Gość: doska
IP: *.uni.lodz.pl
31.08.07, 15:03
Witam, mam 9-letniego syna i nielada problem. Otóż moja tesciowa pozwala mu
dosłownie na wszystko, chłopak nie ma u niej żadnych ograniczeń. Kiedy jest u
babci dostaje "małpiego rozumu", a teściowa razem z nim (czasem ona zachowuje
się gorzej niż 9-latek). Chłopak zapomina, co jest dobre a co złe, jak się
odzywać i jak się zachowywać. A teściowa bardzo się cieszy, jakiego ma
bystrego wnuka i jak np. potrafi komuś przygadać. Pewnie to babci przydałaby
się porządna reprymenda, ale na to jest już za późno. Ona jest absolutnie
przekonana o tym, że robi dobrze, a jak ktoś sądzi inaczej-jest nienormalny.
Kiedy syn wraca do domu po np. weekendzie spędzonym u babci, zachowuje się
fatalnie: potrafi komuś ubliżyć, jest agresywny, albo leży na kanapie, wydaje
nam rozkazy i żąda natychmiastowego ich wykonania. Oczywiście reagujemy na
takie zachowanie stanowczo i generalnie odnosi to skutek ... do kolejnej
wizyty u babci. Ostatnio doszło nawet do tego, że nasz syn nas okłamał, mało
tego - umówił się z babcią na wspólną wersję wydarzeń, i że gdyby to kłamstwo
się wydało, to ona potwierdzi jego wersję. Kiedy się wydało i próbowaliśmy
przyprowadzić naszego syna do porządku (słownie oczywiście) babcia uznała, że
jesteśmy nienormalni, czepiamy się byle czego i gnębimy biedne dziecko
(oczywiście w jego obecności). Nadmieniam, że nie krzyczeliśmy na dziecko, ale
próbowaliśmy mu spokojnie wytłumaczyć o co nam chodzi. On zdawał sobie
doskonale sprawę, z tego co zrobił i dlaczego to było złe. Ale babcia
postanowiła najwyraźniej nas "ukarać" podważając nasz autorytet u dziecka
(czasem zastanawiam się czy po takich jej akcjach mamy jeszcze jakikolwiek
autorytet u naszego dziecka). Skończyło się to wszystko awanturą w obecności
dziecka. Niestety z moją teściową nie ma żadnej możliwości rozmowy. Albo jest
tak jak ona chce, albo się obraża i unika kontaktu z nami, więc nie możemy jej
nic powiedzieć(teraz właśnie to zrobiła). Traktuje nas jako zbędny dodatek do
wnuka, pokazuje mu, że z rodzicami nie trzeba się liczyć, że można ich
okłamywać i lekceważyć.
Jako rodzice próbujemy wpoić naszemu synowi pewne zasady - elementarne jak
sądzę - np. żeby nas nie okłamywał, zachowywał się grzecznie, nikomu nie
ubliżał, że człowiek ma pewne obowiązki i że w domu obowiązują pewne zakazy.
Niestety moja teściowa uważa, że jest to szykanowanie dziecka. Wystarczy jeden
dzień u babci, żeby nasz syn stracił orientację, co mu wolno, a czego nie. Nie
wiem, czy dobrze robię, ale postanowiłam uciąć na jakiś czas kontakty babci z
wnukiem, bo niestety więcej z nich kłopotów niż korzyści. Może jestem wyrodną
matką, ale nie zamierzam patrzeć spokojnie, jak moja teściowa robi krzywdę
mojemu dziecku, bo to już chyba nie jest rozpieszczanie, tylko zupełny brak
odpowiedzialności z jej strony (że o szacunku do nas jako rodziców nie
wspomnę). Nawet się nie dziwię, że mój syn lubi przebywać u babci. Tyle, że
babcia przez weekend go tak rozpuści, że potem przez cały tydzień mamy same
problemy.
Mój syn jest generalnie dobrym chłopcem, tylko u babci "zapomina" o
jakichkolwiek zasadach. A to, że babcia mu przyzwala na okłamywanie nas i
nawet go z tym kłamstwem kryje, to już chyba lekka przesada.
Poza tym mam czasem wrażenie, że on się sam pogubił w tym wszystkim, traci
orientację, co ma robić. Nie wiem jak mu pomóc...
Staram się być konsekwentna, ale przez teściową to jest obierane jako nękanie
dziecka. Stąd uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie odseparowanie babci
od wnuka. Wiem, że mój syn powinien mieć kontakt z babcią, ale nie mogę
pozwolić jej na niszczenie tego, czego z mężem staramy go nauczyć.
Trochę się rozpisałam, ale jest to dla mnie poważny problem i kompletnie nie
wiem jak go rozwiązać.