ko_kartka
06.12.11, 01:37
W nawiązaniu do tematu, bynajmniej nie chodzi mi o osoby tańczące w rytmie swing.
O seks grupowy, tudzież o poznawanie się w sensie biblijnym mi chodzi.
Moje pytanie brzmi: co sądzi ogół? Każda z Was, szanownych lobbystek, co mniema na ten temat? Wiem już, że są mocno okopane frakcje wierności małżeńskiej, jak i nie mniej okopane frakcje swobody seksualnej. Natomiast wydaje mnie się, iż ten akurat temat przydałoby się wyodrębnić z tematu wierności, więc zapytowuję uprzejmie.
Od razu może wyjawię swoje predyspozycje, na zachętę do dyskusji. Otóż. Zasadniczo jestem za wiernością małżeńską/parną. Ale. Liznąwszy nieco szerokiego świata seksualnych zachowań, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wierność jest kwestią umowną raczej, niż standardem. Jednocześnie zaś uważam, iż seksualne potrzeby/świadomość kobiet rośnie wraz z wiekiem i postępem doświadczeń, jeśli takowe zachodzą. Tu pojawia się moje pytanie: czy jeśli potrzeby/fantazje kobiety przekraczają przysięgę, jaką składa przed społecznością (wierność mężowi mam tu na myśli, kościelnemu lub cywilnemu), to ma ona prawo korzystać z wszelkich dostępnych środków ku ich zaspokojeniu? Czy w imię zachowania przyzwoitości/cnoty/słowa honoru ma za zadanie powstrzymać żądze cielesne?
Bo jak się rozejrzałam, to w zasadzie seks grupowy uprawiałoby 3/4 znajomych, gdyby tylko miało pewność bezkarności. W sensie bezkarności zdrady, czyli niedotrzymania przysięgi wierności.
Jednocześnie pokutuje mit, iż to mężczyźni zdradzają, a kobiety z poświęceniem pielęgnują domowe ognisko itp., więc celowo nie pytam o zdanie ogólne człowieczeństwa, a jeno kobiet, aczkolwiek co uzyskam, to przetworzę.
No. Nie wiem, czy zrozumiale to ujęłam, ale jakoś ujęłam. Howgh.