siebie weźmie, bo przecież w niedostatek popadnie.
              Koleżanka tak zrobiła. Ma wynagrodzenie 2000 netto, oczekuje od męża, że się wyprowadzi i zostawi ją w dużym 100 metrowym mieszkaniu (bo dzieci potrzebują przestrzeni), a ona przejmie kredyt na siebie. Ponieważ jednak jej nie stać na ten kredyt, wniosła o alimenty, z których sobie pokryje raty.
              • luciva Re: A dlaczego kobieta dzieci chce zabierać? 26.02.14, 14:31
                Hm, ale przykład dotyczył wypadku, jak mąż zginie, trudno o alimenty od niego......
          • samiec_omega Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 10:32
            nicol.lublin napisała:

            > ale takim rozumowaniem dochodzimy do absurdu - tu nie sąd, a forum i dyskutujem
            > y o sytuacji przedstawionej przez psadrogowego uznając ją za obiektywną prawdę.

            A nie jest obiektywną prawdą ? Sam znam kilka leniwych kobiet, które jedyne co potrafią, to być przy mężu, jak u psa drogowego.

            Obiektywną prawdą są poglądy takie, jak te które napisała mayenna :


            >Panowie zapominają, że praca w domu to tez etat. Strasznie przykro się to czyta. >Niekoniecznie ktoś, kto "siedzi" w domu nie przyczynia się do utrzymania rodziny. To, ze >dzieci są duże też nie oznacza, że żona może iści do pracy.


            Praca w domu to nie jest żaden etat! Zgoda, dzieci w wieku 0-3 lata, OK. Ale potem ?

            Kobieta MUSI być niezależna od mężczyzny!!!! Dom prowadzi się RAZEM, i RAZEM się go utrzymuje! Wiem coś o tym. Parę lat temu zdarzyło mi się otrzymywać zasiłek dla bezrobotnych. Ładnie bym wyglądał , gdyby moja żona miała " etat " w domu. Jest oczywiste, że nie siedziałem wtedy w chacie bezczynnie.

            Znam sytuację, że znajoma siedziała w domu z 15 lat. Jej mąż zginął w wypadku samochodowym. I co dalej ? Z czego żyć panie premierze ? Doopa blada.
            • luciva Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 14:30
              No właśnie. Dlatego wcześniej napisałam, że nie wyobrażam sobie, żeby jakaś kobieta chciała nie pracować.
              Nie mieści mi się w głowie, że można nie mieć tak dalece wyobraźni - wystarczy, że mąż pójdzie w długą, będzie miał wypadek, itd. - i co, zostaje bez kasy totalnie.
            • yoma Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 14:38
              Czekaj Samiec, bo z tego wychodzi, że ci żona potrzebna jako polisa od bezrobocia...

              > Parę lat temu zdarzyło mi się otrzymywać zasiłe
              > k dla bezrobotnych. Ładnie bym wyglądał , gdyby moja żona miała " etat " w domu
              • tricolour Dokładnie tak wychodzi... 26.02.14, 15:01
                ... na tym polega wspólnota małżeńska i obowiązek wzajemnego wsparcia, że jedno dla drugiego stanowi polisę. A to na wypadek połogu, a to na wypadek choroby, a to na wypadek bezrobocia, a to na inne wypadki...

                Dodam też od razu, że małżonek od dekady szukający bezskutecznie pracy nie jest małżonkiem więc nie dotyczy go obowiązek dalszego wspierania w bezskuteczności, lenistwie, bierności itp.
                • yoma Re: Dokładnie tak wychodzi... 26.02.14, 15:11
                  Owszem, jedno dla drugiego stanowi polisę. Natomiast mnie zdziwiło, że Samiec mówi "ładnie bym wyglądał". Rozumiesz. Nie "ładnie byśmy wyglądali", tylko "ja bym". Jednostronność tej polisy mnie dziwi.

                  > > Dodam też od razu, że małżonek od dekady szukający bezskutecznie pracy nie jest
                  > małżonkiem

                  Ostro. Czyli tak jak wyżej, potrzebna wam robotna baba?
                  • tricolour Tak, potrzebna jest robotna baba... 27.02.14, 08:47
                    ... facetowi, a babie jest potrzebny robotny facet. Na tym to polega, że jednemu robotnemu potrzebny jest drugi robotny, bo wtedy się uzupełniają, inspirują, planują wspólnie, mają cele itp.
                    • lampka_witoszowska Re: Tak, potrzebna jest robotna baba... 27.02.14, 12:21
                      czyli jak pracują oboje, to mają wspólne cele (WSPÓLNE???) - a jak nie pracują albo pracuje jedno, to nie mają wspólnych celów?
                      • tricolour Dokładnie tak... 27.02.14, 14:24
                        ... ponieważ osoba, która siedzi w domu, zamyka się. Zasklepia. Normalnie dziczeje, ze względu na ograniczony świat do czterech ścian, kawałka chodnika i sklepu.

                        Albo inaczej: napisz, co przynosi do domu osoba siedząca w domu?
                        • lampka_witoszowska Re: Dokładnie tak... 27.02.14, 14:47
                          po pierwsze, nie zasklepiłam się, a spędzałam kilka lat z maluchem w domu. Sama, bez towarzyszącej osoby dorosłej. Lubię moją pracę, ale nie mam wrażenia, że akurat praca mnie rozwija - rozwijam się sama, na własną rękę. Praca daje mi radochę z tego co zrobię - podobnie jak zajmowanie się dzieckiem - do tego daje mi pieniądze i kontakt z fajnymi ludźmi. Moje dziecko też jest fajnym człowiekiem, ale jest dzieckiem, nie poświntuszę z nią.
                          Uznaję więc, że pobyt w domu zasklepia zasklepionych ludzi i dziczeją już od dawna dzicy.

                          Po drugie, nie wiem, czy owa pani SIEDZI w domu. Ja miałam marne szanse będąc w domu na to, by obudzić się, usiąść i tak przesiedzieć do wieczora, po czym znowu się położyć.

                          A o jakie przynoszenie do domu Ci idzie?
                          bo ja targałam na ten przykład zakupy, jeśli chodzi ci o fizyczne przynoszenie. Do tego targałam - już w przenośni - odrobinę pieniędzy, jaką zarobiłam. Poza tym dziecko skorzystało: nie chorowało aż tak, rozwijało się radośnie, bez nacisków i bez pośpiechu, z poczuciek bezpieczeństwa i chyba nienajgorzej, skoro teraz jest i spokojna, i radosna, i rozwija się ekstra, i samodzielna. Poza tym póki mieszkaliśmy z niemoim razem mocno się wściekł, jak oceny jego córki - dopilnowanej - skoczyły do góry.

                          Ale ja naprawdę mam świadomość, że ludzie mają różne priorytety.
                          Część stawia na zarabianie. I ok, czemu nie, przecież każdy ma swoje sam życie do przeżycia, może warto aż taką wagę przywiązywać do pieniędzy, skoro nie ma nic innego ważnego na horyzoncie.
                          • tricolour Pytanie było jasne... 27.02.14, 14:54
                            ... co przynosi? Jest pełna swoboda w doborze odpowiedzi.

                            I w najmniejszym - w moim rozumieniu - stopniu chodzi w pracy o pieniądze. Owszem, chodzi, ale to dodatek.
                            • lampka_witoszowska Re: Pytanie było jasne... 27.02.14, 15:02
                              no smile to jest chyba dość duża możliwość, że autor wątku ma dość żony jako żony.
                              On nie pisze: moja ukochana żona jest w domu i wszystkim to wychodzi na dobre, ale brakuje kasy. On nie może zmusić żony do pójścia do pracy. Nie ma innej opcji. Nie ma treści: rozmawiałem z nią, że może w takim razie wszystkie obowiązki domowe weźmie na siebie i mocno ograniczy wydatki, czy zajmie się logistyką, czy planowaniem wakacji całej rodzinie, czy cokolwiek, co go usatysfakcjonuje. On ma jedno na celu: niech ona idzie do roboty, bo on chodzi i chodzą inni dorośli.
                              • tricolour Ja wyczytałem co innego... 27.02.14, 15:08
                                ... mianowicie: "Mam żonę, która od lat nie pracuje. Zwyczajnie nie ma ochoty. Wielokrotnie zarówno ja jak i nasi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie. Fatalnie wpływa to na małżeństwo, tym bardziej, że żona nie jest również fanatykiem jeśli idzie o zarządzanie gospodarstwem domowym".

                                A planowanie wakacji to zajęcie na dwa dni w roku. Troszku mało jak na zajęcie dla małżonka. A logistyka... też ambicją nie zwala z nóg.

                                "On nie może zmusić żony do pójścia do pracy" - może, może. Po rozwodzie pani z kopyta weźmie się za orkę na własnym ugorze. Bo ile dostanie alimentów zdrowa dorosła osoba? Pięć stów?
                                • lampka_witoszowska Re: Ja wyczytałem co innego... 27.02.14, 15:18
                                  przecież to planowanie jest w pakiecie, nie jako jedyna czynność big_grin

                                  a tu o ambicję to różnie chodzi, nie jest ambicją też dostać firmową komórkę, samochód i pilnować ustawienia soczków tej czy innej marki na półkach sklepowych, a jednak niektórych szalenie dowartościowuje smile

                                  uznajmy, że ambicją jest robienie dokładnie tego, co daje fajne efekty - i czyniącemu, i światu.

                                  Inna rzecz - ja również wyczytałam: mam baby dość. A że miłość nie ma szans minąć, jeśli jedynym powodem ku temu by był argument: bo ona/on nie idzie do pracy... Tu jeszcze jest masę rzeczy po drodze: motywacja, stopień zaangażowania w życie rodzinne, pracowitość - jak nie na etacie, to w chałupie. I oczekiwań małżonka. A te tutaj są moooocne, oj, mocne.
            • anderikka Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 16:21
              samiec_omega napisał(a):
              > Kobieta MUSI być niezależna od mężczyzny!!!!

              Zgadzam się z tym absolutnie, po pierwsze wszystko się może zdarzyć, po drugie (ja akurat) nie wyobrażam sobie siedzenia w domu całymi latami, bez szans na rozwój zawodowy, bez tej świadomości, że idę zawodowo do przodu... Ja już się męczę, gdy przez parę dni muszę poleżeć w łóżku, kiedy jestem chora - na szczęście rzadko się zdarza.
              PS. Na razie pracuję wprawdzie w mało ambitnym miejscu smile ale liczę na zmianę tego stanu rzeczy kiedyś.
            • mayenna Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 22:10
              Niekoniecznie dom prowadzi się razem. Mam inne doświadczenia i na mojej wsi kobiety nie pracując mają więcej pracy i mniej szacunku niż ich mężowie co sobie bimbają 8 godzin na posadzie.
              • lampka_witoszowska Re: Zrobił sie interesujący wątek... 27.02.14, 12:26
                oo, właśnie

                ja się zastanawiam, czy aby z tą konieczną niezależnością dobrze mówimy - każdy człowiek niby powinien być niezależny, ale czy w małżeństwie tak jest? to jednak nei jest spółka prawna, tylko związek oparty podobno na miłości - więc oboje są zobowiązani z miłością podejść do swoich przekonan - czyli najpierw muszą umieć sobie to wzajemnie zakomunikować i zrozumieć dodatkowo

                a tak? to słabe, jeśli musimy się zabezpieczać. Zabezpieczać przed wypadkiem drogowym ew. męża, zaraz dojdzie: zabezpieczać przed zdradą, zabezpieczać przed ew. wspólnotą na wypadek rozwodu, zabezpieczać przed każdym przechodniem - a nuż wariat - oszaleć można

                przede wszystkim mają się wspierać - on chce wsparcia w finansowaniu rodziny, ona nie rozumie, on nie rozumie, dlaczego ona nie pracuje, miłość im albo zdechła, albo zdycha powoli - i nie ma co pisać recept dla każdego małżeństwa istniejącego na świecie. Bot o dla Tri baba musi pracować, dla Psa tez, ale dla kilku znanych mi panów wręcz nie powinna, bo on się dobrze czuje tylko jako samiec alfa utrzymujący rodzinę.
              • zmeczona100 Re: Zrobił sie interesujący wątek... 27.02.14, 14:35
                > Niekoniecznie dom prowadzi się razem. Mam inne doświadczenia i na mojej wsi kob
                > iety nie pracując mają więcej pracy i mniej szacunku niż ich mężowie co sobie b
                > imbają 8 godzin na posadzie.

                Bo o tym, czy przynależy szacunek, decyduje wysokość przelewu pt. "Wynagrodzenie za miesiąc..."
                Mogą obydwoje pracować po 8 godzin, ba nawet baba może pracowac więcej, ale liczy się ten, kto dostaje więcej.... Dlatego baby poniekąd są zmuszane (takie oczekiwanie społeczne), aby dokładały się swoim ogarnianiem domu i zapewniały święty spokój, wypoczynek i dobre żarełko dla głównego żywiciela rodziny. Wszak jeśli by sie pochorował albo zaniemógł, to kasy mniej bedzie- znaczy baba winna, bo nie zadbała.

                To tak a propos oczekiwań społecznych i ich wpływu na życie kobiety.
                • lampka_witoszowska Re: Zrobił sie interesujący wątek... 27.02.14, 14:51
                  już pomijam prosty fakt, że zwykle mężczyźni strasznie cierpią, jeśli kobieta zarabia więcej - i sobie ten "uraz" odbijają agresją wobec małżonki

                  oraz pomijam fakt, że nawet jak małżonka zarabia, ale dużo mniej niż małżonek, to często zdarzają się i o to pretensje z jego strony - więc niech baba zarabia, byle nie więcej i nie mniej. Tak dla własnego spokoju - i spokoju rodziny, bo za to mężczyźni jakoś słabiej czują się odpowiedzialni.
        • agataaa324 Re: Zrobił sie interesujący wątek... 29.04.21, 16:02
          A co ta pani zrobi jak mąż by umarł? Dzieci by pod mostem chyba skończyły. Jak można być tak nieodpowiedzialnym?
    • yoma Re: Niepracująca żona 26.02.14, 15:15
      No dobra Pies, ale daj jakieś dane wyjściowe. Czy ona ma iść do roboty, bo

      - nie starcza wam do pierwszego,
      - masz poczucie niesprawiedliwości społecznej, że ty musisz łazić do roboty, a ona nie,
      - uważasz, że baba powinna pracować, nieważne jak i w jakim charakterze, bo inaczej jej się głupoty trzymają,
      - inne przyczyny?
      • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 26.02.14, 15:50
        Ponieważ uważam, że nie można być trochę razem. Skoro razem się mieszka, sypia, sprząta, spędza urlopy, wychowuje dzieci itd., to i razem poddaje się mniej lub bardziej przykremu obowiązkowi pracowania. Taka jest konsekwencja wchodzenia w jakąkolwiek relację. Myślę też, że dużo lepiej jest, jeśli samemu zarabia się na swoją emeryturę, przyjemności, życie i cokolwiek, na co chce (nawet nie musi) się wydawać pieniądze.
        • yoma Re: Niepracująca żona 26.02.14, 16:22
          Czyli ma iść do roboty, bo ty chodzisz do roboty?
          • soledad2 Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:05
            yoma napisała:
            Czyli ma iść do roboty, bo ty chodzisz do roboty?
            ------
            Yoma, ja rozumiem robienie sobie jaj ale zeby przez caly watek?

            Kobieta ma isc do pracy bo jest dorosla - chyba dawno juz - i czas zaczac sie utrzymywac.
            No chyba ze w przysiedze malzenskiej jest czarno na bialym: "i bede cie utrzymywal az do smierci" zlozone przez meza. Gdyby tak bylo to panowie mieliby przegwizdane ale cos mi sie zdaje ze nic takiego, jednostronnego w przysiedze nie ma.
            • yoma Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:38
              Nie robię sobie jaj, lecz próbuję zrozumieć rozmówców. W poprzednim poście mamy wyraźnie napisane: jemy razem, śpimy razem, sprzątamy razem, to i pracujemy razem.... siusiamy na stojąco razem... ale nie widzę żadnych racjonalnych argumentów na pójście kobiety do roboty poza tym, że panów drażni, że nie chodzi do roboty. No sorry, ale to jakby ich problem, co ich drażni, a nie czyjś, choćby i własnej żony.
              • xciekawax Re: Niepracująca żona 26.02.14, 18:14
                Dokladnie. Zastanawiam sie czy pana by rowniez draznilo zjawisko gdyby on nadal mial "przykry obowiazek chodzenia do pracy" a ona by swoja prace kochala i nie mogla sie doczekac az do niej pojdzie kazdego dnia.

                • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 27.02.14, 12:31
                  najprawdopodobniej dogryzałby jej na każdym kroku i niszczył jej radość życia

                  nie piszę, że na pewno - ale skoro ma być po równo (nie sprawiedliwie, tylko po równo)... to tak pojmowana niesprawiedliwość siłą rzeczy musiałaby boleć
            • eicron Re: Niepracująca żona 26.02.14, 20:02
              soledad2 napisała:

              > Kobieta ma isc do pracy bo jest dorosla - chyba dawno juz - i czas zaczac sie u
              > trzymywac.

              A ja to sobie zawsze myślałem, że do pracy się chodzi po to aby zarabiać pieniądze lub dla przyjemności smile

              Ludzie mogą tworzyć różne układy małżeńskie. Ja osobiście gdybym był bardzo bogaty, miał żonę, którą bardzo bym kochał i był z nią szczęśliwy to ostatnia rzecz, jakiej bym od niej wymagał to znalezienie sobie pracy. Chyba że by chciała. Nie miałbym nic przeciw, aby zajmowała się domem lub swoimi pasjami.

              Ale tak żeby zmuszać kogoś do pracy tylko dlatego, że jest dorosły, dla jakieś tam zasady - to dla mnie się kupy nie trzyma.

              Choć z drugiej strony w Polsce był kiedyś przymus pracy, ale mnie jeszcze wtedy na świecie nie było, stąd może taka ideologia dla mnie niepojęta wink
              • altz Re: Niepracująca żona 26.02.14, 20:59
                eicron napisał:
                > Choć z drugiej strony w Polsce był kiedyś przymus pracy, ale mnie jeszcze wtedy
                > na świecie nie było, stąd może taka ideologia dla mnie niepojęta wink

                Czy uważasz, że autor ma teraz przez najbliższe pięć lat prawo nie chodzić do pracy, po prostu przestać zarabiać? Taka symetryczność. smile
                • mayenna Re: Niepracująca żona 26.02.14, 22:15
                  Może powinien stracić prace i zobaczyć co wtedy się stanie?
                • yoma Re: Niepracująca żona 26.02.14, 22:34
                  A czemu nie? Może. Tylko skoro już tworzy z tą żoną tę podstawową komórkę społeczną, to wypadałoby ustalić wspólnie nowy podział zajęć (czyli pracy).
                  • mayenna Re: Niepracująca żona 26.02.14, 22:52
                    yoma napisała:

                    > A czemu nie? Może. Tylko skoro już tworzy z tą żoną tę podstawową komórkę społe
                    > czną, to wypadałoby ustalić wspólnie nowy podział zajęć (czyli pracy).
                    Słuszna uwaga. Wypadało by też zastanowić się, na co zwróciłas uwagę, czemu tak koniecznie chce, żeby żona pracowała. Na razie to wygląda na "chcę bo chcę po równo". Ja pracowałam. Mąz też. Niby razem, a jednak dom i dzieci były po mojej stronie do obrobienia. jednak jakby się go ktoś pytał, to on pomagał.
                    Z mojego doświadczenia wynika tez, że nastolatka trzeba bardziej pilnować niż malucha. Dobrze jak jest ktoś w domu i ma pieczę bo to bardzo trudny wiek
                    Praca w domu to nie tylko sprzątanie.
                    Po 10 latach przerwy, po dwóch urlopach wychowawczych. powrót do pracy jest trudny. Ona praktycznie zaczynałaby od zera. może nie ma na to ochoty? Nie piszesz nic o wykształceniu żony.
                    Porozmawiaj z nia. Sam nie potrafisz mówić o tym co czujesz w związku z problemem. zasłaniasz się argumentami, które nie odkrywają istoty problemu dla ciebie.
                    Jak już wymienisz żonę na pracujący model to jak bedzie? Myślisz, że to cie uszczęśliwi? Czy to etap, że nie chcesz po prostu tej dawnej zony, bez względu na powody?
                    Próbowałeś terapii małżeńskiej?
                    • eicron Re: Niepracująca żona 27.02.14, 06:11
                      mayenna napisała:

                      > Jak już wymienisz żonę na pracujący model to jak bedzie? Myślisz, że to cie usz
                      > częśliwi? Czy to etap, że nie chcesz po prostu tej dawnej zony, bez względu na
                      > powody?

                      Ja bym dokładnie tak obstawiał smile Szukanie potwierdzenia własnych poglądów - pretekstów które bardzo pięknie brzmią.
                    • luciva Re: Niepracująca żona 27.02.14, 08:42
                      Dodajmy, że ona wg niego nie pracuje 10 lat, z tym, że młodsze dziecko też ma 10 lat.
                      Odejmując czas na macierzyński, wychowawczy, do czego miała prawo, może nie było żłobka, babci, może zdrowie dziecka nie pozwalało, może nie stać było na nianię - jakieś 3 lata, a może ciut dłużej, bo w pierwszy rzucie dziecko nie dostało się do przedszkola (a obowiązek jest od 5 lat) to ona nie pracuje jakieś 7-5 lat tak naprawdę
                      • mayenna Re: Niepracująca żona 27.02.14, 10:33
                        Jak uznać, że wiek szkolny jest cenzusem pracy matki ( dziecko na te 5 godzin do szkoły idzie) to wychodzi, że ona bezrobotna od 3-4 lat.
                        • tricolour Myślę, że koniec studiów.. 27.02.14, 10:41
                          ... a właściwie stanowisko prezesa KGHM jest takim cenzusem. Inaczej matka musi dupę podcierać aż do prezesury.

                          Tyle, że - pomijając sprawy zawodowe - atrakcyjność wiecznego dupopodcieracza jest zerowa. Ale kto by się przejmował, że kobieta ma w domu rangę przedmiotu...
                          • yoma Re: Myślę, że koniec studiów.. 27.02.14, 16:51
                            Czyli wg ciebie babeczka, po 10 latach niefunkcjonowania na rynku pracy, ma radośnie na ten rynek wrócić, bo w domu mało ambitne funkcje wykonuje.

                            Raz - nie ma obowiązku spełniania ambitnych funkcji. No nie ma i już. Wolna wola babeczki mieć w dupie ambitne funkcje. Dwa - babeczka rewelacyjnie się zrealizuje na ambitnym stanowisku, a i to jak naprawdę dobrze pójdzie, biurwy za 1500 brutto, bo najwyżej na to może w tej chwili liczyć. Ona będzie sfrustrowana i wściekła, a dzieciaki będą latać z kluczem na szyi.

                            Dlatego tylko, że część społeczeństwa z jej własnym mężem włącznie uważa, że kobieta MA pracować (i to pewnie jeszcze na etacie), bo tak. A ja po raz enty pytam, dlaczego tak? Bo nadal nie widzę racjonalnych argumentów za tak poza tym, że tak.

                            Nb przypomina mi się moja śp. babcia, która się modliła, żebym znalazła sobie "porządną pracę, taką od 8 do 16". Że pracowałam w sposób nienormowany, bywało, że od tej 8 do 3 rano, to babci nie obchodziło smile
                            • piotrfm123 babeczka i Golden Rule 27.02.14, 17:37
                              yoma napisała:
                              > Czyli wg ciebie babeczka, po 10 latach niefunkcjonowania na rynku pracy, ma rad
                              > ośnie na ten rynek wrócić, bo w domu mało ambitne funkcje wykonuje.

                              Niekoniecznie. Jakies ponad 3 tys lat temu wymyslono zasade wzajemnosci.
                              en.wikipedia.org/wiki/Golden_rule#Antiquity
                              „Traktuj innych tak, jak Ty byś chciał być traktowany”

                              Lapki do gory Szacowne Panie: ktora chcialaby utrzymywac faceta ktory nie ma obowiazku spelniac ambitnych lub calkiem mniej ambitnych funkcji, albo w tlumaczeniu na nadwislanski:
                              zamiatac podloge w chalupie i wycierac smarki 10latkom?

                              Nie, nie gdybym ci ja byla prezeska na niebie, tylko w realiach PLu / middle class gdzie kazdy 1000PLZ na miesiac moze sie przydac?

                              Sa jakies? Przypuszczam ze watpie.

                              • yoma Re: babeczka i Golden Rule 27.02.14, 17:42
                                A czy ktokolwiek z wątkodawcą włącznie użył argumentu "babo, do roboty, kasy w chałupie brakuje"? Otóż nie użył, a wątkodawca pytany był wprost.
                              • mayenna Re: babeczka i Golden Rule 27.02.14, 20:49
                                Piotr, nie czytasz. Ja mogłabym, ale pod warunkiem, że nie bylo by bardzo żle finansowo. Co więcej: ja utrzymywałam cała rodzine, w tym męża, gdy nie pracował. Zdarzało mu się to bardzo często, mniej więcej pól na pół. Jakby mnie zastapił w domu i dał komfort spokojnej pracy, bez zastanawiania się czy dzieci jadły, czy nie poszedł w cug i ich nie zostawił dziadkom na głowie to mogłam pracować, a on mógł być w domu.Znam tez mężczyzn, którzy mają taki układ w domu i z oboma mogłabym być. Brak zawodowej pracy na etacie nie zawsze oznacza lenistwo i obijanie się.
                              • lampka_witoszowska Re: babeczka i Golden Rule 28.02.14, 08:21
                                rozumiem, że zgodnie z przywołaną złota regułą (próbuj przynajmniej tłumaczyć na polski przytaczane teksty...) - Ty sam chciałbyś być wysyłany przez żonę i jej znajomych gdzieś, gdzie najwyraźniej nei masz ochoty pójść. I na pewno przekonywałby Cię argument: bo wszyscy tak robią.

                                ja bym mogła. Pod warunkiem, że ja bym była spełniona w moich zajęciach, a on w swoich. I pod drugim warunkiem - nauczyłby dzieci wcześniej wycierać nosy, bo 10latki z reguły sobie z tym już radzą. I pod trzecim warunkiem - miałby lepsze pojęcie o pracach domowych niż Ty, dla którego kończą się one na wycieraniu nosów nastolatkom.

                                BTW - problem w rozmowach większości tutejszych panów polega na tym, że z pełnym poczuciem wyższości są przekonani, że ich punkt widzenia jest bezdyskusyjnie jedyny słuszny. Ciężko z tak nieelastycznymi ludźmi w życiu wytrzymać - może warto się nad swoim podejściem zastanowić? można też nie, skolko ugodno, a wybór należy do posiadacza owego błędnego przekonania wink
                                • piotrfm123 Re: babeczka i Golden Rule 28.02.14, 17:49
                                  lampka_witoszowska napisała:
                                  >cryingpróbuj przynajmniej tłumaczyć n
                                  > a polski przytaczane teksty...)

                                  Nastepnym razem sprobuj przywalac sie do literowek. Bedziesz jeszcze bardziej "merytoryczna"

                                  >Ty sam chciałbyś być wysyłany przez żonę i je
                                  > j znajomych gdzieś, gdzie najwyraźniej nei masz ochoty pójść.

                                  Myjesz za soba muszle klozetowa?

                                  > I na pewno przeko
                                  > nywałby Cię argument: bo wszyscy tak robią.

                                  To niewazne ze ciebia argument "wszyscy myja / winni za soba myc" muszle klozetowa nie przekonuje. Obrzydliwych smierdzieli tez nie przekonuje ze wszyscy sie myja. I na pewno nie chca byc zaciagani pod prysznic. Jak zyc panie Premierze, jak zyc?

                                  > ja bym mogła. Pod warunkiem, że ja bym była spełniona w moich zajęciach, a >on w swoich

                                  Slusznie. Ja to bym mogl byc astronauta (przy spelnieniu pewnych warunkow).
                                  Ale nie jestem, dlatego nie pouczam tychze astronautow jak sie maja zachowac w kosmosie.

                                  > problem w rozmowach większości tutejszych panów polega na tym, że z pełny
                                  > m poczuciem wyższości są przekonani, że ich punkt widzenia jest bezdyskusyjnie
                                  > jedyny słuszny.

                                  Problem w "rozmowach" z kobietami ktorym zupelnie juz odbilo polega na tymze nie przyswoily sobie elementarnego terminu z psychologii. Patrz projekcja.
                                  en.wikipedia.org/wiki/Psychological_projection
                                  pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_%28psychologia%29
                                  Idzie to mniej wiecej tak:
                                  usilujecie bronic stanowiska nie do obrony, bo niky nikogo wbrew jego czy jej woli dozywotnio utrzymywal nie bedzie, a kobieta ma do wyboru znalesc prace jeszcze jako malzonka albo jako osoba po rozwodzie.

                                  Wymyslacie calkiem kosmiczno-zdupne pseudo-argumenty na poparcie w/w stanowiska. Miliony pracujacych kobiet i facetow samodzielnie pracujacych i wychowujacych dzieci nie sa dla was zadna chocby najmniejsza przeslanka aby zastanowic sie czy aby azaliz z pewnoscia 200% kobieta niezbedna jest 24h na dobe w chalupie aby z glodu wszyscy nie padli a dzieciaki nie chodzily szczerbate i obdarte. Pomysly aby zatrudnic malzonke psa poprzez pospolite ruszenie forumowe piszacych tutaj facetow mozna jedynie skwitowac:
                                  "something pojebalos?".
                                  BTWm Dalabys kiedys rade komus z rodziny aby czekala az ktos sie do niej z praca zglosi? po 10 latach bez pracy?

                                  Nastepnie po bronieniu nonsensu z wieksza zaciekloscia niz Kordecki Czestochowy oskarzacie ludzi wytykajacych wam owe nonsensy o:
                                  >Ciężko z tak nieelastycznymi ludźmi w życiu wytrzymać

                                  No ciezko. Jak sie jest tak glupim aby ignorowac wszelkie argumenty zycie musi byc ciezkie. I powinno.
                                  • lampka_witoszowska Re: babeczka i Golden Rule 01.03.14, 09:36
                                    widzisz, w tym problem, że dla ciebie niepracująca żona to jak bycie astronautą. Porównanie pracy do mycia muszli klozetowej... sorry, człowieku. Nie ten sam ciężar gatunkowy. Zaraz padnie argument: wszyscy kradną - i co zrobisz? wink

                                    a na marginesie - cytujesz coś, tłumacz. Kultura wymaga, bo nei każdy tutaj może umie. Chcesz okroić sobie rozmówców albo błysnąć, to Twoja rzecz - ale to nie służy wymianie. To raz. Dwa: nie posiłkuj się wikipedią aż tak nachalnie, to daje mikrą wiedzę. Mówię ci to ja, która psychologię miała jako jeden z przedmiotów kierunkowych. Ale oczywiście możesz wiedzieć LEPIEJ. Szerokiej drogi smile

                                    i wiesz, jak mówiłam: nie pchaj się w zawały. Na grzyba ci to.
                                  • kami_hope Re: babeczka i Golden Rule 01.03.14, 22:53
                                    piotrfm123 napisał(a):
                                    > Problem w "rozmowach" z kobietami ktorym zupelnie juz odbilo polega na tymze ni
                                    > e przyswoily sobie elementarnego terminu z psychologii. Patrz projekcja.
                                    > rel="nofollow">en.wikipedia.org/wiki/Psychological_projection
                                    > rel="nofollow">pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_%28psychologia%29
                                    > Idzie to mniej wiecej tak:
                                    > usilujecie bronic stanowiska nie do obrony, bo niky nikogo wbrew jego czy jej w
                                    > oli dozywotnio utrzymywal nie bedzie, a kobieta ma do wyboru znalesc prace jesz
                                    > cze jako malzonka albo jako osoba po rozwodzie.

                                    Ta Twoja interpretacja to jakas nowo-psychologia. A linki jakie wkleiles nijak pasuja do tematu. Nie rozumiesz o czym piszesz, to lepiej odpusc.
                                    Obok tego, wypowiadasz sie w chamski sposob, naduzywasz epitetow i wulgaryzmow. To swiadczy o Tobie i Twoim poziomie... Wypowiadaj sie z szacunkiem do innych, nawet jesli masz inna opinie.

                                    >
                                • agataaa324 Re: babeczka i Golden Rule 29.04.21, 16:07
                                  Boże ile ty masz lat? Było zostać z rodzicami, żeby ci dupę podcierali, bo jesteś na takim etapie rozwoju, gdzie myślisz, że ktoś będzie za ciebie ogarniał swoje życie... tragedia.
                            • noname2002 Re: Myślę, że koniec studiów.. 28.02.14, 07:53
                              babeczka rewelacyjnie się zreali
                              > zuje na ambitnym stanowisku, a i to jak naprawdę dobrze pójdzie, biurwy za 1500
                              > brutto, bo najwyżej na to może w tej chwili liczyć.

                              Raczej kasjerka pracująca na zmiany. Nawet na sprzątaczkę się nie załapie, bo trzeba mieć orzeczenie o niepełnosprawności.
                • eicron Re: Niepracująca żona 27.02.14, 06:03
                  altz napisał:

                  > Czy uważasz, że autor ma teraz przez najbliższe pięć lat prawo nie chodzić do p
                  > racy, po prostu przestać zarabiać? Taka symetryczność. smile

                  Oczywiście że ma prawo smile Sam powinien jednak ocenić, czy skorzystanie z tego prawa to słuszna decyzja smile
        • luciva Re: Niepracująca żona 26.02.14, 18:24
          A ja jeszcze mam pytania:
          Ile macie lat?
          Jakie żona ma wykształcenie?
          Przed 10 laty pracowała - gdzie? Co stało się potem, wyrzucili ją?
          co odpowiada, gdy próbujesz rozmawiać na ten temat, jak się zwierza Tobie?
          Co zrobiłeś, aby wesprzeć żonę w poszukiwaniu pracy?
          czy gdyby miała teraz wypadek, sparaliżowana od stóp do głów, rozwiódłbyś się?
          • gustavo.fring Re: Niepracująca żona 26.02.14, 18:34
            luciva napisała:

            > Co zrobiłeś, aby wesprzeć żonę w poszukiwaniu pracy?

            Dawał jej przez 10 lat szansę. To dużo. Mało która kobieta dawała by przez 10 lat szansę mężczyźnie, żeby przestał być jej utrzymankiem i poszedł do pracy.

            > czy gdyby miała teraz wypadek, sparaliżowana od stóp do głów, rozwiódłbyś się?

            Były takie badania, że w przypadku nieuleczalnej choroby małżonka/ki ok 90% mężów zostaje z nią do końca życia, a jakieś 30% kobiet zostaje z mężem, reszta odchodzi. To tyle w kwestii ideałów.

            • mayenna Re: Niepracująca żona 26.02.14, 22:18
              Daj linka do tych badań bo w życiu jakos inaczej to u mnie wygląda...
            • yoma Re: Niepracująca żona 26.02.14, 22:36
              Łoj... te same badania czytaliśmy? Bo tam odwrotnie było...
            • martishia7 Re: Niepracująca żona 26.02.14, 22:53
              > Były takie badania, że w przypadku nieuleczalnej choroby małżonka/ki ok 90% męż
              > ów zostaje z nią do końca życia, a jakieś 30% kobiet zostaje z mężem, reszta od
              > chodzi. To tyle w kwestii ideałów.

              Mhm, dokładnie tak, tylko zamień płcie miejscami w tym zdaniu. edition.cnn.com/2001/HEALTH/05/14/cancer.divorce/
              • piotrfm123 porzucanie chorych malzonkow 26.02.14, 23:17
                Jeden artykul wiosny nie czyni. Raz faceci porzucaja chore zony a raz nie. A skoro zalezy to od typu nowotworu (brain vs head and neck) i nowsze badania (2012) mowia o rowadze a starsze o samczym porzucaniu (2009) to za cholere nie wiadomo jak jest. Bo jednym artykulem trudno sie onanizowac.

                Dodatkowo 75% malzenstw z chroniczna choroba ma sie rozpadac w USA (przy 55% bez takowej choroby).

                Head and neck
                clincancerres.aacrjournals.org/content/16/20/5019.short
                Brain i SM
                onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/cncr.24577/abstract
                • martishia7 Re: porzucanie chorych malzonkow 27.02.14, 01:04
                  Ale przyznasz, że teza jakoby to kobiety notorycznie porzucały chorych partnerów, jest co najmniej równie mocno z czapy? Bo na razie są badania, które wskazują, że płeć nie wpływa, oraz ewentualnie takie, że jeśli wpływa, to dokładnie przeciwnie.
                  • piotrfm123 Re: porzucanie chorych malzonkow 27.02.14, 02:00
                    martishia7 napisała:

                    > Ale przyznasz, że teza jakoby to kobiety notorycznie porzucały chorych partneró
                    > w, jest co najmniej równie mocno z czapy?

                    Tak jest. Solidarnosc jader / penisow czy jak to zwac to bylaby przeciwrozumcza przeciwwaga na sama wiesz co.

                    >Bo na razie są badania, które wskazuj
                    > ą, że płeć nie wpływa, oraz ewentualnie takie, że jeśli wpływa, to dokładnie pr
                    > zeciwnie.

                    My gut feeling to ze jest prawdopodobne ze kobiety zostaja czesciej przy chorych partnerach.
                    Ale wynikow z USA (patrz bankructwo w wyniku placenia na partnera) czy Arabii Saudyjskiej (spoleczenstwo patriarchalne) nie da sie przeniesc ot tak sobie bez zastrzezen na Polske czy Polakow. Rozny jest poziom ostracyzmu czy mobilnosci.

                    To jest dosc ciekawy program badawczy tak ze moze komus tam hmm, znajomemu z PLu podsune pomysl na grant.
                    • martishia7 Re: porzucanie chorych malzonkow 27.02.14, 02:22
                      Mój gut feeling też mi podpowiada tak jak Tobie. Kwestia wychowania, między innymi. Oczekiwań otoczenia i tego co jest gotowe otoczenie "wybaczyć", zależnie od płci. To chyba właśnie jest ten dżender? wink Pozdrawiam.
        • kami_hope Re: Niepracująca żona 27.02.14, 23:32
          Ja mysle, ze praca nie ma tu nic do relacji w zwiazku. Bo...
          Dorosla zdrowa osoba, w pierwszym rzedzie powinna byc odpowiedzialna za sama siebie. Nie chodzi tu o umiejetnosc podejmowania decyzji i ponoszenia konsekwencji - chociaz oczywiscie tez, ale przede wszystkim dorosla osoba POWINNA utrzymac sie sama! Jesli tak jest, to mozna myslec o utrzymywaniu innych, czyli powolaniu na swiat dzieci, itd.
          Oczywiscie rozumiem naklady na osoby niepelnosprawne, chore itp. Zas utrzymywanie zdrowej doroslej osoby jest po prostu nieuczciwe.

          Jesli chodzi o zwiazek. Jesli oboje podejmuja wspolna decyzje ze jedna osoba pracuje i to im wystarcza, godza sie na to, to wszystko jest w porzadku.
          Autor watku wyraznie sie nie zgadza na taki uklad.
          Inna sprawa, ze przez caly watek nie pojawil sie ani jeden sensowny argument ze strony watkodawcy co do jego dzialan wspierajacych rozwiazanie problemu. Widze jedynie obciazenie wina i bardzo slaba komunikacje. Uwazam go za wspolodpowiedzialnego danej sytuacji, a to wlasnie dlatego, ze zamknal sprawe na "orzeczeniu winy". Nic ponad to.
    • gustavo.fring Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 26.02.14, 18:37
      Dlaczego baby są takimi hipokrytkami?

      Jak facet nie pracuje, to nierób i leń i w ogóle żaden kandydat na partnera, a jak już przypadkiem jest tym mężem, to dzieciaki pod pachę, alimenty i wiejemy.

      Ale jak baba nie pracuje, oj to na pewno ma Ważne Powody, jest Matką Polką i conajmniej cztery etaty w domu wyrabia prasując i gotując.

      Dlaczego dla kobiet partnerstwo oznacza równowagę tylko korzyści, a nigdy obowiązków?
      • xciekawax Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 26.02.14, 21:22
        ale Halo! jest pelno zwiazkow w ktorych facet zajmuje sie domem, praniem, odkurzaniem, gotowaniem, opieka nad dziecmi, wywiadowkami, zmywaniem itd.... a kobieta pracuje w zawodzie. Wiele kobiet czuje sie swietnie w takich warunkach.

        Mysle ze mylisz narzekanie kobiet na tych facetow co oprocz tego ze nie pracuja to jeszcze wydaja kase na hazard, albo caly dzien z kolegami niepracujacymi spedzaja czas pijac piwo i palac papierosy a w domu nawet lozka nie posciela. To sa dwa rozne przyklady. Nie myl tego!

        • altz Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 26.02.14, 21:57
          xciekawax napisała:
          > ale Halo! jest pelno zwiazkow w ktorych facet zajmuje sie domem, praniem, odkur
          > zaniem, gotowaniem, opieka nad dziecmi, wywiadowkami, zmywaniem itd.... a kobie
          > ta pracuje w zawodzie. Wiele kobiet czuje sie swietnie w takich warunkach.

          Wszystko można, ale trzeba się na to zgodzić. Tutaj takiej zgody nie ma.
        • agataaa324 Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 29.04.21, 16:09
          Chyba u ciebie w domu. Jak sobie znalazłaś samca alfa, który nie umie umyć naczyń to do kogo masz pretensje? U mnie w domu, w domu moich rodziców, w domu mojego męża wszyscy wykonują po równo obowiązki domowe. Czasem mąż nawet więcej jak jestem zmęczona. To niczyja wina, że wybrałaś sobie patola.
      • mayenna Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 27.02.14, 10:46
        Gustaw, jak się umawiamy że chcemy dzieci to ktoś sie nimi po narodzinach musi przez pewien okres zająć. To rodzi tez konsekwencje w dłuższym okresie czasu. Mysl co chcesz, ale jednak macierzyństwo wyklucza kobietę z aktywności zawodowej na kilka lat.Facet póki co nie urodzi i nie wykarmi piersią. Niania kosztuje. W praktyce to jednak jest tak, że kobieta zostaje z dzieckiem w domu na te 2-3 lata, a potem nie ma gdzie wracać.

        Nie znasz tez prawa. !0-ltnie dziecko nie może np. samo chodzić po ulicy, zostawać bez opieki w domu. Nie każdy 14 -latek jest dobrym opiekunem. Sam nacisk na żone i to od momentu urodzenia młodszego dziecka, żeby pracowała to malo. jej trzeba pomóc wyjśc do pracy.
        Mam dwóch przyjaciół, którzy nie pracują. Przynajmniej mieli długie okresy w zyciu, że zajmowali się domem, a zony pracowały. Jakby któremuś odumarła małżonka to jestem następna w kolejce. Biorę z pocałowaniem rękismile A mój niepracujący eks tez jest do wzięcia i jakoś nie mam ochoty na powtórkę z rozrywki bo wszystko zalezy od czlowieka, od tego czy on faktycznie jest leń, czy pracuś, tylko bez etatu.
        • scibor3 Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 27.02.14, 13:53
          > Nie znasz tez prawa. !0-ltnie dziecko nie może np. samo chodzić po ulicy, zosta
          > wać bez opieki w domu.

          A możesz mi pokazać te prawo? Według mojego rozeznania PORD mówi o 7-miu latach i nic się nie zmieniło w tej kwestii od czasów gdy sam chodziłem do szkoły. Zresztą to w moich czasach był niesamowity wstyd być odprowadzanym do szkoły przez kogokolwiek.

          Mówisz o długich okresach. Ile to było? Rok? Dwa? Nie wyobrażam sobie dłuższego okresu. Też znam paru takich panów ale to zawsze wiązało się z rentą i rehabilitacją, po której wracali do pracy a w jednym wypadku z poważną chorobą dziecka (z tym, że ten pan był na tyle zamożny, że mógł sobie pozwolić na niepracowanie).
    • piesdrogowy Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Soledad, 26.02.14, 22:16
      Obrazo - burca, Modmis, Gustavo, Zabelina, Piotr, Nicol, Samiec, Anderikka - wielkie dzięki za Wasze wpisy. Dały mi i do myślenia i do działania. I poczucie, że - jak niedorzecznie by to nie zabrzmiało, zwłaszcza w tym miejscu - że nie tkwię w tym sam. Bardzo jestem za to Wam wdzięczny.

      Wątek mocno się rozrósł i zaczyna pączkować, a jak zauważyliście, nie tyle chodziło mi o roztrząsanie filozoficznych kwestii o rolach i obowiązkach partnerów w związku czy o układanie stosów, co o podpowiedzi w konkretnej sprawie. Dlatego ruszam w drogę. Bom przecież Pies Drogowy smile.

      (Może się na niej spotkamy w weselszych okolicznościach - czego Wam i sobie życzę.)
      • piesdrogowy Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 26.02.14, 22:23
        I Altz, jasna cholera. Jak mogłem przegapić!
      • yoma Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 26.02.14, 22:38
        Spoko Pies. Jak wątek zaczyna żyć własnym życiem, to to jest dobry wątek. Widzisz, coś narobiłsmile
      • xciekawax Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 26.02.14, 23:07
        Zastanawialam sie czy zwrocisz uwage dla Tricolour zeby Twojej partnerki zyciowej nie nazywal "Kobiecym Smierdzacym Leniem". Ale ty mu dziekujesz za jego slowa.

        Obrzydzenie bierze jak patrzy sie na takiego meza tak nieszanujacego swojej zony. A dwojke dzieci (rowniez Twoich) wychowala. Smutne.... Ale tez pokazuje Twoje prawdziwe oblicze.
        • gustavo.fring Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 26.02.14, 23:59
          Smutne to są ograniczone horyzonty, czy też jak to się tam nazywa, solidarność jajników.
          • kasper254 Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 09:21
            1.piesdrogowy wziął sobie dosłownie do serca słowa św. Pawła: "Kto nie pracuje, niech nie je". Tri je uwspółcześnił o wątki ponowoczesne, wynikające z konsumpcjonizmu i wyszło uniwersum: znaczysz tyle, ile masz kasy. Jak kobieta nie przyniesie pieniędzy (może jeszcze powstanie problem pewnego minimum), to się ją wyrzuci z łóżka, albo każe robić karnego loda. Oj! Tri, czy Ty myślisz, czy tylko reagujesz - na bodźce, jak ten - nie przymierzając słynny pies?
            2.Biorąc pod uwagę powyższe nie wiadomo, gdzie są te "ograniczone horyzonty".
            3.Nie każdy może pracować, nie każdy ma to szczęście, a oferta z urzędów pracy niczego nie przesądza.
            • anderikka Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 10:00
              ad. 3
              Nie każdy, ale większość może coś zrobić: wziąć zajęcie pierwsze z brzegu, z czasem podnieść / zmienić kwalifikacje, szukać czegoś, zastanowić się, co umie i jak to można "sprzedać". Słyszałam ostatnio o pani po rozwodzie (ok. 50 lat), która straciła pracę na etacie; zaczęła wypiekać ciasta i sprzedawać je, po jakimś czasie nawiązała stałe kontakty i całkiem dobrze jej teraz idzie, a na pewno jest się w stanie z tego utrzymać.
              • mayenna Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 10:54
                Anderika, próbowales kiedyś żyć z domowego wypieku ciast? Bo ja tak i nie polecam. Najgorsza jest sezonowość klienteli. Nie masz zleceń - nie zarabiasz. masz za dużo to nie jesteś w stanie przerobić. Poza tym sanepid i US jak cię dorwą to masz przerąbane, a nie da się tego zalegalizować. Zyczliwi tez bywają i doniosa chętnie.
                To jedna z bajek na temat pracy. Altzxowi też tu radzono co tez o nie mógłby robic, jak był bezrobotny. tez mu wytykano, że leń bo na pewno praca jest tylko on nie chce jej podjąc.
                • altz Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 16:24
                  mayenna napisała:
                  > Anderika, próbowales kiedyś żyć z domowego wypieku ciast? Bo ja tak i nie polec
                  > am. Najgorsza jest sezonowość klienteli. Nie masz zleceń - nie zarabiasz. masz
                  > za dużo to nie jesteś w stanie przerobić. Poza tym sanepid i US jak cię dorwą t
                  > o masz przerąbane, a nie da się tego zalegalizować. Zyczliwi tez bywają i donio
                  > sa chętnie.
                  Trochę jest w tym prawdy w tym jest. Ostatnio rozmawiałem an temat życia z wypieków, zupełnie realnie. To jest niezwykle trudna decyzja, jeśli się nie ma odłożonych pieniędzy.
                  Są wielkie rejony kraju, gdzie jest trudno wyjść z jakąkolwiek inicjatywą, bo wszyscy robią większość rzeczy sami i zwyczajnie oszczędzają.

                  > To jedna z bajek na temat pracy. Altzxowi też tu radzono co tez o nie mógłby ro
                  > bic, jak był bezrobotny. tez mu wytykano, że leń bo na pewno praca jest tylko o
                  > n nie chce jej podjąc.
                  To jest coś za coś, pewno pani by znalazła pracę, ale musiałaby zostawić samych męża i dziecko i wyjechać, może by im się rozpadło małżeństwo? Możliwe, ale pracę by miała.

                  Z drugiej strony, byłbym bardzo zaniepokojony, gdyby jakaś moja znajoma siedziała z dzieckiem i nie szukała pracy. Nawet nie musiałaby to być żona. Nie ma swoich składek, żądnego zabezpieczenia, mąż nagle umrze, a ona się znajdzie na bruku. Przy naszych malutkich rodzinach, to jest za duże ryzyko. Można nie pracować w krajach dalekiego wschodu, zawsze ktoś pomoże, bo u nich rodzina liczy po 8-10 osób rodzeństwa i więcej, a cała rodzina to często ponad tysiąc osób.

                  U mnie było tak, że po porodzie nastawiłem się na dwa lata pobytu kobiety w domu i zupełnie nic nie mówiłem. Potem zachęcałem do szukania i dokształcania się, szczęśliwie jakoś się ułożyło, chociaż to nie były żądne kokosy, ale dałoby się z tego żyć. 10 lat chyba bym nie wytrzymał. smile
                  • mayenna Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 16:53
                    Tez jestem za pracą kobiet, żeby nie było. Ale ewolucyjnie, nie poprzez rewolucję.
                    Choć jak znam życie, to taka sierota pozostawiona sama sobie po śmierci męża bardzo szybko znajduje kolejnegosmile Albo dziedziczy jego emeryturęsmile bez przesady - da sobie radę.

                    W przypadku Psa chyba bardziej chodzi o powód do wymiany żony, znalezienie potwierdzenia tego, co już on sam postanowił.
                    Odnośnie 'domowego zarobkowania": kwota wolna od podatku to ok.3500 zł rocznie. Da się za to wyżyć? Bo konsekwencje nielegalnego zarobkowania w sytuacji gdy nie przymiera się głodem mogą być bardzo poważne i nie namawialabym do tego nikogo, a szczególnie zony, gdy mamy wspólnotę majątkową.
                  • yoma Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 16:56
                    Kurde, wymiękłam...

                    > po porodzie nastawiłem się na dwa lata pobytu kobiety w dom
                    > u i zupełnie nic nie mówiłem.

                    Trzeba było nie rodzić, kobietom to zdecydowanie lepiej wychodzi smile A czy szanowna małżonka, że tak nieśmiało spytam,miała jakieś zielone pojęcie o twoich nastawieniach?
                    • altz Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 17:45
                      yoma napisała:
                      > Kurde, wymiękłam...
                      >
                      > > po porodzie nastawiłem się na dwa lata pobytu kobiety w dom
                      > > u i zupełnie nic nie mówiłem.
                      >
                      > Trzeba było nie rodzić, kobietom to zdecydowanie lepiej wychodzi smile
                      Jasne, że ja nie rodziłem, ale trudno Ci to zrozumieć? wink

                      > A czy szanowna małżonka, że tak nieśmiało spytam,miała jakieś zielone pojęcie o twoich nas
                      > tawieniach?
                      Nie wiem czy na początku wiedziała, bo żadnych słowem nie wspomniałem. Sama chciała z czasem bardzo wrócić do pracy, zachęcałem do sensownych kursów. Myślę, że mieliśmy podobny sposób patrzenia, rozmowy były minutowe, bo nie było nad czym debatować. Ale tak było u nas i musi być u każdego.

                      Pytałaś o uzasadnienie potrzeby pracy?
                      - wspólne prowadzenie domu, potrzebne pieniądze, za darmo nie dają w sklepach. wink
                      - troska o swoją przyszłość i przyszłość dzieci, zabezpieczenie potrzeb rodziny w razie zmian, a przecież zmiany są stale (już pisałem, że u mnie wszystko się zmieniło, nie sposób nie zauważyć),
                      - pozwolenie ojcu na zajmowanie się dziećmi i wykazanie się, a nie samolubne przejęcie wszystkich ról rodziców,
                      - nauczenie dzieci, przez przykład, funkcjonowania w normalnym związku,
                      - odciążenie męża od długotrwałej pracy i pokazanie odrobinę dobrej woli

                      Pewno bym coś jeszcze wymyślił, ale myślę, że to wystarczy w zupełności. Czasami ktoś rezygnuje z pracy na etacie, bo ktoś musi zostać w domu albo zwyczajnie nie może pójść do pracy, ale wtedy i tak myśli nad tym, w jaki sposób poprawić funkcjonowanie rodziny.
                      • yoma Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 22:03
                        Wiesz co, ty może lepiej nie myśl. Bo ci znowu wyjdzie, że lepiej się nie brać za lepszą pracę, bo ci jeszcze alimenty podniosą.
                • anderikka Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 28.02.14, 15:17
                  Mayenna, to był przykład, tj. sytuacja, o której słyszałam - dlatego nie zamierzam być orędowniczką pieczenia ciast, gdyż nawet nie mogę odeprzeć Twoich argumentów (nie znam szczegółów co do tamtej sytuacji).
                  I uprzejmie podkreślam, że (ja) nikomu niczego nie wytykałam smile
            • agataaa324 Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 29.04.21, 16:11
              Trzeba się było uczyc, spaczony pasożycie.
          • mayenna Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 10:49
            gustavo.fring napisał:

            > Smutne to są ograniczone horyzonty, czy też jak to się tam nazywa, solidarność
            > jajników.
            Demagogia i opreowanie jednym argumenten ostatecznym( solidarnośc jajników) to są rozległe horyzonty? a moze solidarnośc penisów?smile
    • anderikka Dyskusja 27.02.14, 09:18
      Ta dyskusja przeraża mnie (może dziecinne, ale tak to zaczynam odbierać). Jest tu mnóstwo ludzi doświadczonych przez życie, wszyscy powinni się wspierać, a tu nie dość, że znowu przeciąganie liny kobiety-mężczyźni, to wczoraj jeszcze zaczęło się wzajemne obrażanie...

      Przyznam, że zupełnie nie rozumiem, co mnie jako kobiecie miałoby przyjść z faktu, gdybym np. przeczytała, że jakieś badania - względnie wiarygodne nawet, załóżmy czysto hipotetycznie - potwierdzają, że mężczyźni mniej niż kobiety sprzątają / częściej rzucają żonę, jeśli poważnie zachoruje itp.; a gdybym była mężczyzną - odwrotnie - co by mi przyszło z dowodów, że kobiety coś tam?

      Cokolwiek się słyszy o innej płci, to zawsze najważniejsze pozostaje własne życie i własne wybory, i uważam, że człowiek powinien raczej zastanowić się, dlaczego wybrał sobie takiego partnera / partnerkę i jakie zrobił błędy, a nie doszukiwać się przyczyn w jakoby istniejących "uniwersalnych" wadach płci przeciwnej - po prostu chodzi mi o to, że z takich refleksji coś by wynikło.

      Nie widzę i nie chcę widzieć pytania autora jako pytania "mężczyzny o kobiety", tylko rozumiem je jako problem ogólny, i nie zamierzam zaraz odwoływać się do schematów, stereotypów itp., i moim zdaniem szkoda, że dyskusja tak się potoczyła.
      • tricolour Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 09:34
        ... gdy przedstawiamy swój punkt widzenia oparty na własnych doświadczeniach.

        I gdy Pies pyta o rozwód w kontekście od lat niepracującej żony, gdy jej bezrobocie zaczęło mieć wymiar destrukcji rodziny, to wspieramy go w tym pomyśle. Dla dobra Psa, jego żony i dzieci. Oczywiście przyczyny tego stanu rzeczy są ważne, ale te przyczyny prowadzące do problemów rodzinnych, a nie te, które podtrzymują bezrobocie. Bo nic konstruktywnego nie wynika (gdy oni się przed laty umówili, że mąż zarabia, żona wychowuje) gdy zmieniły się warunki: dzieci wyrosły, a żona siedzi na dupie. Nic nie wynika z twierdzenia, że praca w domu, to etat. Albo, że nie dziesięć lat tylko 5-7 nie pracuje, bo to jest szukanie usprawiedliwienia istniejącego stanu rzeczy, który przecież doprowadził do krawędzi rozwodu.
        • anderikka Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 09:54
          Tak, ale ta dyskusja tylko chwilami była rzeczowa.
          I przewijała się w niej inna ciekawa myśl (szkoda, że nie została rozwinięta) - że np. (jeśli parę stać na to) żona chce być z dziećmi, on się zgadza, to nikomu nic do tego. Oczywiście, że nic, i niech sobie robią, co chcą - ale ja bym odradzała kobiecie ten scenariusz, bo przyszłości nikt nie może przewidzieć, a wejście na rynek pracy np. ok 40 jest na pewno trudniejsze niż wcześniej.

          > Bo nic konstruktywnego nie wynika (gdy oni się przed laty umówi
          > li, że mąż zarabia, żona wychowuje) gdy zmieniły się warunki

          I właśnie o te warunki mi chodzi, bo nie wiemy, co się zdarzy.
          Nie chcę wtrącać się do wyborów kogoś, kto wybrał siedzenie w domu, ale moim zdaniem to może odbić się rykoszetem na jego życiu.
          • mayenna Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 11:01
            Anderrika, to jest kwestia zaufania do partnera i siebie. Nie jesteś w stanie przewidzieć, czy np. wybór kariery zawodowej nie odbije się na wychowaniu dzieci, czy one nie beda po czasie miały tego rodzicom za złe. znam przypadki braku więzi pomiedzy rodzicami i dziecmi bo oddawano je pod opiekę dziadkom, aby rodzice mogli pracować. To sa bardzo trudne i indywidualne wybory. Rozwód nie załatwi tego problemu i nie jest wyjściem z sytuacji Psa. Rozmowa z zoną, codziennie, szukanie rozwiązań, motywowanie jej, nawet szukanie znajomości i miejsca pracy dla niej, żeby nie musiała zaczynać od zera - to sa jakieś konstruktywne rozwiązania.
            Rozwód rozpieprzy mu rodzine, skrzywdzi dzieci i może nie naprawić niczego w jego zyciu. Kolejna żona tez może urodzić dzieci lub stracić prace i jej nie znależć. Niech on po prostu ustali czego tak naprawde chce.
            • anderikka Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 11:41
              Mayenna, no pewnie, że to indywidualne wybory, stąd można jedynie proponować (co ja właśnie robię) takie, a nie inne nastawienie do tej kwestii - i dostosowywanie tej postawy do własnej sytuacji, relacji z partnerem, wykształcenia itp. Wiadomo, że inny „użytek” z tego nastawienia zrobić może osoba wykształcona, mieszkająca w dużym mieście i np. mająca rodziców mieszkających blisko, niż np. w miejscu z b. wysokim bezrobociem, z 2 dzieci i

              Chodzi o to, jak - idąc w tym kierunku - spożytkować swoje możliwości. Ocena tych możliwości jest bardzo trudna, zwłaszcza na forum dlatego też nie pozwoliłabym sobie radzić autorowi, żeby się rozwiódł (i tego nie robiłam). Inaczej: nie uważam, że znalazłam panaceum na problemy obecne i przyszłe, tylko sugeruję (kobietom, oczyw. też mężczyznom) dążenie do niezależności.

              Ja się „łapię” na te możliwości, nawet gdy mieszkałam sama, miałam tatę do pomocy, wiem, ile to znaczy przy maluchu. Teraz mam większy komfort, i do tego faceta, który rozumie, że chcę się jeszcze trochę dokształcić (też muszę dokonać pewnych wyborów w najbliższym czasie), zamierzam to wykorzystać.
              PS. Powtórzę jednak: niech każdy robi, co chce.
              • mayenna Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 16:56
                Owszem - każdy robi co chce, tym bardziej, że jakby ona opowiedziała o Psie i małżeństwie z nim to może być zupełnie inny obraz sytuacji. Dlatego Pies niech rozmawia z żoną i zrozumie, że dla niej argument: nie ma dobrej pracy, nie mam znajomości -może być naprawdę ważny.
                • tricolour Tak, to jest wazny argument... 27.02.14, 21:53
                  ... po po dekadzie siedzenia w domu wartość na rynku pracy jest ZEROWA.

                  Tyle, że ktoś, kto ma zerową wartość powinien zdawać sobie z tego sprawę czyli powinien chcieć to zmienić. Bo nikt tego za lenia nie zrobi. Trzeba wyjść z domu i oświadczyć publicznie: mam zerową wartość jako pracownik i poszukuję zajęcia adekwatnego do swojej zerowej wartości. Mam też ambitny plan wykazać się, ale na razie zaczynam od tego miejsca, w którym stoję: na razie nie dostanę dobrej pracy, bo dobra praca jest dla dobrych, nie zerowych, pracowników.

                  Uszy po sobie, pokora - od tego trzeba zacząć. Tylko trzeba chcieć zacząć, a nie szukać znajomych, którzy zaczną za żona Psa.

                  PS. Żona Psa to... Suka? Cholera. Tez nick wybrał...
                  • yoma Re: Tak, to jest wazny argument... 27.02.14, 22:07
                    No to teraz czekam, żeby oburzeni zasypali Psa ofertami pracy dla jego żony. Kto pierwszy, coś nie widzę?
                    • tricolour I nie zauważysz... 27.02.14, 22:10
                      ... bo to nie pracodawcy mają zasypywać nieroba ofertami pracy tylko nierób musi sam znaleźć pracodawcę i go przekonać do siebie, by dostać coś na start.
                      • yoma Re: I nie zauważysz... 27.02.14, 22:56
                        Dópa tam. Bo nie sztuka współczuć Psu zgodnym chórem, ojoj jaki biedny, baba nierób mu się trafiła. Sztuka powiedzieć: Pies, wszystko da się zrobić, akurat w firmie szukamy księgowej/sprzątaczki/suwnicowej/whatever. Ale jakoś nie widzę. Znawcy ludzkich sumień sprzed kompa.
                        • piotrfm123 postdoc-ka przyjmiemy 27.02.14, 23:10
                          yoma napisała:

                          > Dópa tam. Bo nie sztuka współczuć Psu zgodnym chórem, ojoj jaki biedny, baba n
                          > ierób mu się trafiła. Sztuka powiedzieć: Pies, wszystko da się zrobić, akurat w
                          > firmie szukamy księgowej/sprzątaczki/suwnicowej/whatever.


                          Szukamy postdokow. Doktorat z biologi/comp science. Cieple mile miejsce duzy instytut. Tyle ze Szacowna malzonka Psa z ostatnia praca z poprzedniego stulecia i publikacjami z wczesnego paeolitu to raczej z konkurencja nie wygra.

                          No i bylbym zapomnial, +1000km od najblizszego miejsca w PLu.

                          >Ale jakoś nie widzę.

                          No to juz widzisz. Tyle ze g. z twojego widzenia wynika.

                          > Znawcy ludzkich sumień sprzed kompa.

                          Samarytanka yoma moze zrobi zrzutke posrod podobnie myslacych owieczek. Zasponsorujce Psianice. Najnizsza pensja krajowa bedzie ufam OK. Pies sie ucieszy ze ma zaradna zone co gotowke do chalupy przynosi, wy sie uradujecie ze siostrzyce wspomoglyscie w potrzebie, karma sie wam poprawi, kto wie, moze w nastepnym wcieleniu nie odrodzicie sie jako [cos tam] -> deal?
                          • mayenna Re: postdoc-ka przyjmiemy 28.02.14, 16:13
                            Nawet jakby miała ten doktorat( przy pieluchach i niemowlęciu na cycku świetnie się pisze rozprawy naukowe) to jakby sobie Pies poradził bez niej? Nie dało by się po równo podzielić domowych zadań, absolutniesmile
                          • mayenna Re: postdoc-ka przyjmiemy 28.02.14, 16:17
                            piotrfm123 napisał(a):


                            >
                            > Samarytanka yoma moze zrobi zrzutke posrod podobnie myslacych owieczek. Zaspons
                            > orujce Psianice. Najnizsza pensja krajowa bedzie ufam OK. Pies sie ucieszy ze
                            > ma zaradna zone co gotowke do chalupy przynosi, wy sie uradujecie ze siostrzyce
                            > wspomoglyscie w potrzebie, karma sie wam poprawi, kto wie, moze w nastepnym wc
                            > ieleniu nie odrodzicie sie jako [cos tam] -> deal?

                            Alez Pies nie wysyła żony po pieniądze. On chce solidarności i urawniłowki.. Symetrycznie: on pracuje to ona też ma to robić.
                            Szkoda, że wcześniej nie chciał podziału po równo i nie pomyślał, czym grozi jego żonie rodzenie dzieci. Niechby pracowała jak pracowała skoro to aż tak ważne.
                            • piotrfm123 Re: postdoc-ka przyjmiemy 28.02.14, 17:21
                              mayenna napisała:
                              > Alez Pies nie wysyła żony po pieniądze. On chce solidarności i urawniłowki..

                              Bzdura. Jesli malzonka jest z domu Potocka, ma zamczysko, las i cos tam jeszcze to nikt nie potzrebuje aby sie zatrudniala jako sekretarka.

                              Sam siedzialem kilka miesiecy w domu utrzymujac siebie i spora czesc ex z oszczednosci. Nie widze powodu aby osoba ktora sobie na to wczesniej zarobila spedzila lata szlifujac jezyk chinski na prywatnych lekcjach, czytajac Zycie seksualne dzikich, czy zwijajac sie w precle na jodze.
                              Nie wiem czy koniecznie do konca zycia, bo jednak zycie z nie muszacych myslec o przyszlosci pieknoduchami moze obfitowac w spiecia, ale jesli w prezencie dostawalbym wytrenowana do bolu i oczytana ciekawa partnerke to czemu nie?
                        • tricolour My w firmie nie szukamy... 28.02.14, 08:20
                          ... ludzi z dziesięcioletnią przerwą w pracy. Szukamy pracowników.
                    • altz Re: Tak, to jest wazny argument... 27.02.14, 22:49
                      yoma napisała:
                      > No to teraz czekam, żeby oburzeni zasypali Psa ofertami pracy dla jego żony. Kt
                      > o pierwszy, coś nie widzę?

                      A co ta pani potrafi? smile
                      Sztaplarkę obsługuje? Może ma uprawnienia na dźwigach i suwnice? Prowadzi ciężarówkę czy autobus? Przy tym dodatkowo zna jakiś sensowny język? smile
                      Ta praca jest na pewno i dla kobiety się nadaje, inne panie tak pracują bez problemu.
                      Wygodna praca biurowa już zajęta zajęta. wink
                      • lampka_witoszowska Re: Tak, to jest wazny argument... 28.02.14, 08:37
                        o, sorry. Jak już mamy małżeństwa zarabiające, którym po drodze przytrafiają się dzieci, co to same będą się hodować, to jednak okazuje się z czasem, że pomoc domowa albo solidna opiekunka zaczynają być na wagę złota. Do tego instytucja babci powoli odpada, bo jak już ktoś dociągnie do emerytury w wieku 67 lat, to co najwyżej parę lat na prawnuki poczeka - wnuki będą już wyrośnięte.
                        Nie lekceważyłabym umiejętności kogoś, kto sprawnie ogarnie dom wielkich_nieobecnych_zarabiających kokosy.
                        • scibor3 Re: Tak, to jest wazny argument... 28.02.14, 11:42
                          Skoro umie ogarniać dom, to niech szuka pracy zarobkowej przy ogarnianiu domu. Są ludzie którzy za to zapłacą. Na razie pani się nie kwapi.
                          • lampka_witoszowska Re: Tak, to jest wazny argument... 28.02.14, 12:06
                            ale nadal nie wiadomo, dlaczego ma szukać. Bo mąż każe? bo nie ma pieniędzy? bo ktoś na forum wydaje rozkaz? bo tak?
                            Ty też się nei kwapisz do szukania pracy jako kierowca tira, a może byś więcej zarobił niż teraz. Tak więc wiesz, spokojnie. Z dystansem. To tylko internetowa dyskusja, a Pies możliwe, że tylko potrzebuje uzasadnienia dla rozwodu z własnej inicjatywy, bo nei umie przyznać: sorry, nie kocham, wypaliło się, ni o nią mi chodziło w życiu, a nawet jak kiedyś o nią to już teraz nie o nią.
                            Zdrowy dystans smile

                            Ale owszem, jak zapoda wiadomość: bo ona odmawiała pracy - to większość przyklaśnie. Tylko wtedy Pies w swoich wnętrzach nie poszpera, bo znalazł winnego, więc może umyć ręce i guzik mu to da na przyszłość.

                            ...mniej więcej (*mniej raczej) jak ze zdradzoną żoną: można ponarzekać, walizki wyrzucić przez okno itd., ale w pewnej chwili przychodzi pora na rachunek sumienia. Dla odmiany własnego.
                            • altz Re: Tak, to jest wazny argument... 28.02.14, 13:19
                              lampka_witoszowska napisała:
                              > ale nadal nie wiadomo, dlaczego ma szukać. Bo mąż każe? bo nie ma pieniędzy? bo
                              > ktoś na forum wydaje rozkaz? bo tak?
                              Bo musi coś jeść, a jak się rozwiedzie z mężem, to może z samego powietrza i jabłek-spadów nie przeżyć. Zresztą, inne argumenty już też podałem.
                              Nie musi iść do pracy, jeśli ma stały i pewny dochód, a tutaj nie było mowy, że pani jest rentierką.

                              > Ty też się nei kwapisz do szukania pracy jako kierowca tira, a może byś więcej
                              > zarobił niż teraz.
                              Ja też odłożyłem dyplomy różnych uczelni i wziąłem pracę, jaka faktycznie jest.
                              Nie mogę być kierowcą tira, więc robię coś innego. Moje propozycje są realne, w ciągu dwóch miesięcy można zrobić kurs, złapać gdzieś doświadczenie, choćby za darmo i za pół roku już pracować za sensowne pieniądze. Nie każdy może, wymagany jest dobry wzrok i koordynacja, ale to jest jakaś propozycja do puli.

                              > nei umie przyznać: sorry, nie kocham, wypaliło się, ni o nią
                              > mi chodziło w życiu, a nawet jak kiedyś o nią to już teraz nie o nią.
                              > Zdrowy dystans smile
                              Powinien raczej powiedzieć, przez 5 lat pracowałaś solidnie w domu i za to ci dziękuję, ale przez następne 5 lat żyłaś na moim grzbiecie, zrób coś z tym albo się rozstaniemy.
                              5 lat to jest dość, niechby nawet to było "tylko" 3 lata, to można się bardzo źle czuć z taką osobą, o ile nie robiła nic w kierunku zmian.

                              Może chcesz mnie utrzymywać przez najbliższe 3 lata? big_grin Tak fajnie rozporządzasz cudzymi pieniędzmi!
                              • lampka_witoszowska Re: Tak, to jest wazny argument... 28.02.14, 13:45
                                nie zauważyłam, żebym rozporządzała cudzymi pieniędzmi - ale nawet jeśli, to uznajmy konsekwentnie, że pieniędzmi jak pieniędzmi - ale rozporządzanie cudzą żoną, jak to tutaj co bardziej zgorzkniali i zacietrzewieni rozwodnicy czynią, to już wyjątkowy nietakt... big_grin

                                nie, Altz, nie wezmę Cię na utrzymanie. Bo Cię nie kocham.
                                • tricolour Re: Tak, to jest wazny argument... 28.02.14, 14:30
                                  Gdy się żona sama nie rozporzadza to trzeba nią rozporzadzic. Tak jak przedmiotem gdy sobie taką rolę wybrała.
                                  • lampka_witoszowska Re: Tak, to jest wazny argument... 01.03.14, 09:39
                                    Tri, trzymaj się choć trochę logiki. Przeciez jak gotujesz coś w domu, sprzątasz czy pierzesz gacie, to nei stajesz się przedmiotem. Chyba żeby? big_grin

                                    rozporządzać sobie możesz póki Ci żona pozwoli. Większośc ludzi - nawet wykonując prace domowe wink - unika takich agresorów.
                                    • tricolour Logika jest taka... 01.03.14, 13:04
                                      ... że jeśli cała aktywność człowiecza sprowadza się do sprzątania i gotowania, to delikwent staje się przedmiotem gotującym i sprzątającym. Do takich prymitywnych prac mamy urządzenia i narzędzia do obsługi. Nic więcej.

                                      Mnie zastanawia skąd u Ciebie i Yomy taka konieczność obrony etosu posługaczki. Skąd?
                                      • mayenna Re: Logika jest taka... 01.03.14, 14:50
                                        A może ona czyta w przerwach? Albo jak gotuje? Lepiej?smile
                                        Bawi mnie ta logika; sprzatać za najniższa krajową, obsługiwać innych jest szczytniej niz własna rodzinę i u siebie, dla najbliższych. Jak się jednak mało ceni tych najbliższych...
                                        • yoma Re: Logika jest taka... 02.03.14, 16:58
                                          Trzeba ostrzec potencjalne kobiety Tri, żeby się nie ważyły palcem tknąć czegokolwiek w domu. Tknąwszy, automatycznie staną się przedmiotami.

                                          Miłoby było, gdyby Tri ustosunkował się do tego postu.
                                          • tricolour Skrajności są zwykle patologią... 03.03.14, 09:20
                                            ... więc bez sensu jest także pogląd, że gdy ktoś paluszkiem tknie domowe prace, to staje się przedmiotem sprzątającym.

                                            Przedmiotem jest wtedy, gdy jego cała (albo znakomita część) aktywność polega na tzw pracach domowych. I tak mi sie wydaje, że dobrze wiesz i Ty, I Mayenna i inne, o czym piszę. Że kobieta, to nie posługaczka dla męża i dzieci z funkcją ssania brudów z podłogi.

                                            Więc tym bardziej jestem zdziwiony, że bronicie tych prymitywnych funkcji jak niepodległości. Bo jesli nawet małżeństwo mające małe dziecko umówiło się do podziału obowiązków na zarabianie-wychowanie, to podział ten nie jest do końca życia. Szczególnie gdy dzieci zaczynają być w takim wieku, że bardziej lubią się pobzykać w szkolnych kiblach niż być z rodzicem "wychowującym".
                                            • yoma Re: Skrajności są zwykle patologią... 03.03.14, 09:42
                                              Aha. Czyli kto sprząta, jest przedmiotem, chyba że ktoś ci wykaże, że pogląd jest wewnętrznie sprzeczny - wtedy sprzątający przedmiotem być przestaje. Bardzo, hm, wielowartościowa ta twoja logika. Btw dokształciłeś się już, co zacz wielowartościowa logika?

                                              I ja, i Mayenna, i inne bronimy nie prawa do sprzątania, lecz prawa wyboru. Jeśli nie odróżniasz jednego od drugiego....
                                              • tricolour Re: Skrajności są zwykle patologią... 03.03.14, 10:43
                                                Jakoś wyjasnic trzeba. Ten kto wyłącznie sprząta jest przedmiotem. Oczywiście teraz będziesz rozmydlac na ile wylacznie tak jak byla potrzeba krecic do kiedy.
                                                • lampka_witoszowska Re: Skrajności są zwykle patologią... 03.03.14, 10:50
                                                  swoją droga, Szwedzi obrzydliwie kręcą, parę lat temu głosowali w ichnim sejmie nad potrzebą dodatkowego roku urlopu wychowawczego dla rodzica nastoletnich dzieci - bo zauważyli, że nastolatki się wypaczają i opieka jest mocno wskazana

                                                  dobrze, że to ładnie wyjaśniłeś. Kręcenie. Zwykłe kręcenie, nie dbanie o dzieci.
                                                  Do tego mądry, uczciwy człowiek wie, że te dzieci wolą się pieprzyć w szkolnych szaletach, a nie mieć pieczę nad sobą.
                                                  • tricolour A ile tego urlopu dodatkowego mają Szwedzi? 03.03.14, 15:48
                                                    No jaki jest wymiar roczny tego urlopu i do jakiego wieku dziecka? Bo może tylko głosowali, ale nie przegłosowali i stąd tak pokrętnie piszesz żeby tylko konkretów nie było, co?

                                                    Bo z konkretami jest tak jak z logiką i połową penisa. Czyli żenada, bo o połowie penisa to może się arytmetyka wypowiedzieć, nie logika. Ale to było dawno w szkole...
                                                  • lampka_witoszowska Re: A ile tego urlopu dodatkowego mają Szwedzi? 03.03.14, 20:23
                                                    arytmetyka, z tego co mi wiadomo, dotąd opierała się na logice - podobnie jak statystyka, na którą powinieneś się powołać, jeśli już tak strasznie, strasznie nie miałeś się czego czepić smile
                                                    ale oczywiście może od dziś to się zmieniło, mogę nei być na czasie, szczególnie odkąd wziąłeś się za interpretowanie podstaw nauk ścisłych

                                                    co do Szwecji - nie wiem, w oko trafiła mi jedynie informacja o przygotowaniach do głosowania, o podstawach merytorycznych - i dalej, przyznam, nie śledziłam wiesci jakem nieSzwedka. Szło mi o to, że dojrzały rodzic, średnio odpowiedzialny, mało sobie chwali seks w wc w wykonaniu rówieśników swoich nastoletnich dzieci - za to dużo bardziej woli sprawować pieczę nad latoroślą. Normalny rodzic, nie maszynka oddana zdobywaniu kasy, kasiorki, kasiurki wink rozumiem jednak, że dla Ciebie to pokrętność w myśleniu. Ok, przyjmuję do wiadomości, że masz taki wypaczony pogląd. W sumie przewidywalne wink
                                                  • altz Re: A ile tego urlopu dodatkowego mają Szwedzi? 03.03.14, 20:34
                                                    lampka_witoszowska napisała:
                                                    > arytmetyka, z tego co mi wiadomo, dotąd opierała się na logice - podobnie jak s
                                                    > tatystyka, na którą powinieneś się powołać, jeśli już tak strasznie, strasznie
                                                    > nie miałeś się czego czepić smile
                                                    Coś Ci się pokręciło z tą arytmetyką i logiką.
                                                    Szczerze podziwiam Twoją wizję o Tobie. big_grin
                                                  • lampka_witoszowska Re: A ile tego urlopu dodatkowego mają Szwedzi? 03.03.14, 20:46
                                                    no, paczaj, panie, a ja sądziłam, że to typowo babskie wiedzieć lepiej, co kto myśli i jakie ma wizje - o ile w ogóle je ma big_grin

                                                    a co do logiki - prosze więc o konkrety. Co dokładnie mi się pokręciło? smile
                                                • mayenna Re: Skrajności są zwykle patologią... 03.03.14, 16:49
                                                  tricolour napisał:

                                                  > Jakoś wyjasnic trzeba. Ten kto wyłącznie sprząta jest przedmiotem. Oczywiście
                                                  > teraz będziesz rozmydlac na ile wylacznie tak jak byla potrzeba krecic do kiedy
                                                  > .
                                                  Tri, ona wychowuje dzieci, własnie po to żeby się po łazienkach nie bzykały.Domniemywam, że też jest normalna żona w przerwach w sprzątaniu. Dziecko potrzebuje uwagi i obecności rodzica, żerby takie sytacje o jakich piszesz nie miały miejsca.
                                                  Argument przeciwny do twojego to mąz -bankomat?smile
                                                  • zielona.wrona Re: Skrajności są zwykle patologią... 03.03.14, 17:54
                                                    O kurna chata, nie wytrzymam!!!
                                                    Do zwyklego lenistwa dorabiac taka teorie! Zeby nastolatek nie wloczyl sie po Lazienkach mama ma nie pracowac!!! Wedlug tej teorii wszystkie zboki musialyby byc dziecmi matek pracujacych. Zlodzieje, narkomani tez. Innych pilnuje mamusia az do ozenku/zamazpojscia.
                                                    Kobiety, nie osmieszajcie sie az tak; najpierw jedna z druga chce miec dziecko, bo instynkt, milosc i takie tam a potem ma usprawiedliwienie, zeby dupska grubego do pracy nie ruszyc. Bo musi nastolatka pilnowac!!
                                                    Smiech na sali, oklaski, kurtyna!!
                                                  • mayenna Re: Skrajności są zwykle patologią... 03.03.14, 19:30
                                                    O jak miło cię widzieć. Co tam słychać nowego u was?
                                                    Zielona, nie pojmujesz kompletnie o czym mowa, ale dzięki za postsmile
                                            • egalea71 Żadne posługiwanie- to obowiązki żony 03.03.14, 18:58
                                              tricolour napisał:

                                              Że kobieta, to nie posługaczka dla męża i dzieci z funkcją
                                              > ssania brudów z podłogi.
                                              >
                                              > Więc tym bardziej jestem zdziwiony, że bronicie tych prymitywnych funkcji jak n
                                              > iepodległości

                                              Uśmiałabym się setnie, gdyby same sędzie- rozwodówki nie robiły z żon posługaczek. Toż to obowiązek żon- pranie, sprzątanie, prowadzenie dom; jesli praca, to tylko taka, która nie przeszkodzi im w wypełnianiu roli posługaczki- inaczej sędzia orzeknie, że kobieta robiła karierę zawodową kosztem pana misia smile Nie wiedziałeś o tym, Tri? To proponuję zajrzeć do orzecznictwa sądowego. Jeśli przy okazji znajdziesz w nich potwierdzenie swoich teorii o tym, jak to praca dla kobiet pozwala im się rozwijać i choćby z tego powodu należy wspierać żonę w jej ambicjach, to... stawiam Ci bekę piwa co miesiąc- do końca życia i jeszcze jeden dzień dłużej smile
                                              Żeby dojść do poziomu "Praca dla kobiety daje jej satysfakcję, rozwija i przyczynia się do godnego utrzymania rodziny" to najpierw musi wyginąć obecne pokolenie pań sędzi, które za szczyt marzeń kobiet przyjmują całowanie misia po stopach za to, że w ogóle chce być mężem smile
                                              • mayenna Re: Żadne posługiwanie- to obowiązki żony 03.03.14, 19:45
                                                Moim zdaniem posiadanie chłopa na własnośc będzie szczytem marzeń i osiągnięc życiowych jeszcze długo. Sędziny niczemu tu niewinne bo to trend ogólny. Zauważ, że na forum też często się pojawia owo przypisanie do mężczyzny jako argument ostateczny o wyższości danej pani nad tymi bez przydziału.

                                                A wracając do meritum: Tri, dom to coś więcej niz porządek. Szkoda, że nie doświadczyłes nigdy jak to jest mieć żone niepracującąsmile Może by ci się podobałosmile
                                                • lampka_witoszowska Re: Żadne posługiwanie- to obowiązki żony 03.03.14, 20:30
                                                  big_grin

                                                  ps. jejku, pojawia się szansa, iskiereczka nadziei, na kolejny odcinek dyskusji nad byle portkami w chałupie big_grin dzięki, Mayenna, naprowadzasz zainteresowane autopromocją na odpowiednią tematykę smile

                                                  czekam z niecierpliwością smile oddana fanka twórców i aktorów - wszystkich biorących udział w serialu, jak leci smile
                                                  • mayenna Re: Żadne posługiwanie- to obowiązki żony 03.03.14, 20:52
                                                    Oj tamsmile Ale to były czasy jak tu sie zielona wrona produkowała wraz z michszybem i jego byłąsmile
                                                • tricolour Nie wiem czy szkoda... 03.03.14, 21:15
                                                  ... ale fakt: żony niepracującej nie miałem. Miałem za to żonę-matkę niepracującą i wcale nam się to nie podobało. Razem nam się nie podobało ze względu na swoją nieokreśloność, tymczasowość, stan zawieszenia i czekania nie wiadomo na co. Poza tym to zwyczajna harówa przez lwią część doby, a ja nie widzę swoich kobiet w roli napędu kieratu. Z tego powodu - oczami wyobraźni - nie widzę, że moja kobieta przez lata ma być do dziacka przywiązana i jeszcze ma się - jak chcecie tu powiedzieć - szczerzyć ze szczęścia samodzielnego wychowania.

                                                  Wam się taka prymitywna rola podoba? Proszę bardzo. Mnie się nie podoba głównie przez zastój kobiety.
                                                  • lampka_witoszowska Re: Nie wiem czy szkoda... 04.03.14, 07:25
                                                    prymitywny to jest seks w toalecie, a w wykonaniu nastolatków dodatkowo smutny i żałosny - nie zajmowanie się dziećmi, o ile ktoś się na nie świadomie zdecydował, niekoniecznie jak na nowy, pasujący do koloru ścian serwis do kawy

                                                    kwestia priorytetów, Tri, i chęci na bycie rodzicem - w tym akurat nie ma nic prymitywnego. Choć nie zauważyłam tu szczerzenia się - ba! dość często kobiety samotnie wychowujące piszą, że to ciężka harówa. Odpowiedzi mężczyzn, traktujących dzieciaka jak niepotrzebną paczkę, znasz. Chyba, że i tu stosowałeś wybiórcze czytanie - to nie ma o czym mówić.
                                                  • mayenna Re: Nie wiem czy szkoda... 04.03.14, 08:33
                                                    Tri, to czy kobieta lub mężczyzna ma zastój w rozwoju to jego osobista przypadłość. Ktoś mało ciekawy świata, bez pasji, hobby, marzeń i cełów nawet pracując się nie rozwija. Miałam takie sasiadki co to nie było o czym pogadać, ale plotki z całej gminy mozna bylo wysłuchac bo pracowała w urzedzie.mnie akurat taki rozwój nie zajmował.
                                                    Tłuk to charaktr a nie praca czy jej braksmile Tak jak pracowitośc: mozna nic nie robić zawodowo a byc pracowita osoba, a mozna pracować na etacie i byc leniemsmile
                                      • mayenna Re: Logika jest taka... 01.03.14, 17:24
                                        Tri, praca w domu to głownie wychowanie dzieci. Przynajmniej dla mnie. Jak dla kogos wychowanie jego dziecka to zajęcie nieważne, nierozwijające i ogólnie pogardzane to mu współczuję doświadczeń.
                                        • tricolour A do którego roku? 01.03.14, 19:51
                                          Dziesięć, czternaście?
                                          • mayenna Re: A do którego roku? 01.03.14, 21:51
                                            A to bywa różnie. chlopcy najgorszy okres maja od 15 do 18 -20 roku życia, w zależności od dojrzewania. Dziewczęta wcześniej. Powiedziałabym, że wychowanie kończy się w momencie osiągnięcia przez dziecko samodzielności. A jesli chodzi o uwagę rodzica to zalezy od charakteru dziecka. Jakbym mogła wybierać to wolę dwójkę maluchów w wieku przedszkolnym niz dwóch nastolatków do wychowania, ale w żadnym z tych okresów nie zostawiam dzieci samych w domu. Nie wiadomo co wymyśląsmileDziecko 10-ltnie to trzecia klasa podstawówki. Na dobra sprawę powinno być nadal pod opieką osoby pełnoletniej cały czas.
                                            • tricolour Też tak uważam... 01.03.14, 22:28
                                              ... że jednego z rodziców powinno sie internowac w domu do osiągnięcia samodzielności dziecka, co często odbywa się w wieku > 30 lat.

                                              Generalnie gdy ktoś się zdecyduje na dziecko powinien dostać od państwa rentę, bo do końca życia już niczego sensownego nie zrobi - będzie tylko dziecko dupę podcierał. Potem, gdy dziecko bedzie miało dziecko, to nadejdą wnuki do obróbki.

                                              No i oczywiście feministki należy wystrzelać ze durnowate opglądy o równosci kobiet.
                                              • mayenna Re: Też tak uważam... 02.03.14, 07:27
                                                Równośc kobiet nie polega na przymusie pracy. feministki walcza o to by kobiety mogły się realizować tak jak chcą i były przez to równie szanowane jak mężczyzni, doceniane. jak kobieta chce być w domu to jej wybór i jej męża.
                                                Jak dziecko w wieku 24 lat -26 lat nie jest samodzxielne to znaczy, że nie za dobrze przebiegło wychowanie. Moje usamodzielniaja sie do 21 -22 roku życia, ale ja mało rozpieszczajaca jestemsmile. Nawet wcześnieJ; w momencie podjęcia studiów. Finansowo jeszcze wspieram, ale juz same kierują swoim zyciem, bez mojej ingerencji.

                                                • lampka_witoszowska Re: Też tak uważam... 02.03.14, 07:49
                                                  otóż to.
                                                  Po pierwsze - szanuje się każdego człowieka. Sprzątającego też.
                                                  Po drugie - we mnie jest konieczność obrony wolności człowieka. Sprzątającego też. Więc jak żona Psa nie będzie już miała męża, to zapewne pójdzie do pracy i coś tam sobie zarobi, i dzieciom też. Pies dośle alimenty. Nie będzie już opieki nad dzieciakami, oblecianego domu (bo jednak najczęściej urządzeniem do obsługi domu jest nie mechanika, ale człowiek, często płatny). Pies skorzysta tylko tyle, że nie będzie miał żony i dzieci - ale będzie miał swoją wypłatę dla siebie. Okrojoną o alimenty. Ot, sukces Europy XXI wieku big_grin

                                                  Poza tym, jak już sobie pobronię szacunku do każdego i wolności dla kazdego, to zaczynam bronić rodzin. Bo nigdy i nigdzie poza naszymi czasami, gdy oboje rodzice pracują, ba! wyjeżdżają na zmywak i calutkie tzw. cywilizowane społeczeństwo im przyklaskuje "bo wszyscy tak robią" "bo trzeba za coś żyć" (coś oznacza jak najwięcej, oczywiście) - więc nigdy i nigdzie nei było takiej degeneracji społecznej, nie było tylu obaw co do narkotyków w rękach dzieci, prostytucji i wszelkiego lęku związanego z dziećmi pozostawianymi samymi sobie. I sorry, ale pożywszy i popatrzywszy na świat stwierdzam, że gonitwa za kasą i rodzina słabo dają się godzić. Jest albo, albo. I ten wybór jest już na poziomie pytania: "czy mogę iśc na chorobowe na dziecko, czy bezpieczniej (bezpieczniej nie dla dzieciaka, ale dla stanowiska np. terminującej księgowej w firmie budowlanej w Koziej Wólce...) podrzucić dzieciaka z gorączką babci?"
                                                  więc jeśli jedno z rodziców, czy ojciec, czy matka, mają życzenie zajmować się domem - to chwała im za to. Byle nie wpadali w nędzę - ale o to też nei jest łatwo, jeśłi druga osoba ma jako taką pracę: płacę i stanowisko powyżej kasy w markecie.

                                                  Ale, oczywiście, każdy ma prawo mieć swój pogląd. Na pewno fajnie jest pracować, ja sobie wychodne do pracy cenię. Tyle, że dzięki temu mamę mojemu dziecku zastępuje niania.
                                                  • lampka_witoszowska Re: Też tak uważam... 02.03.14, 07:52
                                                    a swoja drogą - środki antydepresyjne reklamuje się już na co dzień. Hehe, zdobycz cywilizacji big_grin

                                                    skąd tyle depresji teraz? z tej mocnej pozycji rodzin i bliskości między ludźmi, jaką cżłowiek ćwiczy w rodzinie własnie?
                                                    smile
                                      • bramstenga Re: Logika jest taka... 02.03.14, 09:20
                                        Abstrahując nieco od tego wątku - weź pod uwagę, że znaczna część ludzkości wykonuje zawodowo nudne, żmudne i nierozwijające prace, naprawdę niewiele przewyższające szeroko pojętą obsługę domu. A fakt, że czyjaś "aktywność sprowadza się do sprzątania/strzyżenia włosów/siedzenia na kasie", nie oznacza, że można go nazwać przedmiotem. Osoby, dla których praca zawodowa jest "pasją", "wyzwaniem" i czym tam jeszcze (cudzysłowy celowe, bo to określenia stosowane najczęściej przez korporacje, aby ludzie zap^%#dalali jak chomiki w kołowrotku, nie pytając o pieniądze) to nieliczne jednostki. Oczywiście mnóstwo osób będzie zapierać się rękami i nogami, jak to one się w pracy rozwijają, ale jeśli podrążyć głębiej, często okazuje się, że wykonują jakieś idiotyczne biurowe czynności, z których niewiele wynika.
                                        • soledad2 Re: Logika jest taka... 02.03.14, 09:36
                                          Mysle (choc nie mam na to zadnych dowodów statystycznych), ze wiekszosc ludzkosci wykonuje prace, która nie jest ich pasja, hobby, fascynacja. To udaje sie nielicznym. Inni zwyczajnie lubia swoja prace i dobrze sie w niej czuja.
                                          A jeszcze inni pracuja bo musza, wykonuja prace nierozwijajaca, nudna, ciezka, stresujaca i z uczuciem, ze ona tez nie jest dana na zawsze, ze mozna ja stracic w kazdej chwili. Ale pracuja, bo nie maja innego wyjscia, musza sie utrzymac, musza utrzymac dzieci. Czy napewno musza utrzymywac doroslego, pelnosprawnego czlonka rodziny z tej przyczyny, ze ten czlonek rodziny pracy podjac nie chce? Mimo wieloletnich nalegan, prósb, perswazji?
                                          • mayenna Re: Logika jest taka... 02.03.14, 10:02
                                            Soledad, dyskusja jest w innej przestrzeni: jestem zdanie, że jak on chce coś zmienić w małżeństwie to musi popracować nad tym bo stan obecny jest wynikiem także jego decyzji zyciowych(chciał mieć dzieci z tą kobietą). Rozwód w tej sytuacji jest bezsensowny bo zmienia jedną złą sytuację na drugą.
                                            Poza tym jest tu drugi nurt: rozważamy czy każdy obligatoryjnie musi pracować na [posadzie mimo, że może korzystniej dla rodziny jest by jednak nie pracował i czy to zasługuje na szacunek i docenienie czy nie. Bo żona Psa pracuje, tylko jej pensja jest niematerialna, jest korzystna dla rodziny.
                                            Widze rozwiązanie: rzeczowa rozmowa o przyszłości, wypisanie wspólnie razem korzyści i minusów obecnej sytuacji, porównanie swoich argumentów, ale na piśmie, żeby wyszło czarno - na białym jak to rzeczywiście wygląda. Forsowanie swojej opcji na życie skończy się katastrofą. A jeszcze jak w małżenskie sprawy zaangazowani sa jacyś mityczni "my' spoza małżeństwa to w ogóle kiepsko. I jeszcze jedno: Pies powinien żonę traktować na równi z sobą. Przyjąć do wiadomości, że jak ona mówi ze czegoś nie jest w stanie zrobic to tak faktycznie jest i nie oceniać ze swoje perspektywy ( bo ja bym na jej miejscu mógł - nie jest na jej miejscu).
                                            • soledad2 Re: Logika jest taka... 02.03.14, 10:47
                                              Mysle, ze poniekad temat zostal wyczerpany i dyskusja bedzie okopywaniem sie na wlasnej pozycji.
                                              Piszesz:
                                              "jestem zdanie, że jak on chce coś zmienić w małżeństwie to musi popracować nad tym"
                                              Pies podobno pracuje nad tym (bezskutecznie) od lat i od lat placi frycowe za podjeta decyzje zyciowa. Zona Psa okopala sie na swojej pozycji i nie przyjmuje do wiadomosci, ze jej decyzja zwiazania sie z Psem (czyli osoba, która nie jest wyznawca modelu tradycyjnego) w konsekwencji zlamie to malzenstwo i wysle ja ciupasem do pracy. Rozwiazanie niedobre ale ilez lat mozna prosic i nalegac?

                                              "Poza tym jest tu drugi nurt: rozważamy czy każdy obligatoryjnie musi pracować na [posadzie mimo, że może korzystniej dla rodziny jest by jednak nie pracował i
                                              czy to zasługuje na szacunek i docenienie czy nie".
                                              Absolutnie nie musi o ile spelnione sa warunki o których pisalam w dzisiejszym rannym poscie. Zadne z tych zalozen nie jest spelnione w sytuacji opisanej przez Psa.
                                              Oczywiscie szacunek nalezy sie kazdemu czlowiekowi. Tak wiec i zonie Psa, ale Psu tez.

                                              "Bo żona Psa pracuje, tylko jej pensja jest niematerialna, jest korzystna dla rodziny".
                                              Pies wspomnial, ze zona nie jest fanka prac domowych. Nie mam podstaw zeby mu nie wierzyc.

                                              " Przyjąć do wiadomości, że jak ona mówi ze czegoś nie jest w stanie zrobic to tak faktycznie jest i nie oceniać ze swoje perspektywy ( bo ja bym na jej miejscu mógł - nie jest na jej miejs
                                              cu)".
                                              Tu musi zadzialac zasada wzajemnosci. Pies przyjmuje do wiadomosci ograniczenia zony, zona przyjmuje do wiadomosci, ze Pies potrzebuje zmian w zwiazku.
                                              • mayenna Re: Logika jest taka... 02.03.14, 11:19
                                                Pies za mało napisał, żeby wyrokowac jak wyglada podział prac domowych, co on konkretnie robi i jaka ogólnie maja sytuację. Lakonicznie opisał i pochwalił posty popierające jego oczekiwania żeby zona bezwzglednie podjęła pracę, bez badania uwarunkowań. Jesteś zdanie, że przy takiej postawie możliwa jest jakakolwiek równorzędna dyskusja z Psem? Moim zdaniem - nie. On uważa, że ma racje i oczekuje podporządkowania się tej racji przez żonę. Ma nawet w tym sojuszników. Zona mówi mu, że praca, która teraz mogłaby miec jest dla niej poniżajaca, nieakceptowalna.On w ogóle tego nie akceptuje, tylko uważa za wymówkę bo ma pracować i juz. Niefajnie to dla mnie wygląda. Nie szuka rozwiązań kompromisowych tylko utwierdza się w swojej racji i forsuje własne rozwiązanie. Przy takiej postawie nie znajda wyjścia z sytuacji.
                                                Piekny nick, chociaz smutnysmile
                                                • altz Re: Logika jest taka... 02.03.14, 12:16
                                                  mayenna napisała:
                                                  > Zona mówi mu, że praca, która teraz mogłaby miec jest dla niej poniżajaca, nieakcep
                                                  > towalna.On w ogóle tego nie akceptuje, tylko uważa za wymówkę bo ma pracować i
                                                  > juz.

                                                  Ja też pochowałem dyplomy i pracuję, ale ja jestem mężczyzną i ja nie mam prawa grymasić. Mi nie wolno, bo jestem złej płci, paniom wolno i jest to usprawiedliwiane.
                                                  Poniżająca jest na przykład praca stróża za złotówkę na godzinę, jak to proponowano gdzieś w Polsce, praca w agencji towarzyskiej dla wielu osób i kilka innych podobnych, ale podcieranie tyłków staruszkom, sprzątanie na ulicach czy latanie po biurze na ścierze nie jest poniżające.
                                                  Kiedyś popularne było powiedzenie: kto nie pracuje, ten nie je. Jakby pani była głodna kilka razy, to zaraz by się jej odmieniło i cudownie nabrała chęci do pracy.

                                                  A co do pracy domowej, to ja na przykład nie potrzebuję kobiety domowej. Sam robię wiele rzeczy, często z chęcią, a krzątająca się po domu kobieta z przysłowiową ścierą, bywa, że mnie drażni. Ja sobie dobrze z tym radzę, więc nie lubię, gdy ktoś robi ze mnie niedorajdę. Z dziećmi też sobie radziłem i nie lubiłem, jak mi się ktoś wtrącał podczas mojej opieki, choćby nie wiem, jak mu się wydawało, że wie lepiej. Najpierw jest wymuszona i niechciana "pomoc", a potem martyrologia, tak to działa, niestety, gdy ktoś nie ma własnego życia tylko jest doklejony do partnera i do dzieci.

                                                  Niech się lepiej pani Psina zajmie własnym życiem, to znajdzie chęci i na pracę i na zainteresowanie, a odpuści trochę dzieciom na rzecz ojca, dla dobra całej rodziny.
                                                • tricolour To na sam koniec dyskusji... 02.03.14, 13:29
                                                  ... przeczytaj, co napisałaś: "Zona mówi mu, że praca, która teraz mogłaby miec jest dla niej poniżajaca, nieakceptowalna" - i przyjmij do wiadomości, że po kilkunastu latach przerwy zawodowej żona psa dostanie wyłącznie pracę poniżającą. I każdy kolejny rok przerwy to kolejny rok degeneracji zawodowej. To stąd jej "patologiczna" niechęć do szukania pracy: nie potrafi przyjąć oczywistej konsekwencji dawnej decyzji.

                                                  I jeżeli Pies wraz z bliskimi (jak napisał) latami zachęcał ją i wspomagał w szukaniu pracy i to nieskutecznie w tym sensie, że Psowa nie chciała podjąć zajęcia adekwatnego do malejącej pozycji zawodowej, to ma dwie możliwości: zaakceptować stan rzeczy lub zmienić. Z tym, że zmiana polega już tylko na kopnięciu garkotłuka w cztery litery.
                                                  • mayenna Re: To na sam koniec dyskusji... 02.03.14, 16:02
                                                    Tri, decyzja o posiadaniu dziecka, a co jest tego konsekwencją, zawieszenie kariery zawodowej na kołku, to wspólna decyzja małzonków.Dziecko ma dwoje ludzi, nie jednosmile Jakby Pies od początku optował za jej praca to pani po macierzyńskim poszłaby do pracy, a Pies brałby zwolnienia na dzieci i załatwił złobek/nianię. Wtedy nie nalegał to teraz ponosio konsekwencje swoich decyzji. Zonie trzeba pomóc w nie ją skreslać i naciskać. Ale to raczej rozumie ktośkto kocha i chce nadal być razem. Tu chyba szuka już pieknego wytłumaczenia do zmiany modelu.
                                                  • altz Re: To na sam koniec dyskusji... 02.03.14, 16:20
                                                    mayenna napisała:
                                                    > decyzja o posiadaniu dziecka, a co jest tego konsekwencją, zawieszenie kar
                                                    > iery zawodowej na kołku, to wspólna decyzja małzonków.
                                                    Razem się zadecydowali, że teraz nie będą pracować, ale wychowywać dzieci i nigdy już nie pójdą do pracy? big_grin
                                                    Tutaj na forum są rodzice, którzy sami pracują i jednocześnie wychowują dzieci. Nikt im medali za to nie daje. Może i pani miała taki plan "a ja bym mogła do końca życia zajmować się domem i dziećmi", ale arystokracja już dawno wyginęła albo zbiedniała i nawet ją nie stać na taki luksus.

                                                    > Jakby Pies od początku optował za jej praca to pani po macierzyńskim
                                                    > poszłaby do pracy, a Pies brałby zwolnienia na dzieci i załatwił złobek/nianię.
                                                    Wierzysz w to? Ja nie smile

                                                    > Zonie trzeba pomóc w nie ją skreslać i naciskać.
                                                    Spakować dzieci, wyprowadzić się, a ona niech żyje powietrzem. Tak jak z alkoholikiem, to jest najlepsza pomoc dla osoby żyjącej lekko i na czyjś koszt.
                                                  • mayenna Re: To na sam koniec dyskusji... 02.03.14, 16:07
                                                    No to kopnie. I co tym zyska? Alimenty przez kolejne 20 lat. Nieszczęśliwe dzieci, może osadzające tę sytuację inaczej niz Pies, co może sie przełożyć na więzi i kontakty. Zyska samotność. W imie czego? 1200 zł miesięcznie? Czy pokazania własnej racji, że ma garkotłuka w domu? Dla mnie bez sensu. Lepiej naprawiać niż niszczyć.
                                • altz Re: Tak, to jest wazny argument... 28.02.14, 14:41
                                  lampka_witoszowska napisała:
                                  > nie, Altz, nie wezmę Cię na utrzymanie. Bo Cię nie kocham.

                                  Nie! sad Złamałaś mi serce! sad
                                  • lampka_witoszowska Re: Tak, to jest wazny argument... 01.03.14, 09:40
                                    serce się nei łamie, nie zmyślaj. Prędzej rozciągnie się jak gumka w majtasach wink
                    • mayenna Re: Tak, to jest wazny argument... 28.02.14, 16:10
                      A mnie naszło, że może od razu Pies powinien wziąć urlop bezpłatny i po porodzie zajmować się dziećmi to teraz nie miałby problemu niepracującej żony. Ze śpiewem na ustach wróciłby do roboty, a ona w ciągu tych lat mogła nadal pracować.
                      • tricolour Powinien taż sobie... 28.02.14, 16:32
                        ... cyce doszyć, to by w ogóle nie miał problemu żony. Znalazłby se męża.
          • zabapo11 Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 11:08
            Zdecydowanie tylko chwilami była rzeczowa. Przerzucacie się argumentami, które do niczego nie prowadzą, bo w zasadzie liczy się tylko jedno - czego chcą obie strony w tym konkretnym związku. Nie ma że kobieta zawsze musi, a facet może to czy tamto, to zależy wyłącznie od nich i tego, czy się dogadają. Poza tym jeśli on najzwyczajniej w świecie nie chce już być ze swoją żoną, to żaden logiczny argument tego nie zmieni.

            I co z tego, że niby racja, że powinni oboje pracować, zarabiać, bo nie wiadomo co będzie? Co z tego, że ona obiektywnie nie pracuje ileś lat, jeśli jej to może odpowiada? Ile ludzi, tyle historii. Mam przyjaciółkę, świetnie wykształconą, do tego wierzącą, która ubolewa nad tym, że nie ma faceta, któremu mogłaby prowadzić dom i to jej by najzupełniej wystarczyło. Ja z kolei zawsze pracowałam bardzo intensywnie, ogarniałam do tego cały dom, sama spłacałam kredyt, wychowywałam 2 dzieci i mąż mnie kopnął w tyłek, bo chciał mieć wyłącznie kurę domową, a on polować na zwierzynę i takiego podziału ról się spodziewał. A nasz bohater wątku chciałby odwrotnie i jego sprawa.
            • anderikka Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 11:57
              Żaba, odniosę się tylko do tego (bo co do reszty, to właściwie wypowiedziałam się pod słowami Mayenny):
              > Ja z kolei zawsze pracowałam
              > bardzo intensywnie, ogarniałam do tego cały dom, sama spłacałam kredyt, wychowy
              > wałam 2 dzieci i mąż mnie kopnął w tyłek, bo chciał mieć wyłącznie kurę domową,
              > a on polować na zwierzynę i takiego podziału ról się spodziewał.

              Ja nie umiałabym odpowiedzieć nikomu na pytanie, "dlaczego się rozpadło", ale nie zaryzykowałabym także np. w Twoim przypadku stwierdzenia, że "gdybyś była kurą domową, byłoby super".
              Po prostu nie wiemy, co by było, i myślę, że dobrze, iż jednak jesteś niezależna = pracowałaś, skoro stało się co się stało (i chyba Ty też tak uważasz).
              • zabapo11 Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 12:05
                Nie byłoby super, bo ja nie ten typ. Z perspektywy czasu widzę, że moje wybory były słuszne, zresztą łatwiej też pogodzić się z rozstaniem, jeśli się wie, że jest się wiernym swoim wartościom i nie dało się inaczej. Ale może ta pani akurat jest tym typem i powinna tylko trafić na kogoś, komu tez to będzie odpowiadać, a nie zagoni ją do pracy tylko dlatego, że sam pracuje (żeby było każdemu po równo, socjalistycznie).
                • anderikka Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 12:19
                  No właśnie (a je też nie wytrzymałabym).
                  Natomiast co do żony autora wątku: owszem, albo źle się dobrali, albo wiele się zmieniło od czasu ich ustaleń i wyborów (obstawiam raczej to drugie).
                • piotrfm123 socjalisci z USA 27.02.14, 12:43
                  zabapo11 napisał(a):
                  >Ale może ta pani akur
                  > at jest tym typem i powinna tylko trafić na kogoś, komu tez to będzie odpowiada
                  > ć, a nie zagoni ją do pracy tylko dlatego, że sam pracuje (żeby było każdemu po
                  > równo, socjalistycznie).

                  Ty kiedys wychyliles(as) nos poza PL?

                  www.infoplease.com/spot/womencensus1.html
                  Jobs
                  74.8 million
                  The number of females 16 and older who participated in the civilian labor force in 2012. Women comprised 47.4 percent of the civilian labor force in 2012.

                  za:
                  www.infoplease.com/spot/womencensus1.html#ixzz2uWOwSc52
                  Tak ze w takich kapitalistycznie drapieznych US wychodzi na to ze nawet z ciazami i niemowlakami przy piersi pracuje nieomalze tyle samo kobiet co mezczyzn. "Socjalisci" pieprzeni.

                  I to jest z grubsza norma w prawie kazdym cywilizowanym kraju. Pomijajac Japonie z zupelnie odmiennymi kodami kulturowymi (pracuje zwykle maz i oddaje(oddawal?) zalakowana koperte z wyplata.
                  • piotrfm123 Re: socjalisci z USA 27.02.14, 13:02
                    A tu ec.europa.eu/europe2020/pdf/themes/31_labour_market_participation_of_women.pdf

                    w tablece nr 10 mamy % facetow i kobiet pracujacych (bez wyszczegolnienia stanu cywilnego, dzieciskow etc.).

                    A Fig 9 pokazuje to na wykresie. Smieszna rzecz: im panstwo bardziej patriarchalne tym kobiety pracuja mniej a faceci czesto wiecej (procentowo). A w takich cokolwiek bardziej cywilizacyjnie zaawansowanych miejscach jak Skandynawia roznice F-M sa na ogol mniejsze.

                    Dla niektorych jak widac Malta to jest to!
                  • zabapo11 Re: socjalisci z USA 27.02.14, 13:04
                    Przecież nigdzie nie kwestionuję tego, że lepiej pracować (patrz moja historia wyżej). Tyle że dane statystyczne w żaden sposób nie zagonią tej pani do pracy. Co z tego, że jakiś procent pracuje? A może ona akurat jest i chce być w tej mniejszości? Pokażesz jej tabelkę i powiesz "Patrz, kobieto, 47,4% w Stanach?" wink

                    Socjalistycznie, bo ma być po równo tylko dlatego, że ma być po równo, a nie dlatego, że ktoś jest do tego przekonany czy że tak jest w danym przypadku lepiej/sensowniej.

                    Tak się składa, że ponad pół życia spędzam poza Polską i tam są inne rozwiązania, które nie każdemu na forum by się spodobały np. obowiązkowa opieka naprzemienna (i nie ma że pani chce alimenty, a pan nie chce się opiekować, jest naprzemienna i już).
                    • piotrfm123 Re: socjalisci z USA 27.02.14, 14:29
                      zabapo11 napisał(a):
                      > Socjalistycznie, bo ma być po równo tylko dlatego, że ma być po równo,

                      Kolejny raz uzywasz slow znaczenia ktorych najwidoczniej nie rozumiesz. To ze kobiety pracuja w kapitalizmie w podobnym % jak faceci swiadczy o tym ze owe proporcje z socjalizmem maja niewiele wspolnego. Uzywasz slowa "socjalizm"jako mlotka. Panstwowa super opieka / przedszkola etc. w Skandynawii to wymysly panstwa socjalnego. Oprotestujesz i spluniesz z obrzydzeniem?

                      >Tyle że dane statystyczne w żaden sposób nie zagonią tej pani do pracy.
                      Niech pomysle, to ja odpowiadalem owej nieszczesnej kobiecie czy Tobie?

                      Ja do pracy moze zapedzic byc moze jedynie zyciowy kop w dupe (pozostanie bez srodkow do zycia).

                      Nie oznacza to ze podawanie % pokazujacych ze nawet w PLu znaczaca czesc kobiet pracuje nie obala radosnych owczych zaspiewow: "nieee daa sieee booo sprzatanieee tooo praaacaa". No to jest praca.
                      Taka praca ktora co niektorzy poza rodzina moga wykonywac. I poza szorowaniem zamczyska przecietne cotygodniowe sprzatanie mieszkani 80m2 zajmuje sprawnej osobie 3h 1x na tydzien. Jak ktos zatrudnia pomoce domowe na 5x 8h/tygodniowo to wymaga leczenia z powodu nerwicy natrectw.

                      > Tak się składa, że ponad pół życia spędzam poza Polską i tam są inne rozwiązani
                      > a, które nie każdemu na forum by się spodobały np. obowiązkowa opieka >naprzemie
                      > nna (i nie ma że pani chce alimenty, a pan nie chce się opiekować, jest naprze
                      > mienna i już).

                      To niewazne ze komuc cos tam moze sie nie podobac. Glosowanie kobiet tez sie nie podobalo, kobieta-szef tez wzbudzala kpiny. Mysle ze jesli pomyslimy sobie o rozwoju cywilizacyjnym gdzie na jednym biegunie umiescimy Arabie Saudyjska (kobieta nie moze sama prowadzic samochodu) a na drugim Skandynawie/Holandie to nie mamy co rozstrzasac w ktorymz to z owych ustrojow wiekszosci ludzi zyje sie prosciej i lepiej.

                      • zabapo11 Re: socjalisci z USA 27.02.14, 15:00
                        Mnie nie musisz przekonywać, że lepiej pracować, po prostu nic na siłę. Zgoda - sprzątaczka wystarcza mi raz na 2 tygodnie, zajmuje jej to jakieś 5 godzin i faktycznie nie wiem, co więcej można by w domu robić poza odkurzeniem raz na kilka dni i wstawieniem prania.

                        Co do zachodnich rozwiązań: pokaż mi statystyki, ile procent facetów w Polsce chciałoby opieki naprzemiennej. Tez uważasz, że należy ich zmusić, tak jak ta żonę Psa do pracy? Znów w imię zasady, że każdemu po równo (zwij to jak chcesz, socjalizmem, lub czymś innym)?
                        • piotrfm123 Re: socjalisci z USA 27.02.14, 15:35
                          zabapo11 napisał(a):
                          > Mnie nie musisz przekonywać, że lepiej pracować, po prostu nic na siłę.

                          Tyle ze jak np. Xa dowolnej plci nudzi prasowanie/szorowanie wanny to X moze sobie kogos do tego najac. Nie bardzo wiem co mozna zrobic jesli X postanawia ze nie doklada sie do wspolnego budzetu bo nie.

                          Pisalem o tym wczesniej: istnieja sytuacje/pary w ktorych jedna strona, najczesciej facet ma dobra prace, czesto w jakims dalekim kraju a malzonka po prostu nie jest w stanie z marszu sie zatrudnic. Byc moze nigdy nie znajdzie pracy w zawodzie bo np. nie zda koniecznych egzaminow (ochrona lokalnie wyksztalconych lekarzy np w USA) ale to sa (jak sadze z opisu autora watku) inne sytuacje. I wtedy owszem, partner ktory rozwalil nam zycie zawodowe ma obowiazek nas utrzymywac, choc niekoniecznie przez 10lat i dluzej.

                          > pokaż mi statystyki, ile procent facetów w Polsce c
                          > hciałoby opieki naprzemiennej.

                          Nie pokaze Ci bo ich nie znam. Moge jedynie odpowiedziec ze statystyki osob sprzeciwiajacych sie zakazowi palenia w knajpach byly inne przed a inne po paru latach od wprowadzenia zakazu. Wiec nie mam pojecia czy polscy macho nie polubiliby opieki naprzemiennej. Ja tam opiekowalem sie dzieckiem przez kilka miesiecy kiedy ex chodzila do pracy i nie uwazam ze to jakies poswiecenie bylo (gdyby nie postawa ex -> niedocenianie).

                          > Tez uważasz, że należy ich zmusić, tak jak ta żo
                          > nę Psa do pracy? Znów w imię zasady, że każdemu po równo (zwij to jak >chcesz, socjalizmem, lub czymś innym)?

                          No wlasnie tego do konca nie wiem. Wlascicieli knajp i restauracji zdecydowanie zmuszono wbrew ich woli do wprowadzenia zakazu palenia. Z samego faktu ze cos jest wprowadzene "po trupach protestujacych przeciwko" nie oznacza ze jest to zle rozwiazanie.

                          A dziecko podobno istota wspolna, nie spada niespodzianie jak meteor z kosmosu, tak ze nawet jak jestes prezydentem Erricssona (czy jak sie to tam teraz nazywa) to pewnie dasz rade albo posiedziec z maluchem przez miesiac na zmiane z malzonka albo wynajac armie nianiek.

                          Ja jestem przeciwny rozwiazaniom ktore powoduja ich masowe obchodzenie/komplikowanie zycia w celu powszechnej szczesliwosci zamierzonej przez ustawodawce. Inaczej to wyglada kiedy roznice w dochodach MF sa znaczace a inaczej gdzie naprzemienna opieka spotyka podobnie zarabiajacych.
                    • altz Re: socjalisci z USA 27.02.14, 16:36
                      zabapo11 napisał(a):
                      > Socjalistycznie, bo ma być po równo tylko dlatego, że ma być po równo, a nie dl
                      > atego, że ktoś jest do tego przekonany czy że tak jest w danym przypadku lepiej
                      > /sensowniej.

                      Jeśli ktoś używa tego typu "argumentów", to znaczy, że przegrał potyczkę i nie ma już żadnych argumentów.
          • yoma Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 16:58
            > wejście na rynek pracy np. ok 40 jest na pewno trudniejsze niż wcześniej.

            Anderikka, i dlatego wysyłasz na rynek pracy żonę Psa? Ile ona może mieć lat twoim zdaniem?
            • mayenna Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 17:12
              yoma napisała:

              > > wejście na rynek pracy np. ok 40 jest na pewno trudniejsze niż wcześniej.
              >
              >
              > Anderikka, i dlatego wysyłasz na rynek pracy żonę Psa? Ile ona może mieć lat tw
              > oim zdaniem?
              smile
              a realnie podchodząc do tematu: albo Pies jej pomoże znależć pracę ( swoimi wypracowanymi w ciągu tych lat znajomościami), albo pomoże jej samodzielnie założyć własny biznes, albo znajdzie pieniądze na dokształcenie jej by zdobyła jakiś niszowy zawód/umiejętność.Po tak długim okresie bez pracy wrócić do niej bez wsparcia z zewnątrz jest niemożliwe.

              Nie ma tez obiektywnych powodów żeby wracała, oprócz tego równania i 'ma pracować bo tak". Jest jeszcze jedna rada, która nie padła: może Pies niech zostawi sprawy domowe dla małżonki całkowicie i nie pomaga w domu, nie prowadzi go. Skoro miało by go to uszczęśliwić i uratować całkiem dobra rodzinę.
              • yoma Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 17:31
                Mnie jeszcze zastanawia, kto to są ci bliscy, bo o tym Pies ani słowa. I co tu tak naprawdę źle wpływa na małżeństwo...

                > Wielokrotnie zarówno ja jak i nasi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie. Fatalnie wpływa to na małżeństwo
            • anderikka Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 18:24
              yoma napisała:
              > Anderikka, i dlatego wysyłasz na rynek pracy żonę Psa? Ile ona może mieć lat tw
              > oim zdaniem?

              Kurka wodna, Yoma, w którym wpisie ja ją wysyłałam do pracy?!
              • yoma Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 27.02.14, 22:01
                W tym, co cytowałam. Że do roboty, bo przy czterdziestce już nie będzie łatwo.

                No OK, może nie mówiłaś konkretnie o żonie Psa, tylko ogólnie smile
                • anderikka Re: Na tym właśnie polega wsparcie... 28.02.14, 06:49
                  Yoma, zobacz, że przede wszystkim mówię o tym, żeby od początku myśleć o niezależności, właśnie dlatego, że wszędzie słyszy się, że im później, tym trudniej na rynku pracy, a z pewnością trudniej o lepszą pracę / bardziej odpowiadającą danym kwalifikacjom.

                  Umówić się z mężem kobieta może (że nie pracuje), i jest to ok, co jednak nie znaczy, że kiedyś nie będzie tego żałować, bo zmieniają się i ludzie, i uwarunkowania.
    • wrednabeksa a tak zupełnie z innej beczki… 28.02.14, 15:27
      Zrobiła się wielka dyskusja na temat tego czy kobieta musi finansowo wspierać rodzinę, nikt natomiast nawet się nie zająknął na temat innych wartości jakie człowiekowi daje praca. Czy dla Was praca to tylko i wyłącznie wypłata? Wasza praca nie rozwija Was w żaden sposób? Wam praca nie daje kontaktu z ludźmi (innymi niż Ci którzy są rodziną lub znajomymi)? Naprawdę nic poza wypłatą z pracy nie macie?
      Jak byłam młoda i głupia to usłyszałam opowieść jak to jakiś łajdak rozwiódł się z żoną, bo on robił studia, zdobywał wiedzę, awansował, nawiązywał kontakty z różnymi ciekawymi ludźmi a ona siedziała w domu i nie robiła nic poza tym. Opowiedziałam to swojej mamie z oburzeniem, a ta mi powiedziała że baba która nic ze sobą nie zrobiła, nie rozwijała się przez tyle lat, jest sobie sama winna, bo o czym teraz mają oni ze sobą rozmawiać? Teraz rozumiem o co jej chodziło, bo nie umiem znaleźć wspólnego języka z koleżanką z podwórka która piętnaście lat temu zaprzestała kariery zawodowej i zajęła się wychowaniem dziecka (mogła, mąż dobrze zarabia). W tej chwili nudzi mnie nawet pięciominutowa rozmowa z nią, wolę rozmawiać z jej mężem, choć kiedyś uważałam że dziewczyna głupio robi wiążąc się z człowiekiem dużo głupszym od niej, ale on rozszerzył swoje horyzonty, a ona wręcz przeciwnie.
      • anderikka Re: a tak zupełnie z innej beczki… 28.02.14, 15:36
        wrednabeksa napisała:
        > Zrobiła się wielka dyskusja na temat tego czy kobieta musi finansowo wspierać r
        > odzinę, nikt natomiast nawet się nie zająknął na temat innych wartości jakie cz
        > łowiekowi daje praca.

        To ja proponuję, byś jeszcze raz przeczytała wpisy w tym wątku.

        > nie umiem znaleźć wspólnego języka z koleżanką z podwórka która piętnaście lat
        > temu zaprzestała kariery zawodowej i zajęła się wychowaniem dziecka (mogła, mą
        > ż dobrze zarabia).

        Tu bym była ostrożna (jeśli chodzi o wskazywanie przyczyny), ja np. nie trawię paru osób ze środowiska mojej starszej kuzynki (ludzie ok. 30) - takich, które właśnie zajęły się robieniem kariery wink Nie umiem znaleźć z nimi wspólnego języka D)

        > ż dobrze zarabia). W tej chwili nudzi mnie nawet pięciominutowa rozmowa z nią,
        > wolę rozmawiać z jej mężem, choć kiedyś uważałam że dziewczyna głupio robi wiąż
        > ąc się z człowiekiem dużo głupszym od niej, ale on rozszerzył swoje horyzonty,
        > a ona wręcz przeciwnie.

        Jest też opcja, że nie umiałaś właściwie ocenić potencjału każdej z tych osób.
      • mayenna Re: a tak zupełnie z innej beczki… 28.02.14, 16:19
        A jak się rozwija 90% pracowników w Polsce? Ci z kas w marketach, z taśm, z produkcji? A nawet w korporacjach? Rozwijać się łatwiej poza pracą niż w niejsmile
      • tricolour Nie znajdziesz tu zrozumienia... 28.02.14, 16:30
        ... bo kobieta ma być głąb i mieć etat w domu - to jest szczyt możliwości dla wielu naszych forumowych koleżanek.

        Praca i związany z nią rozwój osobisty - brzydzi. Beeeee...
      • lampka_witoszowska Re: a tak zupełnie z innej beczki… 01.03.14, 09:41
        nie czytałaś uważnie, były takie argumenty.
    • yoma Re: Niepracująca żona 28.02.14, 16:29
      Pies, ty jesteś kobietą?

      Odpowiadasz na:
      piesdrogowy napisała:
      • czarne-jagody Re: Niepracująca żona 01.03.14, 16:56
        Czy dlatego chcesz zeby zona pracowała bo za mało zarabiasz i żyjecie w biedzie, czy dla zasady co ma byc jej lepiej ?.
        • soledad2 Dziwny watek 02.03.14, 08:18
          Jakos nie moge pojac tej numantynskiej obrony praw pani do niepracowania. I to ciagnacej sie przez tyle wpisów.
          Mysle, ze doroslosc, dojrzalosc przejawiaja sie w braniu odpowiedzialnosci za wlasne zycie i za wlasne decyzje. To równiez obejmuje odpowiedzialnosc za zabezpieczenie finansowe.
          Mozna to rozwiazac wieloma sposobami: ksztalcac sie i zdobywajac fach by móc znalezc prace. Im bardziej satysfakcjonujaca tym lepiej.
          Mozna prowadzic zycie rentiera, ale do tego niezbedny jest pokazny spadek po dziadku/cioci z Ameryki czy innych zasobnych czlonkach rodziny.
          Mozna wydac sie za Murdocha/Kulczyka czy Carlosa Slima (chwilowo wolny i chyba znowu pierwszy na liscie Forbesa).
          Mozna wreszcie zwiazac sie z partnerem, który wyraznie preferuje podzial ról: on zarabia ona prowadzi dom. Jest to jednak najbardziej ryzykowna opcja, bo wypadki chodza po ludziach i jesli glównemu zywicielowi rodziny cos sie stanie to rodzina popada w niedostatek Na dodatek ludzie ewoluuja, zmieniaja sie i nagle pan moze ugiac sie pod ciezarem bycia jedynym zywicielem. Rynek jest jaki jest, czasy sa trudne, widmo utraty pracy moze byc zbyt uciazliwe i oczekiwanie ze zona/partnerka podejmie trud pracy zarobkowej i przejmie choc w czesci ciezar utrzymania rodziny jawi sie jako normalne i logiczne. Zwlaszcza, ze dzieci dawno wyszly z niemowlectwa i wkraczaja w wiek nastoletni (jedno juz dosc dawno wkroczylo).
          Po dlugiej przerwie wejscie na rynek pracy jest bardzo trudne. Ale, czy odkladajac decyzje, migajac sie, dostep do pracy stanie sie latwiejszy? Obawiam sie, ze wrecz przeciwnie. Napewno przykre jest zaczynanie od zera w wieku ok. 40 lat. Ale kiedys trzeba zaczac. Jak mozna wisiec na kims, kto od lat prosi, wnioskuje, domaga sie innego podzialu ról w zwiazku? I tu nie ma znaczenia czy jedna pensja nie stracza na zycie, czy chodzi o poprawe bytu i choc czesciowe zdjecie ciezaru bycia jedynem zywicielem 4 osób.

          Do Psadrogowego:
          1.Rozejrzyj sie, rozpusc wici wsród znajomych z pracy moze znajdzie sie jakas mozliwosc zatrudnienia dla zony.
          2.Warto zainwestowac w jakies kursy doszkalajace i aktualizujace wiedze/przygotowanie zony do wymagan rynku pracy.
          3.Poszukac wsparcia wsród osób, które zona ceni i szanuje. Moze one beda mialy wiekszy dar przekonywania, bo Twoje wieloletnie wysilki nie daly rezultatu.
          4.Jesli tli w Tobie iskierka milosci do zony to próba podjecia terapii malzenskiej. Bedzie to sposób na poprawe komunikacji, przekazanie Twoich oczekiwan i poznanie oczekiwan zony.
          5.Jesli nic z powyzszego nie daje rezultatu/nie przekonuje Cie, przejmij kontrole finansowa i wyasygnuj kwote na dobrego adwokata. Forum nie udzieli Ci porady prawnej, a w Twojej sytuacji rzetelna porada prawna jest niezbedna.

          Powodzenia!
          • altz Re: Dziwny watek 02.03.14, 09:34
            soledad2 napisała:
            > 5.Jesli nic z powyzszego nie daje rezultatu/nie przekonuje Cie, przejmij kontro
            > le finansowa i wyasygnuj kwote na dobrego adwokata. Forum nie udzieli Ci porady
            > prawnej, a w Twojej sytuacji rzetelna porada prawna jest niezbedna.

            Można spróbować jeszcze inaczej, zacząć płacić za wszystko samemu, a żonie dawać wyłącznie kieszonkowe. Czy to będzie przemoc ekonomiczna? Pewno niektórzy powiedzą, że zdecydowanie tak. Ale jeśli wszystkie potrzeby zostaną zaspokojone na tym samym poziomie, co obecnie, to trudno się czegoś przyczepić, choćby nawet przed sądem. Przy okazji można zdobyć niezbędną wiedzę do przejęcia opieki nad dziećmi po rozwodzie.

            Sądy do tego podchodzą pragmatycznie, tu jest zazwyczaj problem. W takiej sytuacji nie patrzą się, że pani nie ma za co utrzymać dzieci, tylko dają jej opiekę a on "niech sobie nadal pracuje", sankcjonuje się zazwyczaj stan aktualny.
            Nie jest to rzadkie podejście, choćby w wątku francuskim, ojciec miał mniejsze kontakty z dzieckiem, bo miał taką pracę wyjazdową, w związku z tym pani pomyślała, że jak już tak miał, to się przyzwyczai do jeszcze rzadszych spotkań, bo to jemu już bez różnicy. To siedzi w głowach wielu osób, niestety.
            • lampka_witoszowska Re: Dziwny watek 02.03.14, 12:02
              do przejęcia opieki nad dziećmi? ciekawe. Więc Pies, w Twoim przekonaniu, typowym dla niezorientowanych ojców, tej opieki zwyczajnie nei sprawuje. To niby jakie korzyści mają mieć dzieci z tego, że mama będzie odsunięta, a tatuś się obudził i przejmie tę opiekę? żeby sobie dobrze zrobić? żeby babie dokopać? czy wyczytałeś, że opieka sprawowana przez mamę jest zła i dzieciska nieszczęśliwe chodzą?

              ot, odwieczna wojenka podjazdowa kosztem dzieci...
              • altz Re: Dziwny watek 02.03.14, 12:25
                lampka_witoszowska napisała:
                > do przejęcia opieki nad dziećmi? ciekawe. Więc Pies, w Twoim przekonaniu, typow
                > ym dla niezorientowanych ojców, tej opieki zwyczajnie nei sprawuje.
                Ja nie pisałem, że nie sprawuje opieki, ale zazwyczaj po rozwodzie z kimś te dzieci mieszkają. Dobrze by było, żeby mieszkały z rodzicem, który potrafi się zająć dziećmi, ale też będzie miał za co je ubrać i nakarmić, teraz matka nie rokuje na to, żeby potrafiła zapewnić podstawowe potrzeby dzieciom, mają teraz dobrze, ale wyłącznie z tego powodu, że ojciec chce pracować i utrzymywać dziecko, gdyby nie chciał to pewno trafiłyby do sierocińca.
                Matka nie ma żadnych pieniędzy, a pieniądze z FA też są pieniędzmi ojca choćby z podatków, były też moimi pieniędzmi. Były, bo już się od jakiegoś czasu nie dokładam na obce baby. big_grin
                • lampka_witoszowska Re: Dziwny watek 02.03.14, 15:23
                  na szczęscie zwykle sądy patrzą jednak na to, z którym z rodziców dzieci sa bardziej związane - i ten rodzic nic przejmować nie musi

                  zwykle ważniejszy jest rodzic, który jest dzieciom bliższy, a nie ten, co ma więcej i więcej złotóweczek za cenę często nieobecności w domu - i z tym wypada się pogodzić, bo za te złotóweczki nie kupi się dzieci. Prosta rzecz. Acz trudna do pogodzenia dla pieniaczy.
                  • altz Re: Dziwny watek 02.03.14, 15:49
                    lampka_witoszowska napisała:
                    > na szczęscie zwykle sądy patrzą jednak na to, z którym z rodziców dzieci sa bar
                    > dziej związane

                    Nie masz racji, sądy patrzą również na to, żeby rodzic był w stanie utrzymać dziecko. Jest wiele sytuacji, gdy rodzicom zabrano dzieci, bo nie mieli pieniędzy.

                    > zwykle ważniejszy jest rodzic, który jest dzieciom bliższy, a nie ten, co ma wi
                    > ęcej i więcej złotóweczek za cenę często nieobecności w domu
                    Wielu rodziców godzi pracę w wychowaniem dzieci.
                    A te "złotóweczki" świadczą o tym, że masz z tym jakiś osobisty problem.

                    > bo za te złotóweczki nie kupi się dzieci. Prosta rzecz.
                    Ale już chlebeczek na kolacyjkę i mięsko na obiadek tak oraz buciki do chodzenia na spacerki i książeczki do szkółki również. big_grin
                    A ta leniwa bieda nic nie kupi.
                    • lampka_witoszowska Re: Dziwny watek 02.03.14, 18:20
                      nie, no po rozwodzie to zapewne ona będzie zmuszona pójść do pracy.
                      Choć mi się udało do białej gorączki doprowadzić niemojego, tez sądził, że zrezygnuję z wychowawczego, bo on tak chciał i po to rozwód brał. A argument, że nie zarabiam, bo jestem na wychowawczym, więc sąd jemu dziecko przyzna - też padł. Nie raz big_grin

                      Ale abstrahując - koleżanka pojechała do Austrii, zrobiła z chwilowym kolegą dziecko, wychowuje je sama. Po 10ciu latach braku kontaktu ojciec dziecka uznał, że ma dużo kasy i chce syna w Austrii. To oczywiście argument ważacy, Twoim zdaniem? big_grin big_grin big_grin

                      Kolejne lata mijają w spokoju, ojciec może swoje pieniązki schować. Kazda matka w takiej sytuacji - jak nagle zacznie zarabiac krocie i przypomni sobie o dziecku, które wychowuje ojciec - tez się może cmoknąć. O tym pisałam.

                      Oczywistym jest, że ojcowie, którzy gdzies mają psychikę dziecka, własnego dziecka, a za wszelką cenę chcą dokopać byłej, chcieliby, by fakt "zarabiam więcej" był w sądzie znaczący. Wtedy przeważająca większość dzieci przyznawana byłaby ojcom. Co z was robi mściwość big_grin głupków po prostu big_grin
                      • altz Re: Dziwny watek 02.03.14, 19:18
                        Trudno się Ciebie czyta, bo jesteś wulgarna i mściwa. Ja się nie umiem jakoś przez to przebić.

                        Tylko napiszę o jednym. Tutaj nie chodzi o to, że ktoś ma więcej "pieniążków", ale że jeden rodzic ma pieniądze i warunki, a drugi nie ma nic i nie ma żadnego dochodu, więc na jakiej podstawie miałby się zajmować dzieckiem?
                        Wszystkie przytoczone przykłady nawet z własną osobą, to są zupełnie inne sytuacje, bo matki miały własne pieniądze i mieszkanie.
                        • mayenna Re: Dziwny watek 02.03.14, 19:47
                          W świetle prawa, KR, żona psa ma połowe jego dochodu i wnosi wkład w postaci zajmowanie się dziećmi. Do tego ma prawo do połowy domu, o ile kupili go w małżeństwie. A mozliwe że to ona ma ten dom bo cos mi świta, że Pies chciał się wyprowadzać.
                          • altz Re: Dziwny watek 02.03.14, 19:57
                            mayenna napisała:
                            > W świetle prawa, KR, żona psa ma połowe jego dochodu

                            Prawda, nikt nie pisał, że teraz nie ma za co żyć tylko że po rozwodzie nie będzie w stanie się sama utrzymać.
                            • mayenna Re: Dziwny watek 02.03.14, 21:01
                              A tego nie wiadomo. Po rozwodzie Pies może dostać depresji i tez sie sam nie utrzyma. Rozwód to nie bułka z masłem i kto wie jak on zareaguje...
          • lampka_witoszowska Re: Dziwny watek 02.03.14, 12:00
            normalny wątek. Ludzie mówią, co myślą. Każdy wyraża swoje zdanie. Ty też. To dla mnie nei jest dziwne. Dla Ciebie jest? że ktoś ma inne zdanie? i je wyraża? to dopiero dziwne zdziwienie smile
        • ekamana Re: Niepracująca żona 04.03.14, 18:31
          Zazwyczaj jak ludzi jeszcze łączy coś dobrego to inaczej to wygląda niż u Was. Ciekawa jestem jakie mieliście uzgodnienia na początku i czy ten stan który jest teraz jest właśnie tym uzgodnionym. Nie wyjaśniłeś o co tak naprawdę ci chodzi. Jak nie wiadomo o co chodzi to zazwyczaj albo o inną kobietę, albo o kasę. Jeśli Twoja kobieta przestała Cię rajcować to miej odwagę jasno to powiedzieć i rozejść się a nie szukaj powodów. Chyba że Wasza sytuacja jest tak kiepska pod względem finansowym ale wydaje mi się, że nie o to chodzi. Nie czuję tu miłości, związku, nawet przyjaźni. Pewnie lepiej się rozstać. Myslę jednak, że to smutne, po tylu latach, z moich skormnych obliczeń możeczie mieć koło 40, nie ma nic, awet szacunku za wychowanie dzieci, bo mam wrażenie że są dobrze wychowane skoro chcesz zeby z Tobą zostały. Jeśli Ty pracowałeś to jednak musiał ktoś też ten dom ogarniać, może nie tak perfekcyjnie jakbyś chciał ale jednak. Chyba, że zarośliście pajęczynami i brudem.
          • samiec_omega Re: Niepracująca żona 05.03.14, 08:11
            Zdumiewa mnie sposób rozumowania NIEKTÓRYCH kobiet.

            ekamana napisała:


            >Nie czuję tu miłoś
            > ci, związku, nawet przyjaźni.

            Ja też. Wożenie się na grzbiecie męża i bezczynne, długoletnie obijanie w domu świadczy o miłości kobiety ?


            >Jeśli Ty pracowałeś to jednak musiał ktoś te
            > ż ten dom ogarniać, może nie tak perfekcyjnie jakbyś chciał ale jednak.

            Co ma praca do ogarniania domu ? Ja do tego celu używam maszyn typu zmywarka, pralka, odkurzacz itp. Rąk nie urywa.


            A tak na marginesie. Przy takim podejściu po jaką cholerę kształcą się kobiety ? Umiejętności wyniesione z XIX- wiecznej pensji by wystarczyły do " pracy " w domu.


            • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 05.03.14, 10:07
              znaczy, mężczyźni kształcą się dla pracy zarobkowej? żadnej ciekawości świata czy potrzeby rozwoju własnego? łał... szacun za zerowy poziom potrzeb inteletualne, serio big_grin

              ponadto szacun za widzenie zero-jedynkowe. Jak praca zarobkowa - to tylko praca zarobkowa. Jak zajmowanie się domem - to tylko to jako zajęcie. Zero odskoczni. Zero innych potrzeb. Człowiek skazany na jedną drogę w życiu. Żadnych innych opcji. Zamykamy umysły, widzimy tylko swoją opcję. Kropka smile

              Hmmm, tak mi się nasunęło - ciekawe, jak mają pantofelki albo ameby?

              ps. kuriozum: zostałam nazwana złodziejką. Uzasadnienie: bo na moją córkę powinny pracować 4 dorosłe osoby (była żona i jej mąż oraz ja i on). Skoro jestem na wychowawczym, to okraqdam jego dziecko z mojej pensji. Koniec uzasadnienia.
              Wniosek: jak się człowiek zapędzi w swoim najswojszym widzeniu świata, może zrobić z siebie idiotę. A po co?
            • mayenna Re: Niepracująca żona 05.03.14, 13:24
              A mnie zdumiewa sposób rozumowania niektórych panów.

              Możesz mi powiedzieć co robić jak nie ma zmywarki? kto u was prasuje? jak rozwiązujesz kwestie zakupów? kto gotuje? ( u mnie ta czynność zabiera najwięcej czasu a maszyny jednak do robienia gołabków jeszcze nie wymyślili). Robisz przetwoy własne? Co jecie? Ile gotowanych posiłków dzienie jecie?Kto zaprowadza i odbiera dziecko ze szkoły? kto z nim odrabia lekcje? Kto i jak często chodzi z dziećmi do lekarza, dentysty, na zajęcia dodatkowe?
              Ile czasu zajmuje ci obsługa tych maszyn codziennie? gdzie są twoje dzieci między 13 a powiedzmy 18?*czyli jak skończa zajęcia w szkole a ciebie jeszcze nie ma w domu z pracy?)
              Chętnie poczytam jaak sobie organizuujesz życie bo mnie to jednak sprawia problemy i przydałaby mi sie zona( mogłaby być niepracująca)smile
              • samiec_omega Re: Niepracująca żona 06.03.14, 00:00
                Dużo pytań. A więc po kolei:

                > Możesz mi powiedzieć co robić jak nie ma zmywarki?
                Mogę. Gdy nie miałem zmywarki, to robiliśmy to ręcznie w zlewie.

                >kto u was prasuje?
                Swoje koszule- to zwykle ja. Żona swoje, chociaż zwykle nie ma tu reguły.

                >jak rozwi
                > ązujesz kwestie zakupów?

                To bywało z tym różnie w rożnych okresach naszego małżeństwa. Gdy potomstwo było w wieku 0-3 lata, to żona była na wychowawczym, a ja ostro tyrałem do póżna. Robiłem sam zakupy " główne "raz w tygodniu mając uzgodnioną z małżonką listę. Zakupy " bieżące " robiłem zwykle też ja wracając z pracy, czasami w nocnym ( chleb itp ).
                Gdy byłem bezrobotny, to też ja robiłem zakupy i tylko ja ( żona wtedy pracowała utrzymując rodzinę!! ) ja też wtedy gotowałem ( i tylko ja ). Obecnie bywa, że żona robi zakupy lub potomstwo.Teraz nie ma reguły. Po bezrobociu znalazłem pracę, ale za granicą . Pracuję miesiąc roboty/ na miesiąc wolnego, które spędzam w domu. Gdy siedzę cały dzień w domu, to nie będę przecież czekał, aż żona wróci z pracy, zrobi zakupy i ugotuje obiad. To byłoby bez sensu!!! Jak wraca, to obiad jest gotowy, i chałupa ogarnięta ( nie lubię syfu ). Gdy jestem w delegacji, to tylko żona lub dzieci gotują! Tak samo jest u wszystkich moich kumpli z fabryki.

                >kto gotuje?
                Gdy jestem w domu, to w tygodniu ja, w weekend żona ( lub potomstwo- nastolatki ). Nie ma z tym problemu. Często gotujemy razem. Ja zresztą lubię gotować. Gdy żona była na wychowawczym ( 3 lata ), to w tygodniu ona, a w weekend zwykle ja.

                >maszyny jednak do robienia gołabków jeszcze nie wymyślili)
                Nie lubię gołąbków i ich nie robię.

                >Robisz przetwo
                > y własne?
                Tak. Mam działkę pełną zielska. Dżemów itp nie kupuję, bo mam własne. Kapustę kiszoną i ogórki też robię. Lubię pracować na działce. Przetworów zwykle jest tyle ile się zmieści w piwnicy. Owocami z działki ( np truskawki) jest zawalona cała wielka zamrażarka. Robię też nalewki. Działka bywa przekleństwem niestety.

                >Co jecie?
                Trudne pytanie. Dużo ryb ( mieszkam nad morzem ), mało tzw czerwonego mięsa. Dużo warzyw i owoców.

                >Ile gotowanych posiłków dzienie jecie?
                Tylko jeden ( zupę lub drugie danie ). To samo danie przez dwa dni. Część zwykle idzie do zamrażarki. N I G D Y!!! nie gotujemy codziennie. Czasami obiadu nie ma, jak się nikomu nie chce go zrobić.

                >Kto zaprowadza i odbi
                > era dziecko ze szkoły?

                Zwykle robiła to żona, bo jadąc do pracy przejeżdżała obok szkoły. Teraz dzieci same zaprowadzają się do szkoły.

                >kto z nim odrabia lekcje?
                Różnie. Matematyka, fizyka, chemia i angielski to ja ( gdy jestem w delegacji, to robię to przez skype ). Niemiecki i polski, historia itp- to żona. Teraz robią to zwykle same.

                >Kto i jak często chodzi z dzie
                > ćmi do lekarza, dentysty, na zajęcia dodatkowe?
                Dentysta i lekarz nie był za często. Chodziły ze mną , lub żoną. Zależy kto był dyspozycyjny. Nie było zajęć dodatkowych.

                > Ile czasu zajmuje ci obsługa tych maszyn codziennie?
                Pralki- minutę.
                Zmywarki- 5-10 minut
                Odkurzacz- 10 minut

                >gdzie są twoje dzieci międ
                > zy 13 a powiedzmy 18?*czyli jak skończa zajęcia w szkole a ciebie jeszcze nie m
                > a w domu z pracy?)

                Jak były małe, to po lekcjach były na świetlicy ( podstawówka ). Odbierała je zwykle żona około 16 00 wracając z pracy. Zwykle dogadywaliśmy się z sąsiadami. Raz oni, raz my. Dzieci w tej samej klasie. Teraz nie ma problemu- samoobsługa.

                Sprzątanie w sobotę. Każdy ma swój rejon. Dzieci były wciągane do sprzątania od czwartego roku życia.
              • tricolour Jeżeli jestem niektóry to... 06.03.14, 00:22
                ... zmywarka była od zawsze, ale większe gabaryty myjemy w zlewie ręcznie. Komu się napatoczy, ten myje. Pół na pół.
                Prasuje każde swoje. Chyba, że niania poprasuje hurtem całe hektary - wtedy nikt nie prasuje.
                Zakupy robię ja. Większe co tydzień, mniejsze - wedle potrzeby.
                Gotuję w 80% ja. 20% to eksperymenty zony lub moje lenistwo.
                Przetwory robi zona, ale to są zwykle słodkości typu dżem pomarańczowy z cynamonem.
                Jemy co trzeba: mięso, ryby, zielenina, owoce, kasze, mleko.
                Gotowany posiłek jest jeden dziennie i zwykle ten sam przez dwa dni, bo jak cos upichcę, to w większej ilości, by starczyło na jutro.
                Na razie dziecko jest małe więc nikt nigdzie nie zaprowadza i nikt lekcji nie odrabia. Za pół roku będzie przedszkole na trasie do żoninej pracy.
                Pralka: 5 minut dziennie + 5 minut na wieszanie i robi to ten, który zlezie na dół. Zmywarka: raz na dwa dni. Odkurzam raz/dwa na tydzień + mycie podłóg, to godzina. Jak chcę przelecieć przyziemie i strych - druga godzina.
                Lekarz - ustalany na godziny późnopopołudniowe - by był czas po pracy.

                Każde z nas ma czas (ustalone rangą domowej ustawy) na jedną godzinę dziennie na hobby.
                • luciva Re: Jeżeli jestem niektóry to... 06.03.14, 08:13
                  Tak mi się tylko nawiasem nasunęło, że ciekawe, czy mierzyłeś pralkę NAPRAWDE z zegarkiem w ręku.
                  Bo ja np. wczoraj zrobiłam pranie i wieszałam je zdecydowanie dłużej niż 5 min.
                  big_grin
                  • lampka_witoszowska Re: Jeżeli jestem niektóry to... 06.03.14, 08:20
                    też mnie to zdziwiło -
                    segregacja prania z drugiej strony również trwa ponad minutę - ale pewnie te rzeczy załatwiają żony smile
                  • tricolour W ogóle tego nie mierzyłem... 06.03.14, 08:40
                    ... bo tak nieistotne czasowo zajęcie, że nawet gdyby zajęło dziesięć minut, to to żaden ubytek czasu. Ale nie zajmuje. Bo nie po to mam w domu pralnię i suszarnie, by się pieprzyć z zegarkiem w ręku z pralką.
                    • blue_ania37 Re: W ogóle tego nie mierzyłem... 06.03.14, 09:14
                      Do autora wątkusmile
                      Przeczytaj książkę "tresowany mężczyzna"
                      Napisała to kobieta.
                      A
                    • lampka_witoszowska Re: W ogóle tego nie mierzyłem... 06.03.14, 09:39
                      podejrzewam, że abstrahując od zegarka tu i ówdzie, w ogóle pieprzyć się z pralką jest poniekąd trudne...
                      a może to kwestia fantazji? no, nie wiem
                      • mayenna Re: W ogóle tego nie mierzyłem... 06.03.14, 21:26
                        lampka_witoszowska napisała:

                        > podejrzewam, że abstrahując od zegarka tu i ówdzie, w ogóle pieprzyć się z pral
                        > ką jest poniekąd trudne...
                        > a może to kwestia fantazji? no, nie wiem
                        >
                        Widze szansę: jakby tak nastawić długie wirowanie na najwyższych obrotach...?
                    • zmeczona100 Re: W ogóle tego nie mierzyłem... 06.03.14, 12:51
                      ricolour napisał:

                      > ... bo tak nieistotne czasowo zajęcie, że nawet gdyby zajęło dziesięć minut, to
                      > to żaden ubytek czasu.

                      Otóż codzienne zajęcia takie własnie są. Tylko jak się je zsumuje, to okazuje się, że zabierają miesięcznie więcej czasu, niż wykonanie generalnego remontu mieszkania raz w roku.
                      Tyle, że po remoncie każdy ma prawo czuć się wykończony.
                  • samiec_omega Re: Jeżeli jestem niektóry to... 06.03.14, 14:23
                    luciva napisała:

                    > Bo ja np. wczoraj zrobiłam pranie i wieszałam je zdecydowanie dłużej niż 5 min.

                    Co za różnica ? Niech będzie 10 minut

                    > Tak mi się tylko nawiasem nasunęło, że ciekawe, czy mierzyłeś pralkę NAPRAWDE z
                    > zegarkiem w ręku.

                    Nie, bo po cholerę?
                    • lampka_witoszowska Re: Jeżeli jestem niektóry to... 06.03.14, 14:37
                      big_grin
                      może po taką samą cholerę, po jaką piszesz, że to minuta roboty big_grin
                • mayenna Re: Jeżeli jestem niektóry to... 06.03.14, 21:20
                  Masz nianięsmile Nie każdego na to staćsmile
                  No to panowie zróbcie teraz symulację: wszystko to co robi niania plus wszystko to co wy robicie przechodzi na niepracujaca żonę. To jak: jest etet czy nie?smile I zakładamy, że jak wracacie do domu to jest czas wspólny. Nikt nic juz nie robi tylko zajmujecie sie byciem razem. Bo przy tym co opisaliście to juz tego czasu wspólnego jest niewiele lub wcale.I to jest ta najcenniejsza rzecz, która do rodziny wnosi niepracująca połowka: czas dla rodziny, dla wszystkich razem.
    • piesdrogowy 260 06.03.14, 08:27
      Naliczyłem dwieście kilkadziesiąt powiadomień w skrzynce. Uffff.... Myślałem, że to wątek jakich wiele, a okazuje się, że budzi mnóstwo emocji. Nie sposób było nie zajrzeć tu ponownie.

      Nie mam możliwości odpowiedzieć na wszystkie wpisy i pytania kierowane pod moim adresem, ale postaram się odnieść do nich kolektywnie. I tak: nie mam nikogo na boku; powodzi nam się dobrze; żona miała wszelkie możliwe wsparcie począwszy od moralnego, a skończywszy na tym, że swego czasu sfinansowałem jej spółkę, żeby mogła się realizować zawodowo wedle własnego widzimisię (po roku ją sprzedała). Domem zajmujemy się wspólnie, a prawdę mówiąc, zajmuję się nim głównie ja.

      W pozostałych kwestiach odsyłam do moich wcześniejszych wpisów. Zachęcam do czytania ich wprost. Nie ma w nich ukrytych treści ani komunikatów między wierszami.

      Chcę też krótko skomentować tezę stawianą przez najbardziej aktywne forumowiczki, a sprowadzającą się do tego, że niepracującą żonę pracujący mąż powinien aktywnie wspierać, rozmawiać z nią, kochać ją i może nawet podziwiać, bo inaczej nie ma miłości, przyjaźni i w ogóle siada rozwój. Otóż jest ta teza tak idiotyczna, że aż groteskowa. Jak można serio pleść takie bzdury? (No chyba, że nie serio. Wówczas zwracam honor.) W związku podstawą jest harmonia. Przejawia się ona również tym, że dzielimy obowiązki, a nie tylko przywileje i przyjemności. Jeśli jej nie ma, ludzie się rozchodzą. To prosta prawda. Nad czym tu debatować?

      To rzekłszy, pozdrawiam serdecznie forumowiczów. Cytując Asa z "Hydrozagadki" - cześć!
      • lampka_witoszowska Re: 260 06.03.14, 09:44
        odhacz sobie w ustawieniach poczty przychodzące maile dotyczące odpowiedzi na forum, nie będziesz miał zapchanej skrzynki, jak my tu sobie spokojnie rozmawiamy

        ps. w kwestii Twojego problemu - odniosłeś się do tego, co piszemy, możliwe, że dla Ciebie to są bzdury, może nie przemyślałeś, może jesteś już tak okopany na swojej pozycji, że nawet nie dasz rady przemyśleć jej punktu widzenia - ok. Nie odniosłeś się zaś do sprawy uczuć między Wami i, jak by nie patrzeć, zdechłych relacji w związku. A może warto na to rzucić okiem? Twoja rzecz, w końcu Twoje małżeństwo się sypie.
        • mayenna Re: 260 06.03.14, 21:31
          Mnie w tym wszystkim ciekawi zdanie dzieci. Cóz one na to, żeby zostawić mamę i z tatą się wyprowadzić...
      • orangeplus Re: 260 06.03.14, 13:19
        Człowieku, ty się nie przejmuj tym co piszą "forumowiczki", bo pewnie z 50% z nich, jak nie więcej, została zostawiona przez exów właśnie dlatego, że siedziały w domu i odgrywały role matki Polki big_grin

        Takich nigdy nie przekonasz. One do końca żywota będą szaty rozdzierać i wynajdywać kolejne bzdury o tym, że siedzenie w domu to cięższa praca niż przodek na kopalni big_grin
        • lampka_witoszowska Re: 260 06.03.14, 14:28
          przecież siedzenie w domu niczym się nie różni od siedzenia w pracy, nie ma o co kopii kruszyć, tak na logikę, bo i tu, i tu hemoroidy grożą od siedzenia

          zwymiotuję od tej wszechwiedzy mężczyzn, którym nie za bardzo się udaje dogadać z człowiekiem. Już nawet wiedzą, co kto robi, dlaczego małżeństwa się posypały połowie forumowiczek i co będą robiły do końca życia. Zwymiotuję i będę musiała sprzątać
          • samiec_omega Re: 260 06.03.14, 14:38
            lampka_witoszowska napisała:

            > zwymiotuję od tej wszechwiedzy mężczyzn, którym nie za bardzo się udaje dogadać
            > z człowiekiem. J

            A ja mam ochotę na pawia, jak czytam biadolenie kobiet jak to ciężko się pracuje w domu.

            >Zwymiotuję i będę musiał
            > a sprzątać

            Jeśli jesteś trzeżwa, to rzygaj do sedesu, tylko się mocno przed tym pochyl. Naciskasz potem guziczek i po sprawie. Co wy z tym sprzątaniem ?
            • lampka_witoszowska Re: 260 06.03.14, 14:44
              nie dolecę, po prostu
              masakra, nawet ogarnięcie chałupy i dzieciaków, zakupy i te wszystkie pierdoły to dla ciebie - sprzątanie. No, czysta masakra, rozmowa jak z nastolatkiem, co butów sobie nie wypastuje, bo nie.
              • tricolour Aaaaaa propos pastowania butów... 06.03.14, 15:12
                ...to też sobie hotelową czyszczarkę i pastowarkę byłem zakupiłem, co żona skwitowała pukaniem się po głowie. Po tygodniu zaś przyznała ze skruchą, że to bardzo pożyteczne urządzenie i ... używa!

                Bo tak!
                • lampka_witoszowska Re: Aaaaaa propos pastowania butów... 06.03.14, 20:13
                  o, to super smile
                  też sobie zakupię, dobrze wiedzieć
              • samiec_omega Re: 260 06.03.14, 21:29
                lampka_witoszowska napisała:

                > masakra, nawet ogarnięcie chałupy i dzieciaków, zakupy i te wszystkie pierdoły
                > to dla ciebie - sprzątanie. No, czysta masakra, rozmowa jak z nastolatkiem, co
                > butów sobie nie wypastuje, bo nie.

                Nie rozumiem pokrętnej logiki niektórych kobiet. Ogarnianie dzieciaków, no zgoda, ale ile lat to trwa- 50 ? Po paru latach same się ogarniają. Zakupy, no nie bądż śmieszna. Z moich obserwacji wynika, że usilne parcie do " pracy " w domu mają kobiety, które jedyne co potrafią robić to być przy mężu ( absolwentki politologii, europeistyki, czy innych zaocznych bzdur, lub zbyt leniwe, aby zdobyć jakiś sensowny zawód ). Znam parę porządnie wykształconych kobiet ( politechnika, medycyna ), które nie chcą słyszeć o siedzeniu w domu. Np. moja adwokatka. Ma dwuletnie dziecko. Jej mąż-dziennikarz siedzi w domu i go prowadzi. Mamy XXI wiek i równouprawnienie, nieprawdaż ?

                Kobieca martyrologia w domu! Śmiać się czy płakać- oto jest pytanie!

                Autor wątku ma pasożyta w domu, to istota tego problemu. To powszechne zjawisko, niestety.
                • mayenna Re: 260 06.03.14, 21:32
                  Nie mamy równouprawnienia. Poczytaj prasęsmile
                  • lampka_witoszowska Re: 260 07.03.14, 10:33
                    Samcze omega, polecam też definicję słowa "równouprawnienie"

                    podpowiem, że ma coś wspólnego z równymi prawami smile choćby w wyborze sposobu na życie smile
                    • tricolour Równouprawnienie polega na tym... 07.03.14, 15:04
                      ... że żona może wybrać sobie dowolny model życia w małżeństwie, a jej mąż, na zasadzie równouprawniania, może wybrać inny model życia w tymże samym małżeństwie. Przy nierozwiązywalnym konflikcie modeli strony mogą złożyć pozew o rozwód, do czego oboje mają równe prawa. I tyle.

                      Albo inaczej: niestety (albo też - na szczęście) w małżeństwie nie ma się prawa do dowolności. Dowolność ograniczona jest obszarem wspólnego interesu rodziny, na co się strony zgadzają słowami "świadomy praw i OBOWIĄZKÓW..."
                      • lampka_witoszowska Re: Równouprawnienie polega na tym... 07.03.14, 21:23
                        umarłam big_grin i to mąż wytycza obowiązki żonie, a żona mężowi? big_grin

                        • lampka_witoszowska Re: Równouprawnienie polega na tym... 07.03.14, 21:26
                          nadal w tym wątku pozostaje kwestia rozróżniania obowiązku pracy i wkładu własnego a obowiązku zarobkowania - to dla niezorientowanych.
                          Na szczęście i dla Psa, i dla jego żony, Pies znalazł dla siebie wystarczający powód, by się rozwieść. A że jeszcze długo będzie sam siebie przekonywał - i szukał potakiewiczów - że naprawdę dobrze zrobił, to już inna sprawa. Ale tak wybrał.
                          • samiec_omega Re: Równouprawnienie polega na tym... 08.03.14, 05:47



                            cytat z psa drogowego:
                            "Mam żonę, która od lat nie pracuje. Zwyczajnie nie ma ochoty. Wielokrotnie zarówno ja jak i nasi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie. "

                            To nie pies drogowy, a jego żona znalazła powód do rozwodu ! Ja np. fatalnie się czuję w roli żywego bankomatu, dlatego dobrze rozumiem powyższy problem.


                            lampka_witoszowska napisała:

                            > nadal w tym wątku pozostaje kwestia rozróżniania obowiązku pracy i wkładu własn
                            > ego a obowiązku zarobkowania - to dla niezorientowanych.
                            Lampka- co za brednie! Jaki wkład własny ?
                            • lampka_witoszowska Re: Równouprawnienie polega na tym... 08.03.14, 16:49
                              dla ciebie brednie, nei przeszkadza mi to zbytnio - a jaki wkład własny, to przejmij wszystkie obowiązki domowe, odczujesz "wkład własny". I już, co się będziemy niezdrowo podniecać na forum, skoro można łatwo sprawdzić, co to jest "wkład własny".

                              idę skręcać stół. Będę miała nareszcie 2,30 m blatu kuchennego. No.
                            • mayenna Re: Równouprawnienie polega na tym... 09.03.14, 12:47
                              Wiesz, Omega, pieniądze sa tym co w życiu najłatwiej zdobyć. A już np. takiego czegoś jak rozum nie kupisz. Może pieniądze sa jedyna rzecza jaką możesz kobietom zaoferować i stąd twój problem, że czujesz się jak bankomat?
                        • tricolour Gdy oboje są durni... 07.03.14, 22:06
                          ... to wytyczają sobie nawzajem obowiązki.

                          Gdy są dojrzali, to sami na siebie biorą obowiązki.
                          • lampka_witoszowska Re: Gdy oboje są durni... 08.03.14, 16:50
                            no, i o to chodzi. Gorzej, jak mąż/żona WIELEPIEJ co drugie "powinno, bo musi". Niech się rozwodzą, niech kosztują tego miodu, inaczej będą się szczypać na wieki wieków.
                  • chalsia Re: 260 10.03.14, 10:25
                    > Nie mamy równouprawnienia.

                    no, zalinkowany artykuł na ten temat

                    torun.gazeta.pl/torun/56,35576,15585344,Kobiety_zarabiaja_o_30_proc__mniej_od_mezczyzn__ZDJECIA_.html#LokKrajTxt
                • lampka_witoszowska Re: 260 07.03.14, 10:30
                  masz jakies problemy emocjonalne? jaka martyrologia? fakt, zwyczajny, w zdrowych ludziach odkurzacz albo garnek, albo zajmowanie się dzieckiem to normalna rzecz, nie wywołująca emocji, po prostu kwestia zrobienia co trzeba. A że zajmuje to czas i kosztuje trochę wysiłku - chłopie big_grin jaka martyrologia big_grin

                  pokrętne to jest twierdzenie, że skoro JA uwazam, że kobieta ma pracować i basta, innej drogi nie ma, do tego twoja prawniczka wybrała pasujący ci model życia - to innej drogi nei ma i już. To się nazywa ślepe zapatrzenie w siebie smile współczuję, serio.

                  Wolę jednak po swojemu: przyjmować do wiadomości, że jeden woli orać ziemię, inny nie wyobraża sobie pracy na etat, inny kocha swoją korpo, a jeszcze inny, mając zaplecze finansowe, woli zająć się domem. A, są jeszcze ludzie z nienormowanym czasem pracy, pracą od czasu do czasu na zlecenie albo zasuwając i na etat, i na dyżurach. Różni jesteśmy, różnie wybieramy, bo różne rzeczy nam pasują. Przeciez to takie proste.
                  Jak pani zaplecze finansowe w postaci pensji męża się skończy, to będzie musiała zadbać o dostarczenie pieniędzy sobie czy sobie i dzieciom. I to jest jakiś sukces życiowy byłego męża? zmusić drugiego człowieka do czegoś?
                  no, niesamowita ambicja big_grin udowodnić, ze moje na wierzchu big_grin

                  nie zdziwię się, jak pani znajdzie bardziej skutecznego sponsora, bo życie jednak lubi nas uczyć. Nie tylko te złe żony czy złych mężów, ale każdego z nas smile i to też jest fajne smile
      • eicron Re: 260 06.03.14, 20:38
        piesdrogowy napisała:

        > Chcę też krótko skomentować tezę stawianą przez najbardziej aktywne forumowiczk
        > i, a sprowadzającą się do tego, że niepracującą żonę pracujący mąż powinien akt
        > ywnie wspierać, rozmawiać z nią, kochać ją i może nawet podziwiać, bo inaczej n
        > ie ma miłości, przyjaźni i w ogóle siada rozwój. Otóż jest ta teza tak idiotycz
        > na, że aż groteskowa. Jak można serio pleść takie bzdury? (No chyba, że nie ser
        > io. Wówczas zwracam honor.) W związku podstawą jest harmonia. Przejawia się ona
        > również tym, że dzielimy obowiązki, a nie tylko przywileje i przyjemności. Jeś
        > li jej nie ma, ludzie się rozchodzą. To prosta prawda. Nad czym tu debatować?

        A jakie poglądy na związek ma Twoja żona?

        Czy takie same jak Ty? Bo wiesz, jeśli inne - np. jak to nazwałeś "idiotyczne" - to pretensje o obecną sytuację powinieneś mieć bardziej do siebie niż do niej. W końcu ona jest jaka jest, a Ty wiedząc o tym właśnie z nią a nie z kimś innym zdecydowałeś się założyć rodzinę.
      • mayenna Re: 260 07.03.14, 05:09
        Bardzo fajną laurkę sobie tu napisałes. Taką bez refleksji o przyczynach zajwisk. Mnie nurtuje co tez ta twoja żona w domu robi? Śpi cały dzień? Na plotki chodzi?
        Nie wiem jak to jest mieć w domu boga i cara co to dzieci ogarnie, domem się zajmie i jeszcze spólkę sfinansuje, zeby nie siedziała bezczynnie. Nie wiem bo ja wszystko musze w zyciu sama. Nikt mnie nie wyręcza. jak czegos nie zrobię to tego po prostu nie ma. Może to jest ten błąd, który popełniasz w małżeństwie?
        Ale z tonu wpisów wnioskuje ze już jest pozamiatane i decyzje zapadły.
    • psiamama6 Re: Niepracująca żona 07.03.14, 16:11
      Psie drogowy trzymam kciuki za Ciebie i Twoje wybory. Również nie rozumiem kobiet, które uważają, że siedzenie w domu i polerowanie mebli oraz wycieranie buzi dzieciom to praca. Dopuszczam opiekę nad dzieckiem do roku, ale naście lat ?! To dla mnie kompletny brak ambicji i gdyby mój facet tak żył, pożegnałabym się z nim bardzo prędko. Dlaczego niektóre kobiety łudzą się, że faceci chcą kur domowych.. Nie potrafiłabym zaakceptować, gdyby ambicją mojego partnera byłaby 'praca w domu', dlatego rozumiem Cię Psie doskonale. Pozdrawiam smile
      • samiec_omega Re: Niepracująca żona 08.03.14, 05:52
        psiamama6 napisała:

        > Psie drogowy trzymam kciuki za Ciebie i Twoje wybory. Również nie rozumiem kobi
        > et, które uważają, że siedzenie w domu i polerowanie mebli oraz wycieranie buzi
        > dzieciom to praca. Dopuszczam opiekę nad dzieckiem do roku, ale naście lat ?!
        > To dla mnie kompletny brak ambicji i gdyby mój facet tak żył, pożegnałabym się
        > z nim bardzo prędko. Dlaczego niektóre kobiety łudzą się, że faceci chcą kur do
        > mowych.. Nie potrafiłabym zaakceptować, gdyby ambicją mojego partnera byłaby 'p
        > raca w domu', dlatego rozumiem Cię Psie doskonale. Pozdrawiam smile


        Dziękuję za ten głos. Nic dodać nic ująć. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Co na to lampka witoszowska i inne panie ?
        • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 08.03.14, 16:56
          A co ma być? przecież skoro masz dwie ręce, to się nimi podpisujesz. Szczególnie tam, gdzie ci pasuje. Możesz co prawda podpisać się też nogami, ale statystycznie mało ludzi to potrafi, więc wątpię, żebyś chciał być aż tak NIENORMALNY wink

          ps. przeczytalam wczoraj i pomyslałam, że smutne to. Rozstawać się z tzw. miłością życia ztakieog powodu. Dla mnie to kompletna nieumiejętność tworzenia związku, ale dużo ludzi tak ma, może trzeba przeżyć co nieco, żeby łagodnieć? nie wiem. Mi jakoś od razu przysżło do głowy, że skoro zarabiam, to mogłabym mieć fajnego, kochającego, budzącego poczucie bezpieczeństwa faceta w domu. Nawet chętnie. Ogarnięte wszystko, może by malował albo pisał jakieś ksiązki... fajne to. Byłoby z xkim pogadać i nie miałabym wyrzutów sumienia, ż emoja córka będzie z kluczem na szyi.
          Ale - to moje osobiste zdanie. Wy się lepiej rozwiedźcie z tymi, co mają inne pomysły na życie niż Wy smile byle nie "za karę", bo to gówniany interes raczej. A zresztą... róbta co chceta.
          • chalsia Re: Niepracująca żona 08.03.14, 17:35
            wiesz, Lampka, jak TAK piszesz (wiesz o co chodzi tongue_out), to naprawdę lubię Cię czytać
            • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 08.03.14, 18:55
              wiem, wiem wink u mnie poziom wścieku zależy od zdrowia Młodej i ilości zaplanowanej roboty.
              Jak źle i mało, to źle. A teraz przywiozłam sobie z marketu budowlanego robotę, bo nogi przyszłego stołu za bardzo śmierdziały smarem, mam nowe nieheblowane i udaję się ze spokojem ku czynom smile
              i śrubki mam nowe, ha. Dużo śrubek. Fajnie smile
              Pozdrawiam
              • chalsia Re: Niepracująca żona 08.03.14, 19:14
                > wiem, wiem wink u mnie poziom wścieku zależy od zdrowia Młodej i ilości zaplanowa
                > nej roboty.

                to sprzedam Ci sprawdzony osobiście patent - odpisujesz na post, ale go nie wysyłasz po napisaniu, w zamian za to zapamiętujesz go
                a po DWÓCH dniach wracasz do tematu i "cyzelujesz" post
                zaręczam Ci, że poziom agresji/złośliwości/zgryźliwości postu spada co najmniej o 2/3 smile
                • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 08.03.14, 22:21
                  możliwe smile Ale ja po dwóch dniach jestem już daleko od postu, tematu czy wątku. I wyważone pisanie słabo trafia, jak juz mówić to tak, żeby powiedzieć. Tak sądzę.
                  • chalsia Re: Niepracująca żona 09.03.14, 13:05
                    I wyważone pisanie słabo trafia, jak juz mówić to tak, żeby powiedzieć. Tak są
                    > dzę.

                    nie zgadzam się z powyższym w całej rozciągłości
                    można napisać tak, by w trafiło BEZ złośliwości
                    • lampka_witoszowska Re: Chalsiu 09.03.14, 20:32
                      na pociechę powiem Ci, że dużo ludzi się z tym nie zgadza

                      na razie nie zmienię tego, za dużo plusów smile
                • tricolour Gdybym zastosował ten patent na forum... 09.03.14, 16:24
                  ... to bym jednego postu na tydzień na wysłał. A gdybym zastosował w życiu, to bym żył samotny jak palec.

                  Dziękuję, ale skorzystam po śmierci.
                  • mayenna Re: Gdybym zastosował ten patent na forum... 09.03.14, 17:40
                    Tri, sam czy samotny? Bo to różnicasmile
        • mayenna Re: Niepracująca żona 09.03.14, 12:43
          Wiesz Omega, inne panie nie dyskutują jak pewien poziom rozmowy nie jest zachowany.
          Ale tutaj, sadząc po nicku i poziomie ograniczenia intelektualnego sądów w poście to pani psy wychowuje, a nie dzieci i doświadczenie ma takie, jakie ma.
          Ożeń się z panią i powiedz jaka jest po 3 latachsmile Rozumiem teraz czemu jestes na tym forum. jak sobie takie kobiety wybierasz...smile
          • psiamama6 Re: Niepracująca żona 09.03.14, 17:00
            Mam dziecko, pracuję ja jak i mąż. Pracowała moja babcia mając dzieci i moja mama również- nikt się nie rozwiódł z tego powodu.. Tak wygląda życie normalnych ludzi- chodzą do pracy. Punkt
            • mayenna Re: Niepracująca żona 09.03.14, 17:38
              psiamama6 napisała:

              > Mam dziecko, pracuję ja jak i mąż. Pracowała moja babcia mając dzieci i moja ma
              > ma również- nikt się nie rozwiódł z tego powodu.. Tak wygląda życie normalnych
              > ludzi- chodzą do pracy. Punkt
              Moja babcia nie pracowała bo była hrabianką. Moja mama nie pracowała bo była chora. Ja pracuję jak mam ochotę a dzieci posiadam więcej niz jedno. Rozwiodłam się jak nie pracowałam zawodowo.
              Czy:
              a) jestem nienormalna?
              b) to nie jest życie?
              c) cos innego?smile

              Ale fajnie wyszło jak to ciasne horyzonty uznają jeden jedyny słuszny pomysł na życiesmile
              • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 09.03.14, 20:42
                hehehe, to jest to, o czym piszę smile "moje i tylko moje poglądy są dużo warte, żadne inne, bo reszta o odmiennym zdaniu chrzani głupoty"

                - moja babcia nei pracowała, jak miała małe dzieci, potem na wszelki wypadek zaczęła dbać o emeryturę,
                - moja mama podrzucała mnei komu mogła, bo jak najszybciej po porodzie wróciła do pracy,
                - ja zostałam na wychowawczym z dzieckiem, dopiero potem wróciłam do pracy i dalej biegam sobie w kasku razem z kolegami. I może być smile

                ale ni cholery nie wiem, jak to się ma do żony Psa big_grin

                a, właśnie smile gdzieś wyczytałam:
                - dlaczego obcinasz końcówki szynki przy gotowaniu?
                - bo moja mama tak robiła. A ona dlatego, że babcia tak robiła.
                - a dlaczego?
                - nie wiem, zapytam przy okazji.

                Okazało się, że babcia miała za mały garnek, ale go lubiła smile
          • samiec_omega Re: Niepracująca żona 09.03.14, 23:13

            Cytat z niejakiej mayenny:
            " Panowie zapominają, że praca w domu to tez etat. "
            Gdy się jest z małymi dziećmi, to zgadzam się, są to nawet dwa etaty w jednym. Ale taki stan trwa tylko kilka lat. Dzieci przecież rosną i robią się samoobsługowe. Wtedy praca w domu zaczyna być obijaniem się. Chociaż znam trzydziestolatka, któremu mamusia podaje śniadanie do łóżka.

            mayenna napisała:

            > Wiesz Omega, inne panie nie dyskutują jak pewien poziom rozmowy nie jest zachow
            > any.

            Uściślijmy. Niektóre panie się obrażają jak facet ośmiela się być innego zdania niż one.

            Podoba mi się ten wątek, w realu nie mam okazji stykać się z poglądami takimi jak twoje mayenna. Wypisz wymaluj jak " Chłopi " Władysława Reymonta. Jakoś tak się składa, że wszystkie kobiety z mojego otoczenia pracują.

            Ja chciałem tylko zaznaczyć, że model rodziny rodem z Reymonta- baba z dziećmi pilnuje obejścia, a chłop robi w polu nie przystaje do obecnych czasów.

            mayenna napisała:
            > Ale tutaj, sadząc po nicku i poziomie ograniczenia intelektualnego sądów w pośc
            > ie to pani psy wychowuje, a nie dzieci i doświadczenie ma takie, jakie ma.
            Może by tak bez obelg.

            Moje doświadczenie życiowe mi mówi, że facet może wylecieć z pracy i zostać bezrobotnym ( tak było w moim przypadku ), może zginąć w wypadku zostawiając żonę z drobiazgiem bez środków do życia, może po 20 latach znależć sobie młodszą itd itp. I co, lepiej, żeby kobieta nie pracowała ? Jestem zwykłym, bardzo prostym, ograniczonym inżynierem i nie umiem zrozumieć twojego sposobu myślenia. Bardzo mnie ten twój sposób rozumowania zaciekawia.

            mayenna napisała:

            >Rozumiem teraz czemu jestes
            > na tym forum. jak sobie takie kobiety wybierasz...smile

            Jestem na tym forum, bo jestem ciekawy świata i jest ono dla mnie inspirujące. Wybór kobiety był główną przyczyną, dla której tu trafiłem.
            • mayenna Re: Niepracująca żona 10.03.14, 07:29
              Omega, to co dla ciebie jest niepojete, ten model zycia, u mnie jest powszechny. Na wsiach i miastach w mojej części kraju jest ogromne bezrobocie kobiet. nawet wykształcenie nie zapewnia pracy. nie zawsze jest to wybór kobiety a zyciowa konieczność. Jak już te kilka lat zostanie z dziećmi to potem powrót na rynek pracy jest praktycznie niemożliwy.

              Miałam o sobie nie pisac, ale niech tam: ja mam poczucie, że zawsze sobie poradzę. Tak było jak byłam zona przy mężu ( także niepracujacym), i tak jest teraz. W domu mozna robić wiele róznych rzeczy, przynoszących tez pieniądze jak te dzieci podrosną już. To jest kwestia charakteru. Obijać się można też w pracy etatowej.

              Nie wiem co toba kieruje, ale dyskredytujesz taki model życia jak ja realizowałam, a cała ta dyskusja, dla mnie, jest o wolności wyboru i warunkujących ją elementach. Dla mnie nie ma w tej kwestii wyborów lepszych lub gorszych i żaden nie przekreśla walorów człowieka - ty stygmatyzujesz poprzez swoje ograniczenie w mysleniu.

              Zapraszam. odweidż mnie to porozmawiamy w realu, popatrzysz jak wygląda inne życiesmileMoże się czegos przy okazji nauczyszsmile
              • mayenna Re: Niepracująca żona 10.03.14, 07:32
                Jak mąz odejdzie albo umrze to też prace mozna stracic. Etat nie jest niezmienna stałą. Walory osobiste są. Jak ktoś sobie w życiu umoie radzić i odnajdywac się to i w tak trudnej sytuacji jak śmierć najbliższej osoby da radę. Zawsze dostanie alimenty lub rentęsmile
                Polsią zabezpieczającą sa nasze cechy, to co mamy w sobie, jacy jesteśmy, a nie okoliczności zewnętrzne.
                • triss_merigold6 Re: Niepracująca żona 10.03.14, 08:38
                  Rentę dostanie jeśli ta najbliższa osoba była ubezpieczona i odprowadzała składki. O ściągalności i wysokości alimentów wątków było aż nadto, żeby mieć złudzenia.
                  • mayenna Re: Niepracująca żona 10.03.14, 09:00
                    Pracę można stracić, pracodawca tez może zbankrutować lub nie wypłacać wynagrodzenia...Ogólnie życie jest pełne niespodzianeksmile
                    • triss_merigold6 Re: Niepracująca żona 10.03.14, 09:07
                      Jesoo, naprawdę? Po stracie pracy można zarejestrować się w UP, przynajmniej składki urząd za zarejestrowanego odprowadza.
                      Wiesz, jest mi doskonale obojętne czy dorosły bezdzietny człowiek ma źródło utrzymania czy nie, to jego/jej problem, ostatecznie są noclegownie i dożywianie w Caritasie. Natomiast od osób mających dzieci wypada oczekiwać, że zadbają o utrzymanie tychże dzieci m.in. poprzez pracę zarobkową (chyba że ktoś jest rentierem). I nie chodzi o fanaberię zakupoholizmu.
                    • agataaa324 Re: Niepracująca żona 29.04.21, 16:37
                      Współczuje twoim dzieciom - żyją na bombie, bo matka zbyt leniwa.
            • mayenna Re: Niepracująca żona 10.03.14, 08:27
              To co napisałam nie jest obelgą: sprowadzenie wychowania człowieka do opieki ( wycieranie nosa) jest obelzywe dla mnie. Uprzedmiotawia dziecko i stawia je na poziomie bydła hodowlanego bo tylko świni trzeba żarcie dac i dach nad głowa zapewnić, żeby wyrosła.Człowiekowi potrzeba znacznie więcej.
              • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 10.03.14, 08:41
                nie pojmą

                ktoś, dla kogo sukcesem życiowym jest zarobkowanie coraz więcej i możliwość wydawania grosików w weekendy w galeriach albo pubach, nie zrozumie - z konsumpcjonizmem nei ma sensu dyskutować, trzeba poczekać, aż się przeje i zemdli, wtedy dopiero zaczynają szukać dalej i głębiej.
                Na razie to wiesz, Mayenna - Reymontwink żadnych de Mello, żadnych Marii Szyszkowskich... "tu i teraz" sprowadzone do: ile można wydać tu i teraz.
                • mayenna Re: Niepracująca żona 10.03.14, 08:58
                  Ale to jest cholernie smutne, że takie wratości przeważaja w narodzie...

                  A jako odtrutka: poznałam niedawno swietnego faceta. Na oko młodszy ode mnie, zona niepracująca i dwoje dzieci. Uciekli z duzego miasta, kupili ziemie i buduja dom, ekologiczny z piecem. Żyją z garncarstwa i rolnictwa. Cięzko im, ale kochaja sie i wspieraja co widac gołym okiem. Tworza coś, czym zarazili sasiadów, maja wizje miejsca do którego sie przenieśli i umieja porwac ludzi by wspólnie cos robić, tworzyc kulturę. Myślę, że jak sie panu Jurkowi zemrze to sąsiedzi nie pozwola zginąc jego żoniesmile Kupia jej rewelacyjne garnki i poduszki - kotysmile
                  • triss_merigold6 Re: Niepracująca żona 10.03.14, 09:09
                    I sądzisz, że to wystarczy na pokrycie kosztów utrzymania dwójki dzieci, domu i ziemi?
                  • tricolour Też mam takich znajomych... 10.03.14, 09:15
                    ... kupili dziką ziemię przy jeziorze gdzieś koło ruskich. Znajomi ich nawiedzali, bo dzicz wspaniała.

                    Chyba na dziesięć lat wystarczyło im energii (czerpanej z miłości, romantyzmu, dzikości, natury, słońca i wody) na zmaganie się z chronicznym brakiem pieniędzy i związaną z tym niepewnością. Doszli do wniosku, że wykształceni ludzie nie powinni walczyć o pieniądze na benzynę do jeepa, by dojechać przez błota i śniegi do swego królestwa.
                    • triss_merigold6 Re: Też mam takich znajomych... 10.03.14, 09:22
                      Powtarzam, to może być bardzo zabawne i inspirujące w wypadku bezdzietnych, niech sobie mieszkają nawet w ziemiance, ich sprawa.
                      • lampka_witoszowska Re: łał, sukces umysłowy :D 10.03.14, 15:38
                        big_grin
                        jeśli ekologiczna chata to dla ciebie ziemianka, to cóż rzec o mieszkaniu w tzw. mieście, prowincjusze kochani? toż to zapleśniałe komórki z rakotwórczych płyt big_grin
                        ale szalejcie ze szczęścia, raz w roku rodzinie można się POKAZAĆ big_grin

                        umarłam smile

                        ziemianka big_grin

                        ps. mnie energii na mieszkanie w bloku starczyło na 3 lata. Potem wymiękłam. Tam się nei da żyć.
                        ps.ps. a które mądre pogadało z Reymontem, może być i jakimś współczesnym? smile też go byśta namawiali na etacik w korpo jako spełnienie snu o normalnym, sytym życiu? big_grin
                        już dobrze, dobrze smile dla niektórych to rzeczywiście sukces umysłowy - mieć etat big_grin
                • tricolour Nie przesadzaj... 10.03.14, 09:02
                  .... bo gdy zapytałem wprost, co przynosi do domu niepracujący małżonek (a pytanie celowo zadałem tak, by dać maksymalną swobodę wypowiedzi. Bo słowo "przynosi" ma przede wszystkim wymiar jakiejś nowej jakości) to napisałaś, że zakupy. No bardzo to pouczające dla mnie było, bo wskazało jakich to szerokich horyzontów nabywa się etatem w domu.
                  • chalsia Re: Nie przesadzaj... 10.03.14, 10:12
                    bo gdy zapytałem wprost, co przynosi do domu niepracujący małżonek (a pyta
                    > nie celowo zadałem tak, by dać maksymalną swobodę wypowiedzi. Bo słowo "przynos
                    > i" ma przede wszystkim wymiar jakiejś nowej jakości)

                    eee, tak na szybko (ze znanych mi przypadków):
                    - oszczędność na pani do sprzątania/gotowania/prania/prasowania
                    - nowości kulinarne
                    - oszczędność 20% obniżonej pensji z powodu zwolnienia pracującego rodzica na chorobę dziecka
                    - dzięki majsterkowaniu nowy wystrój domu/nowe meble albo w końcu zadbany ogród
                    - dzięki szyciu niebanalne ciuchy
                    • lampka_witoszowska Re: Nie przesadzaj... 10.03.14, 15:45
                      plus z zadbanego ogrodu:
                      - dzieci, które pomagając uczą się pracy (z pomagania w domu też, ma się więcej czasu na pieczenie z kilkulatkiem - nie ma tego czasu parę razy w tygodniu, gdy się pracuje na etacie)
                      - własne owoce i warzywa, niepryskane, jeśli zapału wystarcza na robienie gnojówki z pokrzyw (to zabija robale)
                      - dzięki powyższemu: zdrowsza rodzina, bo się nei żre śmici z zamrażalnika marketowego,

                      dzieciaki uczą się przez obserwację rodzica, którego mogą obserwować - inaczej uczą się obserwując nianię albo kolegów w świetlicy,

                      do tego własnoręcznie robione wino, do tego czas dla każdego, kto potrzebuje pogadać, do tego cierpliwośc, bo czas nei pogania, do tego dzieciaki wożone na wycieczki po okolicy, nauczone jeżdżenia na rowerze, hulajnodze, grające w piłkę z rodzicem - tych wszystkich rzeczy, które stękając wymieniamy w rozmowie ze starszym pokoleniem jęcząc: bo kiedyś to było normalnie, były inne, lepsze czasy, blebleble. Ale jak samemu można stworzyć dobry dom - to już się włącza cwaniactwo zwyczajne. Kasakasakasa - nowy bóg.
                      • argentusa Re: Nie przesadzaj... 10.03.14, 20:02
                        do tego dzieciaki wożone na wy
                        > cieczki po okolicy, nauczone jeżdżenia na rowerze, hulajnodze, grające w piłkę
                        > z rodzicem - tych wszystkich rzeczy, które stękając wymieniamy w rozmowie ze st
                        > arszym pokoleniem jęcząc: bo kiedyś to było normalnie, były inne, lepsze czasy,
                        > blebleble. Ale jak samemu można stworzyć dobry dom - to już się włącza cwaniac
                        > two zwyczajne. Kasakasakasa - nowy bóg.
                        >

                        eee wszystko prawda Lampko, tylko ja nie zgadzam się z ostatnim akapitem. Moje chłopaki to wszystko mają i umieją, mimo,że oboje rodziciele pracujący są. A nawet bywali bardzo mocno pracujący. Kwestia priorytetów. No dobra, wino to u nas robi wspólnik Obecnego a nalewki moja przyjaciółka. Alkoholowy pasożyt jestem smile.
                        Ar.
                        ps, ale ja nigdy nie twierdziłam, że normalna jestem. Raczej z tych z odchyleniem.
                        • lampka_witoszowska Re: Nie przesadzaj... 11.03.14, 07:47
                          teraz każdy o sobie mówi, że jest nienormalny smile do normalności to się przyznają jedynie sztywni.

                          Ja nie mówię, że dzieci pracujących rodziców nei mają. Mają, mają - ale w mocno ograniczonym zakresie, po prostu. Zamiast po lekcjach gdzieś się wybrać, jak świeci słońce, to kombinują z kolegami/koleżankami, jakie fajki zapalić albo pierwszego pornola obejrzeć itd... wiem, wiem, nie co dzień. Co nie zmienia stanu rzeczy w sumie.
                    • tricolour A w wymiarze osobistym? 10.03.14, 17:11
                      Nic, a nic?

                      Bo majsterkowanie oraz wino to jakby rzeczy są. Mało ważne rzeczy w sumie. Dla mnie ważniejsi są ludzie i zawartość ich głów. I jestem zdziwiony? Nie, nie zdziwiony tylko potwierdza się moje zdanie... że trudno napisać o SOBIE gdy pada pytanie, zdaje się proste: co przynosisz do domu gdy siedzi w domu?

                      Wychodzi, że NIC skoro nic nie piszecie.

                      Co było do okazania.
                      • lampka_witoszowska Re: A w wymiarze osobistym? 10.03.14, 19:33
                        big_grin

                        jak mówiłam, prawidła logiki wołają o litość, gdy zaczynasz cokolowiek udowadniać big_grin

                        to było fajne smile Tri, Bogiem a prawdą, nic nei musiałeś okazywać, udowadniać czy wnioskować. Ty i tak masz głowę pełną przekonania, że Ty masz rację, że żadna zmiana opcji Ci nei groziła big_grin
                        • tricolour Dalej nic, a nic? 10.03.14, 20:58
                          Wyszło czarno na białym, że cały Twój domowy etat, to ogródek, wino i zakupy ze sklepu. Głębia, że klękajcie narody. Dzieci ogarnięte, ale co z tego, jak o sobie nic napisać nie potrafisz.

                          Kim jesteś sama dla siebie?

                          • mayenna Re: Dalej nic, a nic? 11.03.14, 08:02
                            A nie wystarczy być kobietą?smile W ogólnym rozrachunku i tak wszystko sie do tego sporwadza przecieżsmile
                            • lampka_witoszowska Re: Dalej nic, a nic? 11.03.14, 08:16
                              ale dlaczego ja mam pisać na każdy gwizdek o wszystkim, czy chcę, czy nie chcę???
                              rozmowa jest o plusach bycia w domu. Kilka osób kilka plusów wymieniło, Tobie, Tri, wydaje się, że to skreśliłeś swoim "tak bo tak", a teraz stawiasz jakieś śmieszne żądania: napisz o sobie.
                              Po pierwsze, nie wiem, co o sobie w kontekście bycia w domu kilka ładnych lat - ale cokolwiek bym nie napisała, nie zrozumiesz bardziej niż do tej pory smile
                              Po drugie, kim dla siebie jestem nie mam chęci poddawać Twojej ocenie. Bo nie. A nie należysz do osób, z którymi mi po drodze, by prowadzić głębokofilozoficzne, nastrojowe zwierzenia, które pozwalasz sobie oceniać. No, co ja Ci poradzę, nie postarałeś się wink
                              • tricolour Nie o to chodzi, że ja nie zrozumiem... 11.03.14, 09:14
                                .... bo zawsze można tak dobrać język do rozmówcy, by zrozumiał.

                                Chodzi o to, że mając tak wysokie mniemanie o sobie, że raz po raz robisz mi jakieś kretyńskie przytyki, nie jesteś w stanie napisać kilku słów o sobie w akceptowalny sposób dla samej siebie. Normalnie nie jesteś w stanie wydusić publicznie pięciu zdań na temat swojej osoby podczas gdy piszesz o jakiś winach, ogrodach czy zakupach. Sam ten temat świadczy o tym, że nawet nie wpadłaś na pomysł, by pomyśleć o SOBIE w prostym pytaniu "co przynosi". Że nie chodzi o rzeczy: zakupy, wino, ogarnięty ogród, zadbane dzieci, które są wyrazem i realizacją czegoś osobowego. Że chodzi o to co wnosimy samym sobą, że w ogóle można coś sobą wnosić, a wtedy te całe prace kiperskie, botaniczne, zaopatrzeniowe i tysiąc innych można ująć jednym słowem "pracowitość" bez wchodzenia w szczegóły. I tak dalej...

                                Innymi słowy: "Po pierwsze, nie wiem, co o sobie w kontekście bycia w domu kilka ładnych lat" - no właśnie. Po kliku latach bycia w domu nie masz nawet jednego słowa na samą siebie.

                                To nie jest nieusuwalna wada. To rodzaj ślepoty. Może przemijającej.
                                • lampka_witoszowska Re: Nie o to chodzi, że ja nie zrozumiem... 11.03.14, 09:25
                                  i uważasz, że to ja Tobie robię przytyki, a Ty tak czule, przyjaźnie i ze zrozumieniem? wink

                                  Tri - jestem w stanie, ale nie chcę. Tyle napisałam w poprzednim wpisie. Z uzasadnieniem - bo ośmieszysz. A tego sobie zwyczajnie nie życzę.

                                  ps. ciekawe, co teraz wymyślisz, żeby nadal udawać, że nie rozumiesz słów: NIE CHCĘ smile
                                • lampka_witoszowska Re: a jak się wczytasz... :D 11.03.14, 09:28
                                  ... to może znajdziesz coś więcej niż zakupy czy wino big_grin

                                  plus z zadbanego ogrodu:
                                  - dzieci, które pomagając uczą się pracy (z pomagania w domu też, ma się więcej czasu na pieczenie z kilkulatkiem - nie ma tego czasu parę razy w tygodniu, gdy się pracuje na etacie)
                                  - własne owoce i warzywa, niepryskane, jeśli zapału wystarcza na robienie gnojówki z pokrzyw (to zabija robale)
                                  - dzięki powyższemu: zdrowsza rodzina, bo się nei żre śmici z zamrażalnika marketowego,

                                  dzieciaki uczą się przez obserwację rodzica, którego mogą obserwować - inaczej uczą się obserwując nianię albo kolegów w świetlicy,

                                  do tego własnoręcznie robione wino, do tego czas dla każdego, kto potrzebuje pogadać, do tego cierpliwośc, bo czas nei pogania, do tego dzieciaki wożone na wycieczki po okolicy, nauczone jeżdżenia na rowerze, hulajnodze, grające w piłkę z rodzicem - tych wszystkich rzeczy, które stękając wymieniamy w rozmowie ze starszym pokoleniem jęcząc: bo kiedyś to było normalnie, były inne, lepsze czasy, blebleble. Ale jak samemu można stworzyć dobry dom - to już się włącza cwaniactwo zwyczajne. Kasakasakasa - nowy bóg.

                                  i nie rób już siebie większego kretyna niż... ta da da dam
                                  • lampka_witoszowska Re: :D 11.03.14, 09:29
                                    rany, naprawdę skopiowałam swoje własne słowa. Do czego Ty mnie doprowadzasz, Tri big_grin toż to upadek zasad big_grin
                                  • tricolour W kontekście tej wyliczanki rzeczy... 11.03.14, 11:57
                                    ... rozwiń proszę: na czym polega twierdzenie, że "samemu można stworzyć dobry dom" w kontekście dwóch rozwodów oraz "dzieciaki uczą się przez obserwację rodzica".
                                    • lampka_witoszowska Re: W kontekście tej wyliczanki rzeczy... 11.03.14, 12:21
                                      rozumiem, że dla Ciebie oznacza to, iż dziecko rodzica rozwiedzionego dwa razy również rozwiedzie się dwa razy? bo nie za bardzo pojmuję Twojego toku rozumowania, a staram się dopasować poziom odpowiedzi do możliwości odbiorcy wink

                                      i co się tak czepiłeś moich dwóch rozwodów? czy ja Ci obiecywałam, Tri, że nie będę rozwódką czy z czym masz problem? bo zaczynam podejrzewać, że już tak bardzo nie masz się czego czepić, to czepiasz się rozwodów, strzelając sobie w stopę jakeś sam rozwodnik smile
                                      • tricolour Chodzi o to... 11.03.14, 12:36
                                        ... że dzieci rodzica rozwiedzionego wynoszą z domu model rozbitej rodziny. Zachowań, które doprowadziły do rozwodu, samotnego rodzicielstwa itp. Wynoszą taki właśnie standard, bo jakiż inny? Nie da się wynieść standardu mówionego słowem, innego niż ten, który jest widoczny i przeżywany.

                                        Ja się nie czepiam tylko - dla mnie - wewnętrzne sprzeczna jest mowa o dobrym domu w kontekście kiepskiego standardu w bardzo ważnej sprawie.

                                        Nie jestem rozwodnikiem. Byłem nim, ale nie jestem.
                                        • lampka_witoszowska Re: Chodzi o to... 11.03.14, 12:55
                                          ślub nie wymazuje faktu zaistnienia rozwodu, mój drogi, jak również zachowań, które do twojego rozwodu doprowadziły smile

                                          tym bardziej, że osoba rozwiedziona nie jest Twoim zdaniem stworzyć dobrego domu i dobrych wzorców. Ponieważ takie standardy moralne masz prawo wyznaczać tylko i wyłącznie sobie samemu, nie powinieneś wplątywać kolejnej kobiety w Twoje problemy i płodzić dzieci, które również owoce Twoich ułomności są zmuszone teraz zbierać.

                                          jak wiesz, powtórne wyjście za mąż to żaden problem. Czy więc, odwracając po Twojemu kota ogonem, jeśli wyjdę za kolejnego mężczyznę, przestanie mieć znaczenie mój charakter, ułomności i Twoja teza o nieumiejętności stworzenia dobrego wzorca, domu czy co tylko chcesz?

                                          przemyśl to sobie na spokojnie smile sam papiur, że masz dodatkową parę nóg w łóżku, niewiele znaczy. Chyba, że jako sparowany z potwierdzeniem na papierze masz potrzebę wykazania, że jesteś leszy gatunkowo od niesparowanych albo sparowanych bez potwierdzenia - to pisz śmiało smile

                                          To jeśli moje dziecko ma wynieść taki standard, że musi być z chłopem, i to zakontraktowanym - to nie, dziękuję. Moherowe berety źle robią na poczucie spełnienia, otwartość, rozumienie innych i dawanie sobie prawa do życia pełną piersią. I znalezienie partnera - PARTNERA, nie męża-właściciela, który musi żoną kierować.
                                          Kwestia priorytetów. Dlatego mając inne niż Twoje, jestem o jakość wzorca i domu mniej więcej spokojna.
                                          • tricolour Koleżanka afekt straciła.... 11.03.14, 13:02
                                            ... tak bardzo, że sama z siebie - przez analogię - zrobiła parę nóg do łóżka dla swoich facetów, głowę od nich zupełnie oddzielając. No cóż, widać koleżanka, jako kobieta, do domu wnosiła tylko nogi skoro wyłącznie one na myśl jej przychodzą.

                                            No i te wina wraz z zakupami...

                                            Wyraźnie trafiłem.
                                            • lampka_witoszowska Re: Koleżanka afekt straciła.... 11.03.14, 15:50
                                              a to już są tylko Twoje przykre domysły, którymi usiłujesz się dopieszczać, bo nijak nei dajesz rady podyskutować o moim życiu smile

                                              co do nóg, słonko - dotyczyły Twojego małżeństwa, nie mojego, bo jak zaznaczasz zgodnie z pradą, jestem rozwódką. Podwójną, nie zapominaj smile

                                              Tri, już sam nie wiesz, czego się czepić skutecznie big_grin czy rozwodów, czy fantazjowania o moich małżeństwach i moim rzekomym oddzieleniu głowy od nóg, do tego nie moich big_grin

                                              ośmieszaj się dalej, jak wrócę z działki, chętnie Cię jeszcze przeczołgam
                                        • argentusa Re: Chodzi o to... 11.03.14, 17:46
                                          Tri, Ty naprawdę chyba straciłeś kontakt z rzeczywistością.
                                          Jesteś rozwodnikiem, w kolejnym małżeństwie. I tak juz będzie na wieki wieków. Choćbyś nie wiem jak chciał zresetować życiorys. Tak jak jesteś ojcem dwójki dzieci. Nawet jeśłi tego, z którym nie mieszkasz nie kochasz aż tak.
                                          Podejrzewam, że masz straszne parcie na "nowe życie". Z zapomnieniem starego. Ja już kiedyś Ci pisałam, że mimo wielkich chęci, błędy, które popełniłeś w przeszłosci, są dalej błędami. Choćbyś 30 lat w stałym małżeństwie był (czego życzę, nawiasem). Coś co sie już wydarzyło nie zniknie, tylko dlatego że Ty chcesz zapomnieć.
                                          A idąc Twoim tokiem rozumowania, Twoja młodsza latororośl JEST dzieckiem rozwodnika-vide zagrożona rozwodem. W niczym mu to nie ujmuje, ale też nie oszukuj siebie ,ze tak wszystko jest idealnie.
                                          Bowiem idealnie być nie musi, żeby było wystarczająco dobrze.
                                          Ar.
                                          • tricolour Możesz uważać, że jestem rozwodnikiem... 11.03.14, 19:15
                                            .... w kolejnym małżeństwie tak samo jak możesz uważać, że jestem licealistą z kilkoma dyplomami wyższych uczelni. Albo przedszkolakiem z maturą.

                                            Możesz uważać nawet, że jesteś dzieciatą dziewicą, ale akurat z tym bym się nie afiszował, bo dzieci marnie kończą.
                                            • lampka_witoszowska Re: Możesz uważać, że jestem rozwodnikiem... 12.03.14, 07:31
                                              big_grin
                                              Nie ma sensu porównywać ślubu do zdania egzaminu dojrzałości czy obrony pracy dyplomowej smile ale rozumiem poczucie większej wartości przez zawarcie kolejnego kontraktu na życie z kobietą, skoro tak to widzisz smile

                                              Z prawnego punktu widzenia jesteś OBECNIE żonaty. I tylko tyle. Z prawnego punktu widzenia, a życie sobie - przeszłości nie wymażesz, nawet stwierdzeniem nieważności. Dziewicą od nowa się nie stajesz. Wyciąganie wniosków i lekcje na przyszłość nadal Cię dotyczą, nawet wbrew Twojej woli.
                                              I nie jest wybitnie mądrym wojowanie z faktami smile Przedszkolakiem byłeś - o ile byłeś - nawet jak skończysz kilka kierunków studiów.

                                              ps. i módl się, żeby obecne małżeństwo Ci nie padło - mógłbyś się nei pozbierać, przy Twoim niezbyt przemyślanym podejściu do tematyki wink
                                    • lampka_witoszowska Re: a tu masz kolejny cytat :) 11.03.14, 12:41
                                      ... z którego zrozumiałeś jedno słowo: "zakupy"


                                      "A o jakie przynoszenie do domu Ci idzie?
                                      bo ja targałam na ten przykład zakupy, jeśli chodzi ci o fizyczne przynoszenie. Do tego targałam - już w przenośni - odrobinę pieniędzy, jaką zarobiłam. Poza tym dziecko skorzystało: nie chorowało aż tak, rozwijało się radośnie, bez nacisków i bez pośpiechu, z poczuciek bezpieczeństwa i chyba nienajgorzej, skoro teraz jest i spokojna, i radosna, i rozwija się ekstra, i samodzielna. Poza tym póki mieszkaliśmy z niemoim razem mocno się wściekł, jak oceny jego córki - dopilnowanej - skoczyły do góry.

                                      Ale ja naprawdę mam świadomość, że ludzie mają różne priorytety.
                                      Część stawia na zarabianie. I ok, czemu nie, przecież każdy ma swoje sam życie do przeżycia, może warto aż taką wagę przywiązywać do pieniędzy, skoro nie ma nic innego ważnego na horyzoncie."

                                      ..................
                                      tak więc naprawdę rozumiem Twoją potrzebę zadowalania się moimi rozwodami.
                                      Przy trzecim rozwodzie bezzwłocznie Cię o tym fakcie powiadomię, skoro to dla Ciebie tak ekscytujący temat, Tri big_grin
                                      • tricolour Bardzo proszę, poinformuj... 11.03.14, 12:47
                                        ... bo to będzie dowód na to, że Twoje droga jest donikąd i po raz kolejny kończy się porażką.
                                        • lampka_witoszowska Re: Bardzo proszę, poinformuj... 11.03.14, 12:59
                                          nie zakładam, że w życiu można błądzić tylko raz smile dziwne rozumowanie smile

                                          I szczerze mówiąc, raczej mam większe błędy na sumieniu niż DWA (o, zgrozo!!!) rozwody - z których jeden polegał na zwróceniu wolności komuś, kto aż się do tej wolności palił.
                                          Ty nie zrobiłeś nic gorszego poza rozłożeniem na łopatki pierwszego małżeństwa?
                                          • tricolour Nic. 11.03.14, 13:03
                                            • lampka_witoszowska Re: I widzisz, zarozumialcze pierwszej wody 11.03.14, 15:52
                                              nie wiesz - bo nie masz obiektywnej oceny wpływu swoich decyzji na innych

                                              kolejny żałosny pretendent do roli Pana Boga, hehe
                                • chalsia Re: Nie o to chodzi, że ja nie zrozumiem... 11.03.14, 12:10
                                  > Że chodzi o to co wnosimy samym sobą,

                                  spokój wewnętrzny, co się przekłada na polepszenie stosunków z innymi ludźmi

                                  ale oczywiscie nie każdego to dotyczy
                      • chalsia Re: A w wymiarze osobistym? 11.03.14, 12:05
                        Dla
                        > mnie ważniejsi są ludzie i zawartość ich głów. I jestem zdziwiony? Nie, nie zdz
                        > iwiony tylko potwierdza się moje zdanie... że trudno napisać o SOBIE gdy
                        > pada pytanie, zdaje się proste: co przynosisz do domu gdy siedzi w domu?
                        >
                        > Wychodzi, że NIC skoro nic nie piszecie.
                        >
                        > Co było do okazania.

                        chyba niedokładnie czytałeś - Lampka i Mayenna napisały co się "przynosi" do domu gdy siedzi w domu w kontekście "ludzie i zawartość ich głów"
                  • bramstenga Re: Nie przesadzaj... 10.03.14, 10:32
                    Nie rozumiem tego kultu pracy za pieniądze jako "rozwijającej" człowieka. Równie dobrze można by napisać - co przynosi do domu ktoś, kto wykonuje najprostsze czynności na linii produkcyjnej/obsługuje kasę w Tesco czy sprząta. Albo wykonuje jakieś idiotyczne prace biurowe, przekłada papiery w urzędzie? Czy naprawdę taka praca jest więcej warta dla rodziny (abstrahuję od kwestii finansowych) niż zajęcia domowe? Powtarzam po raz kolejny - znaczna część ludzkości wykonuje monotonne, uciążliwe prace, które w żadnym stopniu nie poszerzają horyzontów. Nie ma wybory, po prostu musi zarabiać na życie i to cała filozofia.
                    • triss_merigold6 Re: Nie przesadzaj... 10.03.14, 10:36
                      Ależ praca właśnie po to jest przede wszystkim - żeby zarabiać na pokrycie wydatków.
                      Najpierw praca musi być. Za pieniądze i z ubezpieczeniem.
                      Jeśli jest twórcza, rozwijająca i ciekawa - to bonus.
                      Jeśli do tego da się lubić, oferuje dobrą atmosferę i różne profity - to podwójny bonus.
                      • lampka_witoszowska Re: Nie przesadzaj... 10.03.14, 15:47
                        może dlatego jesteś taka depresyjna i stwarzasz wrażenie wyjątkowo smutnej, zagubionej kobiety?

                        nie te priorytety, po prostu.
                  • mayenna Re: Nie przesadzaj... 10.03.14, 14:42
                    Siedząc w domu zrobiłam dodatkowe studia. Nauczyłam się wielu przydatnych umiejętności ( choćby jak się pędzi bimber).
                  • bramstenga Re: Nie przesadzaj... 11.03.14, 12:53
                    Stawiam tezę, że to, co ktoś przynosi do domu (=wnosi do rodziny) w ogóle nie zależy od tego, czy wykonuje pracę za pieniądze.
                    Bo z jednej strony - cóż takiego przynoszą osoby wykonujące najprostsze, uciążliwe, powtarzalne prace fizyczne? Gdzie "nowa jakość" sprowadza się do innego koloru ścierki czy fartucha? Uważasz, że na linii produkcyjnej czy kasie w markecie nabiera się "szerokich horyzontów"?
                    A z drugiej - przez całe wieki całkiem sporo osób z zamożniejszych (i nie tylko) warstw w ogóle nie pracowało zarobkowo. I to powód, żeby uznać je wszystkie za "nic niewnoszące"?
                    • tricolour Twoja teza jest zupełnie prawdopodobna... 11.03.14, 13:18
                      ... i intuicyjnie oczywista.

                      Natomiast nie wiem z jakiego powodu deprecjonujesz proste prace na taśmie czy na kasie. Nowa jakość to nie jest kolor fartucha tylko konieczność wyjścia do ludzi i tego wszystkiego, co się z tym wiąże: od wiązania butów począwszy, przez czystą - bo się jeszcze przydarzy - bieliznę, po zawartość głowy, dzięki której człowiek różni się od reszty otoczenia.
                      • bramstenga Re: Twoja teza jest zupełnie prawdopodobna... 11.03.14, 13:37
                        I to pytanie zadaje ten, który nazywa kobiety pracujące w domu garkotłukami i sprzętem domowym... Deprecjonuję, bo nie ma się co oszukiwać, że są to monotonne i śmiertelnie nudne zajęcia. Śmiem twierdzić, że mniej "rozwijające" niż praca w domu, gdzie człowiek ma poczucie, że dba o rodzinę. Oraz często dające mniej satysfakcji samym zainteresowanym.
                        A "wyjście do ludzi" też uważam za mocno przereklamowane, bo jakoś od 20 lat udaje mi się funkcjonować zawodowo, nie wychodząc do ludzi w ogóle. I wiesz, też mam czystą bieliznę i wiążę buty.
                        A zawartość głowy - powtarzam - ma się nijak do pracy zawodowej.
                      • chalsia Re: Twoja teza jest zupełnie prawdopodobna... 11.03.14, 14:04
                        Nowa jakość to nie jest kolor fartucha tylko konieczność wyjścia do
                        > ludzi
                        i tego wszystkiego, co się z tym wiąże: od wiązania butów począwszy,
                        > przez czystą - bo się jeszcze przydarzy - bieliznę, po zawartość głowy, dzięki
                        > której człowiek różni się od reszty otoczenia.

                        dokładnie TO SAMO daje wyjście po zakupy, albo odprowadzanie dziecka do przedszkola/szkoły
                        Też się buty i bieliznę wkłada, a i z ludźmi poglądy wymieni - czasami bardziej wzniosłe, a czasami tylko o kupie. Ot tak samo jak między sobą panie na kasach np. w Biedronce czy na taśmie pakowania w kartony.
                      • chalsia Re: Twoja teza jest zupełnie prawdopodobna... 11.03.14, 14:07
                        > Natomiast nie wiem z jakiego powodu deprecjonujesz proste prace na taśmie czy n
                        > a kasie.

                        bowiem opróćz niskiej pensji, możliwości zrobienia zakupów w trakcie pracy i możliwości pogadania z innymi ludźmi NIE WNOSZĄ NIC

                        szczerze - pracowałeś Ty kiedykolwiek na taśmie?
                        • tricolour Owszem, pracowałem... 11.03.14, 15:09
                          ... i to ze trzy lata. Bardzo sobie ten okres chwalę za kompletny luz, brak jakiegokolwiek stresu i zero odpowiedzialności. Nigdy wcześniej i nigdy później już takiego komfortu nie miałem. Można rzec, że moje życie intelektualne było wtedy niczym nie skrępowane gdyż prace były tak proste, że nie wymagały żadnego wkładu intelektualnego w ich wykonanie. Czasem, rzadko, ze cztery komórki mózgowe musiały się zebrać i coś uradzić gdy zdarzyło się coś wyjątkowego - na przykład padł system. W tamtym czasie całą energię rozumu miałem do dyspozycji na inne, ciekawsze, rzeczy. Pewną niedogodnością było przywiązanie na osiem godzin do miejsca, ale też bez przesady: płacili mi za to więc przywiązanie było skompensowane. Sporą za to niedogodnością emocjonalną było wykonywanie czynności poniżej kwalifikacji... to nie mogło być niczym skompensowane więc niedogodność stała się inspiracją do zmian.
        • scibor3 Re: Niepracująca żona 10.03.14, 10:23
          > Dziękuję za ten głos. Nic dodać nic ująć. Podpisuję się pod tym obiema rękami.
          > Co na to lampka witoszowska i inne panie ?

          Co sądzą inne panie można przeczytać w następującym wątku:

          forum.gazeta.pl/forum/w,567,149986274,,Mezowska_postawa_dot_braku_pracy_co_radzicie_.html?v=2
          • triss_merigold6 Ubiegłeś mnie 10.03.14, 10:29
            Takich wątków - z niepracującym panem w roli głównej - mogę zalinkować ze trzydzieści i zawsze w refrenie stoi kopnij pasożyta.
            O ile jeszcze całkiem sporo kobiet dopuszcza sytuację, kiedy mąż bierze urlop wychowawczy i opiekuje się małym dzieckiem + domem lub pracuje w mniejszym wymiarze czasowym i finansowym od dobrze zarabiającej żony, o tyle wieloletnie spoczywanie na laurach jest nieakceptowalne.
            Ze swojej strony powiem, że nie akceptowałabym sytuacji w której ja pracuję (i wypełniam część obowiązków domowo-dziecięcych), a facet nie przynosi kasy.
            • orangeplus Re: Ubiegłeś mnie 10.03.14, 11:51
              Takie przykłady z podawaniem linków nic nie dadzą, bo zaraz zaczną się tłumaczenia w stylu: "A bo ja tam mówiłam coś innego, a bo to była inna sytuacja, a bo autorka miała inną sytuację, a bo tamten mąż był inny niż ta żona, a bo...." big_grin
              • lampka_witoszowska Re: :D :D :D 10.03.14, 15:51
                to, że ja się tam nei wypowiadałam, pewnie tez nei ma znaczenia - skoro ktoś coś napisał, to jest to na pewno moje zdanie, bo tak mówi scibor3 big_grin

                to już nawet nie absurd, chłopcy smile
                • tricolour Ścibor napisał, że nie Ty mówisz... 10.03.14, 17:06
                  ... tylko inne Panie.

                  No ale "inne panie" nie pasują więc trzeba najpierw powiedzieć, prawdę, potem lekko skręcić, potem nakłamać, a potem się na to kłamstwo oburzyć. Na Ścibora i innych chłopców, bo jest nakłamane więc jak można tak kłamać!

                  Tobie się tak po świeżych warzywach z ogrodu robi? Może po powietrzu w nadmiarze?
                  • lampka_witoszowska Re: Ścibor napisał, że nie Ty mówisz... 10.03.14, 19:30
                    za mało tlenu, tri big_grin

                    pytanie brzmiało - co na to lampka i inne pani. Scibor od serca wynalazł wątek jakiś mówiąc - a oto, co mówią te baby! bo jak chłop bezrobotny, to zupełnie inaczej mówią! samcowi to się tak spodobało, że wywalił od razu wszelkie wyjaśnienia: o, zaraz zaczną kombinować, a nasze górą!

                    ...no, sorry. Jak pytanie brzmiało - co na to m.in. lampka, to ja sobie pozwolę wyśmiać przytacze pieroły. Mogę? mogę. A zresztą - zaraz polecę poszukać jakiegoś wątku o ojcach-pijakach i wkleję podsumowując: ile jest wart ojciec. Tak samo mądre to by było.

                    no, ale dość tej zabawy smile niech każdy pozostanie przy swoim, skoro nei da się inaczej, autor wątku potrzebny poklask dostał, życie toczy się dalej smile
    • grace147 Re: Niepracująca żona 18.10.25, 07:24
      plejada.pl/wywiady/andrzej-kopiczynski-poznal-blaski-i-cienie-slawy-w-kuchni-byl-mistrzem-karman-gulum/hfnp9ck?utm_source=copy-link&utm_medium=social&utm_campaign=share-button

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka