kura17
06.07.09, 12:46
co wg Was znaczy "bycie asertywnym".
niby wiem, co to powinno znaczyc, ale mam wrazenie, ze to slowo wyewoluowalo daleko poza granice znaczeniowe, mi kojarzy sie nieodmiennie z "niegrzecznym egoizmem".
co jak kurs "jak postawic na swoim mimo wszystko i kazdym mozliwym sposobem"
oczywiscie wrazenie takie mam po czytaniu najrozniejszych forow internetowych ;)
kilka przykladow ponizej.
fora "dla mam": badz asertywna, nie daj sie tesciowej! nawrzesz na nia! zakaz/zabron/nakaz, zagroz zakazem widywania wnukow! zmus ich! nie maja prawa! wredna baba! stara jedza! walnij jej prawde prosto w oczy! niech sie nie wazy sprzeciwiac Twoim slowom!
itp itd itp...
czy naprawde osobom starszym (w sumie jakimkolwiek osobom) trzeba grozic, zmuszac je, obrazac, zakazywac lub nakazywac, zeby "stanelo na moim"? nie ma juz innych metod?...
nie wyobrazam sobie czegos zabraniac mojej mamie (tesciowej tez nie), nie wyobrazam sobie na nie pokrzykiwac, grozic im...
za miekka jestem? zbyt... malo asertywna?...
fora jedzeniowo-dietowe:
nie obchodzi mnie, ze jak zjem cebule/czosnek/itp, to smiedzi ode mnie na kilometr! skoro musze w pracy oddzialywac z bliska z ludzmi, to ich problem, nie moj, asertywna jestem! bede jadla/pisa, co mi sie podoba, niech ludzie sie martwia.
nie potrafie tak. unikam potraw "smierdzacych", gdy wiem, ze musze "isc miedzy ludzi" (chodzi o bliskie spotkania 3 stopnia ;) nic mi sie nie stanie, jak salatke z cebula zjem na kolacje, cierpiec bedzie tylko maz ;)
jestem na diecie, jade gdzies na krotko z wizyta. wszyscy musza sie przystosowac do mojej diety, kupowac, gotowac specjalnie pod moja diete, bo przeziez jestem gosciem i jestem NA DIECIE! (chodzi o diete odchudzajaca, nie zdrowotna!).
jestem na diecie, ide na "imieniny do cioci". oczywiscie jestem asertywna i odmawiam wszelkich smakolykow, a na zaniepokojone pytania odpowiadam, ze ja TAKICH rzeczy nie bede jadla, przeciez jestem na diecie...
zamiast siedziec cicho, nalozyc sobie jeden kawalek na caly wieczor i go po prostu zostawic na talerzu (bo do zjedzenie to juz nie smiem namawiac nawet...), to czy trzeba, w imie asertywosci, robic gospodarzom przykrosc (bo przeciez sie napracowali, i kazdemu milo, jak gosciom smakuje - albo jak udaja ;)
czy ja zle pojmuje slowo "asertywny" (znaczenie, jak w przykladach powyzej)?
jak Wy je rozumiecie?