Dodaj do ulubionych

Gotowanie potraw, których się nie lubi

24.12.14, 09:55
Właśnie łykam zgęstniałą ślinę, produkowaną dziwnie obficie i skojarzoną ze skurczami żołądka, nad patelnią z karpiem, zamówionym u mnie przez teściową, i tak się zastanawiam, czy konkubent nie powinien odprawić mnie do matki, gdyż jako gospodyni jestem kompletną nogą, nie byłam w stanie z obrzydzenia nawet oskrobać tych karpiowych dzwonków z łusek, co teściowa oczywiście odkryje, ale założyłam, że jak ktoś sprzedaje rybę w kawałkach, to te kawałki powinny być zdatne do obróbki termicznej bez dodatkowych ceregieli.

Innym razem poproszono mnie o ugotowanie zupy szczawiowej. Szczawiu organicznie nie lubię i nie mam zielonego pojęcia, jak ta zupa powinna smakować. Kosztowałam wyrobu z zaciśniętym nosem, szczawiowy smród starej szmaty zabijał. Ale jakoś dałam radę, skupiłam się na balansie słodyczy, kwaśności, słoności, na konsystencji i kolorze, zupę chwalono, niedługo mam ugotować znowu (!).

Przyzwyczaiłam się do gotowania mięsa, godzinami, bo rosół, dobra, ludzie jedzą, da się to tak stłumić przyprawami, że odstręczające jest tylko mocno, nie śmiertelnie. Zaakceptowałam, że każda robiona przeze mnie zupa musi być dwa razy rzadsza. Że grzyby konserwowe to warzywo. Ale, powiadam Wam, gotowanie może być męką, z czego człowiek lubiący gotować może nie zdawać sobie sprawy, póki go naprawdę nie sprawdzą.

Tak właściwie to się tylko skarżę nieniemo, ale może miewacie podobny problem, może jedynym jego rozwiązaniem jest zamówienie gotowej potrawy w osiedlowym barze i dostarczenie jako własnej?
Obserwuj wątek
    • yaga7 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 10:29
      W życiu :-)
      Chyba jestem za bardzo aspoleczna, żeby się zmuszać do gotowania czegoś czego nie lubię.

      --
      Wyprzedaż allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=470059
      • teresa104 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 10:37
        No, ja nie mogę odmówić, choć pewno aspołeczna, by nie rzec dzika, także jestem. Ale to nie te okoliczności, żeby na swoim stawiać.
        • yaga7 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 10:52
          Nie wiem, czy to od razu jest stawianie na swoim. Skoro czegoś nie lubię, nie wiem, jak to smakuje, to skąd w ogóle mam wiedzieć, jak to się przygotowuje? Moim zdaniem każda kupna potrawa byłaby lepsza niz to, co ja bym zrobiła.
    • besame.mucho Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 10:43
      > może jedynym jego rozwiązaniem jest zamówienie gotowej potrawy w osiedlowym bar
      > ze i dostarczenie jako własnej?

      A zakomunikowanie, że potrawy nie lubisz ani robić, ani jeść i niech zrobi ją ktoś inny?

      Ja gotować lubię, robię to nieźle, więc na wigilię przygotowuję jakieś 90% tego, co na stole. Ale nie ma mowy, żebym przygotowywała ryby i bigos, nie i już. Poproszona kiedyś o przygotowanie bigosu odpowiedziałam, że go nie lubię, nie wiem w związku z tym jak ma smakować, więc nie będę go przygotowywała, jeśli nikt inny też nie ma ochoty ani czasu, żeby go zrobić, to z przyjemnością wezmę na siebie kupienie gdzieś gotowego. Mogę lepić pierogi, które średnio lubię, ale wiem jak mają smakować, a lepienie mnie nie odstręcza. Ale nie będę smażyla ryb, od zapachu których mam, ekhhm, cofkę.
      • teresa104 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 10:56
        Z ryb za wybitnie rzygliwego uważam właśnie karpia, zwyczajnie mi żal tego trupka różowego w środku, żółtawego po wierzchu, którego ciała i tak specjalnie nikt nie lubi, bo gdyby lubił, to by jadł także w inne dni, nie raz w roku.

        Odmówić nie mogę, gotuję dla swojej wiekowej teściowej i chorej szwagierki, staram się spełniać ich wszelkie życzenia, bo i tak mają w tym życiu, przepraszam przy chrześcijańskim święcie, nie ma lepszego słowa, przesrane.

        Za to w mniej od karpia palącej kwestii łakoci przeforsowałam swoją wersję i, zamiast godzinami zajmować się makowcem, w kwadrans zrobiłam tradycyjne staropolskie tiramisu.
        • magdalaena1977 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 12:22
          ja tradycyjnie zrobiłam szybki makowiec
          lobbygotuje.blox.pl/2012/01/Bezglutenowy-piegus-Magdalaeny.html
        • turzyca Uciemiezeni karpiozercy 24.12.14, 14:23
          > t nie lubi, bo gdyby lubił, to by jadł także w inne dni, nie raz w roku.

          Bol w tym, ze karpia poza swietami trudno kupic.
          No i caly karp to jednak nie jest porcja jednoosobowa, wiec podejrzewam, ze jest sporo osob, ktore karpia by jadly, gdyby mialy z kim, tylko nie wiedza, ze obok nich cierpi inny anonimowy karpiozerca. Mielismy kiedys taka szescioosobowa kampanie, ktora umawiala sie na jedzenie karpia, pieczonego w pionie, na cwiartce wroclawskiej. No ale niestety towarzystwo rozjechalo sie po swiecie, po czym czesciowo wymarlo.
          • teresa104 Re: Uciemiezeni karpiozercy 25.12.14, 18:09
            Co prawda zakupy to nie moja działka, ale wydaje mi się, że karpia widuję w rybnym. Kupić, podzielić na porcje, zamrozić. Ta wrocławska to bułka, kiełbasa?
            • ananke666 Re: Uciemiezeni karpiozercy 26.12.14, 18:09
              O ile ktoś lubi mrożone. Osobiście raczej unikam, wolę kupić świeże. Nie opracowałam dotąd metody rozmrażania, przy której ta mrożona ryba nie straci.
              • teresa104 Re: Uciemiezeni karpiozercy 26.12.14, 18:48
                Bardzo się staram, ale nie umiem się zmartwić utratą smaku u mrożonego karpia:)
                Mrożone ryby nieglazurowane nie wymagają rozmrażania przed przyrządzaniem, można spokojnie wprost z zamrażalnika dać je na gorący tłuszcz / parę / do pieca / do wody. Gorzej gdy truchełko trzeba oddzielić od kry.

                Karpie rosną cały rok, da się je łowić i jeść cały rok, jeśli jest popyt, ludzie szukają, pytają, wykupują na pniu, podaż się dostosuje, walczcie.
                • fanaberia.fanaberia Re: Uciemiezeni karpiozercy 26.12.14, 19:16
                  teresa104 napisała:

                  > Bardzo się staram, ale nie umiem się zmartwić utratą smaku u mrożonego karpia:)

                  Twoja empatia łzy mi z gardła wyciska :)

                  Lubię smażonego karpia w Wigilię. Poza Wigilią też bym lubiła, gdybym na co dzień nie unikała: 1. smażonego, 2. tłustego. Traktuję go zatem jako świąteczną słabostkę i czekam cały rok, jak inni czekają na jakieś specjalne pierogi czy inną kutię.
                  A. Podniebienie mam najwyraźniej mało wymagające, nie odróżniłabym mrożonego od nie. Może to wyjaśnia upodobanie do karpia ;)
                • ananke666 Re: Uciemiezeni karpiozercy 29.12.14, 18:18
                  > Bardzo się staram, ale nie umiem się zmartwić utratą smaku u mrożonego karpia:)

                  E tam karp, jest mnóstwo ryb lepszych od karpia, z sandaczem na czele. Mam brata gliździarza, z ryb słodkowodnych zjadłam chyba wszystko, co się dało złowić i niestety, ze smutkiem stwierdzam, że sandacz świeżo złapany i sandacz mrożony to są dwie całkiem różne ryby... a brat niestety od lat daleko i nie da się go wypchnąć z wędką i robalem po obiad.
              • joankara rozmrażanie ryb 29.12.14, 00:37
                Mnie się prawie udaje. Trzeba jak z mięsem - powoli, tylko jeszcze wolniej. Jeden mój znajomy prowadził kiedyś smażalnię ryb nad morzem i ujawnił mi profesjonalne knify, bo oni w tych smażalniach, to wbrew pozorom głównie na mrożonkach jadą, ale klientom mówią zawsze, że świeże. I to co w sklepach sprzedają jako świeże, to zwykle też jest rozmrażane, zwłaszcza ryby dalekomorskie. Ryby rozmrażać należy w lodzie. Trwa to pół doby, albo i więcej, ale ryba wtedy nie traci wody. Ja rozmrażam w lodówce obłożone cold-packiem, ale chyba lepiej działa lód, bo przy okazji rybę nawadnia, tylko nie chcę mieć lodówki pełnej wody. A potem, przed smażeniem on jeszcze zalecał solankowanie, znaczy moczenie tej rozmrożonej ryby przez pół godziny w roztworze wodnym NaCl, ale nie zapamiętałam w jakim stężeniu, po głowie chodzi mi 10%, ale wydaje mi się, że to strasznie dużo i taka solanka jest hipertoniczna i raczej będzie odwadniać niż nawadniać, bo to chyba jeszcze dodatkowo nawadniać ma to solankowanie, a może mi się coś pochrzaniło. Ja eksperymentuję z solą na oko, sypię łyżkę na miskę wody i wychodzi dobre.
          • zenobia44 Re: Uciemiezeni karpiozercy 26.12.14, 19:35
            Chyba już 5 razy przypadkiem trafiłam na Dni Karpia (np. o takie www.dnikarpia.barycz.pl/ )
            Nie jestem fanką rybki, więc trochę mi jednym okiem wpada a drugim wypada, ale chyba nawet w Lidlu kiedyś rzucili karpie (nie w grudniu).
            • joankara Re: Uciemiezeni karpiozercy 29.12.14, 00:41
              Ach, bo to Milicz, słynne stawy milickie, ogromne zasoby karpia. Tam Dni Karpia to chyba są na okrągło. Byłam tam kiedyś na delegacji, dostałam od klienta cztery żywe ryby, skakały mi całą drogę po bagażniku. Zawiozłam bratu, ucieszył się, wpuścił do wanny i one jeszcze ożyły.
              A przy hodowlach najlepsze smażalnie, bo z gwarancją świeżości.
              • teresa104 Mordowanie karpia 29.12.14, 09:02
                Przypuszczam, że, prócz cech organoleptycznych, od przyrządzania karpia odstręcza mnie ten cały barbarzyński proceder, ciągle stosowany jak widać, sprzedawanie ryb żywcem i załatwianie ich na blatach kuchennych, egzekucja jest odraczana (duszenie się najpierw w bagażniku, potem jeszcze w wannie) i najczęściej partacka. Nie, nie i jeszcze raz nie. To jest po prostu wstrętne, co się funduje tym zwierzętom.
        • zenobia44 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 25.12.14, 09:56
          Zawsze mi zostaje masa makowa i żeby ją zużyć i się nie narobić, robię muffiny z nadzieniem z masy makowej, nie wiem na co szwagierka chora, może kupnej masy makowej nie może jeść, ale różni ludzie jedli te muffiny, bo produkcję robię sporą (bo zawsze masy mam za dużo) i reklamacji nie było.
          • teresa104 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 25.12.14, 18:16
            W makowcu chyba nie chodzi o mak, tylko o całą tę roladową formację. Makowce robię doskonałe, ale są bardzo czaso- i pracochłonne, a ja mam na domowe prace bardzo małą ochotę.

            Ta kupna masa nie wydaje Ci się mocno za słodka?

            Tiramisu z 1,5 kg mascarpone zjedzono od ręki.
            • zenobia44 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 25.12.14, 18:58
              Wydaje mi się za nieco za słodka, ale zawsze mniej daję cukru do reszty ciasta i jakoś schodzi bez reklamacji. Wydaje mi się, że w okolicach świąt w narodzie wzrasta tolerancja na słodkie, tłuste i smażone.
              Jak umiem i robię chleb na zakwasie z ręcznym wyrabianiem ciasta (bez malaksera) tak całego biznesu z moczeniem maku, trzykrotnym mieleniem w (nieistniejącej u mnie) maszynce i co tam się dalej z nim robi sobie zwyczajnie nie wyobrażam, a tym bardziej nie mam zamiaru wcielać w życie. Wolę nie zjeść makowca. Albo wykopać komuś dół na szambo, co pewnie byłoby niewinną rozrywką w porównaniu do w/w :)))
              • teresa104 Dół na szambo 25.12.14, 19:31
                Kopałam w życiu taki dół i przyznam, że także uważam to za całkiem przyjemne w porównaniu na przykład z myciem szafek. Dół na szambo do czegoś jest przydatny, a szafki brudne czy czyste działają tak samo. Ale jednak tworzenie czegoś (tu makowca) to frajda, tyle że jakoś ostatnio nie jest mi dane rozerwać się aż tak;)
        • helenka333 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 27.12.14, 15:42
          Ekhem, ja lubię! Jedyne co mnie odstręcza to przygotowanie ryby, tzn. Wypatroszenie i takie tam, ale tak mam z każdym mięsem.
    • mankencja Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 12:13
      A ja rzeczy, których nie lubię, gotuję bez protestu, ale ich nie próbuję. Jeśli mam pod ręką osobę, która wie, jak mają smakować, podtykam jej łyżkę pod nos i niech ocenia. Jeśli nie, to trudno. Najwyżej ktoś sobie doprawi na talerzu.

      Z drugiej strony, zawsze są to potrawy, które mi nie śmierdzą, w każdym razie nieprzesadnie. Takiej na przykład zupy mlecznej bym się nie podjęła.
    • magdalaena1977 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 12:38
      Rozumiem sens gotowania na osób starszych i chorych, ale czy to naprawdę musisz być Ty?
      Czy Twój ukochany nie mógłby usmażyć tego karpia dla mamusi, zwłaszcza że pewnie lepiej wie, co ona lubi.
    • pierwszalitera Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 14:17
      Problem uważam za sztuczny. Jeżeli czymkolwiek w kuchni bym się brzydziła, to bym tego nie przygotowywała. Na szczęście się nie brzydzę, bo staram się nie podkręcać fobii, a z nimi walczyć. Istnieją rzeczy, które mi nie smakują i ich nie jem, ale jak ktoś sobie tego zażyczy, to ugotuję, nawet jak przepisu miałabym szukać w internecie. I czerpię wtedy przyjemność ze zrobienia komuś przyjemności. Nie znoszę cierpiętnictwa, a szczególnie tego okołoświątecznego. Nie znoszę wmuszania w siebie czegoś, bo tradycja. Nie miałabym więc problemu zapytać, czy na tym mulastym karpiu faktycznie rodzinie zależy i czy nie woleliby alternatywy. Nie miałabym problemu zmienić menu, wprowadzić coś nowego, inną rybę, inne warzywa, nawet coś całkiem innego. Ludzie na początku trochę się krzywią, bo większość to oportuniści, ale jak ktoś zrobi pierwszy krok w kierunku nowości, to są często wdzięczni, gdy mogą się przyłączyć.
      A karpia można zresztą przyrządzić w piekarniku, o wiele mniejszy kontakt z produktem i mniej smrodu.
    • the_pipeline Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 24.12.14, 14:48
      Nie ma takich potraw, których aż tak bym nie lubiła więc gotowac mogę wszystko :)
      Owszem czasem na początkowych etapach coś jest nieapetyczne, ale wiem ze na koniec będzie smaczne więc trzeba po prostu przez to przejść.
      Tak jest np. z surowymi rybami, czasem mi cuchną, ale nie zawsze może to zależy od gatunku. Cuchną też kości, na których gotuje się np zupę. Nie przeszkadza mi zapach surowego mięsa, a wołowiny wręcz lubię, ale kości śmierdzą jak kości, gnatami.

      Natomiast zdarzyło mi się pare razy, że mnie prawie zemdliło po skosztowaniu potrawy która mi nie wyszła zupełnie. Jednak po wyciągnieciu wniosków drugie podejście było już bardziej udane.
    • zenobia44 Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 25.12.14, 10:03
      W tym roku miałam nieco inny problem - ugotować mogłam, ale nie mogłam jeść z racji perturbacji zdrowotnych, więc menu zostało częściowo zmienione (upiekę ciasto, które mogę jeść, a nie to które bardziej wykwintne) częściowo podzielone (mój barszcz/twój barszcz), częściowo praca została podzielona na inne osoby. Prawie się udało (nie obyło się bez kąśliwego - musisz zjeść moje śledzie, one nie trują - ale olałam to). Robiłam też kilka potraw, których nie mogłam próbować, ale powiedzmy szczerze - nie budziły we mnie wrogich emocji. Do próbowania miałam pomagiera, który w tym czasie miał inne zadania do wykonania.
    • mniickhiateal Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 26.12.14, 10:02
      Zdarza mi się przygotowywać coś na specjalne zamówienie, czego dla siebie bym nie zrobiła, np. czasem karmię znajomą na diecie bezglutenowej, ale wtedy staram się przyrządzić i tak coś ogólnie zjadliwego. Nie mam wielu potraw, które mnie fizycznie odrzucają, ale rzeczywiście sobie nie wyobrażam przygotowania jakichś flaczków czy innego karpia w galarecie, skoro nie mam jak tego spróbować i nie wiem, jak ma smakować.
      Natomiast nie wiem, czy to się liczy, ale mam nowego kota z alergią pokarmową i wet mi od jakiegoś czasu truje o BARFie. No więc jak się na tym skończy, to będę cierpieć okrutnie, boję się panicznie, skąd wezmę co bardziej egzotyczne suplementy, a skąd czas, będzie mnie to brzydzić i nie wiem, jak ma docelowo smakować, ale będę futrzakowi tę karmę niestety karnie sporządzać. Oby testy alergiczne dały jakieś łatwiejsze w codziennym funkcjonowaniu informacje..
      • teresa104 Barf 26.12.14, 11:29
        Kolejne słowo, po "wrocławskiej", którego w tym wątku nie rozumiem. Barfi, barfi z nerkowców, nawet jadłam. Ale BARF musiałam dopiero znaleźć i jak rozumiem chodzi o jedzenie surowe, mięso z kośćmi, plus niewielki procent surowego jedzenia ludzkiego. Chyba specjalnie nie trzeba tego kosztować nim się da zwierzęciu?

        Ja też nie znam wielu potraw, które by mnie odrzucały. Dopóki się z nimi nie skonfrontuję;)
        • mniickhiateal Re: Barf 26.12.14, 11:48
          Może i próbować nie trzeba, ale mozolnie sporządzać i jest loteria, czy się futerkowiec łaskawie skusi i odczuli. Tak czy siak użalam się nad sobą już na zapas i mi się skojarzyło z tematem wątku. Kto kocha, ten karmi, i tyle.
          • teresa104 Re: Barf 26.12.14, 11:57
            Dasz radę.
          • yaga7 Re: Barf 26.12.14, 15:31
            Wejdz na forum barfny świat, tam jest kalkulator barfowy przygotowanie mieszanek jest proste. Plus forum ma mnóstwo informacji.
            • mniickhiateal Re: Barf 26.12.14, 15:47
              Już byłam, dzięki. Czy mogłabyś pokazać mi palcem adresy sklepów, gdzie można te suplementy zakupić? Bo nie znalazłam tej informacji u nich, a animalia chyba nie prowadzi.
              • yaga7 Re: Barf 26.12.14, 15:56
                Ja chyba kupowałam w ekozwierzaku, ale teraz widzę, że sklep jest zablokowany. Potem nie kupowałam, bo moje koty odmówiły barfowania, a ja widocznie nie mam na tyle cierpliwości, żeby próbować do skutku (ale przynajmniej zaczęły jeść surowe mięso, więc niewykluczone, że po kolejnych 2 latach by zaczęły jeść mieszanki ;))

                Aha, co do suplementów jeszcze, to wiem, że na tym forum są jakieś wspólne zakupy suplementów (chyba było jakieś specjalne podforum do wspólnych zakupów), więc możesz też próbować taką drogą.
              • jehanette Re: Barf 07.01.15, 14:44
                Ja zaczęłam od BARFowego fast-fooda czyli Felini Complete. Mozna kupić w ZooPlusie :) Jest też pólprodukt EasyBarf, do którego dodaje się proste suplementy typu wapń czy żółtko, a te egzotyczne są już wmieszane.
                i co zabawne, długi czas nie jadłam mięsa, teraz jem niewiele - głównie wędliny - i do dziś go nie przyrządzam dla ludzi, ale w surowiźnie dla kotów babrzę się ja, a nie facet ;)

                Ale czego to się nie robi dla futerek!
      • fanaberia.fanaberia OT BARF 26.12.14, 16:35
        > Natomiast nie wiem, czy to się liczy, ale mam nowego kota z alergią pokarmową i
        > wet mi od jakiegoś czasu truje o BARFie.

        Jestem całym sercem za karmieniem kotów mięsem, ale nie BARF-em.

        No więc jak się na tym skończy, to bę
        > dę cierpieć okrutnie, boję się panicznie, skąd wezmę co bardziej egzotyczne sup
        > lementy,

        Można np. stąd. Wszystkie w jednym.

        a skąd czas, będzie mnie to brzydzić i nie wiem, jak ma docelowo smako
        > wać, ale będę futrzakowi tę karmę niestety karnie sporządzać.

        No niestety, ciężkie życie. Koty to drapieżniki i żywią się mięsem. Wegewrażliwym miłośnikom zwierząt polecamy szeroki wybór króliczków ;)

        Oby testy alergic
        > zne dały jakieś łatwiejsze w codziennym funkcjonowaniu informacje..

        Powinno chyba wystarczyć ustalenie, na co zwierzak źle reaguje, i karmienie jednoskładnikowymi puszkami z wybranego bezpiecznego rodzaju mięsa. Czyli Power of Nature, Terra Faelis i Feringa, która się na TF wzoruje, a kosztuje trochę mniej. Ew. jagnięcina z Ziwipeak, tyle że chyba nikt już tego do Polski nie sprowadza. Z trzech pierwszych PON jest najmniej korzystna pod względem zawartości i stosunku wapnia i fosforu, TF najlepsza, Feringa zbliżona do TF.
        • teresa104 Pies wegetarianin 26.12.14, 17:53
          Mam znajomą, która postanowiła psa karmić bezmięsnie. I ten pies niestety okrutnie smrodliwie pryka, nieustannie mu się odbija, takoż smrodliwie. Lubię wszystkie psy i każdego bym tarmosiła, ale tego po prostu boję się nawet zachęcać, żeby się zbliżył. Poza tym ponoć jest zdrowy. JA wolałabym tak nagazowana nie chodzić, co oznacza, że istotom pod moją opieką też starałabym się tego oszczędzić.
          • fanaberia.fanaberia Prawdą jest najszczerszą 26.12.14, 19:01
            obiegowa opinia o nadgorliwości.
            Szkoda psiaka. Psy niby są wszystkożerne, ale "wszystko-" =/= "roślino-". To nadal jest krótki przewód pokarmowy, który sobie nie radzi z dużą ilością celulozy. Krowy zresztą też produkują metan ;)
            Psiej pańci nie szkoda, niech wącha.


            teresa104 napisała:

            > Mam znajomą, która postanowiła psa karmić bezmięsnie. I ten pies niestety
            > okrutnie smrodliwie pryka, nieustannie mu się odbija, takoż smrodliwie.
        • mniickhiateal Re: OT BARF 28.12.14, 08:38
          fanaberia.fanaberia napisała:

          > Jestem całym sercem za karmieniem kotów mięsem, ale nie BARF-em.

          O, b. ciekawe, dzięki za te informacje.

          > Można np. stąd. Wszystkie w jednym.

          Super! Dziękuję bardzo.

          > No niestety, ciężkie życie. Koty to drapieżniki i żywią się mięsem. Wegewrażliw
          > ym miłośnikom zwierząt polecamy szeroki wybór króliczków ;)

          A na tę kąśliwość jak zasłużyłam? Nigdzie nie napisałam, że chcę koty zieleniną traktować, ale chyba może mnie brzydzić perspektywa osobistego mielenia kości i innych takich?

          > Powinno chyba wystarczyć ustalenie, na co zwierzak źle reaguje, i karmienie jed
          > noskładnikowymi puszkami z wybranego bezpiecznego rodzaju mięsa. Czyli Power of
          > Nature, Terra Faelis i Feringa, która się na TF wzoruje, a kosztuje trochę mni
          > ej. Ew. jagnięcina z Ziwipeak, tyle że chyba nikt już tego do Polski nie sprowa
          > dza. Z trzech pierwszych PON jest najmniej korzystna pod względem zawartości i
          > stosunku wapnia i fosforu, TF najlepsza, Feringa zbliżona do TF.

          No właśnie dokładnie taki jest plan, żeby zrobić testy i coś więcej wiedzieć i się do tej nowej wiedzy dostosować. Nie muszę mieć puszek, mogę serwować mięsko, ale a) z powodów logistycznych ucieszyłabym się, jakby to nie miał być akurat kangur i b) na okoliczności wyjazdów fajnie by było móc im wystawiać jakąś suchą karmę też.
          • fanaberia.fanaberia Re: OT BARF 04.01.15, 19:11
            mniickhiateal napisała:

            > A na tę kąśliwość jak zasłużyłam? Nigdzie nie napisałam, że chcę koty zieleniną
            > traktować, ale chyba może mnie brzydzić perspektywa osobistego mielenia kości
            > i innych takich?

            E, chyba więcej tej "kąśliwości" się dopatrzyłaś, niż jej tam faktycznie było.
            No i jasne, że mielenie może Ci robić dowolne odczucia. Każdemu jego fobie.
            Mnie tylko zaskakuje trzymanie w domu zwierząt, których naturalnej diety się nie akceptuje. Ja np. nie widzę możliwości przygarnięcia węża.

            Swoją drogą dla kota lepsze od mielonego będzie mięso pokrojone w cienkie paski*, ale nie wiem, czy wolno mi o tym pisać ;) Kwestię "kości i innych takich" powinien załatwić proszek FC albo inny Felvital.

            *Bo zmusi do gryzienia, co jest ważne dla szczęki i zębów. Paski powinny być możliwie długie, mniejsze formy zostaną połknięte w całości.
    • jehanette Re: Gotowanie potraw, których się nie lubi 07.01.15, 14:35

      Facet jest samogotujący, więc jak coś chce to robi sobie sam. Kaprysów kulinarnych dalszej rodziny nie spełniałabym, a że wiadomo że jestem mało empatyczna to nikt ode mnie tego nie wymaga.
      Potrzebami dziecka się z facetem dzielimy, on jest np. od mięsa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka