Pomocy!:)

21.01.12, 21:04
Przeklejam z emamy. Może Wy jeszcze coś poradzicie:
Potrzebuje pomocy w takim temacie: mój prawie roczny synek ostatnio przechodzi samego siebie! Trochę zwalam to na liczne atrakcje w ostatnim czasie: 3-dniówka, dłuższy pobyt jednej z babć u nas, ale to chyba nie tylko to. Pierwszy koszmar już z rana: ubieranie. Rzucanie się po łóżku, nie pomaga tłumaczenie, zabawianie, śpiewanie. Wczoraj się poddałam i zrezygnowałam ze spaceru! Pełno go wszędzie, ale taki ma chyba temperament i to rozumiem. Ale wszelkie zakazy kończą się rzucaniem na podłogę i płaczem. Nie wiem co robić w takich sytuacjach, jak biorę go na recę odrzuca głowę do tyłu i złości się jeszcze bardziej. Nie pobawi sią sam ani przez chwilę, ktoś cały czas musi być z nim. Nie ma mowy o ugotowaniu obiadu, zrobić mogę coś tylko wtedy jak śpi. MAm ogromną pomoc ze strony męża, ale boje się że moze ja coś robię źle i on tak reaguje. Staram się być cierpliwa, tłumaczyć, ale on chyba na tłumaczenie jest jeszcze za mały. Nie wiem jak reagować na jego złość, jak zmienić mu pieluchę żeby nie było taaakich wrzasków, jak wyjść normalnie na spacer! Pomóżcie.
    • joshima Re: Pomocy!:) 21.01.12, 21:29
      Obawiam się, że zachowanie Twojego dziecka jest raczej typowe dla tego wieku. Nie da się znaleźć żadnego przełącznika, który przywróci dziecko do stanu pożądanego. Taka jest kolej rzeczy i następny etap rozwoju. Skoro nie chce być brany na ręce, kiedy się złości to go nie bierz. Bądź blisko, żeby wiedział, że go nie odrzucasz i czekaj cierpliwie az mu przejdzie. Potem mu powiedz coś w stylu: "widziałam, że się rozzłościłeś". To pierwszy krok do nauczenia dziecka rozpoznawanie emocji, które własnie zaczął przezywać a niestety wcale nie umie wyrażać, a w szczególności panować nad nimi. Tylko nie przesadzaj z tym tłumaczeniem. Tłumaczyć oczywiście trzeba, ale takiemu malcowi to jedno góra dwa zdania. Żeby nie zagadać.

      NA syndrom kleszcz, który moja córka miała dokładnie w tym samym wieku (chyba jakieś nasilenie lęków separacyjnych, czyżby zaczął chodzić?) miałam własny sposób. Opowiem, choć wiem, że wielu osobom się nie spodoba i prawdopodobnie zostanie skrytykowany. Za pomocą chusty, albo nosidła Mei Tai montowałam sobie dziecko na plecach i mogłam zrobić praktycznie wszystko, a dziecko było spokojne i zadowolone.
      • Gość: tuszeani Re: Pomocy!:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.12, 21:59
        Chusta nie zawsze działa. Nasz Młody (obecnie 1,5 roku) był chuściakiem baaaaaaardzo, ale lekko po pierwszych urodzinach przestało go to rajcować. Poza tym on był tak żywiołowy zawsze, że jedyne wiązanie które się u nas sprawdzało to takie które można było w całości zrobić bez dziecka i dziecko wsadzić na gotowe. Na plecy próbowałam go ze dwa razy montować, ale w ogóle nie udało mi się go tak przyblokować żeby dało się przywiązać.

        Z przewijaniem mieliśmy podobnie. Zaczęłam przewijać na siedząco, stojąco, biegająco i krzyk się skończył. Kupę przewijałam na stojąco w łazience (na sedes książeczka i stoi na podłodze przy sedesie) żeby w razie zapaprania łatwo było wytrzeć. Od jakichś dwóch miesięcy ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, Młody na ogół daje się przewinąć na leżąco :)

        Co do ubierania, u nas też jest na ogół krzyk chyba że Młody się nakręci na spacer, to powoli zaczyna działać. Ewentualnie coraz częściej działa propozycja żeby ubrał się sam a mama tylko trochę pomoże ;) A czasem po prostu trzeba przyblokować, powiedzieć że widzę że jest wściekły ale i tak się musimy ubrać bo np. idziemy do lekarza na godzinę, czasami odpuszczam, wyciszam i ponawiam próbę za 10 minut.
        • joshima Re: Pomocy!:) 21.01.12, 22:53
          Gość portalu: tuszeani napisał(a):

          > Chusta nie zawsze działa.
          Ech. Ja wcale nie twierdzę, że zawsze. Wyraźnie zaznaczyłam, że sprawdziła się u mnie.

          > Poza tym on
          > był tak żywiołowy zawsze, że jedyne wiązanie które się u nas sprawdzało to tak
          > ie które można było w całości zrobić bez dziecka i dziecko wsadzić na gotowe.
          Dlatego też w pewnym momencie porzuciłam chustę na rzecz MT.

          > Z przewijaniem mieliśmy podobnie. Zaczęłam przewijać na siedząco, stojąco, bieg
          > ająco i krzyk się skończył.
          A pieluchomajtki?
          • Gość: tuszeani Re: Pomocy!:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.12, 12:47
            > Dlatego też w pewnym momencie porzuciłam chustę na rzecz MT.
            Myślałam o tym, ale musielibyśmy zamawiać na miarę (jesteśmy niscy i standardowego nosidła nie umiemy na sobie wygodnie zamotać) i w końcu się nie zebraliśmy przed moją chorobą, a teraz Młody jest zasadniczo odzwyczajony od noszenia więc nie ma co wracać do tematu. Braki w tuleniu nadrabiamy "wałkowaniem" w poziomie :)

            > A pieluchomajtki?
            Jakoś nigdy się do nich nie przekonałam - kiedyś ze dwie pary wycyganiłam na próbę i wcale nam się łatwiej nie zakładały na naszą wierzgającą ośmiornicę. No ale może to kwestia wprawy, z pieluchami ją mieliśmy na pewno większą.
            • rulsanka Re: Pomocy!:) 22.01.12, 14:08
              Ja jestem niska i miałam mandukę, która sprawdziła się idealnie.
            • Gość: tuszeani Re: Pomocy!:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.12, 14:40
              Fakt że manduki nie próbowaliśmy akurat.
    • miomamamia Re: Pomocy!:) 21.01.12, 22:19
      Tak joshima, od dwóch tygodni zaczął wędrować, w tym momencie robi to już zupełnie samodzielnie. Jest cudownym dzieckiem, uśmiechniętym, lubiącym ludzi, małym "przytulaskiem". Tylko czasem tak daje w kość, że zaczyna brakować mi cierpliwości i serca do niego. Z jednej strony słyszę o konsekwencji, że jak daję mu jeść w krzesełku to ma tam zjeść do końca, a z drugiej strony gdy on z niego praktycznie wyskakuje i zaczyna się atak histerii to nie wiem czy przytrzymaywać go na siłę czy dać sobie spokój. Po prostu nie chciałabym czegoś zawalić:)
      • joshima Re: Pomocy!:) 21.01.12, 22:55
        miomamamia napisała:

        > Tak joshima, od dwóch tygodni zaczął wędrować, w tym momencie robi to już zupeł
        > nie samodzielnie. Jest cudownym dzieckiem, uśmiechniętym, lubiącym ludzi, małym
        > "przytulaskiem". Tylko czasem tak daje w kość, że zaczyna brakować mi cierpliw
        > ości i serca do niego.
        Mnie pomagała mantra w stylu: nic nie trwa wiecznie, to też przeminie :)

        > Z jednej strony słyszę o konsekwencji
        Moim zdaniem żelazna konsekwencja jest przereklamowana.
      • rulsanka Re: Pomocy!:) 21.01.12, 23:31
        "Z jednej strony słyszę o konsekwencji, że jak daję mu jeść w krzesełku to ma tam zjeść do końca, a z drugiej strony gdy on z niego praktycznie wyskakuje i zaczyna się atak histerii to nie wiem czy przytrzymaywać go na siłę czy dać sobie spokój."
        Dać spokój. :) Martwisz się, że się nie najada? To dokarm jak biega... Niektóre dzieci są zbyt ruchliwe żeby móc się najeść i tego nie przeskoczysz. Podrosną i minie. Do siedzenia przy stoliku będziesz przyuczać, gdy dziecko będzie gotowe na taką naukę. A może się najada i chce wyjść z krzesełka, tylko ty chcesz mu wcisnąć resztę zaplanowanej porcji? Tak czy inaczej wypuść, tylko w drugim przypadku nie dokarmiaj "za babcię i dziadka" i "na samolocik"

        "Po prostu nie chciałabym czegoś zawalić:)"
        Im bardziej myślisz, żeby nie zawalić, tym jest gorzej, bo myślisz o przyszłości, której i tak nie da się zaplanować. To tylko stresuje. Nie staraj się też być konsekwentna wbrew własnym odczuciom i intuicji. Konsekwencja bywa dobra, ale elastyczność jest jeszcze lepsza. W byciu mamą liczy się to, co jest tu i teraz. Czyli obserwacja dziecka i siebie. Zawsze wybieraj to, co teraz wydaje ci się dobre, a na pewno nie zawalisz. Tylko trzeba często zmieniać postępowanie, żeby dostosować się do rozwoju dziecka. Dzieci zmieniają się bardzo szybko, a w skokach rozwojowych jeszcze szybciej. Z czasem będziesz wymagać coraz więcej, a na razie chodzi o raczej o to, by tych wymagań było jak najmniej.
        Wydaje mi się, że - tu i teraz - w przypadku twojego dziecka najważniejsze jest zaspokojenie potrzeby ruchliwości, a zarazem bycie ciągle przy mamie. U nas był w tym okresie drugi lęk separacyjny (pierwszy na początku raczkowania). To mija, gdy dziecię poczuje się pewniej na 2 nogach.
        Co do ubierania, przewijania - u nas sprawdzały się zabawy typu "spodnie cię gonią zaraz cię złapią" i ubieranie pomieszane z łaskotkami, masażykami itp. Ubierałam etapami. Przewijanie na stojąco (pieluchomajtki są wygodniejsze w zakładaniu)
        • Gość: tuszeani Re: Pomocy!:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.12, 12:34
          > Dać spokój. :) Martwisz się, że się nie najada? To dokarm jak biega... Niektóre
          > dzieci są zbyt ruchliwe żeby móc się najeść i tego nie przeskoczysz. Podrosną
          > i minie. Do siedzenia przy stoliku będziesz przyuczać, gdy dziecko będzie gotow
          > e na taką naukę.
          Teraz już mogę powiedzieć z pełną świadomością że się z tym zgadzam. U nas krzesełko sprawdzało się może przez pierwsze 2 tygodnie, potem w ciągu 5 sekund Młody już stał i wychodził. Zdecydowaliśmy (z duszą na ramieniu bo wszyscy wokół przestrzegali) karmić w biegu i okazało się że Młody nie jest niejadkiem, ba jest mega jadkiem! Potrafił w ten sposób zjeść więcej ode mnie! Tak naprawdę do niedawna nie miałam pewności czy się to na wszystkich nie zemści w przyszłości, ale gdzieś od dwóch miesięcy Młody coraz częściej z własnej inicjatywy chce siedzieć przy stole tak jak dorośli, ale nie na żadnym krzesełku (przecież nie jest już jakimś dzidziusiem!) ale jak człowiek na prawdziwym krześle albo stołku. I broń Boże żeby ktoś podtrzymywał żeby nie spadł - musi siedzieć SIAM! Tak, teraz dopiero odetchnęliśmy, Młody rzeczywiście dorósł samodzielnie do jedzenia w miejscu (no może jeszcze nie całkiem bo całego posiłku zwykle nie wytrzymuje) a wcześniej oszczędziliśmy jemu i sobie nerwów przy nieudanych próbach unieruchomienia. No i jadł dzięki temu dobrze, potrzeba ruchu była tak wielka że potrafiła całkowicie zagłuszyć głód.
          • Gość: bebe Re: Pomocy!:) IP: *.198.189.109.customer.cdi.no 22.01.12, 13:15
            oo widze,ze temat mi znany
            mamy 1,5 rocznego synka :) bardzo zaluje,ze nie nosilam go w chuscie od malenkosci,bardzo duzo plakal a ja nie zawsze moglam go nosic i tulic. Zaluje,ze nie wpadlam wtedy na ten pomysl,bylby wtedy caly czas ze mna :( no ale trudno
            teraz karmie go tak,jak pisza dziewczyny.najpierw siedzi w swoim foteliku i je sam,kiedy mu sie znudzi i chce wstac-wypuszczam,biega i przychodzi co chwile jesc. Wiem,ze nie usiedzi,Taki ma temperament, jest przeciwienstwem mojej spokojnej dwojki dzieci i musze sie go poprostu uczyc.
            co do histerii-urzadza mi je czesto,kladzie sie na podlodze,wygina jak Twoj kiedy biore na rece.Pozwalam mu wtedy robic to,co chce-czyli klade na podlodze i czekam az mu przejdzie.Ostatnio polozyl sie przed szkola mojej corki w ataku histerii :(

            przeczekac.tak mysle,jak radza dziewczyny.Sa poprostu takie dzieci,od ktorych trzeba sie uczyc jak z nimi postepowac. Czasem rady z forum kaza dziecko zaszufladkowac a przeciez kazde dziecko jest inne i to,co podziala i sprawdzi sie w jednym przypadku,kompletnie nie pasuje do drugiego.Dlatego nie ma jednej prostej wskazowki jak wychowywac dziecko i czasem trzeba isc zupelnie inna,szokujaca byc moze dla kogos droga. Jak w przypadku karmieenia.Wiec zelazne konsekwencje-jak ktos zauwazyl,nie zawsze sa ok.trzeba byc elastycznym i isc za dzieckiem. trudna sztuka...wymaga cierpliwosci :)
            pozdrawiam
    • miomamamia Re: Pomocy!:) 22.01.12, 20:38
      Hmm, mądre Babki jesteście! Dzięki:)
    • pompi-dompi Re: Pomocy!:) 23.01.12, 17:22
      Czytałam kiedyś, że z tym przewijaniem/ubieraniem to jest tak, że ta sama wewnętrzna siła, która pcha dziecko do przezwyciężenia lęku i do rozpoczęcia pokonywania przestrzeni, czyli do raczkowania, wstawania i chodzenia, jednocześnie właśnie wywołuje w nim bunt przed leżeniem na siłę.
      Innymi słowy Natura w nim woła: "musisz wstać! musisz iść do przodu!" i z jednej strony dzięki temu chodzi, a z drugiej biedne mamy muszą się męczyć z pieluszką, bo nie uleży na przwijaku :)
      Ponoć to mija kiedy dziecko już dobrze opanuje nowo zdobytą umiejętność.

      p-d
Inne wątki na temat:
Pełna wersja