Dodaj do ulubionych

plac zabaw

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.10, 15:16
Póki jest słonecznie, dużo czasu spędzamy na dworze, często na placu zabaw, na którym codziennie przed południem spędza czas mnóstwo małych dzieci, od roku do 2,5 lat z mamami, babciami, opiekunkami.
Często zastanawiam się nad swoim zachowaniem na tle zachowania innych opiekunów. Mój synek ma 21 miesięcy, uważam, że wymaga jeszcze pilnowania, żeby nie stała mu się krzywda, więc chodzę za nim po placu, czasami trzyma mnie za palec, ale częściej stoję lub idę kilka metrów za nim. Nie pomagam przy wchodzeniu na krawężniki, schodki itp., nie asekuruję non stop na zjeżdżalniach, ale jestem blisko w razie czego. Czasem proponuję, żebyśmy poszli na to czy inne urządzenie, albo do piasku, czasem on sam coś wymyśla. Ale ogólnie cały czas pilnuję, żeby nie wszedł pod huśtawkę, by nie wdrapał się na najwyższą zjeżdżalnię bez zabezpieczeń, bo potrafi tam wejść itp. Większość innych opiekunów postępuje całkiem inaczej - siedzą razem na ławkach, rozmawiają ze sobą, WCALE nie rozmawiają z dziećmi, nie wymyślają im zabaw, nie zainteresują niczym nowym, co można by jeszcze porobić, mam wrażenie, że zwracają uwagę tylko wtedy, kiedy któreś dziecko wejdzie na najwyższą zjeżdżalnię, przeznaczoną zdecydowanie dla starszych dzieci i krzyczą z odległości 20 metrów, żeby się nie wychylały, tylko zjeżdżały itp. Czasem zdarza się, że ja lub ktoś inny, kto zajmuje się dzieckiem podobnie jak ja, musi ratować z opresji 14-15 miesięczne cudze dziecko, które np. wdrapało się na karuzelę i nie potrafi zejść. Jest też pewien dziadek-aktywista, który organizuje zabawę nie tylko swojemu wnuczkowi, ale często wtyka do ręki łopatkę czy jakieś autko tym biegającym samowolnie dzieciom, podejrzewam, że szkoda mu tych dzieci, podobnie jak mnie.
Dla mnie granicą swobody na placu zabaw jest bezpieczeństwo dziecka mojego i innych, którym moje może zagrażać. Te dzieci biegające samodzielnie przez 2-3 godziny mają mniej-więcej po 2 lata, może 2,5. Kilka razy widziałam już drobne wypadki z ich udziałem - upadek z ławki, krew z nosa, duże dziecko przewracające się na małe, spuszczenie wózka z pochylni na bawiące się u dołu pochylni inne dziecko. Czy należy chronić dziecko od takich wypadków, czy pozwolić, żeby poznawało te "cięższe" aspekty życia nabijając guzy na placu?
Poza tym, pomijając już kwestię bezpieczeństwa, uważam, że od czasu do czasu warto podsunąć dziecku pomysł, który potem samo może rozwijać, jeśli widzę, że chodzi bez celu i ewidentnie się nudzi, poza tym pewnych fajnych rzeczy małe dziecko nie potrafi zrobić samo, np. przejść po równoważni, co jest dobrym ćwiczeniem, ale trzeba wtedy pomóc dziecku.
A więc gdzie jest złoty środek?
A uczenie się zachowań w grupie dzieci? Też uważam, że trzeba być w pobliżu, żeby eliminować zachowania typu popychanie, bicie itp., zabieranie zabawek, bo z tego co obserwuję, tak małe dzieci zostawione same sobie uczą się siłowego rozwiązywania problemów.
Co o tym sądzicie? Nie pytałabym, gdybym nie była naprawdę jedną z niewielu podobnie myślących na naszym placu. Może to ja wychowuję chłopca niesamodzielnego?
Obserwuj wątek
    • Gość: mamajasia Re: plac zabaw IP: 195.8.217.* 08.10.10, 15:25
      Jak moj synke mial 21 miesiecy, to tez za nim chodzilam. Chcialam byc w poblizu "w razie czego":) jednak odkad skonczyl 2,5 roku ( moze troche wiecej) zupelnie nie potrzebowal mojej asysty. Wolal bawic sie z innymi dziecmi niz ze mna. Zawsze upatrzyl sobie jakas kolezanke czy kolege i z nimi biegal, zjezdzal, robil babki, etc.
      Teraz ma prawie 4 lata i ogolnie idac z nim na pl zabaw biore ksiazke, bo inaczej bym sie zanudziła:) Jesli jednka na pl zabaw nie ma dzieci, co czasem sie zdarza, wowczas ja organizuje synkowi zabawy:) jednak widze,ze preferuje on od roku towarzystow innych dzieci. I nie wazne ile te dzieci maja lat, czy poltora roku czy lat 10, wazne zeby byly:)
      • Gość: Ewelina Re: plac zabaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.10, 15:31
        W takim razie chyba jestem dla tych innych opiekunów za surowa, a może za pół roku też będę klachała na ławce z nimi, może to faktycznie kwestia kilku miesięcy i młody zacznie bawić się beze mnie. W domu od dawna potrafi bawić się samodzielnie.
        • Gość: mamajasia Re: plac zabaw IP: 195.8.217.* 08.10.10, 16:00
          Mysle,ze do pewnego wieku nie da sie dziecka zostawic samego na pl zabaw, bo mogloby rzeczywiscie zrobic sobie krzywde. Np. moj synek do pewnego momentu nawet chcial zebym byla blisko , jak np. zjezdzal na zjezdzalni. Ale po kilku miesiacach nagle gdy stalam obok, mowil ,zebym sobie poszła , bo on juz "chce sam", bo on 'potrafi":)
          Wczesniej synek tez chcial aby z nim robic babki i spedzac czas, a nagle wolał inne dzieci, a ja nawet jesli cos proponowalam to on chwilke sie ze mna pobawił i zaraz pytal czy moze isc do dzieci sie bawic:)
          Takze mysle,ze czas na samodzielnosc przyjdzie i wowczas tez bedziesz siedziec na lawce.
          Jedyne co ja zawsze robie to siedze tak aby zawsze miec synka w zasiegu wzroku.

          Przyznam,ze moje dziecko zawsze ladnie sie bawilo samo w domu , a ostatnio czesciej np. chce zebym sie z nim bawila, widocznie przyszedl taki czas, ze potrzebuje:)
          D
    • Gość: niebioska Re: plac zabaw IP: 195.117.224.* 08.10.10, 16:43
      ha, chyba 2 dni temu zastanawialiśmy się, czy przypadkiem nie jesteśmy przewrażliwieni :). też chodzimy w zasadzie krok w krok za młodym (17 m-cy), podczas gdy część dzieciaków w podobnym wieku biega już samopas. ale nie wybaczyłabym sobie, gdyby dzieciak wszedł w zasięg huśtawki, czy skądś spadł. poza tym robię za obrońcę uciśnionego ;), gdy jakieś dziecko chce mu wyrwać z rąk zabawkę. i najczęściej to ja muszę informować agresora, że tak nie wolno, bo jego mama/tato/babcia siedzi na ławce i nie słyszy o co biega. najpewniej też, gdybym nie była obok - młody próbowałby takich samych zachowań.
    • moonik1 Re: plac zabaw 08.10.10, 21:36
      Mam ten sam problem, juz kiedys tu o tym pisalam. Moj ma 19 mcy i nadal muszę być w poblizu. Nawet jak jest znana zabawka, to potrafi coś takiego wymyslec, ze moglby sobie np. zęby wybic (ostatnio eksperymentował z jakimś nowym sposobem poruszania się na takim samochodziku, który zna juz od 4 mcy i tam go juz nie musialam tak pilnowac. A tu zonk - tak walnął buzią o kierownicą, ze dobrze, ze zęby całe, uf).
      Inna sprawa, ze moj synek nie chce się bawic z innymi dziecmi, woła mnie i mam być i koniec. Mi daje jakies kamyki, patyczki, zrywa dla mnei kwiatki itd. Fakt, ze ja ciągle do neigo mówię, opowiadam np. ze tu suche liscie lezą, a leżą bo spadły z drzewa, a zobacz jak szeleszczą itd. Wymyslam tez jakies proste zabawy, zeby mu sięten plac zabaw nie znudził, np. zjezdzalnia raz jest zjezdzalnią, ale potem pod zjezdzalnią mamy tunel, przez któy mozna przebiegac, schowac się itd. Zauważyłam, ze przez to moje gadanie i zabawy inne dzieciaki bardzo siędo nas przyklejają i próbują mnie "na siłę" oderwać od synka i przejąć moją uwagę (co młodego jeszcze bardziej zniechęca do innych dzieci). Nei bardzo wiem wtedy, jak sięzachować. Fajnie by było, gdyby inni rodzice przyłączali sięjakoś do tego, bo bawić 5 dzieci na placu zabaw to nie jest moje marzenie. A innym wygodnie, bo wiadomo, ze dorosla osoba (ja) nie pozwoli, zeby sięcos stało i zareaguje, jesli jest najblizej. I jak tu wybrnąc z takiej sytuacji? Ja zmieniam place zabaw i godziny spacerów, tak, zeby nie było dużego tłoku. Jak jest tylko dwoje czy troje innych dzieci, to jakos bardziej trzymają się rodziców, a może rodzice nie mają z kim pogadać na ławeczce i bardziej poświęcają uwagę dzieciom ;)
    • malyb-aczek Re: plac zabaw 09.10.10, 16:02
      Ja jestem z tych co asystują swemu dziecku na placu zabaw. Starsza ma niewiele ponad dwa lata i nawet jesli usiade na lawce przychodzi i chce cos ze mna robic. Mimo, ze mam mlodsze dziecie w wozku staram sie byc przy starszej jesli mojej inicjatywy w danej chwili potrzebuje. Takze czesto wyglada to tak ze taszcze wozek po nierownosciach i ide za starsza. Ona jeszcze nie udziela sie z wlasnej inicjatywy do wspolnej zabawy z innymi dziecmi, chybaze jest to zabawa w piaskownicy.

      Ale u nas na placu zabaw dominuja opiekunowie siedzacy na laweczkach. Nie neguje tego, bo mam nadzieje ze sama niebawem bede mogla takiemu lenistwu na swiezym powietrzu sie oddac. Ale poki corka mnie potrzebuje to prosze bardzoe, jestem do jej dyspozycji.

      Najbardziej irytuja mnie tacy rodzice, ktorzy siedzac na lawca dra jape do swego dziecka przez caly plac zabaw, ze czegos tam robic nie mozna. Jak obserwuje taka sytuacja (poza tym ze jestem zdenerwowana ze mi male dziecie w wozku obudza) to widze ze takie upominane dziecie nic sobie nie robi z odleglych krzykow rodzica. I zaskakuje mnie to ze rodzic jakos tej "zlewki" nie widza i krzycza dalej...
      • isolek Re: plac zabaw 09.10.10, 16:34
        a ja nie naleze ani do matek przysiadowek ani do aktywistek
        pozwalam dziecku na w pelni samodzielna zabawe. czasem zastanawiam sie ze moze faktycznie zle to wyglada jak mala bawi sie z dziecmi czy sama albo zaczepia mamy innych dzieci ale staram sie tym nie przejmowac.
        corka ma 2,5 roku, jetsem z nia 24 na dobe, bo niepracuje. zazwyczaj przygladam jej sie z boku jestem w poblizu, nie ingeruje jezeli sytuacja nie jest "powazna". niedawno bylismy na poprawinach, mala nie widziala mnie przez prawie godzine( przy czym ja ja widzialam caly czas z odleglosci kilku metrow). pewnie ktos powie ze zle ze sie nia nie zajmuje. celem dla mnie jest uczenie jej samodzielnosci, chce zeby radzila sobie w roznych sytacjach sama,. poniewaz moja stala opieka nad nia stwarza zagrozenie uzależnienia sie ode mnie to probuje racjonalnie temu zapobiec. wyznaje zasade ze za nia zycia nie przecyje i swoje siniaki tez musi sobie nabic oczywiscie rozsadnie. do tej pory zadnych kalectw nie nabyla, oprocz kilku niewielkich siniakow
    • justyna_dabrowska Re: plac zabaw 12.10.10, 12:56
      Jestem zdania że trzeba być w tzw "bezpiecznej odległości" . A która jest bezpieczna to cały czas trzeba weryfikowac i to nie jest łatwe bo szybko się zmienia...
      Dla mnie wskaźnikiem jest to na ile wyręczamy dziecko, na ile mu wprost pomagamy a na ile wierzymy , że samo da radę... Im mniej wyręczania tym więcej samodzielności.
      Rodzic jest więc (dla mnie) raczej taką "siatką awaryjną" dla dziecka a nie na stałe obecną podpórką...
      pozdrawiam
      JD


    • molly_bloom Re: plac zabaw 12.10.10, 16:34
      Mój synek też ma 21 miesięcy. Kiedy szaleje na zjeżdżalni, wspina się na drabinki itp asekuruję go w miarę potrzeby, ale kiedy bawi się w piaskownicy (najczęściej samochodzikami z innymi dziećmi), wtedy siadam z czystym sumieniem na ławce i tylko zerkam jak się sytuacja rozwija. Mamy też w okolicy jeden plac zabaw, który jest ogrodzony, zamykany, wysypany piaskiem, trochę jest też trawnika, a urządzenia są niskie i bezpieczne (dostosowane do możliwości 1,5-2 latków) i tam siadam na ławce, puszczam synka i obserwuję, interweniuję tylko w miarę potrzeby (plac jest malutki, więc mam 3 kroki) i powiem szczerze, że nie tylko nie mam wyrzutów sumienia, ale wręcz jestem dumna z samodzielności synka, bo on naprawdę fajnie bawi się z innymi dziećmi.
      A co do wypadków, to nie ma reguły. My zaliczyliśmy krew z nosa, kiedy byłam na wyciągnięcie ręki. Po prostu wszystko rozegrało się błyskawicznie i nic nie mogłam poradzić. Powiedziałabym nawet, że synek jest bardziej uważny, gdy mnie nie ma w pobliżu.
    • Gość: domza2 Re: plac zabaw IP: *.rzeszow.vectranet.pl 12.10.10, 19:02
      MOja córa ma 16 msc, świetnie biega sama (schodzi i wychodzi także samodzielnie po schodach). Na spacerach asystuję jej tylko tyle ile potrzeba, od zawsze stawiam na samodzielność. Chociaż jest mała, a dzieci w tym wieku bywają prowadzone przez rodziców, moje dziecko jest doskonale rozwinięte fizycznie, być może także dlatego, że nigdy nie było prowadzone. Ja jestem zdecydowanie z tych, co wolą "patrzeć z ukrycia" niż sterczeć nad dzieckiem, podając mu każdą zabawkę do ręki. Dla mnie nie ma nic piękniejszego niż widok samodzielnego dziecka, któremu rodzą się coraz to nowe koncepcje zabaw.

      Jesli chodzi o dzieci starsze, to nie wyobrażam sobie, abym musiała sterczeć nad córką , gdy będzie miała 2,5 roku. Po prostu uważam to za ograniczenia. Pilnowanie z daleka ( zwłaszcza, jeśli dziecko ma już swoich kolegów na placu), aby się nie rozbiło i to wszystko, nie ładowanie się w interakcje z rówieśnikami.
      Ty piszesz, że interweniujesz w każdej sytuacji, gdy Twojemu dziecku ktoś zabiera zabawkę. Zastanów się, czy będzie umiało reagować samo, gdy ciebie nie będzie obok. DLa mnie to przesada.
      Dodam, że gdy pracowałam jako opiekunka byłam przy dzieciach, którymi się opiekuowałam obok, cały czas zabawiając. Byłam też oburzona , że nie wszyscy tak robią... Cóż, wtedy nie myślałam o tym, czego mam nauczyć dziecko długofalowo, a jedynie, co robić, by dobrze się ono bawiło TERAZ. Jako rodzic mam postawę dużo bardziej "luźną". Wierzę, że nauka samodzielności nie idzie w las.pozd
      • lullanka07 Re: plac zabaw 13.10.10, 07:58
        moja corka ma 3 lata i ja nie siedze na lawce tylko chodze za nia.
        plac zabaw jest duzy,ona jest wszystkiego ciekawa,chce zeby ja bujac na chustawce,za chwile zdrapuje sie na zjezdzalnie.nie trzy,mam za reke,nie ingeruje ale jestem obok.
        nie wyobrazam sobie siedziec z daleka i byc zajetarozmowa.
        ale tez nie organizuje malej zabawy,nie wymyslam jej atrakcji,ona sama robi to co chce.

        tak sam zachowuja sie matki maluchow,tylko te ktore maja dzieci 4-5 letnie siedza z daleka,reszta chodzi obok dziecka.
      • Gość: Ewelina Re: plac zabaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.10, 14:02
        Co znaczy w twoim poście dziecko "prowadzone"? Za rękę czy o co chodzi? A co w tym złego, jeśli dziecko trzyma mamę za rękę? Nie mówię tu o nauce chodzenia, bo to inna sprawa, też nigdy "nie uczyłam" chodzenia, samo się nauczyło. Jeśli dziecko samo łapie mnie za rękę, to mu nie mówię "idź, idź, baw się z kolegami", jak zechce, to sam pójdzie w stosownym momencie, nic na siłę. A sama tez czasem biorę za rękę, kiedy przechodzimy przez ulicę lub zwyczajnie kiedy się spieszę, żeby jakoś "ukierunkować" spacerowicza. Ale kiedy mam czas, to pewnie, niech sobie idzie 5 metrów za mną czy przede mną.
        A co do nauki samodzielności, interweniowania w akcjach z innymi dziećmi itp - mówimy tu o niespełna dwulatku, który myśli, że wszystkie zabawki są dla niego. Uważam, że interwencje są konieczne wtedy, kiedy dzieje się coś złego, kiedy dziecko nie rozumie o co chodzi. I moje gadanie jak się dziś okazało, ma sens. Chciał pożyczyć auto koleżanki, to sam wpadł na pomysł, żeby na wymianę podać jej konia na sznurku :) I o to mi chodzi, że dziecku trzeba wytłumaczyć, jak działają kontakty z innymi ludźmi, żeby powoli zaczęło wprowadzać nauki w życie. To o czym mówię nie ma nic wspólnego z wtykaniem coraz to innego samochodzika do rączki i zabawiania dziecka non stop, co mi tu insynuujesz :)
        • Gość: domza2 Re: plac zabaw IP: *.rzeszow.vectranet.pl 14.10.10, 14:52
          Chodzi mi o to, że miałam podobne podejście do Twojego gdy byłam nianią. Wydawało mi się, że stuprocentowe zaangażowanie rodzica/opiekuna na spacerze jest konieczne.
          Teraz , gdy mam już swoje dziecko widzę, jak ważna jest nauka samodzielności, od urodzenia, od podstaw. Mam malutkie dziecko, więc oczywiście jestem przy nim cały czas na spacerze. Jednak , siedząc na murku piaskownicy staram się minimalnie ingerować w to, co dzieje się w interakcje między dziećmi. Nie odbieram wszystkich sytuacji jako "krzywd". Gdy ktoś zabiera coś mojemu dziecku, czekam najpierw na jego reakcję. Podobnie, gdy moje dziecko coś zabiera, czekam na to , co zrobi dziecko, któremu jest coś zabierane. POtem, jesli jestem potrzebna , bardzo minimalnie interweniuję.
          Chodzi mi o to, że JA osobiście pragnę być ZA dzieckiem a nie PRZED nim, co czyniłam z dziećmi, którymi się opiekowałam. Czasem widzę takich nadgorliwych rodziców, którzy non stop gadają w piaskownicy, uprzykrzając zabawę innym dzieciom, prowadzą dziecko z miejsca na miejsce wciąż proponując mu nowe zabawy, nie czekając nawet na to, aż u dziecka narodzi się jego pomysł i jego chęć - a na to trzeba chwilkę cierpliwie poczekać. Jestem z tych rodziców, którzy zadając pytanie 16-msc dziecku czekają na odpowiedź (bo ona następuje), a nie zasypują je gradem pytań, z satysfakcją jak to znakomicie zajmują sie dzieckiem.
          Uderzyła mnie Twoja totalna dezaprobata dla tych rodziców, którzy mogą mieć INNE podejście. Ja mam takie jakie mam, oczywiście uważam je za dobre. Dowodem na to jest to, że córka od 11 msc wiele mówi, a od 12 biega. Jest oceniana jako dwulatka. Uważam, że to zasługa samodzielności i wolności, na którą jej pozwalam.
          • Gość: Ewelina Re: plac zabaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.10, 21:26
            Jasne, ale czasem INNE podejście to właśnie INNE podejście, a czasem BRAK jakiegokolwiek podejścia. Czy rodzice dzieci biegających po zmroku po podwórku prezentują INNE podejście wychowania? Moim zdaniem mało zaprzątają sobie tym głowę.
            Koniec końców obie mamy chyba PODOBNE podejście do naszych dzieci.
            • Gość: domza2 Re: plac zabaw IP: *.rzeszow.vectranet.pl 18.10.10, 09:16
              Zgadza się. Wiem o tym sporo, bo niestety mieszkam na osiedlu, na którym aż się roki od rodzin dysfunkcyjnych. W sąsiadujących z moim blokach mieszkają przeważnie zaniedbane dzieci, błąkające się do późnych godzin w krótkim rękawku...
              Ale ja myślałam, że komentujemy różne style w zdrowych rodzinach. Myślę, że jaad3 dobrze to podsumował.
    • jaad33 Re: plac zabaw 18.10.10, 01:27
      Złoty środek. Pójście z dwulatkiem na plac zabaw i zaczytanie się w książkę jest tak samo złe jak łażenie za nim krok w krok i podtrzymywanie przy każdym zachwianiu. Ja puszczałem i obserwowałem co robi. Jak eksplorował teren albo się czymś zajmował, nie przeszkadzałem. Jak się zaczynał plątać i widać było, że nie wie za bardzo co ma ze sobą zrobić, proponowałem jakąś zabawę albo zmieniałem miejsce. Generalnie uznawałem plac zabaw za miejsce integracji z innymi dziećmi i unikałem celowo zajmowania się dzieckiem na rzecz zdalnego nadzorowania, żeby było bezpieczne. Wyjątkiem było wdrapywanie się na zjeżdżalnię, gdzie ewidentnie potrzebował pomocy, albo wszelkiego rodzaju huśtawki i karuzele - tam tylko ze mną.
      I raczej nie widywałem dwulatków puszczonych samopas - zawsze bez trudu dawało się odnaleźć rodzica - pilnie strzegącego z odległości swojego maleństwa.
      Troszeczkę przesadzasz :) Ale tylko troszeczkę.
      • ancymon123 Re: plac zabaw 18.10.10, 11:49
        Ja czytam, i co jakis czas zerkam gdzie jest mały. Niestety, moment kiedy on sie bawi na placyku to jedyna chwila, kiedy ja mogę zając się czymś swoim np. lekturą. Jak syn czegoś chce to do mnie przychodzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka