Gość: tuszeani
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.12.12, 14:46
Mam ostatnio starą-nową wątpliwość. Młody (2l 4m) jest wulkanem energii, nie do wyczerpania, wybuchającej w najmniej spodziewanych momentach. W warunkach domowych jakoś to ogarniamy, trochę jego doginamy, trochę sami siebie do niego.
Problem niestety zaczyna doskwierać w warunkach żłobkowych. Oswoił się już, zaadaptował i powoli zaczyna zachowywać się jak dobrze nam znany Młody Czader a nie jak zupełnie nam obce Spokojne Dziecko z Uśmiechem Realizujące Polecenia ;). No i panie zaczynają się skarżyć. Że biega po szatni jak szalony w trakcie kiedy one ubierają kolejne dzieci. Że podbiega do drzwi. Że nie potrafi usiedzieć przy stoliku z innymi dziećmi, kiedy czekają na posiłek (no żesz, czasem nawet kwadrans czekają, dla Młodego to monstrualna strata jakże cennego czasu, nawet ja bym nie zdzierżyła przy tym stole). Generalnie wszystko sprowadza się do tego, że nie umie czekać w bezruchu kiedy nie dzieje się nic dla niego ciekawego. A inne dzieci się demoralizują i też chcą biegać, skakać i wędrować w czasie kiedy powinny siedzieć na pupach i czekać.
My w domu mocno dostosowaliśmy się do jego potrzeb, staramy się żeby tego czekania było jak najmniej, reagujemy na to że mu się zaczyna nudzić i trzeba zaproponować coś nowego, coby chałupy z nudów nie zdemolował. Tyle że powoli zaczynam się zastanawiać, czy to jest faktycznie dobry kierunek. Czy raczej nie powinniśmy w domowych warunkach uczyć go już tego czekania (kosztem nieuchronnej nerwówki po obu stronach): że trzeba posiedzieć przy stoliku aż mamusia skończy szykować jedzenie, że tatuś musi najpierw spokojnie wypić herbatę (10min) i dopiero potem będzie się bawić z Młodym, że mamusia potrzebuje na śniadanie nie 5 s tylko 5 min, że buty wszyscy wiążemy w progu i niektórzy muszą poczekać aż zawiążą inni (a nie tak jak teraz że mamusia wychodzi z powiewającymi sznurowadłami które wiąże w windzie). Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.
Z jednej strony chciałoby się powiedzieć, że to problem pań które powinny znaleźć sposób na jego temperament. Z drugiej strony trafia do mnie to że w życiu nie będzie tak że wszyscy się będą dostosowywać do jego narwaństwa i on też powinien umieć pohamować swoją energię. I że za rok w przedszkolu problem wróci ze zdwojoną siłą.
Co o tym sądzicie? Jak było/jest z Waszymi dziećmi? Bardzo mnie też interesuje opinia Ekspertów, zważywszy że mają żłobkowe doświadczenia.