Temperament a funkcjonowanie w grupie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.12, 14:46
Mam ostatnio starą-nową wątpliwość. Młody (2l 4m) jest wulkanem energii, nie do wyczerpania, wybuchającej w najmniej spodziewanych momentach. W warunkach domowych jakoś to ogarniamy, trochę jego doginamy, trochę sami siebie do niego.

Problem niestety zaczyna doskwierać w warunkach żłobkowych. Oswoił się już, zaadaptował i powoli zaczyna zachowywać się jak dobrze nam znany Młody Czader a nie jak zupełnie nam obce Spokojne Dziecko z Uśmiechem Realizujące Polecenia ;). No i panie zaczynają się skarżyć. Że biega po szatni jak szalony w trakcie kiedy one ubierają kolejne dzieci. Że podbiega do drzwi. Że nie potrafi usiedzieć przy stoliku z innymi dziećmi, kiedy czekają na posiłek (no żesz, czasem nawet kwadrans czekają, dla Młodego to monstrualna strata jakże cennego czasu, nawet ja bym nie zdzierżyła przy tym stole). Generalnie wszystko sprowadza się do tego, że nie umie czekać w bezruchu kiedy nie dzieje się nic dla niego ciekawego. A inne dzieci się demoralizują i też chcą biegać, skakać i wędrować w czasie kiedy powinny siedzieć na pupach i czekać.

My w domu mocno dostosowaliśmy się do jego potrzeb, staramy się żeby tego czekania było jak najmniej, reagujemy na to że mu się zaczyna nudzić i trzeba zaproponować coś nowego, coby chałupy z nudów nie zdemolował. Tyle że powoli zaczynam się zastanawiać, czy to jest faktycznie dobry kierunek. Czy raczej nie powinniśmy w domowych warunkach uczyć go już tego czekania (kosztem nieuchronnej nerwówki po obu stronach): że trzeba posiedzieć przy stoliku aż mamusia skończy szykować jedzenie, że tatuś musi najpierw spokojnie wypić herbatę (10min) i dopiero potem będzie się bawić z Młodym, że mamusia potrzebuje na śniadanie nie 5 s tylko 5 min, że buty wszyscy wiążemy w progu i niektórzy muszą poczekać aż zawiążą inni (a nie tak jak teraz że mamusia wychodzi z powiewającymi sznurowadłami które wiąże w windzie). Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.

Z jednej strony chciałoby się powiedzieć, że to problem pań które powinny znaleźć sposób na jego temperament. Z drugiej strony trafia do mnie to że w życiu nie będzie tak że wszyscy się będą dostosowywać do jego narwaństwa i on też powinien umieć pohamować swoją energię. I że za rok w przedszkolu problem wróci ze zdwojoną siłą.

Co o tym sądzicie? Jak było/jest z Waszymi dziećmi? Bardzo mnie też interesuje opinia Ekspertów, zważywszy że mają żłobkowe doświadczenia.
    • Gość: domza2 Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 03.12.12, 22:56
      Tuszeani, Ty wiesz, że mamy dzieci podobne, więc napiszę Ci zupełnie szczerze. Ja myślę, że temperament to jedno, ale wychowanie to drugie. Gdy piszesz to mam wrażenie, że w gruncie rzeczy mało od dziecka wymagacie, raczej biegacie na wyścigi, aby przypadkiem nie zdemolował domu. A dziecko, nawet nadpobudliwe uczy się cierpliwości, koncentracji, spokoju. My zdecydowanie od początku uczyliśmy dziecko, że ma respektować nie nasze czy przedszkolne reguły, ale po prostu normalne reguły ogólnoludzkie - bo jak napisałaś, nikt całego świata nie nagnie do naszej ukochanej pociechy. Ludzie odwrócą się od niej jako od rozpieszczonej i w tym sensie to krzywda dla dziecka, gdy rodzic tworzy środowisko domowe sprzeczne ze środowiskiem społecznym. My nawet w tym kontekście wykorzystywaliśmy pracę pań w przedszkolu, tzn,. dziecko łatwo weszło w przedszkolne reguły, ale w domu chciało dalej " po dawnemu" rządzić się po swojemu. Więc te jej pozytywne przedszkolne nawyki wykorzystywałam i wykorzystuję do dziś, mówiąc "teraz robimy to i to, tak jak w przedszkolu", w sobotę mówię często, że śpimy , bo przecież o tej porze śpi się w przedszkolu - i to działa. Ujednoliciłam środowisko domowe z przedszkolnym odkąd córa jest w przedszkolu, aby było bardziej spójne, aby wymagania były podobne, jasne. Tym bardziej, że jestem maksymalnie ZA naszym przedszkolem, zasadami i naszymi wychowawczyniami. One mi niejako pomogły w wychowaniu dziecka. I nie wstydzę się do tego przyznać. Bo sama mam mało takiej konsekwencji, ja jestem człowiek " z fantazją":))) Moim zdaniem , należy dziecko od małego chować do świata - tworząc odmienne od wszystkich reguły domowe można łatwo zamknąć dziecko na świat. Nawet tak prozaiczne sytuacje jak wyjście z dzieckiem w gości może nastręczać problemy. No bo np. trzeba będzie usiąść przy stole i zjeść posiłek, a dziecko nie umie, bo w domu się nie wymaga siedzenia przy stole ze wszystkimi. To problemy dla Was, ale szczególnie dla dziecka. Szczególnie, gdy ludzie zamkną się na Wasze dziecko. Oczywiście, ja nie prognozuję, ale dywaguję.
      Inna sprawa, czy dziecko nie jest faktycznie nadpobudliwe. Ale to okaże się później. pozdr
      • Gość: tuszeani Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.12, 09:46
        Dzięki za szczerość :) Twoje przemyślenia są dla mnie szczególnie istotne, bo jak napisałaś, zmagacie się z podobnymi problemami.

        Myślę, że jest dużo prawdy w tym co piszesz, ale już coraz mniej na szczęście.

        To nasze dziecko jest strasznie nierówne tzn. bardzo często (czytaj: jak się stara) potrafi wyróżniać się wśród rówieśników "ułożeniem" i empatią (np. z własnej inicjatywy podzielić się zabawkami, żeby drugiemu dziecku zrobić przyjemność). Często jest tak, że ludzie widząc "wersję demo" dziwują się, o czym w ogóle rozmawiamy.
        Zasadniczo, poza domem mamy problem nie z typowym "rozwydrzeniem", a głównie z większą niż u rówieśników nieumiejętnością czekania, bycia w bezruchu i bezczynności.
        W domu za to mamy permanentne próby dyktatury i to co już funkcjonuje dość dobrze na zewnątrz, w domu zwykle siada.

        Teraz, z perspektywy pierwszych dwóch lat, widzę, że za bardzo skupiłam się na odpowiadaniu na jego potrzeby, a za mało na kanalizowaniu wybujałego temperamentu tak, żeby nie naruszać potrzeb innych. Na szczęście mój mąż ma dużo "twardsze" podejście i jakoś się równoważymy pod tym względem. A teraz moje poglądy też ewoluują, więc być może trzeba się będzie pilnować, żeby nie przegiąć w drugą stronę.

        My też dużo korzystamy z dobrodziejstw wychowania żłobkowego i też uważam, że panie pomagają nam wychowywać nasze dziecko. Niestety Młody na razie choruje na tyle dużo, że nie mamy ciągłości. Ale dziś np. ponownie zaczynamy ze spaniem w żłobku, tym razem bez mamy czekającej w szatni ;)

        Widzę dużą trudność z uzyskaniem sensownej porady od ludzi, którzy nie znają zbyt dobrze naszego syna. Chodzi o to, że standardowe metody działają na standardowe dzieci, a u nas nie są wystarczające. Ludziom, z którymi rozmawiamy, trudno sobie wyobrazić że dziecko może "aż tak" dawać do pieca i być oporne na te standardowe metody. Myślę, że stąd u większości osób skłonność do wzmacniania we mnie tych tendencji do nadmiernego skupiania się na bieżących potrzebach dziecka.

        Nie wiem, czy czyta jeszcze to forum Sher, z którym się wielokrotnie nie zgadzałam. Teraz widzę, że wiele jego doświadczeń u nas właśnie ma zastosowanie. I z różnych pozycji książkowych, które przeczytałam, źródłem najlepiej działających metod jest książka polecona przez Shera, czyli "Kiedy pozwolić? Kiedy zabronić?", choć nie ze wszystkim co ta książka proponuje, zgadzam się.
        • Gość: domza2 Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 04.12.12, 22:02
          Hehe, Tuszeani, ale się uśmiałam z tym Scherem, że go wspomniałaś, bo ja TAKŻE obecnie idę coraz bardziej w jego stronę i też ostatnio o nim myślałam i wspominałam nawet na forum:).
          Oczywiście, że to nie Wasz wymysł, że dziecko jest takie, nasz też nie i też wszyscy postronni wiedzą od niemowlęcia jak było, jak jest teraz... To nie wymysł. Ale wiesz co, powiem jeszcze, że widzę także nie tyle podobieństwo w naszych dzieciach, ale w nas - mamach tych dzieci. Już nieraz o tym myślałam, że Ty i ja (może się nie zgodzisz, to moje refleksje) jesteśmy raczej nadopiekuńcze, przewidujące, bardzo skupione na dzieciach, chcące uprzedzić wiele jego błędów, kroków... oddałyśmy im wiele władzy, własnego normalnego komfortu, a teraz niestety "cierpimy". My się zreflektowaliśmy z mężem całkiem niedawno, że nasze metody to tak naprawdę żadne metody, bo dziecko rządzi nami i tyle. Że pora postawić ostrzejsze granice, wyznaczyć także kary ( a miałam wychowywać bez karania). Mąż mówi o "przykręceniu śrubki" - niestety, sam taki sam jest konsekwentny jak i ja, czyli bieda. Tzn. my te granice stawialiśmy, ale chyba bardziej gadając niż coś robiąc, narzekalismy, biadolilismy nad tym, że się dziecię nie słucha, nie umie poczekać, jest władcze, ale czyny za tym szły słabe. Ciagle i bardzo mocno pracujemy nad swoją nieuległością (TAK, tak!), bo mamy problem ze zbytnią łagodnością, wiecznym "rozumieniem" dziecka. U nas to jest tak, że cokolwiek dziecko nie zrobi, ja je zawsze rozumiem, zresztą mąż też. Zawsze mówimy "jest zmęczona", "na pewno jest głodna", "trudno dziecku w tym wieku zrozumieć....", "ona po prostu chciała....", a potem wieczorem jak widzimy "Balladę o Januszku" to trochę się łapiemy za głowę. Ja widzę wyraźnie, że mam z tym problem, bo swoich studentów też zawsze tłumaczę (co ztego, że nie chodzi skoro umie/ może nie umiała, ale zawsze chodzi, jest sympatyczna), więc obecnie pracuję nad większymi własnymi wymaganiami wobec otoczenia, więc tyczy się to także i dziecka. Ale to ciężko idzie... Więc nie wiem , naprawdę , piszę Ci to w 200% szczerze, czy same nie wyhodowałyśmy tych naszych trudnych egzemplarzy. :) pozdrawiam cieplutko
          • Gość: domza2 Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 04.12.12, 22:13
            Dodam, nie masz takiego wrażenia, że wszyscy naokoło tak się jakoś mniej przejmują swoimi dziećmi, a zarazem tak mało mają z nimi problemów?... Bo ja mam, i wiem już , jak wiele mi to powinno powiedzieć.
            • Gość: tuszeani Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.12, 22:56
              To prawda, jakoś tak inni mają łatwiej i nie wiadomo do końca co jest skutkiem a co przyczyną ;)
              Na pewno jest tak, że problemy są kwestią subiektywną. Ostatnio była u nas kuzynka z dwoma synami (rok i 3 lata), młodszy się kilka razy o mało nie udławił różnymi fajnymi przedmiotami, które pakował z upodobaniem do paszczy. U nas się jeszcze taka sytuacja nigdy nie zdarzyła, bo my takie przedmioty unieszkodliwiamy już na trasie do paszczy. Ale w tym celu trzeba cały czas delikwenta kontrolować, uświadomiliśmy sobie że my to robimy już automatycznie a ona nie. I każde z nas uważa swoją opcję za normalną i naturalną. Ona po prostu nie ma z tym problemu że jej dziecko wszystko do paszczy pakuje ;)
          • Gość: tuszeani Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.12, 23:04
            Coś w tym pewnie jest, choć ja nadal utrzymuję że u nas tendencje było widać jeszcze od brzucha (oj jak się położne dziwowały że mam na ktg albo całkowicie biało albo całkowicie czarno od szaleństwa Młodego!), ale może tak być, że tendencje były a my je wzmocniliśmy, może trochę na zasadzie samosprawdzającej się przepowiedni.

            U nas jednym z najlepszych wychowawczo okresów był czas rok temu kiedy ja leżałam po operacji a Młodym zajmowała się nasza cudowna opiekunka, taka która z jednej strony umiała skanalizować jego temperament, a z drugiej nie dała sobie wejść na głowę. Trwało to 3 miesiące i potem jeszcze długo procentowało. Między innymi dlatego zapisaliśmy Młodego do państwowego żłobka i zmieniliśmy plany co do mojego powrotu do pracy (miałam jeszcze siedzieć w domu aż do przedszkola a wracam od stycznia). W mniej cieplarnianych warunkach Młody funkcjonuje dużo lepiej, to już widzimy na pewno.
            A i też potrafi nas zaskoczyć, jak dziś, kiedy bez jednej łzy i krzyku protestu, spokojnie i karnie położył się spać z innymi dziećmi i nawet zasnął od razu pierwszego dnia! Nawet panie były w szoku bo szykowały się na walkę ;)
          • Gość: tuszeani Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.12, 23:10
            A i jeszcze: rzeczywiście ja też jestem taka że każdego potrafię wytłumaczyć i nawet nie umiem się na nikogo porządnie pogniewać. Empatia rozrośnięta do monstrualnych rozmiarów ;)
            I nawet warunków głosowych nie mam do tego żeby na kogoś huknąć, jak się zgubię w lesie to mogę sobie krzyczeć, a i tak nikt mnie nie słyszy ;) Huknięcie na Młodego to dla mnie porządne wyzwanie bo w "poprzednim życiu" zupełnie inaczej okazywałam swoje niezadowolenie (w sensie łagodnie co dorosły dostrzeże a moje dziecko nijak).

            Tyle że mój mąż jest inny więc u nas jakaś równowaga jest.
    • Gość: domza2 Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 03.12.12, 22:58
      Acha, a to o czym piszesz to nie funkcjonowanie w grupie, a przystosowanie do reguł i podporządkowanie im.
    • agnieszka.z.lodzi Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie 04.12.12, 10:34
      Myślę, że macie absolutnie normalne dziecko. To dopowiadanie sobie, że jest niestandardowe,nadpobudliwe itp służy Wam. Łatwiej jest, gdy dziecko nie słucha, robi w domu "sajgon" powiedzieć "to taki niestandardowy przypadek", "trudny charakter" niż zakasać rękawy i wziąć się za wychowanie, ustalanie reguł. Dlaczego jedne dzieci tak samo energetyczne, potrafią w żłobku być aniołami, a inne nie? Dlatego, że te pierwsze znają zasady, wiedzą co po tym, jak to dziala. Generalnie dzieci lubią powtarzalność. Jeżeli dziecko od początku jest uczone reguł, to po pewnym czasie zacznie się do nich stosować (nie od razu, to praca). Tak więc, jeśli idziemy do sklepu na zakupy, przed wyjściem tłumaczę dziecku "synku, idziemy na zakupy, będziesz siedzial w wozku, a jak mama zrobi spokojnie zakupy to pójdziemy na samolot". Wchodzicie, w trakcie zakupów dajesz dziecku do rączki jakieś zabawki z półek, żeby spokojnie w wózku siedziało, mówisz do dziecka co kupujesz, itp a po skończonych zakupach dajesz się dziecku wyżyć na samolociku, idziecie na spacer czy gdzie tam, w nagrodę. To może nie działać od samego początku, jak dziecko nie słucha, zabieramy ze sklepu z informacją, ze nagrody nie będzie bo mama nie zrobiła zakupów. Dziecko musi wedzieć, że w domu wszyscy są ważni, nie tylko ono.
      W domu powtarzać, że ma słuchać cioć, robić o co proszą. Jak dostaniesz od cioci sygnał, że dziś ładnie usiadł do stołu - nagroda, choćby w postaci słownej jaka jesteś z niego dumna. Proste komunikaty.
      I szalenie ważne, pomóc dziecku z takim temperamentem się wyszaleć. Czyli nie wymagać, żeby cały dzień było spokojne, tylko po żłobku po powrocie do domu, włącz muzykę, potańczcie, niech poszaleje po swojemu. Nie latać za nim po całym domu, pozabierac rzeczy ktore mogłyby mu zrobić krzywdę i uczyć dziecko naturalnej konsekwencji. Jak coś zepsuje to tego nie ma, nie będzie się tym bawił. Kupować takie zabawki, które pozwolą na kreatywną zabawę zgodnie z zainteresowaniami dziecka.
      Do tego dużo rozmów, tłumaczenia, miłości i stanowczości.
      • Gość: tuszeani Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.12, 11:11
        To że nasz syn jest na tle rówieśników dużo bardziej energetyczny i temperamentny, to nie jest nasz wymysł, tylko informacja którą dostajemy od samego urodzenia od otoczenia, kiedy go trochę lepiej pozna. Od lekarzy, psychologa, pedagogów, bardziej znajomych doświadczonych rodziców ("będziecie mieć z nim trudno", "człowiek ruchu", "człowiek czynu" to tylko najdelikatniejsze teksty). W zasadzie to nawet już u mnie w brzuchu było widać co będzie dalej (zdarzało mu się np. wykopać pelotę w czasie ktg).
        W tym sensie nie uważam, żebyśmy sobie dorabiali ideologię do braku starań w wychowaniu.

        Natomiast masz rację, że łatwo jest sobie powiedzieć, że się nie da wychować, bo nasze dziecko jest niestandardowe i umyć ręce. I tu nie twierdzę, że czasami się za łatwo nie poddajemy, właśnie po to tu piszę, że szukam tej granicy do której trzeba łupać kamienie a poza którą nie warto wychodzić, bo pewnych cech dziecka się nie przeskoczy. Chodzi o to że przy tych samych metodach wychowawczych inne dzieci są już dawno "ustawione" a nasz nadal hula jak chce więc sztuką jest mądrze rozstrzygnąć, czy dalej dokręcać śrubę do poziomu który u innych dzieci nie jest w ogóle potrzebny, czy uznać że nie ma sensu bo lepiej już i tak nie będzie, a złamie się charakter dziecka.
        • agnieszka.z.lodzi Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie 04.12.12, 11:19
          Przede wszystkim odpowiedz sobie co najbardziej działa na Twoje dziecko: prośba czy groźba? Dotrzesz do niego spokojną rozmową, wytłumaczeniem i konsekwentnym proszeniem o to, czy groźba: podniesiony głos, niezadowolona mina?
          Od tego zacznij.
        • Gość: domza2 Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 04.12.12, 22:32
          O! i doczytałam, że sama piszesz o tym przykręcaniu śruby... No właśnie, strasznie ciężko. Bo ma się wrażenie czasem, że się małe rozpasało, ale się je rozumie... Potem znowu zaczyna się przykręcać śrubę i ma się - DOKŁADNIE - wrażenie, że próbuje się je złamać. Empatia to podobno zaleta ja ją odkąd mam dziecko uważam za ogromna wadę:) U nas, dziecko już duże, 3,5 roku, wiele spraw się wyprostowało( dzięki okresowemu przykręcaniu śruby), wiele spraw jest już łatwiejszych, prostszych. Ale oto przykład, na jakim się ostatnio złapałam idiotyzmie własnym : dziecko w pokoju ogląda bajkę na DVD, ja myję naczynia w kuchni, bajka wskakuje na tę rozruchową stronkę, skąd trzeba zadecydować jaki odcinek wybierasz, a ja oczywiście rejestrując wszystko , co tam się dzieje w pokoju nagle lecę do pokoju i pytam dziecko, który odcinek jej włączyć. Bo ona ZWYKLE woła i prosi, żeby jej włączyć ten czy tamtem. Problem w tym, że tym razem nie zdążyła nawet zawołać, bo nadgorliwa mama już się rzuciła, żeby włączyć. Można powiedzieć, że jestem przyzwyczajona i wiedząc, że zawoła, poszłam od razu sama. Ale moim zdaniem, to już tresura. A jakiś rok temu uczyłam się jeść powoli, pić powoli... Bo zdałam sobie sprawę z tego o czym piszesz. Ale wiesz, jaką ja sobie kawę robię od 3,5 lat? Do połowy zalewam gorącą wodą, a połowę zimną. Wszyscy się dziwią na tę moją kawę... Tuszeani, myślę, że to dobry czas, ten wiek Waszego synka, by to sobie uświadomić i zacząć coś z tym robić. pozdr
          • Gość: tuszeani Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.12, 22:51
            Hehe :) Ja kawy piję mało, ale jak jestem sama z Młodym, to dokładnie tak robię herbatę :) :) :)
            • Gość: anku1982 Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: 153.19.105.* 05.12.12, 14:03
              oj Dziewczyny, dziewczyny, taką kawę i herbatę, to ja robię "od zawsze" bo lubię nie mieć gorącego:):)
              • Gość: domza2 Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 06.12.12, 22:35
                No właśnie, nie mieć gorącego. A dlaczego młoda matka nie może mieć gorącego? Bo musi błyskawicznie wypić i już lecieć do drącego się malucha:)))
    • na_forum_na Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie 04.12.12, 11:15
      sądzę, ze niestety dobrze myślisz. w wychowaniu dziecka trzeba też być przewidującym. życzę powodzenia!
    • Gość: drzewachmuryziemia Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie IP: *.cable.net-inotel.pl 04.12.12, 19:28
      mysle, ze oczekiwanie od 2 letniego dziecka, ze bedzie na cos czekac spokojnie w bezruchu 15 minut jest gruba przesadą, ale taka samą przesadą jest wybieganie w niezawiązanych butach z domu, czy jedzenie sniadania najszybciej jak sie da, zeby tylko dziecko nie doznało frustacji zwiazanej z czekaniem - akurat w domu moze własnie w bezpiecznych warunkach to czekanie trenowac i nie musi byc w bezruchu;)
    • Gość: gosc domza i tuszeani... IP: *.smgr.pl 05.12.12, 11:07
      ...jak dobrze poczytać wasze posty, jakbym o swoim dziecku czytała i dokladnie o swoich dylematach, ech... w moim srodowisku nie mam z kim porozmawwaić, bo wszyscy mają standardowe dzieci...
      • Gość: domza2 Re: domza i tuszeani... IP: *.rzeszow.vectranet.pl 05.12.12, 19:04
        Witaj:) Ja się cieszę, że piszemy tutaj szczerze, bez nawijania komunałami, a także przyznając się do własnych błędów i to jest git.
      • Gość: tuszeani Re: domza i tuszeani... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.12, 09:39
        Jeśli widzisz szansę, że zrozumiemy o czym piszesz, pisz, co Ci leży na wątrobie, może razem i z pomocą bardziej doświadczonych coś się uda uradzić :)

        Natomiast, uważam że na bardzo ważną rzecz zwróciła uwagę agnieszka.z.lodzi: żeby nie dać się wpuścić w myślenie że skoro moje dziecko nie przystaje do standardów, coś mogę sobie odpuścić. I to dotyczy dwóch stron: z jednej strony trzeba pilnować się żeby nie przesadzić z dokręcaniem śruby (bo ma trudny charakter więc inaczej się nie da), z drugiej strony nie traktować zbyt pobłażliwie (bo ma trudny charakter więc nie można mu przeszkadzać być sobą).

        Czytam teraz wreszcie własny egzemplarz "Mądrych rodziców" i powoli zaczyna mi się w głowie meblować na nowo. Mam dużą satysfakcję, że dotychczas udało się dziecko prowadzić mniej więcej tymi metodami. Jestem mocno przekonana że na ten pierwszy okres życia to były metody optymalne i dzięki nim nasz Młody ma dobrze naładowane akumulatory na kolejne etapy. Ale też mam coraz większą pewność, ze wkroczyliśmy właśnie niedawno w etap kiedy te metody trzeba mocno zreformować, stosownie do jego charakteru i temperamentu. Z książki wynika że standardowo jest na to jeszcze za wcześnie, ale m.in. w tym widzę naszą niestandardowość, że uważam że u nas ten moment już nastąpił i nawet go troszeczkę przespaliśmy (na szczęście chyba niedużo).
        • sebalda Re: domza i tuszeani... 10.12.12, 15:14
          Podążanie za potrzebami i możliwościami rozwojowymi dziecka uważam za najlepszą metodę wychowawczą, bardzo przemawia do mnie idea rodzicielstwa bliskości. Wychowywałam dzieci zgodnie z nią kompletnie nie wiedząc, że coś takiego istnieje. Starałam się słuchać swojego wewnętrznego dziecka, kierować się pamięcią tego, co w moim dzieciństwie lubiłam, czego nie lubiłam, czego nienawidziłam, czego się panicznie bałam. Działało. Nie mialam z dziećmi nigdy poważnych problemów wychowawczych, a dziś jedno ma 21, drugie 17 lat. Czynnikiem zakłócającym był wprawdzie mój mąż, ktory miał inne podejście, jest wyznawcą tezy, że dzieci mają nie pyskować (czyli de facto zgadzać się ze zdaniem ojca bezdyskusyjnie) i być posłuszne, niemniej to ja głównie zajmowałam się dziećmi i w większym stopniu sobie przypisuję zasługę w ich wychowaniu:)
          Niewykluczone, że trafiły mi się dwa wyjątkowe egzemplarze, nie wiem. Niemniej mam koleżankę, która w zasadzie samodzielnie wychowuje dwie córeczki, 5- i 3-latkę. Nie stosuje kar, nie pacyfikuje, nie zmusza dzieci do uległości. Nie ma z nimi w zasadzie żadnych problemów, dziewczyny rozwijają się wspaniale, są mądre, radosne, twórcze, ale też lubiane zarówno przez rówieśników, jak i panie w przedszkolu. Wciskanie dziecka w pewne formy może mu złamać kręgosłup. Co oczywiście nie świadczy o tym, żeby mu na wszystko pozwalać, pewne granice muszą być mu postawione, bo bez nich dziecko zwyczajnie się gubi. Rozumiem też obawę o to, że dziecko będzie aspołeczne, gdy mu się będzie we wszystkim ustępowało i uprzedzało każde jego życzenie. Myślę, że podążanie za dzieckiem nie jest i nie musi być równoznaczne z pozwalaniem mu na wszystko i tym wyprzedzaniem jego każdego życzenia. Ale bieganie i ruchliwość są przyrodzonymi cechami dziecka w tym wieku, śmieszą mnie tezy, że tak zachowujące się dziecko wyrasta na tyrana albo demoralizuje inne dzieci.
          Macie, dziewczyny, jeszcze bardzo malutkie dzieci, pozwólcie im być dziećmi:)
          Książeczkę dla przestraszonych rodziców Samsona lubimyczytac.pl/ksiazka/85543/ksiazeczka-dla-przestraszonych-rodzicow-czyli-co-robic-gdy-twoje-dziecko-zachowuje-sie-dziwnie-nie czytałyście, mam nadzieję:)
          • Gość: domza2 Re: domza i tuszeani... IP: *.rzeszow.vectranet.pl 10.12.12, 15:36
            Sebalda, z Twoim postem zgadzam się w 100%, no może w 90% - ja bym książek pana Samsona jednak nie polecała, w końcu pisanie o "dziwnych zachowaniach wykraczających poza normę" gdy się samym te normy daaleko przekroczyło - szczególnie w odniesieniu do dziecka dla mnie jest hipokryzją w jego wydaniu obrzydliwą, pozdr
            • agnieszka.z.lodzi Re: domza i tuszeani... 10.12.12, 15:54
              Gość portalu: domza2 napisał(a):

              > ja bym książek pana Samsona jednak nie polecała,

              Samson był wybitnym fachowcem w swojej dziedzinie. Jego obserwacja dzieci i potem opis poszczególnych etapów życia w książkach były bardzo trafne, bardzo pomocne dzieciom i ich rodzicom.
              Nie można niszczyć pracy wybitnego psychologa, dorobku jego życia tylko dlatego, że popełnił błąd. Jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Książkami pana Samsona wspomagają się, do dzisiaj, psychologowie dziecięcy.
              Osobiście - polecam.
              • sebalda Re: domza i tuszeani... 10.12.12, 16:10
                Jeśli rzeczywiście był pedofilem wykorzystującym swoją praktykę, to nie jest tylko błąd. Ale wciąż pozostaje "jeśli".
                Niemniej to nie umniejsza jego fachowości i tego, jak bardzo mądre rzeczy napisał w życiu na temat dzieci.
              • Gość: domza2 Re: domza i tuszeani... IP: *.rzeszow.vectranet.pl 12.12.12, 16:48
                agnieszko, jeśli ktoś coś niszczy to sam autor, a tego post factum, które stało się jego udziałem nie można nazwać "błędem". Każdy czyta to, co lubi. Ja nie oddzielam dzieła od autora ani w przypadku Mickiewicza, ani tym bardziej w przypadku Samsona.
            • sebalda Re: domza i tuszeani... 10.12.12, 16:04
              Masz prawo do swojego zdania na temat Samsona, ale ja tę książeczkę uważam za najlepsze studium rozwojowe dziecka, jakie kiedykolwiek powstało, serio. Wiem, co mówię, bo przez te wszystkie fazy przeszłam ze swoimi dziećmi:) Z większym lub mniejszym natężeniem objawów, ale jednak:) Co by nie powiedzieć, facet o dzieciach wiedział bardzo dużo. Wiem, że kwestia jest dużo bardziej delikatna niż przyjaźń Marqueza z Castro na przykład, ale uważam, że lepiej jest oddzielić dzieło od życia autora. A jak to było tak naprawdę z tym nieszczęsnym Samsonem, też chyba do końca nie wiadomo. Obiektywnie książka jest wyjątkowo dobra i mimo wszystko zawsze polecam ją rodzicom, którzy mają wątpliwości wychowawcze.
    • kacper.wozniak Re: Temperament a funkcjonowanie w grupie 14.12.12, 00:15
      To dla mnie bardzo ciekawy wątek. Choć bardzo trudno mi na niego odpowiedzieć jednoznacznie.

      Absolutnie rozumiem i zgadzam się z sytuacjami, w których nie pozwalamy dzieciom wchodzić nam na głowę wyraźnie stawiamy własne granice:
      > tatuś musi najpierw spokojnie wypić herbatę (10min) i dopiero
      > potem będzie się bawić z Młodym, że mamusia potrzebuje na śniadanie nie 5 s ty
      > lko 5 min, że buty wszyscy wiążemy w progu i niektórzy muszą poczekać aż zawiąż
      > ą inni (a nie tak jak teraz że mamusia wychodzi z powiewającymi sznurowadłami k
      > tóre wiąże w windzie)

      Często kiedy mówimy "stop", bo czujemy że nasze potrzeby też są ważne, uczymy dziecka szacunku, cierpliwości i empatii (pod warunkiem że powiemy o naszych prawdziwych motywacjach). "Nie będę cię teraz brał na ręce, bo jestem zmęczony i chcę wypić herbatę."

      Rozumiem potrzebę dostosowania się dziecka do wymagań otoczenia. Często słyszę obawy rodziców dotyczące późniejszej edukacji w szkole ("czy on będzie umiał usiedzieć w ławce, jak teraz się tego nie nauczy?"), albo reakcji innych dorosłych osób w jego otoczeniu ("Komuś będzie przykro, jesli on odejdzie od stołu przed wszystkimi, pomyślą sobie, że jest nieprzystosowany.")

      Z drugiej strony często widzę sytuacje w których wymaga się zbyt dużo od dzieci zbyt małych. Dla 2,5 latka bezczynne siedzenie przy stole przez 15 min może być bardzo trudne. Siedzenie przy stolikach w żłobku, jak dziecko już skończyło jeść, (bo jest zasada, że nikt nie wstaje dopuki wszyscy nie skończą) często też służy nie celom edukacyjnym i rozwojowym u dzieci, ale logistycznym kłopotom, które stoją przed opiekunem gdy to się dzieje. Jak rozmawiam z opiekunami na ten temat na szkoleniach często słyszę:
      - "Jeśli jedno dziecko wstanie, to wszystkie będą chciały"
      - "Dzieciom trudno będzie się skoncentrować jeśli inne obok będą się bawić, więc nie dokończą jeść i będą głodne"
      - "nie mamy czasu na zbyt długie rozciąganie posiłków, bo musimy realizować program"

      Dylematy te to, są oczywiście do rozwiązania, jak wskazują doświadczenia z dobrej jakości placówek, pracujących na programach "dzieckocentrycznych" nie "programocentrycznych". Znam takie przykłady z żłobków brytyjskich, belgijskich, holenderskich i włoskich, z przedszkoli w USA, Holandii i Niemczech ale również z Polski. Wymaga to oczywiście innego niż tradycyjne podejścia do organizacji pracy grupy, roli opiekuna w grupie, stawiania granic, umiejętności obserwacji potrzeb rozwojowych dzieci, organizacji przestrzeni i wspierania samodzielności u dzieci. Oczywiście chciałem zaznaczyć że jest bardzo trudno spełnić takie wymogi w pełni, jeśli w żłobku przypada więciej niż 8 dzieci na jedną osobę dorosłą (opiekuna i pomoc opiekuna).

      "Wysiadywanie" będzie też trudne dla kogoś w wieku wczesnoszkolnym, zwłaszcza jeśli ktoś taki jest chłopcem. Dzieci w tym wieku uczą się najwiecej przez bezpośrednie doświadczanie, potrzebny jest im ruch i możliwość pójścia za swoją ciekawością. Jeśli widać, że np chłopcy w naszym systemie edukacji w pierwszych latach wypadają gorzej niż dziewczynki (bo np: nie umieją sie skupić, usiedzieć na miejscu, narysować szlaczek tak dobrze jak dziewczynki) nie wynika z faktu że są gorsi, tylko z tego, że często program jest niedostosowany do ich potrzeb rozwojowych. Pytanie, które dużo rodziców sobie zadaje to: Czy i w jakim stopniu dostosowywać dziecko do kiepskiego programu/systemu, żeby mu było łatwiej w życiu?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja