Gość: Ava
IP: *.dynamic.chello.pl
09.05.15, 20:48
Witam. Synek ma 2 i pół tygodnia. Staram się karmić piersią. "Staram się" to najlepsze określenie. W szpitalu miałam bardzo złe porady, terror laktacyjny, poranione brodawki (stosuję maść Lansinoh), o mało nie zniechęciłam się całkiem. Stosuję osłonki. Tu jest pierwszy problem. Synek rzuca się na pierś i zaciska mocno szczęki, bez osłonek nie daję rady, a nawet w osłonkach czuję lekki ból (potem lżeje, jak synek je już jakiś czas). Boję się zrezygnować z osłonek.
Drugi problem to ilość mleka i czas spędzony na KP. Wiem, że dziecko ma prawo 'wisieć 24 na dobę' tylko ja zwyczajnie nie daję rady. Karmię na leżąco, ale to jest jakiś niekończący się festiwal, w trakcie którego nie mogę wyjść do WC, nie mogę umyć zębów, zjeść, wypić (teoretycznie jak mąż mi przyniesie, to coś przegryzę), narasta we mnie niechęć, załamanie psychiczne. Jak tylko na chwilę przerwę karmienie, synek drze się wniebogłosy. I co? Po paru godzinach, kiedy zmieniam piersi po kilka razy i już mam dość, on drze się nadal i zdarza się, że aby go uciszyć po prostu daję mu MM (na tym etapie to zwykle porcja 40-60 ml). Chociaż zawsze wtedy fatalnie się czuję, bo chciałabym go karmić wyłącznie piersią. Ale on jest nienasycony. Taki problem mam od paru dni, wcześniej wydawało mi się, że laktacja się unormowała, synek jadł co 3,4 godziny i spał słodko po karmieniu. Teraz zasypia przy piersi na 5-15 minut, budzi się i płacze.
Kolek nie ma na pewno. Pierś ZAWSZE go uspokaja.
Czy ja jestem egoistką, że po prostu chcę trochę pożyć a nie być tylko mleczarnią czynną 24 godz. na dobę? Co mam robić żeby pogodzić potrzeby dziecka z minimalną potrzebą zrobienia koło siebie podstawowych rzeczy? (jestem po CC, dochodzi mi np. pielęgnacja rany, oraz zwyczajnie podstawowe zabiegi higieniczne).