Dodaj do ulubionych

samotne wieczory

22.09.09, 20:25
jak sobie radzicie tak w samotne wieczory? u mnie każdy wieczór wygląda
niemalże tak samo. Komputer dla zajęcia czasu, trochę książki, ale ile czasu
można przesiedzieć przed szklanym ekranem!? a najbardziej chciałabym po prostu
odpocząć leżąc do góry brzuchem!ale niestety...nie robiąc nic- myślę, a gdy
myślę, jest źle, bo tęsknię niesamowicie;(i zdaję sobie sprawę, jaka to od
ponad roku czuję się samotna:( napisałam to samo na innym forum ,ale tylko tu
czuję się jak u siebie, a pozatym tylko tu ktoś zrozumie, dlaczego nie da się
odpocząć, tak zwyczajnie się zrelaksować, jak kiedyś..u mnie od razu się
uruchamia kaskada myśli..wiecie, tka mi tęskno za Nim, tak nadal
kocham:(kiedyś wieczory były tak przyjemne, baaa!życie było przyjemne!chciało
mi się żyć. A teraz żyję dla dziecka, ale wszystko jest takie bezsensu,
praca,dom, praca, dom. Mam wyrzuty sumienia, że znajduję sobie co chwilkę
jakieś zajęcie, żeby tylko nie myśleć. Chciałabym o Nim rozmyślać,
przypominać, ale to wtedy tak boli..skrywam to tak głęboko w sobie, i mam
wyrzuty sumienia. Ale tak łatwiej dalej egzystować:(życie straciło swój
blask:((bez Ciebie kochanie moje:(((d
Obserwuj wątek
    • isiogrze Re: samotne wieczory 22.09.09, 20:48
      Niestety moje wieczory wyglądają bardzo podobnie...
      Czasami uda się wieczorem pogadać z kimś znajomym o życiu na Skype lub GG...i to
      tyle.
      U mnie toczy się trybem: dzieci, praca, dom...
      Nie sposób się zatrzymać, bo zaraz przychodzi tęsknota.

      Pozdrawiam Cię.
      Bądź dzielna, wychodź do ludzi. Oni sami nie przyjdą... trochę boją się nas..
      jacy jesteśmy..to tak jak dzieci wstydzą się dorosłych ...
      trzeba ich przekonać, że nie gryziemy ;-)

      Sens...? Pamiętaj, ile razy spojrzysz w oczy twego dziecka, zobaczysz w nich
      odbicie swojej miłości...
      • b.wicia Re: samotne wieczory 22.09.09, 21:03
        wiem, że się boją, nie wiedzą, jak się zachować, dlatego skończyłam narzekać,
        że się nie odzywają:)zaczęłam rozumieć i sama się czasem odezwę, gdzieś wyjdę,
        ale sam wiesz jak to jest, chciałoby się spędzić ten czas z tą konkretną
        osobą...z nią gdzieś wyjść, z nią spędzić ten czas..wieczory ze znajomymi nie
        dają tego samego, tęsknota jak była- tak będzie.
        A co do sensu..wiem, kocham te Jej oczka:)dlatego jeszcze tu jestem:)żyję, bo
        Ona mnie potrzebuje,no i ktoś musi Jej powiedzieć, jakiego ma (a raczej dla
        reszty miała) cudownego tatusia, a kto to wie lepiej ode mnie:)
        Również pozdrawiam:)i zajętego wieczoru życzę!
    • ppieprz Re: samotne wieczory 22.09.09, 21:24
      od 10 tygodni moje wieczory wygladaja tak samo: komputer (niemal cały czas
      siedzę na tym forum), czasami telewizor. i już. czasami, baaardzo rzadko,
      pogadam z kimś na gg. generalnie znajomi i przyjaciele o mnie zapomnieli, albo
      udają ze zapomnieli(poza jedną parą) - wiadomo: każdy woli uciekac od rozpaczy -
      lepiej sie śmiać niz płakać...
      od kilku dni jest mi jeszcze gorzej, chyba nawet gorzej niz na początku...
      zaczełam chyba własnie odczuwac samotność... siedzę i rycze cały czas póki nie
      usnę, a jak usne to i tak budze sie co chwila, i potem wstaje taka przybita i
      snuje sie jak zombie jakies... eh, co to za życie...?
      • b.wicia Re: samotne wieczory 22.09.09, 21:35
        tak to niestety będzie...troszkę lepiej, będzie się wydawać, że jest lepiej, a
        tu nagle zonk!znowu wszystko zacznie wracać:( ale damy radę, Hm, sama nie wierzę
        w to, co piszę, ale muszę się pozytywnie nastawić na dobrą noc:)
        • tilia7 Re: samotne wieczory 23.09.09, 12:37
          To samo.Książka,komputer,zabawa z kotem,PUSTKA.Dzieci nie mam,więc
          choc tym się nie martwię.Też nie umiem odpocząc.W tygodniu to
          jeszcze i tak pół biedy, bo jak wracam z pracy to wiadomo, jakoś już
          zleci, choc smutno cały czas.Ale weekendy tragedia.Jestem zmęczona,
          umęczona właściwie,wyczerpana,ale nie umiem siąśc i odpocząc.Nawet
          nie chodzi o to,że uciekam przed myślami o Nim, nie,ja cały czas o
          Nim myślę.Tylko po prostu nie umiem usiedziec spokojnie,zając się
          czymś dłużej,cały czas mnie nosi,jakbym miała takie wewnętrzne
          poczucie,że jeszcze coś da się zrobic,że jest sposób,żeby to nie
          była prawda...Szkoda gadac.
          • inkara Re: samotne wieczory 23.09.09, 14:34
            Zupełnie tak samo... Samotne wieczory! Nie umiem nawet do końca
            skupić się na jakimś filmie... Czytanie zajmie moją głowę tylko na
            chwilę,potem napływają mylśi i nie mogę sie dalej skupić.. odkladam
            książke, zajmę się sprzątaniem,potem Skype, potem jakiś telefon i
            tak robi się poźno i mogę położyć się próbując zasnąć.. Totalna
            wegetacja, marnowanie życia, totalny bezsens... Myślałam aby zająć
            sie po pracy zawodowej, pracą charytatywną... dojrzewa ten pomysł w
            mojej głowie! Jak już wyrośnie "pochwalę"się Wam:)
            Ja mam już życie do bani...świat ze mnie dziś nic nie ma! Nie wnoszę
            nawet radości.. Mi zabrano wszystko co miałam...dlatego chcę pomagać
            innym, widzieć na innych ustach odrobinę uśmiechu.....
            • xxxkarolinkax Re: samotne wieczory 23.09.09, 15:35
              zgadzam sie z wami. wieczorem jest najgorzej. bo jest czas, nie ma tego biegania
              co od rana do południa. po prostu mozna usiąśc. i wtedy włącza się myślenie...
              wspominam, płacze. bo jeszcze tak niedawno uwielbiałam wieczory. bo to był czas
              tylko dla nas - spacer z psem, potem do wypożyczalni po jakiś film, wspólne
              robienie kolacji..i to najpiękniejsze - móc polożyć się obok Niego, wtulić
              najmocniej i upajać się tym szczęściem.

              wieczory sprawiają, że czuje się jeszcze bardziej samotna. Staram się coś robic
              - czytać, ogladać tv, buszowac po internecie, ale to nie pomaga.i ciągle nie
              moge przyzwyczaić się do pustej drugiej strony łóżka:(
            • tilia7 Re: do Inkary 23.09.09, 19:33
              Inkaro nie spiesz się tak z tą pracą charytatywną.Cel piękny oczywiście i na
              potem do zrealizowania.Ale teraz przeżyj swoją żałobę.Bo jesteś chyba niedługo
              sama o ile pamiętam i tak naprawdę to wcale nie chcesz pomagać innym, tylko
              sobie(nie obrażam Cię, sama chciałam być wolontariuszką, ale się zorientowałam,
              że tak naprawdę to chcę zagłuszyć swój ból).I patrzenie na cierpienie innych
              ludzi może Cię w tej chwili dobić.Poza tym przyjdzie taki moment żałoby, kiedy
              będziesz wściekła na cały świat.Trudno wtedy dawać z siebie coś dobrego a jeśli
              robi się to wbrew sobie, to jest to wyczuwalne.Zrobisz oczywiście, jak chcesz.Ja
              tylko dzielę się własną refleksją.Pozdrawiam ciepło
              • jucha32 Re: do Inkary 23.09.09, 19:45
                Samotność...kiedyś ją bardzo lubiłam, teraz jej nie znoszę.Lubiłam
                czasmi pobyć sama.
                Choć nie za bardzo mam zdrowie ja też cały dzień wykorzystuję do
                maksimum: sprzątam, piorę, podlewam kwiatki na skalniku po to, żeby
                na wieczór paść na łóżko i natychmiast zasnąć.
                Gdyby nie moje zmęczenie i natychmiastowy sen, długo
                rozpamiętywałabym to, że obok mnie nikogo nie ma. I jego już nigdy
                nie będzie. To tak cholernie boli.
                • beattrix120309 Re: do Inkary 23.09.09, 22:06
                  Moje dni podobne są do waszych...tez jak Madzia zaśnie siadam do kompa....
                  pobuszuje troszeczkę ...poczytam co na forum tym i innym ( gdzie jestem od 5
                  lat) i pora spać..((
                  Ostatnio czuje się tak zmęczona psychicznie że często idę spać bardzo wcześnie
                  ...ale i tak wstaje zmęczona z brakiem sił na to żeby coś zrobić. Często
                  wszystko robię mechanicznie...wstaje pracuję. Po pracy dużo czasu poświęcam
                  córeczce ...bawimy się czytamy bajki szykujemy kolacje i Madzia idzie spać dość
                  późno bo ok 21,30 ( wysypia się w przedszkolu i później ma problem ze spaniem;))
                  Po tej godzinie mam czas dla siebie...tego czasu jest nie wiele bo za czym
                  uszykuję ciuszki na następny dzień, zmobilizuje siły na ogarnięcie domu to czas
                  poleci do przodu.
                  Gorsze są weekendy....bo dłuższe są dni ..ale za to więcej czasu dla córeczki
                  która jest moim całym światem..)))
                  • justynakm1 Re: do Inkary 25.09.09, 09:25
                    Moje wieczory wygladaja podobnie jak Wasze: po pracy jakis sport,
                    potem cmentarz, potem lazenie po centrcjh handlowych dla zabicia
                    czasu i zeby nie myslec. A jesli zdarzy mis ie, bardzo rzadko,
                    wrociic do domu wczesniej, to zaraz ide spac bo mi sie lzy cisna do
                    oczu i mysli kraza w glowie. jestem tak wykonczona psychicznie, ze
                    zasypiam natychmiast,, choc zdarzaja sie nierzadko takie wieczory,
                    gdy po raz kolejny widze wszytko i bez tabletek nie zasne...
                    teraz idzie jesien i zima i juz mam takie cholerny stres, ze
                    oszaleje. mieszkam sama, wszytkie bliskie kolezanki kogos maja,
                    przyjaciolka mieszka dlaeko za granica a a jedyna kolezanka singiel
                    wlasnie wyjezdza za granice na 6 mies... mozna sie pochlastac..
              • inkara Re: do Inkary 24.09.09, 08:55
                Tak, tilia, zgadzam się z Tobą masz rację..też o tym myślałam i
                rozbierałam ten probelm na czynniki pierwsze. Jednak cały czas ten
                pomysł gdzieś mi w głowie siedzi. Jestem osobą bardzo wrażliwą i
                cierpienie innych może mnie dobić, a z drugiej strony może pokazać
                mi że mam dar życia, zdrowe ręce, które mogą innym pomóc. Biję sie z
                myślami.. Kolejne etapy żałoby zapewne przyjdą. Miałam już falę żalu
                i wściekłości na Jacka, że mnie zostawił, że sama muszę porać sie z
                kłopotami, kredytami, że nie mogę sie przytulić, że nie mam nic itp.
                Na szczęście przeszło, za co go ciągle gorąco przepraszam,że mogłam
                być tak agresywana na niego...
                Już chyba gdzieś o tym pisałam, że przerażają mnie idące zimowe
                wieczory, gdzie godzina 16 będzie końcem dnia i zapanuje nad miastem
                ciemność i wszyscy będą gonić jak najprędzej do domu, aby w cieple
                rodzinnym spędziś dłuuuuugi zimowy wieczór!! Nie mam pojęcia co
                będzie ze mną?? Coraz częściej myśle, że nie dam rady, nie dam rady
                przeżyć świąt! Ludziska, którzy szukać będą prezentów, tłumów w
                sklepach, sprzedaży choinek na każdym rogu ulicy...
                Co wtedy??? nie potrafię żyć sama dla siebie!!!! nie potrafię!!!
    • ls48 Re: samotne wieczory 24.09.09, 09:51
      Inkara, zgadzam sie ze zdaniem Tilii.Przemysl sobie to wszystko jeszcze raz.
      Uważam że jest to pomysł dobry ale jeszcze nie teraz. Teraz musisz myślec o
      ułatwieniu SOBIE życia i uporania sie z tym wszystkim. Ja też od roku przechodzę
      to co Ty i wierz mi że te same problemy mam i ja. Piszesz że nadchodzą dlugie
      wieczory i ludzie biegną do domu bo ktos na nich czeka. Inkara - nie wszyscy
      tak ochoczo biegną bo różnie w różnych domach jest. Niektorzy pewnie chętnie
      biegliby gdyby wiedzieli że w domu czeka na nich spokój.Staraj się robic to co
      lubisz, czytaj, wychodż , zapraszaj znajomych.To po jakimś czasie pomaga. Ja
      zawsze sobie wmawiam, że to co bylo juz nigdy nie wróci i teraz musze sama sobie
      radzic i przystosowac sie do sytuacji. Pozdrawiam Cie serdecznie. Jak będziesz w
      dolku napisz do mnie na gg. Właśnie po to chciałam żebysmy sie wymienily
      numerami gg, że jak jest kiepsko (a jest zawsze) to chociaż można z kimś pogadać
      kto przeżywa to co my. cieplutko tule Cie do serca.
      • tilia7 Re: samotne wieczory 24.09.09, 13:47
        Inkaro,ja też jestem przerażona samotnymi zimowymi wieczorami,na
        myśl o świętach robi mi się słabo i ogólnie czuję mniej więcej to
        samo co Ty.Ale też wiem już na pewno,że teraz nie jestem w stanie
        nikomu naprawdę pomóc i co bardzo ważne:NAJWAZNIEJSZA TERAZ JESTEM
        JA,bo jeśli sobie samej nie pomogę to po prostu tego nie
        przezyję.Złośc na Jacka piszesz - to jest inny etap.Ja teraz,po
        prawie pół roku jestem wściekła na cały świat tak wściekła, że
        chciałabym go zniszczyc doszczętnie za to,że ośmiela się byc.Też
        zawsze byłam bardzo wrażliwa na cudze cierpienie.W tej chwili nie
        tylko nic mnie to nie obchodzi ale mam czasem w sobie tyle agresji
        że potrafiłabym byc okrutna nawet wobec tych którzy potrzebują
        pomocy.NIC MNIE NIE OBCHODZĄ ZUPEŁNIE NIC.I jeszcze jedno.Żałoba
        wyczerpuje nasze siły,więc ten czas, którego nie chcesz i z którym
        nie wiesz co zrobic wykorzystaj na odpoczynek.To trudne, bo myśli
        nie dają spokoju,ale trzeba odpoczywac,spac, leżec i nic nie robic,
        pogapic się w okno albo zając się czymś co lubisz jeśli jest w tej
        chwili coś takiego.Dbaj teraz o siebie.Jak staniesz na
        nogi,przeżyjesz te wszystkie okropne uczucia i nadal będziesz
        chciała pomagac innym to wtedy będzie na to czas.
    • wiolawarszawa Re: samotne wieczory 24.09.09, 19:17


      Samotne wieczory niewątpliwie są przytłaczające szczególnie gdy
      odwracam głowę w bok a tam jest... pusto... gdy dotykam dłoniom
      Jego poduszki i nie czuję Jego obecności...gdy miejsce w którym
      powinnam czuć swoje szczęście czuję nicość -wielką przepaść, której
      nie mogę znieść ani zaakceptować. Śpię po „swojej” stronie nie
      zajmując Jego miejsca, które czeka na Niego z myślą i nadzieją, że
      będzie jak dawniej....
      Czasem kładę głowę na Jego poduszkę kładąc na niej bluzę, która
      pachnie całym Nim.... Otulam się Jego zapachem i ... marzę, że
      jest...
      Lecz niestety ta pusta strona łóżka ... jest jak okręt któremu silny
      wiatr poszarpał i połamał wszystkie żagle.. i nie może już dopłynąć
      do brzegu... dryfuje gdzieś na morzu i nie ma siły wrócić do swojego
      portu...
      Lecz jak dla mnie weekendy są najgorsze ....tą pustkę odczuwam po
      stokroć mocniej... Nie mam pomysłu na dalsze życie... Weekendy
      najmocniej przypominają mi o mojej samotności o tym co było a czego
      już nigdy nie będzie... Czasem gdy mam gorsze dni chciałabym
      wypłynąć gdzieś w morze i zatopić swój statek ... pozostać na dnie
      do którego nikt nie ma dostępu....
      Brak mi mojego Męża dla, którego....byłam najważniejsza... który
      otaczał mnie miłością bezwarunkową.... Żal, pustka, ból i poczucie
      NICOŚCI.... poczucie niepojętej BEZRADNOŚCI.... Nie tak miało być...

      • inkara Re: samotne wieczory 28.09.09, 21:52
        ..coraz zimniej, coraz ciemniej..coraz szybciej wracam po pracy do domu..Zamykam
        drzwi i nie wiem co ze sobą zrobić! Nie wytrzymuję już bez jego ramienia
        wtulenia się i pocałunku! Ileż można całować zdjęcia?? tulić się do jego koszuli?
        Kolejny samotny wieczór, kolejna samotna noc i poranek... już bez
        zapachu zaparzonej kawy.. Nic już nie ma! I nic już nie będzie..
        Siedzę w wielkiej ciszy, odgłosy to tylko stukająca klawiatura... Nie umiem się
        w tym świecie odnaleźć? nie potrafię żyć sama dla siebie!! Kiedy Cię zobaczę
        kochanie? Kiedy mnie znowu przytulisz? Oddam wszystko za ten moment! Całą
        siebie..........czekam tu na Ciebie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka