Gość: Marta
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.05.10, 00:36
Pani Justyno!
Bardzo proszę o pomoc...
Wczoraj wieczorem córka (3 l 4 m) wybudziła się ze snu (zasnęła w
samochodzie, obudziła się w domu, po jakiś 15 min.) i zaczął się
koszmar. Wiedziałam już, że natychmiast trzeba założyc jej piżamkę i
jak najszybciej uśpić, ale nie udało się. Na początku chce wody i
nie chce wody, potem umyć zęby, następnie nie chce jej się spać, za
mało bajek i lawina pretensji rosła. To wszystko z płaczem, rykiem,
krzykiem. 1,5 godz. próbowaliśmy jakoś załagodzić sytuację, ale było
tylko gorzej. W końcu wymyśliła, żeby jeszcze umyć dupkę. Ok,
poszłam do łazienki (od początku akcji mijała 2. godz., do północy
zostało z 30 min.), miałam ją rozebrać, ale zmieniła zdanie i
zażądała, by rozebrał ją jednak tata i nie w łazience, a w pokoju.
Byłam już tak wkurzona, że oświadczyłam, że albo się rozbiera (sama
lub z moją pomocą) albo wsadzam ją do wanny w piżamie. W dźwięku
ryków skończyło się na tym drugim (pomysł, jak się za chwilę okaże
wyątkowo niefortunny, skopiowałam od koleżanki). I to był początek
dramatu. Córka przeżyła szok, nie wiedziała co się dzieje, strasznie
przeżyła, że zmoczyłam jej piżamkę. Płacz i krzyki tak się niosły,
że byłam przekonana, że ktoś z sąsiadów zaraz wezwie policję.
Przyszedł mąż (był z niemowlakiem), by ją uspokoić, a ona, z tego
przerażenia, z nerwów, zsikała się. Tym razem dla mnie to był szok,
popłakałam się z bezsilności (że nie umiem poradzić sobie pokojowo z
3-latką) i żalu, że do takiego stanu doprowadziłam własne dziecko;(
Cały dzień dziś mam straszne wyrzuty, że miałam być super matką, a
jestem potworem.
Czy takie zdarzenie zostawia trwały ślad w psychice dziecka? Jestem
przerażona, że tak mogłam skrzywdzić moją kochaną córunię;( Dziś ją
przepraszałam i pytałam, czy mi wybaczy, odpowiedziała, że tak, już
mi wybaczyła...
Dodam, że 2 m-ce temu pojawiło się rodzeństwo i choć z siostry
cieszy się baaardzo, to zazdrość jest duża, choć na szczęście
kierowana sposobem zachowania w stosunku do nas. Oczywiście staramy
się, by jej świat, przyzwyczajenia itp. uległy jak najmniejszej
zmianie, ale wiadomo, że nigdy nie da się, by było tak, jak była
jedynaczką. Jest coraz lepiej, ostatnio tak się cieszyłam, że jest
już dobrze, jeśli chodzi o wybuchy wściekłości, gniewu, płaczu i
wczorajsza noc po prostu pozbawiła mnie jakiejkolwiek radości z
bycia matką. Żałuję, że mam dzieci, skoro wychowam je na
nieszczęśliwe, znerwicowane osoby.