Dodaj do ulubionych

ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA

03.06.10, 20:50
Czy ktos moglby podac przykladowe pytania, jakie padaja na rozmowie
kwalifikacyjnej na stanowisko adiunkta?
Obserwuj wątek
          • ford.ka Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 04.06.10, 13:29
            One nie są niestosowne (chyba że uważasz, że rzeczywistość tak w ogóle
            jest niestosowna i powinna zostać zabroniona), informujemy Cię po prostu,
            że większość konkursów w naszym pięknym kraju jest organizowana dla
            konkretnych osób i jeśli się nie jest tą osobą, szans na wygranie wielkich
            nie ma. Co nie znaczy, że nie ma żadnych, na co sam jestem dowodem, ale
            radzimy Ci nie przywiązywać się zbytnio do myśli, że w ten sposób
            znajdziesz szybko pracę. Networking działa o wiele sprawniej, a w
            większośc polskich placówek naukowo-dydaktycznych jest to jedyna realna
            szansa na pracę, jeśli nie jesteś "kandydatem wewnętrznym".
            Ot, dam Ci coś do przemyślenia - w tej chwili obciążenia na przyszły rok
            są już dawno rozdzielone a plany zajęć wstępnie ułożone. Czy w takiej
            sytuacji ktoś na serio szuka pracownika, który nie wiadomo, czego potrafi
            uczyć (a praktyki, jak przystało na świeżego doktora, raczej nie ma
            żadnej) i kiedy będzie chciał pracować, czy raczej chce od kolejnego roku
            zatrudnić doktoranta, który się właśnie obronił, a którego możliwości są
            znane?
            • begijnhof Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 04.06.10, 13:42
              Dzieki, ford.ka. W takim celu przeprowadza sie wlasnie rozmowy
              kwalifikacyjne - zeby sprawdzic kandydatow i zobaczyc, co potrafia.
              Poza rozmowa, mysle, ze lekcja pokazowa i wyklad 45 min. bylyby
              wystarczajace, zeby przekonac sie, czy dany kandydat ma zdolnosci
              dydaktyczne. Poza tym, wszyscy wiemy, ze najbardziej liczy sie
              dorobek i umiejetnosc zdobywania grantow, wiec nie bardzo rozumiem,
              dlaczego podkreslasz tak bardzo doswiadczenie dydaktyczne, ktore,
              nota bene, wszyscy (lub wiekszosc) i tak na tym etapie mamy.
              • flamengista muszę cię rozczarować 06.06.10, 08:53
                większość doktorów po studiach doktoranckich ma znikome doświadczenie
                dydaktyczne. Na studiach doktoranckich robią 1-2 kursy w ilości 60-90 godzin
                rocznie i to jest wszystko.

                A potem przychodzisz na adiunkta i szef z dnia na dzień daje ci 3 nowe kursy.
                Zajęcia zaczynasz np. za 2 tygodnie. W ciągu roku możesz dostać spokojnie 300
                godzin.

                Znajomy, która przyszedł do nas po studiach doktoranckich był zszokowany, potem
                odmówił przyjęcia zajęć ("bo się na nich nie zna") a teraz chyba nosi się z
                zamiarem rezygnacji z pracy na naszej uczelni.

                Niestety, obecnie praca na uczelni to harówa dydaktyczna, z którą trzeba się
                uporać za nim weźmiesz się za badania i pisanie wniosków grantowych.
                • ford.ka Re: muszę cię rozczarować 06.06.10, 11:43
                  To ja się posunę o krok dalej, z zastrzeżeniem jednak, że mówię o swoim
                  neofilologicznym podwórku. I o pracy w jednostce z niewielką samodzielną
                  kadrą, znam bowiem miejsca, gdzie młodzi doktorzy prowadzą wyłącznie kursy
                  podstawowe i praktycznego języka obcego, bo wszelkie "wysublimowane" kursy
                  są zarezerwowane dla samodzielnych i to tych starszych wiekiem.
                  Większość doktorów po studiach doktoranckich nie ma żadnego akademickiego
                  doświadczenia dydaktycznego. Na studiach doktoranckich rzeczywiście robią
                  (jeśli w ogóle, bo dla większości nawet tego nie ma) 1-2 kursy w ilości 60-
                  90 godzin rocznie i to jest wszystko. Ale są to wyłącznie kursy językowe,
                  żadnych merytorycznych, czyli doświadczenie mają takie jak po pracy w
                  liceum. Jedyna różnica jest taka, że za sypianie ze studentami grozi
                  dyscyplinarka a nie prokurator.
                  > A potem przychodzisz na adiunkta i szef z dnia na dzień daje ci 3 nowe
                  kursy. Zajęcia zaczynasz np. za 2 tygodnie. W ciągu roku możesz dostać
                  spokojnie 300 godzin.
                  Jak się szef rozpędzi, a w programie są kursy semestralne, może dać i
                  siedem kursów (sam dochodziłem do sześciu kursów rocznie, ale nie w
                  pierwszym roku pracy). Sky is the limit i to samo dotyczy ilości godzin -
                  jeśli jednostka prowadzi studia wieczorowe i zaoczne, ktoś przecież musi
                  prowadzić tam zajęcia, a młody doktor na pewno potrzebuje pieniędzy. No to
                  czemu nie dać mu 300 godzin na dziennych, 200 na wieczorowych i 200 na
                  zaocznych? Jest też opcja full wypas - w tych godzinach jest seminarium
                  mgr na dziennych, seminarium mgr na zaocznych i seminarium dyplomowe na
                  wieczorowych - w sumie 45 prac do wypromowania.
                  Dwa tygodnie na przygotowanie? Mój prywatny rekord to: "A dokąd Pan idzie?
                  Przecież za pół godziny ma Pan seminiarium magisterskie z zaocznymi?" -
                  zebranie było w piątek wczesnym popołudniem, a od 17 zaczynał się pierwszy
                  zjazd zaocznych.
                  > Znajomy, która przyszedł do nas po studiach doktoranckich był
                  zszokowany, potem odmówił przyjęcia zajęć ("bo się na nich nie zna") a
                  teraz chyba nosi się z zamiarem rezygnacji z pracy na naszej uczelni.
                  Co roku odchodzą kolejni przerażeni - rekordzista zbiegł przed upływem
                  miesiąca, gdzie dotarło do niego, że za minimalną pensję adiunkta ma
                  wykonywać dwa etaty profesorskie.
                  > Niestety, obecnie praca na uczelni to harówa dydaktyczna, z którą trzeba
                  się uporać za nim weźmiesz się za badania i pisanie wniosków grantowych.
                  A po co pisać wnioski, skoro nigdy nie będzie czasu na to, żeby je
                  wykonać? Zresztą w ogóle pisanie o grantach dla adiunktów-humanistów to
                  czyste science-fiction. Nikt tego głośno nie powie, ale tu obowiązuje
                  survival of the fittest w najczystszej formie. Adiunktów zatrudnia się od
                  wielu lat do wyrotowania - jedyna szansa jest taka, że sami sobie opłacą
                  badania i jakoś sami uściubią na habilitację. Uczelnia jeśli w ogóle jest
                  skłonna pomóc, to w wydaniu rozprawy, ale zainteresowanie tym, jak
                  powstała jest zerowe, wyjąwszy rytualne pokrzykiwania, że trzeba więcej
                  pracować naukowo, bo liczy się tylko nauka (copyright by my dziekan).
                  • flamengista u was jest gorzej 07.06.10, 06:44
                    "młodzi doktorzy prowadzą wyłącznie kursy podstawowe i praktycznego języka
                    obcego, bo wszelkie "wysublimowane" kursy są zarezerwowane dla samodzielnych i
                    to tych starszych wiekiem." - ja mam jednak 2 wykłady monograficzne,
                    zaprojektowane przeze mnie ze sporym wyprzedzeniem.

                    Z tymi nadgodzinami to zależy od katedry. U nas asystenci potrafili wyrabiać po
                    500 godzin semestralnie, ale to były wyjątkowe przypadki. W pewnym momencie
                    nawet wprowadzono limit - powyżej 390 godzin za semestr nie płacą nadgodzin
                    (zrezygnowano z niego, bo jest on sprzeczny z kodeksem pracy). Ale przeciętnie
                    najwięcej nadgodzin u nas wyrabiają... profesorowie:)

                    No, tyle że u nas jeszcze ciągle mnóstwo osób prowadzi dydaktykę także w drugim
                    miejscu...

                    Co do dwóch tygodni na przygotowanie... Ja raz miałem dwa, ale w momencie gdy
                    zaczynałem pracę - o etacie dowiedziałem się w środę, jak również o nazwie kursu
                    który zaczynałem w piątek:)

                    Co do rotacji i odchodzenia - część odchodzi, ale z rotacją jest kiepsko bo mało
                    jest kandydatów na ich miejsce. Szczególnie doktorów. Owszem, sporo ludzi robi
                    doktoraty z ekonomii, ale duża ich część to pracownicy sektora prywatnego,
                    którzy nie chcą rezygnować ze swojej dobrze płatnej pracy. W związku z tym u nas
                    znowu robi się coraz więcej starszych wykładowców...
                  • dala.tata Re: muszę cię rozczarować 07.06.10, 18:11
                    o ile dobrze zrozumialem, fordzie.ka, w rzezcywistosci mowisz o jednej
                    instytucji. rozumiem, ze fajnie by zgeneralizowac, ale tak ogolnie sie nie da.
                    natomiast mam poczucie, ze rzeczywiscie szefostwo tejze jednostki mogloby sie
                    starac o mistrzostwo swiata w indolencji menedzerskiej. ale warto wlasnie
                    pamietac, ze nie mowisz o neofilologicznym podworku, ale wlasnie o konkretnej
                    jednostce.

                    musze powiezdiec, ze w takich warunkach nie da sie pracowac. warto by sprwadzic,
                    na ile takie warunki sa powszechne (opowiesc fla nie jest tak ekstremalna), na
                    ile powszechne sa podobne.

                    patrze sobie na jeden wydzial jednej uczelni i musze poweidziec, ze jest
                    zarzadzany calkiem sensownie. mozna by sie do roznych rzeczy przyczepic, ale
                    mozna tez probowac je zmieniac i one sa zmieniane. ci, ktorzy pracuja na tym
                    wydziale, rowniez pracuje w Polsce i rowniez sa naukowcami. nie generalizowalbym.

                    i zeby bylo smieszniej, w drugim najlepszym ze swiatow, moj osobisty rekord to
                    podjecie z dnia na dzien wykladow, o ktorych nei mialem zielonego pojecia i
                    uratowaly mnei 2 podreczniki w domu, ktore mialem z jakiegos przypadku.
                    wczesniej do tych ksiazek nie zagladalem. przeczytalem rozdzial, nastepnego dnai
                    zrobilem wyklad.

                    ale to sie zdarzylo mi tylko raz. byly to najgorsze wyklady, jakike wyglosilem.
                  • chilly Re: muszę cię rozczarować 07.06.10, 21:12
                    Niestety, stwierdzenia te można uogólnić, choć przypuszczam, że tylko
                    na kierunki, cieszące się wielkim zainteresowaniem tłumów kandydatów
                    na studia. I na ogól jest tak, że "Adiunktów zatrudnia się od wielu
                    lat do wyrotowania - jedyna szansa jest taka, że sami sobie opłacą
                    badania i jakoś sami uściubią na habilitację. Uczelnia jeśli w ogóle
                    jest skłonna pomóc, to w wydaniu rozprawy, ale zainteresowanie tym,
                    jak powstała jest zerowe, wyjąwszy rytualne pokrzykiwania, że trzeba
                    więcej pracować naukowo, bo liczy się tylko nauka".
                    Może być i gorzej. Władze nawet nie udają, że chodzi im o jakąkolwiek
                    (choćby malutką, ot, tyciusieńką) naukę. A każdy, kto postępuje wbrew
                    temu, spotyka się z cichym potępieniem i delikatnymi sugestiami, żeby
                    się nie wygłupiał (pokazując, że jednak można). Większość jednak
                    zadowolona jest z możliwości dodatkowego zarabiania licząc, że tak
                    jak do tej pory "jakoś to było", tak i zostanie na wieki wieków.
                    Zatem, a propos - co z pomysłem reformy SzW? A zwłaszcza z pomysłem 8
                    lat na habilitację z zaleczeniem dotychczasowego stażu? Jakoś
                    przycichło (jesteśmy po konsultacjach i szykujemy ustawę?).
            • eeela Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 04.06.10, 13:45
              > One nie są niestosowne (chyba że uważasz, że rzeczywistość tak w
              ogóle
              > jest niestosowna i powinna zostać zabroniona), informujemy Cię po
              prostu,
              > że większość konkursów w naszym pięknym kraju jest organizowana
              dla
              > konkretnych osób


              Nie tylko w naszym pieknym kraju. W UK to tez dosc powszechne
              zjawisko. Co sie zreszta dziwic, jak ustawiony pracownik naukowy
              aplikuje o jakis grant na szersze badania, to zazwyczaj woli na
              postdoka zatrudnic kogos, kogo zna. Czasami projekt badawczy
              wychodzi od samego swiezo upieczonego doktora, a ustawiony pracownik
              akademicki tylko sprawdza, poprawia i wysyla. Takie rzeczy rzadko
              sie co prawda zdarzaja w mojej dziedzinie, ale juz u mojego lubego
              to jest na porzadku dziennym.
          • ford.ka Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 04.06.10, 13:48
            A teraz będzie konstruktywnie:
            Adiunkt to stanowisko naukowo-dydaktyczne:
            Nauka:
            1. przysięgasz, że za chwilę zrobisz habilitację. Wersja idealna:
            przedstawiasz realny projekt tejże i podajesz termin.
            2. przysięgasz, że masz całe mnóstwo wysokopunktowanych publikacji, które
            skierujesz do druku po podjęciu pracy, żeby punkty szły na konto
            pracodawcy, na poparcie tego stwierdzenia pokazujesz swój dotychczasowy
            dorobek,
            3. przysięgasz, że masz w zanadrzu kilka wniosków o granty, w których
            brakuje jedynie informacji o aktualnym miejscu pracy,
            4. jesteś pod ogromnym wrażeniem dorobku jednostki, gdzie chciałbyś
            pracować, i jej pracowników zwłaszcza tych starszych. Należy nauczyć się
            na pamięć całego dorobku osób, które mogą być w komisji, i recytować go na
            żadanie lub bez, cytując obszerne fragmenty!
            Im mniej musisz kłamać, składając powyższe przysięgi, tym większe szanse
            na sukces.
            Dydaktyka:
            1. zapoznajesz się dokładnie z programem studiów jednostki i wyszukujesz
            wszystkie kursy, które możesz prowadzić z marszu (opcja idealna: możesz
            prowadzić absolutnie wszystkie z wf i bhp włącznie),
            2. proponujesz autorskie kursy, którymi możesz ofertę wzbogacić
            (najprościej jako wykłady monograficzne, bo do tego nie trzeba zmieniać
            programu studiów),
            3. przysięgasz na głowy swoich dziatek, że uwielbiasz prowadzić zajęcia w
            poniedziałek o 8:30 i w piątek od 17:15 do 18:45, i po nocach śniłeś o
            uczeniu na studiach wieczorowych i zaocznych.
            Oczywiście, powyższych odpowiedzi będziesz mógł udzielić wyłącznie wtedy,
            kiedy ktoś zada Ci jakieś pytania...
          • darek12345 Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 04.06.10, 19:55

            > Czy moglby odpowiedziec na moje pytanie ktos, kto dostal prace na
            > podstawie uczciwego konkursu? Jestem kandydatem z zewnatrz, nie
            > znam nikogo z Katedry rozpisujacej konkurs i wszelkie sugestie o
            > konkursie 'pode mnie' uwazam za niestosowne.

            U nas działa to zazwyczaj tak:
            Kierownik jednostki (zazwyczaj kierownik katedry) ma kandydata który ma zostać
            zatrudniony i dopiero wtedy jest "konkurs".
            Tylko to nie oznacza, że zatrudnianie jest wyłącznie po znajomości.
            Często są zatrudniane osoby z zewnątrz (spoza uczelni) bez żadnych znajomości,
            ale tacy kandydaci zgłaszają się zwykle przed formalnym ogłoszeniem konkursu.
            Kierownik katedry będąc przekonany, ze ma dobrego kandydata do pracy ogłasza
            konkurs pod tego kandydata.
            Tak więc sam formalny konkurs nie jest uczciwy, ale całe postępowanie raczej już
            tak.

            A przy okazji chciałbym zapytać w jaki sposób powinna przebiegać według Was
            procedura przyjęcia dobrego kandydata?
            Jakie kryteria powinien spełniać kandydat, żeby można go było uważać za
            obiecującego pracownika? Oczywiście wszystko zależy od dziedziny, ale według
            mnie mile widziane a nawet konieczne są:
            - dobra (a lepiej bardzo dobra) znajomość angielskiego
            - studia magisterskie na dobrej uczelni (najlepiej z oceną bdb na dyplomie)
            - dorobek naukowy w postaci publikacji (mile widziana jedna lub więcej
            publikacji z czasopisma z IF spoza Polski, gdzie kandydat jest pierwszym lub
            bardzo znaczącym autorem)
            - deklaracja, że uczelnia/instytut będzie jedynym miejscem pracy

            Co Wy na to?

            P.S. Pytam, gdyż zapytał mnie ostatnio o to mój kierownik
            • ford.ka Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 04.06.10, 20:26
              > U nas działa to zazwyczaj tak:
              > Kierownik jednostki (zazwyczaj kierownik katedry) ma kandydata który ma
              zostać zatrudniony i dopiero wtedy jest "konkurs". To nie oznacza, że
              zatrudnianie jest wyłącznie po znajomości. Często są zatrudniane osoby z
              zewnątrz (spoza uczelni) bez żadnych znajomości, ale tacy kandydaci
              zgłaszają się zwykle przed formalnym ogłoszeniem konkursu. Kierownik
              katedry będąc przekonany, ze ma dobrego kandydata do pracy ogłasza
              konkurs pod tego kandydata. Tak więc sam formalny konkurs nie jest
              uczciwy, ale całe postępowanie raczej już tak.
              Z doświadczenia potwierdzam, że tak się dzieje, ale z zastrzeżeniem, że w
              jednostkach młodych i dynamicznych (jak instytut istnieje od 1364 roku, to
              zwykle ma dość własnych kandydatów i obcy mu niepotrzebni) i w
              specjalnościach, w których jest relatywnie niewielu wolnych kandydatów na
              rynku (ogłaszanie naprawdę otwartego konkursu nie ma wtedy wielkiego
              sensu, bo nie zgłosi się nikt albo osoby, które wywalono już z wszystkich
              innych miejsc).
              > Jakie kryteria powinien spełniać kandydat, żeby można go było uważać za
              obiecującego pracownika?
              > - dobra (a lepiej bardzo dobra) znajomość angielskiego
              Powiedzmy - "obcego najbardziej przydatnego w dziedzinie" - filologowi
              klasycznemu niemiecki, łacina i greka przydadzą się bardziej.
              > - studia magisterskie na dobrej uczelni (najlepiej z oceną bdb na
              dyplomie)
              Z doświadczenia powiem: strzeż nas Panie Boże przed studentami z samymi
              piątkami! Wiele się po nich można spodziewać, ale nowego to wiele nie
              wymyślą. O wiele większą wagę przykładałbym do pracy mgr. którą oceniający
              kandydata powinien przynajmniej przejrzeć.
              > - dorobek naukowy w postaci publikacji (mile widziana jedna lub więcej
              publikacji z czasopisma z IF spoza Polski, gdzie kandydat jest pierwszym
              lub bardzo znaczącym autorem)
              No to trzeba wszystkich humanistów pogonić z roboty ;) I na ich miejsce
              nikt by się nie znalazł. Ale może w sciences tacy kandydaci istnieją.
              > - deklaracja, że uczelnia/instytut będzie jedynym miejscem pracy
              A będziecie płacić tyle, że starczy na dach nad głową i jedzenie? Bo
              oczekiwanie takich deklaracji w zamian za 1300 netto świadczy o braku
              kontaktu z rzeczywistością. Chyba że mówimy o dziedzinach, gdzie można
              takie deklaracje składać bezboleśnie, bo i tak żadnej innej roboty nie ma.
              Rekomendacje! Konkretna opinia konkretnego człowieka. Chociaż wiem, że
              śnię na jawie, bo w naszym kraju na prośbę o rekomendacje słyszy się
              albo "nie mam czasu" albo "niech pan/pani sama sobie napiszę" :(
              • darek12345 Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 04.06.10, 21:14

                > Z doświadczenia powiem: strzeż nas Panie Boże przed studentami z samymi
                > piątkami! Wiele się po nich można spodziewać, ale nowego to wiele nie
                > wymyślą. O wiele większą wagę przykładałbym do pracy mgr. którą oceniający
                > kandydata powinien przynajmniej przejrzeć.

                Ale przecież ocena bdb na dyplomie mgr nie oznacza, że ktoś miał same piątki. U
                nas zazwyczaj jest tak, że jeśli średnia z poszczególnych przedmiotów jest
                większa niż 4 (np. 4,1) to na dyplomie jest bdb. Być może na niektórych
                uczelniach bdb jest rzadkością?



                > > - deklaracja, że uczelnia/instytut będzie jedynym miejscem pracy
                > A będziecie płacić tyle, że starczy na dach nad głową i jedzenie? Bo
                > oczekiwanie takich deklaracji w zamian za 1300 netto świadczy o braku
                > kontaktu z rzeczywistością. Chyba że mówimy o dziedzinach, gdzie można
                > takie deklaracje składać bezboleśnie, bo i tak żadnej innej roboty nie ma.

                To co napisałem dotyczy adiunkta, czyli osoby z dr, a tu widełki na uczelniach
                zaczynają się od 2500 zł netto. U nas zwykle na początek dostaje się ten dół
                widełek, potem niewiele więcej, ale myślę, że jak do tego dojdzie tzw. socjal
                (trzynastka, dodatek urlopowy itp. - pewnie razem ok. 5000 zł/rok) oraz trochę
                nadgodzin to wyjdzie to średnio 3500 zł/m-c. Myślę, że za tę kwotę można
                oczekiwać zaangażowania odpowiadającemu np. 40 h pracy na tydzień dla danej
                instytucji. Jak osoba będzie aktywna to dorobi sobie jeszcze trochę w grantach,
                projektach UE itp.



                > Rekomendacje! Konkretna opinia konkretnego człowieka. Chociaż wiem, że
                > śnię na jawie, bo w naszym kraju na prośbę o rekomendacje słyszy się
                > albo "nie mam czasu" albo "niech pan/pani sama sobie napiszę" :(

                Dzięki za odpowiedź.
                • oluuu Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 05.06.10, 00:45
                  No właśnie cały problem polskiego szkolnictwa polega na tym, że ludzie około
                  30tki ze stopniem doktora zgadzają się pracować za 3500zł łącznie z dodatkami i
                  nadgodzinami. I zgadzają się "dorabiać", nawet się z tego ciesząc.

                  Spróbuj utrzymać normalny poziom życia 3-4 osobowej rodziny za 2x3500zł (za
                  jedyne 3500zł, czyli mając np. niepracującą żonę, nie wspomnę). Chodzi o pracę
                  na uczelni, czyli pokazując się publicznie i prezentując swoje mądre - w
                  założeniu w porównaniu do słuchaczy - myśli. Nawet mając wszystkie sprzęty, od
                  łyżeczki po mieszkanie, nie da się tego zrobić.

                  Problem w tym, że kandydaci zgadzają się na to, choć można zauważyć już pewne
                  problemy z naborem asystentów za 1500-1700 zł netto. Dobry absolwent ma pracę z
                  taką pensją w 5 minut. A jego rozwój zawodowy do momentu, gdy w końcu nie będzie
                  wybierał najtańszych produktów w supermarkecie, nie będzie trwał 20 lat.
                  • darek12345 Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 05.06.10, 09:43
                    > No właśnie cały problem polskiego szkolnictwa polega na tym, że ludzie około
                    > 30tki ze stopniem doktora zgadzają się pracować za 3500zł łącznie z dodatkami i
                    > nadgodzinami. I zgadzają się "dorabiać", nawet się z tego ciesząc.
                    >

                    Myślisz, że podniesienie płac uzdrowiłoby naukę w Polsce? Ja uważam, że nie.
                    Moim zdaniem spowodowałoby to jedynie większy udział zatrudnionych po
                    znajomości. Przykładem są np. wyższe stanowiska kierownicze w urzędach
                    państwowych, które są obsadzane prawie w 100% bez uczciwych konkursów. Mimo, że
                    płace są bardzo przyzwoite (często powyżej 10000 zł netto), to w niewielkim
                    stopniu to wpływa na jakość tych kadr.

                    Problemem polskiej nauki może być jednak brak systemu motywacyjnego, bo mimo, że
                    są jakieś widełki płac, to zazwyczaj każdy dostaje wynagrodzenie bliskie tej
                    dolnej kwocie. Tak więc motywacja by działać bardziej aktywnie jest niewielka.
                    I z tego powodu lepiej zaangażować się np. w jakiś projekt UE typu "podwyższanie
                    jakości kształcenia..." (którego użyteczność jest bliska 0, ale można na tym
                    zarobić konkretne pieniądze) niż angażować się np. w grant naukowy z
                    ministerstwa (z którego dochody dla pracownika są bliskie 0).
                    • dala.tata Re: ROZMOWA KWALIFIKACYJNA NA STANOWISKO ADIUNKTA 05.06.10, 10:44
                      ja rowniez uwazam ze nie, choc mysle, ze korupcja akademicka bylaby polowa
                      problemu. druga polowa byloby to, ze ludzie zwyczajnie nie sa przyzwyczajeni i
                      nawykli do pewnych praktyk: publikowania na pewnym poziomie, prowadzenia badan
                      za granty z konkursow czy wreszcie przygotowywania sie do wykladow. a na koniec
                      rzetelnego systemu ich oceny. bez wprowadzenia takiego wlasnei systemu nie ma
                      sensu ot tak podwyzszac pensji.

                      i wiem, wiem, przeciez nie ma czasu, przeciez trzeba zarabiac, przeciez trzeba
                      na wakacje pojechac. i nie lekcewazac tych problemow, zanaczylbym ze to problemy
                      konkretnych jednostek. niektorzy sobie radza z tym, inni nie. perspektywa makro
                      moze byc w sprzecznosci w perspektywa mikro i wygraja tylko ci, ktorzy potrafia
                      dokonac 'squaring the circle'.

                      jednak podejrzewam, ze jeszze dlguo nie beda musieli i nadal bedziemy chciec
                      dobrze, a bedzie wychodzic jak zwykle.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka