Dodaj do ulubionych

Niepracująca żona

23.02.14, 12:23
Przepraszam, jeśli zacząłem wątek, który już był się pojawił. (Jest ich prawie 400 na forum i nie sposób przejrzeć w krótkim czasie wszystkie.) Mam żonę, która od lat nie pracuje. Zwyczajnie nie ma ochoty. Wielokrotnie zarówno ja jak i nasi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie. Fatalnie wpływa to na małżeństwo, tym bardziej, że żona nie jest również fanatykiem jeśli idzie o zarządzanie gospodarstwem domowym. Nie chcę jej dłużej utrzymywać. Zastanawiam się, czy rozwód może pomóc? Chciałbym, żeby dzieci (mam ich dwójkę) zostały ze mną, spłacić ją i do widzenia. Na pewno wśród forumowiczów są ludzie, którzy przechodzili przez podobną sytuację. Powiedzcie, jak rozwiązać ten rebus i na co zwracać uwagę?
Obserwuj wątek
    • zabapo11 Re: Niepracująca żona 23.02.14, 12:58
      Radzę znaleźć dobrego adwokata. Wyjdzie na to, że ona zostaje bez środków do życia, będzie pewnie chciała orzeczenia Twojej winy, a wtedy może alimentów na siebie i raczej nie odda dzieci (a w polskim sądzie jeśli ona też będzie chciała opieki, jesteś prawie bez szans). Jeśli dzieci zostaną z nią, będzie walczyć o jak najwyższe alimenty, skoro nie pracuje.

      Oczywiście nie znam waszej sytuacji, ale to nie takie proste, jak piszesz - spłacić i do widzenia, i jeszcze dzieci zatrzymać przy sobie. Chyba że się dogadacie i ustalicie warunki, na które ona też się zgodzi.
      • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 23.02.14, 18:28
        O ile się zdążyłem zorientować, żebym mógł zrealizować swój scenariusz, żona musiałaby albo mieć żółte papiery, albo wpakować się w sytuację, w której sąd orzeka rozwód z jej winy. Czy i w takich przypadkach musiałbym płacić jej alimenty?
        • later77 Re: Niepracująca żona 23.02.14, 19:06
          Stary - masz przerąbane. U mnie podobny problem. Jesteśmy już po pierwszej rozprawie, mamy konflikt alimentacyjny. Ona chce udowodnić, że koszt utrzymania naszego dziecka to 6 tys / mc. Ja sam finansuje całą rodzinę od 12 lat. "Miłość mojego życia" wykorzystując dziecko próbuje mnie uwiązać finansowo na lata. Sama nie garnie się do roboty od lat. Walcz! Ja się nie poddaję. Wierzę w sprawiedliwość. A jak jej nie znajdę - wyjeżdżam...
        • tricolour Podejdź do sprawy systemowo... 24.02.14, 10:55
          ... czyli powodem rozwodu są napięcia wynikłe z lenistwa zony. Pasożyt nie jest nikomu potrzebny choć można też przypuszczać, że znalazłeś sobie jakiś młodszy i bardziej zaradny model.

          W każdym razie lenistwo przez dekadę to wystarczający powód, by uznać, że to stan stały i żona nie ma zamiaru łożyć na rodzinę. A niepracująca matka to negatywny wzór dla dużych dzieci mający destrukcyjny wpływ na ich wychowanie.
        • errormix Re: Niepracująca żona 24.02.14, 11:00
          No więc przejdźmy do konkretów:

          Fakt, że żona nie pracuje i tym masz już tego dość, nie może zostać uznany za powód do rozwodu. Konieczny jest zupełny rozkład pożycia małżeńskiego, a więc no love, no sex, no wspólne gospodarstwo domowe smile

          Jeśli powyższe występuje w twoim małżeństwie, to powołując się na wstręt żony do pracy powinieneś:
          - udowodnić, że bezskutecznie nakłaniałeś ją podjęcia pracy (świadkowie, własne zeznanie);
          - udowodnić, że sam utrzymujesz rodzinę (rachunki, przelewy z twojego konta, sto milionów paragonów i faktur - to będzie ci potrzebne również w dalszej części rozprawy - opiece nad dziećmi)
          - udowodnić, że na rynku pracy poszukują osób z kwalifikacjami, jakie ma twoja żona (dowody w postaci ogłoszeń prasowych, internetowych, z Urzędu Pracy, co najmniej od 2007 roku, a więc czasu, kiedy pojawił się problem - to będzie ci również potrzebne w dalszej części rozprawy, by sąd nie obciążył cię alimentami na żonę po rozwodzie)
          - udowodnić, że zajmujesz się dziećmi co najmniej na równi z żoną (dowody w postaci zaświadczenia ze szkoły, że uczestniczysz w zebraniach, spotkaniach itp., świadkowie na okoliczność opieki nad dziećmi, faktury i paragony na żywność i ubrania dla dzieci)
          - pozytywny przebieg wizyty kuratora w domu, który rozmawiać będzie m.in. z dziećmi i w związku z ich wiekiem (przynajmniej starszego) z pewnością może zapytać "chcesz mieszkać z mamą czy tatą?".
          - pozytywny przebieg wizyty w RODK

          i to by było chwilo na tyle. Chwilowo, bo nie wiadomo co przygotuje twoja żona.
          • mayenna Re: Niepracująca żona 24.02.14, 16:54
            Panowie zapominają, że praca w domu to tez etat. Strasznie przykro się to czyta. Niekoniecznie ktoś, kto "siedzi" w domu nie przyczynia się do utrzymania rodziny. To, ze dzieci są duże też nie oznacza, że żona może iści do pracy.Są miejsca, gdzie bezrobocie wśród kobiet jest bardzo duże a powrót na rynek pracy po wychowaniu dzieci praktycznie niemożliwy. Może żonę trzeba w tym wesprzeć? Tylko nie mam na musli awantury i wypominania: bo ty nie pracujesz, ale zastanowienia się wspólnie co można zrobić. Jej bezrobocie to nie musi byc jej wybór i lenistwo. Ona nawet psychicznie mo że nie być w stanie szukać pracy( może mieć zaniżona samoocenę). Może najpierw powinna porozmawiać z psychologiem i doradcą zawodowym, wziąć udział w programach dla kobiet wracających na rynek pracy.
            Rozpieprzyć rodzinę i życie dzieciom zawsze zdążysz.
            Chociaż jakbym miała ogarnięty dom i ktoś mi pomógł zając się dziećmi, chodził po lekarzach i na wywiadówki, odwalał orkę z lekcjami i ugotował cieply obiad jak przychodzę do domu to mógłby nie pracować, o ile nie przymieralibyśmy z tego powodu głodem.
            • ann.k Re: Niepracująca żona 25.02.14, 09:22
              Ale pies nigdzie nie napisał o tym, że jego żona zajmuje się domem. Poza tym nie wiadomo gdzie mieszkają, może mają niewielkie mieszkanie. Dzieci małe nie są i raczej potrafią same ogarnąć swój bałagan. Więc nie przekonuj, że praca w domu to etat, bo nie zajmuje 8 godzin + ~1,5 godziny na dojazdy. Są tysiące kobiet, które pracują i jeszcze ogarniają zajmowanie się domem.
                • ann.k Re: Niepracująca żona 25.02.14, 22:04
                  Nic nie zrozumiałaś. Jak rodzina ma wielką chałupę, xset metrów kwadratowych, podwórko, ogródek, itd. to MOIM ZDANIEM można stwierdzić, że jeśli kobieta zajmuje się tym wszystkim codziennie (odkurzanie, sprzątanie, itd.) to faktycznie może jej to zająć cały dzień. Wtedy stwierdzenie, ze zajmowanie się domem to tez praca na etacie, ma jakiś sens. Natomiast ktoś kto ma niewielkie mieszkanie to raczej nie zajmuje się nim codziennie po 8 godzin. Bo co, szczoteczką pucuje parkiety? Więc niech nie wciska knotów, że pracuje na etacie a nie siedzi w domu.
                  • yoma Re: Niepracująca żona 25.02.14, 22:24
                    Jak ktoś ma xset mkw, to też raczej nie pucuje ich sam, tylko ma panią do sprzątania. Chyba że lubi, ale wtefy to zabawa, nie robota smile

                    W każdym razie argument, że ktoś pwinien iść do pracy, bo ma małe mieszkanie, moim skromnym zdaniem wymiata. Od ilu mkw zaczyna się konieczność pójścia do pracy?

                    Zresztą gospodarstwo domowe to nie tylko pucowanie parkietów. I dlaczego szczoteczką? Da ciebie liczy się ilość włożonej pracy, czyli tzw. głupiego robota, czy ostateczny efekt?
                    • ann.k Re: Niepracująca żona 26.02.14, 10:47
                      No to tym bardziej siedzi w domu i nic nie robi, skoro zajmowanie się domem ogarnia pani do sprzątania. To tym bardziej argument o zajmowaniu się domem równym pracy na etacie uważam za nietrafiony.
                        • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 27.02.14, 12:08
                          dla mnie lepszy jest argument, że są tysiące kobiet, które ogarniają i dom, i pracę

                          ba! są tysiące, które robią to w pojedynkę, bez obecności pana

                          są tysiące, które nie otrzymują na dzieci alimentów

                          czy fakt, że są tysiące prostytutek/milionerów/złodziei/biedaków - czegokolwiek dowodzi?
                          logika się kłania, nie tylko wymagania
                          • zmeczona100 Re: Niepracująca żona 27.02.14, 14:24
                            lampka_witoszowska napisała:

                            > dla mnie lepszy jest argument, że są tysiące kobiet, które ogarniają i dom, i p
                            > racę
                            >
                            > ba! są tysiące, które robią to w pojedynkę, bez obecności pana

                            Oj się czepiasz, lampka wink
                            Wszak wiadomo, że ogarnianie domu to forma wypoczynku dla kobiet, więc o so chodzi wink
            • xciekawax Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:01
              Ano Polskie kobiety maja taka tendencjie ze pracuja na dwa/trzy etaty wyreczajac mezusia ktory mysli ze jak pojdzie na 8 godz do pracy to mu sie wszystko nalerzy. Szkoda jeszcze ze nie wymagaja aby tylka im zona podcierala. Smutne jest to ze synkowie patrza i potem nasladuja. Od kobiet wymaga sie dwa razy wiecej niz od mezczyzn a potem faceci sie dziwia ze wiekszosc kobiet nawet nie chce na nich patrzec bo sie wyksztalcily, chca lepszego zycia a nie charowac jak ich matki. Takie cos to podcinanie skrzydel mlodym mezczyznom, a zaczyna sie to wlasnie w dziecinstwie gdy kobiety zajmuja sie praca domowa.

              Powiem tak: ja pracuje, i jezeli gotuje to cos szybkiego, aby w godzine mozna bylo zjesc (gotujemy na zmiane z mezem albo "jak kto ma czas") Ale jak bylam na bezrobotnym to mialam okazjie gotowac potrawy ktore zajmuja kilka godzin. W dodatku dodac pranie, sprzatanie, - w sumie bez dzieci ale pomiedzy domowymi obowiazkami a szukaniem pracy - to na wieczor bylam tak samo wykonczona jak po caloetatowej pracy.

              Jestem ciekawa kiedy pan ostatnio gotowal. I nie mowie tu o jajecznicy.
                • xciekawax Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:32
                  oledad2 napisała:

                  > Hmmm, znaczy ten pan, po powrocie z pracy powinien zajac sie gotowaniem?

                  To zalerzy, ale przynajmniej nie narzekac ze "zona w domu SIEDZI" lub ze "ZONA NIC NIE ROBI"

                  Chodzi mi bardziej o to ze tej domowej pracy sie nie docenia tak jak tej za ktora ktos ci tam placi. A to nie znaczy ze jest mniej ciezka. Mialam okazjie czasami poobserwowac "prace" biurowa niektorych osob w PL, i sorry, ale niby praca zaczyna sie o 7 rano, ale pierwsze 3 godziny to gadanie o weekendzie, telefony dzwonia ale je sie olewa bo akurat robi sie cherbatke i jest sie zajetym rozmowa. SORRY.... Nie mowie oczywiscie ze kazdy tak ma, napewno wiekszosc ludzi pracuje ciezko, ale chce aby panstwo zdalo sobie sprawe ze nie kazda praca jest tak ciezka jak domowa.

                  A kobiety ktore pracuja zazwyczaj jeszcze na weekendy zamiast odpoczywac to nadrabiaja prace domowa. To ABSURD. Tez tak mialam w pierwszym malzenstwie. Teraz sie wymadrzylam i mam pania co posprzata bo maz tez chce inne rzeczy porobic na weekend.
              • altz Re: Niepracująca żona 26.02.14, 20:42
                xciekawax napisała:
                > Ano Polskie kobiety maja taka tendencjie ze pracuja na dwa/trzy etaty wyreczaja
                > c mezusia ktory mysli ze jak pojdzie na 8 godz do pracy to mu sie wszystko nale
                > rzy.

                Farmazony pleciesz, nie mogą pracować na trzy etaty, bo 3 x 8 = 24, a spać kiedyś trzeba. wink
        • obrazo-burca Re: Niepracująca żona 24.02.14, 15:08
          Jeżeli chcesz mieć dzieci z sobą, to jedyne wyjście w kartoflanej, wyprowadzić się z dziećmi z domu (jak to uczynił był Error onego czasu, nawet jak teraz twierdzi, że zrobił inaczej wink). Dzieci duże, więc musisz to z nimi obgadać. W innym wypadku (jeśli się nie wyprowadzisz) pasożyt dostanie opiekę, a Ty będziesz bulił na nieroba.
        • altz Re: Niepracująca żona 24.02.14, 18:05
          piesdrogowy napisała:

          > 14 lat z niedużym ogonkiem stażu małżeńskiego, żona nie pracuje 10 lat (choć na
          > cisk, że powinna coś z tym zrobić pojawia się od 2007); dzieci skończą w tym ro
          > ku lat 14 i 10.

          A jak to wszystko widzą dzieci? Nie trzeba zadawać trudnych pytań, wystarczy słuchać \, co same mówią. Ty to wiesz, my nie, ale na przykład ja jestem ciekawy.
            • luciva Re: Niepracująca żona 25.02.14, 15:21
              Ale co jest źle?
              jest źle bo zona nie pracuje?
              Gdyby pracowała, byłoby ok?
              A czemuż to ach czemuż, gdy kobieta nie chce mieć bezrobotnego, faceci uderzają w dramatyczne tony, że "księżniczce się zachciewa"?
              • altz Re: Niepracująca żona 25.02.14, 19:07
                luciva napisała:
                > A czemuż to ach czemuż, gdy kobieta nie chce mieć bezrobotnego, faceci uderzają
                > w dramatyczne tony, że "księżniczce się zachciewa"?

                Znajdź symetryczny wątek o facecie nie pracującym 10 lat i panach na forum krytykujących jego partnerkę za rzekomy "foch". Jakoś mnie się nie kojarzy coś takiego a czytam większość.
                • modmis Re: Niepracująca żona 25.02.14, 19:15
                  > Znajdź symetryczny wątek o facecie nie pracującym 10 lat i panach na forum kryt
                  > ykujących jego partnerkę za rzekomy "foch". Jakoś mnie się nie kojarzy coś tak
                  > iego a czytam większość.

                  wiadomo smile
                  facet nie pracuje - jego wina
                  kobieta nie pracuje - też jego wina smile

                  co byś nie zrobił Twoja wina smile
                  bo przecież nikt nie zna Pań które latami unikają pracy i nikt nigdy o takowych nie słyszał smile
    • eicron Re: Niepracująca żona 24.02.14, 17:59
      piesdrogowy napisała:

      > ć. Zastanawiam się, czy rozwód może pomóc? Chciałbym, żeby dzieci (mam ich dwój
      > kę) zostały ze mną, spłacić ją i do widzenia. Na pewno wśród forumowiczów są lu

      Dlaczego chcesz, aby dzieci zostały z Tobą a nie z żoną?
      • gustavo.fring Re: Niepracująca żona 25.02.14, 08:38
        eicron napisał:

        > piesdrogowy napisała:
        >
        > > ć. Zastanawiam się, czy rozwód może pomóc? Chciałbym, żeby dzieci (mam ic
        > h dwój
        > > kę) zostały ze mną, spłacić ją i do widzenia. Na pewno wśród forumowiczów
        > są lu
        >
        > Dlaczego chcesz, aby dzieci zostały z Tobą a nie z żoną?

        Bo może jest lepszym ojcem niż ona matką.
        • eicron Re: Niepracująca żona 25.02.14, 20:25
          gustavo.fring napisał:

          > eicron napisał:
          >
          > > Dlaczego chcesz, aby dzieci zostały z Tobą a nie z żoną?
          >
          > Bo może jest lepszym ojcem niż ona matką.

          A może jego żona jest lepszą matką niż on ojcem? Z postów w tym wątku nie wynika ani jedno ani drugie.
    • eicron Re: Niepracująca żona 24.02.14, 18:06
      piesdrogowy napisała:

      > 400 na forum i nie sposób przejrzeć w krótkim czasie wszystkie.) Mam żonę, któr
      > a od lat nie pracuje. Zwyczajnie nie ma ochoty. Wielokrotnie zarówno ja jak i n

      Skąd wiesz, że nie pracuje, bo nie ma ochoty?

      > asi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie. Fata
      > lnie wpływa to na małżeństwo, tym bardziej, że żona nie jest również fanatykiem
      > jeśli idzie o zarządzanie gospodarstwem domowym. Nie chcę jej dłużej utrzymywać.

      A tak konkretnie to z jakiego powodu chcesz się rozstać? Aby mieć więcej kasy czy lepiej zarządzane gospodarstwo domowe? Czy też po prostu wolisz utrzymywać inną kobietę? Może jest inny powód - jaki?

      > Zastanawiam się, czy rozwód może pomóc?

      Komu i w czym?
        • eicron Re: Niepracująca żona 25.02.14, 20:30
          piesdrogowy napisała:

          > Raczej nie amazońskim lasom deszczowym.

          Umiejętność odpowiadania konkretnie na proste pytania to coś, co bardzo Ci się przyda w sądzie i w kontaktach z (byłą) małżonką. Warto się tego nauczyć.
          • kami_hope Re: Niepracująca żona 27.02.14, 23:10

            > piesdrogowy napisała:
            >
            > >Raczej nie amazońskim lasom deszczowym.

            I to ma byc przyklad konkretnej odpowiedzi? Nie, nie warto sie tego uczyc. Nie dobrze jesli Ty sam uczysz malowartosciowej wiedzy, tym bardziej ze poki co, nie masz doswiadczen ktore potwierdzalyby Twoj sposob komunikacji. Jest nieskuteczny. Ale jak chcesz mozesz sie przekonac sam smile
      • gustavo.fring Re: Niepracująca żona 25.02.14, 08:38

        >
        > > asi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie
        > . Fata
        > > lnie wpływa to na małżeństwo, tym bardziej, że żona nie jest również fana
        > tykiem
        > > jeśli idzie o zarządzanie gospodarstwem domowym. Nie chcę jej dłużej utr
        > zymywać.
        >
        > A tak konkretnie to z jakiego powodu chcesz się rozstać? Aby mieć więcej kasy c
        > zy lepiej zarządzane gospodarstwo domowe? Czy też po prostu wolisz utrzymywać i
        > nną kobietę? Może jest inny powód - jaki?

        Być może z takiego, że nie ma ochoty już na małżeństwo z obecną żoną. Może? Może. Wystarczy? Wystarczy.
        • zabelina Re: Niepracująca żona 25.02.14, 13:16
          gustavo.fring napisał:
          Może jest inny powód - jaki?
          >
          > Być może z takiego, że nie ma ochoty już na małżeństwo z obecną żoną. Może? Moż
          > e. Wystarczy? Wystarczy.

          Nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz. Brak ochoty to za mało.
          Związek małżeński rodzi w prawodawstwie polskim podobne konsekwencje jak umowy prawne.
          Przystąpienie do związku małżeńskiego rodzi obowiązek wzajemnej pomocy materialnej i zwykłe "nie chce mi się" przez zakończeniem małżeństwa nie wystarczy.
            • zabelina Re: Niepracująca żona 25.02.14, 13:36
              gustavo.fring napisał:

              > Ale czy to czasem nie jest umowa obustronnie zobowiązująca? I brak świadczenia
              > jednej ze stron nie jest podstawą do odstąpienia od niej przez stronę drugą?

              Oczywiście, że tak. Tylko ten brak trzeba w procesie rozwodowym udowodnić. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że w małżeństwie strony nie muszą świadczyć sobie wzajemnie "usług" o tej samej jakości i wartości. Nie wiemy, bo jakoś Piesdrogowy na ten temat nie chce pisnąć słówka, czy nie uzgodnił ze swoją małżonką lata temu, że to ona ma dbać o dom i rodzinę, a on będzie organizował środki na wspólne bytowanie.
                • piotrfm123 wygralas internetsy 25.02.14, 20:53
                  luciva napisała:

                  > Nie wierzę, że kobieta sama z siebie nie chciałaby pracować, choćby dla komfort
                  > u psychicznego.

                  Gratuluje znajomosci kobiecej / ludzkiej psychiki. Wiedza twoja goruje nad rowninami Mazowsza, krolowac bedziesz nad nami niepodzielnie, O Wielka...

                  Ja tam po 5min czytania forum zdolalem odkryc ze nie tylko sa na swiecie baby bezgranicznie wprost glupie, ale takie ktore sa ze swojej glupoty i bezczelnosci wrecz dumne. Ale co ja tam moge wiedziec jako prosty robak rodzaju meskiego...
                • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 26.02.14, 08:19
                  Najczęstszy argument jaki słyszeliśmy to brak odpowiedniej pracy. Lub znajomości, które by tą odpowiednią pracę pomogły "załatwić". Wiem, że brzmi jak cytat ze "Świata według Kiepskich", ale jakoś zupełnie nie śmieszny, nie wiem czemu.
        • eicron Re: Niepracująca żona 25.02.14, 20:32
          gustavo.fring napisał:

          > Być może z takiego, że nie ma ochoty już na małżeństwo z obecną żoną. Może? Moż
          > e. Wystarczy? Wystarczy.

          Móc - może bo to jego święte prawo. Wystarczyć - nie wystarczy. "Nie chce mi się" to trochę za mało aby zostać uznanym za osobę zdolną do podejmowania poważnych życiowych decyzji.
    • molly_wither Re: Niepracująca żona 25.02.14, 19:30
      Takie mam przemyslenia,jako kobieta od 30paru lat nieustannie pracujaca. Kiedy facet kocha to nie ma znaczenia,czy kobieta jest pracujaca czy nie, czy lepiej badz gorzej wywiazuje sie z obowiazkow domowych(ciezkich i niedocenianych). Mam natomiast jedno przemyslenie - jesli jzu nie kochasz, nie zwalaj winy na innych, ok?
      • piotrfm123 Kochajaca zona 25.02.14, 21:47
        molly_wither napisał(a):
        Kiedy
        > facet kocha to nie ma znaczenia,czy kobieta jest pracujaca czy nie, czy lepiej
        > badz gorzej wywiazuje sie z obowiazkow domowych(ciezkich i niedocenianych).

        No to jak kobieta kocha to znaczy ze mozna sobie siedziec z piwem przed TV i unikac roboty. Ba, jak kocha prawdziwie to i impotencja nie bedzie jej przeszkadzala.
        Kocha to nie wyrzuci, dlatego prosze mi tu nie gardlowac o lenistwie i bezuzytecznosci tylko przeprowadzic zonina introspekcje: toc to Twoja wina ze mnie zwiotczalego i bezrobotnego w zalanym piwem podkoszulku nie kochasz!

        A tak na powaznie: zupelnie wam odbija...
        • yoma Re: Kochajaca zona 25.02.14, 22:28
          Jak kocha, to nie wyrzuci. Tylko kiedyś ta impotencja przed TV sprawi, że przestanie kochać.

          Jakieś rozgoryczenie przez kolegę przemawia czy mi się zdaje?
          • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 25.02.14, 22:46
            yoma napisała:

            > Jak kocha, to nie wyrzuci. Tylko kiedyś ta impotencja przed TV sprawi, że przes
            > tanie kochać.
            >
            > Jakieś rozgoryczenie przez kolegę przemawia czy mi się zdaje?

            Nie "kolezanko" po raz kolejny tylko ci sie zdaje. Altruistic punishment. Powyzej pewnego poziomu bredni nie wytrzymuje.

            XXI wiek, rownouprawnienie etc. a tu klimaty jak z Papucic Zalesnych AD 1930. Chociaz w zasadzie w Papucicach gdyby jakas biedna babina z piatka dzieciskow odmowila pomocy w polu bo izba trza pozamiatac to w najlepszym wypadku by ja cala wies na jezykach obniosla.

            Tak, sa sytuacje w ktorych partner ma obowiazek nas utrzymywac. Nie, nie mozemy sobie niezaleznie od plci jednostronnie zadeklarowac: "nie chce mi sie robic bo talerze musze zmywac/gacie wrzucac do pralki/etc.".
            Przy zdrowych dzieciskach w wieku szkolnym? Obled.
              • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 15:13
                A poza tym uważaj z tymi Papucicami, bo to działa w dwie strony. XXI w., równouprawnienie,k a wam dalej trza robotnej baby, co to i dziecka porodzi, i lewentarz ogarnie, i porobi w polu... tfu, pójdzie do roboty.
                • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 15:54
                  yoma napisała:

                  > A poza tym uważaj z tymi Papucicami, bo to działa w dwie strony. XXI w., równou
                  > prawnienie,k a wam dalej trza robotnej baby, co to i dziecka porodzi, i lewenta
                  > rz ogarnie, i porobi w polu... tfu, pójdzie do roboty.

                  Jest jeszcze gorzej. Wymagamy nawet aby samodzielnie przeciwstawiala sie silom grawitacji. Takimi jestesmy okrutnikami. A w czasach przed-przed-papucicowych to nawet o grawitacje co niektore kobiety nie musialy sie martwic. Lektyka dla Pani?

                  A to poradzanie dzieci to jest jakas funkcja uslugowa, cos pod tytulem "surogatka potrzebna na cito!" czy tez moze poradzajaca jest bezwiednie gwalcona i trzymana w ciemnicy aby porodzila?
                  Bo w obszarach zblizonych do rzeczywistosci spora czesc kobiet deklaruje posiadanie wlasnych biologicznych dzieci jako jeden z zyciowych celow. Moze niech poradzajaca zarobi na surogatke (to by byl wyzysk kobiety przez kobiete) i przestanie zawracac pewien organ zadni?

                  • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:19
                    Piotrze. Ochłoń, przeczytaj i wyraź myśl jeszcze raz zrozumiale, bo jej Bohu nie wiem, o co ciebie biega.

                    Widzę, że masz jakieś pretensje głównie do mnie, ale nie wiem o co. Że Rzymianie wymyślili lektyki? Leciwam, ale mnie przy tym nie było. Zupełnie poważnie pytam: co chciałeś przez powyższe powiedzieć?
                    • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:46
                      yoma napisała:

                      > Piotrze. Ochłoń, przeczytaj i wyraź myśl jeszcze raz zrozumiale, bo jej Bohu ni
                      > e wiem, o co ciebie biega.

                      Banalne. Z przemysleniami pt "potrzebujecie robotnych bab" w watku o kobiecie pasozytujacej finansowo na malzonku mysle ze robisz sobie jaja/trolujesz/oszalalas (niepotrzebne skreslic).

                      Bo faceci nie sa od dozgonnego zabezpieczania wszelkich potrzeb materialnych ciezko zamiatajach kobiet. Po prostu nie uda sie na dluzsza mete przekonanie ze rola jelenia to jest to co faceci lubi najbardziej/ ich honorowy obowiazek/ duza przyjemnosc/ godne wynagrodzenie za trudy poodu przed 20 laty.

                      Tak jest, bywaja uklady typu R.Murdoch i jego 38-lat mlodsza malzonka gdzie na starcie jest cos za cos (jej uroda i macica za jego $$$ i pozycje). Nie popieram ale rozumiem, tym bardziej ze dla RM jeden palac w ta czy w tamta to pestka.

                      Natomiast aby prosty polski robociarz (niekoniecznie prosty, wazne ze nie milioner) zeniacy sie z plus-minus rowiesniczka mial miec _obowiazek_ dozgonnego utrzymywania tejze obustronnie leworecznej osoby?
                      Szalenstwo.
                      Mozemy sie wspomagac nawet przez kilka lat jak jest taka potrzeba (np. naszlaby mnie fantazyja aby popracowac bo ja wiem w Japonii), natomiast kazda osoba dowolnej plci stwierdzajaca "nie pracuje i nie zamierzam/nie moge znalesc pracy od 10 lat" (zalozenie: brak niepelnosprawnych dzieci np) powinna sie leczyc/dostac kopa w zadek (metaforycznego).
                      • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 17:02
                        No, nareszcie. Jeszcze emocjonalnie, ale można zrozumieć.

                        Czyli "baba ma pracować, bo tak", tak? OK, taki jest twój pogląd.Ale baba może mieć inny. A skoro mamy powoływane przez ciebie równouprawnienie, to pogląd poglądowi równy. Więc?
                        • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 19:39
                          yoma napisała:

                          > No, nareszcie. Jeszcze emocjonalnie, ale można zrozumieć.
                          >
                          > Czyli "baba ma pracować, bo tak", tak? OK, taki jest twój pogląd.Ale baba może
                          > mieć inny.

                          To tak jak facet w zalanym piwem podkoszulku przed TV. Tez ma poglad. I to taki dziwnie podobny... No ale gdziezby go oceniac. Tnz, oceniac mozna ale skoro podkoszulkowiec ma inny poglad to niewinny jest jako ta lilia.

                          Sorry, powyzej pewnego poziomu trollizmu wysiadam z tego pojazdu.
                          • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 22:14
                            OK, no to z innej beki. Dlaczego faceci "powinni" pracować?

                            A tak przy okazji, zawsze włączasz się do dyskusji l tylko po to, żeby wydać z siebie serię niezrozumiałych zdań i postarać się obrazić dyskutanta?
              • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 15:45
                yoma napisała:

                > No fajnie, XXI wiek, równouprawnienie i Papucice. Moje pytanie brzmi: dlaczego
                > cię to tak strasznie wkurza?

                A zanim przejdziemy do psycho-kozetkowych rozwazan nad moimi urazami psychicznymi w zyciu plodowym, mozesz w prostych zolnierskich slowach wyrazic opinie o przerzucaniu winy z w/g opisu malzonka kobiety-bluszczyka na jej podpore?

                • yoma Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:21
                  Chętnie wyrażę, jeśli ją mam i jeśli zrozumiem, w jakiej sprawie mam wyrazić.

                  > opinie o pr
                  > zerzucaniu winy z w/g opisu malzonka kobiety-bluszczyka na jej podpore?

                  Możesz prościej i bez metafor? Jak wy tak rozmawiacie ze swoimi babami, to ja się nie dziwię, że się nie możecie dogadać.
                  • piotrfm123 Re: Kochajaca zona 26.02.14, 16:27
                    yoma napisała:

                    > Chętnie wyrażę, jeśli ją mam i jeśli zrozumiem, w jakiej sprawie mam wyrazić.
                    >
                    > > opinie o pr
                    > > zerzucaniu winy z w/g opisu malzonka kobiety-bluszczyka na jej podpore?
                    >
                    > Możesz prościej i bez metafor? Jak wy tak rozmawiacie ze swoimi babami, to ja s
                    > ię nie dziwię, że się nie możecie dogadać.

                    Mozesz rozgrysc funkcje wyswietlania postow pt drzewko?

                    Jak juz rozgryziesz sprobuj czegos latwiejszego:

                    przeczytaj 2 zdania z postu ktory skomentowalem:
                    """
                    Kiedy facet kocha to nie ma znaczenia,czy kobieta jest pracujaca czy nie, czy lepiej badz gorzej wywiazuje sie z obowiazkow domowych(ciezkich i niedocenianych). Mam natomiast jedno przemyslenie - jesli jzu nie kochasz, nie zwalaj winy na innych, ok?
                    """

                    Proste jak banan.
    • tricolour Zrobił sie interesujący wątek... 25.02.14, 23:51
      ... bo kilka pań próbuje bronić śmierdzącego kobiecego lenia zamiast zwyczajnie przyjąć do wiadomości, że czasem zdarzają się śmierdzące kobiece lenie tak samo jak zdarzają się śmierdzące męskie lenie.

      Które to lenie męskie i śmierdzące oczywiście obrzydliwe są z definicji...
        • tricolour Nie mam żadnego dowodu... 26.02.14, 08:20
          ... ale tak samo nie mam żadnego dowodu na to, co Ty - bez urazy - sama napisałaś. Zwyczajnie uznajmy domyślnie, że jeśli ktoś coś pisze, to pisze swoją prawdę. Tak jak ją widzi. I wychodzi na to, że kobieta mająca duże dzieci od lat nie pracuje, co jest - jak pisze Pies - powodem rodzinnych problemów.

          Na forum i w życiu jest tak, że facet z piwem leżący przed TV nie tylko jest naturalnym obiektem do porzucenia, ale jego zachowanie usprawiedliwia zdradę. Bo się nie zdradziło męża tylko kopnęło w zad telewizyjne cielsko. W drugą stronę należy przed sądem udowadniać winę kobiety, która dekadę idzie do pracy i dojść nie może. Daleko widać ma. A jeszcze po drodze trzeba się mierzyć z takimi pomysłami, że praca w domu, to wręcz etat. A sąd wręcz w naturalny sposób chce oddać pod opiekę dzieci osobie, która własnych czterech liter utrzymać nie może.

          Ja to nazywam śmierdzącym lenistwem bez względu na płeć.
        • nicol.lublin Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 08:28
          ale takim rozumowaniem dochodzimy do absurdu - tu nie sąd, a forum i dyskutujemy o sytuacji przedstawionej przez psadrogowego uznając ją za obiektywną prawdę. takie prawo forum, że przedstawiamy nasze historie subiektywnie.
          ja wierzę, że można dojść do ściany próbując od 10 lat kompromisu, gdy druga strona ma w dupie nasze zdanie. można przestać kochać choćby dlatego, że porozumienia brak od lat, że się człowiek czuje ignorowany zwyczajnie.

          ja tylko jednego bym się czepiła - czemu dzieci chcesz zabierać? bo żona nie pracuje? chyba za mało? z resztą starsze dziecko ma prawo decydować z kim chce mieszkać.
          • samiec_omega Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 10:32
            nicol.lublin napisała:

            > ale takim rozumowaniem dochodzimy do absurdu - tu nie sąd, a forum i dyskutujem
            > y o sytuacji przedstawionej przez psadrogowego uznając ją za obiektywną prawdę.

            A nie jest obiektywną prawdą ? Sam znam kilka leniwych kobiet, które jedyne co potrafią, to być przy mężu, jak u psa drogowego.

            Obiektywną prawdą są poglądy takie, jak te które napisała mayenna :


            >Panowie zapominają, że praca w domu to tez etat. Strasznie przykro się to czyta. >Niekoniecznie ktoś, kto "siedzi" w domu nie przyczynia się do utrzymania rodziny. To, ze >dzieci są duże też nie oznacza, że żona może iści do pracy.


            Praca w domu to nie jest żaden etat! Zgoda, dzieci w wieku 0-3 lata, OK. Ale potem ?

            Kobieta MUSI być niezależna od mężczyzny!!!! Dom prowadzi się RAZEM, i RAZEM się go utrzymuje! Wiem coś o tym. Parę lat temu zdarzyło mi się otrzymywać zasiłek dla bezrobotnych. Ładnie bym wyglądał , gdyby moja żona miała " etat " w domu. Jest oczywiste, że nie siedziałem wtedy w chacie bezczynnie.

            Znam sytuację, że znajoma siedziała w domu z 15 lat. Jej mąż zginął w wypadku samochodowym. I co dalej ? Z czego żyć panie premierze ? Doopa blada.
            • luciva Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 14:30
              No właśnie. Dlatego wcześniej napisałam, że nie wyobrażam sobie, żeby jakaś kobieta chciała nie pracować.
              Nie mieści mi się w głowie, że można nie mieć tak dalece wyobraźni - wystarczy, że mąż pójdzie w długą, będzie miał wypadek, itd. - i co, zostaje bez kasy totalnie.
              • tricolour Dokładnie tak wychodzi... 26.02.14, 15:01
                ... na tym polega wspólnota małżeńska i obowiązek wzajemnego wsparcia, że jedno dla drugiego stanowi polisę. A to na wypadek połogu, a to na wypadek choroby, a to na wypadek bezrobocia, a to na inne wypadki...

                Dodam też od razu, że małżonek od dekady szukający bezskutecznie pracy nie jest małżonkiem więc nie dotyczy go obowiązek dalszego wspierania w bezskuteczności, lenistwie, bierności itp.
                • yoma Re: Dokładnie tak wychodzi... 26.02.14, 15:11
                  Owszem, jedno dla drugiego stanowi polisę. Natomiast mnie zdziwiło, że Samiec mówi "ładnie bym wyglądał". Rozumiesz. Nie "ładnie byśmy wyglądali", tylko "ja bym". Jednostronność tej polisy mnie dziwi.

                  > > Dodam też od razu, że małżonek od dekady szukający bezskutecznie pracy nie jest
                  > małżonkiem

                  Ostro. Czyli tak jak wyżej, potrzebna wam robotna baba?
                      • tricolour Dokładnie tak... 27.02.14, 14:24
                        ... ponieważ osoba, która siedzi w domu, zamyka się. Zasklepia. Normalnie dziczeje, ze względu na ograniczony świat do czterech ścian, kawałka chodnika i sklepu.

                        Albo inaczej: napisz, co przynosi do domu osoba siedząca w domu?
                        • lampka_witoszowska Re: Dokładnie tak... 27.02.14, 14:47
                          po pierwsze, nie zasklepiłam się, a spędzałam kilka lat z maluchem w domu. Sama, bez towarzyszącej osoby dorosłej. Lubię moją pracę, ale nie mam wrażenia, że akurat praca mnie rozwija - rozwijam się sama, na własną rękę. Praca daje mi radochę z tego co zrobię - podobnie jak zajmowanie się dzieckiem - do tego daje mi pieniądze i kontakt z fajnymi ludźmi. Moje dziecko też jest fajnym człowiekiem, ale jest dzieckiem, nie poświntuszę z nią.
                          Uznaję więc, że pobyt w domu zasklepia zasklepionych ludzi i dziczeją już od dawna dzicy.

                          Po drugie, nie wiem, czy owa pani SIEDZI w domu. Ja miałam marne szanse będąc w domu na to, by obudzić się, usiąść i tak przesiedzieć do wieczora, po czym znowu się położyć.

                          A o jakie przynoszenie do domu Ci idzie?
                          bo ja targałam na ten przykład zakupy, jeśli chodzi ci o fizyczne przynoszenie. Do tego targałam - już w przenośni - odrobinę pieniędzy, jaką zarobiłam. Poza tym dziecko skorzystało: nie chorowało aż tak, rozwijało się radośnie, bez nacisków i bez pośpiechu, z poczuciek bezpieczeństwa i chyba nienajgorzej, skoro teraz jest i spokojna, i radosna, i rozwija się ekstra, i samodzielna. Poza tym póki mieszkaliśmy z niemoim razem mocno się wściekł, jak oceny jego córki - dopilnowanej - skoczyły do góry.

                          Ale ja naprawdę mam świadomość, że ludzie mają różne priorytety.
                          Część stawia na zarabianie. I ok, czemu nie, przecież każdy ma swoje sam życie do przeżycia, może warto aż taką wagę przywiązywać do pieniędzy, skoro nie ma nic innego ważnego na horyzoncie.
                            • lampka_witoszowska Re: Pytanie było jasne... 27.02.14, 15:02
                              no smile to jest chyba dość duża możliwość, że autor wątku ma dość żony jako żony.
                              On nie pisze: moja ukochana żona jest w domu i wszystkim to wychodzi na dobre, ale brakuje kasy. On nie może zmusić żony do pójścia do pracy. Nie ma innej opcji. Nie ma treści: rozmawiałem z nią, że może w takim razie wszystkie obowiązki domowe weźmie na siebie i mocno ograniczy wydatki, czy zajmie się logistyką, czy planowaniem wakacji całej rodzinie, czy cokolwiek, co go usatysfakcjonuje. On ma jedno na celu: niech ona idzie do roboty, bo on chodzi i chodzą inni dorośli.
                              • tricolour Ja wyczytałem co innego... 27.02.14, 15:08
                                ... mianowicie: "Mam żonę, która od lat nie pracuje. Zwyczajnie nie ma ochoty. Wielokrotnie zarówno ja jak i nasi bliscy próbowaliśmy wpłynąć na zmianę stanu rzeczy, ale bezskutecznie. Fatalnie wpływa to na małżeństwo, tym bardziej, że żona nie jest również fanatykiem jeśli idzie o zarządzanie gospodarstwem domowym".

                                A planowanie wakacji to zajęcie na dwa dni w roku. Troszku mało jak na zajęcie dla małżonka. A logistyka... też ambicją nie zwala z nóg.

                                "On nie może zmusić żony do pójścia do pracy" - może, może. Po rozwodzie pani z kopyta weźmie się za orkę na własnym ugorze. Bo ile dostanie alimentów zdrowa dorosła osoba? Pięć stów?
                                • lampka_witoszowska Re: Ja wyczytałem co innego... 27.02.14, 15:18
                                  przecież to planowanie jest w pakiecie, nie jako jedyna czynność big_grin

                                  a tu o ambicję to różnie chodzi, nie jest ambicją też dostać firmową komórkę, samochód i pilnować ustawienia soczków tej czy innej marki na półkach sklepowych, a jednak niektórych szalenie dowartościowuje smile

                                  uznajmy, że ambicją jest robienie dokładnie tego, co daje fajne efekty - i czyniącemu, i światu.

                                  Inna rzecz - ja również wyczytałam: mam baby dość. A że miłość nie ma szans minąć, jeśli jedynym powodem ku temu by był argument: bo ona/on nie idzie do pracy... Tu jeszcze jest masę rzeczy po drodze: motywacja, stopień zaangażowania w życie rodzinne, pracowitość - jak nie na etacie, to w chałupie. I oczekiwań małżonka. A te tutaj są moooocne, oj, mocne.
            • anderikka Re: Zrobił sie interesujący wątek... 26.02.14, 16:21
              samiec_omega napisał(a):
              > Kobieta MUSI być niezależna od mężczyzny!!!!

              Zgadzam się z tym absolutnie, po pierwsze wszystko się może zdarzyć, po drugie (ja akurat) nie wyobrażam sobie siedzenia w domu całymi latami, bez szans na rozwój zawodowy, bez tej świadomości, że idę zawodowo do przodu... Ja już się męczę, gdy przez parę dni muszę poleżeć w łóżku, kiedy jestem chora - na szczęście rzadko się zdarza.
              PS. Na razie pracuję wprawdzie w mało ambitnym miejscu smile ale liczę na zmianę tego stanu rzeczy kiedyś.
              • lampka_witoszowska Re: Zrobił sie interesujący wątek... 27.02.14, 12:26
                oo, właśnie

                ja się zastanawiam, czy aby z tą konieczną niezależnością dobrze mówimy - każdy człowiek niby powinien być niezależny, ale czy w małżeństwie tak jest? to jednak nei jest spółka prawna, tylko związek oparty podobno na miłości - więc oboje są zobowiązani z miłością podejść do swoich przekonan - czyli najpierw muszą umieć sobie to wzajemnie zakomunikować i zrozumieć dodatkowo

                a tak? to słabe, jeśli musimy się zabezpieczać. Zabezpieczać przed wypadkiem drogowym ew. męża, zaraz dojdzie: zabezpieczać przed zdradą, zabezpieczać przed ew. wspólnotą na wypadek rozwodu, zabezpieczać przed każdym przechodniem - a nuż wariat - oszaleć można

                przede wszystkim mają się wspierać - on chce wsparcia w finansowaniu rodziny, ona nie rozumie, on nie rozumie, dlaczego ona nie pracuje, miłość im albo zdechła, albo zdycha powoli - i nie ma co pisać recept dla każdego małżeństwa istniejącego na świecie. Bot o dla Tri baba musi pracować, dla Psa tez, ale dla kilku znanych mi panów wręcz nie powinna, bo on się dobrze czuje tylko jako samiec alfa utrzymujący rodzinę.
              • zmeczona100 Re: Zrobił sie interesujący wątek... 27.02.14, 14:35
                > Niekoniecznie dom prowadzi się razem. Mam inne doświadczenia i na mojej wsi kob
                > iety nie pracując mają więcej pracy i mniej szacunku niż ich mężowie co sobie b
                > imbają 8 godzin na posadzie.

                Bo o tym, czy przynależy szacunek, decyduje wysokość przelewu pt. "Wynagrodzenie za miesiąc..."
                Mogą obydwoje pracować po 8 godzin, ba nawet baba może pracowac więcej, ale liczy się ten, kto dostaje więcej.... Dlatego baby poniekąd są zmuszane (takie oczekiwanie społeczne), aby dokładały się swoim ogarnianiem domu i zapewniały święty spokój, wypoczynek i dobre żarełko dla głównego żywiciela rodziny. Wszak jeśli by sie pochorował albo zaniemógł, to kasy mniej bedzie- znaczy baba winna, bo nie zadbała.

                To tak a propos oczekiwań społecznych i ich wpływu na życie kobiety.
                • lampka_witoszowska Re: Zrobił sie interesujący wątek... 27.02.14, 14:51
                  już pomijam prosty fakt, że zwykle mężczyźni strasznie cierpią, jeśli kobieta zarabia więcej - i sobie ten "uraz" odbijają agresją wobec małżonki

                  oraz pomijam fakt, że nawet jak małżonka zarabia, ale dużo mniej niż małżonek, to często zdarzają się i o to pretensje z jego strony - więc niech baba zarabia, byle nie więcej i nie mniej. Tak dla własnego spokoju - i spokoju rodziny, bo za to mężczyźni jakoś słabiej czują się odpowiedzialni.
    • yoma Re: Niepracująca żona 26.02.14, 15:15
      No dobra Pies, ale daj jakieś dane wyjściowe. Czy ona ma iść do roboty, bo

      - nie starcza wam do pierwszego,
      - masz poczucie niesprawiedliwości społecznej, że ty musisz łazić do roboty, a ona nie,
      - uważasz, że baba powinna pracować, nieważne jak i w jakim charakterze, bo inaczej jej się głupoty trzymają,
      - inne przyczyny?
      • piesdrogowy Re: Niepracująca żona 26.02.14, 15:50
        Ponieważ uważam, że nie można być trochę razem. Skoro razem się mieszka, sypia, sprząta, spędza urlopy, wychowuje dzieci itd., to i razem poddaje się mniej lub bardziej przykremu obowiązkowi pracowania. Taka jest konsekwencja wchodzenia w jakąkolwiek relację. Myślę też, że dużo lepiej jest, jeśli samemu zarabia się na swoją emeryturę, przyjemności, życie i cokolwiek, na co chce (nawet nie musi) się wydawać pieniądze.
          • soledad2 Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:05
            yoma napisała:
            Czyli ma iść do roboty, bo ty chodzisz do roboty?
            ------
            Yoma, ja rozumiem robienie sobie jaj ale zeby przez caly watek?

            Kobieta ma isc do pracy bo jest dorosla - chyba dawno juz - i czas zaczac sie utrzymywac.
            No chyba ze w przysiedze malzenskiej jest czarno na bialym: "i bede cie utrzymywal az do smierci" zlozone przez meza. Gdyby tak bylo to panowie mieliby przegwizdane ale cos mi sie zdaje ze nic takiego, jednostronnego w przysiedze nie ma.
            • yoma Re: Niepracująca żona 26.02.14, 17:38
              Nie robię sobie jaj, lecz próbuję zrozumieć rozmówców. W poprzednim poście mamy wyraźnie napisane: jemy razem, śpimy razem, sprzątamy razem, to i pracujemy razem.... siusiamy na stojąco razem... ale nie widzę żadnych racjonalnych argumentów na pójście kobiety do roboty poza tym, że panów drażni, że nie chodzi do roboty. No sorry, ale to jakby ich problem, co ich drażni, a nie czyjś, choćby i własnej żony.
              • xciekawax Re: Niepracująca żona 26.02.14, 18:14
                Dokladnie. Zastanawiam sie czy pana by rowniez draznilo zjawisko gdyby on nadal mial "przykry obowiazek chodzenia do pracy" a ona by swoja prace kochala i nie mogla sie doczekac az do niej pojdzie kazdego dnia.

                • lampka_witoszowska Re: Niepracująca żona 27.02.14, 12:31
                  najprawdopodobniej dogryzałby jej na każdym kroku i niszczył jej radość życia

                  nie piszę, że na pewno - ale skoro ma być po równo (nie sprawiedliwie, tylko po równo)... to tak pojmowana niesprawiedliwość siłą rzeczy musiałaby boleć
            • eicron Re: Niepracująca żona 26.02.14, 20:02
              soledad2 napisała:

              > Kobieta ma isc do pracy bo jest dorosla - chyba dawno juz - i czas zaczac sie u
              > trzymywac.

              A ja to sobie zawsze myślałem, że do pracy się chodzi po to aby zarabiać pieniądze lub dla przyjemności smile

              Ludzie mogą tworzyć różne układy małżeńskie. Ja osobiście gdybym był bardzo bogaty, miał żonę, którą bardzo bym kochał i był z nią szczęśliwy to ostatnia rzecz, jakiej bym od niej wymagał to znalezienie sobie pracy. Chyba że by chciała. Nie miałbym nic przeciw, aby zajmowała się domem lub swoimi pasjami.

              Ale tak żeby zmuszać kogoś do pracy tylko dlatego, że jest dorosły, dla jakieś tam zasady - to dla mnie się kupy nie trzyma.

              Choć z drugiej strony w Polsce był kiedyś przymus pracy, ale mnie jeszcze wtedy na świecie nie było, stąd może taka ideologia dla mnie niepojęta wink
              • altz Re: Niepracująca żona 26.02.14, 20:59
                eicron napisał:
                > Choć z drugiej strony w Polsce był kiedyś przymus pracy, ale mnie jeszcze wtedy
                > na świecie nie było, stąd może taka ideologia dla mnie niepojęta wink

                Czy uważasz, że autor ma teraz przez najbliższe pięć lat prawo nie chodzić do pracy, po prostu przestać zarabiać? Taka symetryczność. smile
                  • mayenna Re: Niepracująca żona 26.02.14, 22:52
                    yoma napisała:

                    > A czemu nie? Może. Tylko skoro już tworzy z tą żoną tę podstawową komórkę społe
                    > czną, to wypadałoby ustalić wspólnie nowy podział zajęć (czyli pracy).
                    Słuszna uwaga. Wypadało by też zastanowić się, na co zwróciłas uwagę, czemu tak koniecznie chce, żeby żona pracowała. Na razie to wygląda na "chcę bo chcę po równo". Ja pracowałam. Mąz też. Niby razem, a jednak dom i dzieci były po mojej stronie do obrobienia. jednak jakby się go ktoś pytał, to on pomagał.
                    Z mojego doświadczenia wynika tez, że nastolatka trzeba bardziej pilnować niż malucha. Dobrze jak jest ktoś w domu i ma pieczę bo to bardzo trudny wiek
                    Praca w domu to nie tylko sprzątanie.
                    Po 10 latach przerwy, po dwóch urlopach wychowawczych. powrót do pracy jest trudny. Ona praktycznie zaczynałaby od zera. może nie ma na to ochoty? Nie piszesz nic o wykształceniu żony.
                    Porozmawiaj z nia. Sam nie potrafisz mówić o tym co czujesz w związku z problemem. zasłaniasz się argumentami, które nie odkrywają istoty problemu dla ciebie.
                    Jak już wymienisz żonę na pracujący model to jak bedzie? Myślisz, że to cie uszczęśliwi? Czy to etap, że nie chcesz po prostu tej dawnej zony, bez względu na powody?
                    Próbowałeś terapii małżeńskiej?
                    • eicron Re: Niepracująca żona 27.02.14, 06:11
                      mayenna napisała:

                      > Jak już wymienisz żonę na pracujący model to jak bedzie? Myślisz, że to cie usz
                      > częśliwi? Czy to etap, że nie chcesz po prostu tej dawnej zony, bez względu na
                      > powody?

                      Ja bym dokładnie tak obstawiał smile Szukanie potwierdzenia własnych poglądów - pretekstów które bardzo pięknie brzmią.
                    • luciva Re: Niepracująca żona 27.02.14, 08:42
                      Dodajmy, że ona wg niego nie pracuje 10 lat, z tym, że młodsze dziecko też ma 10 lat.
                      Odejmując czas na macierzyński, wychowawczy, do czego miała prawo, może nie było żłobka, babci, może zdrowie dziecka nie pozwalało, może nie stać było na nianię - jakieś 3 lata, a może ciut dłużej, bo w pierwszy rzucie dziecko nie dostało się do przedszkola (a obowiązek jest od 5 lat) to ona nie pracuje jakieś 7-5 lat tak naprawdę
                        • tricolour Myślę, że koniec studiów.. 27.02.14, 10:41
                          ... a właściwie stanowisko prezesa KGHM jest takim cenzusem. Inaczej matka musi dupę podcierać aż do prezesury.

                          Tyle, że - pomijając sprawy zawodowe - atrakcyjność wiecznego dupopodcieracza jest zerowa. Ale kto by się przejmował, że kobieta ma w domu rangę przedmiotu...
                          • yoma Re: Myślę, że koniec studiów.. 27.02.14, 16:51
                            Czyli wg ciebie babeczka, po 10 latach niefunkcjonowania na rynku pracy, ma radośnie na ten rynek wrócić, bo w domu mało ambitne funkcje wykonuje.

                            Raz - nie ma obowiązku spełniania ambitnych funkcji. No nie ma i już. Wolna wola babeczki mieć w dupie ambitne funkcje. Dwa - babeczka rewelacyjnie się zrealizuje na ambitnym stanowisku, a i to jak naprawdę dobrze pójdzie, biurwy za 1500 brutto, bo najwyżej na to może w tej chwili liczyć. Ona będzie sfrustrowana i wściekła, a dzieciaki będą latać z kluczem na szyi.

                            Dlatego tylko, że część społeczeństwa z jej własnym mężem włącznie uważa, że kobieta MA pracować (i to pewnie jeszcze na etacie), bo tak. A ja po raz enty pytam, dlaczego tak? Bo nadal nie widzę racjonalnych argumentów za tak poza tym, że tak.

                            Nb przypomina mi się moja śp. babcia, która się modliła, żebym znalazła sobie "porządną pracę, taką od 8 do 16". Że pracowałam w sposób nienormowany, bywało, że od tej 8 do 3 rano, to babci nie obchodziło smile
                            • piotrfm123 babeczka i Golden Rule 27.02.14, 17:37
                              yoma napisała:
                              > Czyli wg ciebie babeczka, po 10 latach niefunkcjonowania na rynku pracy, ma rad
                              > ośnie na ten rynek wrócić, bo w domu mało ambitne funkcje wykonuje.

                              Niekoniecznie. Jakies ponad 3 tys lat temu wymyslono zasade wzajemnosci.
                              en.wikipedia.org/wiki/Golden_rule#Antiquity
                              „Traktuj innych tak, jak Ty byś chciał być traktowany”

                              Lapki do gory Szacowne Panie: ktora chcialaby utrzymywac faceta ktory nie ma obowiazku spelniac ambitnych lub calkiem mniej ambitnych funkcji, albo w tlumaczeniu na nadwislanski:
                              zamiatac podloge w chalupie i wycierac smarki 10latkom?

                              Nie, nie gdybym ci ja byla prezeska na niebie, tylko w realiach PLu / middle class gdzie kazdy 1000PLZ na miesiac moze sie przydac?

                              Sa jakies? Przypuszczam ze watpie.

                              • mayenna Re: babeczka i Golden Rule 27.02.14, 20:49
                                Piotr, nie czytasz. Ja mogłabym, ale pod warunkiem, że nie bylo by bardzo żle finansowo. Co więcej: ja utrzymywałam cała rodzine, w tym męża, gdy nie pracował. Zdarzało mu się to bardzo często, mniej więcej pól na pół. Jakby mnie zastapił w domu i dał komfort spokojnej pracy, bez zastanawiania się czy dzieci jadły, czy nie poszedł w cug i ich nie zostawił dziadkom na głowie to mogłam pracować, a on mógł być w domu.Znam tez mężczyzn, którzy mają taki układ w domu i z oboma mogłabym być. Brak zawodowej pracy na etacie nie zawsze oznacza lenistwo i obijanie się.
                              • lampka_witoszowska Re: babeczka i Golden Rule 28.02.14, 08:21
                                rozumiem, że zgodnie z przywołaną złota regułą (próbuj przynajmniej tłumaczyć na polski przytaczane teksty...) - Ty sam chciałbyś być wysyłany przez żonę i jej znajomych gdzieś, gdzie najwyraźniej nei masz ochoty pójść. I na pewno przekonywałby Cię argument: bo wszyscy tak robią.

                                ja bym mogła. Pod warunkiem, że ja bym była spełniona w moich zajęciach, a on w swoich. I pod drugim warunkiem - nauczyłby dzieci wcześniej wycierać nosy, bo 10latki z reguły sobie z tym już radzą. I pod trzecim warunkiem - miałby lepsze pojęcie o pracach domowych niż Ty, dla którego kończą się one na wycieraniu nosów nastolatkom.

                                BTW - problem w rozmowach większości tutejszych panów polega na tym, że z pełnym poczuciem wyższości są przekonani, że ich punkt widzenia jest bezdyskusyjnie jedyny słuszny. Ciężko z tak nieelastycznymi ludźmi w życiu wytrzymać - może warto się nad swoim podejściem zastanowić? można też nie, skolko ugodno, a wybór należy do posiadacza owego błędnego przekonania wink
                                • piotrfm123 Re: babeczka i Golden Rule 28.02.14, 17:49
                                  lampka_witoszowska napisała:
                                  >cryingpróbuj przynajmniej tłumaczyć n
                                  > a polski przytaczane teksty...)

                                  Nastepnym razem sprobuj przywalac sie do literowek. Bedziesz jeszcze bardziej "merytoryczna"

                                  >Ty sam chciałbyś być wysyłany przez żonę i je
                                  > j znajomych gdzieś, gdzie najwyraźniej nei masz ochoty pójść.

                                  Myjesz za soba muszle klozetowa?

                                  > I na pewno przeko
                                  > nywałby Cię argument: bo wszyscy tak robią.

                                  To niewazne ze ciebia argument "wszyscy myja / winni za soba myc" muszle klozetowa nie przekonuje. Obrzydliwych smierdzieli tez nie przekonuje ze wszyscy sie myja. I na pewno nie chca byc zaciagani pod prysznic. Jak zyc panie Premierze, jak zyc?

                                  > ja bym mogła. Pod warunkiem, że ja bym była spełniona w moich zajęciach, a >on w swoich

                                  Slusznie. Ja to bym mogl byc astronauta (przy spelnieniu pewnych warunkow).
                                  Ale nie jestem, dlatego nie pouczam tychze astronautow jak sie maja zachowac w kosmosie.

                                  > problem w rozmowach większości tutejszych panów polega na tym, że z pełny
                                  > m poczuciem wyższości są przekonani, że ich punkt widzenia jest bezdyskusyjnie
                                  > jedyny słuszny.

                                  Problem w "rozmowach" z kobietami ktorym zupelnie juz odbilo polega na tymze nie przyswoily sobie elementarnego terminu z psychologii. Patrz projekcja.
                                  en.wikipedia.org/wiki/Psychological_projection
                                  pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_%28psychologia%29
                                  Idzie to mniej wiecej tak:
                                  usilujecie bronic stanowiska nie do obrony, bo niky nikogo wbrew jego czy jej woli dozywotnio utrzymywal nie bedzie, a kobieta ma do wyboru znalesc prace jeszcze jako malzonka albo jako osoba po rozwodzie.

                                  Wymyslacie calkiem kosmiczno-zdupne pseudo-argumenty na poparcie w/w stanowiska. Miliony pracujacych kobiet i facetow samodzielnie pracujacych i wychowujacych dzieci nie sa dla was zadna chocby najmniejsza przeslanka aby zastanowic sie czy aby azaliz z pewnoscia 200% kobieta niezbedna jest 24h na dobe w chalupie aby z glodu wszyscy nie padli a dzieciaki nie chodzily szczerbate i obdarte. Pomysly aby zatrudnic malzonke psa poprzez pospolite ruszenie forumowe piszacych tutaj facetow mozna jedynie skwitowac:
                                  "something pojebalos?".
                                  BTWm Dalabys kiedys rade komus z rodziny aby czekala az ktos sie do niej z praca zglosi? po 10 latach bez pracy?

                                  Nastepnie po bronieniu nonsensu z wieksza zaciekloscia niz Kordecki Czestochowy oskarzacie ludzi wytykajacych wam owe nonsensy o:
                                  >Ciężko z tak nieelastycznymi ludźmi w życiu wytrzymać

                                  No ciezko. Jak sie jest tak glupim aby ignorowac wszelkie argumenty zycie musi byc ciezkie. I powinno.
                                  • lampka_witoszowska Re: babeczka i Golden Rule 01.03.14, 09:36
                                    widzisz, w tym problem, że dla ciebie niepracująca żona to jak bycie astronautą. Porównanie pracy do mycia muszli klozetowej... sorry, człowieku. Nie ten sam ciężar gatunkowy. Zaraz padnie argument: wszyscy kradną - i co zrobisz? wink

                                    a na marginesie - cytujesz coś, tłumacz. Kultura wymaga, bo nei każdy tutaj może umie. Chcesz okroić sobie rozmówców albo błysnąć, to Twoja rzecz - ale to nie służy wymianie. To raz. Dwa: nie posiłkuj się wikipedią aż tak nachalnie, to daje mikrą wiedzę. Mówię ci to ja, która psychologię miała jako jeden z przedmiotów kierunkowych. Ale oczywiście możesz wiedzieć LEPIEJ. Szerokiej drogi smile

                                    i wiesz, jak mówiłam: nie pchaj się w zawały. Na grzyba ci to.
                                  • kami_hope Re: babeczka i Golden Rule 01.03.14, 22:53
                                    piotrfm123 napisał(a):
                                    > Problem w "rozmowach" z kobietami ktorym zupelnie juz odbilo polega na tymze ni
                                    > e przyswoily sobie elementarnego terminu z psychologii. Patrz projekcja.
                                    > rel="nofollow">en.wikipedia.org/wiki/Psychological_projection
                                    > rel="nofollow">pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_%28psychologia%29
                                    > Idzie to mniej wiecej tak:
                                    > usilujecie bronic stanowiska nie do obrony, bo niky nikogo wbrew jego czy jej w
                                    > oli dozywotnio utrzymywal nie bedzie, a kobieta ma do wyboru znalesc prace jesz
                                    > cze jako malzonka albo jako osoba po rozwodzie.

                                    Ta Twoja interpretacja to jakas nowo-psychologia. A linki jakie wkleiles nijak pasuja do tematu. Nie rozumiesz o czym piszesz, to lepiej odpusc.
                                    Obok tego, wypowiadasz sie w chamski sposob, naduzywasz epitetow i wulgaryzmow. To swiadczy o Tobie i Twoim poziomie... Wypowiadaj sie z szacunkiem do innych, nawet jesli masz inna opinie.

                                    >
                            • noname2002 Re: Myślę, że koniec studiów.. 28.02.14, 07:53
                              babeczka rewelacyjnie się zreali
                              > zuje na ambitnym stanowisku, a i to jak naprawdę dobrze pójdzie, biurwy za 1500
                              > brutto, bo najwyżej na to może w tej chwili liczyć.

                              Raczej kasjerka pracująca na zmiany. Nawet na sprzątaczkę się nie załapie, bo trzeba mieć orzeczenie o niepełnosprawności.
                • eicron Re: Niepracująca żona 27.02.14, 06:03
                  altz napisał:

                  > Czy uważasz, że autor ma teraz przez najbliższe pięć lat prawo nie chodzić do p
                  > racy, po prostu przestać zarabiać? Taka symetryczność. smile

                  Oczywiście że ma prawo smile Sam powinien jednak ocenić, czy skorzystanie z tego prawa to słuszna decyzja smile
        • luciva Re: Niepracująca żona 26.02.14, 18:24
          A ja jeszcze mam pytania:
          Ile macie lat?
          Jakie żona ma wykształcenie?
          Przed 10 laty pracowała - gdzie? Co stało się potem, wyrzucili ją?
          co odpowiada, gdy próbujesz rozmawiać na ten temat, jak się zwierza Tobie?
          Co zrobiłeś, aby wesprzeć żonę w poszukiwaniu pracy?
          czy gdyby miała teraz wypadek, sparaliżowana od stóp do głów, rozwiódłbyś się?
          • gustavo.fring Re: Niepracująca żona 26.02.14, 18:34
            luciva napisała:

            > Co zrobiłeś, aby wesprzeć żonę w poszukiwaniu pracy?

            Dawał jej przez 10 lat szansę. To dużo. Mało która kobieta dawała by przez 10 lat szansę mężczyźnie, żeby przestał być jej utrzymankiem i poszedł do pracy.

            > czy gdyby miała teraz wypadek, sparaliżowana od stóp do głów, rozwiódłbyś się?

            Były takie badania, że w przypadku nieuleczalnej choroby małżonka/ki ok 90% mężów zostaje z nią do końca życia, a jakieś 30% kobiet zostaje z mężem, reszta odchodzi. To tyle w kwestii ideałów.

            • martishia7 Re: Niepracująca żona 26.02.14, 22:53
              > Były takie badania, że w przypadku nieuleczalnej choroby małżonka/ki ok 90% męż
              > ów zostaje z nią do końca życia, a jakieś 30% kobiet zostaje z mężem, reszta od
              > chodzi. To tyle w kwestii ideałów.

              Mhm, dokładnie tak, tylko zamień płcie miejscami w tym zdaniu. edition.cnn.com/2001/HEALTH/05/14/cancer.divorce/
              • piotrfm123 porzucanie chorych malzonkow 26.02.14, 23:17
                Jeden artykul wiosny nie czyni. Raz faceci porzucaja chore zony a raz nie. A skoro zalezy to od typu nowotworu (brain vs head and neck) i nowsze badania (2012) mowia o rowadze a starsze o samczym porzucaniu (2009) to za cholere nie wiadomo jak jest. Bo jednym artykulem trudno sie onanizowac.

                Dodatkowo 75% malzenstw z chroniczna choroba ma sie rozpadac w USA (przy 55% bez takowej choroby).

                Head and neck
                clincancerres.aacrjournals.org/content/16/20/5019.short
                Brain i SM
                onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/cncr.24577/abstract
                • martishia7 Re: porzucanie chorych malzonkow 27.02.14, 01:04
                  Ale przyznasz, że teza jakoby to kobiety notorycznie porzucały chorych partnerów, jest co najmniej równie mocno z czapy? Bo na razie są badania, które wskazują, że płeć nie wpływa, oraz ewentualnie takie, że jeśli wpływa, to dokładnie przeciwnie.
                  • piotrfm123 Re: porzucanie chorych malzonkow 27.02.14, 02:00
                    martishia7 napisała:

                    > Ale przyznasz, że teza jakoby to kobiety notorycznie porzucały chorych partneró
                    > w, jest co najmniej równie mocno z czapy?

                    Tak jest. Solidarnosc jader / penisow czy jak to zwac to bylaby przeciwrozumcza przeciwwaga na sama wiesz co.

                    >Bo na razie są badania, które wskazuj
                    > ą, że płeć nie wpływa, oraz ewentualnie takie, że jeśli wpływa, to dokładnie pr
                    > zeciwnie.

                    My gut feeling to ze jest prawdopodobne ze kobiety zostaja czesciej przy chorych partnerach.
                    Ale wynikow z USA (patrz bankructwo w wyniku placenia na partnera) czy Arabii Saudyjskiej (spoleczenstwo patriarchalne) nie da sie przeniesc ot tak sobie bez zastrzezen na Polske czy Polakow. Rozny jest poziom ostracyzmu czy mobilnosci.

                    To jest dosc ciekawy program badawczy tak ze moze komus tam hmm, znajomemu z PLu podsune pomysl na grant.
        • kami_hope Re: Niepracująca żona 27.02.14, 23:32
          Ja mysle, ze praca nie ma tu nic do relacji w zwiazku. Bo...
          Dorosla zdrowa osoba, w pierwszym rzedzie powinna byc odpowiedzialna za sama siebie. Nie chodzi tu o umiejetnosc podejmowania decyzji i ponoszenia konsekwencji - chociaz oczywiscie tez, ale przede wszystkim dorosla osoba POWINNA utrzymac sie sama! Jesli tak jest, to mozna myslec o utrzymywaniu innych, czyli powolaniu na swiat dzieci, itd.
          Oczywiscie rozumiem naklady na osoby niepelnosprawne, chore itp. Zas utrzymywanie zdrowej doroslej osoby jest po prostu nieuczciwe.

          Jesli chodzi o zwiazek. Jesli oboje podejmuja wspolna decyzje ze jedna osoba pracuje i to im wystarcza, godza sie na to, to wszystko jest w porzadku.
          Autor watku wyraznie sie nie zgadza na taki uklad.
          Inna sprawa, ze przez caly watek nie pojawil sie ani jeden sensowny argument ze strony watkodawcy co do jego dzialan wspierajacych rozwiazanie problemu. Widze jedynie obciazenie wina i bardzo slaba komunikacje. Uwazam go za wspolodpowiedzialnego danej sytuacji, a to wlasnie dlatego, ze zamknal sprawe na "orzeczeniu winy". Nic ponad to.
    • gustavo.fring Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 26.02.14, 18:37
      Dlaczego baby są takimi hipokrytkami?

      Jak facet nie pracuje, to nierób i leń i w ogóle żaden kandydat na partnera, a jak już przypadkiem jest tym mężem, to dzieciaki pod pachę, alimenty i wiejemy.

      Ale jak baba nie pracuje, oj to na pewno ma Ważne Powody, jest Matką Polką i conajmniej cztery etaty w domu wyrabia prasując i gotując.

      Dlaczego dla kobiet partnerstwo oznacza równowagę tylko korzyści, a nigdy obowiązków?
      • xciekawax Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 26.02.14, 21:22
        ale Halo! jest pelno zwiazkow w ktorych facet zajmuje sie domem, praniem, odkurzaniem, gotowaniem, opieka nad dziecmi, wywiadowkami, zmywaniem itd.... a kobieta pracuje w zawodzie. Wiele kobiet czuje sie swietnie w takich warunkach.

        Mysle ze mylisz narzekanie kobiet na tych facetow co oprocz tego ze nie pracuja to jeszcze wydaja kase na hazard, albo caly dzien z kolegami niepracujacymi spedzaja czas pijac piwo i palac papierosy a w domu nawet lozka nie posciela. To sa dwa rozne przyklady. Nie myl tego!

        • altz Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 26.02.14, 21:57
          xciekawax napisała:
          > ale Halo! jest pelno zwiazkow w ktorych facet zajmuje sie domem, praniem, odkur
          > zaniem, gotowaniem, opieka nad dziecmi, wywiadowkami, zmywaniem itd.... a kobie
          > ta pracuje w zawodzie. Wiele kobiet czuje sie swietnie w takich warunkach.

          Wszystko można, ale trzeba się na to zgodzić. Tutaj takiej zgody nie ma.
      • mayenna Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 27.02.14, 10:46
        Gustaw, jak się umawiamy że chcemy dzieci to ktoś sie nimi po narodzinach musi przez pewien okres zająć. To rodzi tez konsekwencje w dłuższym okresie czasu. Mysl co chcesz, ale jednak macierzyństwo wyklucza kobietę z aktywności zawodowej na kilka lat.Facet póki co nie urodzi i nie wykarmi piersią. Niania kosztuje. W praktyce to jednak jest tak, że kobieta zostaje z dzieckiem w domu na te 2-3 lata, a potem nie ma gdzie wracać.

        Nie znasz tez prawa. !0-ltnie dziecko nie może np. samo chodzić po ulicy, zostawać bez opieki w domu. Nie każdy 14 -latek jest dobrym opiekunem. Sam nacisk na żone i to od momentu urodzenia młodszego dziecka, żeby pracowała to malo. jej trzeba pomóc wyjśc do pracy.
        Mam dwóch przyjaciół, którzy nie pracują. Przynajmniej mieli długie okresy w zyciu, że zajmowali się domem, a zony pracowały. Jakby któremuś odumarła małżonka to jestem następna w kolejce. Biorę z pocałowaniem rękismile A mój niepracujący eks tez jest do wzięcia i jakoś nie mam ochoty na powtórkę z rozrywki bo wszystko zalezy od czlowieka, od tego czy on faktycznie jest leń, czy pracuś, tylko bez etatu.
        • scibor3 Re: Dlaczego baby są takimi hipokrytkami? 27.02.14, 13:53
          > Nie znasz tez prawa. !0-ltnie dziecko nie może np. samo chodzić po ulicy, zosta
          > wać bez opieki w domu.

          A możesz mi pokazać te prawo? Według mojego rozeznania PORD mówi o 7-miu latach i nic się nie zmieniło w tej kwestii od czasów gdy sam chodziłem do szkoły. Zresztą to w moich czasach był niesamowity wstyd być odprowadzanym do szkoły przez kogokolwiek.

          Mówisz o długich okresach. Ile to było? Rok? Dwa? Nie wyobrażam sobie dłuższego okresu. Też znam paru takich panów ale to zawsze wiązało się z rentą i rehabilitacją, po której wracali do pracy a w jednym wypadku z poważną chorobą dziecka (z tym, że ten pan był na tyle zamożny, że mógł sobie pozwolić na niepracowanie).
    • piesdrogowy Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Soledad, 26.02.14, 22:16
      Obrazo - burca, Modmis, Gustavo, Zabelina, Piotr, Nicol, Samiec, Anderikka - wielkie dzięki za Wasze wpisy. Dały mi i do myślenia i do działania. I poczucie, że - jak niedorzecznie by to nie zabrzmiało, zwłaszcza w tym miejscu - że nie tkwię w tym sam. Bardzo jestem za to Wam wdzięczny.

      Wątek mocno się rozrósł i zaczyna pączkować, a jak zauważyliście, nie tyle chodziło mi o roztrząsanie filozoficznych kwestii o rolach i obowiązkach partnerów w związku czy o układanie stosów, co o podpowiedzi w konkretnej sprawie. Dlatego ruszam w drogę. Bom przecież Pies Drogowy smile.

      (Może się na niej spotkamy w weselszych okolicznościach - czego Wam i sobie życzę.)
      • xciekawax Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 26.02.14, 23:07
        Zastanawialam sie czy zwrocisz uwage dla Tricolour zeby Twojej partnerki zyciowej nie nazywal "Kobiecym Smierdzacym Leniem". Ale ty mu dziekujesz za jego slowa.

        Obrzydzenie bierze jak patrzy sie na takiego meza tak nieszanujacego swojej zony. A dwojke dzieci (rowniez Twoich) wychowala. Smutne.... Ale tez pokazuje Twoje prawdziwe oblicze.
          • kasper254 Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 09:21
            1.piesdrogowy wziął sobie dosłownie do serca słowa św. Pawła: "Kto nie pracuje, niech nie je". Tri je uwspółcześnił o wątki ponowoczesne, wynikające z konsumpcjonizmu i wyszło uniwersum: znaczysz tyle, ile masz kasy. Jak kobieta nie przyniesie pieniędzy (może jeszcze powstanie problem pewnego minimum), to się ją wyrzuci z łóżka, albo każe robić karnego loda. Oj! Tri, czy Ty myślisz, czy tylko reagujesz - na bodźce, jak ten - nie przymierzając słynny pies?
            2.Biorąc pod uwagę powyższe nie wiadomo, gdzie są te "ograniczone horyzonty".
            3.Nie każdy może pracować, nie każdy ma to szczęście, a oferta z urzędów pracy niczego nie przesądza.
            • anderikka Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 10:00
              ad. 3
              Nie każdy, ale większość może coś zrobić: wziąć zajęcie pierwsze z brzegu, z czasem podnieść / zmienić kwalifikacje, szukać czegoś, zastanowić się, co umie i jak to można "sprzedać". Słyszałam ostatnio o pani po rozwodzie (ok. 50 lat), która straciła pracę na etacie; zaczęła wypiekać ciasta i sprzedawać je, po jakimś czasie nawiązała stałe kontakty i całkiem dobrze jej teraz idzie, a na pewno jest się w stanie z tego utrzymać.
              • mayenna Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 10:54
                Anderika, próbowales kiedyś żyć z domowego wypieku ciast? Bo ja tak i nie polecam. Najgorsza jest sezonowość klienteli. Nie masz zleceń - nie zarabiasz. masz za dużo to nie jesteś w stanie przerobić. Poza tym sanepid i US jak cię dorwą to masz przerąbane, a nie da się tego zalegalizować. Zyczliwi tez bywają i doniosa chętnie.
                To jedna z bajek na temat pracy. Altzxowi też tu radzono co tez o nie mógłby robic, jak był bezrobotny. tez mu wytykano, że leń bo na pewno praca jest tylko on nie chce jej podjąc.
                • altz Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 16:24
                  mayenna napisała:
                  > Anderika, próbowales kiedyś żyć z domowego wypieku ciast? Bo ja tak i nie polec
                  > am. Najgorsza jest sezonowość klienteli. Nie masz zleceń - nie zarabiasz. masz
                  > za dużo to nie jesteś w stanie przerobić. Poza tym sanepid i US jak cię dorwą t
                  > o masz przerąbane, a nie da się tego zalegalizować. Zyczliwi tez bywają i donio
                  > sa chętnie.
                  Trochę jest w tym prawdy w tym jest. Ostatnio rozmawiałem an temat życia z wypieków, zupełnie realnie. To jest niezwykle trudna decyzja, jeśli się nie ma odłożonych pieniędzy.
                  Są wielkie rejony kraju, gdzie jest trudno wyjść z jakąkolwiek inicjatywą, bo wszyscy robią większość rzeczy sami i zwyczajnie oszczędzają.

                  > To jedna z bajek na temat pracy. Altzxowi też tu radzono co tez o nie mógłby ro
                  > bic, jak był bezrobotny. tez mu wytykano, że leń bo na pewno praca jest tylko o
                  > n nie chce jej podjąc.
                  To jest coś za coś, pewno pani by znalazła pracę, ale musiałaby zostawić samych męża i dziecko i wyjechać, może by im się rozpadło małżeństwo? Możliwe, ale pracę by miała.

                  Z drugiej strony, byłbym bardzo zaniepokojony, gdyby jakaś moja znajoma siedziała z dzieckiem i nie szukała pracy. Nawet nie musiałaby to być żona. Nie ma swoich składek, żądnego zabezpieczenia, mąż nagle umrze, a ona się znajdzie na bruku. Przy naszych malutkich rodzinach, to jest za duże ryzyko. Można nie pracować w krajach dalekiego wschodu, zawsze ktoś pomoże, bo u nich rodzina liczy po 8-10 osób rodzeństwa i więcej, a cała rodzina to często ponad tysiąc osób.

                  U mnie było tak, że po porodzie nastawiłem się na dwa lata pobytu kobiety w domu i zupełnie nic nie mówiłem. Potem zachęcałem do szukania i dokształcania się, szczęśliwie jakoś się ułożyło, chociaż to nie były żądne kokosy, ale dałoby się z tego żyć. 10 lat chyba bym nie wytrzymał. smile
                  • mayenna Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 16:53
                    Tez jestem za pracą kobiet, żeby nie było. Ale ewolucyjnie, nie poprzez rewolucję.
                    Choć jak znam życie, to taka sierota pozostawiona sama sobie po śmierci męża bardzo szybko znajduje kolejnegosmile Albo dziedziczy jego emeryturęsmile bez przesady - da sobie radę.

                    W przypadku Psa chyba bardziej chodzi o powód do wymiany żony, znalezienie potwierdzenia tego, co już on sam postanowił.
                    Odnośnie 'domowego zarobkowania": kwota wolna od podatku to ok.3500 zł rocznie. Da się za to wyżyć? Bo konsekwencje nielegalnego zarobkowania w sytuacji gdy nie przymiera się głodem mogą być bardzo poważne i nie namawialabym do tego nikogo, a szczególnie zony, gdy mamy wspólnotę majątkową.
                  • yoma Re: Zabapo, Later, Tricolour, Errormix, Ann, Sole 27.02.14, 16:56
                    Kurde, wymiękłam...

                    > po porodzie nastawiłem się na dwa lata pobytu kobiety w dom
                    > u i zupełnie nic nie mówiłem.

                    Trzeba było nie rodzić, kobietom to zdecydowanie lepiej wychodzi smile A czy szanowna małżonka, że tak nieśmiało spytam,miała jakieś zielone pojęcie o twoich nastawieniach?