kis-moho
31.01.12, 15:29
Dyskusje na temat ciepłych/zimnych typów urody i dopasowaniu temperatury odcienia podkładu do odcienia skóry, a także fakt, że mieszkam teraz kątem u pewnego aspirującego artysty, u którego leży od groma i ciut książek o kolorach i kompozycji sprawiły, że postanowiłam się dokształcić. Ku mojemu zdumieniu przeczytałam, że kolory ciepłe i zimne świetnie się ze sobą komponują, pod warunkiem zachowania odpowiednich proporcji. I teraz dochodzimy do sedna problemu - już w ogóle przestałam rozumieć, dlaczego "ciepłe" typy mają się ubierać w ciepłe kolory, a "zimne" w zimne. Dlaczego, jeżeli miałabym skórę o miodowym odcieniu, powinnam się ubierać w pomidorowy, a unikać ostrego różu? I dlaczego, skoro temperatura to tylko jeden z aspektów koloru, bynajmniej nie jedyny, na podstawie którego kolory mogą do siebie pasować, kładzie się taki nacisk na "zimny" i "ciepły"?
Czy może opowiadam jakieś bzdury i te systemy mają sens?