anaisanais
22.03.14, 11:12
Witam
Mam spory dylemat w zwiazku z ponownym podjeciem pracy. Moja corka ma obecnie 14 miesiecy, przed jej urodzeniem mialam stabilna (choc nielubiana) i dobrze platna prace. Mieszkam zagranica, uropu po urodzeniu moglam wziac 5.5 miesiaca, potem dziecko mialo isc do zlobka. Zdecydowalam sie zostac w domu.
Od sierpnia planuje, ze Zosia pojdzie do zlobka. Zlobek jest b. fajny, jestem przekonana ze bedzie miala dobra opieke. Mamy tam gwarantowane 4 dni.
Teraz: Mam propozycje pracy na 60% przez wiekszosc roku i 2 razy w roku po 2 miesace (czyli 4 miesiace w roku) 100%.
Problemy sa nastepujace:
- prace musze podjac juz od polowy maja, czerwiec, gdzie nie mam nic zaplanowanego dla niej, musialabym szukac tzw. Tagesmutter, czyli kobiety ktora bierze dzieci (max. 5 dzieci) do siebie do domu. Zosia 2 miesiace (do sierpnia) bylaby u niej (na te 60%) a potem znow od lipca idzie adaptacja w zlobku.
- na jesieni moze okolo wrzesien, pazdziernik nastepowalby okres tego 100%, wiec znow trzeba kogos szukac na brakujace 2 dni (nie wydaje mi sie mozliwe aby przy takiej nieregularnosci moznaby wziac te sama Tagesmutter), wiec znow adaptacja, 3 dni w zlobku 2 dni z nowa pania
- istnieje mozliwosc (jeszcze niedyskutowana) ze dziadkowie mogliby sie zajac. Problem w tym ze oni nie mieszkaja blisko, musieliby przyjechac i mieszkac z nami. Niestety dotychczas kazda wizyta konczyla sie jakimis fochami tesciowej, obrazaniem sie o malostki, wyjezdzaniem przedterminowym. Stosunki miedzy nami sa dosc chlodne. Po 3 dniach pobytu zawsze cos sie dzieje. Trudno sobie nawet wyobrazic 2 miesiace. Mysle ze jednak dla dobra dziecka obie strony staralyby sie o jak najlepsze stosunki.
W zasadzie Mala rowniez nie zna dziadkow dobrze, nie widujemy sie czesto, choc skypuja co tydzien. Mysle ze dziadkowie chcetnie by pomogli, chodzi raczej o nas doroslych, ze konczy sie zwykle wizyta konfliktem. Tesciowa chce po prostu aby bylo tak jak ona sobie wymyslila, reszta ma sie dostosowac. Nawet moj maz ma jej po kilku dniach dosc.
- moze z czasem moj maz moglby tak planowac urlop aby np. miesiac z tych dwoch zosiac z zosia (bo zawsze ten zlobek bylby placony 3 dni).
I teraz nie wiem, z jednej strony jestem juz powoli zdeterminowana, sfrustrowana w domu, nie mam juz takiej cierpliwosci jak kiedys. Jednak mysl o tym ,ze najpierw tu sie przyzwyczai, potem znow zmiana, jest dosc ciezka dla mnie do zaakceptowania. My mieszkamy tu sami, nie mam zbyt wielu znajomych, zadnych przyjacol, Zosia rosnie nieco tak w izolacji (choc chodzimy na place zabaw, staram sie rozmawiac z innymi ale to nie przeradza sie w glebsze kontakty). Nigdy inna osoba oprocz mnie i mojego meza sie nia nie zajmowala.
Co do pracy to szukam i szukam, ale pracy na czesc etatu to nie jest czeste w moim zawodzie. Mysle ze moglabym znalezc 80%. Czy uwazacie ze to byloby jednak lepsze rozwiazanie? Stabilnie 80% co tydzien.
Bo z drugiej strony te 60% przez 8 miesicy w roku jest b. atrakcyjne.
Dodam jeszcze ze nie ma presji finansowej, raczej ja chce robic cos innego niz tylko dziecko i potrzebuje kontaktu z ludzmi.
Dziekuje za wasze komentarze.