kotwtrampkach
30.07.11, 22:09
było trochę obok, potrzebuję kogoś do dyskusji, bo już wyssałam wszystkich z mojego nieinternetowego otoczenia i dalej mi brakuje punktu odniesienia ;-)
wyszło mi tak:
politechnika daje możliwość zdobycia konkretnego wykształcenia i podjęcia pracy w dosyć szerokim zakresie różnych zawodów. np. kończę automatykę i robotykę i mogę pracować jako automatyk, robotyk, handlowiec, programista, konstruktor, operator obrabiarek jakichś tam, można zarządzać zespołem (np.robotyków ;-) ) albo mieć samodzielne stanowisko i sobie dobrze radzić... pewno jeszcze parę podobnych, ale do tych dotarłam - wystarczy mi to.
wykształcenie humanistyczne ma sens, kiedy a) mam dużo kasy i po prostu ochotę na studiowanie (takie renesansowe zycie i podejście do życia) b) mam pomysł CO chcę robić po studiach (tak mi wyszło z podsumowania tego starego wątku). No i to mi się zgadza..
wymyślam sobie np. studiować psychologię; zostaję mgr.psychologiem - mogę pracować w wielu miejscach (w mojej okolicy rynek jest tak nasycony, że właściwie bez mocnych znajomości, zdolności związanych z prowadzeniem własnej firmy albo dużej mobilności związanej z miejscem zamieszkania - nie mam szans na pracę w zawodzie i długo nie będę miała). Ale z tymi wieloma miejscami nie jest tak łatwo - bo żeby być trenerem, potrzebuję dodatkowy kurs; żeby zostać terapeutą dodatkowe lata szkoleń i egzaminów - oddzielnie dla każdego rodzaju terapii; żeby pracować w firmie to kończę inną specjalność niż by pracować w ośrodku pomocy społecznej. Lata zdobywania dodatkowej wiedzy bez gwarancji zatrudnienia i możliwości spełniania pasji. Ale podjęcie pracy wiąże się z ciągłym dokształcaniem, uzupełnianiem kwalifikacji, dodatkowymi szkoleniami, studiami etc
Czyli to właśnie tak jest, czy moja logika wywinęła mi gdzieś kozła (tzn moje przykłady są tendencyjne i nie dają całego obrazu)? Czy studia inżynierskie umożliwiają pracę i rozwój zawodowy,a studia humanistyczne umożliwiają dalsze dokształcanie i studiowanie?
(medycyna mi włazi w humanistyczną część - toż to nauka bez końca a potem praca pracoholiczna, chyba że się trafi na specjalizację bez prywatnej praktyki ;-| )