Gość: kasia
IP: *.finemedia.pl
22.07.10, 11:06
Mała potrafi rozpłakać się z byle powodu, wczoraj na przykład było jej
przykro, bo nie chcieliśmy z mężem wiśni, którymi nas poczęstowała i grzecznie
jej podziękowaliśmy. Prawie zawsze płacze kiedy zwracamy jej uwagę, że czegoś
nie wolno robić, albo że nie podoba nam się jej zachowanie. Wiele zakazów
akceptuje szybko po jednorazowym wytłumaczeniu, dlaczego nie wolno czegoś
robić, ale niektóre, najwyraźniej wyjątkowo dla niej atrakcyjne czynności
powtarza mimo zakazów (np.: nie wolno nosić kota, jeśli kot sobie tego nie
życzy; nie wolno odkręcać kranu, kiedy się nie myjemy). Kiedy zrobi coś
takiego, mówię spokojnie stanowczym tonem: "Kochanie, bardzo nie podoba mi się
Twoje zachowanie, przestań", a ona natychmiast zaczyna płakać.
I tutaj pojawia się między mną a mężem różnica zdań: ja uważam, że trzeba w
pierwszej chwili przytulić, pocieszyć i uspokoić (zresztą mała biegnie do mnie
kiedy tylko zaczyna płakać) a potem na spokojnie wytłumaczyć co zrobiła źle,
wysłuchać co ma do powiedzenia, ewentualnie przypomnieć, że jak się zrobi coś
brzydkiego, to trzeba przeprosić.
Mąż twierdzi, że moja reakcja tylko utrwala złe zachowanie i że takie
przeprosiny nie mają żadnej wartości. Albo ignoruje ten płacz, albo mówi do
niej podniesionym głosem (reakcja małej: "tata jest na mnie zły!" i jeszcze
głośniejszy płacz). Uważa, że jeśli teraz "nauczymy ją płakania", to będzie
taka przez całe życie.
Jestem pewna swojej racji, tylko jak go przekonać, że robi małej krzywdę swoim
zachowaniem? Czy ten płacz jest kolejną fazą rozwojową (bunt trzylatka?!!),
czy wynika z czegoś, co robimy źle?