kwirynia
22.05.09, 20:43
Mój syn chodzi do piątej klasy, nie jest aniołkiem i niestety
przylgnęła do niego łatka.
Nie jest chuliganem, nie jest agresywny tylko czasami wierci się na
lekcji i przeszkadza, czasami coś palnie niepotrzebnie. Niestety
jest bardzo podatny na wpływ innych kolegów i to nie zawsze tych
grzecznych.
Jest przy tym dzieckiem bardzo wrażliwym i inteligentnym.
Ale ostatnio zauważyłam, że nauczyciele wplątują go we wszystkie
bójki, przepychanki i wszelkiego rodzaju "akcje" w szkole - nie
ważne czy brał czy nie brał w nich udziału.
Ostatnio mąż po zebraniu powiedział, że M. podobno pobił kolegę z
młodszej klasy.... dwa tygodnie temu.
Dziecko zapytane powiedziało, ze zdziwieniem w oczach, że nie wie o
co chodzi. (my zresztą też nie).
I teraz komu wierzyć, jak postąpić - słowo nauczyciela przeciwko
słowu dziecka.
Czy słowo nauczyciela jest zawsze ważniejsze od słowa dziecka.
A jak jest jeśli jedno dziecko mówi co innego niż drugie - któremuś
trzeba uwierzyć - czy zawsze temu, które się skarży?
Pozdrawiam
K