Dodaj do ulubionych

oszczędność a dieta

26.06.09, 11:52
muszę się wyżalić..

mam wrażenie że zdrowie i szczupła sylwetka będzie niedługo domeną ludzi
zamożnych.. Zdrowe jedzenie, bez dodatków chemicznych, konserwantów,
barwników, nieprzetworzone i świeże należy do tego "z wyższej półki"..

podoba mi isę bardzo dieta rozdzielna czy plaż południowych (bardzo podobne,
dobrze zbilansowane), zazwyczaj żywiąc się w taki sposób dość dobrze się
czuję, mam energię, "oduzależniam" się od słodyczy itp

ale..
dlaczego te diety muszą być takie drogie ;-( Nie zarabiamy kokosów, zawsze
najwięcej kasy wydajemy na jedzenie i rachunki - z rachunków wyrzucone zostało
wszystko co się da, więc w razie potrzeby trzeba na jedzeniu.. niedrogo i
sycąco wychodzi obiad dla 3 osób w postaci makaronu z miesem pomidorami
(zielsko mam w doniczkach) i serem. jak dodam do obiadowej porcji mięsa
panierkę, kaszę i sałatkę albo chleb + ser czy wedlina również nie wychodzą
bardzo źle.. Ale jeżeli ja muszę kupić tyle samego mięsa/ryb, żeby się najeść?
duzo warzyw, żeby zastąpić taniutki makaron czy kaszę..
buuuu

a może któraś z Was ma jakiś pomysł jak być na zdrowej diecie i ograniczyć koszty?
Obserwuj wątek
    • irena.earl Moje sposoby 26.06.09, 12:11
      Dobrze jest znaleźć sobie rynek, na którym warzywa są tańsze niż w sklepie:
      pomidory na rynku 4 zł, w warzywniaku 6,50-12zł(?!) Często też blisko pory
      zamknięcia rynku sprzedawcy obniżają ceny, np 1zł za brokuł czy kalafior.

      Warto kupować warzywa i owoce sezonowe, które akurat są najtańsze, a także
      przyrządzać z nich przetwory: ogórki w sezonie 2zł/kg, w dodatku można je
      ukisić. Wystrzegać się kupowania poza sezonem: marchew jesienią i zimą - 2zł/kg,
      teraz nawet 4zł; jabłka w sezonie 1,5-2zł, teraz 3,5-4zł. Taniej jest kupować
      warzywa rosnące w naszym klimacie, zimą zwłaszcza marchew, buraczki, cebulę,
      seler, pietruszkę. Szczypior można sobie posadzić w doniczce.

      Młode ziemniaki kupować te drobne i gotować w mundurkach - tańsze niż duże i nie
      marnuje się pysznego młodego ziemniaka przy obieraniu. Warzywa obierać
      obieraczką szczelinową lub skrobać- obierzyny są dużo cieńsze i mniej warzywa
      się wyrzuca.
      • irena.earl Pieczywo 26.06.09, 12:23
        Aga, najprostsza metodą na zdrowe i bardzo tanie jedzenie jest pieczenie
        pieczywa na zakwasie. Używa się do niego tylko mąkę i wodę. Wychodzi taniej niż
        za najtańszy chleb, bo z 1 kg mąki, która kosztuje ok 2 zł (drobna pszenna i
        żytnia) lub 3 zł (razowa, droższa) otrzymuje się ponad 1 kg chleba. Tymczasem w
        sklepie najtańszy chleb o masie 0,4-0,6 kg kosztuje ok. 2 zł.

        Zakwas robi się tak - łyżkę mąki miesza się z odrobiną wody na paciaje o
        gęstości ciasta naleśnikowego i zostawia na cały dziec w ciepłym miejscu, obok
        kuchenki lub na kaloryferze. Po 24 h dodaje się znowu tyle samo mąki i wody. I
        tak przez 5-6 dni łącznie. Wot i cała filozofia.

        Zakwas można użyć do chleba, a potem trzymać w lodówce, dokarmiając czasem
        odrobiną mąki.

        Warto wypróbować różne proporcje przy pieczeniu chleba. Można zrobić np tak:
        do pół szklanki zakwasu dodać pół szklanki mąki i wodę, wymieszać łyżką do
        konsystencji gęstej śmietany i zostawić na noc. Rano dodać przynajmniej 0,3 kg
        mąki żytniej i 0,3 kg mąki pszennej, płaską łyżkę soli i dobrze wymiesić. Dać
        ciastu odpocząć 30 min, krótko zagnieść jeszcze raz i nałożyć do wyłożonej
        papierem do pieczenia foremki, najwyżej do połowy jej wysokości. Poczekać, aż
        ciasto urośnie przynajmniej 2 razy i wsadzić do średnio gorącego piekarnika na
        jakieś 45 minut, aż chleb będzie rumiany.
    • szarsz Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 12:20
      Latem często jeździłam na wieś lub na giełdę warzywną - kupowałam
      paprykę na worki, pomidory (bawole serca) na skrzynki, buraki i
      ogórki i robiłam z nich przetwory. Paprykę konserwową w domu wszyscy
      lubią, a słoiczek naszej ulubionej bez skórki kosztuje w sklepie
      prawie 7 złotych :(

      Koncentrat pomidorowy i sok pomidorowy własnej roboty wychodzi
      taniutki i bardzo bardzo słodki (kupne są okropnie kwaśne)

      To samo z buraczkami i ogórkami na pięć sposobów do obiadu w zimie.

      Mroziłam też truskawki - mam wielkie pole niedaleko domu i pan nam
      zawsze zostawiał z 10 łubianek tych najbardziej dojrzałych :)

      Od ciotki mojego M. zawsze dostajemy mus z jabłek, śliwek i śliwek z
      jabłkami. Niesłodkie, też świetne do obiadu. Ale nie wiem, jak robi.

      W sumie fajnie, że przypominasz, bo od kilku lat, z małym dzieckiem
      w domu, nie chciało mi się nic robić, ale chętnie do tego wrócę.
    • joankb Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 12:55
      Sposobów na oszczędności jest pewnie sporo. Większość - kosztem naszego czasu i
      pracy.
      W końcu można jeszcze w łazience hodować kurę, królika, kozę. Zostać w domu na
      pełen etat i karmić żywinę, przetwarzać, pichcić.
      Co nie zmienia meritum postu kota - przyzwoite jedzenie robi się drogie albo
      bardzo drogie.
      A deficyty wynikające z jedzenia tego mało przyzwoitego uzupełnia się
      suplementami/lekami, które też są drogie.
      • kotwtrampkach Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 13:49
        joankb napisała:

        > W końcu można jeszcze w łazience hodować kurę, królika, kozę. Zostać w domu na
        > pełen etat i karmić żywinę, przetwarzać, pichcić.

        haha, tak bez słońca?
        Już wystarczy, ze jajka wszędzie są od "gołych panienek", brr
      • szarsz Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 13:59
        joankb napisała:
        > Sposobów na oszczędności jest pewnie sporo. Większość - kosztem
        > naszego czasu i pracy.

        w życiu nie ma nic za darmo :\
        • joankb Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 14:13
          Wiem :)).
          Za to jest staranne maskowanie faktu, że gdyby sprzedawać pełnowartościowe
          jedzenie, nie śmieci i wynalazki, nie byłoby na to stać bardzo dużej części
          społeczeństwa.
          To, że strefa głodu w Polsce obejmuje TYLKO ok. 10% populacji zawdzięczamy
          żywieniu reszty ersatzami.
    • melmire Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 13:16
      Zadne, niestety, odkrycie :(
      Dobre i/lub nieprzetworzone jedzenie kosztuje. Wg. najnowszych badan nad
      niedozywieniem bodajez w Paryzu wynika ze ci naprawde najbiedniejsi zywia sie
      makaronem z cukrem. Bo jest tani, i syci. Bo makaron i cukier to to co zawsze
      rozdaja organizajce pomocowe.
      Nie dochodzac to takich skrajnosci, wystarczy porownac cene paczki mrozonej
      pizzy sztuk trzy - widzialam takie za mniej niz 2 euro. Paskudne, ale kilka osob
      moze sie najesc.Pewnie, mozna za te sama cene kupic dwie puszki fasolki
      szparagowej. Tylko kto po osmiu godzinach pracy ma ochote na lysa, odgrzana na
      patelni fasolke? A kazdy dodatk do niej kosztuje.
      Owoce i warzywa sa bardzo drogie, nawet, a czasem zwlaszcza, te sezonowe
      (zeszloroczne jablka u mnie po 1,90 euro, czeresnie 5 euro, truskawki 250g za
      2,5 czyli 10 euro za kilogram!).
      Mnie najwiecej udaje sie oszczedzic na smieciowym zarciu, slodyczach, coli itp.
      Ale nawet przy ograniczeniu tych wydatkow, zielenina i mieso potrafia rozwalic
      budzet. Nie pamietam kiedy ostatnio kupilam cos innego niz piers kurczaka, nigdy
      jeszcze nie kupilam cieleciny, baraniny, pieczeni wolowej. Nie stac mnie na to
      zeby tyle przeznaczyc na jeden posilek :(
    • quleczka Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 13:21
      > Ale jeżeli ja muszę kupić tyle samego mięsa/ryb, żeby się najeść?
      > duzo warzyw, żeby zastąpić taniutki makaron czy kaszę..

      a kto powiedzial, ze trzeba rezygnowac z makaronu i kaszy?

      akurat wszelakie kasze, pelnoziarnisty makaron i ryz ...to jak najbardziej czesc zdrowej diety :)


      no i zgadzam sie...starac sie korzystac z wawrzyw sezonowych :)

      ja jakos nie mam wrazenia, ze mi to wychodzi drozej jak nie kupuje drogich wedlin czy zoltego sera :)

      ale roboty czesto niestety wiecej....niz gdy sie wrzuci jakies pierogi do garnka czy pizze do piekarnika ;)
      • kotwtrampkach Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 13:48
        o, znowu quleczka ;-)
        dieta rozdzielna przynajmniej na początku zakłada jedzenie produktów białkowych
        +warzywa. jajka wychodza taniej niż ryby, ale ile można tych jajek jeść :-)
        • szarsz Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 13:59
          A zupy?
          • kotwtrampkach Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 01:48
            czy w rozdzielnej można zupy? Nie bardzo chyba. Jest tak, ze jedzenia nie
            powinno się popijać, a w zupie dużo wody jednak. W d.plaż południowych nie
            znalazłam takiego obostrzenia.
        • quleczka Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 15:40
          > dieta rozdzielna przynajmniej na początku zakłada jedzenie produktów białkowych
          > +warzywa. jajka wychodza taniej niż ryby, ale ile można tych jajek jeść :-)

          ok, moja odpowiedz nie dotyczyla konkretnie wspomnianych diet :)

          chodzilo mi o to, ze mozna znalezc fajna i zdrowa diete, ktora nie bedzie dla nas az tak kosztowna :) patrz watek tutaj z mylaca glodowka w temacie ;)

          ale o ile dobrze rozumiem to dieta rozdzielna polega na tym by nie laczyc bialek z weglami...tak? i ze obie te rzeczy mozna laczyc z rzeczami neutralnymi...czyli warzywami, orzechami itp

          ja cos takiego stosowalam probujac jesc na podstawie ksiazki "jestes tym co jesz" tylko nie wiedzialam, ze to ma taka nazwe :)

          i calkiem niezle mi to szlo :)

    • juannita Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 14:16
      A jeszcze sposob na bardzo tanie i dobrej jakosci bialko to soja: w
      sklepach z ekologiczna zywnoscia mozna dostac soje w postaci
      granulek. Moczy sie to w wodzie a potem dowolnie przyprawia i gotuje.
      Nie jestem wegetarianka, ale chetnie cos takiego jadam jako
      alternatywe dla bialka zwierzecego.
      • drzazga1 Re: oszczędność a dieta 23.07.09, 00:53
        A z tym, ze soja to takie dobre zrodlo wartosciowego bialka to bym
        polemizowala. Straczkowe to kombinacja wegli z bialkiem roslinnym.
        Bialko roslinne jest niepelnowartosciowe, nie zawiera wszystkich
        aminokwasow, ktore powinnysmy dostarczac ludzkiemu organizmowi.

        Kiedys jadalam sporo tzw. proteiny sojowej (to co opisujesz) na
        fazie fascynacji dieta pol-wegetarianska. Coz, mnie zdecydowanie nie
        sluzylo: bylam ciagle glodna, mialam hustawke insulinowa, przybylo
        mi troche ciala - ale bylo to takie luzne cialo, jakie powstaje przy
        nadmiarze wegli i niedoborze bialka w diecie.

        Dla odmiany na diecie niskoweglowodanowej czulam sie swietnie i
        wygladalam lepiej. Plusem jest to, ze bialko zwierzece jest sycace i
        po okresie adaptacji jada sie mniej ilosciowo.

        Co do tego, ze zywienie sie wartosciowymi produktami jest drogie -
        zgadzam sie w zupelnosci:(.
    • skrzydlasta Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 15:47
      Może warto popatrzeć na mrożonki? Nie gotowe dania tylko poszczególne warzywa
      (są takie niczym nie przyprawione - beż żadnej chemii). Przez zdecydowaną
      większość roku są tańsze niż świeże (a i roboty z nimi na ogół mniej).
    • jul-kaa Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 15:52
      To wszystko swieta prawda.
      A ja myslalam, ze jestem po prostu niegospodarna...
      Mamy 2 sklepy w zasiegu moich nog, oba nieludzko wrecz drogie z warzywami
      paskudnymi.
      Bazarki gdzies pewnie są, żaden w zasiegu moich spacerow - moge chodzic (i stac)
      max. 40 min dziennie, w tym chodzenie po domu. Maz pracuje duzo a w dodatku mial
      pekniety kregoslup i nawet 7kg jkichkolwiek zakupów powoduje u niego okropne
      bole. Poza tym czesto pracuje od 8 do 21, wiec po prostu nie ma jak robic zakupów.
      Samochodu nie mamy, czasem korzystamy z pomocy mamy, ale czesciej, niz raz na 2
      tygodnie sie nie da. Robimy przetwory, ale ile mozna ich zrobic, jak sie ma male
      mieszkanie...? Marzymy o jakiejs piwnicy i wieeelkiej zamrazarce. To by nas
      naprawde uratowalo :)

      Po przejsciu na "senna" diete ruszylam optymistycznie nastawiona do duzego
      sklepu. Nakupowalam co trzeba na jakis tydzien-dwa i wydalam taka sume, ze
      zbladlam i zzielenialam.
      Gdybysmy jedli mieso, to chyba nigdy nie starczaloby nam do "pierwszego".

      I teraz juz nie wiem, co robic, naprawde...
      • irena.earl Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 17:29
        Próbowałaś może supermarketów internetowych? Koleżanki kupują tam nawet warzywa,
        widziałam marchewki - były całkiem ładne, ale nie wiem jak z ceną.
    • filoruska Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 19:38
      moje metody, żeby nie przepłacać (od kilku lat trzymam wagę bez
      jakiejkolwiek diety, a odżywiam się skrajnie niezdrowo, bo najwięcej
      jem wieczorami)
      1. znaleźć sobie tani sklep - różnice między sklepami potrafią być
      ogromne, a towar od tego samego producenta
      2. dobrze przebierać na półkach, zwłaszcza tych niższych w markecie -
      bywają rzeczy tanie, a dobre, bo na przykład nie reklamowane, za
      miejsce na półce na wysokości oczu trzeba dopłacać, w praktyce
      dopłaca klient
      3. uważać na promocje - czasami naprawdę udaje się kupić coś taniej,
      a np. puszka z pomidorami może dłużej leżeć i czekać na swoja kolej
      4. to co już było w postach - kupować warzywa i owoce sezonowe, a
      jeszcze najlepiej takie gorzej wyglądające - tańsze, a często
      smaczniejsze, bo prawdziwe, nie pędzone; zimą i wiosną: mrożonki i
      pomidory w puszkach
      5. zapychaczami mogą być wszystkie warzywa strączkowe, nie tylko
      soja, można kupować już ugotowane w puszkach - może suche zdrowsze,
      ale gotują się baaardzo długo, więc idzie dużo gazu i wcale taniej
      nie wyjdzie
      6. chleb ten ciemniejszy, z ziarnami, z grubo mielonej mąki -
      niewiele trzeba, żeby się najeść, po pszennym jestem od razu głodna
      7. nie kupować typowych śmieci, czyli czipsów, herbatników,
      batoników, kolorowych napoi - jak lubisz ciastka, upiecz placek z
      owocami, zrób budyń (ale ten bez cukru - dwie łyżki cukru naprawde
      nie kosztują tyle, ile różnica cen między budyniem z cukrem, a bez)
      napić się można latem o wiele lepiej zimną herbatą ziołową (wersja
      najtańsza, czyli woda z kranu do tej herbaty, ta w butelkach
      kosztuje naprawdę dużo w skali miesiąca na kilka osób)
      8. najdroższe są wędliny, taniej wychodzi upiec mięso; ale
      generalnie mięso jest drogie, więc tu pojawia się szansa na
      oszczędności, jeśli ktoś nie musi go jeść dużo
      9. trzymać się z daleka od gotowych dań - niezdrowe i drogie
      10. elastycznie podchodzić do wszystkich opisanych gdzieś diet -
      trzymanie się ich bez względu na okoliczności niestety generuje
      koszty

      a dla tych, co nie mogą dźwigać, są wózeczki do zakupów, np. coś
      takiego:
      www.allegro.pl/item669490443_skladany_wozek_skrzynka_na_zakupy_pack_and_roll.html
      • agacia2025 Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 23:16
        ja mam cos takiego, ale jest bez stelazu (troche inna). Fajna bo sie sklada do
        wielkosci malej plaskiej, lekkiej torebki. Nawet jak jest cala zaladowana
        ciezkimi zakupami to ciagnie sie nie najgorzej (oczywiscie lepiej taka ze
        stelazem). Niemniej jednak z wlasnego doswiadczenia proponuje kupic torbe ze
        stelazem niz taki wozek ze stelazem.
        • agacia2025 upss, zapomnialam o linku;/ 26.06.09, 23:17
          www.allegro.pl/item661833682_skladana_torba_na_zakupy_na_kolkach_tanio.html
      • klaranyc Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 00:00
        Właśnie niedawno przerzuciłam się z fasoli w puszce na suchą, bo
        odkryłam (lepiej późno niż wcale), że ta w puszce zawiera bardzo dużo
        soli. Namacza się fasolę w misce z wodą dzień wcześniej, a następnego
        dnia gotuje ok. 20 minut. Nie wiem, czy to dla Ciebie długo, w każdym
        bądź razie ja jestem bardzo zadowolona ze zmiany.
        • filoruska Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 01:46
          Taka byłaby dobra. Ja jak na razie trafiałam wyłącznie na takie, co
          to po dobowym namoczeniu jeszcze godziny przynajmniej wymagały, a to
          już za długo (zostawię i zapomnę, a wieki nie będzie się gotować, bo
          woda odparuje....). Ale to na pewno kwestia gatunku, bo w moje oko
          zazwyczaj wpadają jakies bardziej kolorowe, a nie te zwyczajne.
          • klaranyc Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 16:50
            Przypuszczam, że masz rację - zależy pewnie od gatunku. Ja gotuję
            czerwoną i czarną. Pomysł wzięłam od przyjaciół z tych kultur, gdzie
            strączkowe są albo podstawą, albo przynajmniej istotnym elementem
            diety. Gotować nauczyłam się od kolegi - Portugalczyka, kupuję od
            Latynosów - oni pewnie nie jedliby złej fasoli. Nie wiem natomiast,
            jak jest teraz z zaopatrzeniem w Polsce. Gdy mieszkałam w Warszawie,
            kupowałam fasolę w puszkach.
            • quleczka Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 10:31
              no i poza fasola jest jeszcze ze straczkowych przepyszna soczewica :)

              zielona gotuje sie jakies 20-30 minut bez moczenia, a czerwona jeszcze krocej :)
      • jul-kaa Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 01:23
        filoruska napisała:
        > 7.(...)
        > napić się można latem o wiele lepiej zimną herbatą ziołową (wersja
        > najtańsza, czyli woda z kranu do tej herbaty, ta w butelkach
        > kosztuje naprawdę dużo w skali miesiąca na kilka osób)

        U nas woda z kranu do niczego sie nie nadaje. Kupowalismy w baniakach, ale to
        taka kasa, ze glowa mala, poza tym potrzebny byl transport. Teraz maz zamontowal
        pod zlewem jakis czteroetapowy filtr z kranikiem i na tym gotujemy nawet
        makaron, nie mowiac o tym, ze pijemy prosto z tego.
        Oszczednosc wieeelka :)
        • klaranyc Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 01:44
          Fajna rzecz. My mamy taki dzbanek z filtrem. Mimo że wodę mamy bardzo
          dobrą i w zasadzie możnaby pić kranówę, filtrujemy, do gotowania
          również.
          • jul-kaa Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 03:35
            klaranyc napisała:

            > Fajna rzecz. My mamy taki dzbanek z filtrem. Mimo że wodę mamy bardzo
            > dobrą i w zasadzie możnaby pić kranówę, filtrujemy, do gotowania
            > również.

            Rodzice mają dzbanek Britta - znaczniej mniej to wygodne i duuuzo drozsze :)
            • klaranyc Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 16:47
              Też właśnie taki mam. Nie wiedziałam, że w Polsce jest to drogie. U
              mnie jest tanie. Co do wygody, rzecz gustu.
            • quleczka Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 10:32
              > Rodzice mają dzbanek Britta - znaczniej mniej to wygodne i duuuzo drozsze :)

              jesli sie kupuje filtry nie marki britta tylko inne tez pasujace do tych
              dzbankow to na szczescie nie wychodzi tak zle

              ale wygodne to to nie jest, to fakt ;)
      • filoruska jeszcze mi się przypomniało 27.06.09, 01:57
        Piec chleba nie piekę, mało potrzebuję, więc oszczędności byłyby
        niewielkie. Ale jogurt robię sama. Za cenę litra mleka mam litr
        jogurtu. Świeże dodatki lepsze. I cukru w tym nie ma.
        • bebe.lapin Re: jeszcze mi się przypomniało 27.06.09, 11:29
          Jak sie robi jogurt?
          • irena.earl Re: jeszcze mi się przypomniało 27.06.09, 11:43
            Bierzesz litr mleka, dorzucasz łyżkę jogurtu, zostawiasz w cieple na dwa dni.
            Tak ja robię sobie jogurt, a wy?
            • bebe.lapin Re: jeszcze mi się przypomniało 27.06.09, 12:13
              W otwartym pojemniku czy zamknietym? Jak dlugo potem to moze stac i w jakich
              warunkach?
              A jeszcze co do tego chleba, jesli nie grzeje w piecu i nie gotuje=wylaczona
              kuchenka, to mi urosnie ten zakwas w zwyklej temp. pokojowej? I jak dlugo jest
              takich chlebek swiezy? Bo chyba sie pobawie w domowe produkty...:D
              • irena.earl Re: jeszcze mi się przypomniało 28.06.09, 01:55
                Jogurt przykrywam, żeby do niego nic nie wpadło, lekko pokrywką lub gazą jak mi
                się chce z tym bawić. Pokrywki nie zakręcam szczelnie, tylko kładę na słoiku.

                Jest lato, więc pokojowa temperatura powinna być ok dla zakwasu i dla jogurtu.
                Można kupić droga jogurtownicę, ale wcześniej warto sprawdzić, czy da się zrobić
                jogurt bez niej. A zakwas można postawić w najcieplejszym miejscu domu. U mnie
                jest to szafka obok kuchenki, a gdzie indziej może to być np. miejsce, które
                nagrzewa się od promieni słonecznych padających przez okno.
            • origami_21 Re: jeszcze mi się przypomniało 27.06.09, 14:11
              Chciałabym tylko nadmienić, żeby nie było to mleko UHT, bo wtedy
              jogurt nie wyjdzie. Dobrze mieć zwykłe pasteryzowane, a najlepiej
              świeże wiejskie.
              • irena.earl Re: jeszcze mi się przypomniało 28.06.09, 01:48
                Hmm, zawsze robię z UHT i zawsze jest dobry. Jak zostawi się w cieple samo UHT,
                to może się zepsuć zamiast skwaśnieć, bo bakterie zostały w nim wybite. Jeżeli
                jednak do mleka UHT dodamy łyżkę jogurtu, dodajemy do niego w ten sposób
                odpowiednie bakterie. Wówczas jogurt wychodzi.
                • kotwtrampkach Re: jeszcze mi się przypomniało 28.06.09, 02:22
                  o, znalazłam sobie odpowiedź na pytanie zadane pod innym Twoim postem ;-)
                • origami_21 Re: jeszcze mi się przypomniało 28.06.09, 11:18
                  No kurka, nigdy mi z UHT nie wyszedł. Ale logicznie rzecz ujmując
                  powinnaś mieć rację. Będę jeszcze próbować.
          • filoruska Re: jeszcze mi się przypomniało 27.06.09, 14:12
            Do zrobienia jogurtu potrzebne jest takie świeże mleko (nie UHT) i
            bakterie jogurtowe. Bakterie na pierwszy raz bierzesz z jakiegoś
            dobrego jogurtu naturalnego, potem masz już własne (moje mają
            pochodzenie z jogurtu bałkańskiego).
            Mieszam łyżkę czy dwie starego jogurtu z mlekiem i zostawiam po
            prostu na stole w kuchni. Robię w otwartym słoiku. Następnego dnia
            mam gęsty jogurt. W lodówce może stać długo i nic się nie psuje.
            Jakaś resztka do następnej porcji stała kiedyś ze trzy tygodnie
            (wyjazd) - nic się nie stało.
            Dla tych, co nigdy nie robili - konsystencja i smak będzie trochę
            odbiegać od tego ze sklepu, bo w sklepowym są różne chemiczne
            dodatki.
            • bebe.lapin Re: jeszcze mi się przypomniało 27.06.09, 17:53
              Dzieki za porady :)
              Jogurt juz nastawiony - hurtowo, 2 litry, bo nie wiem, czy w tygodniu bedzie mi
              sie chcialo isc do sklepu. Kupilam jako pozywke jogurt balkanski jakowys, mam
              nadzieje, ze dobry. Napisze, co mi wyszlo.
              Teraz musze powalczyc z zakwasem na chlebek :)
              • kotwtrampkach Re: jogurt 28.06.09, 02:00
                a jakie mleko wzięłaś? takie z woreczka nie jest uhate, może być?
                :-)
              • irena.earl Re: jeszcze mi się przypomniało 28.06.09, 02:02
                Hmm, nie wiedziałam, że z UHT się nie udaje, i może dlatego zawsze się udawał.

                Gęstą konsystencję jogurtu greckiego można uzyskać przez odlanie serwatki. Na
                garnku trzeba postawić durszlak lub sitko wyłożony dwiema lub trzema
                pojedynczymi warstewkami gazy. Na to wykładam ze słoika jogurt (odwracam słoik,
                żeby nie posiekać jogurtu łyżką). Serwatka kapie do garnka, a jogurt robi się
                gęstszy. Serwatki nie warto wylewać, tylko wypić, dolać do następnego jogurtu
                lub dodać do kąpieli jak Kleopatra:)
                • kotwtrampkach Re: jeszcze mi się przypomniało 28.06.09, 02:21
                  irena.earl, tzn robisz z mleka uht-go? :-)
                  • irena.earl Re: jeszcze mi się przypomniało 28.06.09, 02:38
                    Tak, zawsze. Dodaję łyżkę jogurtu i wychodzi jak należy. Spróbuj, może to mit z
                    tym, że UHT się nie nadaje?
                    • filoruska Re: jeszcze mi się przypomniało 28.06.09, 15:18
                      Technologicznie to pewnie z UHT wyjdzie, jak się doda odpowiednią
                      ilość bakterii, ale ten smak... dla mnie nie do przejścia. Nie pijam
                      mleka UHT, bo mi po prostu nie smakuje.
            • turzyca jogurt.... pytanie techniczne 03.07.09, 20:18
              Czy przy tym upale bakterie moga byc za leniwe? Albo tak same z siebie? Bo mam
              wrazenie, ze jogurt mi sie udal (test bedzie wieczorem), ale potrzebowal dobrych
              dwoch dob.
      • kotwtrampkach Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 02:19

        1, 2, 3, 4, znam i stosuję. No i popieram :-)
        5. nie bardzo i nie zawsze się nadają na zapychacze, co wrażliwsze osoby nie
        mogą jeść ich zbyt wiele..
        6 - o, fakt. a do tego ten ciemny, a jeszcze na zakwasie jest smaczniejszy ;-) i
        warto poszukać w róznych piekarniach - mnie wyszło w przelczeniu na kg -
        różnice o prawie 100%ceny! Jesczzez jest taka rzecz, ze ten tani chleb po jakimś
        czasie lubi spleśnieć - im mniej dodatków tym większa szansa, ze sie po prostu
        ususzy..
        7 ze słodyczy to ja chce zrezygnować, moja córka ma babcie dwie, ktore dają jej
        aż nadto. A z woda nie mam problemu - ja mam niedaleko źródełko z bardzo smaczną
        i przebadaną wodą. jak podpytuje ludzi, w wielu miejscach sa taki ujęcia
        8. z mięsem jest tak, że dobrze zbilansowana dieta taniej wychodzi , kiedy je
        się mięso niż inne źródła białka..
        Ale tez jest sposob, staram się kupować większe ilości(rzeźnia) i np. uwędzić u
        mojej ciotki (taka możliwość dużo daje), ale tez próbuję piec lub gotować (potem
        można zamrozić gotowe) - zawsze trochę mniej "dodatków"
        9 i 10 niestety zauważam dość szybko..

        • filoruska Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 15:25
          Ze strączkowymi zgadza się. Nie każdy może. Podobnie jak nie każdy
          może makaron czy chleb z grubego przemiału. Nie miałam na myśli diet
          ze względu na jakąś chorobę czy wiek.
          Ja mięsożerna nie jestem. I nawet nie myślałam, że u mnie to zgodne
          z piramidą żywieniową, którą przytacza poniżej Turzyca. Nie jestem
          wegetarianką, ale po prostu nie mam w sobie przymusu jedzenia mięska
          częściej niż raz na kilka dni.
          Jeszcze są ryby, tylko znalezienie dobrej ryby na obiad wymaga
          poszukania.
    • a_girl Re: oszczędność a dieta 26.06.09, 22:22
      Zdrowe jedzenie jest horrendalnie drogie, nawet jeśli nie trzyma się
      restrykcyjnie jakiejś diety, kupuje się na rynku i w Biedronce, gotuje się sobie
      samemu, korzysta z mrożonek i owoców sezonowych. Jeżeli nie masz czasu na
      prowadzenie własnej hodowli ekologicznej, to niestety jesteś skazana na
      przejadanie większości przychodów. Jak na studentkę nie bieduję specjalnie, a po
      opłaceniu rachunków, kupieniu biletu miesięcznego i antykoncepcji, niemal
      wszystko wydaję na jedzenie. Nie chcę nawet myśleć o tym, co jedzą ludzie na
      stypendiach socjalnych i kredytach studenckich, którzy nie mają sobie jak
      dorobić. Pal sześć już diety rozdzielne, ale fakt, że wielu osób po prostu nie
      stać, żeby zjeść codziennie jakieś świeże owoce lub warzywa uważam za jakiś absurd.
      • quleczka Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 10:41
        a ja jestem dziwna i nie zauwazylam by moj makaron z sosem pomidrowym z cebula i jakimis pieczarkami czy cukinia (albo paczka warzyw z mrozonki, ktore kosztuja 4-5zl) byl jakos specjalnie drozszy na przyklad od typowego schabowego w panierce z ziemniakami i mizeria jadanego w wielu domach :)

        ale fakt, ze czy jedzac zdrowiej czy mniej zdrowo...i tak wiekszosc wydaje sie na jedzenie :/

        no i zgadza sie, ze takie "smieciowe" jedzenie jest najtansze..takie koltety w supermarketach typu "naggets" co to nawet polowy miesa nie maja i tak dalej... i to zgadza sie, ze to bedzie sporo tansze

        ale takie typowe jedzenie w Polsce z duza iloscia miesa i na sniadanie kanapkami grubo oblozonymi wedlina i serem...to jak dla mnie wcale tez takie tanie nie jest :)
        • a_girl Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 11:48
          Quleczko, ja mówię o warunkach studenckich :). Kotlet w panierce to rozpusta ;).
          Znam ludzi, którzy żywią się na okrągło parówkami i mieszanką chińską z
          Biedronki + zupkami minutkami. Zdrowe żywienie jest poza zasięgiem ich
          możliwości. Mówiąc, "zdrowe żywienie" mam na myśli oprócz w miarę tanich
          węglowodanów (makaron, pieczywo):
          -> dużo białka, czyli w moim przypadku mięso (nie fastfoodowy shit, tylko dobre
          mięso) przynajmniej 2-3 razy w tygodniu i ryba przynajmniej raz w tygodniu
          -> owoce i warzywa (również świeże) codziennie, a najlepiej do każdego posiłku
          -> kilka razy w tygodniu jogurt lub kefir

          To wszystko kosztuje bardzo dużo, a niestety, brak tego wszystkiego prowadzi (u
          mnie przynajmniej) nieuchronnie do syfów na twarzy i zmniejszenia objętości
          włosów o jedną trzecią :/.

          Btw, moim zdaniem typowa polska dieta nie jest wcale taka zła :). W moim
          rodzinnym domu je się kanapki na śniadanie, a na obiad zazwyczaj mięso lub rybę
          z ziemniakami i surówką. Oprócz tego w domu zawsze są owoce, pomidory itd. Pobyt
          i jedzenie w domu nigdy jeszcze mi nie zaszkodziły np. na cerę i włosy, bardzo
          rzadko mam tam też problemy żołądkowe, o które u mnie bardzo łatwo. Nie muszę
          chyba dodawać, że moi rodzice takoż wydają większość przychodów na żarcie ;).

          Moim zdaniem na zbilansowaną dietę nie da się wydać mało. Dobrze przynajmniej,
          że dzięki temu wątkowi wiem, jak zaoszczędzić na jogurcie. Pewnie spróbuję go
          sobie sama zrobić :).
          • quleczka Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 12:01
            ok, warunki studenckie sa dosc specyficzne... ale na szczescie wielu studentow
            ratuje to, ze jedzenie w stolowkach jest dofinansowane :)

            a swoja droga ...jakby polowa studentow nie wydawala na piwo tyle ile wydaje
            (sama wiem, ze to trudne :p) i na wlasnie kebaby i inne fastfoody...to na
            makaron z pomidorami z puszki i piersia z kurczaka by im starczylo :)

            jak dla mnie u studentow (przynajmniej facetow) dochodzi jeszcze zwykle lenistwo
            i brak checi na kombinowanie ;)

            bo naprawde mozna zjesc ryz z tania mieszanka chinska i kawalkiem piersi z
            kurczaka...zamiast tych parowek i bedzie to calkiem zdrowe jedzenie :)

            tak samo jak mozna kupic puszke pomidorkow w puszce zamiast najtanszego sosu do
            spagetti w biedronce ;)
    • magdalaena1977 Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 05:51
      Przynajmniej jesteś zdrowa i możesz jeść to co wszyscy.
      Ja choruję na celiakię i jestem na diecie bezglutenowej - muszę kupować
      specjalne pieczywo (np. 4,50 za trzy bułeczki), makarony itp większość wędlin
      jest nie dla mnie, część jogurtów, a już jedzenie na mieście musi kosztować co
      najmniej te 20 zł.
      Przy tym ciągle się odchudzam i nie mogę oszczędzać smażąc sobie wielką patelnię
      tanich placków ziemniaczanych.
      Przekonałam się też, że ilekroć coś oszczędzę, zaraz ceny idą w górę.
      Zarabiam całkiem nieźle, ale prawie 1/3 pensji netto wydaję na jedzenie i nie
      bardzo wiem jak to zmienić :-(
      • kotwtrampkach Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 02:25
        hmm, wcale mi nie lepiej od tego, ze masz jeszce ciężej..
        A ja nie zarabiam zbyt dobrze (ale kiedys się wylecze z idealizmu, może nie
        będzie za późno ;-) ) i wychodzi mi tak, że niewiele się udaje wygospodarować
        gotówki poza opłatami i jedzeniem. Chociaz lepiej chyba, jak o tym nie myślę tak
        dosłownie:-)
    • thorrey Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 08:23
      Od 10 czerwca jestem (mnie więcej;)) na diecie dr Pape wg zaleceń
      pierwszejlitery i jestem zachwycona, bo poza tym, że na razie
      efektów nie ma to wychodzi to naprawdę bardzo tanio.

      Płatki owsiane na śniadanie . Paczka najlepszych, jakie kiedykolwiek
      jadłam -1.40 zł za 0.5 kg. Starcza na tydzień. Do tego łyżka
      nutelli - nawet nie liczę.
      Makaron świderki 400 g - starcza na 2 obiady na 2 osoby 3.50 pln.
      (ponoć najlesze źródło węgli na tej diecie)
      Piersi z kurczaka 1 kg - starcza na 2 obiady i 2 kolacje na 2 osoby
      16.00 PLN
      Warzywa do zrobienia sosu do makaronu - kalarepa max. 1 zł, białą
      rzodkiew 3 zł, w sezonie papryka, cukinia, soczewica - paczka 3.50

      Pomidor i ogórek do kolacji.

      Jasne, że te kurczaki to z fermy a warzywa z ogromnego gospodarstwa
      z nawozami sztucznymi. Ale ja naprawdę nie mam innej alternatywy,
      nie stać mnie na bieganie po sklepach kupowanie dwa razy drożej i
      jeszcze sprawdzanie certyfikatów gospodarstw.

      No trudno, jeszcze nie schudłam, ale czuję się dobrze i nie jestem
      głodna między posiłkami i nie podjadam wieczorem i nie mam problemów
      z przewodem pokarmowym.

      Poprzednio udało mi sie schudnąć na diecie 1000 kalorii (jajeczko,
      tuńczyk w puszcze, plasterek szynki, sycharek, twarożek, pomidorek),
      za co zapłaciłam strasznymi problemami z hm... zaparciami (otręby
      nic nie pomagały) i oczywiście waga wróciła.

      Może jak ktoś ma sztab lekarzy i deitetyków na swoje usługi to może
      tak się żywić i funkcjonować, ale nie normalny pracujący człowiek.
      No trudno, nigdy nie będę wyglądać jak modelka, nastolatki na mój
      widok będą pisać o "zwałach tłuszczu". ALe przynajmniej będę
      zdrowa .
      A teraz jadę sobie na rowerek :)
      • filoruska Re: oszczędność a dieta 27.06.09, 14:28
        > Płatki owsiane na śniadanie . Paczka najlepszych, jakie
        kiedykolwiek
        > jadłam -1.40 zł za 0.5 kg. Starcza na tydzień.

        o właśnie! gotowe musli to straszne przepłacanie, a do tego nawet te
        tzw. light są dosładzane
        Ja kupuję płatki owsiane, jęczmienne, żytnie, otręby osobno.
        Kosztuje to w okolicach 1,50-2,00 za paczkę 0,5kg. Najtańsze są w
        okolicach kasz i suchych strączkowych, a nie w dziale "zdrowa
        żywność" (za to hasło trzeba dodatkowo zapłacić). Można jeszcze inne
        płatki, ale one sa już droższe. Do tego zimą rodzynki i inne suszone
        owoce, orzechy. Latem świeże owoce. Może być miód, cynamon, czy inne
        korzenne przyprawy - co kto lubi. Do tego własny jogurt lub mleko i
        wielka zdrowa micha na śniadanie kosztuje naprawdę grosze. I
        codziennie inna, bo mieszasz to, na co akurat dzisiaj masz ochotę.
      • kotwtrampkach Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 02:06
        thorrey napisała:

        > No trudno, nigdy nie będę wyglądać jak modelka, nastolatki na mój
        > widok będą pisać o "zwałach tłuszczu". ALe przynajmniej będę
        > zdrowa .
        > A teraz jadę sobie na rowerek :)

        heh, ja nie chcę wyglądać jak modelka, źle bym się z tym czyła ;-) Ja potrzebuję
        trochę mniej kilogramów nosić ze sobą, bo zaczynają mnie boleć kolana, a znam tę
        przyjemność z doświadczenia mamy i nie jest fajnie. NO i nie interesuje mnie
        dieta na tydzień czy dwa iesiące, musze zmienic swój sposób żywienia, a to
        wypadło przygnębiająco..
        • thorrey Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 08:26
          kotwtrampkach napisała:
          > NO i nie interesuje mnie
          > dieta na tydzień czy dwa iesiące, musze zmienic swój sposób
          żywienia, a to
          > wypadło przygnębiająco..

          No to właśnie poczytaj sobie wątek na temat diety dr Pape pod
          niezbyt zachęcającym tytułem "głodówki oczyszczające i dieta":

          forum.gazeta.pl/forum/w,86228,96388622,96388622,Oczyszczajaca_glodowka_dieta.html

          Ja właśnie zmieniłam swój sposób żywienia na polecany przez dr Pape
          i nie zamierzam do innego wracać.

          Wypróbowałam już sporo jeśli chodzi o diety w swoim życiu.
          Najskuteczniejsze sposoby:
          - makrobiotycznie - wytrzymałam dwa tygodnie. OK, schudłam, dobrze
          się czułam, drogie to nie było, ale jadąc w delegację, kto mi da na
          śniadanie brązowy ryż z warzywami?
          -1000 kalorii - patrz mój post wyżej. Zaparcie
          - Atkins - jw. zaparcie. I gdzie dostanę w delegacji na śniadanie
          kawał chudego mięcha? I kogo na to stać, żeby jeść codziennie mięso
          w takich ilościach?

          W każdej diecie męczyły mnie również straszne bóle głowy, mroczki
          przed oczami, osłabienie, było mi zimno.

          Dieta dr Pape to zmiania nawyków żywieniowych na całe życie, jest
          naprawdę racjonalna, poczytaj sobie wszystko, co napisała
          pierwszalitera.

          Właśnie jestem po śniadaniu - 80 g płatków owsianych zalać wodą na
          równo z płatkami, na minutę do mikrofalówki i dodana łyżka nutelli.
          Do tego kawa z mlekiem sojowym. Ok, mleko sojowe wściekle drogie, ok
          8 zł za litr, ale starcza mi na tydzień.

          Całość ma 480 kcal. Za grosze. Konkretnie za 1,70 zł, bo policzyłam
          na Twój użytek. A o tym jak zdrowe są płatki owsiane "pisze" w
          każdym kobiecym czasopiśmie.

          Zapraszam do wątku jak wyżej. Już sporo dziewczyn przeszło na tę
          dietę a razem raźniej :)))

          -
          • turzyca Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 17:26
            > Do tego kawa z mlekiem sojowym. Ok, mleko sojowe wściekle drogie, ok
            > 8 zł za litr, ale starcza mi na tydzień.

            Mleko sojowe mozna zrobic samemu i wtedy kosztuje grosze.
            www.puszka.pl/przepis/4211-mleko_sojowe_i_tofu.html
            • quleczka Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 17:51
              super! wielkie dzieki!

              to czemu to cholerstwo takie drogie jak to takie proste do zrobienia :)

              a nie wiesz moze ile to mozna pzechowywac? :)
              • turzyca Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 20:16
                Nie mam pojecia, ale moge Ci podrzucic jeszcze inne "mleka":
                wegedzieciak.pl/viewtopic.php?t=230&start=0 moze gdzies tam jest tez cos
                o przechowywaniu.
            • jul-kaa Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 18:22
              Turzyca dobrze mowi :)
              Poslużę się własnym przykładem.
              Jestem otyła i jestem wegetarianką od jakichś 12 lat, w trakcie których byłam i
              za chuda i normalna - to ważny punkt tego wywodu. Lekarze na wstepie mówią:
              - Pani je za dużo tłustych mięs! Proszę odstawić golonkę i schabowe (hehehe
              przyp. mój)! Pani ma na pewno za wysoki poziom cholesterolu!
              - Cholesterol mam w normie - odpowiadam - a nawet lekko poniżej, HDL i LDL w
              odpowiednich proporcjach.
              (tu lekarz sie zaciukuje)
              - Pani ma NA PEWNO za niski poziom żelaza! Proszę koniecznie zacząć jeść mięso!
              - Ależ żelazo mam w normie...
              - A to proszę się udać do innego specjalisty!
              Kurtyna!

              • quleczka Re: oszczędność a dieta 28.06.09, 19:19
                jul-kaa... ja naprawde niestety wiem jak lekarze czesto podchodza...

                mi tez mowia by odstawic tluste jedzenie bo mam za wysoki cholesterol...ale to
                na wstepie wlasnie najczesciej...

                jak im powiem, ze nic takiego nie jem to przechodza do innych "opcji" :) widac
                mam wiecej szczescia :)

                pewnie u polowy osob z za wysokim cholesterolem to ostawienie tlustych rzeczy
                (moj przypadek) lub jedzenie watrobki (przypadek anemii) rozwiaze problem :)

                chodzi mi o to, ze z wypowiedzi o tym, ze majac anemie lekarz zapytal czy
                jestesmy wegetarianem i wspomnial, ze nalezy jesc wiecej miesa jeszcze nie mozna
                okreslic czy ogolnie mial "olewajace" podejscie do sytuacji :)

                jesli dalej to bylo jedyne co mial do powiedzenia...po tym jak mu wyjasnilysmy,
                ze nas to nie dotyczy...

                to niestety faktycznie z wlasnej woli powinnysmy sie udac do innego specjalisty
                :p bo taki nam nic nie pomoze...
    • turzyca zupy czyli... 28.06.09, 02:37
      czyli dawne zdroworozsadkowe podejscie do zywienia. Mozliwe, ze sie myle, ale
      mam wrazenie, ze dawna kuchnia odchudzona o tyle, zeby uwzglednic roznice miedzy
      zuzyciem kalorii w latach 50. i obecnie (ktora jeszcze pierze w reku, grzejac
      wode na kuchni i przelewajac do prania? Nasze codzienne zycie zuzywa mniej
      kalorii i to trzeba uwzglednic) jest naprawde sensownym rozwiazaniem. Bo zupa
      mleczna na sniadanie kosztuje grosze - kilogram platkow owsianych nie kosztuje
      zlotowki, wychodza z tego sycace sniadania na dwa tygodnie. Bo zjedzenie
      tradycyjnego dwudaniowego obiadu zaspokaja glod bardzo przyzwoicie - zdrowa zupa
      rozgrzewa i zapelnia zoladek, kosztujac niewiele, a porcja na drugie danie
      gwaltownie sie zmniejsza i znowu leca koszty. Bo sezonowe warzywa sa tanie. I
      mozliwe, ze przeprowadzenie diety odchudzajacej wg amerykanskich pomyslow
      powoduje dojscie do takich rozpaczliwych wnioskow:
      Ale jeżeli ja muszę kupić tyle samego mięsa/ryb, żeby się najeść?
      > duzo warzyw, żeby zastąpić taniutki makaron czy kaszę..

      ale zbilansowana diete da sie prowadzic bez wydawania koszmarnej ilosci
      pieniedzy. Tak na marginesie mieso powinno pojawiac sie na stole dwa razy w
      tygodniu. Piramida zdrowego zywienia jest naprawde calkiem ekonomiczna, odchylki
      od niej sa kosztowne. Kilogram warzyw, roslin straczkowych czy maki
      pelnoziarnistej jest znacznie tanszy od kilograma miesa.
      • irena.earl Re: zupy czyli... 28.06.09, 02:49
        turzyca napisała:
        > Tak na marginesie mieso powinno pojawiac sie na stole dwa razy w
        > tygodniu.

        Chyba, że ma się anemie z niedoboru żelaza. Żelazo pochodzenia zwierzęcego jest
        łatwiej przyswajalne niż to w roślinach. Przy anemii, oprócz przyjmowania
        żelaza, mięso trzeba jeść częściej, niż zaleca taka piramida. Lekarka nawet
        pytała, czy nie jestem wegetarianką.

        Macie jakieś sposoby na dostarczenie sobie żelaza w jedzeniu?
        • turzyca Anemiczne Indie?: D 28.06.09, 15:54
          irena.earl napisała:

          > turzyca napisała:
          > > Tak na marginesie mieso powinno pojawiac sie na stole dwa razy w
          > > tygodniu.
          >
          > Chyba, że ma się anemie z niedoboru żelaza. Żelazo pochodzenia zwierzęcego jest
          > łatwiej przyswajalne niż to w roślinach. Przy anemii, oprócz przyjmowania
          > żelaza, mięso trzeba jeść częściej, niż zaleca taka piramida. Lekarka nawet
          > pytała, czy nie jestem wegetarianką.

          Ja tam bym chciala wiedziec, co pani doktor zrobilaby w Indiach, gdzie spora
          czesc ludnosci jest wegetarianami z powodow religijnych, a epidemii anemii jakos
          nie ma. Zweryfikowalaby w koncu swoje poglady, czy dalej trwala w bledzie?
          W miesie cielecym i wolowym jest ok. 2,5 mg zelaza na 100 gram, w wieprzowinie
          ca. 1 mg, drob ma zaledwie 0,5 mg. Zwykla kukurydza ma 2,1 mg, kapusta, 3,3 mg,
          jarmuz 4 mg, brokul 3,6 mg, bob 4,5 mg. Pietruszka 5 mg. Kasza gryczana ma 8,8
          mg zelaza. 17 razy tyle co drob...
          Bardzo czesto za anemie odpowiada nie niedobor zelaza w diecie, ale inne
          niedobory, ktorych konsekwencja jest zle wchlanianie sie zelaza. Czesto
          przyczynami sa niedobory cynku, witaminy C, kwasu foliowego. Ale przeciez
          latwiej powiedziec "niech pani je codziennie mieso" niz przeanalizowac diete i
          odkryc np. niedoboru cynku. Ech, to iscie na latwizne.
          >
          > Macie jakieś sposoby na dostarczenie sobie żelaza w jedzeniu?

          Zielone rosliny, zielone rosliny, zielone rosliny. Bo zelazo jest z kwasem
          foliowym od razu w komplecie. Zielona pietruszka. Wszystko z pelnego przemialu,
          kasze, platki itp - laczone z warzywami i owocami, zeby byla witamina C. Rosliny
          straczkowe. Ziarenka szeroko pojete czyli np. sezam, dynia, slonecznik, orzechy
          i takie tam. No i suszone owoce typu morele.

          Przydatne zrodla:
          www.bellavita.net.pl/aktualnosci.php?module=news&name=news_12
          www.sante.pl/k48/ziarna_kasze/kasze?id=36&pokaz[kat].x=31&pokaz[kat].y=10
          (tu rozne kategorie)
          www.owoce-warzywa.com/warzywa.htm
          • quleczka Re: Anemiczne Indie?: D 28.06.09, 16:47
            ale z tego co widze to ta lekarka wcale nie sugerowala, ze wegetarianizm=anemia...

            tylko stwierdzila najpierw u irena.earl anemie, a pozniej zadawala dodatkowe pytania :) i pytanie o jedzenie miesa jest tu jak najbardziej normalne :)

            wiadomo, ze nawet bedac tez mozna utrzymac poziom zelaza w normie tylko wlasnie trzeba myslec o tym co sie je :)

            no i jedak jakby nie bylo nie bez powodu jak ktos ma anemie i nie jest wegetarianinem to najczesciej polecana rzecza do jedzenia jest wartrobka

            Żelazo
            drobiowa i wołowa 9,5 mg
            wieprzowa 18,7 mg

            :)

            no i podobno jeszcze to jest to latwiej przyswajalne zelazo ale ile w tym prawdy to nie wiem :)

            ale na pewno prawda jest tez to, ze sa sie to zelazo dostarczyc i bez miesa...tylko jak ktos nie jest wegetarianinem to chyba jednak prosciej ta watrobka :)
            • turzyca Re: Anemiczne Indie?: D 28.06.09, 17:21
              Ale rozumiem, ze opinia: "Przy anemii, oprócz przyjmowania
              żelaza, mięso trzeba jeść częściej, niż zaleca taka piramida." jest opinia
              lekarki, a nie Ireny. A z tego logiczny wniosek, ze zdaniem pani doktor nie da
              sie wyleczyc anemii utrzymujac diete wegetarianska. I stad moje naigrywanie sie
              z wiedzy lekarki. Bo diete zapewniajaca odpowiednia ilosc zelaza da sie
              skomponowac takze u wegetarian, a na pewno bez naruszania ogolnych zasad
              zywienia. I lekarka powinna zwrocic uwage na zywienie calosciowe - nie tylko
              sprawdzic, czy dostarczana jest odpowiednia ilosc zelaza z roznych zrodel, ale
              tez czy to zelazo jest odpowiednio wchlaniane, a jesli nie to skad bierze sie
              problem, w jakich proporcjach dostarczane sa skladniki ulatwiajace i
              utrudniajace wchlanianie sie zelaza. Ale to by wymagalo czasu, poproszenia Ireny
              o prowadzenie dziennika zywienia, analize tegoz dziennika albo chociazby
              obszerne wytlumaczenie, w czym zelazo wystepuje, co sprzyja wchlanianiu, co je
              hamuje, i jak nalezy komponowac diete. Ale przeciez latwiej powiedziec "niech
              pani je mieso kilka razy w tygodniu." Takie to na odwal i nieetyczne.
              • quleczka Re: Anemiczne Indie?: D 28.06.09, 17:50
                "A z tego logiczny wniosek, ze zdaniem pani doktor nie da
                sie wyleczyc anemii utrzymujac diete wegetarianska. "

                Tyle, ze pani nie koniecznie musiala byc az taka logiczna i to miec na mysli ;)

                Rownie dobrze moglo jej chodzic o to, ze Irena powinna wiecej miesa jesc...
                skoro juz sie dowiedziala, ze nie jest wegetarianka :)

                "I lekarka powinna zwrocic uwage na zywienie calosciowe" - zgadzam sie w 100% :)
                Powinna wyjasnic w czym jest duzo zelaza, co sprzyja jego wchlanianiu i tak dalej :)

                "Ale to by wymagalo czasu, poproszenia Ireny
                o prowadzenie dziennika zywienia, analize tegoz dziennika"

                Fakt, to wymaga czasu...a czasem na poczatek czasem prosciej powiedziec by ktos
                jadl watrobke przynajmniej raz w tygodniu, a jak to nie pomoze szukac dalej :)

                Nie mowie, ze problemow nie nalezy doglebnie przeanalizowac ale chyba nalezy
                jednak najpierw sprawdzic czy proste metody nie dzialaja...a pozniej brac sie za
                te bardziej czasochlonne :)

                No i 100% zgody, ze powinna zrobic dluzszy "wywód" na temat tego co i jak ...ale
                może zrobiła tylko my nie wiemy ;)
                • turzyca Re: Anemiczne Indie?: D 28.06.09, 20:33
                  Ale skoro Irenka wyniosla ze spotkania z pania doktor swiadomosc, ze przy anemii
                  trzeba lamac ogolne zasady odzywiania to jest cos nie si. I Irena mowila o
                  koniecznosci jedzenia miesa, a nie o podrobach. Drugie nie si.
                  • quleczka Re: Anemiczne Indie?: D 28.06.09, 21:26
                    no dobra, dla mnie podroby to tez mieso :)

                    i mysle, ze sa sytuacji gdy jednak zasady jedzenia miesa 2 razy w tygodniu warto
                    nagiac, albo sie bardzo starac innymi metodami :)

                    ale nie wazne...dajmy Irenie sie wypowiedziec ogolnie moze cos wiecej o tym jak
                    wygladala ta wizyta :)

                    masz racje, ze mogla sie trafic zwyczajnie glupia i olewajaca lekarka...zdaza
                    sie i to niestety dosc czesto :/
                    • irena.earl Re: Anemiczne Indie?: D 29.06.09, 00:52
                      Pax vobiscum!

                      Anemię zafundowała mi niedoczynność tarczycy w wyniku choroby Hashimoto. Ta choroba wiąże się z obfitymi krwawieniami miesiączkowymi, co często doprowadza do anemii. Lekarka mądra kobita, to ona zauważyła chorobę, wysłała na badania i do specjalisty. W zwalczeniu anemii radziła posługiwać się przede wszystkim leczeniem choroby podstawowej, żelazem na receptę i zwiększeniem ilości żelaza w diecie, także mięsa i podrobów. Ja tam mogę wątrobę w dzień i w nocy, smażoną i na surowo, więc w to mi graj, podobnie ze szpinakiem:)

                      Pewnie jest dużo ludzi, którzy przy diecie bezmięsnej nie mają niedoborów żelaza. Trudno stwierdzić, jak to wygląda w Indiach, bo wielu biednych (i niespożywających mięsa) ludzi nie jest tam objętych opieką lekarską. Chętnie poczytałabym o badaniach dotyczących występowania niedoborów żelaza w zależności od diety mięsnej i bezmięsnej.

                      Dotychczas czytałam, że żelazo trójwartościowe, takie jak w roślinach, jest dla organizmu człowieka trudniej przyswajalne niż dwuwartościowe, takie jak w ciałach zwierząt. Trudniej nie znaczy wcale, ale roślin z żelazem trzeba w takim razie zjeść więcej, żeby uzyskać taką sama dawkę żelaza. Ma ktoś dostęp do publikacji medycznych na ten temat?

                      Wegetarianką nie zostanę, za bardzo uwielbiam jeść części ciał zwierząt. Przy diecie bezmięsnej roniłabym gorzkie łzy za pieczenią jagnięcą z rozmarynem lub krwistą wątroba z patelni. A pełnię żelazowego mięsożernego szczęścia zamierzam osiągnąć przy pieczeni cielęcej faszerowanej wątrobą i szpinakiem przy akompaniamencie młodych ziemniaczków w mundurkach i zielonej sałaty z rzodkiewkami i smietaną. Chyba się głodna zrobiłam.
                      • jul-kaa Re: Anemiczne Indie?: D 29.06.09, 01:50
                        Więcej żelaza niż szpinak mają chociażby śliwki suszone, płatki owsiane czy
                        biała fasola, a juz jabłka biją go na łeb 3-4 razy ;). Zawartość żelaza w
                        szpinaku to wieeelki mit :)

                        Taka listę znalazłam: nerki 7,9 mg/100 g, wątroba 6,6 mg, drożdże 18,2 mg,
                        szpinak (żelazo słabo przyswajalne) 3 mg/100 g, śliwki suszone 3,9 mg, płatki
                        owsiane 4,5 mg, serca 4,6 mg, fasola biała 6,9 mg, pomidory 9,7 mg, jabłka 10-13
                        mg, maliny 3,9 mg, żółtka jaj 6 mg, liście kapusty 17 mg, poziomki 9 mg.
                        • irena.earl Re: Anemiczne Indie?: D 29.06.09, 01:55
                          W innych roślinach, nie tylko w szpinaku, też chyba słabo przyswajalne? Czy jest
                          tu jakiś lekarz lub dietetyk?

                          Swoją drogą jagnię z suszonymi śliwkami też może być. Albo owsianka z suszonymi
                          śliwkami, jabłkami, malinami i poziomkami. Idę spać, bo jeszcze zacznę w kuchni
                          majstrować, a nocuję u teściów, więc kuchnia niemoja. Dobrej nocy.
      • quleczka Re: zupy czyli... 28.06.09, 10:48
        > mozliwe, ze przeprowadzenie diety odchudzajacej wg amerykanskich
        > pomyslow powoduje dojscie do takich rozpaczliwych wnioskow

        wlasnie...dieta plaz poludniowych nie ma sily byc u nas tania :/

        trzeba sobie znalezc dobrze zbilansowana diete, ktora da sie dostosowac do
        naszych warunkow :)

        wlasnie ze zdrowymi zupami, kaszami, naszymi warzywami i tak dalej :)

        ja dolacze sie do polecania "chudnij podczas snu" albo wlasnie diety rozdzielnej
        (o ile dobrze mysle, to to cos co kiedys stosowalam) , ktora na dobra sprawe
        pozwala jesc niemal wszystko tylko podzielone odopowiednio na posilki :)

        >Kilogram warzyw, roslin straczkowych czy maki
        >pelnoziarnistej jest znacznie tanszy od kilograma miesa.

        wyjelas mi to z ust :)

        jak sie nie probuje robic zima salatki np. z papryki, salaty lodowej, pamiodorow
        i ogorkow i innych drogich poza sezonem warzyw, ktore sa w dodatku wtedy bez
        smaku ;)
        • kotwtrampkach Re: zupy czyli... 30.06.09, 14:02
          hmm, nic na to nie poradzę, ze lepiej czuję się będąc na diecie takiej jak
          rozdzielna czy plaż pd, lepiej wyglądam i nie jestem głodna.. NO i jest dużo
          opracowań o dobrym wpływie na ludzki organizm ryb czy brokułów..

          Ja nie znoszę zup (z wyjatkiem czerwonego barszczu wigilijnego z kiszonki..),
          lubię nasze rodzime warzywa - żadna dieta ich nie ogranicza. Kasze tez są dobre
          (w rozdzielnej również! Tylko rozdziela się jedzenie kaszy od jedzenia ryby,
          mięsa, sera). Ale nie można jeść tej kaszy 3-5 razy dziennie (tzn mozna, ale to
          już mija się z celem ;-) )
          Dieta, o której piszecie wyżej dr.P. jest bardzo podobna do rozdzielnej (w
          rozdzielnej nie popija się jedzenia, nie je tak słodkich rzeczy jak nutella w
          ilościach codziennych, częściej jest dozwolony chudy twaróg i w innych
          mieszankach, ograniczone niektóre słodkie warzywa jak buraki, marchew,
          ziemniaki) z wyjątkiem ograniczenia do 3 posiłków - w rozdzielnej tych posiłków
          może być więcej, ale muszą być zachowane min. 2godzinne przerwy pomiędzy
          białkowymi a węglowodanowymi.

          rady odnośnie oszczędzania wyobrażałam sobie raczej tak:
          nie kupuj mintaja, bo zamrożona woda jest bardzo ciężka, weź lepiej mirunę z
          czarną skórą, która łatwo zdjąć (cenowo wychodza więc podobnie mimo ze ta druga
          jest droższa w sklepie)

          jestem pewna, ze podobne rzeczy da się powiedzieć i o innych produktach -
          bananach (niedojrzałe są cięższe), tani ser żółty?

          o cenach warzyw przed zwijaniem targu była bardzo cenna informacja - właśnie
          sprawdziłam - a ja głupia chodziłam na ten targ przed południem, zamiast
          poczekać na samochód i tragarza:-)

          przetwory i mrozonki to też cenna rzecz - ale o ile te pierwsze w moim wykonaniu
          wychodzą ok, to mrożenie zupełnie mi nie idzie.. Moje zamrożone truskawki mają
          jakiś wodnisty posmak, zapachy mi przełażą (mimo pudełek lub podwójnych worków),
          a zamrażanie brokuła kończy się kaszką brokułową ;-)

          A moze macie jakies ciekawe przepisy umożliwiające najedzenie się wg niepolskich
          zwyczajów - czyli bez zawiesistych zup, ziemniaków, chleba, klusek i gęstych
          sosów? Np pomidory z tuńczykiem, sałatą i sosem ziołowo-jogurtowo-twarogowym -
          pycha ;-)
    • irena.earl Potwierdzam - z mleka UHT da się zrobić jogurt. 18.07.09, 17:49
      Sprawdziłam jeszcze raz: z mleka UHT da się zrobić jogurt.
      Do mleka UHT dodałam łyżkę jogurtu greckiego, a po 2 dniach miałam już jogurt.
      Zrobiłam z niego twarożek.

      Chyba wiem, skąd wziął się mit, że z mleka UHT jogurt nie wyjdzie. UHT polega na
      błyskawicznym (kilka sekund) ogrzaniu, a potem ochłodzeniu mleka. W ten sposób
      bakterie w mleku zostają zabite. Gdy brak tych bakterii, mleko bez dodania
      bakterii samo się nie zsiądzie ani nie zjogurtuje (a przynajmniej nie powinno -
      o tym dalej). Gdy jednak do mleka UHT dodajemy jogurt, dodajemy tym samym
      odpowiednie bakterie.

      Co ciekawe, raz mleko UHT zsiadło mi się w kartonie samo, bez dodawania
      czegokolwiek. Wróciliśmy po dłuższym czasie nieobecności i w otwartym, ale
      prawie pełnym kartonie zastaliśmy zsiadłe mleko. Zrobiliśmy z niego twaróg:)
      • sarahdonnel (podpinam) UHT 'bezlaktozowe': uhh tak szybko? 08.04.10, 12:47
        Zakaziłam odrobiną jogurtu mleko pozbawione laktozy, i w innym słoiku - zwykłe
        'uhate'. Stoją obok siebie, więc mam porównanie...

        Bezlaktozowe zamieniło się w jogurt w zasadzie jeszcze wczoraj wieczorem (mniej
        niż 12 godzin), kiedy zwykłe dopiero zaczynało 'pachnieć' jogurtowato, ale było
        rzadkie.
        Dziś (czyli 24 godziny) na zwykłym widać zmianę konsystencji, bezlaktozowe
        najprawdopodobniej wieczorem będzie się w pełni nadawać do konsumpcji jako jogurt.

        Nastawiłam jeszcze zakwas chlebowy na resztce wody z kupnych kwaszonych ogórków
        i ukryłam w kąciku. Zobaczę, co z niego wyjdzie.
    • filoruska kefir - ta sama metoda co jogurt 19.07.09, 18:38
      Spróbowałam i wychodzi.Dodałam do mleka zwykły kupiony kefir. Więc
      melduję dla tych, co lubią.
      • schaetzchen Re: kefir - ta sama metoda co jogurt 23.07.09, 10:42
        No niestety, ja też widzę, że jeśli chce się jeść zdrowo (i różnorodnie) to idzie na to sporo kasy...
        Nie jestem na diecie, to, co jem najbardziej chyba przypomina kuchnię śródziemnomorską. Zwracam uwagę na to, co ląduje u mnie na talerzu, podczas zakupów czytam etykiety - i staram się zapamiętywać ceny. Do oszałamiających oszczędności niestety nie doszłam - bez obniżania jakości jedzenia nie bardzo mam pomysły jak to zrobić. Moje patenty są takie:
        1. jem to, na co jest sezon - korzyści i finansowe i smakowe są oczywiste. Zimą zapominamy o pomidorach, sałacie - i tak są bezwartościowe. jemy wtedy warzywa typowo polskie - marchew, kiszoną kapustę, buraki (jakie pyszne są sałatki z pieczonych buraków!), seler. Gotujemy sporo zup (bez mięsa, bez kostki - warzywa i zioła naprawdę wystarczą!)
        2. mam własne zioła - latem w ogrodzie, zimą na parapecie. Zioła kupowane w sklepie są absurdalnie drogie - a do tego nie pachną tak, jak te wyhodowane "od nasionka". Nie wiem na czym to polega, ale mój tymianek pachnie milion razy intensywniej. Mięta z ogrodu - to samo. Wyjątkiem jest bazylia, którą zimową porą zdarza mi się kupować.
        3. sama robię muesli - ale w małych porcjach. Nie mieszam już pięciu rodzajów płatków, orzechów, owoców na raz - wychodziły z tego gigantyczne porcje, których nie nadążałam zjadać. Teraz kupuję np. płatki owsiane, pestki dyni i morele suszone - i robię taką mieszankę (wychodzi niepełny litrowy słoik). Następnym razem - płatki pszenne, amarantus, rodzynki. Potem żytnie i różne orzechy. Kombinacje dowolne.
        4. staram sie urozmaicać dietę również "finansowo" - to znaczy, jeśli jedliśmy jednego dnia drogi obiad, to potem ze dwa dni są rzeczy tańsze - np. makaron z sosem pomidorowym, prosta zupa, soczewica itp.
        5. nie wiem, czy to oszczędność, ale mrożę różne rzeczy - np. na jesieni kupuję sporo dyni, gotuję w małej ilości wody, miksuję, wlewam do pudełeczek i mrożę. Potem wystarczy rozmrozić, dodać wody i takie dodatki na jakie mamy ochotę. Czasem robię dżemy - ale nie jestem pewna czy to taka oszczędnośc finansowa - chociaż z pewnością warto ze względów smakowych.
        6. Jogurt też robię, ale sojowy - wprawdzie kupuję gotowe mleko sojowe (są te różne "sojadrink" w sklepach - trzeba tylko zwrócić uwagę na to, żeby w składzie była tylko woda i soja). Ale ponieważ litr takiego wynalazku kosztuje już ponad 11 zł, to - zachęcona przez Was - może zrobię mleko sojowe sama :) Choć ciężko mi przeżyć zapach gotowanej soi...
        7. różne proste rzeczy, któe mogę zrobić w domu - robię w domu. Np. ogórki małosolne, ciasta. Teraz chodzi za mną kupno maszyny do lodów... Grycan to zdzierca ;)

        Wczoraj nastawiłam mój pierwszy zakwas - to akurat nie ze względów oszczędnościowych, ale ciekawościowych :) Ale jeśli chleb mi wyjdzie to się ucieszę również finansowo - ten, który mi smakuje kupny, kosztuje 8 zł za kilo...

        Acha, z porażek muszę wymienić uprawę własnych warzyw - jest to zajęcie czaso- i pracochłonne, do tego latem należałoby nie wyjeżdżać nigdzie, tylko podlewać te roślinki i do nich czule przemawiać... nie dla mnie ;)
    • agastrusia Nie do końca się zgadzam, 06.04.10, 20:56
      że są drogie. Wszystko zależy od tego jaką dietę sobie zafundujesz. Ja już od
      ponad roku stosuję dietę Zuzla (bardziej restrykcyjny Montignac) i nie jest źle.
      Wiele produktów można znaleźć w Biedronce czy Lidlu po bardzo przystępnych
      cenach. Jedno co mi pod względem cenowym przeszkadza to zimowe warzywa - koszmar
      - z niecierpliwością wyczekuje lata.
      • magdalaena1977 Re: Nie do końca się zgadzam, 07.04.10, 00:15
        agastrusia napisała:

        > Wiele produktów można znaleźć w Biedronce czy Lidlu po bardzo
        > przystępnych cenach.
        W dodatku w Biedronce zawsze jest to samo, sklepy w całym kraju mają ten sam
        asortyment i aranżację.
        A jak ktoś ma konkretne nietolerancje żywieniowe, to możliwość kupienia
        "swojego" serka na wakacjach jest nieoceniona.
        Generalnie polecam ich wędliny typu szynka szwarcwaldzka czy kumpiak.
    • sarahdonnel Genialny temat... 06.04.10, 21:41
      ... odświeżony reklamówką.

      Nabyłam właśnie kubeczek porządnego, zwykłego 'białego' jogurtu do zaczęcia
      własnej fabryczki nabiału (bo litr mleka kosztuje 40 centów, tyle samo co mały
      kubeczek jogurtu ;).
      Po drugie - może uda mi się wyhodować jogurt na mleku odlaktozowanym, mam
      nielaktozowca w domu, a jedyny 'specjalny' produkt z serii 'odlaktozowanej'
      dostępny w naszych okolicznych sklepach to słodkie mleko.

      Po trzecie - jest w wątku przepis na zakwas na chleb. Pierwszy na próbę upiekę
      drożdżowy (czy taki z mieszanki, wybrałam najbardziej naturalną i najmniej
      tłustą, wg listy składników jest nawet zaszczepiona kulturami zakwasowymi), jak
      wyjdzie, to nastawiam zakwas.

      W Holandii rzeczywiście dobra żywność jest droga. W 3/4 napojów jest aspartam,
      zagęszczanie produktów mlecznych mąką, mąką ziemniaczaną czy żelatyną to norma
      (czy polski homoserek Danio to też jogurt zagęszczony żelatyną?), kupno warzyw z
      kultur 'gruntowych', a nie hydroponicznych (czyli na samej wodzie z nawozami)
      graniczy z cudem, 3/4 dostępnych mąk jest od razu wymieszanych z proszkiem do
      pieczenia itd.
      Mam upatrzone w sklepach produkty z prostym składem, na raczej nieeksponowanej
      wysokości, nieuczulające (mieliśmy akcję 'biegów po antyhistaminy od czegoś nie
      tej marki, niby lepszego ;), nieprzesolone, i nie najdroższe. Warzywa - wolę te
      z rynku, importy gruntowe, niż supermarketową hydroponikę. (Chodzę zwykle w
      soboty przed zamknięciem, kiedy sprzedawcy chcą się pozbyć szybko psującego się
      towaru. Cenowo wychodzi lepiej, a można trafić różne fajne sezonowe cuda.
      Ostatnio widzę 'kolczaste' ogórki, nie wiem, skąd, ale może nadadzą się na
      małosolne?)

      Ciekawostka 'aspartamowa' - napoje słodzone aspartamem potrafią kosztować 25 -
      40 centów za butelkę 1,5 litra. Napoje 'cukrzone' są droższe. (Wiem, że kwestia
      kosztu transportu cukru i aspartamu do fabryki ma spore znaczenie, ale żeby aż
      tak podbijać cenę?) Słodzikowane są nawet produkty dla dzieci (typu zaprawy do
      napojów).

      A teraz uwaga - parę dni temu kupiłam w toko (surinamski rzeźnik-
      'greengrocer's' i poniekąd delikatesy) butlę Kubusia, 1 litr za 2 eur (mój TŻ
      nie mógł się od Kubusia oderwać, ja mam nakaz uważania z nadmiarem wit. A, więc
      na raz nie wyspożyłam ;). Za parę dni kupiłam 'eko' soczek marchewkowo-owocowy
      lokalnej produkcji. Butelka 0,75 litra - €2,50. Mało tego, dla uzyskania
      'gęstej' tekstury soczku z koncentratów, robi się z niego... budyń przy pomocy
      mąki! Torba mąki kosztuje na pewno mniej niż 1 euro ;).

      Jedzenie śmieciowe produkcji polskiej to przy standardach holenderskich
      eko-delikatesy ;). Chociaż nie wykluczam, że do Polski, razem z ekspansją 'marek
      własnych' Tesco i Carrefoura, też ten trend dociera.
      • zarin Re: Genialny temat... 06.04.10, 22:28
        > W Holandii rzeczywiście dobra żywność jest droga.

        Yyy, jak tam byłam, to się czułam pod tym względem jak w raju. Znaczy większość produktów w supermarketach jest rzeczywiście przerażająca, ale w działach/sklepach ze zdrową żywnością ceny (i wybór!) są bardzo korzystne w porównaniu do polskich, zwłaszcza jak się porówna zarobki. Nawet trochę rzeczy opłaciło mi się przywieść.
        No ale nie patrzyłam na po prostu warzywa czy owoce, tylko bardziej wybajerowane produkty.
        • anna-pia Re: Genialny temat... 06.04.10, 22:47
          zarin napisała:

          > > W Holandii rzeczywiście dobra żywność jest droga.
          >
          > Yyy, jak tam byłam, to się czułam pod tym względem jak w raju. Znaczy większość
          > produktów w supermarketach jest rzeczywiście przerażająca,

          Właśnie o to chodzi, zwykłe jedzenie jest paskudne. Bajeranckiego - drogiego -
          jest dużo większy wybór, ale to już kwestia ekonomiczna (zbyt mało Polaków może
          sobie na to pozwolić, żeby opłacało się sprowadzać).

          > ale w działach/skle
          > pach ze zdrową żywnością ceny (i wybór!) są bardzo korzystne w porównaniu do po
          > lskich, zwłaszcza jak się porówna zarobki. Nawet trochę rzeczy opłaciło mi się
          > przywieść.
          > No ale nie patrzyłam na po prostu warzywa czy owoce, tylko bardziej wybajerowan
          > e produkty.

          Zgadzam się, sama przywożę (i mąż takoż) różne bajery z zagranicy, ale codzienne
          jedzenie na zachód od Odry (mąż jest tolerancyjny i twierdzi, że na zachód od
          Renu) jest ohydne, tak samo jak to w Skandynawii.
          Ostatnio spotkany (służbowo) Holender twierdził, że uwielbia polskie cukierki
          (zeżarł całą miseczkę takich zwykłych, supermarketowych cukierków Wedla podczas
          2 czy 3 godzin).
          • sarahdonnel Re: Genialny temat... 07.04.10, 01:14
            Wszyscy zapraszani do nas do domu tubylcy wyżerają nasze cukierki czy
            czekoladki. Kiedyś dostawałam czasami chleb (taki z metra), żuli jak ciastka.

            Opisany wyżej przypadek eko-soczku marchewkowego tubylczego i porównanie ze
            zwykłym Kubusiem (a patrzę na składy surowcowe, i to dosyć dokładnie)
            podpowiadają mi, że 'markowe' produkty polskie (czyli raczej nie 'marka własna'
            supermarketu, bo tam są już wypełniacze w 'zachodnim' stylu) są porównywalne do
            'eko' produktów holenderskich.

            Pod Włodawą mam 'zaprzyjaźnione' gospodarstwo ekologiczne certyfikowane wg
            wszystkich norm europejskich. Właściciele pokazali wzory oznaczeń produktów, ale
            też zdradzili się, że wykonanie ekspertyz potrafi kosztować tyle, że ludziom nie
            chce się składać wniosków. Im akurat się opłacało, bo obsługują również
            międzynarodowe grupy.

            Parę 'zwykłych' produktów z tamtej okolicy nie umywa się do 'eko' towarów z
            holenderskich sklepów.

            Jednak - i tak według mnie jest lepiej niż w Anglii (może poza oznaczeniami,
            angielski system oznaczania produktów wege/wegańskich jest rewelacyjny i
            konsekwentny ;).
    • maith A mi się zawsze wydawało, że jest odwrotnie 07.04.10, 01:31
      Jeśli ktoś kupuje warzywa bez 15 pośredników, to wychodzi mu taniej,
      a często zdrowiej.

      No i mnóstwo przetworzonych niezdrowych dań kosztuje...

      Natomiast jest jedna rzecz, która zdrowa będzie na pewno droższa -
      jajka.
      Jest kolosalna różnica między jajkami z oznaczeniem 3 (z kur
      ściskanych w klatkach, z obciętymi w związku z tym dziobami i
      pazurami i faszerowanymi z tego powodu antybiotykami i sterydami) a
      jajkami z kur chowanych w przyzwoitych warunkach.
      I tę różnicę w cenie zawsze płacę.
      • sarahdonnel Re: A mi się zawsze wydawało, że jest odwrotnie 07.04.10, 13:34
        Polecam film 'Food Inc.' - bywa na YouTube. Trochę 'dzieło z tezą', ale warto.
        Ostrzeżenie dla osób wrażliwych: do fastfoodów przestaje się wchodzić nawet 'na
        siusiu', i przez tydzień można zastanawiać się nad pochodzeniem właśnie
        spożywanego kotleta ;).

        Produkty wysokoprzetworzone i mocno konserwowane mają jedną ogromną zaletę: nie
        wymagają dodatkowej ropy napędzającej chłodnię naczepy czy prądu napędzającego
        lodówkę. w związku z tym można je długo magazynować i tanio transportować.

        Objętość aspartamu zastępująca 1 łyżeczkę cukru to ok. wielkość 1 ziarna grochu.
        Wobec tego aspartamu potrzebnego do dosłodzenia napoju w fabryce można przewieźć
        10 razy więcej niż cukru w tej samej ciężarówce.

        Przewiezienie warzyw z Hiszpanii w zimie... dodatkowe koszty, specjalne
        tiry/wagony pociągów. Wyhodowanie ich na miejscu w szklarni grzanej CO2
        skupowanym z pobliskiej fabryki (częsty 'zamknięty obieg' w Holandii), na wodzie
        z nawozem, tzw. kultura hydroponiczna i dostarczenie do sklepów - tańsze (za
        takie 'ekoinstalacje' i szklarnia i fabryka dostają bonusy podatkowe) i mniejsze
        ryzyko, że towar się zepsuje.

        Jak masz chłodną piwnicę i zaprzyjaźnionego rolnika nieprzemysłowego, to
        rzeczywiście nawet wynajęcie samochodu, kupno paru worków długoprzechowujących
        się warzyw lokalnych i składowanie ich opłaca się dużo bardziej. Ja nie jestem
        pewna, czy nie musiałabym jeździć do Niemiec do nie wielkoobszarowego
        gospodarstwa przemysłowego, żeby się w takie produkty zaopatrzyć (300 km w dwie
        strony, powoli rosną koszty paliwa...). Chyba, że na giełdzie rolno-spożywczej,
        w sumie niedaleko, sprzedadzą też klientowi indywidualnemu. Zakładając
        oczywiście, że będę miała i samochód, i tę piwnicę. Bo na razie nie mam nawet
        gdzie wcisnąć paru słoików dżemu własnej roboty, robionego ze śliwek kupionych
        za grosze w sezonie.
      • magdalaena1977 Re: A mi się zawsze wydawało, że jest odwrotnie 07.04.10, 23:51
        maith napisała:

        > Natomiast jest jedna rzecz, która zdrowa będzie na pewno droższa -
        > jajka.
        Owszem procentowo różnica jest spora.
        Ale kwotowo ? Ja jem zazwyczaj dwa jajka w tygodniu i kupuję takie najdroższe
        (duże i ściółkowe) a koszt i tak poniżej złotówki za sztukę.
        • miss-alchemist Re: A mi się zawsze wydawało, że jest odwrotnie 08.04.10, 09:02
          ściółkowe (czyli dwójki) jeszcze nie są najdroższe. ceny jedynek (kury z wybiegu) oraz zerówek (hodowla ekologiczna) przekraczają złotówkę za sztukę, nie mówiąc już o tym, że trzeba się nagimnastykować, żeby je znaleźć.

          a dla kogoś, kto je więcej jajek w tygodniu to duża różnica.
          • 987ania w sprawie jajek 08.04.10, 19:35
            polecam przeczytać artykuł o jajkach w kwietniowym teście konsumenta pro-test.
            Im starsza kura tym większe jajko. Normy unijne dopuszczają hodowlę ekologiczną
            niosek do 3 tys. sztuk!! W jajach starszych ptaków znajdziemy również
            intensywniej zabarwione żółtko. Natomiast udział żółtka jest większy w małych
            jajkach niż w dużych.
    • balbina11 Re: oszczędność a dieta 09.04.10, 22:53
      Zakupy na miejscowym targu i przetwory własne, chleb itp. Dzięki temu
      oszczędzamy. Ogólnie mniej jemy i dzięki temu oszczędzamy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka