Dodaj do ulubionych

uzależniony

01.10.09, 13:53
Właśnie przeczytałem artykuł o kobietach kochających za bardzo, uzależnionych od miłości (www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,7051812,Kobiety__ktore_kochaja_za_bardzo.html). Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie jestem facetem uzależnionym od miłości. przypadki opisane w tym artykule w pewnych kwestiach pasują do moich własnych doświadczeń. Zrobiłem sobie nawet testy, które znalazłem na stronie fundacji, o której mowa w tym artykule. Wyniki potwierdzają moje przypuszczenia, ale... te testy skierowane są do kobiet i moje pytanie: czy działają one w drugą stronę i czy może ktoś wie, czy gdzieś w internecie są takie strony dla facetów.

Mam żonę i małe dzieci. Mój związek przechodzi problemy, żeby nie powiedzieć - kryzys. Ciągle zastanawiam się po czyjej stronie leży wina, wyczuwam jakiś opór przed chęcią zrozumienia mnie przez moją żonę, niepewność co do własnych zachowań, decyzji, postanowień, słów - już mnie to męczy. No właśnie: i jeszcze użalanie się nad sobą, ale to już tak na marginesie.

Stąd moje pytania.
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: uzależniony 01.10.09, 15:21
      Ciągle zastanawiam się po czyjej stronie leży wina,

      takie zachowanie to imho gwozdz do trumny zwiazku.Mysle, ze jesli
      zamiast medytowac postarasz sie byc dobrym mezem - nie jakims
      wyjatkowym, tylko zwyczajnie dobrym (podzial obowiazko po polowie,
      szczere zainteresownie partnerka i dzieleni sie z nia swoimi
      sprawami, to tak na poczatek) to zobaczysz realne zmiany rowniez w
      zachowaniu zony.
      • gagu Re: uzależniony 02.10.09, 10:33
        Nie chcę za bardzo wchodzić w dyskusję, swoją sytuację opisałem tylko po to, żeby niejako wytłumaczyć się mojej obecności na tym forum. Muszę jednak odpisać Tobie parę słów, bo przecież zawsze uważałem, że lepiej być tym wyjątkowym, a nie jakimś zwyczajnie dobrym. Już samo to, że staram się być tym wyjątkowym, znaczy, że jestem zwyczajnie dobrym. Poza tym jeśli nie ma podziału obowiązków po połowie, to znaczy, że nie jestem już zwyczajnie dobrym? Chyba nie.
        Mój problem nie wynika z braku podziału obowiązków, z braku szczerego zainteresowania partnerką, z braku dzielenia się z nią swoimi sprawami itp. Wręcz przeciwnie, wszystko to funkcjonuje, przynajmniej funkcjonowało, do czasu kiedy zauważyłem, że moja żona zwyczajnie zmienia znaczenie moich słów, wyciąga zbyt daleko idące wnioski niczym nie poparte, wytaczając przy tym przeciwko mnie ciężką artylerię. Często kończy się na kłótniach i bezpodstawnych oskarżeniach, z oskarżaniem mnie o romanse włącznie.
        Dlatego ten post, bo zastanawiam się bardzo nad sobą, bo może ja nie dostrzegam, że problem leży jednak po mojej stronie. Wiem, na pewno jakaś terapia małżeńska pomogłaby tu. Niestety, jak na razie tylko ja jestem zdecydowany na nią, partnerka nie.
        • kicia031 Re: uzależniony 02.10.09, 12:00
          Poza tym jeśli nie ma podziału obowiązków po p
          > ołowie, to znaczy, że nie jestem już zwyczajnie dobrym? Chyba nie.

          To kwestia kryteriow. Dla mnie czlowiek, ktory wykorzystuje inna
          osobe nie jest dobrym czlowiekiem. A takim wykorzystywaniem jest
          nierowny podzial obowiazkow, co skutkuje tym, ze jedna osoba zasuwa,
          by druga mogla odpoczywac.
          • gagu Re: uzależniony 02.10.09, 13:26
            Odchodząc trochę od tematu przewodniego, chciałbym zauważyć, że zdarzają się takie sytuacje, kiedy nie można wprowadzić równy podział obowiązków. To nie jest takie proste. Co jeśli jedna ze stron załóżmy długo pracuje, jeździ na częste delegacje służbowe? Czy druga strona ma czekać miesiąc na wyrzucenie śmieci, tylko dlatego że jest równy podział obowiązków?
            Jeśli obie strony zgodziły się na taki układ jaki opisałem powyżej (tzn chodzi o częste delegacje) to wiadomo, że nie będzie równego podziału obowiązków w domu. Czy wtedy taki człowiek rzeczywiście nie jest dobrym człowiekiem? A może stara się nadrobić te częste wyjazdy, czymś innym, np. szczerym zainteresowaniem drugą stroną, o czym pisałaś wcześniej.
            Z pełnym szacunkiem, ale chyba trochę upraszczasz sprawę.
            Oczywiście, to co opisałem powyżej opieram na własnych doświadczeniach. Miałem częste wyjazdy służbowe, zgodziliśmy się na nie, zaakceptowaliśmy je wspólnie. Niestety, mimo tego, że moja partnerka miała świadomość z czym wiążą się moje częste wyjazdy służbowe, ciągle słyszałem od niej, że nie wywiązuje się z własnych obowiązków (przykładowe nieszczęsne wyrzucanie śmieci). Czy to jest w porządku, że zarzuca mi się nierobienie czegoś, czego nie jestem w stanie zrobić? Czy to rzeczywiście oznacza, że nie jestem dobrym człowiekiem? Chyba nie.
            Postanowiłem rozwiązać problem wyrzucania śmieci, teraz wywiązuje się z tego w 100%. W jaki sposób? Zmieniłem pracę, na taką, gdzie nie ma wyjazdów służbowych. To chyba pokazuje jakim jestem człowiekiem.
            I mimo, że jestem teraz codziennie w domu, nadal uważam, że nie można podzielić obowiązków równo, jest to po prostu niemożliwe i nie chodzi tu o wykorzystywanie kogokolwiek.
            Dlaczego? Oto inny przykład z życia: moja żona przychodzi zmęczona z pracy, miała ciężki dzień, boli ją głowa, ma miesiączkę, ma prawo. Kładzie się w sypialni, zasypia. Ja zrobię wszystko, żeby mogła spokojnie odpocząć, naprawdę WSZYSTKO. Odwrotna sytuacja, ja przychodzę zmęczony z pracy, miałem ciężki dzień i wszystko to samo poza miesiączką (z racji tego, że jestem facetem), też mam prawo. Kładę się w sypialni i zanim zasnę, słyszę, że znowu nic nie robię w domu, że wszystko na jej głowie. Wybaczam mojej żonie, bo ją kocham. Chociaż jestem na nią wściekły.
            I tu wracam do pytań jakie zadałem w pierwszym poście.
            • kicia031 Re: uzależniony 02.10.09, 15:19
              Ja dlugo pracuje i wyjezdzam sluzbowo, a moj partner ma taka prace,
              ze 2 do 4 dni w tygodniu nie ma go w domu - no chcyba ze jakims
              cudem trafi mu sie projekt w naszym miescie.

              A jednak potrafimy sie tak podzielic obowiazkami, ze zadne z nas nie
              czuje sie wykorzystywane. Wyszukujesz problemy delikatnie mowiac
              smieszne - jak cie nie ma, to 100% obowiazkow na glowie partnerki,
              jak wracasz, to to nadrabbiasz, by ona mogla odpoczac. naprawde
              takie trudne?

              Widze, ze piszac o podziale obowiazkow domowych dotknelam czulego
              punktu. A co by bylo, gdybys robil wiecej niz polowe?
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: uzależniony 03.10.09, 22:29
              Myślę, że tak zwane " kochanie za bardzo " może dotyczyć obu płci.
              Różne moga być, natomiast, tego przejawy u mężczyzn i u kobiet.
              Zresztą mam wrażenie, że sam termin " kobiety, które kochają za
              bardzo" jest związany z współczesną tendencją do klasyfikowania
              pewnych zjawisk społecznych przez zamerykanizowane poradnictwo. Jest
              hasłem zawierającym duże uproszczenie, a przez to mylącym. Stanowi
              też dobre i chwytliwe opakowanie na produkt znany od lat.
              Kryje się za tą nazwą zjawisko wchodzenia w związki uzależniające,
              w których jeden z partnerów traci mimowolnie swoją autonomię, gdzie
              brutalnie naruszane są granice , gdzie nie ma dbałości o równowagę
              w związku, gdzie występują tendencje sado-masochistyczne ( czywiście
              nie w sesnsie seksualnym ) oraz gdzie jest dużo uległości i
              podporządkowania oraz występuje izolacja związku lub jednego z
              partnerów od świata zewnętrznego.
              Napisał Pan o swoim małżeństwie parę słów, wypowiedział się Pan w
              paru kwestiach i odpierał Pan zarzuty "kici". Tylko z sygnałów w ten
              sposób mi dostępnych wydaje się, że nie pasuje Pan do w/w opisu.
              Problemy małżeńskie może istnieją, ale nie na tym chyba polegają.
              Agnieszka Iwaszkiewicz
              • kicia031 Re: uzależniony 04.10.09, 14:09
                Przypominam szanownej pani expert, ze nazwy wlasne piszemy z duzej
                litery, nie w cudzyslowiu.
              • gagu Re: uzależniony 05.10.09, 07:48
                Bardzo dziękuję Pani Agnieszko za odpowiedź.
                Rozumiem, że została ona oparta na kilku moich wypowiedziach, nie obejmujących w żadnej mierze nawet części i skali problemów, jednakże jest ona dla mnie cenna (pierwsze wrażenie na ogół jest ważne i często potwierdza nasze przypuszczenia). Z jednej strony uspokoiła mnie, z drugiej zaś zaniepokoiła, gdyż to oznacza, że muszę dalej szukać przyczyn zaistniałej u mnie sytuacji.
                Uwagi Kici też biorę sobie do serca, chociaż wydaje mi się, że wszystko to o czym piszesz, już przerabiałem, wprowadzałem w życie. Naprawdę nie jestem tak złym facetem, jak to wynika z Twoich wypowiedzi, nie wiem, może argumentacja u mnie nawala :)
                No tak, wszystko dziś próbuje się zaszufladkować, nadać nazwę, udowodnić, że wszystko jest tak bardzo proste. Rzeczywistość pokazuje jednak, że na to gdzie jesteśmy w chwili obecnej, jak toczy się nam życie, składa się wiele, bardzo wiele czynników, decyzji jakie podejmujemy: tych dobrych jak i tych błędnych. Znaleźć te błędy, zrozumieć i eliminować je, ale nie pielęgnować, to jest droga do sukcesu. Pewnie odkrywam tu Amerykę, ale czytając to forum, które sobie cenie, mam czasami wrażenie, że niektórzy użytkownicy zapominają o tym.
                Bardzo chciałbym porozmawiać o swoich problemach z kimś trzecim, bardzo chciałbym pójść z moją żoną na terapię małżeńską, która wierze, otworzyłaby mi oczy na wiele spraw, o których nawet mogę nie mieć pojęcia. Nie mogę jednak przekonać żony, ona po prostu nie chce uczestniczyć w takich spotkaniach...
                • agnieszka_iwaszkiewicz Re: uzależniony 05.10.09, 08:24
                  W istocie wprost odniosłam się do jedynie do Pana pytania z pierwszego wpisu w
                  wątku, choć brałam pod uwagę i to co Pan pisał potem. Dlatego w nie m mojej
                  odpowiedzi jakiekolwiek próby diagnozowania czy rozumienia Pana sytuacji
                  małżeńskiej, która być może jest skomplikowana. Zresztą Pan o też szczegółowo
                  nie opisał tej sprawy.
                  Chcę natomiast odnieść się do decyzji o terapii małżeńskiej. Jeśli żona nie chce
                  się na nią zdecydować, a Pan jest gotów na pracę nad sobą, warto zatem pójść na
                  terapię indywidualną. Może ona być nawet krótkoterminowa, zawężona do Pana
                  relacji z żoną. Warta rozważenia w takich sytuacjach jest terapia grupowa. Wtedy
                  lepiej zrozumie Pan swoją pozycje w małżeństwie, a zmiana jaka się w Panu
                  dokona może zmienić małżeństwo lub zachęcić żonę do terapii małżeńskiej. Kiedy
                  żona tak radykalnie odmawia współpracy w tym zakresie, a Pan ma różne
                  wątpliwości co do związku i siebie, nie ma sensu tkwić w niemożności
                  spowodowanej przez żoną. Agnieszka Iwaszkiewicz
                  • gagu Re: uzależniony 05.10.09, 09:02
                    Jeszcze raz, bardzo dziękuję za odpowiedź.
                    Prawdę mówiąc, nie rozważałem terapii indywidualnej, gdyż uważam, że tylko wspólna terapia, moja z żoną, może naprawdę przynieść korzyści temu związkowi. Ja mogę przedstawić tylko swój punkt widzenia, natomiast żony nie: przecież mogę źle odbierać słowa, zachowania mojej żony.
                    Terapii grupowej wogóle nie brałem pod uwagę, ale rzeczywiście może to być jakieś rozwiązanie.
                    Myślę, że głównym powodem problemów w naszym związku, chociaż na pewno nie jedynym, jest brak zrozumienia partnera, zarówno z mojej strony, jak i ze strony małżonki. W grę wchodzą także nasze charaktery, nie należymy do łatwych osób: uparte, twardo stojące na swoich stanowiskach, chęć dominacji nad partnerem, to tylko niektóre z naszych "zalet", do których zresztą otwarcie się przed sobą przyznajemy. W takiej sytuacji wydaje mi się, że chyba tylko wspólne spotkania mogą przynieść oczekiwane rezultaty.
                    Jeszcze raz, bardzo dziękuję za zainteresowanie się tym wątkiem i dziękuję za to co Pani napisała, mając świadomość, że nie mogę tego traktować jako próbę diagnozowania mojej sytuacji. Jednak muszę przyznać, że ukierunkowała mnie Pani na pewne możliwe rozwiązania.
                    • kicia031 Re: uzależniony 05.10.09, 09:31
                      Czyli chesz, zeby zmienila sie zona... A to tak nie dziala. Mamy
                      kontrole tylko nad wlasna zmiana i od niej nalezy zaczac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka