Dodaj do ulubionych

Rodzenstwo

03.04.11, 19:37
Dziewczyny, od czego zaleza dobre stosunki miedzy rodzenstwem? Czy to rodzice maja wplyw na to, ze rodzenstwo bedzie sie kochac albo nienawidzic?

Moj brat i ja to jak niebo i ziemia. Moja mama jest jedynaczka i pamietam, ze przez cale moje dziecinstwo mi powtarzala, jaka ja powinnam byc szczesliwa bo mam brata. A dla mnie mlodszy brat to byl raczej dopust bozy a nie powod do szczescia...
Dzis jest lepiej, ale jestesmy tez doroslymi ludzmi i mieszkamy w dwoch roznych krajach. Wiem, ze moge na niego liczyc, on moze liczyc na mnie, ale gdyby to nie byl moj brat, to chyba nigdy nie zamienilabym z nim jednego slowa, tak jestesmy rozni.
U mojego chlopa podobnie. Tak naprawde znam tylko jedna pare (brat i siostra), ktora naprawde sie lubi, maja wiele ze soba wspolnego i mieszkali nawet ze soba pare lat. Dla mnie to niemalze science-fiction.
Wybiegam troche w przyszlosc, bo w drodze dopieroo jeden dziec a drugi raczej w dosc odleglych planach. Ale chcialabym wiedziec, co rodzice moga zrobic, by miedzy rodzenstwem byla naprawde prawdziwa i szczera wiez.
Obserwuj wątek
    • moniach_1 Re: Rodzenstwo 03.04.11, 20:11
      Czy ja wiem? Wiele osób mówiło, że im się relacje z rodzeństwem poprawiały wraz z wiekiem, tzn. jako dzieci się nie cierpieli, a teraz się lubią. Wiem, że często nieźle się dogadują rodzeństwa z dużą różnicą wieku, bo odpada rywalizacja o rodziców, tylko pytanie, na ile wtedy możliwa jest "naprawde prawdziwa i szczera wiez", bo to jest dwójka ludzi w zupełnie innym momencie życia. Ja ze swoją siostrą mam poprawną relację (jako dzieciaki się nie cierpiałyśmy), lubię się z nią pośmiać z jakichś bzdur. Natomiast na pewno nie jest to głęboka więź, bo mamy zupełnie inne podejście do życia i priorytety. Wydaje mi się, że stawianie sztucznego akcentu na to, że w rodzinie trzeba się bardzo kochać jest trochę bez sensu i na dłuższą metę lepiej dobierać bliskie osoby spośród rówieśników o podobnym podejściu do życia i zainteresowaniach, a nie sugerować się aż tak stopniem pokrewieństwa. Być może te rodzeństwa, które się dobrze dogadują, to są właśnie te, które dogadywałyby się dobrze też jako osoby niespokrewnione :)
      • black_halo Re: Rodzenstwo 03.04.11, 23:21
        Zalezy jak duza jest ta roznica. Mam mlodsza o 7 lat siostre i pierwsze parenascie lat to ciagle klotnie, dzisiaj jest jest lepiej - ona ma 21. Ale i tak czuje ogromna nienawisc do rodzicow za to ze zmuszali mnie do opieki nad nia kiedy byla mala. Zamiast biegac z kolezankami musialam siedziec z gowniara w piaskownicy. Do dzisiaj nie palam zadnym cieplejszym uczuciem do malych dzieci bo kojarza mi sie wylacznie z wrzeszczacymi tobolkami, ktorym ciagle trzeba dogadzac i trzeba z tego powodu rezygnowac ze swoich zachcianek. Nie umialabym poswiecic sie dla dziecka, nawet wlasnego. Moj facet ma brata starszego o 13 lat i siostre starsza o 5. Wiez raczej poprawna ale nie szczera - rodzenstwo widuje sie wlasciwie co tydzien ale tylko i wylacznie u rodzicow, ew. od czasu do czasu zajmujemy sie babysittingiem. Przyznam, ze relacja z moja siostra na tym tle wydaje sie przykladem idealnej siostrzanej milosci - czesto do siebie dzwonimy bo widujemy sie rzadko, duzo rozmiawamy. No, musze powiedziec, ze jest zdecydowanie lepiej od paru lat, odkad siostra wydoroslala. Ale ma potwornie trudny charakter.
        • jul-kaa Re: Rodzenstwo 03.04.11, 23:28
          black_halo napisała:
          > Zalezy jak duza jest ta roznica. Mam mlodsza o 7 lat siostre i pierwsze parenas
          > cie lat to ciagle klotnie, dzisiaj jest jest lepiej - ona ma 21. Ale i tak czuj
          > e ogromna nienawisc do rodzicow za to ze zmuszali mnie do opieki nad nia kiedy
          > byla mala.

          I tu własnie jest pies pogrzebany - to nie róznica wieku jest "winna", a zachowanie rodziców, nieprawdaż?
    • klymenystra Re: Rodzenstwo 03.04.11, 20:13
      Mam brata starszego o 8 lat. Kiedy byłam całkiem malutka, strasznie mnie kochał. Jak zaczęłam mówic, do momentu, kiedy się wyprowadził w wieku lat 25 - koszmar. Non stop awantury, czytanie mojego pamiętnika, wyśmiewanie się ze wszystkiego itp.... Teraz się lubimy, normalnie ze sobą rozmawiamy i uważam, że to fajny facet.
      Jaki błąd popełnili rodzice? Nie mam pojęcia, ale na pewno różnica wieku była zasadnicza.
    • 100krotna Re: Rodzenstwo 03.04.11, 20:34
      Wiesz, w zasadzie to jest chyba tak, że jak masz z kimś wspólny język, to go masz, a jak nie masz to nie masz :) I bycie rodzeństwem nie ma tu nic do rzeczy.
      Np. z moją siostrą zupełnie nie mamy głębszego kontaktu, nawet w zasadzie nie potrafimy ze sobą szczerze porozmawiać, żadna nie dzieli się z drugą swoimi sprawami - nawet zainteresowania mamy inne, jedna drugiej w drogę nie wchodzi. Lubimy się, kłócimy, ale jakbyśmy były tylko koleżankami z klasy, to raczej nie przyjaźniłybyśmy się, nie dążyły do togo, żeby się lepiej poznać.
      Inaczej z bratem (mimo dwa razy większej różnicy wieku - od jego wczesnego dzieciństwa dobrze się dogadywaliśmy, dalej jest podobnie - on obecnie burzliwie przechodzi okres dojrzewania, ale mimo to nić porozumienia została. Myślę, że za kilka lat będziemy dobrymi przyjaciółmi mimo dużej różnicy wieku (13 lat) :))

      Co do roli rodziców: nie cierpiałam, kiedy rodzice kazali mi się opiekować młodszą siostrą, niańczyć ją, zabierać na huśtawki i do piaskownicy jak wychodziłam na rolki czy rower - ja chciałam mieć czas dla siebie, czas dla kolegów i koleżanek, dzieciak kręcący się koło mnie i wymagający opieki mi wybitnie przeszkadzał.
      Nie lubiłam też roli: "jesteś starsza więc musisz ustąpić", "ona jest jeszcze mała" i ciągłego brania przez rodziców strony siostry, która dobrze potrafiła to wykorzystać. Jako dziecko zamknięte w sobie (zostało mi do dziś) i uparte nie umiałam normalnie porozmawiać i wytłumaczyć, że nie wszystko jest moją winą. Zresztą mama bagatelizowała sprawę, jeśli mówiłam coś złego przeciw siostrze, nie widząc, że dla mnie jest to dużym problemem.
      Oczywiście sama nie byłam też bez winy, potrafiłam być bardzo nieprzyjemna - ale o tym to już by moja siostra mogła opowiedzieć :)

      Z bratem sytuacja była już zupełnie inna - jako 13latka potrafiłam się świetnie zająć niemowlęciem - mój instynkt macierzyński wybuchł nagle a niespodziewanie i mogłam z braciszkiem spędzać całe dni, opiekując się nim lepiej niż zawodowa niańka. Mama sama przyznaje, że miała ze mną dobrze, więc to nie takie sobie przechwalanie ;) (Sama nie wiem, skąd mi się to wzięło, trwało w zasadzie dopóki M. nie skończył 6-7 lat, a ja poszłam na studia i zaczęłam bawić obce dzieciaki w celach zarobkowych)
    • madzioreck Re: Rodzenstwo 03.04.11, 20:34
      Nie mam pojęcia, od czego zależą, ale jestem pewna, że jest możliwe, że rodzicie te stosunki popsują:(
      Mam siostrę starszą ode mnie o 8 lat. Trudno powiedzieć, czy jesteśmy blisko - raczej tak, choć nie widujemy się szczególnie często. Ale taka sytuacja jest dopiero od kilku lat - wcześniej usiłowałam buntem zwalczyć jej podświadome matkowanie mi. Dopiero, odkąd zaakceptowała, że już nie jestem małym dzieckiem, tylko dorosłą kobieta i w dodatku całkiem inną, niż ona, nasze relacje są OK. Wcześniej bywało różnie, ale przyjaźń czy jej brak nie zmieniała faktu, że się bardzo kochamy, i gdyby coś, to to jest moja najdroższa siostra. No i, trzeba przyznać, że to ona truła rodzicom, że mam się urodzić ;P
    • teresa104 To se ne da, pane. 03.04.11, 20:37
      Nie da się zaprogramować pożądanych cech w jednym człowieku, a co dopiero dwoje zaprogramować tak, żeby się darzyli specjalną więzią "szczerą i prawdziwą".

      Ja swojego brata lubię, jest dobrym, wrażliwym, uczynnym, sumiennym człowiekiem. Mogę się jednak z nim długo nie kontaktować i mi tego kontaktu nie brak. Ale jak się w końcu spikniemy, to postronni nie mogą się nadziwić, że rozumiemy się w pół słowa, bawią i interesują nas podobne rzeczy - lata wspólnego życia. Niemniej jesteśmy ludźmi zupełnie różnymi, o zupełnie odmiennych poglądach, o które już nie mamy po co się kłócić, bo wspólnego stanowiska nie ustalimy.

      Kiedyś koleżanka chciała podbić jego serce i pytała mnie o to, jaki jest klucz do niego, jak myślę, że się zachowa w sytuacji takiej, a jak w takiej, co by powiedział itd. I na wszystkie te pytania musiałam powiedzieć prawdę. Że nie wiem. Że umiem sobie wyobrazić dwie skrajnie różne reakcje o takim samym stopniu prawdopodobieństwa.

      Co by było, gdyby mój brat był człowiekiem niedobrym, nieuczynnym i niesumiennym? Pewno nie wcale byśmy się nie widywali (przy założeniu, że ja bym była taka, jaka jestem). Może paradoksalnie wtedy byłoby mi tych kontaktów brak, kombinowałabym, jak brata naprawić, cierpiałabym, że jest taki. A tak, żyje sobie chłop gdzieś, toczy swoją kulkę gnoju, ja swoją, jeśli mnie poprosi, zrobię dla niego wszystko, mogę liczyć na to samo. Sprawdziliśmy. Brat jest po prostu jednym z moich przyjaciół, nasze życia nie są zrośnięte, choć pochodzą z tego samego korzenia.
    • besame.mucho Re: Rodzenstwo 03.04.11, 20:41
      My (tzn. mój brat i ja) zawsze mało rozmawialiśmy, jest masa rzeczy, których o sobie nie wiemy. Ale widzę, że mimo różnych charakterów, mamy dosyć dużo wspólnych wartości, podobnie reagujemy na różne rzeczy, itd. A to co jest dla mnie istotne - niezależnie od tego, że dosyć mało rozmawiamy, to możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji. I wiem, że nawet jakbym długo się z nim nie widziała i nie rozmawiała, to gdyby przydarzyło mi się cokolwiek złego i potrzebowałabym pomocy - byłby pierwszą osobą, do której bym zadzwoniła i na pewno by mi pomógł. I to jest dla mnie w rodzeństwie najważniejsze, o wiele ważniejsze niż codzienne super zrozumienie i długie rozmowy.
      • wariamiktoria Re: Rodzenstwo 03.04.11, 21:14
        Co mogą robić rodzice: nie porównywać, nie zmuszać do ustępstw, poświęcać każdemu uwagę tylko dla tej osoby a nie mimochodem przy tv, wyjaśniać emocje, tworzyć dobrą rodzinną atmosferę w której nie trzeba rywalizować o najmniejszą pochwałę. U mnie tak nie było i czasem działy się dantejskie sceny, innym razem miłość tak nas zalewała, że łatwo było skrzywdzić (karmienie niemowlaka rzeczami, których jeść nie może itp.). Obecnie z jednym bratem mam dobry kontakt, nasi współmałżonkowie wymieniają u nas te same wady, poczucie humoru itp. Z siostrą jesteśmy totalnie różne i dopiero zaakceptowanie tych różnic, dojrzałość, która przyszła z wiekiem pozwoliła nam się przyjaźnić choć nie bez zgrzytów ale tak bywa i w przyjaźni.
    • turzyca A jednak rola rodzicow 03.04.11, 21:06
      Jak czytam powyzsze wypowiedzi, to mi sie jednak wlos jezy na karku i ciesze sie, ze moi rodzice mieli wieksze zaciecie pedagogiczne.

      Czytanie pamietnika skonczyloby sie dla winowajcy pogadanka umoralniajaca o poszanowaniu cudzej prywatnosci, a dla ofiary pocieszajaca rozmowa z ew. wskazowkami praktycznymi.
      Wysmiewanie bylo duszone w zarodku, to sa zachowania przedszkolakow. Co innego dobroduszne pokpiwanie uprawiane przez cala rodzine. Ale to jest naprawde dobroduszne.
      Hierarchie wartosci mamy podobna i zblizona do rodzicielskiej
      Siostre miewalam pod opieka, ale byla to dosc wywazona ilosc opieki. No i rodzice mieli swiadomosc, ze jak taki "calkiem dorosly" czlowiek chce sie spotkac z "calkiem doroslymi" przyjaciolkami, to dla zdrowia rodziny lepiej "dzieciucha" odseparowac od "doroslych".
      Konflikty oczywiscie byly, ale wysluchiwane byly obydwie strony i rodzice starali sie wywazyc racje i znalezc srodek. I nie bagatelizowali zadnej z nas.
      Mialam nieco podobny charakter jak 100krotna i wlasnie istnienie mlodszej siostry nauczylo mnie wyrazac swoje problemy. Przeciez sporo konfliktow dzieje sie gdzies w zasiegu sluchu rodzicow, to drugie dziecko rodzice tez znaja jak zly szelag, troche cierpliwosci i da sie rozebrac, w czym dzielo. I pomoc temu bardziej zamknietemu dziecku nazwac to, z czym sie zmaga.
      Ja sie czasem lapie na tym, ze dana sytuacja nie robi na mnie wrazenia, bo ja juz przeciez z siostra przecwiczylam.

      Tak wiec moim zdaniem rodzenstwo to jest bardzo fajna rzecz, ale nie wolno zakladac, ze samo posiadanie rodzenstwa automatycznie zalatwi pewne kwestie, tylko trzeba pamietac o wychowywaniu. Ale nie wiem, czy jednak uczenie dziecka pewnych umiejetnosci spolecznych nie jest latwiejsze, gdy interakcje spoleczne odbywaja sie pod wlasnym dachem i w zasiegu ucha i mozna interweniowac na goraco.
      • teresa104 Że aż jeży. 03.04.11, 21:49
        Okej, uczysz dzieci szacunku, współpracy, wyrażania uczuć, przepraszania, wybaczania, wygrywania, przegrywania, rozstrzygania sporów i tysięcy innych umiejętności społecznych. Ale nie wpoisz dzieciom, że mają do siebie lgnąć, powierzać sobie sekrety, układać sobie gorące relacje w dorosłości. To są jednak żywi ludzie, o określonych temperamentach, odrębni, różni od siebie, samodzielni, oddzielni. Jeśli nie będą utrzymywać ze sobą intensywnych kontaktów, jeśli nawet nie będą umieli się ze sobą porozumieć, to rodzic powinien szukać winy w sobie? Rodzic demiurg?
        • turzyca E, to inna sprawa 03.04.11, 22:17
          Ja ogolnie jestem mocno zdegustowana pomyslem wtracania sie rodzicow w zycie doroslych dzieci, gdzies juz o tym pisalam. Wychowanie to przygotowanie dziecka do doroslego zycia, konczy sie w momencie, gdy dziecko w to dorosle zycie wchodzi. Co do tego czasu schrzanilismy, to schrzanilismy, juz nie odkrecimy.
          Ale jesli mozna nie schrzaniac, to po co schrzaniac? Nie wiem, po co dorosle dzieci maja do siebie lgnac, wystarczy im dobry, pozytywny kontakt (coby po naszej smierci umialy sobie spadek ladnie podzielic bez ciagania sie po sadach o miedze), ale nie widze sensu w doprowadzaniu lenistwem rodzicow do nienawisci wsrod rodzenstwa. Sprowadzilo sie dzieci na swiat, to trzeba wziac na klate odpowiedzialnosc i wysilic sie, zeby je wychowac, a nie stosowac ulatwiajace zycie rodzicom tricki, ktore rozwalaja relacje miedzy dziecmi.
        • madzioreck Re: Że aż jeży. 03.04.11, 22:28
          Wiesz, do "lgnięcia" nikogo się naturalnie nie zmusi, ale można nie generować jako gratisu wzajemnych żali, poczucia niesprawiedliwości, walki o uwagę rodziców czy poczucia, że ten mały gnojek mi wszystko odbiera i przez niego ciągle zbieram cięgi i muszę zawsze ustąpić. Bo to na pewno nie pomoże stworzyć dobrych czy nawet neutralnych relacji. Rodzeństwo może się specjalnie nie przyjaźnić, ale nie musi się nie znosić...
    • szarsz Re: Rodzenstwo 03.04.11, 21:21
      U mnie było "ustąp jej, jest młodsza". Wtedy traktowałam to, jak coś naturalnego, co mi się należy, teraz myślę, jak fatalnie musiał czuć się mój brat. Ja go uwielbiałam, on opędzał się jak od muchy, jak musiał się mną zajmować, zamiast latać z kumplami. Myślę, że rodzice mogą bardzo dużo zepsuć, aczkolwiek co do głębokiej więzi nie mam zdania. Bo na wychowanie nakłada się też różnica wieku, zainteresowań, wspólnych znajomych i całego środowiska.

      Mnie ten problem aktualnie spędza sen z powiek z racji półrocznego drugiego dziecka. Na razie jest cudownie, ale ona jeszcze ani nie chodzi, ani nie mówi, za to piszczy ze szczęścia na widok starszego brata, więc jest łatwo :) Co będzie za rok, za dwa lata?
    • zawsze_zielona Re: Rodzenstwo 03.04.11, 21:54
      Wiem, ze ludzie sa rozni i nie ma obowiazku miec w swoim bracie lub siostrze najlepszego przyjaciela. Ale chcialabym wiedziec, jakich bledow rodzice nie powinni popelniac. Jednak brat czy siostra to osoba, z ktora spedza sie mnostwo czasu i fajnie by bylo, gdyby chociaz troche sie lubili.
      Ja tez przeszlam przez "ustap mu, on jest mlodszy; pomoz mu; daj mu zabawke itp". To sprawilo, ze przez cale dziecinstow serdecznie nienawidzilam mojego brata i teraz jak mysle, to nie mamy wlasciwie zadnych wspomnien ze wspolnych zabaw, za to cale mnostow klotni i bojek. I to IMO nie jest normalne.
    • jul-kaa Re: Rodzenstwo 03.04.11, 23:18
      Też mnie temat rodzeństwa, a szczególnie różnicy wieku, niedawno interesował. Poczytałam, popytałam i wyszło w dumie to samo, co mówią dziewczyny: że różnica wieku nie jest najistotniejszym czynnikiem. Ludzie albo są blisko, albo nie i wiek nie gra większej roli.
      Po swoim mężu, mamie, znajomych widzę, że dla rodziców najtrudniejszy jest brak faworyzowania jednego z dzieci - w większości rodzin jest dziecko, które z jakiegoś powodu jest oczkiem w głowie: bo chłopiec, bo dziewczynka, bo młodsze, bo chorowało.
      • justinehh Re: Rodzenstwo 03.04.11, 23:46
        > Też mnie temat rodzeństwa, a szczególnie różnicy wieku, niedawno interesował. P
        > oczytałam, popytałam i wyszło w dumie to samo, co mówią dziewczyny: że różnica
        > wieku nie jest najistotniejszym czynnikiem. Ludzie albo są blisko, albo nie i w
        > iek nie gra większej roli.
        Czasem jest czasem nie ...
      • moniach_1 Re: Rodzenstwo 04.04.11, 14:50
        > Po swoim mężu, mamie, znajomych widzę, że dla rodziców najtrudniejszy jest brak
        > faworyzowania jednego z dzieci - w większości rodzin jest dziecko, które z jak
        > iegoś powodu jest oczkiem w głowie: bo chłopiec, bo dziewczynka, bo młodsze, bo
        > chorowało.

        I brak porównywania (też niedosłownie, dziecko to wyczuwa). Ja zawsze byłam ta zdolna, a siostra ma chyba żal, że co by nie zrobiła, to i tak nie zrobi to wrażenia. A głupia wcale nie jest, bo prostu się utarło w rodzinie, że to ja jestem od osiągnięć naukowych.
    • koza-1985 Re: Rodzenstwo 04.04.11, 00:29
      Między mną a siostrą są 4 lata różnicy, przestałyśmy mieszkać razem gdy wyjechałam na studia, czyli 7 lat temu, przez moje pierwsze 10 lat życia dzieliłyśmy pokój.
      Zaczęłyśmy się ze sobą dogadywać gdzieś w okolicach mojego liceum jej studiów.
      Myślę że na to wpłynęła masa czynników,
      podobny światopogląd i wartości, choć tak na prawdę więcej nas dzieli. ja jestem pedantyczna, poukładana, przewidująca lubię porządek- moją siostra wg mnie nie;)
      przez kilka lat sprzątałam jej pokój, bo denerwował mnie bałagan, ale wolałam z nią w pokoju przebywać niż we własnym.
      półtora roku temu na wspólnych wakacjach we dwójkę pokłóciłyśmy się dopiero(!!!) 6 dnia, co obie później uznałyśmy za sukces.
      Nie wiem co ma największy wpływ, na wg mnie bardzo dobry, kontakt z siostrą, czy brak rodziców, czy podobne wartości, czy odległość która nas dzieli ?
      może ona się wypowie tutaj ?:)
      • besame.mucho Re: Rodzenstwo 04.04.11, 13:37
        > Nie wiem co ma największy wpływ, na wg mnie bardzo dobry, kontakt z siostr
        > ą, czy brak rodziców, czy podobne wartości, czy odległość która nas dzieli ?

        Myślę, że brak rodziców może być jednym z powodów. Ja z bratem nie kłóciłam się w zasadzie prawie nigdy po jakimś takim wczesnym podstawówkowym okresie, ale poza sprawami typu "kto dziś zmywa" to nie rozmawialiśmy ze sobą naprawdę wcale. Po śmierci rodziców się to zmieniło, nadal nie do końca się znamy i nie rozmawiamy co chwila, ale widać postępy, oboje się uczymy.
        No i od kiedy się od niego wyprowadziłam, to w zasadzie rozmawiamy częściej niż mieszkając razem. Najpierw bardzo mi pomagał w ogarnianiu nowego mieszkania, przeprowadzce, itd. Teraz coraz częściej zdarza nam się tak po prostu pogadać, nie tylko załatwiać jakieś rzeczy. Uczciwie przyznaję, że kontakt prawie zawsze wychodzi od niego. To nie jest tak, że ja tego kontaktu nie chcę, albo nie potrzebuję, ale mam jakieś większe trudności ze złapaniem za słuchawkę i zadzwonieniem niż on.
      • ederlezi1981 Re: Rodzenstwo 04.04.11, 16:19
        koza-1985 napisała:
        ja jestem pedantyczna, poukładana, przewidująca lubię porządek- moją siostra wg mni
        e nie;)
        No to jest delkanie powiedziane, bo ja jestem po prostu syfiarą nieziemską ;-)
        Zapomniałas o naszej ukochanej macosze.
    • madzioreck Z perspektywy tej dużo młodszej... 04.04.11, 00:38
      Ja jestem tą dużo młodszą siostrą. Nie mam w związku z tym doświadczeń typu zmuszanie mnie do opieki nad rodzeństwem czy "ustąp jej". Mam natomiast doświadczenie z "ona jest starsza i mądrzejsza", np. takie, że choć moja siostra też "potrafiła" i nie zawsze była aniołkiem, a do tego latała ze wszystkim do mamy, ja zawsze z automatu dostawałam opieprz, a dopiero dużo później, jak miałam okazję na spokojnie wyjaśnić, jak było, słyszałam "no tak, faktycznie, twoja racja". I do następnego razu. Tak było aż do mojej dorosłości i jeszcze przez kawałek tej dorosłości. Młoda, głupia, do tego leniwa. Opiekowałam się dłuższy czas z własnej, nieprzymuszonej woli siostrzeńcem - po latach usłyszałam, że na pewno tylko dlatego, że mama mnie zmuszała (byłam już dorosła). Kilka lat temu zostałam poproszona o zaglądanie do mieszkania i pomieszkania w nim przez chwilę na czas wyjazdu - OK, pomieszkałam, prawie 2 tygodnie, jeżdżąc do roboty z drugiego końca miasta. Podlałam kwiatki, posprzątałam, odkurzyłam, umyłam podłogi, żarcie zostawiłam w lodówce, bo zastałam pustą, zastałam też stertę garów do mycia. 2 dni po powrocie wczasowiczów dostałam opieprz od mamy, bo siostra się poskarżyła, że zostawiłam ostatniego dnia niepościelone łóżko, rzekomo brudną wannę i piasek był na podłodze w przedpokoju... Łóżko i piasek się zgadzają, obsypał się z butów, nie zdążyłam posprzątać, bo zaspałam nieco do pracy. Tak samo z łóżkiem. I oczywiście dostałam opieprz, zanim ktoś zapytał, jak było. Złamanego "dziękuję" nie usłyszałam za całą resztę.
      Albo: pilnuję dziecka w mieszkaniu siostry, siostra wchodzi do domu i w płaszczu i butach rzuca się sprzątać okruszki z dywanu. No dziecko jadło ciasteczko, to i okruszki były. I foch: Nie mogłaś odkurzyć?! Po południu przyjechali po mnie moi rodzice i przy nich siostra zapytała, czy przyjadę jutro. Zrobiłam "minę", siostra się obraziła, ze już nie chce, ze zawiezie syna do naszej babci. W windzie - opieprz od rodziców, ze łaski nie robię, że jakby ktoś im miał z takim fochem pomagać, to też by podziękowali. Jak zwykle opieprz, zanim zostałam wysłuchana. Później opieprz dostała siostra, usłyszała parę słów na temat odróżniania darmowej, dyspozycyjnej niani od służącej. No ale najpierw dostałam ja.
      O reszcie, typu udzielanie mi "dobrych", a niechcianych rad, co ze mnie będzie za żona i matka, i że mam burdel w pokoju (w moim pokoju, w domu, w którym ona dawno nie mieszkała, a ja lat już dwadzieścia parę...) i majtki na klawiaturze, już nie wspomnę.

      I niestety, takie rzeczy w człowieku siedzą i potrzeba czasu, żeby takie relacje ponaprawiać. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie są szkody, kiedy występuje wyraźne faworyzowanie jednego dziecka.
      • madzioreck Re: Z perspektywy tej dużo młodszej... 04.04.11, 00:40
        > I niestety, takie rzeczy w człowieku siedzą i potrzeba czasu, żeby takie relacj
        > e ponaprawiać.

        Myśl mi uciekła: trzeba czasu, ale ponaprawiać się da, jeśli jest jednak więź. Gdyby jej nie było, pewnie byłybyśmy dziś sobie obce.
    • slotna Re: Rodzenstwo 04.04.11, 01:12
      Jestem starsza siostra. Nie mam dobrych kontaktow z bratem, wlasciwie prawie sie do niego nie odzywam, nie dzwonie, nie spotykam sie - nie chce mi sie, nie umiem z nim rozmawiac, czesto sie klocimy. Ostatnie 2-3 lata sa zreszta o wiele lepsze niz kiedys i zdarza nam sie pogadac tak o, ale i tak sie zloscimy na siebie. Kiedy bylismy mali nie zajmowalam sie nim dobrze, draznilam, ciagle sie bilismy - nie jestem z tego dumna, ale tez nie uwazam, zeby to byla moja wina. Zaluje tego jednak, bo mialam na niego wplyw i byc moze bylibysmy sobie jednak bliscy - wydaje mi sie, ze rozdzwiek miedzy nami jest bardziej na linii zainteresowan i nabytego sposobu zachowania niz charakteru, a to moglo wygladac inaczej, gdybysmy rosli razem, a nie obok i wbrew sobie. Jako dziecko nie moglam jednak o tym wiedziec, a rodzice stawali na glowie, zeby nas poroznic (oczywiscie gdyby moja matka to przeczytala, zrobilaby mi awanture, bo "przeciez sie starala"). Mialam w glowie liste tysiaca niesprawiedliwosci, od spraw drobnych po powazne, za ktore odbijalam sobie hodujac nienawisc do brata, ktory tez przeciez nie byl winny. Draznil mnie, brzydzil nawet - wiecznie brudny, umazany czyms, usmarkany notorycznie, psul wszystko, co wzial rece, takze moje rzeczy; do dzis reaguje histeria, kiedy ktos sie zbliza do mojego pokoju, najchetniej zamykalabym go na klucz, to samo z szafkami, komputerem, torba. Mam lekka obsesje.

      No i co moge powiedziec. Dorosli jestesmy, mamy swoich znajomych, przyjaciol, partnerow. Wyszlo jak wyszlo. Nic nie poradze na to, ze jest mi obojetny, jak okrutnie by to nie brzmialo.
      • jehanette Re: Rodzenstwo 04.04.11, 22:37
        Ja też jestem starszą siostrą, mam brata (6 lat różnicy). Dzieciństwo wspominam podobnie jak Słotna, wrzaski, kłótnie, choć może nie "nieustające". Były spokojniejsze i milsze momenty, ale to co pamiętam najbardziej, to nieustanne bronienie swojego "terytorium" - pokoju, zabawek, czasu spędzanego z rodzicami. Pewnie dla rodziców to fajne, kiedy młodsze dziecko dorasta i pewne rzeczy zaczyna się robić całą rodziną -gry planszowe czy np. dłuższe wycieczki rowerowe, ale dla mnie to było straszne, że mi gówniarz zabiera coraz więcej "moich" rzeczy, że coraz mniej mam tych chwil z rodzicami zarezerwowanych tylko dla mnie.
        Pamiętam też taką rzecz, że kiedyś usłyszałam jak mama rozmawia ze swoją koleżanką na jakimś spotkaniu u nas, apropos tego, że po urodzeniu mojego brata mocno przytyła "Wiesz, tak wyszło, miałam syna..." - wywnioskowałam z tego, że mój brat-syn-jest kimś lepszym, niż ja. Strasznie się poryczałam wtedy, miałam mniej niż 10lat. nie wiem, czy moja mama o tym wie, nie pamiętam czy jej to mówiłam.
        Drażniło mnie też strasznie, że mój brat dostawał, w moim odczuciu, lepsze prezenty niż ja, np. na komunię czy coś. Teraz wiem, że to było związane z latami 90tymi i zachodzącymi przemianami, że w ciągu kilku lat np. sprzęt elektroniczny znacznie się zmieniał, ale wtedy podsycało to moje poczucie krzywdy.
        Nie musiałam się na szczęście opiekować bratem, bo tego bym chyba nie zniosła. Zabawek też mi nie kazano dzielić.
        Jaką mam relację dziś, trudno powiedzieć. mam poczucie, że brat jest strasznym dzieciakiem, przemądrzałym i nie słuchającym innych, w dodatku jest jakiś taki... rozmemłany. uważam osobiście, że za mało od niego wymagano i nadal za mało się wymaga, i stąd to lenistowo, rozmemłanie i generalny brak ikry. :/ jest na studiach, 2lata po maturze, ja już skończyłam pierwsze studia 3 lata temu, jesteśmy nadal na innych etapach życia, stosunki mamy raczej poprawne, nawet wiele rzeczy lubimy takich samych, więc jest o czym pogadać, ale nie czuję, żebyśmy byli kumplami. Może się to kiedyś zmieni, jeśli (jak!!! - nie zapeszać!!!) brat wydorośleje.

        Podsumowując:
        - za największy bład rodziców uważam niedostrzeżenie,że starsze potrzebuje mieć część czasu z rodzicami zarezerowaną tylko dla siebie, że włączanie młodszego we wszystko powoduje poczucie zagrożenia a nie budowanie większej więzi.
        - za dobre uważam, że nie kazano mi się opiekować dzieckiem ani dzielić zabawkami.
    • brykanty Re: Rodzenstwo 04.04.11, 13:22
      O, to należę do mniejszości. Moja siostra jest ode mnie o 2 lata starsza, obie jesteśmy po czterdziestce, poza standardowymi naparzankami w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym szczególnych konfliktów chyba nie miałyśmy.
      Dość mocno się różnimy, co nie przeszkadza nam się bardzo dobrze dogadywać. Czasem nasze rozmowy są mało zrozumiałe dla postronnych, bo porozumiewamy się w swoistym idiolekcie, złożonym w dużej mierze z różnych cytatów z książek, filmów i programów radiowych.
      Nasi rodzice ideałami nie są (jak każdy oczywiście), mamy do nich od zawsze różne naprawdę uzasadnione pretensje, o których nie chcę się tu szczegółowo rozpisywać, ale przez to my dwie tworzyłyśmy wspólny front sprzeciwu :). I jak mama szczególnie mocno czepiała się mojej siostry, nie miałam problemu, żeby to zauważyć, co więcej, bardzo mnie to wkurzało.
      Jak widać, przemyślana polityka wychowawcza nie zawsze jest potrzebna do wychowu kochającego się rodzeństwa.
    • amoureuse Re: Rodzenstwo 04.04.11, 16:13
      To ja może parę słów o swojej sytuacji: mam siostrę (4 lata młodsza) i brata (8 lat młodszy). Pierwsze, a nawet kolejne ;) lata wspólnego życia były straszne: dzieliłam z Młodą pokój, biłyśmy się o wszystko, gryzłyśmy, drapałyśmy. Ja uważałam ją za natręta i wyganiałam, gdy przychodziły do mnie koleżanki, ona z kolei strasznie chciała móc przebywać ze starszymi, więc była nachalna do granic niemożliwości. Przełom nastąpił, gdy poszła do liceum. Zdaje mi się, że to taki wiek, że człowiek dorośleje, dojrzewa, przestaje być młodzieńczo irytujący. Podłapałyśmy wspólny język, zaczęłyśmy chodzić razem na imprezy itp. Jakieś półtora roku temu wyprowadziłam się z domu, ale mieszkam cały czas w tym samym mieście. Z siostrą widuję się co 2-3 dni, a dzwonimy do siebie chyba codziennie, esemesujemy nałogowo, łącznie z informacjami typu: "wyguglaj sobie XY, super filmik" albo "zobacz, co u Dorotusa na blogu, fajny przepis" itp.
      Podobnie było z bratem, on dopiero zaczął liceum, kontakt załapaliśmy jakieś 2 lata temu. Może nie jest to taka głęboka więź jak z siostrą, ale wiem, że mogę na nim polegać i myślę, że ta relacja ma przyszłość, bo jesteśmy z bratem strasznie podobni i rozumiemy się właściwie w połowie zdania.

      Co do wychowania: przeszłam wiele z opisanych tu rzeczy: wspólne wychodzenie na podwórko, teksty "ustąp jej/mu, jesteś mądrzejsza" itp. Z drugiej strony oni też słyszeli: "słuchaj się starszej siostry" ;) nie byłam zmuszana do opieki nad nikim (zdarzały się oczywiście epizody, że nie mogłam wyjść na podwórko, bo mama musiała wyskoczyć do sklepu, ale to drobiazgi), sama chciałam się wykazać. Pamiętam też jak strasznie prosiłam rodziców o "siostrę albo brata", a kiedy już Młoda się urodziła była potwornie rozczarowana, że nie może się ze mną bawić ;)
      Rodzice nie brali żadnej strony w naszych kłótniach, mieliśmy załatwiać to między sobą. Powtarzali tylko zawsze: pamiętajcie, że kiedy nas nie będzie, będziecie mieli tylko siebie.
      I tak jest między nami: mamy siebie, trzymamy "sztamę", chyba nie mam większej przyjaciółki niż moja siostra. Brat przychodzi do nas po rady sercowe i ubraniowe.
      Po głębszym zastanowieniu nie wiem jednak, co sprawiło, że mamy tak dobry kontakt. Po prosty zawsze wiedziałam, że w przyszłości będę z rodzeństwem dobrze żyć i chyba podświadomie do tego dążyłam.
    • balbina11 Re: Rodzenstwo 04.04.11, 16:46
      Mogę pisać za siebie i moje doświadczenia. Mam młodszą siostrę o 6 lat. Strasznie chciałam żeby się urodziła i byłam przeszczęśliwa jak już była na świecie. Moja Mama (psycholog) bardzo się starała żebym nie odczuła odrzucenia, choć nie do końca się to udało. Poświęcała mi bardzo dużo czasu aż sama wysyłałam ją do płaczącego niemowlaka.
      Teraz jesteśmy już obie dorosłe, mieszkamy daleko od siebie, ale jesteśmy dla siebie bardzo ważne. Kocham ją strasznie i ona mnie też. Zawsze ze sobą rozmawiałyśmy, zwierzałyśmy się i nie odczuwałam jakoś strasznie różnicy wieku.
      Moja Mama i Babcia też mają dobry kontakt ze swoim rodzeństwem.
    • miss-alchemist Re: Rodzenstwo 04.04.11, 20:49
      Miałam chyba łatwo, bo moja siostra jest ode mnie starsza tylko o dwa lata ;) Przez pięć lat mieszkałyśmy razem z rodzicami w jednym pokoju, a jak ona poszła do szkoły, to rodzice przenieśli się do innego pokoju, a my dalej razem ;P Oj, kłóciłyśmy się, pamiętam, jak mi kiedyś przyłożyła przedłużaczem O_o Rodzice jednak zawsze byli sprawiedliwi - nie pamiętam ani haseł "ustąp, ona młodsza", ani z drugiej strony "ona jest starsza i mądrzejsza". A poczucie urojonej krzywdy to ma chyba każdy dzieciak w wieku szkolnym posiadający rodzeństwo :P

      Moja siostra zawsze była ta grzeczna, co sprzątała i w ogóle, ja natomiast ta pyskata, za to zdolna i mająca sukcesy w nauce. Tak pozostało po dziś dzień :P Narzekam czasem na moją siostrę, martwię się też o nią, wkurza mnie, kłócimy się, ale jak trzeba - to mamy wspólny front. W końcu to moja siostra i tylko ja mogę o niej źle mówić :P

      Może to kwestia tego, że rodzice mieli duże doświadczenie w obcowaniu z rodzeństwem (moja mama miała tylko dwóch braci, ale tata za to siódemkę rodzeństwa) i dawali nam dobry przykład.
    • justinehh Re: Rodzenstwo 06.04.11, 00:50
      Pomiędzy mną a moją siostrą jest 14 lat różnicy. To prawie jak różnica pokoleń :), a niektórzy to nawet mówili matce "a ja myślałam, że pani ma tylko jedno dziecko". Jak byłam mała, dużo chorowałam i siostra twierdziła, że to ja jestem ta najważniejsza, ale to ona była ta bardziej samodzielna. Łatwo na początku nie było, podbieranie różnych fajnych drobiazgów, określenia typu gnojek, nić porozumienia prawie żadna. Potem robiłam się większa, jakieś tam porozumienie się pojawiło, ale prawdziwy przełom miał miejsce jakieś osiem lat temu, kiedy siostra miała operację w Gdańsku no i ktoś się nią musiał przez te parę dni zaopiekować ( a wtedy już z nami nie mieszkała). Od tego czasu to może nie są jakieś bardzo zażyłe kontakty typu codzienne telefony, ale na pewno się ta siostra czasem bardzo przydaje ( w obie strony, kiedy jej trzeba np dostarczyć jakiś papier a ja potrzebuję z kimś pogadać o tym co się dzieje np w domu).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka