Dodaj do ulubionych

Najbardziej nielubiane na weselach

09.08.10, 12:21
Sezon weselny w pełni. Do samych tego typu imprez miłością nie pałam ale wychodzę z założenia, że idę się cieszyć szczęściem młodych :) Są jednak rzeczy, które denerwują mnie niepomiernie:

Absolutny numer 1 - FILMOWANIE!!
- obowiązkowa rundka po jedzących, pijących "na pamiątkę", że ciocia Kasia zjadła schabowego a wujek Zenek wolał bitki
- kamera jako kluczowy element na parkiecie - brrr!
- obowiązkowa rundka wokół stołu ze składaniem życzeń po kolei przekazując sobie mikrofon*!!!

2. Rzucanie welonu - a właściwie wciąganie do tego na siłę wszystkich 'panien stanu wolnego'. Ja stanu wolnego nie jestem (choć nie mężatką) i nie znoszę być pchana w tłumek... zwykle kilu-kilkunastoletnich dziewczynek by walczyć 'najszybsze zamążpójście' ;)


A u was jak? Lubicie wszystkie 'elementy' weselne czy też przed niektórymi uciekacie?


* samo składanie życzeń jest dla mnie ok ale do jasnej ciasnej - dla tego kto chce a nie odpytywanie jak w szkole!
Obserwuj wątek
    • mania_aniam Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 12:51
      Krepuje mnie kamerzysta (to mocne swiatlo podczas tanca, nie wiadomo gdzie
      patrzec) i bardzo nie lubie, jak przed kazda piosenka zespol komentuje utwor. To
      nie ich koncert, a pary stoja przez 2 min sluchajac 'zabawnego' komentarza.
      I najbardziej najbardziej nie znosze pociagu. Ciezko sie biega na obcasach, tor
      jest z przeszkodami i trzeba sie ciagle usmiechac, bo kamerzysta kreci.
      A oprocz tego, to lubie wesela:)
    • yaga7 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 12:54
      Heh, ja generalnie wesel nie lubię ;)

      To znaczy tak - potrafię się nastawić dobrze, na zasadzie, idę, więc będę się
      dobrze bawić, niezależnie od okoliczności i zwykle mi to wychodzi.

      Ale takich tradycyjnych wesel z rzucaniem welonu, oczepinami itp, to nie lubię -
      u siebie nie miałam, u innych też nie trawię.

      Nie byłam na żadnym weselu, na którym byłoby składanie życzeń do kamery. Zresztą
      w ogóle na wszystkich weselach, na których byłam, kamera była jakoś tak w tle,
      nie zauważyłam jakoś szczególnie jej obecności.

      A co do wyciągania panien, to za czasów bycia panną, uciekałam z sali weselnej
      na ten czas i zwykle siedziałam gdzieś z osobą towarzyszącą czy kimś tam innym ;)
    • kulka_kulkowa Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 14:00
      1 miejsce:
      "Cudownych rodziców mam", szczególnie jak towarzyszy temu zbiorowy taniec młodzi+rodzice dopóki piosenka się nie skończy. No nie trawię, nie wzrusza mnie i już. Podziękowania są w porządku, wręczenie kwiatów, wyściskanie - ok, ale bez takich łzawych przedstawień. Całe szczęście mam to chyba w genach, bo mama powiedziała, że jak na swoim weselu to puszczę, to ona nie idzie ;)

      2 miejsce:
      Konkursy w stylu: na sygnał orkiestry panie wskakują na panów ("na barana", ale od przodu). W takim wypadku kulka udaje wielkie zaangażowanie, żeby nie psuć innym zabawy, po czym "nie zdąża się załapać na pana" i odpada pierwsza. W niektórych głupawych zabawach mogę brać udział, ale jestem dosyć niedotykalska i to mnie akurat nie bawi.
      (Żeby nie było, że jestem taka sztywna, to przyznam się, że u kuzyna popisałam się najszybszym ściągnięciem biustonosza i mój luby wygrał flaszeczkę. Trochę zrobiłam inne panie w konia, bo miałam straplessa.)

      3 miejsce:
      Pijani wujkowie wszelkiej maści, którzy koniecznie chcą zatańczyć. Kończy się bezgłośnym sygnalizowaniem lubemu "od-bi-ja-ny" :)

      Czasem też trafi się trefna orkiestra, która śpiewa "tłistige" zamiast "Twist again", ale jak się pójdzie z dobrym nastawieniem, to jest to naprawdę drobiazg.
      • yaga7 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 14:08
        w życiu by mnie nikt nie zmusił do wskakiwania na weselu na kogokolwiek czy też
        do ściągania stanika. Never ever ;)
        No ale ja dziwna jestem :)
        • kulka_kulkowa Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 14:22
          Też jestem dziwna, nie przejmuj się :)
          Biust mam mały, sukienka ma pasek na szyję i marszczenie na części biustowej,
          mogłaby pomieścić ze 3 komplety kulkowych cycków ;) Nie jest obcisła, więc nie
          miałam oporów. W przypadku innej kiecki (lub innego ciała ;) nie byłabym taka
          wyrywna.
    • zmijunia.lbn Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 14:06
      NIENAWIDZĘ WESEL.
      Najbardziej na świece - żałosnych, idiotycznych i zwyczajnie niesmacznych zabaw
      okołooczepinowych.
      Nienawidzę być filmowana, zwłaszcza jak kamerzysta nie ma za grosz wyczucia i
      uparcie filmuje, kiedy jestem bliska płaczu (jak na studniówce, brrrrrr).
      Nie tańczę, a już na pewno nie z obcymi ludźmi.
      Nie znoszę pytań praktycznie obcych ludzi (teoretycznie rodzina) o moje prywatne
      życie i komentarzy na temat "jak ty wyrosłaś".
      Wpienia mnie beznadziejne nagłośnienie - bas na full i weź tu człowieku jedz
      jeszcze.
      Po co komu milion ciepłych posiłków? Ludzie, ja jem 3 razy dziennie i to
      bynajmniej nie są 3 kolacje..

      Przepraszam, ale modlę się, żeby mnie w życiu nikt nie zaprosił na wesele,
      którego nie wypada opuszczać przed północą. Mam tu na myśli osobiste "wypada -
      nie wypada", np. ślub jedynej koleżanki, która nie przestała się ze mną
      kontaktować kiedy przestałyśmy chodzić razem do klasy.. A kiedyś w końcu ten
      ślub będzie - wesele pewnie też.
      • turzyca Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 19:29
        > Nie tańczę, a już na pewno nie z obcymi ludźmi.

        > Po co komu milion ciepłych posiłków? Ludzie, ja jem 3 razy dziennie i to
        > bynajmniej nie są 3 kolacje..

        Masz odpowiedz, po co komu milion cieplych posilkow i dlaczego Ty tego nie
        wiesz. :) Ja tam tanczyc lubie, partnerow zazwyczaj tez mam do rzeczy, jak
        zlapie faze, to trudno mnie zdjac z parkietu i barszczyk o polnocy jest przeze
        mnie bardzo wyczekiwany. Ostatnio bylam na niemieckim weselu, na ktorym byl
        tylko jeden posilek, i na szczescie wypadalo wyjsc wczesniej i do domu
        jechalismy zaledwie 20 minut, bo juz zaczynalo mnie z glodu telepac. A do tego
        akurat nie mielismy w samochodzie zadnych zapasow, a i stacji benzynowych na
        polnych sciezkach brakowalo.
        • zmijunia.lbn Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 21:54
          Ależ barszczyk to inna kategoria.
          Mówię o pełnych obiadach co godzinę.
          • turzyca Re: Najbardziej nielubiane na weselach 11.08.10, 11:40
            Moze bylam na weselach tylko u ludzi skapych (albo rozsadnych :]), ale nigdy nie
            zdarzylo mi sie na weselu przejesc. Nie wiem, co rozumiesz przez "pelny obiad"
            czy zestaw typu przystawki-zupa-drugie danie-deser czy po prostu danie na cieplo
            typu placki po wegiersku. Dla mnie 4 cieple posilki tego drugiego typu na 8
            godzin zabawy, to sensowna norma, ale ja jestem prawie bez przerwy w ruchu i po
            prostu po dwoch godzinach tanca jestem porzadnie glodna. Pierwszy raz w zyciu
            flaczki zjadlam wlasnie na weselu, bo bylo mi juz zupelnie wszystko jedno i
            okazalo sie zreszta, ze smakuja lepiej niz sobie przez lata wyobrazalam. I
            naprawde wesele z ktorego z glodu wyszlam wczesniej oceniam gorzej.
    • ocisza Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 14:13
      Najbardziej nie lubię obowiązkowych tańców z pijanymi w sztok przedstawicielami
      płci męskiej. Ale to nie tylko na weselach - w sumie każda impreza z tańcami od
      pewnej godziny zaczyna się robić męcząca pod tym względem. Ale chyba na weselach
      jakoś bardziej jest praktykowane tańczenie wszystkich ze wszystkimi :)
    • urkye A ja lubie wesela:D 09.08.10, 14:23
      Chyba wszystko zależy od podejścia:D Grunt, to mieć się z kim bawić. Na rodzinkę
      nie narzekam, zawsze coś się dzieje:D Jesteśmy raczej wyluzowani, nikt się nie
      przejmuje "zasadami", tym co wypada/należy, więc wesela nie kojarzą mi się z
      dziwnymi spojrzeniami starszych ciotek i absurdalnymi komentarzami dotyczącymi
      cudzych strojów:D

      Żeby nie było za dobrze, kilku elementów typowo weselnych nie znoszę:
      -głupie zabawy typu pocałować obcego pana itp. naruszające moją strefę
      prywatną;) Zazwyczaj uciekam, jak tego typu przyjemności się zaczynają
      -bardzo pijani wujkowie, chcący koniecznie ze mną zatańczyć. Ogólnie nie lubię
      tańczyć z dalszymi wujkami, ale takimi pokładającymi się na mnie to już wybitnie
      nie znoszę:P

      Filmowanie mi nie przeszkadza, na razie tylko na jednym był pan kamerzysta, ale
      z tych niewidzialnych:) Oczepiny zawsze lubiłam, była przy tym niezła zabawa;P
      Aż mi przykro, że już nie będę mogła brać w tym udziału:P
      • kulka_kulkowa Re: A ja lubie wesela:D 09.08.10, 15:04
        Ja też lubię :) Nie przepadam tylko za niektórymi elementami, o których powyżej.
        Za miesiąc z kawałkiem idziemy na wesele siostry mojego M. Mają tak jajcarską
        rodzinę, że na pewno będziemy się dobrze bawić (skoro na imieninach babci z
        reguły płaczę ze śmiechu). Tydzień później żeni się mój kuzyn. Pan młody to taki
        model, że na pewno będzie się działo. Jedyny element, który będzie mnie irytował
        to: "A kiedy wy?" ;)
      • inez69 oftopik noftopowy 09.08.10, 20:09
        Urq a kiedy jakies fotki sukni/sukien wstawisz? No nie moge się
        doczekać.

        GRATULUJĘ!!! :)
        • anka_z_lasu są na blogu Urkye :) n/t 09.08.10, 20:17

    • daslicht Czy ktoś jeszcze nigdy nie był na weselu? 09.08.10, 15:13
      Z tego co czytam/słyszę, to wcale nie ma czego żałować.
      Ile nas jest?
      • 987ania Re: Czy ktoś jeszcze nigdy nie był na weselu? 09.08.10, 15:21
        Nie lubię wesel. Tak naprawdę byłam tylko na dwóch, na których się dobrze
        bawiłam, orkiestra (raz didżej) dobrze grała, jedzenie było smaczne i lekkie.
        Nie trawię zabaw wiejskich, tradycyjnych, pieśni Cudownych rodziców i Schodami
        do nieba, łażenia z kamera po sali i składania życzeń 9kto to potem ogląda jak
        100 osób mówi dokładnie to samo).
        Ja jak tylko mogę alienuję się na takich imprezach. Cóż nie dorosłam jeszcze do
        swojego wesela ale ja przed trzydziestką jestem to może dojrzeję jeszcze.
        • yaga7 Re: Czy ktoś jeszcze nigdy nie był na weselu? 09.08.10, 15:49
          Moment, ale TWOJE wesele może być przecież kompletnie inne.

          Ja też nie znoszę oczepin, orkiestry, welonów, Cudownych Rodziców, podpitych
          wujkow, tańczenia z rodziną, majteczek w kropeczki i innych takich. Aha,
          kamerzysty i składania życzeń też nie znoszę.
          I niczego takiego na własnym weselu nie miałam, a ludzie się i tak bawili. Więc
          _można_ zrobić wesele bez tych wszystkich niefajnych elementów.
        • turzyca Re: Czy ktoś jeszcze nigdy nie był na weselu? 09.08.10, 19:38
          > Ja jak tylko mogę alienuję się na takich imprezach. Cóż nie dorosłam jeszcze do
          > swojego wesela ale ja przed trzydziestką jestem to może dojrzeję jeszcze.

          Ledwie tydzien temu bylam na weselu na ktorym bylo 5 gitar, jedno wielkie
          ognisko, 15 namiotow, a wszystko odbywalo sie gdzies hen na Mazurach. Panu Bogu
          swieczke i diablu ogarek, dla zaproszonej z dalekich krancow swiata rodziny byl
          baaardzo uroczysty obiad w wytwornej restauracji, a dla przyjaciol impreza na
          lonie natury. I wszyscy byli bardzo, bardzo zadowoleni.
          Chrypa po spiewaniu przez cala noc przeszla mi juz we wtorek. :)
          • roza_am Re: Czy ktoś jeszcze nigdy nie był na weselu? 09.08.10, 20:44
            Tylko, że to co opisujesz, to nie było wesele. Był uroczysty obiad i była
            impreza weselna przy ognisku.

            >Panu Bogu swieczke i diablu ogarek
            I to jest bardzo fajne rozwiązanie. Rodzina czuje się uszanowana, a młodzi bawią
            się tak jak lubią. I nikt wtedy nie jest niewolnikiem tradycji, z którą mu
            zupełnie nie po drodze.
          • mujer_bonita Re: Czy ktoś jeszcze nigdy nie był na weselu? 09.08.10, 22:16
            turzyca napisała:
            > Ledwie tydzien temu bylam na weselu na ktorym bylo 5 gitar, jedno wielkie
            > ognisko, 15 namiotow, a wszystko odbywalo sie gdzies hen na Mazurach. Panu Bogu
            > swieczke i diablu ogarek, dla zaproszonej z dalekich krancow swiata rodziny byl
            > baaardzo uroczysty obiad w wytwornej restauracji, a dla przyjaciol impreza na
            > lonie natury. I wszyscy byli bardzo, bardzo zadowoleni.

            Sposób jest coraz popularniejszy - byłam już na takich dwóch - po obiedzie dla rodziny impreza dla przyjaciół - w jednym przypadku na działce - w drugim w pubie :)
      • psuj-ka Re: Czy ktoś jeszcze nigdy nie był na weselu? 09.08.10, 16:30
        Ja byłam poza rodzinnymi na jednym i zdecydowanie żałuję :/ najwyraźniej jestem sztywniarą, ale nie bawią mnie wodzireje, disco polo, wiejskie zabawy, tona alkoholu. Muszę iść na jedno wesele w październiku i już mi się niedobrze robi :( do tego szukanie kiecki i butów w nieistniejących rozmiarach, dziękuję bardzo.
      • mszn Ja nie byłam :) 09.08.10, 21:54
        I nie zanosi się na to, że będę. Rok temu wyjechałam z Polski, jestem
        przekonana, że na stałe, więc ominą mnie wszystkie wesela koleżanek ze studiów
        (o ile którejś chciałoby mnie się zapraszać) - nie stać mnie na pozaświąteczne
        wycieczki do PL. W rodzinie wolnego stanu jestem ja i jeden kuzyn, z pociotkami
        kontaktu zero. A z niepolskich znajomych nikt nie planuje małżeństwa, tak jak i ja.

        I powiem Wam, że czuję się urządzona :) Wiem, że nie dałabym rady na
        "prawdziwym" weselu. Na ślubnym obiedzie mojego brata (15 osób? jakoś tak) już
        ledwo ciągnęłam.
      • elrosa Re: Czy ktoś jeszcze nigdy nie był na weselu? 10.08.10, 09:35
        Ja jeszcze nie byłam, ale będę w tę sobotę - z jednej strony jestem
        ciekawa, z drugiej strony się obawiam, bo na parkiecie zamieniam się w
        ośmiornicę i nie mam z tańca żadnej frajdy, tylko się frustruję ;)
    • aadrianka Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 15:30
      Ja się podpiszę pod tym, co napisała Mujer_bonita:) Ze szczególnym
      naciskiem na punkt 2. Inna rzecz, że przywykłam już do dyskretnego
      znikania w okolicach oczepin z sali i powrotu, gdy już welon
      szczęśliwie został złapany:)
      Najbardziej lubię wesela znajomych z liceum. Idziemy zwykle całą
      paczką i mam zagwarantowaną fantastyczną zabawę.
      Za miesiąc czeka mnie wyprawa na wesele siostry mojego chłopa, który
      dodatkowo będzie świadkiem. Trenuję już wymijający uśmiech, którym
      będę kwitować pytania "a wy kiedy?:...
    • marta_monika Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 15:55
      Nie cierpie tradycyjnych przyjec weselnych. Rzeczy, ktore mnie
      denerwuja jest wiele:
      - wierszyki na zaproszeniach i zmieniajaca sie moda na pseudo
      dzialalnosc chrytatywna - a to przynies zabawki dla dzieci, a to
      ksiazki dla lokalnej biblioteki, a to karme dla psow dla schroniska.
      Najbardziej zalosne wierszyki to sa te, w ktorych para prosi o
      pieniadze zamiast prezentow,
      - filmowanie, fotografowanie podczas jedzenia,
      - namawianie do picia alkoholu gosci,
      - zmuszanie mlodych do picia a swiadkow do calowania sie,
      - marnowanie ton jedzenia - kto je trzy cieple posilki w nocy? kto
      jada goracy rosol gdy na dworze jest +30? To jedzenie trzeba bylo
      oddac potrzebujacym a nie setke misiow!
      - wszelkie zabawy oczepinowe, rzucanie welonu, muszek, podwiazek i
      innych rzeczy,
      - zbieranie na wozek i inne formy wymuszania gotowki od gosci.
      • mankencja Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 17:16
        > - wierszyki na zaproszeniach i zmieniajaca sie moda na pseudo
        > dzialalnosc chrytatywna - a to przynies zabawki dla dzieci, a to
        > ksiazki dla lokalnej biblioteki, a to karme dla psow dla schroniska.
        > Najbardziej zalosne wierszyki to sa te, w ktorych para prosi o
        > pieniadze zamiast prezentow,

        wierszyki mnie nie denerwuja, raczej smiesza. podobnie dziwaczne stylizacje na
        staropolszczyzne.
      • klymenystra Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 17:35
        Dlaczego wedlug Ciebie zbiorka rzeczy dla potrzebujacych to dzialnosc pseudocharytatywna? To lepiej wywalac kase na kwiatki, ktore zaraz zwiedna?Przyjaciolka na swoim slubie zebrala 2 tysiace zlotych na koci azyl - to jest pseudocharytatywne?

        A co do meritum - w te wakacje bylam na trzech weselach i jedyne, co mnie irytuje, to ilosc cieplych posilkow. Do tego przewaznie goracy bufet jest... Zal mi ilosci zmarnowanego jedzenia...

        Durnych zabaw nie widzialam, pamietam je tylko z dziecinstwa, ale w te wakacje zabawy byly naprawde fajne - no i nikt nie ciagnal nikogo na sile. Disco polo moze byc, byle z umiarem i nie przez cala noc. Zenujace jest dla mnie tylko zmuszanie mlodych do calowania sie - przeciez to jest intymne! - i dodatkowe zbieranie kasy w trakcie wesela.
      • butters77 Charytatywne 09.08.10, 23:01
        A ja uważam, że wszystkie charytatywne zapędy - nawet, jeśli są wyrazem mody -
        mają jednak zdecydowanie pozytywny wydźwięk. I nawet jeśli państwo młodzi wpadną
        na taki pomysł tylko po to, żeby polansować się z gromadą pluszowych misiów ;-P,
        to jednak do kogoś te misie trafią i czyjś uśmiech wywołają. No :-)
        • kulka_kulkowa Re: Charytatywne 09.08.10, 23:25
          Zgadzam się.
          Nasi znajomi poprosili o przybory szkolne zamiast kwiatów. Ślub był w sierpniu, więc na pewno dzieciaki z domu dziecka na tym skorzystały w nowym roku szkolnym. Mimo to było parę osób z kwiatami i jakoś nowożeńcy nie stroili na nie fochów :)
          Jestem zwolenniczką takich pomysłów i do głowy by mi nie przyszło, że ktoś z moich gości pomyśli, że chcę się w ten sposób lansować na dobroczyńcę o_o
    • olusimama aleście mnie wystraszyły ;-) 09.08.10, 16:52
      w sobotę idę na wesele kuzynki, sama, bo osoby towarzyszącej chwilowo nie
      posiadamn a byle kogo brać, byle mieć parę, to jakoś mi niehalo.

      Po tym wątku zaczęłam się bać, a zamierzałam się po prostu dobrze bawić, w
      towarzystwie między innymi, własnej mamusi ;-) i w Biubiowym Zielonym Tulipanie,
      który leży, odkąd schudłam, jak milion dolarów ;-)
      • inez69 Re: aleście mnie wystraszyły ;-) 09.08.10, 20:20
        Ale Ty pójdziesz na wesele, na którym nie będzie tych wszystkich
        drażniących elementów:D
    • mankencja Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 17:13
      1. obowiązkowy rosół na wejściu i ogólna dominacja dań mięsnych. nie lubię i nie
      jem mięsa, myślę też, że duża część mięsożernych gości nie pogardziłaby np. rybą
      zamiast kotleta albo grzybową zamiast rosołu, gdyby tylko dać im wybór.

      2. upierdliwy (zwłaszcza w kwestii uczestnictwa w grach i zabawach) i
      nietaktowny (w każdej kwestii) wodzirej. byłam na weselu, które miało być
      początkowo bezalkoholowe, ale młodzi ugięli się pod presją rodziny. przy
      tradycyjnym toaście szampanem na wejściu padło z ust wodzireja hasło "młodzi
      będą pić - hehe - piccolo, ale my wiemy, co dobre", czy coś w tym guście.

      3. brak znajomych osób przy tym samym stole, co się zdarza, jeśli idzie się na
      wesele znajomych konkubenta albo bardzo dalekiej kuzynki

      Cała reszta mi nie przeszkadza, bylebym nie była siłą wyciągana na parkiet. Gry
      i zabawy mogą być, jeśli nie są zbyt durne i jeśli uczestnictwo nie jest
      obowiązkowe (patrz: nachalny wodzirej).

      Z natrętnym filmowaniem się nie spotkałam, pijani wujaszkowie do mnie nie lgną,
      muzyka weselna mi wisi, bo i tak nie mam słuchu muzycznego.

      Nie wyobrażam sobie jednak, żebym to ja miała mieć tradycyjne wesele. Jako gość
      można się w kluczowych momentach ulatniać na papierosa, panna młoda musi
      uczestniczyć we wszelkich idiotyzmach.

      • butters77 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 23:04
        mankencja napisała:
        > 1. obowiązkowy rosół na wejściu i ogólna dominacja dań mięsnych

        Ach, to niestety mnie również drażni, choć nie należę do osób przesadnie
        wybrzydzalskich ;-) Niestety, jako wegetarianka rzadko mogę znaleźć dla siebie
        na stole weselnym cokolwiek. Ot, większość biesiadujących jednak utożsamia (a
        przynajmniej tak się wydaje organizatorom;-) posiłek pożywny z posiłkiem mięsnym.
        • turzyca Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 00:10
          Niestety, jako wegetarianka rzadko mogę znaleźć dla siebie
          > na stole weselnym cokolwiek.

          Butters, a tak z ciekawosci - zglaszasz panstwu mlodym, ze jestes wegetarianka i
          byloby Ci milo, gdyby to uwzglednili? Poniewaz moj osobisty na zadne kompromisy
          nie chodzi, to za kazdym razem ladnie prosimy panstwa mlodych, zeby o tej naszej
          preferencji, o ile to mozliwe, pamietali. I jak do tej pory nie bylo nigdzie
          zadnych problemow. Zasadnicza wiekszosc domow weselnych i restauracji zalatwia
          takie sprawy bez mrugniecia okiem, wiec jest to tylko kwestia poinformowania,
          ile porcji ma byc bezmiesnych. Na nas lezy obowiazek zgloszenia kelnerowi na
          poczatku wesela, ze to my jestesmy "te wegetariany".
          • yaga7 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 12:48
            A ja przeżyłam sporo wesel jako wegetarianka i bez zgłaszania specjalnych porcji
            :) I byłam nawet baaardzo zadowolona, że nie muszę jeść tyle, co inni. Bo w
            gruncie rzeczy na takich imprezach jem jednak mało, a poza tym KOCHAM ciasta,
            więc w moim przypadku wystarczy tylko siąść w strategicznym miejscu przed paterą
            i do 5 rano mam spokój ;)))

            Na ostatnim weselu było więcej osób o specjalnych preferencjach żywieniowych,
            więc całość menu miałam bezmięsnego i powiem szczerze, nie dałam rady
            wszystkiego zjeść.

            Dlatego jak młodzi się pytają, to mówię, że mięsa nie jem. Ale jeżeli się nie
            pytają, to wiem, że i tak nie wrócę głodna, bo zawsze coś znajdę do jedzenia :)
            • aadrianka Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 13:24
              Ja tak samo jak Yaga:) Zapotrzebowania na dania bezmięsne nie
              zgłaszam - i bez tego młodzi mają najczęściej urwanie głowy, a
              jedzenia wiadomo, i tak będzie w bród, nic mi się nie stanie, jeśli
              przez jeden wieczór pożywię się ziemniakami i surówką orazdopcham
              ciastem:)
              Zdarzyło mi się jedno wesele, gdzie były dania wegetariańskie.
              • turzyca Re: Najbardziej nielubiane na weselach 11.08.10, 11:11
                > przez jeden wieczór pożywię się ziemniakami i surówką orazdopcham
                > ciastem:)

                O ile kuchnia nie wpadnie na znakomity pomysl, zeby do kazdej salatki wetknac
                choc odrobine szynki, ziemniaki polac topionym smalczykiem ze skwarkami, a
                ciasto gesto przelozyc kremem na zelatynie. Z czym mi sie juz zdarzylo spotkac.
                I bylo to wesele w centrum Krakowa.
          • mankencja Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 14:43
            > Butters, a tak z ciekawosci - zglaszasz panstwu mlodym, ze jestes wegetarianka
            > i
            > byloby Ci milo, gdyby to uwzglednili?

            Pytanie nie jest skierowane do mnie, ale odpowiem: zgłaszam, za każdym razem i
            tylko raz uwzględniono to w pełni. w pozostałych przypadkach tylko częściowo
            (czego zresztą nie mam nikomu szczególnie za złe, z głodu nie umierałam.)
            • butters77 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 11.08.10, 15:29
              mankencja napisała:

              > Pytanie nie jest skierowane do mnie, ale odpowiem: zgłaszam, za każdym razem i
              > tylko raz uwzględniono to w pełni. w pozostałych przypadkach tylko częściowo
              > (czego zresztą nie mam nikomu szczególnie za złe, z głodu nie umierałam.)

              U mnie jest bardzo, bardzo podobnie :-)
              • monjan a ja uwielbiam wesela 11.08.10, 15:42
                zwłaszcza takie, gdzie jest znane towarzystwo
                byłam ostatnio na takim, super!!elegancki lokal, pyszne jedzenie, super
                orkiestra, nie żadne diso polo
                nie było "ciotek i wujków" były za to pokaz tańca brzucha i pokaz
                barmański(wow!!) barman nalewający drinki mniam!!super stół z ciastami, fontanną
                z czekoladą(jak w ALL) stół wiejski i arabski
                dania ciepłe też super-po prostu jak ktoś nie chce to nie je
                nikt do picia też nie zmusza(nie wiem co to za pomysły)

                zamiast kwiatów PM zażyczyli sobie art.szkolne i ok
                spotkałam się tez z propozycją wina,książki czy przewodnika po jakimś kraju
                natomiast nie leży mi dawanie karmy dla psów...sorry ale to mało eleganckie stać
                pięknie wyszykowanym, pod kościołem z puszką Chappi i wręczać ją pięknej Pannie
                Młodej...
          • mszn OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 14:38
            Wasza dyskusja przypomniała mi moje nie tak dawne przygody ze zgłaszaniem
            niejedzenia mięsa. Przez dwa lata dość intensywnie rozbijałam się po
            konferencjach, na których żywiliśmy się w sposób zorganizowany, w różnych
            barach/tańszych restauracjach. Trochę z przekory za każdym razem zgłaszałam
            organizatorom, że jestem wegetarianką (od kilku lat z powrotem jem mięso, ale
            nie częściej niż 1-2 razy w miesiącu i zmuszanie mnie do robienia tego
            codziennie, co jest standardem w polskim żywieniu, męczy mnie okropnie).

            No i teraz: jak rozumie się pojęcie "wegetarianin"? Zupa zawsze ta, którą je
            reszta, to nic, że gotowana na kości. Zdarzyło mi się, że podano mi - po moim
            uprzednim przypomnieniu, że to ja jestem ta bezmięsna - żurek ze skwarkami. No
            bo przecież zupa to nie mięso, no nie?

            Ryba to też nie mięso, więc w piątki zawsze dostawałam panierowany filecik.
            Przypomina mi to wypowiedź ciotki mojego przyjaciela: Jak to jesteś
            wegetarianinem? No ale kurczaka to zjesz, to nie mięso.

            Też macie takie doświadczenia, czy miałam po prostu pecha do tej pory?
            • zooba Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 14:47
              Ja w zeszłym roku organizowałam konferencję wegetarian zwykłych miałam trochę -
              problemu nie było. Ale był tez weganin, który zgłaszał swoje wymagania
              żywieniowe dużo przed konferencją - niestety obsługa cateringu nie przejmowała
              się zupełnie kwestią - więc prawie niczego nie mógł jeść, bo albo okraszone
              masłem albo nagotowane na kościach. Skończyło się na tym, że mu z domu pomidory
              przynosiłam.
              I do dziś mam mieszane uczucia - czy to my powinniśmy stanąć na rzęsach i
              zapewnić mu obiad zgodny z wybraną przez siebie dietą, czy to on powinien
              zabezpieczyć sobie pokarm jadąc do kraju wieprzowiną/mlekiem/masłem płynącego.

              Jeszcze lepsza jest jazda z koszernym jedzeniem...
              • daslicht Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 15:26
                Kuchnia często uważa za jedynie słuszny model obiadu zestaw ziemniaki + jakieś warzywo + ochłap. Inna forma jest już za trudna, więc zazwyczaj zmiana polega na przyrządzeniu "zastępczego ochłapu", najczęściej smażonego. Np. smazony ser w panierce, zabójstwo dla wątroby. Albo ryba, nie wiadomo w sumie dlaczego.

                Na mojej studniówce zrobii z wyprzedzeniem listę wegetarian. Moja szkoła była specyficzna i wegaludzi było mnóstwo. Dostaliśmy po talerzu gotowanych brokułów. Na szczęście na środku sali była wielka patera z owocami.

                Jedzenie zbiorowe dla wegan jest jeszcze gorsze w obsłudze. Niedawno weszła mi alergia na mleko (bu!), więc jestem przymusowo weganką. Ciężka sprawa wytłumaczyć, że ryba nie, ser też nie, twarożek tez nie. Lody też nie, czekolady i ciasta też nie.

                Moim dodatkowym "dziwactwem" jest to, ze nie cierpię dań ociekających tłuszczem i smażonych - po prostu brzuch mnie po nich boli, w domu takich nie jadłam. Mam wrażenie, że dla tzw. "ludzi" danie musi być koniecznie panierowane, tłuste i przesolone/przecukrzone. I na to zasmażka.

                Na szczęście wcale z głodu nie padam, bo ziemniaki, sałatki i soki zawsze się jakieś znajdą. Woda też. Najgorzej jest gdy każdy dostaje swoja porcję (wtedy trzeba dyskutować z obsługą, a tego nie lubię), ale najcześciej są miski i każdy sam sobie nakłada :)
              • wariamiktoria Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 15:51
                Wy zapewniacie posiłek także wegański i pilnujecie tego ostro przy cateringu.
                Co do wegetarianizmu to nie jestem ale mam znajomych takowych i właśnie ich wesele wspominam jako kulinarną ucztę. Było pysznie mimo, że bezmięsnie, podobno podczas części dla rodziny ktoś się buntował, gdzie jest mięso ale to moim zdaniem buractwo. Na zaproszeniach było zaznaczone, że posiłki tylko wegetariańskie i mógł się zwyczajnie mięsa wcześniej najeść. Do tego ta część trwała 4 godziny więc dało się chyba wytrzymać? Ja byłam na tej drugiej części dla znajomych i młodszy przedział wiekowy z inną muzyką i tam już nikt nie wymyślał, że mięsa nie ma a tylko część była wegetarianami. Rozumiem młodą parę, że nie chciała aby z okazji ich ślubu wzrastał popyt na mięso.

                A co do żywienia zbiorowego. Jak byłam zdawać na prawo jazdy to w ośrodku w barze zamówiłam pierogi z soczewicą. Podano mi je ze skwarkami :( Absolutnie nie pasowało to smakowo ale głodna zjadłam. Miałam ochotę zwrócić uwagę ale jedli tam też egzaminatorzy i nie miałam ochotę trafić potem na takiego, który kojarzy mnie jako marudę. Uważam, że wegetarianie mają kiepsko w Polsce, tak samo bezglutenowcy czy uczuleni na laktozę. Nawet taki banał jak ograniczenie węglowodanów to problem jeśli chodzi o zjedzenie czegoś na szybko w miejscu publicznym. Wszechobecne drożdżówki itd.
                • daslicht Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 15:59
                  Ja już jestem przyzwyczajona i gdy zamawiam coś, to zaznaczam kilkukrotnie, że nie chcę żadnych polewek/śmietany/zasmażki/skwarków/majonezu/masła/margaryny/oleju/sosu. Zwykle działa :)
              • turzyca Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 17:08
                > Jeszcze lepsza jest jazda z koszernym jedzeniem...

                Jazda to jest nawet z jedzeniem dla katolikow, jesli ktos przestrzega zasad
                swojej wiary. Naprawde sa ludzie, ktorzy poszcza w piatki, w Wielki Post i inne
                dni postne. I mna osobiscie telepie, jesli na pytanie o dania postne obsluga
                wskazuje np. pierogi, a potem przynosi je polane smalczykiem ze skwarkami. O tym
                ze w wiekszosci przypadkow na uprzejma prosbe o wymiane porcji na rzeczywiscie
                postna jest wielkie obruszenie, a wrecz udowodnianie ze post piatkowy zostal juz
                zniesiony, wspominac nie musze, prawda? I to wszystko w Polsce, gdzie jakoby 95%
                populacji jest katolikami.

                Po prostu ludzie maja w zwyczaju wiedziec lepiej, co inni powinni jesc, jakie
                powinni miec poglady i w co wierzyc.
                • magdalaena1977 Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 18:06
                  turzyca napisała:
                  > Jazda to jest nawet z jedzeniem dla katolikow, jesli ktos
                  > przestrzega zasad swojej wiary. Naprawde sa ludzie, ktorzy
                  > poszcza w piatki, w Wielki Post i inne dni postne.
                  Ja poszczę w piątki i generalnie jakoś sobie radzę.
                  Przy żywieniu zbiorowym polecam bar sałatkowy Pizzy Hut - tanio i do syta.
                  Ale faktycznie pytanie o dania postne budzi przerażenie większości kelnerów. I
                  zwykle mylą post z wegetarianizmem. Tak jakby opcja "rybka tak, kotlecik nie"
                  była trudna do zrozumienia.
                  • turzyca Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 22:58
                    > Ja poszczę w piątki i generalnie jakoś sobie radzę.

                    Tak samo jakos sobie radza osoby o diecie ograniczonej czy to przekonaniami, czy
                    to wiara czy to mozliwosciami wlasnego ciala. Jakos. Tyle ze wzbudza to czesto
                    irytacje, ze po raz kolejny nasze prosby sa ignorowane, ze trzeba sie upominac,
                    dopytywac, wypraszac. I mnie osobiscie uswiadomienie sobie, ze problemy maja
                    nawet osoby nalezace do tak ogromnej, dominujacej grupy jak katolicy w Polsce,
                    ulatwia dyskusje z kelnerem o tym, czy ryba jest wegetarianska, a sos jogurtowy
                    bezmleczny.
                    • magdalaena1977 Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 23:50
                      turzyca napisała:
                      > I mnie osobiscie uswiadomienie sobie, ze problemy maja
                      > nawet osoby nalezace do tak ogromnej, dominujacej grupy jak
                      > katolicy w Polsce,
                      IMHO katolicy naprawdę nie stanowią dominującej ilościowo grupy w Polsce. Ale
                      wiem, że to złudzenie dominacji jest dużo większe z puntu widzenia kogoś spoza
                      grupy.
                      • turzyca Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 12.08.10, 00:18
                        > IMHO katolicy naprawdę nie stanowią dominującej ilościowo grupy w Polsce. Ale
                        > wiem, że to złudzenie dominacji jest dużo większe z puntu widzenia kogoś spoza
                        > grupy.

                        Ja swietnie wiem, ze z naprawde wierzacymi katolikami jest jak z prawdziwym 75B. :)
                        I ciagnac te analogie dalej: jak czlowiek uswiadomi, ze na 75B dostac _porzadny_
                        stanik jest tak samo trudno jak na 30H, to jakos inaczej na swoje problemy patrzy.



                        Im wiecej sie nad tym zastanawiam, tym bardziej ta analogia do mnie przemawia.
                        Tylko z religijnym uswiadomieniem moze byc trudniej niz ze stanikowym.
                        • kotwtrampkach Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 12.08.10, 11:29
                          turzyca napisała:

                          > Ja swietnie wiem, ze z naprawde wierzacymi katolikami jest jak z prawdziwym 75B
                          > . :)
                          > I ciagnac te analogie dalej: jak czlowiek uswiadomi, ze na 75B dostac _porzadny
                          > _
                          > stanik jest tak samo trudno jak na 30H, to jakos inaczej na swoje problemy patrzy.

                          ooooo
                          cudne porównanie
            • magdalaena1977 Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 17:54
              mszn napisała:

              > Trochę z przekory za każdym razem zgłaszałam organizatorom, że
              > jestem wegetarianką (...) Też macie takie doświadczenia, czy
              > miałam po prostu pecha do tej pory?
              Moje doświadczenia są takie, że niestety kucharki i kelnerki są głupie - trzeba
              im wszystko tłumaczyć po pięć razy, a i tak nie zawsze działa.
              Ja z racji mojej bezglutenowości jestem narażona na podobne rozmowy i w 99 %
              jest okropnie. Jeśli poprosiłabym tylko o "danie bez mąki", to wiem, że mogłabym
              dostać kotlet w panierce z bułki tartej. Prośby o usmażenie mięsa na czystej
              patelni (tj. takiej, gdzie wcześniej nie było mięsa w panierce) są odbierane
              jako obraza dla lokalu. Czasami kelnerzy nie chcą zdradzić składu potraw
              (tajemnica firmy). Bez przerwy wydziwiają, że to przecież niemożliwe, żeby mąka
              była w przyprawach, frytkach czy ketchupie.

              I co dziwniejsze, w lokalach wegetariańskich w zasadzie nic dla mnie nie ma, a
              obsługa traktuje moje oczekiwania wyjątkowo niemiło (np. ostatnio bar Vege w
              Krakowie na Grodzkiej).
              • pierwszalitera Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 21:54
                magdalaena1977 napisała:

                Jeśli poprosiłabym tylko o "danie bez mąki", to wiem, że mogłaby
                > m
                > dostać kotlet w panierce z bułki tartej. Prośby o usmażenie mięsa na czystej
                > patelni (tj. takiej, gdzie wcześniej nie było mięsa w panierce) są odbierane
                > jako obraza dla lokalu. Czasami kelnerzy nie chcą zdradzić składu potraw
                > (tajemnica firmy). Bez przerwy wydziwiają, że to przecież niemożliwe, żeby mąka
                > była w przyprawach, frytkach czy ketchupie.


                Że kelnerzy najczęściej nie wiedzą co podają, to łatwe do zrozumienia, ale bardzo często nie wiedzą tego też kucharze. Restauracje, stołówki itp. gotują coraz częściej z półfabrykatów. Na zachodzie to jest standard. Tylko naprawdę drogie, luksusowe restauracje gotują wszystko od początku do końca, w innych sprowadzają mięso najczęściej już przygotowane, czyli przyprawione, w marynadach, panierkach i poporcjowane. Czasem potrawy są już nawet fabrycznie ugotowane i tylko zamrożone, do mikrofalówki. Kto by gotował codziennie świeże rzeczy, zwłaszcza, gdy karta menu jest dosyć długa. Więc kucharze mogą nie do końca znać listę wszystkich składników i nawet nie mieć możliwości przygotowania coś ekstra.
            • yaga7 Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 11.08.10, 21:02
              >
              > Też macie takie doświadczenia, czy miałam po prostu pecha do tej pory?
              >

              Az tak nie miałam :)

              Ale jak parę lat temu byłam na nartach we Włoszech, to dla obsługi hotelu (ale
              typowego rodzinnego) wegetarianizm to mięso nie, ale ryby i owoce morza to tak.
              Więc jak reszta jadła mięcho, ja miałam macki i ośmiornice... :(
            • marta_monika Re: OT: "wegetarianizm" w żywieniu zbiorowym ;) 12.08.10, 09:07
              Kupowalam wczoraj bilet LOTu na 23 sierpnia i dostalam mozliwosc
              wyboru specjalnego posilku. Opcji bylo naprawde wiele -
              wegetarianski, niskosodowy, dla cukrzykow, koszerny, bez laktozy (ja
              taki zamowilam) i inne. Zobaczymy jak to bedzie wygladalo w
              praktyce. Pewnie dostane sucha bulke bez sera i masla :-)
    • magdalaena1977 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 17:39
      Podoba mi się idea wesela jako taka, ale z realizacjami już gorzej.

      Nie podoba mi się:

      - tańczenie wyłączne z własną małżonką / konkubiną. Ja nie mam drugiej połówki
      więc chodzę na wesela sama, ale zwykle poza własnym tatą nikt ze mną nie zatańczy.

      - fałszująca orkiestra - nigdy nie słyszałam, żeby ktoś grał znane przeboje tak,
      żeby ucho mnie nie bolało. DJ jest znacznie lepszy.

      - głupawe zabawy typu "zbieranie na wózek"

      - sugerowanie przez młodych, co mam im kupić - szczególnie domaganie się karmy
      dla psów / maskotek itp.

      - połączenie skąpstwa i przesadnej wystawności w jedzeniu. Np. są trzy wielkie
      ciepłe dania, ale łosoś czy tatar kończą się po pięciu minutach. IMHO na weselu
      jedzenie powinno być lepsze / ciekawsze / droższe niż na co dzień. Dzisiaj nikt
      nie cierpi głodu i nie objada się od święta "na zapas".
    • kaga9 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 19:10
      Nie lubię wesel ani innych spędów. Sama miałam tylko ślub, bez wesel, bez
      przyjęć. Nie bardzo umiem i nie bardzo lubię tańczyć; jedyną osobą, z którą
      tańczyć jako tako jestem w stanie, jest mój mąż. Gros wesel, na których bywam,
      spędzam na rozmowach więc.

      Rodzinna szczególnie nie jestem, dlatego, jeśli już ląduję na weselu, to jest to
      impreza znajomych. Ale nawet oni czasem wpadają na pomysł oczepin:| Nie trawię
      zabaw itepe i nie biorę w nich udziału. Co więcej- czuję się skrępowana nawet
      patrząc na żenady o podtekście erotycznym, w tym "gorzko, gorzko". Podobnie
      czuję się zażenowana kółeczkami wokół młodych i "Cudownymi rodzicami". Pamiętam
      wesele mojej koleżanki, którą wychowywała babcia, bo rodzice mieli ją tam, gdzie
      słońce nie dochodzi; wymarzoną synową również nie była; i tak sobie młodzi i
      rodzice pląsali w kółeczku do hitu Sipińskiej ze wzrokiem wbitym w ziemię...

      Nie lubię też sugestii, co mam PM ofiarować; sama ZAWSZE pytam, czy wolą
      pieniądze czy prezent. Akcje "X zamiast kwiatów" uważam za rozporządzanie
      pieniędzmi gości i filantropię na koszt osób trzecich- nie rozumiem, dlaczego PM
      nie zafundują pomocy domom dziecka, schroniskom itd. z otrzymanych w prezencie
      pieniędzy?

      Na jedzenie weselne nie narzekam, byle za dużo wynalazków nie było;) Zresztą
      jadam niewiele.

      Z rundką życzeń wokół stołu się nie spotkałam, uff;)
      • mujer_bonita Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 19:23
        kaga9 napisała:
        > Akcje "X zamiast kwiatów" uważam za rozporządzanie
        > pieniędzmi gości i filantropię na koszt osób trzecich- nie rozumiem, dlaczego PM
        > nie zafundują pomocy domom dziecka, schroniskom itd. z otrzymanych w prezencie
        > pieniędzy?

        Ale to przecież nie chodzi o 'filantropię' tylko o nie wyrzucanie pieniędzy w błoto. Po co komu kwiatki, które zaraz zwiędną? Ja osobiście wolę dać coś co się komuś przysłuży - młodym czy dzieciom z domu dziecka. Nawet jak nic nie piszą to w ramach kwiatków kupuję czekoladki ;)
        • kaga9 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 19:40
          OK, TY wolisz, TY dajesz. Chodzi mi o postawę "przyjdźcie, ale pod pewnymi
          warunkami", bo tak odbieram żądania (bo to są żądania, nie sugestie, wg mnie)
          pary młodej. Co do wyrzucania pieniędzy w błoto- przepuszczanie grubych tysiaków
          na ten jeden wieczór/noc też w sumie jest jakimś tam wyrzucaniem pieniędzy,
          biorąc pod uwagę choćby ceny sukien ślubnych i usług, które normalnie są x razy
          tańsze;)
        • magdalaena1977 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 20:07
          mujer_bonita napisała:
          > Ale to przecież nie chodzi o 'filantropię' tylko o nie wyrzucanie
          > pieniędzy w błoto. Po co komu kwiatki, które zaraz zwiędną?
          Ja bardzo lubię dostawać kwiaty. I na ślubach lubię je dawać, stać pod kościołem
          z pięknym bukietem. I życzenia też fajniej składa się z kwiatami.
          Tu masz wpis z bloga butters wyraźnie cieszącej się otrzymanymi kwiatami.
          kieszeniejakocean.blogspot.com/2010/07/love-and-marriage.html
          A maskotki czy karma dla psa są niewygodne, często nieładne itp.
          I cała ta filantropia wydaje mi się jakaś fałszywa. Bo młodzi wydają tyle kasy
          na ślub, sukienkę, wesele, ale to JA mam kupować coś na szczytny cel.
          • mujer_bonita Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 20:13
            magdalaena1977 napisała:
            > Ja bardzo lubię dostawać kwiaty. I na ślubach lubię je dawać, stać pod kościołem
            > z pięknym bukietem. I życzenia też fajniej składa się z kwiatami.

            Acha - czyli Ty lubisz to wszyscy muszą? Nie rozumiem tego - prezent ma cieszyć darczyńcę czy obdarowywanego? Ja tam lubię wiedzieć, że prezent sprawi komuś przyjemność więc zwykle daję to, o co prosi. I nie jest ważne, że mi 'z karmą niewygodnie' ;) Ba - mnie tam nawet wygodnie bo nie trzeba w dniu ślubu kwiaciarni na gwałt szukać (a ja często przyjezdna jestem) :D
            • kaga9 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 20:37
              Magdalaena, o to mi właśnie chodziło:
              "I cała ta filantropia wydaje mi się jakaś fałszywa. Bo młodzi wydają tyle kasy
              na ślub, sukienkę, wesele, ale to JA mam kupować coś na szczytny cel".

              mujer_bonita napisała:
              Nie rozumiem tego - prezent ma cieszyć
              > darczyńcę czy obdarowywanego?

              Obdarowywanego. Choć dobrze by było, gdyby darczyńca nie musiał czuć się
              zażenowany;) Mujer_bonita, młodzi zwykle się deklarują, że chcą spędzić ten
              dzień z najbliższymi (np. wujkiem Stefanem, którego widzą na oczy po raz
              pierwszy:P), żeby dzielili ich szczęście, blabla. A potem wyskakują ze swoimi
              warunkami dotyczącymi finansów. Uważam, że to dość... nie na miejscu.
              • mujer_bonita Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 21:11
                kaga9 napisała:
                > pierwszy:P), żeby dzielili ich szczęście, blabla. A potem wyskakują ze swoimi
                > warunkami dotyczącymi finansów. Uważam, że to dość... nie na miejscu.

                Jakie 'warunki dotyczące finansów'??? Chyba o FORMIE prezentów była rozmowa?

                Może ja piszę z innej perspektywy bo trafione prezenty (w całym moim życiu) mogę zliczyć na palcach jednej dłoni. Wybacz ale dostawanie tego czego się nie chce/nie lubi - nie cieszy! Czasem może być wręcz przykre, szczególnie gdy obdarowujący uważa, że wie lepiej czego ci potrzeba niż Ty sam. Dlatego ja wolę dać coś co obdarowywanemu sprawi radość - to jego dzień i jego święto :)
                • kaga9 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 22:17
                  Dla mnie dyktowanie gościom, co się chce dostać i w jakiej formie to SĄ warunki
                  dotyczące finansów.

                  Mujer, tak, jak pisałam- jeśli się wybieram na wesele, ZAWSZE pytam, co młodzi
                  chcieliby dostać, pieniądze czy prezent. Wybierają (jak dotąd) pieniądze i
                  dobrze:) Ja z okazji ślubu dostałam kilka kompletów pościeli, wszystkie 160x200,
                  a mamy kołdrę 140x200, więc znam pojęcie "nieudanego prezentu". Ale po prostu
                  nie podoba mi się informowanie gości, że zaproszenie jest jakby...biletem wstępu.
                  • kulka_kulkowa Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 23:43
                    A odbiegając od działań charytatywnych (według mnie wcale nie pseudo). Kuzyn z narzeczoną _poprosili_ o kupon lotto lub książkę zamiast kwiatów. I po pierwsze primo, wiem, że lubią czytać. A w lotka też może choć jakaś trójka się trafi "na szczęście". Po drugie primo ;) po ślubie pojadą do wynajętej kawalerki, gdzie pewnie byłby wybór "my albo kwiaty". Ja zamknięta w pokoju z jednym bukietem wynoszę go na noc, bo nie mogę spać przez intensywny zapach.
                    Dziewczyny, czy Wy aby nie przesadzacie z tą niechęcią dla nie-kwiatów przy składaniu życzeń?
                  • a_girl Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 23:06
                    Abstrakcyjne są dla mnie te bolączki. Wiadomo, że jeżeli idzie się na ślub to
                    trzeba się liczyć z konsekwencjami finansowymi, bo konwencje społeczne nakazują
                    przynieść młodym prezent/kopertę/kwiaty/whatever. Zawsze jest jakiś "bilet
                    wstępu" na ślub. Nie przeszkadza Ci, że konwencja społeczna zmusza Cię do
                    wydania przynajmniej stówy na prezent, żeby wziąć udział w weselu, a przeszkadza
                    Ci, że ludzie sugerują, że bardziej ucieszyliby się z przekazania pieniędzy na
                    dom dziecka niż ze stu wiązanek?
                    • kaga9 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 11.08.10, 22:16
                      a_girl napisała:
                      przeszkadz
                      > a
                      > Ci, że ludzie sugerują, że bardziej ucieszyliby się z przekazania pieniędzy na
                      > dom dziecka niż ze stu wiązanek

                      Tak, bo drażni mnie robienie z siebie filantropa kosztem osób trzecich. Niech
                      młodzi przekazują na dom dziecka! Gdy już dostaną słodkie "bileciki ze znakiem
                      wodnym" (cytat z jednego z wierszyków), dlaczego tego nie zrobią? Przecież nikt
                      nie daj koperty z tekstem: "tylko nie oddawajcie tych pieniędzy na rzecz
                      schroniska".

                      Serio- słyszałyście kiedyś, żeby PM PO weselu swoje prezenty z kopert ofiarowała
                      na cel dobroczynny? A jeśli- czy dużo było takich przypadków?


                      • paulinago Re: Najbardziej nielubiane na weselach 12.08.10, 07:45
                        kaga9 napisała:

                        >
                        > Serio- słyszałyście kiedyś, żeby PM PO weselu swoje prezenty z kopert ofiarował
                        > a
                        > na cel dobroczynny? A jeśli- czy dużo było takich przypadków?

                        ALe to chyba chodzi po prostu o to, żeby goście nie przynosili ciętych kwiatów,
                        co jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Skoro więc już ktoś chce wyrzucać, to
                        niech wyrzuca na coś z sensem.
                        • a_girl Re: Najbardziej nielubiane na weselach 12.08.10, 23:28
                          > ALe to chyba chodzi po prostu o to, żeby goście nie przynosili ciętych kwiatów,
                          > co jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Skoro więc już ktoś chce wyrzucać, to
                          > niech wyrzuca na coś z sensem.

                          O to, to! Ja sobie myślę, że jakbym urządzała ślub, to prezenty czy kwiaty akurat najmniej byłyby dla mnie ważne. Nie żebym była jakaś mega altruistyczna, ale naprawdę nie zależy mi na tym, żeby lubiani przeze mnie ludzie wywalali grubą kasę na komplety pościeli, 80 bukietów kwiatów czy koperty (honestly, jeśli wydaję tysiące na wesele, to już mi nie robi to 100 zł w kopercie). Ale wiem, że konwencja wymaga przyniesienia na ślub wiechcia białych lilii (od których mi mdło) i drogiego prezentu (który może trafić jak kulą w płot) i że ludzie sami na siebie nałożą to jarzmo "biletu wstępu". Nie dlatego, że chcą, ale że "powinni". Dlatego mając w perspektywie otrzymanie tych 80 wiechci czy kompletów pościeli, wolałabym zasugerować, że skoro czują powinność wydania dużej ilości kasy z mojego zamążpójścia, to mogą tę kasę spożytkować w inny sposób. Nie muszą jej nawet wydawać na mnie. Zaproponowanie jakiejś akcji charytatywnej jest dobrym rozwiązaniem - goście poczują, że spełnili swoją "powinność" (wykupili ten konwencjonalny "bilet wstępu"), mi nie będzie głupio, że moi przyjaciele wywali ciężko uciułany grosz na coś, co w założeniu miało mi sprawić przyjemność, a jest totalnie nietrafione, a psy ze schroniska będą miały karmę. Win-win situation.
                          • marta_monika Re: Najbardziej nielubiane na weselach 13.08.10, 10:39
                            Wg mnie dzialalnosc chrytatywna jest wtedy gdy daje sie cos od
                            siebie, na przyklad sytuacja, w ktorej mlodzi prosza gosci o
                            pieniadze, otrzymuja je a nastepnie sie ich zrzekaja na rzecz domu
                            dziecka czy schroniska. Pokaz mi pare ktora sie na to zdecyduje!
                            Latwo sie oddaje cudze pieniadze gorzej z wlasnymi.
                            Moje zastrzezenia co do tych wszystkich akcji z misiami, ksiazkami i
                            karmami dla psow wynikaja tez z tego, ze nie raz czytalam apele
                            domow dziecka i schronisk zeby nie uszczesliwiac ich na sile
                            rzeczami, ktorych nie potrzebuja. Gdyby ktoras z tych podjela
                            wysilek zapytania sie wczesniej to sie okaze, ze nie maskotki sa
                            potrzebne w domu dziecka ale srodki czystosci, artykuly higieniczne
                            i konkretne przybory szkolne (bynajmniej nie plastikowe dlugopisy).
                            Setka opakowan karmy z krotkim terminem waznosci to rowniez
                            pieniadze wyrzucone w bloto.
                            • felisdomestica Re: Najbardziej nielubiane na weselach 13.08.10, 11:46
                              Nie bardzo rozumiem to rozróżnienie "cudze" i "własne". Przecież para młoda prosi tylko o to, co i tak przeznaczylibyście na nich. Nie żadają dodatkowych pieniędzy, tylko innego ich przeznaczenia. Innymi słowy to oni są stratni, nie wy. Co nam do tego, na co oni przeznaczą darowane pieniądze?? jakby kupili morze wódki to by mniej bolało?
                              No i nikt nie kaze ci kupować karmy o krótkim terminie ważności. To niestety świadczy źle o obdarowujących
                              • pierwszalitera Re: Najbardziej nielubiane na weselach 13.08.10, 12:31
                                > Nie bardzo rozumiem to rozróżnienie "cudze" i "własne". Przecież para młoda pro
                                > si tylko o to, co i tak przeznaczylibyście na nich. Nie żadają dodatkowych pien
                                > iędzy, tylko innego ich przeznaczenia. Innymi słowy to oni są stratni, nie wy.

                                Matko, jaka to hipokryzja. Młodzi są stratni? Od kiedy to ślub jest dla młodych biznesem? Jeżeli mówisz, sprezentuj mi to, a nie tamto, to wywierasz na gościa presję, a przecież nie ma obowiązku prezentowania czegokolwiek. Na wesele nie zaprasza się, by dostać prezenty. I ja pamiętam jeszcze w moich okolicach zwyczaj, że prezenty dostawało się tylko od najbliższej rodziny, można było wtedy nawet się umówić i przedtem ustalić, czego młodzi koniecznie potrzebują, a bogatszy chrzestny dokładał kopertę. Kuzynostwo któregoś tam stopnia, znajomi, koledzy, sąsiedzi, itp. przychodzili tylko z symbolicznym kwiatkiem i szczerymi gratulacjami. A nadmiar kwiatów zanosiło się na przykład do kościoła, albo następnego dnia na cmentarz na rodzinne groby. Faktem jest, że kwiaty były wtedy jeszcze tanie i że aż tyle pieniędzy nie szło w błoto, ale nikt nie dysponował przynajmniej portfelem zaproszonych gości. A co młodzi robią potem ze swoimi DOBROWOLNIE uzyskanymi pieniędzmi, to ich sprawa. Inną sprawą jest impreza o mniej emocjonalnym wydźwięku. Ja czasem jestem zapraszana na jublileusze prywatnych firm, jakieś imprezy z okazji osiągnięcia czegoś tam i wtedy na zaproszeniu prosi się zamiast kwiatów o wpłacenie na konto, takiej, czy innej organizacji charytatywnej. Tylko, że przyjścia na taką imprezę można odmówić, tłumacząć się nawet wizytą u dentysty, więc jak nie chcesz płacić, to nie idziesz. Odmowa przyjścia na wesele nie jest łatwą decyzją.
                                • mujer_bonita To w końcu tradycja czy nie? 13.08.10, 13:04
                                  pierwszalitera napisała:
                                  > I ja pamiętam jeszcze w moich okolicach zwycz
                                  > aj, że prezenty dostawało się tylko od najbliższej rodziny, można było wtedy na
                                  > wet się umówić i przedtem ustalić, czego młodzi koniecznie potrzebują, a bogats
                                  > zy chrzestny dokładał kopertę. Kuzynostwo któregoś tam stopnia, znajomi, koled
                                  > zy, sąsiedzi, itp. przychodzili tylko z symbolicznym kwiatkiem i szczerymi grat
                                  > ulacjami. A nadmiar kwiatów zanosiło się na przykład do kościoła, albo następne
                                  > go dnia na cmentarz na rodzinne groby. Faktem jest, że kwiaty były wtedy jeszcz
                                  > e tanie i że aż tyle pieniędzy nie szło w błoto, ale nikt nie dysponował przyn
                                  > ajmniej portfelem zaproszonych gości.
                                  (...)
                                  > Tylko, że przyjścia na taką imprezę można odmówić, tłumacząć się nawet w
                                  > izytą u dentysty, więc jak nie chcesz płacić, to nie idziesz. Odmowa przyjścia
                                  > na wesele nie jest łatwą decyzją.


                                  Ale czasy się zmieniają. Z jednej strony tak krytykujesz, że młodzi idą za tradycją a zaraz potem, że nie idą. No paranoja jakaś!

                                  I sama piszesz - wyrzucanie pieniędzy w błoto. I TYLKO O TO CHODZI. Nie dorabiajcie proszę jakiejś ideologii o 'dysponowaniu portfelem gości' czy 'filantropii na czyjś rachunek'. To, żeby nie przynosić kwiatów a zamiast tego co innego jest PROŚBĄ kierowaną przez młodych do gości. Można się do niej zastosować albo nie - nikt Cię nie rozstrzela jak przyjdziesz z kwiatkiem. I w ogóle nie rozumiem tego tekstu z odmawianiem. Czemu miałabyś odmówić? Karma czy butelka wina nie kosztują więcej niż kwiatek. No chyba, że się za takie prośby po prostu obrażasz :D
                                  • turzyca Re: To w końcu tradycja czy nie? 13.08.10, 13:37
                                    To moze ja dorzuce, kiedy po raz pierwszy spotkalam sie z tym zwyczajem. Panstwo
                                    mlodzi prosili wtedy o materialy plastyczne dla swietlicy srodowiskowej. Slub
                                    bral moj wykladowca. Lubiany, wiec na slub przyszlo mnostwo studentow, bylych i
                                    obecnych. Do tego oczywiscie znajomi, przyjaciele i rodzina panstwa mlodych. I
                                    teraz wyobrazcie sobie, ze kazdy z tych 200 studentow przynosi "symbolicznego
                                    kwiatka". Ma ktos pomysl, co zrobic z 200 niewielkimi bukietami? I do tego dobra
                                    setka bukietow duzych, okazalych?
                                    W malutkiej kawalerce sie nie zmieszcza. Wiezc na groby rodzinne kilkaset
                                    kilometrow? Podrzucic wiazanki slubne na cudze groby? Upchnac w jakims kosciele,
                                    obcym duchowo, bo panstwo mlodzi niewierzacy? Kto to przyjmie? Jakas konkretna
                                    rzeczowa rada?
                                    • pierwszalitera Re: To w końcu tradycja czy nie? 13.08.10, 14:55
                                      turzyca napisała:

                                      Ma ktos pomysl, co zrobic z 200 niewielkimi bukietami? I do tego dobr
                                      > a
                                      > setka bukietow duzych, okazalych?
                                      > W malutkiej kawalerce sie nie zmieszcza. Wiezc na groby rodzinne kilkaset
                                      > kilometrow? Podrzucic wiazanki slubne na cudze groby? Upchnac w jakims kosciele
                                      > ,
                                      > obcym duchowo, bo panstwo mlodzi niewierzacy? Kto to przyjmie? Jakas konkretna
                                      > rzeczowa rada?

                                      Jak tak już pytasz, to może grób nieznanego żołnierza, albo inny pomnik? ;-) Co za różnica zresztą? Argument z kawalerką też nie najlepszy, bo ja wychodząc za mąż mieszkałam z partnerem od lat w dużym mieszkaniu, a że sporo ludzi nie śpieszy się dziś z małżeństwem, to wielu może być już od dawna na sporometrażowym swoim.
                                      • turzyca Re: To w końcu tradycja czy nie? 13.08.10, 16:43
                                        I Ty tak serio myslisz, ze lepiej bylo wladowac te 3000 zlotych (liczac po 15
                                        zlotych od studenta, bo to akurat trzy skromne roze czy jedna porzadniejsza z
                                        przybraniem) w kwiecie kladzione bez jakiejs potrzeby serca pod jakims
                                        pomnikiem, niz kupic materialy dla swietlicy srodowiskowej?
                                        Ludzie sa naprrrawde rozni.


                                        Kawalerka jest argumentem nie dobieranym pod katem "najlepszosci", ale faktem z
                                        konkretnego przypadku, nie wszyscy laduja kase w mieszkania, niektorzy maja inne
                                        priorytety. Niektorzy goscie przyszli z kwiatami (zamiast lub obok zbieranych
                                        materialow), ale bylo tego moze z 20 bukietow.
                                        • pierwszalitera Re: To w końcu tradycja czy nie? 13.08.10, 17:53
                                          turzyca napisała:

                                          > I Ty tak serio myslisz, ze lepiej bylo wladowac te 3000 zlotych (liczac po 15
                                          > zlotych od studenta, bo to akurat trzy skromne roze czy jedna porzadniejsza z
                                          > przybraniem) w kwiecie kladzione bez jakiejs potrzeby serca pod jakims
                                          > pomnikiem, niz kupic materialy dla swietlicy srodowiskowej?
                                          > Ludzie sa naprrrawde rozni.

                                          Nigdy TYCH wydatków nie liczyłam. Bo ja naiwna jestem. ;-) Ale dziękuję za informację. Potwierdza mnie to tylko w mojej decyzji nieorganizowania podobnych przedstawień, a zaangażowanie społeczne zostawiam dobrym sercom i indywidualnym chęciom zainteresowanych. Swoją drogą, co miesiąc wspieram automatyczną wpłatą z konta pewną organizację charytatywną. To niewielka suma, ale robię tak od wielu lat, więc się uzbierało. Zaczęłam jeszcze jako biedna, ale idealistyczna studentka, żeby nie było, że mnie bogaczkę stać. Być może więcej osób powinno pomyśleć o takie stałej pomocy, a nie od wielkiego dzwonu z teatralnym gestem, posługując się obcymi portfelami i czekając jeszcze na oklaski za wspaniałomyślność.
                                  • pierwszalitera Re: To w końcu tradycja czy nie? 13.08.10, 14:47
                                    mujer_bonita napisała:

                                    > Ale czasy się zmieniają. Z jednej strony tak krytykujesz, że młodzi idą za trad
                                    > ycją a zaraz potem, że nie idą. No paranoja jakaś!

                                    Tak uważasz? Dla mnie paranoją jest organizowane samego wesela, ale ja jestem też z tych, co lubią albo-albo. Albo robię tradycjne weselicho ze wszystkimi szykanami, traktuję to jako wygłup i rzucam się totalnie w wir kiczowatego folkloru bez patrzenia na straty, bez unowocześniania i pseudoelegancji, albo robię imprezę, jeżeli w ogóle, która odpowiada moim wyobrażeniom o ślubach od A do Z, a nie jest to na pewno huczna zabawa w białej poliestrowej sukni przy bigosie i rosole.
                                    • madzioreck Re: To w końcu tradycja czy nie? 13.08.10, 23:23
                                      > Tak uważasz? Dla mnie paranoją jest organizowane samego wesela, ale ja jestem t
                                      > eż z tych, co lubią albo-albo. Albo robię tradycjne weselicho ze wszystkimi szy
                                      > kanami, traktuję to jako wygłup i rzucam się totalnie w wir kiczowatego folklor
                                      > u bez patrzenia na straty, bez unowocześniania i pseudoelegancji, albo robię i
                                      > mprezę, jeżeli w ogóle, która odpowiada moim wyobrażeniom o ślubach od A do Z,
                                      > a nie jest to na pewno huczna zabawa w białej poliestrowej sukni przy bigosie i
                                      > rosole.

                                      Nie bardzo rozumie, co jest złego w zorganizowaniu wesela tak, aby wybrać z
                                      tradycyjnych elementów to, co mi odpowiada, a pominąć to, czego sobie nie życzę...?
                                      • pierwszalitera Re: To w końcu tradycja czy nie? 14.08.10, 01:30
                                        madzioreck napisała:

                                        > Nie bardzo rozumie, co jest złego w zorganizowaniu wesela tak, aby wybrać z
                                        > tradycyjnych elementów to, co mi odpowiada, a pominąć to, czego sobie nie życzę
                                        > ...?

                                        Nie bardzo wiem, co z takiego tradycjnego wesela można by było zostawić, by nie było przesadzonym kiczem. Jestem wyjątkowo uprzedzona do ślubów i wesel, dlatego ja miałam taki amerykański, bez rodziców, bez świadków, bez gości i bez kościoła. W krótkiej sukience za 30 euro i małym bukiecikiem moich ulubionych kwiatów. Jedynie buty był drogie. ;-) Jeżeli ktoś oglądał pierwszy kinowy film Seks w wielkim mieście, kiedy Carrie wychodzi w końcu za Mr. Biga, to u mnie było podobnie. Tylko, że mój ślub był wcześniej i bez takich perypetii. ;-)
                                        • madzioreck Re: To w końcu tradycja czy nie? 16.08.10, 20:32
                                          pierwszalitera napisała:

                                          > Nie bardzo wiem, co z takiego tradycjnego wesela można by było zostawić, by nie
                                          > było przesadzonym kiczem.

                                          To, co się chce i co się komu podoba. Kicz to nie morderstwo, a nie wszyscy
                                          czują potrzebę być ąę. Można mieć oczepiny i rzucanie welonem, ale już
                                          niekoniecznie przepychanie jajek przez nogawki panów. Można wybrać, co się chce,
                                          inaczej czułabym się ukarana wyborem albo tradycyjne w całości, albo nowoczesne
                                          do porzygania.
                                  • pierwszalitera Re: To w końcu tradycja czy nie? 13.08.10, 14:49
                                    mujer_bonita napisała:

                                    > I sama piszesz - wyrzucanie pieniędzy w błoto. I TYLKO O TO CHODZI. Nie dorabia
                                    > jcie proszę jakiejś ideologii o 'dysponowaniu portfelem gości' czy 'filantropii
                                    > na czyjś rachunek'.

                                    Mujer, samo wesele to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Przy tym wydatek gości na kwiaty to pestka, więc rachunek zacznij z odpowiedniej strony.
                                • felisdomestica Re: Najbardziej nielubiane na weselach 13.08.10, 18:33
                                  Hipokryzja? Chyba nie moja.
                                  a młodzi są "stratni" bo tego chcą. Skoro nie przeszkadza ci co robią z pieniędzmi z koperty to czemu ci przeszkadza, ze nie chcą kwiatów tylko coś innego? W dzisiejszych czasach za bukiet zapłacisz 50 zł (no chyba że uznasz, że trzy tulipanki wystarczą). jeśli młodzi uważają, że zamiast tych kwiatów można zrobić coś pożytecznego, to czemu nie? Przynajmniej forsa nie pójdzie na kompost. I nie rozumiem, czemu uważasz się za zobligowaną, jeśli nie chcesz kupować, nie musisz, z wesela cię przecież nie wyrzucą. Przecież to też jest dobrowolne, tak jak koperta czy kwiatek. nikt nie stoi przy drzwiach i nie sprawdza czy masz przy sobie worek karmy dla psów.
                                • a_girl Re: Najbardziej nielubiane na weselach 13.08.10, 23:12
                                  > biznesem? Jeżeli mówisz, sprezentuj mi to, a nie tamto, to wywierasz na gościa
                                  > presję, a przecież nie ma obowiązku prezentowania czegokolwiek.

                                  Nie wywierasz na gościu presji, bo on sam na siebie wywiera presję. Problem w
                                  tym właśnie, jak tę presję zdjąć z niego lub przynajmniej przekierować na inne
                                  tory ;). Jak napiszesz na zaproszeniu wołami "Prosimy o nieprzynoszenie
                                  kwiatów", to ludzie i tak je przyniosą (przykład z życia wzięty - pamiętam ślub
                                  mojej ciotki, bardzo zapalonej działaczki charytatywnej zresztą, która w
                                  zaproszeniu prosiła o nieprzynoszenie kwiatów, po czym musiała je przewozić
                                  osobnym samochodem). Jak napiszesz na zaproszeniu "Zamiast kwiatów, przynieście
                                  nam czekoladki", to prawdopodobnie dostaniesz czekoladki zamiast kwiatów, ale
                                  będzie, że wywierasz presję i życzysz sobie egoistycznie czekoladek w ramach
                                  biletu wstępu. Napisanie na zaproszeniu, że zamiast kwiatów prosisz o wpłacenie
                                  kasy na dom dziecka też jest hipokryzją, w złym guście i cośtam.

                                  Więc jak (proszę o konkretne rozwiązanie "nieobraźliwe", "w dobrym guście" i
                                  "bez hipokryzji") skutecznie przekazać gościowi dwa krótkie komunikaty:
                                  1. Naprawdę nie chcę od ciebie kwiatów (ani prezentów) - chce, żebyś przyszedł
                                  na mój ślub.
                                  2. Jeżeli już musisz wydać kasę, to wydaj ją na coś fajnego (karmę dla psów lub
                                  czekoladki dla mnie :P), a nie na wiecheć lilii.
                                  • kulka_kulkowa Re: Najbardziej nielubiane na weselach 13.08.10, 23:56
                                    Ja nie z tych oburzonych, ale rzucę propozycję, chociaż nie mojego autorstwa:

                                    Będzie nam bardzo miło, jeżeli
                                    a) zamiast kwiatami obdarujecie nas X
                                    b) zamiast kwiatów przyniesiecie X (np. przybory szkolne), które przekażemy Y (instytucja) - wersja charytatywna

                                    "Będzie nam bardzo miło" mnie od razu pozytywnie nastawia, "prosimy" już by nie dało tego efektu.
                                    Wersja bezkwiatowa i bezprezentowa, jakby jej nie formułować, wydaje się nie na miejscu ("Będzie nam bardzo miło, jeśli _nie_ przyniesiecie kwiatów!!!" - przepraszam, nie mogłam się powstrzymać) i kwiaty i tak będą, tak jak napisałaś.

                                    Dodam, że całe dwie prośby o "coś" zamiast kwiatów w mojej krótkiej karierze weselnego gościa, padły od par, które nie pisały, że nie chcą mieć "żelazek parę" i żeby im "do koperty wrzucić grosik".
          • turzyca Re: Najbardziej nielubiane na weselach 13.08.10, 11:19
            W obecnej sytuacji mieszkaniowej moge ustawic w najlepszym wypadku 10 bukietow.
            W obecnej sytuacji wazonowej - dwa. W tym jeden raczej niewielki.
            I dokladnie tyle bukietow toleruje w mieszkaniu - dwa. Jeden w pokoju dziennym,
            jeden na kuchennym stole.

            A do tego u mnie przyjemnosc wynikajaca z bukietu jest skutecznie niwelowana
            przez koniecznosc usuniecia bukietu. Cos jak to co Butters opisala <a
            href-"http://kieszeniejakocean.blogspot.com/2010/07/przekwitanie.html">tu</a>,
            tylko ze moje uczucia anty sa zdecydowanie mocniejsze. Jeszcze roze to jak Cie
            moge, ale wszelkie glimiace obrzydlistwa typu lilie...

            I teraz z okazji slubu powinnam:
            -kupic 48 wazonow,
            -wylaczyc jeden pokoj z uzytkowania,
            -wynajac kogos, zeby we wlasciwym momencie usunal ten caly rozklad z mojego
            mieszkania?

            I wszystko to dlatego, ze ktos woli stac przed kosciolem z ladnym bukietem, a
            nie z ladnie zapakowana ksiazka? Albo z ladnie zapakowanym czymkolwiek innym?

            W Niemczech popularne jest dawanie po prostu pieniedzy. Ale nie daje sie kopert,
            daje sie prezent z pieniedzmi. I ja uwielbiam ogladac stoly z prezentami i
            podziwiac pomyslowosc ofiarodawcow. Bo pomysly sa naprawde roznorodne, czesto
            spersonalizowane pod katem panstwa mlodych. Na stole trenera pilkarskiego
            znajdowalo sie miedzy innymi mini-boisko do pilki noznej, na ktorym role graczy
            spelnialy zwiniete w ruloniki banknoty ozdobione peruczkami i trykocikami
            (podejrzewam zreszta, ze w jakis sposob byly zasugerowane czlonikinie jego
            druzyny). Na stole czlonka choru znalazla sie swinka-skarbonka ozdobiona
            "muzycznie" z aluzjami do spiewanego przez chor repertuaru. Czesto sa jakies
            dowcipne skojarzenia, bo pieniadze po niemiecku to m.in. "wegiel" oraz "myszki".
            A czasem po prostu trafia sie przesliczna roslina doniczkowa udekorowana
            motylkami ze sharmonijkowanych banknotow.
            Nawet pieniadze mozna prezentowac tak, zeby miec przyjemnosc z wreczania
            prezentu. Ale to wymaga wiekszego wysilku intelektualnego niz pojscie do kwiaciarni.
    • princetongirl991 A ja uwielbiam wesela! 09.08.10, 19:36
      Jak w temacie ;D Uwielbiam wesela, wszelkie tańce zabawy, a
      najbardziej same oczepiny :D Gdyby organizowano jakieś nieweselne
      zawody w łapaniu welonu/bukietu, to napewno bym się zgłosiła.
      Uwielbiam też weselną muzykę w stylu disco-polo (oczywiście tylko na
      weselach, w innych sytuacjach nie). Uwielbiam możliwość poznania
      mnóstwa nowych osób i zintegrowania się z nimi przy pomocy
      toastów ;D Jedyne co mnie irytuje to kamera... Nie lubię być
      filmowana, ale za to uwielbiam oglądać nagrania z wesel, bez względu
      na to czy ja tam byłam i czy znam nowożeńców. Żałuję, że mam tak
      mało okazji do bywania na weselach, bo byłam jak dotychczas na 3, a
      w najbliższym czasie na więej się nie zapowiada...
      • princetongirl991 Re: A ja uwielbiam wesela! 09.08.10, 19:56
        Dodam jeszcze, że tak jak więszośc uważam, że "Cudownych
        rodziców..." to żenada. A jako ciekawostkę mogę napisać, że moja
        przyjaciółka była jakiś czas temu na weselu, w zaproszeniu na które
        młodzi dali do zrozumienia, że chcieliby dostać pieniądze i uwaga,
        uwaga... podali numer konta, na które należy je wpłacać! o_O
        • butters77 Wytyczne co do prezentów 09.08.10, 23:24
          princetongirl991 napisała:
          > i uwaga,
          > uwaga... podali numer konta, na które należy je wpłacać! o_O

          O rany, zdecydowanie jestem niedzisiejsza! :-) Dla mnie coś takiego jest jednak
          niewyobrażalne... Jeśli chodzi o inne sugestie państwa młodych - typu prośby o
          pieniądze zamiast prezentów rzeczowych albo karmę zamiast kwiatów - to szanuję,
          że narzeczeni tak chcą i mnie to nie bulwersuje - ale sama bym się na takie
          "wytyczne" nie zdecydowała. Nawet bym na to nie wpadła. Inaczej - nie wpadłam :-)

          Ale inna sprawa, że ja strasznie lubię przygotowywać komuś prezenty - obmyślać,
          szukać, kombinować, co by tu dodać ;-), pakować itp. - i wychodzę z założenia,
          że kto chce, ten zawsze znajdzie sposób na coś pomysłowego (jeśli się kogoś zna,
          lubi i uważnie słucha, można wychwycić jego marzenie :-) Podobnie myślałam przy
          swoim ślubie - uznałam, że kto będzie miał ochotę, pomyśli nad prezentem, kto
          nie - ten przyniesie kwiaty albo pieniądze albo nic :-) - i będzie OK. I
          naprawdę było OK - myślę, że goście czuli się dobrze, a dla nas rozpakowywanie
          prezentów-niespodzianek, które się pojawiły, było wielką, dziecięco beztroską
          przyjemnością :-)

          Podobnie nie kręcą mnie "listy prezentów" sporządzane przez narzeczonych -
          rozumiem ich funkcjonalność, gdybym się z taką listą zetknęła, na pewno bym się
          do niej zastosowała - ale sama nie chciałabym mieć czegoś takiego.

          Zaznaczam jednak, że mój ślub był mały, liczba gości nie szła w setki ;-), więc
          wymienianie potencjalnych prezentów byłoby dla mnie równie niezręczne, jak
          zapraszanie na urodziny z sugestią co do upominku :-)
        • klymenystra Re: A ja uwielbiam wesela! 09.08.10, 23:26
          Tez bylam na weselu,gdzie mlodzi zasugerowali, ze wola kase - i calkiem to rozumiem. Ja, co prawda, pieniedzy nie dalam, z roznych wzgledow, ale znam sporo mlodych par i wiem, ze pilniejsze dla wielu z nich bedzie polozenie kafelkow w lazience niz eleganckie filizanki czy posciel. Co w tym zlego?
          • pierwszalitera Re: A ja uwielbiam wesela! 09.08.10, 23:51
            klymenystra napisała:

            a, co prawda, pieniedzy nie dalam, z roznych wzgledow, ale znam sporo ml
            > odych par i wiem, ze pilniejsze dla wielu z nich bedzie polozenie kafelkow w la
            > zience niz eleganckie filizanki czy posciel. Co w tym zlego?


            No cóż, to może przestańmy opowiadać sobie bajki, że wesele to wielkie święto i chce się mieć wszystkich członków bliskiej i dalekiej rodziny przy sobie. Bo wtedy nie traktuje się tej imprezy jako interesu typu "ja ci rosół i bigos, a że to takie drogie, to ty mnie kopertę z forsą, by się zwróciło". A może od razu do restauracji a la carte i każdy płaci za siebie? Jak chce się oszczędzać na kafelki, to się nie robi weselicha.
            • klymenystra Re: A ja uwielbiam wesela! 09.08.10, 23:59
              Pierwszalitero, ja mowie o realiach. Realia sa takie, ze za wesele placa rodzice - mlodzi raczej nie miewaja pieniedzy na takie imprezy. Stad sie biora na weselach jakies dalekie wujki i pociotki - rodzice placa i to im zalezy na tych osobach.Mlodzi ze swojej strony zapraszaja znajomych.
              Jesli sie daje kase, to, niestety, zwyczaj jest taki, ze powinno sie dac tyle, ile kosztuje posilek jednego goscia - ponad 100 zl, zalezy od imprezy.
              Poza tym - co za roznica tak naprawde dla goscia? Czy wywali kase na ekspres, reczniki, wazon czy co tam jeszcze, czy da rownowartosc prezentu, ktora mlodzi spozytkuja po swojemu?

              Ja wole prezenty, jesli kiedys bede miec wesele, to zrobie, podobnie jak czesc moich znajomych, liste prezentow. Jaka jest roznica miedzy lista a proszeniem o gotowke? Moim zdaniem - nie ma.
              • pierwszalitera Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 11:17
                klymenystra napisała:

                > Pierwszalitero, ja mowie o realiach. Realia sa takie, ze za wesele placa rodzic
                > e - mlodzi raczej nie miewaja pieniedzy na takie imprezy. Stad sie biora na wes
                > elach jakies dalekie wujki i pociotki - rodzice placa i to im zalezy na tych os
                > obach.Mlodzi ze swojej strony zapraszaja znajomych.
                > Jesli sie daje kase, to, niestety, zwyczaj jest taki, ze powinno sie dac tyle,
                > ile kosztuje posilek jednego goscia - ponad 100 zl, zalezy od imprezy.

                Realia czyli co? Nie jest tak, że realia to nasze życie i mamy w tej sprawie też coś do powiedzenia? Jak napisała butters, wolałabym by moi rodzice za te pieniądze zrobili coś fajnego dla siebie. Wybrali się na luksusowe wczasy w rocznicę własnego ślubu na przykład. A tak mamy do czynienia z istnym absurdem, młodych nie stać, to płacą rodzice. Rodziców właściwie też nie stać, to muszą sobie z czegoś odjąć, albo zrezygnować z innej własnej przyjemności. A może woleliby te pieniądze dać na kafelki w mieszkaniu młodych, ale nie mają wyjścia. Goście muszą dać i sobie odjąć, chociaż im też może się nie przelewa i tego wydatku na prezent, kopertę i kreację chętnie by sobie zaoszczędzili. Ale wszyscy ładują się w ten przymus, wyrzucają wielką forsę na wątpliwą imprezę, bo to są jakieś realia? Nie, tego nie potrafię pojąć.
                • mujer_bonita Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 11:39
                  pierwszalitera napisała:
                  > Rodziców właściwie też nie stać, to muszą sobie z
                  > czegoś odjąć, albo zrezygnować z innej własnej przyjemności. A może woleliby t
                  > e pieniądze dać na kafelki w mieszkaniu młodych, ale nie mają wyjścia.

                  Tylko właśnie często rodzice CHCĄ 'tradyzyjnego' weselicha. Ostatnie wesele, na którym byłam było właśnie dlatego, że rodzice nie wyobrażali sobie skromnej uroczystości. Dla ich pokolenia śluby, chrzciny, pogrzeby to imprezy na których spotyka się i bawi szeroko pojęta rodzina. Po prostu mus i koniec!

                  Na poprzednich dwóch z kolei do rodziców należała skala - w jednym przypadku młodzi walczyli do prawie do upadłego ale i tak rodzice swoje przemycili - w drugim młodzi stwierdzili 'nam to nie potrzebne jak chcecie to sami załatwiajcie' - no i rodzice załatwili :)
                  • heliamphora Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 11:55
                    mujer_bonita napisała:


                    > Tylko właśnie często rodzice CHCĄ 'tradyzyjnego' weselicha. Ostatnie wesele, na
                    > którym byłam było właśnie dlatego, że rodzice nie wyobrażali sobie skromnej ur
                    > oczystości. Dla ich pokolenia śluby, chrzciny, pogrzeby to imprezy na których s
                    > potyka się i bawi szeroko pojęta rodzina. Po prostu mus i koniec!

                    Jak dobrze, że u mnie w rodzinie nie ma takiej tradycji (albo jeszcze się na nią
                    nie natknęłam). Jeżeli członkowie mojej rodziny chcieliby mieć imprezę z
                    fajerwerkami, oczepinami i orkiestrą, to w każdej chwili mogą ją sobie zrobić,
                    ale nie przy okazji _mojego_ ślubu. Póki co nie wybieram się za mąż, ale jeśli
                    kiedyś bym się zdecydowała, to wszystko wyglądałoby tak, żeby podobało się mnie
                    (i ew. narzeczonemu).
                    Jak idę do ciotki na jej urodziny, to nie oczekuję, że ona je zrobi tak, jak ja
                    sobie życzę. I takiego samego podejścia oczekuję od innych w sprawie moich
                    uroczystości.
                  • paulinago Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 12:08
                    mujer_bonita napisała:

                    > Tylko właśnie często rodzice CHCĄ 'tradyzyjnego' weselicha. Ostatnie wesele, na
                    > którym byłam było właśnie dlatego, że rodzice nie wyobrażali sobie skromnej ur
                    > oczystości. Dla ich pokolenia śluby, chrzciny, pogrzeby to imprezy na których s
                    > potyka się i bawi szeroko pojęta rodzina. Po prostu mus i koniec!
                    >

                    Tylko wcale nie trzeba się na to godzić. Wołami nikt przecież nikogo nie
                    zaciągnie, więc to kwestia wyboru: albo bierzesz w tym udział jako statysta i
                    rodzice rządzą, albo grzecznie rodzicom odmawiasz przyjęcia pieniędzy i
                    organizujesz na własną rękę, za własne pieniądze i we własnym guście.

                    > Na poprzednich dwóch z kolei do rodziców należała skala - w jednym przypadku mł
                    > odzi walczyli do prawie do upadłego ale i tak rodzice swoje przemycili - w drug
                    > im młodzi stwierdzili 'nam to nie potrzebne jak chcecie to sami załatwiajcie' -
                    > no i rodzice załatwili :)
                    >

                    Zaczynam sądzić, że mam dziwne relacje z rodzicami. Z jakiego powodu dorosła
                    osoba ma się w ten sposób od kogokolwiek uzależniać i godzić na to, czego nie chce?
                    • mujer_bonita Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 12:31
                      paulinago napisała:
                      > Zaczynam sądzić, że mam dziwne relacje z rodzicami. Z jakiego powodu dorosła
                      > osoba ma się w ten sposób od kogokolwiek uzależniać i godzić na to, czego nie c
                      > hce?

                      Żeby sprawić komuś przyjemność? Z szacunku do rodziców i ich tradycji?

                      Ten wątek zaczyna być schizofreniczny - poproszenie gości o karmę zamiast
                      kwiatków jest takie be, bo przecież gość może lubić kwiatki ale za to
                      oznajmienie rodzicom, że gdzieś ma się ich i rodziny tradycje jest jak
                      najbardziej OK :D
                      • heliamphora Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 12:55
                        Niestety, życie to sztuka decydowania, czy ważniejsze jest czyjeś przywiązanie
                        do tradycji, czy spędzenie przez mnie jednego z najważniejszych dni w moim życiu
                        tak, żeby było zgodnie z moim poczuciem estetyki, sumieniem i wyobrażeniami o
                        tym, czym jest ślub. Rodzina może sobie w kadej chwili realizować swoje
                        fantazje, ale nie kosztem mojego niesmaku związanego z moim własnym ślubem.
                      • paulinago Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 13:16
                        mujer_bonita napisała:

                        > paulinago napisała:
                        > > Zaczynam sądzić, że mam dziwne relacje z rodzicami. Z jakiego powodu doro
                        > sła
                        > > osoba ma się w ten sposób od kogokolwiek uzależniać i godzić na to, czego
                        > nie c
                        > > hce?
                        >
                        > Żeby sprawić komuś przyjemność? Z szacunku do rodziców i ich tradycji?

                        Kosztem własnej wolności? Dla mnie wyrazem braku szacunku byłoby udawanie kogoś,
                        kim nie jestem. Rodzice to byt osobny, który najczęściej miał już okazję dać
                        upust swemu umiłowaniu tradycji. Poza tym, jeżeli dla rodziców ważniejsze jest
                        hołdowanie tradycji od uszanowania życzeń pary młodej (dla której to ma być taki
                        wyjątkowo piękny dzień), to niej jest to w moim przekonaniu postawa, z którą
                        należy się godzić.
                        >
                        > Ten wątek zaczyna być schizofreniczny - poproszenie gości o karmę zamiast
                        > kwiatków jest takie be, bo przecież gość może lubić kwiatki ale za to
                        > oznajmienie rodzicom, że gdzieś ma się ich i rodziny tradycje jest jak
                        > najbardziej OK :D
                        >
                        Nie popadajmy w skrajności:) Chodzi tylko o to, żeby nikt nikogo to niczego nie
                        zmuszał. Ani do przyjścia na wesele, ani do jego organizacji itd.
                        • mujer_bonita Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 13:50
                          paulinago napisała:
                          > Kosztem własnej wolności?

                          No niestety - w życiu tak jest, że czasem coś musimy zrobić kosztem własnej wolności. Wyobraź sobie, że rodzice też dla nas często w wielu rzeczy rezygnowali i rezygnują.

                          A poza tym podwątek dotyczył kwestii dlaczego rodzice mają płacić - i chciałam tylko zauważyć, że często płacą, bo sami chcą ;)
                          • paulinago Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 14:20
                            mujer_bonita napisała:

                            > No niestety - w życiu tak jest, że czasem coś musimy zrobić kosztem własnej wol
                            > ności.

                            No moim zdaniem, w życiu tak jest, przeważnie mamy wybór. Ja się nie zamierzam
                            naginać i nie ma to nic wspólnego z okazywaniem szacunku.

                            Wyobraź sobie, że rodzice też dla nas często w wielu rzeczy rezygnowali
                            > i rezygnują.

                            1. Jeżeli się poświęcają, to tylko ich wybór. Nie ma nic gorszego, niż
                            poświęcający się na siłę rodzice. Nie kupuję tych wiecznych zależności.
                            Pokrewieństwo to nie niewolnictwo. Ludzie mają dzieci, bo chcą mieć dzieci
                            (motywacja egoistyczna), a że przez to się poświęcają to już koszt realizacji
                            potrzeby. Oczywiście, że to przerysowany obraz, ale argument o poświęcaniu
                            wyjątkowo mnie irytuje, bo jeżeli musi się stawać argumentem, to nie ma nic
                            wspólnego z ogólnie pojętą miłością rodzicielską.
                            2. Na tym polega (w moim rozumieniu) wzajemny szacunek, że tak jak mi się mogą
                            wybory moich rodziców nie podobać, tak i oni nie będą ingerować w moje życie. I
                            mimo różnic w światopoglądzie możemy o nich od czasu do czasu pogadać, nikogo do
                            niczego nie zmuszając.
                            >
                            > A poza tym podwątek dotyczył kwestii dlaczego rodzice mają płacić - i chciałam
                            > tylko zauważyć, że często płacą, bo sami chcą ;)
                            >

                            No ok. Tylko mi się nie podoba sytuacja, w której na końcu okazuje się, że
                            kupują imprezę z dwójką mocno poirytowanych statystów w roli głównej, którzy
                            prawdopodobnie będą mieć długo do nich żal.
                            • mujer_bonita Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 14:43
                              paulinago napisała:
                              > 1. Jeżeli się poświęcają, to tylko ich wybór.

                              To dlaczego krytykujesz wybór poświęcenia w drugą stronę?
                              • paulinago Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 14:48
                                mujer_bonita napisała:

                                > paulinago napisała:
                                > > 1. Jeżeli się poświęcają, to tylko ich wybór.
                                >
                                > To dlaczego krytykujesz wybór poświęcenia w drugą stronę?
                                >

                                Najn, najn, najn :)
                                Jeżeli ktoś chce - to spoko. Tylko, że wtedy generalnie wszystkich tych
                                niedogodności, o których tu była mowa brak, bo to jest wybór. A wybór to nie
                                ograniczanie wolności (przynajmniej w moim rozumieniu).
                                To co mi się nie podoba, to poddawanie się presji wbrew sobie, z zaciśniętymi
                                zębami, bo tak wypada, a potem zażenowanie i narzekanie.
                                Takie poświęcanie (wbrew sobie, co chyba ma zawsze negatywne skutki dla relacji)
                                nie podoba mi się, w jaką stronę by nie było.
                              • pierwszalitera Re: A ja uwielbiam wesela! 11.08.10, 00:49
                                mujer_bonita napisała:

                                > paulinago napisała:
                                > > 1. Jeżeli się poświęcają, to tylko ich wybór.
                                >
                                > To dlaczego krytykujesz wybór poświęcenia w drugą stronę?
                                >

                                Poczekaj, poczekaj, to jakaś paranoja. Młodzi mają się poświęcać, bo rodzice chcą się poświęcać, by zrobić młodym tym poświęceniem dobrze? Zagłaszczemy się więc na śmierć, by nie zrobić sobie wzajemnie przykrości? Najśmieszniejsze jest, że jak ktoś wyrwie się w końcu z tego przymusu, to napierw jest tylko krótka konsternacja, a potem zupełnie NIC tragicznego się nie dzieje.
                                • mujer_bonita Re: A ja uwielbiam wesela! 11.08.10, 07:49
                                  pierwszalitera napisała:
                                  > Poczekaj, poczekaj, to jakaś paranoja. Młodzi mają się poświęcać, bo rodzice ch
                                  > cą się poświęcać, by zrobić młodym tym poświęceniem dobrze?

                                  Nie - Ty wychodzisz z założenia, że rodzice poświęcają się, żeby zrobić młodym
                                  dobrze a ja zwracam uwagę (z moich obserwacji), że bardzo często robią to, żeby
                                  SOBIE zrobić dobrze. Bo po prostu mają swoje tradycje, wizje ślubu i wesela i
                                  nie wyobrażają sobie, żeby było inaczej.

                                  Przykład - 2 dni przed ślubem rodzice pytają koleżanki z narzeczonym jak będzie
                                  przystrojony kościół. Oni na to, że generalnie nie będzie - tylko to co jest w
                                  'standardzie' na ślub w kościele. A rodzice na to 'JAK TO!?' No to młodzi, że im
                                  na przystrojeniu nie zależy i jak rodzice chcą to niech sami się tym zajmą. I
                                  co? I rodzice się zajęli. Bo ONI nie wyobrażali sobie inaczej. Dlatego uważam,
                                  że zrobili to dla siebie i jakoś nie pędzę z pochylaniem się nad ich
                                  'poświęceniem' ;)
                                  • pierwszalitera Re: A ja uwielbiam wesela! 11.08.10, 10:39
                                    mujer_bonita napisała:

                                    > Nie - Ty wychodzisz z założenia, że rodzice poświęcają się, żeby zrobić młodym
                                    > dobrze a ja zwracam uwagę (z moich obserwacji), że bardzo często robią to, żeby
                                    > SOBIE zrobić dobrze. Bo po prostu mają swoje tradycje, wizje ślubu i wesela i
                                    > nie wyobrażają sobie, żeby było inaczej.

                                    Według moich obserwacji rodzice nie robią sobie dobrze, tylko właśnie dzieciom. Nawet jak dzieci upierają się, że chcą inaczej. Bo rodzicie postępują bardzo często według zasady " bo oni sami nie wiedzą teraz co jest dla nich dobre, mają dziwne pomysły, taki dziecinny bunt, ale później będą zadowoleni, że my zadabliśmy o to, by wszystko było jak należy". To takie uszczęśliwianie na siłę, jak uszczęśliwia się trzylatki i upośledzonych umysłowo, osoby które nie potrafią prawidłowo interpretować rzeczywistości i mogą zrobić sobie krzywdę. Rodzice wiedzą po prostu lepiej, co jest dla nich dobre. Zauważ, że takie podejście rodzice-dzieci jest bardzo powszechne w Polsce, dzieci nie zachęca się do samodzielności i do podejmowania własnych, odważnych decyzji, tylko wyręcza mentalnie i nie traktuje poważnie nawet, gdy mają one już własne dzieci. Pod taką psudotroską wielu się ugina, bo w wieku dojrzewania ma się jeszcze energię, by walczyć z rodzicami o swoje integralne prawa, ale jak nie miało się w tym okresie sukcesu, albo przegapiło ten moment, to póżniej staje się to bardzo uciążliwe. Ale naturalnie kategorycznie odmówić nie wolno, bo odmowa odbierana jest jako emocjonalny cios i moralne przewinienie. Zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Niby wszyscy w takiej rodzinie się kochają, dbają o siebie i troszczą, a tak naprawdę najczęściej nic ważnego o sobie nie wiedzą i sobą nie interesują.
                                    • zooba Re: A ja uwielbiam wesela! 11.08.10, 10:59
                                      "Bo rodzicie postępują bardzo często według zasady " bo oni sami nie wiedzą
                                      teraz co jest dla nich dobre, mają dziwne pomysły, taki dziecinny bunt, ale
                                      później będą zadowoleni, że my zadbaliśmy o to, by wszystko było jak należy""

                                      Ale to co mówią to oficjalna wersja, prawdziwy powód to: ło-matko, co nasza
                                      rodzina powie jak nie postawimy wódki, nie będzie wodzireja i czternastu dań?
                                      Czyli uszczęśliwiają albo samych siebie pod przykrywką dbania o dzieci
                                      (klasyczne zagranie) albo zaspakajają oczekiwania rodziny (nawet jeśli wydumane).
                                      • pierwszalitera Re: A ja uwielbiam wesela! 11.08.10, 11:42
                                        zooba napisała:

                                        > Ale to co mówią to oficjalna wersja, prawdziwy powód to: ło-matko, co nasza
                                        > rodzina powie jak nie postawimy wódki, nie będzie wodzireja i czternastu dań?
                                        > Czyli uszczęśliwiają albo samych siebie pod przykrywką dbania o dzieci
                                        > (klasyczne zagranie) albo zaspakajają oczekiwania rodziny (nawet jeśli wydumane
                                        > ).

                                        No owszem, ale to jest właśnie troska o to, by dzieci nie spotkały się z nieprzyjemnościami ze strony otoczenia. Bo im starym już obojętnie, ale one (dzieci) muszą potem żyć z krytyką, nieprzychylnymi komentarzami, odrzuceniem, groźnymi konsekwencjami, których teraz nie potrafią jeszcze w swojej naiwności przewidzieć, a może nawet społecznym ostracyzmem. Dla rodziców wyłączenie ze społeczności, to największa kara jaką można sobie wyobrazić, więc nie chcą narażać na nią bliskie osoby (dzieci), które stoją dopiero u progu dorosłości i będą musiały jeszcze długo zmagać się z tym światem. Ale jak jest się w Polsce odmieńcem, to ma się ciężko, więc lepiej robić jak wszyscy i na wszelki wypadek udawać.
                • klymenystra Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 14:38
                  Wytłumaczyłam Ci punkt widzenia wielu Młodych. Nic więcej nie mogę zrobic.
            • mujer_bonita Re: A ja uwielbiam wesela! 10.08.10, 09:35
              pierwszalitera napisała:
              > No cóż, to może przestańmy opowiadać sobie bajki, że wesele to wielkie święto
              > i chce się mieć wszystkich członków bliskiej i dalekiej rodziny przy sobie. Bo
              > wtedy nie traktuje się tej imprezy jako interesu typu "ja ci rosół i bigos, a ż
              > e to takie drogie, to ty mnie kopertę z forsą, by się zwróciło". A może od razu
              > do restauracji a la carte i każdy płaci za siebie? Jak chce się oszczędzać na
              > kafelki, to się nie robi weselicha.

              Echh... i znów - przecież to nie o to chodzi - przynajmniej nie tym, na których weselach byłam ;) Ja osobiście w zasadzie w ogóle nie lubię prezentów i naprawdę gdybym wyprawiała ślub to chętnie na zaproszeniach zaznaczyłabym, żeby NIC nie przynosić. Z natury nie lubię marnotrawstwa więc jeśli już ktoś koniecznie coś by chciał to wolałabym coś co się przyda. Zapewne rozpakowując trzecie żelazko albo nie pasujący do niczego komplet pościeli w głowie miałabym tylko 'a za tę kasę to kotek ze schroniska miałby karmy na pół roku' ;)
    • anka_z_lasu zasadniczo niecierpię wesel 09.08.10, 19:42
      I na szczęście nie będę miała własnego.

      Nie będę się powtarzać: kamerzysta przy posiłku, miliony kalorii zjadane na siłę
      (jak z takim pełnym brzuchem tańczyć?), kretyńskie zabawy, na czas których
      opuszczam salę.
      Co prawda, są wesela lepsze i gorsze. Ostatnio byłam na weselu wiejskim, ale bez
      wygłupów, z dobrą muzyką i fajnym towarzystwem do tańczenia (byłam bez chłopa) i
      podobało mi się.

      I jeszcze mnie denerwuje - zaproszenia, na których mowa o "końcu wolności",
      "dożywociu", itp. Chyba mam za słabe poczucie humoru, bo takie postrzeganie
      własnego ślubu, choćby w żartach, jest dla mnie lekko żałosne.
      • nancy_callahan Re: zasadniczo niecierpię wesel 09.08.10, 20:04
        A ja wesela bardzo lubię, zasadniczo:)
        Czego nie lubię:
        - nachalności wszelkiej: kamerzysty, wodzireja, potencjalnych
        nietrzeźwnych partnerów do tańca, ale to się coraz rzadziej zdarza;
        - fałszujących zespołów z nieciekawym repertuarem;
        - publicznych podziękowań rodzicom najczęściej przy dźwiękach
        "Cudownych rodziców mam";
        - bezsensownie zaplanowanego serwowania posiłków np. długi czas puste
        stoły, a później kilka dań niemal na raz;
        - wszelkich infantylizmów ze strony dorosłych i ponoć dojrzałych
        ludzi jak np. wierszyki - rymowanki na zaproszeniach;
        - ciepłej wódki;
        - braku innego alkoholu poza wódką;
        - nieklimatyzowanych (względnie niedostatecznie klimatyzowanych)
        pomieszczeń w środku upalnego lata bez możliwości przyjemnego
        odetchnięcia na zewnątrz;
        - nachalnych, zwłaszcza o podtekście seksualnym tzw. zabaw.

        Na szczęście wszystko to zdarza się coraz rzadziej, a jeśli już to
        nie w kumulacji, więc wesela lubię:)
        • roza_am Re: zasadniczo niecierpię wesel 09.08.10, 20:50
          Ciekawostka: osoby które powiedziały, że lubią wesela i te, które ich nie lubią
          wymieniają dokładnie te same minusy wesel.


          > - wszelkich infantylizmów ze strony dorosłych i ponoć dojrzałych
          > ludzi jak np. wierszyki - rymowanki na zaproszeniach;

          Zależy od wierszyków. Mogą być infantylne, a mogą być oryginalne, jak np. te z
          zaproszeń Butters.
          • butters77 Roza :-) 09.08.10, 23:15
            Rozo, bardzo mi miło - dziękuję :-)
    • k_linka Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 20:52
      Ja tam wesela raczej lubie, choc oczywiscie pewne elementy sa drazniace. Co do nielubienia zabaw - naprawde sa ludzie ktorzy je lubia i nie spotkalam sie z sytuacja zeby wymiganie sie z uczestnictwa stanowilo jakikolwiek problem. Co do "za duzej ilosci cieplych posiklow" - naprawde lepiej za duzo niz aby ktos mial byc glodny:) A wieksza ilosc posilkow to wieksza szansa dla wybrednych - ze cos z oferty im posmakuje. Co do marnowania - w domach weselnych i remizach czesto pakuja jedzenie organizatorom (raz mama mlodej wyposazyla mnie w tygodniowe zapasy zywnosciowe dla polowki akademika - tyle walowki mi spakowala), a w restauracjach tez na pewno sie nic nie marnuje ;)
      I powiem niesmialo ze takie "typowe" weselne klimaty typu "gorzko", tradycyjne oczepiny, jakiekolwiek zabawy, glupawe przyspiewki i "cudowni rodzice" byli na weselach ostanio raczej rzadkoscia. Na ogol to sa dosc kiczowate i/lub zenujace momenty, ale tak naprawde to sa zastepowane przez nowe obrzedy typu pokazy barmanskie lub puszczanie lampionow :)

      A koszmary moich wesel to raczej atmosfera i sprawy organizacyjne:
      1.Wesele w dalszej rodzinie chlopaka i moje pierwsze dorosle. Nie znalam nikogo oprocz partnera (ten koszmar mijal szybko bo w tej sytuacji po prostu szybko trzeba bylo kogos poznac) i nie wiedzialam czego sie spodziewac
      2.Wesele wspolnych znajomych moich i eksa. On przyszedl biedny i samotny, ja z nowym chlopakiem, to byl pierwszy raz po zerwaniu. Umieralam na zmiane od wyrzutow sumienia, zalu, nie do konca minionego uczucia, a nowy chlopak robil mi co chwila koszmarne sceny zazdrosci. Najokropniejsze wesele ever. Inni twierdzili ze bylo bardzo fajnie.
      3.Wesele niedzielne. Niby drobiazg ale wszystkie wspomnienia przycmiewa fakt ze z napojow na stolach byly tylko alkohole, soki i slodzone gazowane napoje typu cola czy fanta - a ja po nich mam jeszcze wieksze pragnienie. Upalny wrzesien, w lokalu nie znaja fanaberii typu woda mineralna, a do najblizszego sklepu kilka km... Pilam wode przegotowana z czajnika.
      4.To samo wesele - panstwo mlodzi zapewniali transport, nalegali zeby nie jechac samochodem. Po czym okazuje sie ze transport powrotny to 1 auto osobowe, a wesele konczy sie gwaltownie o polnocy i zostaje kilkudziesieciu gosci, kazdy ma obiecane odwiezienie. Czekamy 2 godziny patrzac jak kelnerzy sprzataja stoly...

      A wlasne wesele to calkem odmienna bajka. Przeciez kazdy organizuje je jak mu serce dyktuje: elegancie przyjecie, grill, dyskoteke, bal w zamku, garden party, impreze typu wesele w remizie, podwieczorek w kawiarni... Ja w ostatnich latach zaliczylam okolo 30 wesel i byly wsrod nich naprawde rozne...
      • kaga9 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 21:04
        k_linka napisała:

        Co do
        > nielubienia zabaw - naprawde sa ludzie ktorzy je lubia i nie spotkalam sie z sy
        > tuacja zeby wymiganie sie z uczestnictwa stanowilo jakikolwiek problem.

        Ja owszem:) Zostałam siłą wyciągnięta przez wujka panny młodej do łapania
        welonu, a moja koleżanka została przez tegoż wujka na tę okoliczność również
        wyciągnięta- z wc. Słowo honoru. Żenada i obciach, ale rodzina PM uznała, że to
        świetny dowcip.

        Drugi raz uczestniczyłam w łapaniu, gdyż byłam świadkiem, a wesele malutkie i
        bardzo niewielka w związku z tym ilość panien kandydatek. Poczułam się w
        obowiązku i sądzę, że tu próby wymigania się byłyby problemem, choć czułam się w
        roli łapiącej bardzo kiepsko, co zostało utrwalone- o losie!- na kasecie VHS.
        • turzyca Re: Najbardziej nielubiane na weselach 11.08.10, 10:57
          > Ja owszem:) Zostałam siłą wyciągnięta przez wujka panny młodej do łapania
          > welonu,

          Mysle, ze K_linka miala na mysli zabawy przekraczajace granice dobrego smaku czy
          naruszajace strefe prywatna. Lapanie welonu nie uwazam za zabawe przekraczajaca
          granice mojej prywatnosci i nie wyglupiam sie z ukrywaniem sie w kibelku. No bo
          co sie stanie, jak ten welon mnie trafi? Przeciez to przesad, kto w to wierzy?

          Ale doceniam panne mloda, ktora ma choc jedna umowiona kolezanke do lapania
          welonu/bukietu. Szczegolnie jesli sama nie umie celnie rzucac. I doceniam
          panstwa mlodych, ktorzy kontroluja niecenzuralnosc zabaw i na samym poczatku
          imprezy o tym informuja, bo mozna sie spokojnie powyglupiac bez obawy, ze ktos
          zaraz wlozy mi lapy pod spodnice.
          • kaga9 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 11.08.10, 21:50
            Koleżanka nie ukrywała się w kibelku. Ona z niego...korzystała;)

            Ja się BARDZO źle czuję w centrum, na środku, obserwowana itp. Gdy złapałam ten
            nieszczęsny welon, musiałam odtańczyć z "ofiarą muszki" rock'n'rolla. Dla wielu
            osób to nic, ja się czułam koszmarnie.
            • zmijunia.lbn Re: Najbardziej nielubiane na weselach 13.08.10, 00:58
              kaga9 napisała:

              > Ja się BARDZO źle czuję w centrum, na środku, obserwowana itp. Gdy złapałam ten
              > nieszczęsny welon, musiałam odtańczyć z "ofiarą muszki" rock'n'rolla. Dla wielu
              > osób to nic, ja się czułam koszmarnie.

              Rozumiem doskonale i głasiam po czółku :* ;)
              • kaga9 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 14.08.10, 00:33
                Czółko jest wdzięczne za zrozumienie:* Jego właścicielka takoż;)
            • indigo-rose Re: Najbardziej nielubiane na weselach 16.08.10, 21:25
              Znam to ;) Musiałam też znosić komentarze o rychłym ślubie, które były zabawne
              przez pierwszych 15 minut - wiadomo, żartobliwy przesąd - ale potem stawały się
              męczące, zwłaszcza w wykonaniu gości najwyraźniej biorących to bardzo serio...
    • kk345 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 20:54
      Będę w mniejszości, bo lubię wesela, cieszy mnie, że młodzi chcą, bym cieszyła
      się razem z nimi, z sympatii wybaczam im także nieporywające menu. głupie zabawy
      i nieciekawą orkiestrę- skoro im się to podoba, to dlaczego mam im psuć tę
      radość? Żadna siła nie zmusi mnie do tańca z pijanym pociotkiem, jeśli tego nie
      chcę, nie muszę też jeść kolejnych dań/ pić wódki/tańczyć, jeśli nie mam na to
      ochoty. Zawsze można za to pogadać z ciekawym, a dawno nie widzianym członkiem
      rodziny, lub odkryć kogoś interesującego w tej drugiej, "nowej" rodzinie:)
      • pierwszalitera Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 21:49
        kk345 napisała:

        > Będę w mniejszości, bo lubię wesela, cieszy mnie, że młodzi chcą, bym cieszyła
        > się razem z nimi, z sympatii wybaczam im także nieporywające menu. głupie zabaw
        > y
        > i nieciekawą orkiestrę- skoro im się to podoba, to dlaczego mam im psuć tę
        > radość?

        Gdyby ich to cieszyło, to zgoda, ale najczęściej jest tak, że młoda para na takim weselu jest zmęczona, zestresowana i probuje tylko zachować dobrą minę do złej gry, bo dała się wciągnąć w diabelski kołowrót tradycyjnego wesela, chociaż w pierwszym momencie mieli pomysł małego ślubu na urlopie w egzotycznym kraju. Każdy gość może w każdej chwili z takiego ludowego weseliska się gdzieś ulotnić, urwać i wyłączyć z wydarzenia, a oni biedacy na świeczniku do upiornego końca. ;-) A potem we wpomnieniach upiększa się wszystko, by nie kojarzyło się z uczuciem straszliwego kaca następnego ranka. Filmów z imprezy się nie ogląda, bo są zwykle nudne jak flaki z olejem, do tego koszmarnie źle zrobione, a pijanego wujka Jasia śpiewającego do fałszującej kapeli i tak nie chce się znowu zobaczyć. ;-)
        • k_linka Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 22:40
          > Gdyby ich to cieszyło, to zgoda, ale najczęściej jest tak, że młoda para na tak
          > im weselu jest zmęczona, zestresowana i probuje tylko zachować dobrą minę do zł
          > ej gry, bo dała się wciągnąć w diabelski kołowrót tradycyjnego wesela, chociaż
          > w pierwszym momencie mieli pomysł małego ślubu na urlopie w egzotycznym kraju.


          RAZ w zyciu bylam na weselu gdzie mlodzi byli smutni i zmeczeni. Ale oni zawsze tak wygladaja... Wiem ze sa ludzie skrajnie nieasertywni ale uwierz, ze nie wszyscy wyprawiajac wesele kieruja sie konwenansem i naciskami mamusi!

          > zuciem straszliwego kaca następnego ranka. Filmów z imprezy się nie ogląda, bo
          > są zwykle nudne jak flaki z olejem, do tego koszmarnie źle zrobione, a pijanego
          > wujka Jasia śpiewającego do fałszującej kapeli i tak nie chce się znowu zobacz
          > yć. ;-)

          Filmy ma sie takie, jakie sie zamowi i ,owszem, taki real time z filmowaniem, jak wujek je rosol przez 5 min, ciezko sie oglada (wiem, bo przyjaciolka miala szesciogodzinny film i sprezentowala wszystkim gosciom), ale mlodzi wraz z najblizszymi i tak zawsze te nudy ogladaja.
          • pierwszalitera Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 23:10
            k_linka napisała:

            Wiem ze sa ludzie skrajnie nieasertywni ale uwierz, ze nie ws
            > zyscy wyprawiajac wesele kieruja sie konwenansem i naciskami mamusi!
            >

            Jasne, bo ci młodzi, to zawsze jacyś oni, abstrakcja nie mająca nic wpólnego z nami. I robią te hocki klocki, bo lubią. Tylko dlaczego większość tu jest zgodna, że wesela mają marytrologiczny aspekt, z którego chętnie byśmy zrezygnowały, a przynajmniej uprościły, a na weselach od pokoleń się te błazenady powtarza?
            • zmijunia.lbn Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 23:21
              pierwszalitera napisała:

              > k_linka napisała:
              >
              > Wiem ze sa ludzie skrajnie nieasertywni ale uwierz, ze nie ws
              > > zyscy wyprawiajac wesele kieruja sie konwenansem i naciskami mamusi!
              > >
              >
              > Jasne, bo ci młodzi, to zawsze jacyś oni, abstrakcja nie mająca nic wpólnego z
              > nami. I robią te hocki klocki, bo lubią. Tylko dlaczego większość tu jest zgodn
              > a, że wesela mają marytrologiczny aspekt, z którego chętnie byśmy zrezygnowały,
              > a przynajmniej uprościły, a na weselach od pokoleń się te błazenady powtarza?
              >

              Bo tak wypada. Bleh.
              Pierwsza, nie sądziłam, że będę w stanie kiedykolwiek Ci przytaknąć. ;)
              • yaga7 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 12:58
                No i ja właśnie tego "wypada" nie rozumiem i nie akceptuję.

                Nie rozumiem, jak ludzie mogą być tak nieasertywni, żeby się na to zgadzać.
                Mnie też chcieli wcisnąć w czasie wesela różne rzeczy, ale powiedziałam, co na
                ten temat sądzę i tego nie było. Proste.

                ech. życie byłoby prostsze, gdyby ludzie żyli w większej zgodzie z własnym ja.
                • kotwtrampkach Re: Najbardziej nielubiane na weselach 11.08.10, 00:41
                  yaga7 napisała:

                  > Mnie też chcieli wcisnąć w czasie wesela różne rzeczy, ale powiedziałam, co na
                  > ten temat sądzę i tego nie było. Proste.

                  heh, ja też powiedziałam, czego nie chcę i czego nie zrobię i nikt mnie nie
                  zmuszał. Ale jak patrzę w przeszłość najbardziej nie chciałam wesela, a było
                  :):):):)
            • k_linka Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 10:46
              pierwszalitera napisała:

              > Jasne, bo ci młodzi, to zawsze jacyś oni, abstrakcja nie mająca nic wpólnego z
              > nami. I robią te hocki klocki, bo lubią.

              Nie, ja sie odnosze do ludzi, ktorych znam dobrze i do siebie samej,
              Organizowalam wesele tak, jak mnie sie podobalo. A ze nie podobaly mi sie nigdy
              zabawy weselne, wiec u mnie ich nie bylo. Nie lubie kiczowatych "cudownych
              rodzicow", wiec zespol wiedzial, ze zadnych oficjalnych poziekowan dla rodzicow
              nie bedzie. I nie bylo. Sale, zespol, menu, dekoracje, przebieg wesela,
              repertuar, suknie i cala reszte wybiera sie samemu i jeszcze za to placi - nie
              widze problemu, zeby wymagac. Tak, jestem zdania, ze ci mlodzi, co maja lapanie
              za kolanko, przetaczanie jaja przez rozporek, zabawy "kto sie ostatni wyrzyga"
              itp maja je, bo im sie tak podoba. Albo przynajmniej jest im wszystko jedno.




              Tylko dlaczego większość tu jest zgodn
              > a, że wesela mają marytrologiczny aspekt, z którego chętnie byśmy zrezygnowały,
              > a przynajmniej uprościły, a na weselach od pokoleń się te błazenady powtarza?
              >

              Niezupelnie - ja tam widze, ze jest czesc ktora wesela uwielbia, spora czesc,
              ktora nie lubi tylko pewnych elementow, czesc przyznajaca, ze zadnych wesel nie
              lubi i reszta, nie tak liczna wcale, ktora uwaza wesela za forme wspolczesnych
              tortur zarowno dla gosci jak i organizatorow...
            • ko_kartka Re: Najbardziej nielubiane na weselach 22.08.10, 19:59
              > Jasne, bo ci młodzi, to zawsze jacyś oni, abstrakcja nie mająca nic wpólnego z
              > nami. I robią te hocki klocki, bo lubią.

              To ja, ja się zgłaszam. Nie lubiłam wesel generalnie, ale na własnym bawiłam się
              setnie, miałam średniej jakości kapelę, oczepin tyle, co rzucanie bukietu
              (welonu nie miałam, co ciekawsze - ślub był ino cywilny), ale za to goście prima
              klasa - mało rodziny, a już dalszej to w ogóle. I moje własne wesele zmieniło
              moje nastawienie do tego typu imprez z "czerwonymi majteczkami" mocno in plus. A
              nie przypuszczałam.
    • epistilbit Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 21:51
      windą do nieba jako pierwszy taniec - super piosenka o nieszczęśliwej pannie młodej
      zabawy typu panie skaczą na na siedzącego pana tak, żeby pękł balonik który ten
      ma na swym łonie :-/
      masakrowany angielski w piosenkach
      i to że w Polsce brak kultury picia byłam na weselu co ojciec nowożeńca
      zwymiotował na środku sali, co jeden gość usnął z głową w torcie, co laska się
      upiła i tańczyła erotyczne tańce z ochroniarzem
    • ewik-mysza Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 22:39
      ja tam lubię wesela, a najbardziej właśnie te tradycyjne..
      ostatnio wesela obrodziły w moim towarzystwie i stwierdzam, że te z
      wodzirejem i z "a teraz idziemy na jednego" są znacznie fajniejsze
      niż te z djem i nowoczesna muzyką..
      oczepiny też lubię (tydzien temu ja zlapalam welon a moj partner
      muchę :D)
      zabawy tez lubie - choc z kilku ostatnich wesel to zabawy tylko na
      jednym byly - bo reszta ma takie podejscie jak wiekszosc z was:)
      co do kamery - to mi nie przeszkadza - sama najwiecej zdjec robie na
      weselach :D
      a jesli chodzi o jedzenie - to przeciez jesli ktos nie chce jesc nie
      musi - jak ktos nie je miesa lub ma inne wskazania zywieniowe -
      przeciez mozna sie umowic z panstwem mlodych i sa np. wegetarianskie
      porcje.. mam kolezanke z celiakia ktora jak przychodzi na weselea
      dostaje osobne dania łącznie z tortem bezglutenowym..
      to zabaw tez przeciez nikt nikogo nie zmusza - rzeczywiscie takie
      zabawy jak wskakiwanie sobie na plecy nie sa w dobrym guscie - tu sie
      zgodze - ale juz typu karoca czy to z siadaniem na krzeslach jak
      przestaje grac muzyka jak dla mnie bomba..
    • madzioreck Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 22:40
      Lubię wesela. Ogólnie. To, że zdarza się natrętny wodzirej nie oznacza, że
      ogólnie mam wstręt do wodzirejów. To, że zdarzają się zabawy durne nie oznacza,
      że wszystkie zabawy uznaję za durne.
      Nie muszę w każdej chwili być poważną damą, czasem chodzi tylko o to, żeby było
      śmiesznie, i większość zabaw lubię, nigdy też chyba nie byłam zmuszana do
      uczestniczenia w czymś, na co nie mam ochoty.
      Wiele tych "żałosnych", "idiotycznych" elementów było na moim własnym weselu i
      bardzo miło je wspominam, oczepiny, łapanie welonów itd. Była po prostu zabawa i
      dużo śmiechu, nikt nie traktował tego śmiertelnie poważnie.
      Wujkowie - na szczęście moi, nawet podpici, w większości tańczą świetnie, a tak
      mało jest okazji potańczyć :)
      Żarcie - cóż, zależy od podejścia. Kiedy tańczę i piję wódkę, żarcia pochłaniam
      sporo. U mnie również było dużo jedzenia, ale nie przypominam sobie, żeby
      cokolwiek się zmarnowało, a to co zostało (trochę gulaszu, trochę mięsa, bigosu,
      trochę sałatek i galaretek) zabraliśmy do domu, daliśmy trochę rodzicom,
      teściom, mojej siostrze - świetna wyżerka na kaca ;), i przez kilka dni nie
      trzeba było gotować obiadu. Nie zmarnowały się żadne góry jedzenia.
      Ogólnie - podchodzę do tego po prostu z dystansem, lubię taniec pingwina, suknie
      - bezy, welony, pociągi; na własne wesele cieszyliśmy się z mężem jak dzieci, na
      pewno nie byliśmy parą zestresowanych nowożeńców, którzy "muszą" uczestniczyć w
      czymś, czego nie chcą. Fakt, że ustaliliśmy z orkiestra i wodzirejem co ma być,
      czego ma nie być, i że mają nie zmuszać gości do uczestnictwa w zabawach.
      Kwiaty - kocham :) Pachniało jeszcze przez tydzień w trzech domach, moim,
      teściów i siostry, bo kwiatów było kilkanaście wielkich wiader, coś pięknego :)
    • butters77 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 22:56
      Najbardziej nielubiane na weselach jest dla mnie wesele ;-)

      A zupełnie serio, to - jak parę osób wyżej - nie przepadam za tradycyjnymi
      polskimi imprezami, trwającymi niezliczone godziny, wypełnionymi mnóstwem
      jedzenia, morzem alkoholu, piosenką biesiadną i konkursami, które - zamiast
      dostarczać rozrywki - budzą zażenowanie.

      Ja wiem, że można się przy takim scenariuszu dobrze bawić - ale skoro jest tyle
      innych rzeczy, przy których można się bawić znacznie lepiej, to po co się
      męczyć? ;-))

      Przede wszystkim buntuję się przeciw przymusowi zapraszania najodleglejszej
      rodziny, organizowania jakiegoś zbiorowego spędu ludzi, którzy są nam niemal
      obojętni, ale "przecież sąsiad kuzyna cioci Krysi piętnaście lat temu zaprosił
      Twoją stryjenkę na chrzciny...". Ot, jestem zagorzałą zwolenniczką opcji: ślub
      dotyczy dwojga ludzi i ich najbliższych. Nie warto więc przygotowywać go tak, by
      po latach pamiętać tylko rozmach przedsięwzięcia i stres związany z logistyką,
      zaproszeniami, dekoracją sali, wykwintnością dań, wynagrodzeniem księdza... a
      nie - jako wydarzenie między Tobą a Twoim mężem/ żoną :-)

      Bardzo nie lubię też szaleństw finansowych - pożyczek zaciąganych przez rodziców
      i teściów na poczet weselnej zabawy itp. Sama wolałabym, żeby moi rodzice -
      zamiast fundować mi wesele - pojechali na wczasy :-)
      • jul-kaa Re: Najbardziej nielubiane na weselach 16.08.10, 20:04
        Nie przepadam za weselami. Nie lubię tańczyć, często nie mam co jeść (a poza tym ileż mozna jeść..?) a muzyka prawie zawsze jest za głośna zeby rozmawiać. Często jeszcze tuż przed sala jest palarnia, co więzi mnie w sali. Czasem sa porcję weget., ale uwierzcie, sa takie wesela, gdzie mozna jeść wyłącznie ciasta - chyba ze sa z galaretka :-) mam wrazenie, ze czasem ludzie stawiają robie za punkt honoru wsadzenie mięsa do KAŻDEJ potrawy. My mieliśmy weselne garden party, juz kiedyś pisałam - rodzice byli za, ale części ciotek sie nie podobało. Cóż, ich sprawa.
        Jesli chodzi o prezenty zamiast kwiatów - my dostaliśmy ksiazki. Troche bestselerów, troche albumów, ale najwięcej było fajnych książek kupionych z myślą o nas. Polecam te formę. I nie widze nic złego w sugestii, by dać cos zamiast kwiatów - my i tak dostaliśmy mnóstwo bukietow, część została na działce, część gnila w domu (upalny czerwiec). Najgorszym pomysłem sa maskotki-komu to potrzebne? Większośc DD ich nie przyjmuje, czasem weźmie szpital, ale to i tak wywalanie kasy naprawde po nic.
        • zmijunia.lbn Re: Najbardziej nielubiane na weselach 16.08.10, 20:43
          jul-kaa napisała:

          > Najgorszym pomysłem sa maskotki-komu to potrzebne?
          > Większośc DD ich nie przyjmuje, czasem weźmie szpital, ale to i tak wywalanie k
          > asy naprawde po nic.

          Niektórzy biorą maskotki dla siebie, czemu od razu charytatywnie? Gdybym miała
          do wyboru tony gnijących chabuzi albo tony maskotek, zdecydowanie wybrałabym to
          drugie.
          • jul-kaa Re: Najbardziej nielubiane na weselach 16.08.10, 22:00
            Po pierwsze ma sie do wyboru jeszcze kasę, kupony totka, ksiazki, czekoladki, wino itp. Szczerze mówiąc trudno mi uwierzyć, ze sa ludzie, którzy marzą o posiadaniu kilkudziesięciu (100? 200?) maskotek...
            • zmijunia.lbn Re: Najbardziej nielubiane na weselach 16.08.10, 23:13
              Napisałam, ze wybrałabym maskotki gdybym miała do wyboru tylko te dwie opcje.
              Moja siostra chciała maskotki. No ale ona nie robiła weselicha, tylko obiad
              weselny dla rodziny, więc nie było tego dużo.
    • e.m.i1 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 23:03
      Ja wesel szczerze nienawidzę, a kiedy naprawdę nie wypada nie pójść (np. wesele własnej mamy ;)) to sobie mogę posiedzieć, pojeść i pogadać. I nic więcej, a już na pewno nie tańczyć.
      A co jest w tym najgorsze?
      - zmuszanie do tańczenia - przez całe wesele co 15 minut ktoś przychodzi i gada dlaczego nie tańczę/nie tańczymy, i że źle się bawię, bo nie tańczę... a właśnie dobrze bym się bawiła, gdyby mi wszyscy dali spokój
      - brak innego alkoholu niż wódka, tak nachalne namawianie, że aż uszy puchną i śmiertelna obraza kiedy jednak się nie napiję
      - zmuszanie do głupich zabaw - jeśli nie zdążyłaś wcześniej uciec, to całe wesele, łącznie z orkiestrą wyposażoną w mikrofony nakazuje Ci dołączyć do kółeczka i robić wygibasy ;)
      - ślub o 13 kiedy do pokonania jest 5h drogi, a na dworze 35 stopni...
      - POPRAWINY - kto to w ogole wymyślił? kładziesz się spać o 5 rano, a następnego w południe znowu trzeba odhaczyć obecność i pokazać się w jeszcze innej kiecce i doklejonym uśmiechu

      Tak ogólnie to ja wszystko zniosę, pod warunkiem, że złożenie życzeń będzie największą moją aktywnościa na całej imprezie ;)
      • zmijunia.lbn Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 23:26
        e.m.i1 napisała:

        > Tak ogólnie to ja wszystko zniosę, pod warunkiem, że złożenie życzeń będzie naj
        > większą moją aktywnościa na całej imprezie ;)
        >

        Nienawidzę składania życzeń. Bardzo rzadko wiem, czego ktoś sobie życzy, a sama
        nie znoszę dostawać życzeń, które wcale nie są MOIMI życzeniami.
        Eh, zachowuję się w tym wątku jak Smerf Maruda. Nie cierrrrpię nieszczerych
        życzeń. :P
        • e.m.i1 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 23:50
          Zdrowia, szczęścia i wszystkiego dobrego to chyba każdy by sobie życzył ;) To chyba są uniwersalne życzenia, może niezbyt oryginalne ;) ale szczere, bo ja naprawdę nikomu źle nie życzę :D
          • madzi1 Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 10:40
            Oh jak ja nie nawidzę składania życzeń. Z każdej okazji. A już
            najgorsze na ślubach są te kolejki gości, które ustawiają się do
            młodych zaraz po wyjściu z kościoła/urzędu, a jak w niej nie
            staniesz to jakieś ciotki zabijają cię wzrokiem ;)
        • madzioreck Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 12:18
          Ale czemu zakładasz, że życzenia niekoniecznie tak szczegółowe, jakbyś chciała,
          od razu są nieszczere...?
          • zmijunia.lbn Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 15:20
            madzioreck napisała:

            > Ale czemu zakładasz, że życzenia niekoniecznie tak szczegółowe, jakbyś chciała,
            > od razu są nieszczere...?

            Nie do końca o to mi chodziło, użyłam skrótu myślowego ;)
            Nieszczere, bo składane tylko dlatego, że "trzeba". I ważniejsze jest, że
            "trzeba" złożyć mi życzenia z okazji imienin niż to, że ich nie obchodzę i marzę
            o tym, żeby w związku z tym, za przeproszeniem, nie zawracali mi d**y bez powodu.
            Nie chodzi o szczegółowość, tylko o szczerość. Jeśli ktoś naprawdę chce mi
            złożyć życzenia, to zawsze potrafi dodać coś ponad
            "szczęścia-zdrowia-pomyślności". Ja też potrafię, jeśli składam życzenia szczerze.

            Na ślubach - niestety. Jest obowiązkowa kolejka z kwiatami i koniec. Na
            szczęście "odpytywanie" przy stole widziałam tylko w filmie "Wesele", bo w
            takiej sytuacji popatrzyłabym chyba ze zniesmaczeniem na kamerzystę i go olała,
            co spowodowałoby obrażenie się na mnie połowy rodziny.
    • kulka_kulkowa Re: Najbardziej nielubiane na weselach 09.08.10, 23:54
      O, jeszcze mi się przypomniało, czego nie lubię - duchoty! Jak się wszyscy roztańczą na całego i nagle uświadamiam sobie, że nie ma czym oddychać :) Marzy mi się, żeby u nas były tańce na świeżym powietrzu. Strrrrasznie bym chciała taki drewniany podest na tańce-hulańce! A nad nim taki namiotowy daszek na wypadek deszczu... (powiedziała kulka, a po jakimś czasie urządziła wesele w grudniu ;))
    • felisdomestica Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 01:48
      czego nie lubię w weselach...? Wszystkiego chyba.
      tego, że wszystkie są takie same...przewidywalne. Te same piosenki (kto wymyślił, że "Windą do Nieba" to dobra piosenka na wesele???), te same potrawy (flaczki i rosołek obowiązkowo).
      Biedna panna młoda, z uroczej bezpretensjonalnej dziewczyny zamieniona w lalkę Barbi we fryzurze utrzymującej się na głowie dzięki setce szpilek i tonie lakieru (kok obowiązkowo).
      Suknia koniecznie gorset bez pleców plus spódnica (jak w Ameryce).
      Pan młody świeżo od fryzjera z białym karkiem i czołem (nie mógłby ostrzyc się tydzień wcześniej?).
      Nowa świecka tradycja gier i zabaw, im bardziej sprośnych, tym lepiej. Wesele to nie jest impreza dla delikatnych. I co ma rzucanie welonem do oczepin???
      Niezwiązane z samym weselem, raczej ze ślubem ogólnie: obowiązkowa sesja zdjęciowa pary młodej, najlepiej w plenerze. Już to stara fabryka, już to Pustynia Błędowska itd. Pretensjonalizm.
      • klymenystra Re: Najbardziej nielubiane na weselach 10.08.10, 09:37
        O.o Takie wesela, jak opisujesz, pamietam z dziecinstwa, z wesel rodziny, ktora pochodzi z malego miasta. W ciagu ostatnich kilku lat, na weselach krakowskich, lacznie z weselem mojego duzo starszego brata, "Winda do nieba" slyszalam raz, flakow na oczy nie widzialam, rosol byl tylko raz, panny mlode wygladaly slicznie, mialy eleganckie i skromne sukienki oraz pasujace do nich fryzury. Niewiele zabaw, jak juz, to wesole, nie zenujace.
        • kasica_k Co to jest ta winda do nieba? :) n/t 13.08.10, 01:11

          • pierwszalitera Re: Co to jest ta winda do nieba? :) n/t 13.08.10, 01:25
            No co ty? ;-) Przecież musisz jeszcze pamiętać. ;-) Dwa Plus Jeden "Windą do nieba". W refrenie było tak:

            Już mi niosą suknię z welonem
            Już Cyganie czekają z muzyką
            Koń do taktu zamiata ogonem
            Mendelssohnem stukają kopyta
            Jeszcze ryżem sypną na szczęście
            Gości tłum coś fałszywie odśpiewa
            Złoty krążek mi wcisną na rękę
            I powiozą mnie windą do nieba
            • felisdomestica Re: Co to jest ta winda do nieba? :) n/t 13.08.10, 03:33
              Zwrotka jest jeszcze lepsza...

              "Mój piękny panie raz zobaczony w technikolorze
              piszę do pana ostatni list
              Już mi lusterko z tym pana zdjęciem też nie pomoże
              pora mi dzisiaj do ślubu iść
              Mój piekny panie, ja go nie kocham,
              taka jest prawda,
              pan główną rolę gra w każdym śnie...
              ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama,
              życie jest zyciem,
              pan przecież wie..."

              No niezwykle apropos na weselu...
              • kasica_k Re: Co to jest ta winda do nieba? :) n/t 13.08.10, 13:47
                Nieno, znam tę piosenkę i nawet lubię, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy,
                że to przebój współczesnych wesel :)

                W ogóle większość tego wątku to dla mnie nowy świat... Na weselu z tzw.
                wodzirejem byłam raz i uważam dyktowanie młodym ludziom, jak się mają bawić,
                przez pana w wieku ich wujków za raczej głupi pomysł. Moi rodzice nie wpadliby
                na to, żeby mi tak własne wesele "uprzyjemnić" :) No chyba że ktoś to akurat
                lubi, ale tu głównie pisze się o tym, jak bardzo młodzi tego nie lubią. Trochę
                dziwią mnie te rozbieżności w tym, co za dobrą zabawę uważają rodzice, a ich
                dzieci - rozumiem rozbieżne gusta muzyczne, ale ogólny styl bawienia się to
                raczej spodziewałabym się, że wynosi się z domu. Moi rodzice nie przepadaliby za
                niektórymi opisanymi tu weselnymi zwyczajami, i ja też nie (jakieś zdejmowanie
                staników? O rany...)
                • turzyca Re: Co to jest ta winda do nieba? :) n/t 13.08.10, 14:31
                  Jakies pomieszanie z poplataniem Ci wyszlo.

                  > Nieno, znam tę piosenkę i nawet lubię, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy,
                  > że to przebój współczesnych wesel :)
                  Bo ludzie nie sluchaja tekstow.

                  Na weselu z tzw.
                  > wodzirejem byłam raz i uważam dyktowanie młodym ludziom, jak się mają bawić,
                  > przez pana w wieku ich wujków za raczej głupi pomysł. Moi rodzice nie wpadliby
                  > na to, żeby mi tak własne wesele "uprzyjemnić" :)

                  Zawsze ktos przynajmniej puszcza muzyke, jesli jej wrecz osobiscie nie gra i w
                  sposob nie do unikniecia ta osoba "dyktuje" towarzystwu, co ma robic. I nie
                  zawsze "w naszym wieku" = "fajna zabawa". Na kiepskim muzycznie weselu moj chlop
                  rozpoznal w DJ-u kolege z druzyny pilkarskiej, w ktorej gral jakies 7 lat temu.
                  A na innym muzyka zajmowal sie wujek panny mlodej (nie "osoba w wieku ich
                  wujkow", autentyczny, rodzony wujek) i bylo naprawde swietnie, bo facet mial
                  wyczucie i do muzyki i do nastroju.
                  Wodzirej przydaje sie szczegolnie w nietypowych sytuacjach typu rodziny nadajace
                  na zupelnie roznych falach. Ogolnie gdy istnieje ryzyko, ze zabawa sama z siebie
                  nie wypali. Od tego jest fachowcem, by sobie z takimi rzeczami radzic. Ale jak w
                  kazdym fachu i w tym sa artysci i wyrobnicy.



                  Moi rodzice nie przepadaliby z
                  > a
                  > niektórymi opisanymi tu weselnymi zwyczajami, i ja też nie (jakieś zdejmowanie
                  > staników? O rany...)

                  Toz przeciez tego nie robia nasi rodzice nam, ale rodzice jakiejs tam kuzynki
                  naszego faceta. Albo przyszli tesciowie naszej najblizszej przyjaciolki. Lub
                  innej osoby, na ktorej weselu sie znalazlysmy.
                  Niektorzy takie zabawy lubia. Ludzie sa rozniasci.
                  • pierwszalitera Re: Co to jest ta winda do nieba? :) n/t 13.08.10, 14:57
                    turzyca napisała:

                    > Toz przeciez tego nie robia nasi rodzice nam, ale rodzice jakiejs tam kuzynki
                    > naszego faceta. Albo przyszli tesciowie naszej najblizszej przyjaciolki. Lub
                    > innej osoby, na ktorej weselu sie znalazlysmy.
                    > Niektorzy takie zabawy lubia. Ludzie sa rozniasci.

                    Ja przypuszczam, że to zemsta za obciach na własnym weselu. ;-) Jak każdy to każdy, czemu komuś miałoby się upiec? ;-)
                • heliamphora Re: Co to jest ta winda do nieba? :) n/t 13.08.10, 16:15
                  Kasico, jakże się cieszę, że nie jestem jedyna :)

                  Tego "nowego świata" miałam okazję kilka razy posmakować (wiele razy natomiast z tego rezygnowałam, a jeśli zapowiadało się wyjątkowo męcząco i z presją, to rezygnowałam nawet z pojawienia się na ślubie) i zdecydowanie mi się on nie podoba. Ostatnio byłam na ślubie i weselu bliskiej przyjaciółki i przyznam, że znając ją tyle lat nie spodziewałam się, że roześle wierszyki z prośbą o pieniądze i wiele innych rzeczy zorganizuje w sposób mało elegancki, ale za to efektowny finansowo.

                  I trochę teraz jestem rozdarta, bo z jednej strony widzę, że unikając wesel, tracę masę niezwykłych doznań (które by mnie pewnie wzbogaciły jako badaczkę kultury), ale z drugiej czuję się stosunkowo wolna od odgrywania ról w teatrze, który mi się wybitnie nie podoba i mnie męczy (oraz sprawia, że czuję się wykorzystana).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka