bajkolubka
29.12.12, 17:44
Witam!
Mam nadzieję, że temat postu nikogo nie rozjuszy:) Wiem, wiem, że dwulatek nie musi być asertywny i ma święte prawo kierować sie emocjami, ale byłabym wdzięczna za wszelkie porady i sugestie jak pomóc maluchowi już od tych najmłodszych lat bronić swoich granic. Syn jest dzieckiem spokojnym, niekoniecznie nieśmiałym, z gatunku tych nieinwazyjnych. Do żłobka nie chodzi, ale kontakt z dziećmi ma przynajmniej kilka razy w tygodniu. Lubi bawić się z dziećmi, nawet z tymi, które swoim zachowaniem doprowadzają go do płaczu. Generalnie, młody chętnie bawi się z innym dzieckiem, jednak zdarza się, że jego rówieśnicy wolą zabawy nieco inne niż preferuje mój syn. Wtedy on zajmuje się swoimi sprawami, układa klocki, puzzle czy cokolwiek i bawią się obok siebie. OK. Aż do momentu, gdy rówieśnik wyrywa młodemu zabawkę. Dla mojego syna takie zachowanie jest w pewien sposób niepojęte, bo on wie, że zabawki innych dzieci są ich wlasnością, można zapytać, czy pozwolą się pobawić, ale nigdy wyrywać. I bardzo dobrze, że nie walczy z dzieciakami o zabawki, ale jak go nauczyć obrony swoich własnych. No, niekoniecznie swoich własnych, bo czasami bawi się w domu innego dziecka, niemniej wtedy też ma prawo bawić się tymi zabawkami, które sobie upatrzył, choć należą do sąsiada. Ja oczywiście zawsze asystuję przy takiej zabawie i gdy jest moment sporny, czyli zabawka zostala wyrwana, jedna, druga, trzecia, moje dziecko ryczy w niebogłosy protestuję i tłumaczę: teraz my się tym bawimy, nie zabieraj nam tej zabawki, oddamy ci, kiedy skończymy się bawić. Tłumaczę dziecku: jeśli X czy Y będzie chciał ci odebrać zabawkę, nie oddawaj, powiedz, że teraz ty się bawisz. Co jeszcze można zrobić? Czy to zadziała? Może macie jakieś doświadczenia / pomysły? Z góry dziękuję za porady:)
Pozdrawiam