Gość: MamaAga
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
20.03.13, 15:36
Witam,
Mój synek ma 3 latka i 2 m-ce. Jest dzieckiem, z którym trzeba współpracować, rozmawiać, tłumaczyć. Jak mama stawia na swoim bez słowa, on robi to samo. Więc dyplomacja, spokoj, rozsądek. I to ma na codzień od nas.
Są jednak dni, ze synek "palmuje" - nie wiem od czego to zalezy, na pewno jak jest zmęczony, ale też czasami ma po prostu zły humor. I tak np wczoraj: idziemy z parkingu do domu. Cały rytuał opuszczenia samochodu spełniony, czyli synek siada mi na kolanach, jedziemy dwa kółka po parkingu, potem syn jeszcze sobie poodpala auto kilka razy, światła itp. Dobra, idziemy, on wymyśla, żebym go wzięła na ręce, tłumaczę, że wie że jest ciężki, dobra, prawie pod domem placz bo on chce zająca z czekolady który został w aucie. Ok, wracamy. Normalna droga, którą pokonujemy z parkingu to ok 7 minut, wczoraj - 30 minut. Po całym takim popołudniu "przeciągania" mnie na jego pomysły po prostu dostał ochrzan. Głupio mi, ale czasami mam dość tego tłumaczenia po 5 razy, tego proszenia, owijania w bawełnę, zabawiania, rozśmieszania.
Konkluzja moja jest taka, że jak robię wszystko spokojnie, bez sensacji, tłumacząc, cierpliwie ponad normę, to syn nagina coraz bardziej. Jak dostanie porządny ochrzan i w żołnierskich zdaniach mu mówię co ma zrobić, on robi się bardziej...agresywny, nerwowy, zbuntowany. Czy taki bunt przeciw "rządom i nakazom" mamy to dla dziecka coś złego, czy przeciwnie, powinien poczuć, że świat jednak nie leży u jego stóp, że jest jakiś porządek wobec którego i on musi się stosować?
Wiem, że jest tutaj forum raczej pro rodzicielstwu bliskości, ale jednak to napiszę. Mam wrażenie, że im więcej cierpliwości, spokoju, zrozumienia dostaje od nas, tym jakby więcej chce stawiać na swoim. Jakby badał granice.
Boję się i nie lubię tych sytuacji, w których muszę na niego podnosić głos, krzyknąć, żeby jednak zrobil coś po mojemu. Bo on wtedy płacze, krzyczy i jest ogólnie chaos. Ale też nie mam siły wiecznie rozdzielać włosa na czworo, pracuję, dom na mojej głowie i czasami mam po prostu ochotę żeby założył kapcie bez dyskusji, niz 3 razy go nakłaniać tłumacząc. Ale w obecnych czasach tyle się słyszy o tym negatywnym wplywie krzyku na dzieci, że samo podniesienie głosu na dziecko źle mi sie kojarzy.
Gubię się, kiedy jego potrzeby są serio, a kiedy to zwykłe zachcianki...