karolina40_1
04.01.14, 16:59
15 latek. Wychodzi z kolegami na imprezę. Impreza gdzieś poza miastem u kolegi kolegi. Nie zna chłopaka, który organizuje imprezę. Planują imprezę a alkoholem.
Pytam, kto idzie, proszę o podanie adresu gdzie będzie, pytam jak planuje powrót.
Odpowiada, że idzie jeszcze Jacek z klasy, adresu nie zna, wróci nad ranem.
Odpowiadam, że się nie zgadzam i o północy proszę aby był najpóźniej w domu. Proponuję też, że mogę po niego podjechać.
I jest bunt, że on idzie ale zostaje do rana. Próbuję z nim rozmawiać, podaję swoje argumenty, ale nie trafia. Więc mówię, że idzie na moich warunkach albo nie idzie wcale.
Młody twierdzi, że i tak pójdzie i nie poda mi adresu, bo po niego o 24 przyjadę.
Mówię mu, że nie pójdzie. Młody dzwoni do ojca (jestesmy po rozwodzie), czy może iść na imprezę i zostać na noc. Ojciec się zgadza.
Młody z tym argumentem przychodzi do mnie, na co odpowiadam, ze ja się nie zgadzam.
Naburmuszony młody zostaje w domu .
Co nie zadziałało? Dlaczego to taki problem wrócić o 24.
Czy przesadziłam?