Dodaj do ulubionych

moja wina?

31.10.09, 15:21
Witam,

może jak ktoś tak z boku przeczyta moje wątpliwości to mi coś
mądrego podpowie, bo ja już nie mam siły ani pomyśłu co dalej :(
Jesteśmy małżeństwem od 2,5 roku a znamy się ponad 5 lat (5
mieszkamy razem), mamy 2-letniego synka, mieszkanie - wprawdzie na
kredyt ale nasze, takie wyczekane.
Mąż jest ode mnie starszy o 12 lat i niestety po tzw. przejściach
(ma za sobą 2 małżeństwa i z każdego z nich dziecko).
Starszego syna wychowywał sam, teraz syn mieszka sam, zostawiliśmy
mu mieszkanie, bez kredytu i w pełni wyposażone, córka została z
drugą żoną.
Ja siedzę w domu z dzieckiem ale mam dochód tzn. pomagają mi
finansowo rodzice, mąż na początku bardzo się z tego cieszył a teraz
ma z tym problem, że teściowa mu udowadnia, że nie jest w stanie
utrzymać rodziny. I teraz jak rodzice dali mi samochód - o czym
wcześniej wiedział, to tak się wkurzył, że się wyprowadził z
powrotem do syna.
Stwierdził, że nie jestem jego żoną tylko córeczką mamusi.
Zresztą ta wyprowadzka to już nie pierwszy taki wybryk.
Nigdzie nie wychodzimy razem, poza obiadami u rodziców moich czy
jego w niedzielę, bo twierdzi, ę mu szkoda na kino 50 PLN.
Zawsze to ja do niego dzwoniłam, probowałam rozmawiać i wracał ale
teraz się zaparłam i nie dzwonię. Odezwał się po 10 dniach z
pytaniem czy potrzebuję pieniedzy dla synka.
Jak myślicie powinnam znowu wyciągnąć do niego rękę, czy dać sobie w
końcu spokój?
Jest mi cholernie ciężko, tęsknię za nim, dziecko go szuka ...
Boję się, że jak go poproszę to wróci ale za tydzień, miesiąc ...
znowu będzie tak samo ...

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: moja wina? 31.10.09, 15:49
      Chociaż opis pana mnie osobiście zniechęciłby do wiązania się z nim, to w jednym
      przyznaję mu rację "Stwierdził, że nie jestem jego żoną tylko córeczką mamusi.
      "- a wiesz dlaczego? Jesteś mężatką, dorosłą osobą, masz dziecko i męża i
      uważasz, że normalne jest, iż twój dochód to pieniądze od rodziców.Dla mnie to
      kuriozalne, o ile mogę zrozumieć, że rodzice podarowali ci w prezencie
      samochód, to utrzymywanie dorosłej kobiety przez mamę i tatę i wpisywanie to
      jako swój dochów w związkum jest śmieszne.
    • enith Re: moja wina? 31.10.09, 18:15
      Orso_orso, idź ty dziewczyno do pracy i weź w końcu współodpowiedzialność finansową za rodzinę, którą założyłaś. Masz męża, dziecko, jesteś dorosła, a ciągniesz kasę od rodziców i jeszcze nazywasz to swoim "dochodem". Rozumiem, że "emeryturę" też będą ci wypłacać rodzice? Mąż ma prawo być zły, bo faktycznie wygląda to tak, jakby ciebie utrzymywali rodzice. Ja nie wątpię, że finansowo wam się nie przelewa, w końcu mąż ma dwoje dzieci z poprzednich małżeństw i pewnie płaci alimenty, ale ty, jako mądra żona, zamiast brać pieniądze od swoich rodziców, powinnaś wziąć sprawy w swoje ręcę i dołożyć się do domowego budżetu z własnych zarobionych pieniędzy. Jeśli to rodzice cisną na pomoc finansową, otwórz konto swojemu dziecku, a ich wnukowi i niech wpłacają te pieniądze tam, z zaznaczaniem, że to np. na edukację czy mieszkanie dla wnuka w przyszłości.
      Do myślenia daje też fakt, że facet był już dwukrotnie żonaty i rozwiedziony. Coś mi podpowiada, że nie z wyłącznej winy poprzednich żon. Ucieczka z domu (piszesz, że nie pierwsza) świadczy o tym, że pan nie potrafi rozwiązywać problemów i może woli je przeczekać, a może ignorować. No cóż, jak tak dalej pójdzie pan zostanie potrójnym rozwodnikiem. Wyciągnij rękę do męża, niech wraca do domu i przeprowadźcie poważną rozmowę o rodziców pomocy finansowej, twoim siedzeniu w domu, jego ucieczkach z domu, gdy pojawiają się konflikty. Może warto zasięgnąć pomocy terapeuty, jeśli nie dajecie rady się porozumieć?
      • izabelski Re: moja wina? 31.10.09, 18:35
        cos mi sie wydaje, ze sytuacja tu opisana to tylko jedna migawka...

        na pewno sa glebsze powody takiego zavhowanai obojga partnerow
      • aandzia43 Re: moja wina? 31.10.09, 21:34
        enith napisała:

        > Orso_orso, idź ty dziewczyno do pracy i weź w końcu
        współodpowiedzialność finan
        > sową za rodzinę, którą założyłaś. Masz męża, dziecko, jesteś
        dorosła, a ciągnie
        > sz kasę od rodziców i jeszcze nazywasz to swoim "dochodem".

        Dziecko ma dopiero dwa lata. Czy jeśli Orso zrobi tak, jak wiele
        Polek, czyli pójdzi do pracy, a dziecko powierzać będzie codziennie
        babci, to nie będzie to według ciebie korzystanie z pomocy rodziców?
        Pomocy de facto finansowej, bo babci się nie płaci za opiekę nad
        wnukiem, a niańce, którą na jej miejsce trzeba by zatrudnić, już
        tak. I czasem jest to znacząca dla budżetu domowego suma. I ciekawe,
        czy w takiej sytuacji mąż też histerycznie pokrzykiwałby, że
        teściowa udowadnia mu brak wydolności w sprawowaniu męskiej opieki
        nad rodziną. Moim zdaniem mężu ma problem z zaakceptowaniem faktu,
        że niekoniecznie wyrabia na zakrętach finansowo. A w takich
        przykrych okolicznościach przyrody, żeby uratować resztki dobrego
        mniemania na swoj temat, trzeba znaleźć sobie na gwałt czarownicę do
        spalenia.
        • marzeka1 Re: moja wina? 31.10.09, 22:46
          "Moim zdaniem mężu ma problem z zaakceptowaniem faktu,
          że niekoniecznie wyrabia na zakrętach finansowo. "- a nie uważasz, aandziu43, że
          skoro dziewczyna wzięła i związała się z tzw. panem z przeszłością w postaci 2
          dzieci z poprzednich małżeństw i zobowiązań z tego wynikających, to może zamiast
          oczekiwać, że pan da radę wszystkich utrzymać, po prostu samej także pójśc do
          pracy, by wspólnie tworzyć nowy związek, a nie pisać bzdury,że ma dochód, bo
          rodzice je coś tam dorzucą na utrzymanie. Prezent w postaci samochodu jest
          hojny, ale OK, ale nie w porządku jest utrzymywanie dorosłej córki, która jest
          mężatką, bo w ten sposób ona sama nigdy nie dorośnie.
          Prawda chyba jest taka,że winne są obie strony, nie ma tu jednego winnego.
          • aandzia43 Re: moja wina? 01.11.09, 14:02
            Określenie "dochód" jest niefortunne, zgadzam się. Ale jest to
            realna suma pieniędzy, zastrzyk finansowy dla rodziny, cegiełka do
            domowego budżetu. Skąd by nie pochodziła. I dajmy już spokój temu
            niesczęsnemu "dochodowi". Co do pracy zawodowej młodej matki:
            najprawdopodobniej Orso pójdzie do niej, i to już niedługo - dziecko
            wszak rośnie. Problem w tym, że to facet ma chyba problem. Rodzice
            wspomagają dorosłe dzieci, jeśli ich na to staći i jeśli mają taką
            wolę. Robią to w postaci jednorazowych darowizn, w postaci
            regualrnego dofinansowywania na konkretny cel (studia, sytyacja, gdy
            młoda matka nie pracuje, bo zajmuje się małymi lub chorymi dizećmi,
            konkretne prezenty dla wnuków itp.). I nie ma w tym nic dziwnego i
            niespotykanego. Niektórzy faceci natomiast mają poważny problem z
            zaakceptowaniem tych podarunków, bo godzi to w ich instykt
            terytorialny. Są w stanie patrzeć bez większego bólu na niedostatek
            rodziny (sami oczywiście dupy nie ruszą w kierunku poprawy
            sytuacji), ale w szał wpadają, gdy rodzina (jego, czy żony) wychyli
            sie z jakąś pomocą. Dary trzeba umieć przyjmować, a nie każdy
            posiadł tę trudną sztukę.
            Ma się rozumieć, że Orso powinna podjąć pracę zawodową. Wtedy
            zapewne pomoc finansowa ze strony jej rodziców ustanie. Albo, jeśli
            rodzice są zasobni, będzie trwała nadal, tylko obdarowywane będą
            wnuki. To, co dziadkowei robią ze swoją kasą, to doprawdy tylko ich
            sprawa.
            • aandzia43 Re: moja wina? 01.11.09, 14:15
              Zastanawiam się, czy wejście w związek z osobą, nazwijmy to:
              niezamozną, oznaczać ma życie na poziomie jej możliwości
              finansowych? Czy aby nie urazić dumy pana i władcy koniecznie trzeba
              odrzucać przejściową nawet pomoc rodziny czy na przykład spadek? Bo
              gdy już Orso, czy inna dziewczyna w jej sytuacji, podejmie pracę
              zawodową i uzyska niezłe zarobki, będzie przypuszczalnie i tak
              wnosić do domowego budżetu sumy większe niż jej obciązony podwójnymi
              alimentami mąż. I co on wtedy na to? Dalej będzie się wyprowadzał,
              wprowadzał, strzelał focha i paranoicznie doszukiwał
              się "wypominków" teściowej, "wypominków' żony, która zarabia więcej,
              lub przynajmniej tyle samo, co on?
              • marzeka1 Re: moja wina? 01.11.09, 15:29
                Aandziu, zachowanie pana i jego fochowanie to jedno, ale dziewczyna związała się
                z podwójnym rozwodnikiem z przychówkiem z postaci 2 dzieci, więc oczekiwanie,że
                będzie stał super z kasą jest chyba niepoważne, no chyba że facet ma własną
                świetnie prosperującą firmę i stać go na alimenty dla tuzina "porobionych" po
                drodze dzieci. Ale tu tak nie jest.
                • aandzia43 Re: moja wina? 01.11.09, 15:43
                  Może się mylę, ale ja nei zauważyłam, by Orso oczekiwała, że "będzie
                  super z kasą" z jego strony. Myślę, że akceptuje go takim, jaki
                  jest. A że ma małe dziecko i na razie nie pracuje, korzysta z
                  pomocy zasobnych i szczodrych rodziców. To chyba nie jest jakaś
                  dewiacja życia rodzinnego w tej sytuacji? Moim zdaniem to facet ma
                  problem ze stosunkiem do pieniędzy i instynktem terytorialnym i co
                  by nie zrobiła żona, on będzie walił focha. No chyba, ze żona w
                  ramach pielęgnowania jego niezdrowego ego postanowi klepać biedę.
                  Ale tu powiedziałabym, że jest nieodpowiedzialną matką i nie dba o
                  interes dizecka. Jak dzieciak podrośnie, niech szuka dobrej pracy,
                  inwestuje w siebie, od starych bierze kasę wyjątkowo i tylko dla
                  dziecka (lub wyjątkowo na swoje kształcenie) i nie szuka stabilnego
                  wsparcia w męzu, bo coś mi zdaje, że go nie znajdzie. Chyba że facet
                  popracuje nad sobą.
    • basia9989 Re: moja wina? 31.10.09, 21:15
      Witaj orso_orso.Podobne mam zdanie do moich przedmowczyń i wydaje mi się że nie
      tylko poszło o kase od rodiców ale zapewne o alimenty jakie ten pan płaci.Z
      regóły tak jest że jeżeli jedna osoba jest z bagażem doswiadczeń a druga dopiero
      startuje to jakos nie widze aby było ok u was.Sama mam troszku inne problemy ale
      zawsze wyjasniamy zaistniała sytuację i szczerze powiem z własnego doswiadczenia
      czasem jest dobrze posłuchac rad drugiej osoby.Wszystko zapewne sie wyjasni u
      was i tego ci zycze.Powodzenia
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moja wina? 31.10.09, 21:38
      Myślę, że to jednak Pani winna zrewidować swój stosunek do Waszego związku.
      Warto uznać zarzuty męża i zastanowić się jak zmienić swoją sytuację i pozycję w
      związku. Warto też zastanowić się nad sytuacją męża. Jest to jednak dorosły,
      dojrzały, doświadczony mężczyzna. Ma prawo czuć się niewygodnie w sytuacji, w
      której teściowie na spółkę z nim utrzymują jego żonę. Być może jest na tym
      punkcie bardziej wrażliwy i trzeba to uwzględnić. Dlatego należy czym prędzej
      zaaranżować rozmowę na temat Waszych finansów. To czy będzie za tydzień czy za
      miesiąc tak samo zależy także od Pani. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • kol.3 Re: moja wina? 01.11.09, 08:45
      Doskonale było wiadomo, że pan płacący alimenty na 2 dzieci, po dwóch
      rozwodach będzie miał bardzo uszczuplone finanse a jego zdolności do
      tworzenia związku też stoją pod znakiem zapytania. Należało sobie to
      policzyć i uświadomić przed wiązaniem się z nim. Twoi rodzice jak
      widać spodziewali się że mimo opisanej sytuacji Twój mąż powinien Ci
      zapewnić takie podstawowe rzeczy jak samochodzik i utrzymanie na
      wychowawczym. A tu kicha. Twoja matka skoro Ci daje pieniądze, nie
      powinna mężowi wypominać tej pomocy. Pozostaje Ci pogodzić się z tym
      co jest i samej zacząć zarabiać.
      Odseparuj matkę, wróć do pracy i popracujcie nad Waszym związkiem.
      • fajny-dom Re: moja wina? 01.11.09, 19:45
        Zgadzam się z wypowiedzią kol.3 tylko jednym zdaniem można to
        posumować:"wiedziały gały co brały" i nie ma co liczyć na pomoc rodziców.Facet
        jest odpowiedzialny co można sądzić po tym jak zadbał o poprzednie dzieci...(a
        zarobić można owszem ale na trzy rodziny...)Trzeba iść do pracy,a dziecko może
        wychowywać Babcia i to jest już inny rodzaj pomocy...
        • aandzia43 Re: moja wina? 02.11.09, 00:02
          A czym de facto różni się np. kilkaset złotych, które rodzice dają
          co miesiąc młodej rodzinie, w której matka młodego dziecka
          przejściowo nie pracuje, od bezpłatnej, pełnoetatowej pomocy babci
          przy wnuczku wartej więcej niż ta sumka. Jakaż piękna hipokryzja w
          narodzie polskim nie od dziś się nam pałęta.
          Wnuków nie mam jeszcze, ale nie jest wykluczone, że kiedyś, mając
          je, zechcę dyskretnie i delikatnie wspomóc moją córkę i jej partnera
          w takiej sytuacji właśnie finansowo. Może będzie tak, że bycie
          niańką małego dziecka od 7 do 16 nie będzie mi odpowiadać. Nawet
          niańką własnego wnuka. I prawdę mówiąc zdziwię się nieco, jak zięć
          będzie odstawiał szopki, gdy w domu brakować będzie 50 zł na kino
          raz w tygodniu.
          • mozambique Re: moja wina? 03.11.09, 12:05
            zamiast wykorzytywac babcię - zatrudnia sie nianię

            a wczesniej trzeb a na nią zarobić
            • kicia031 Re: moja wina? 03.11.09, 12:15
              zamiast wykorzytywac babcię - zatrudnia sie nianię
              >
              > a wczesniej trzeb a na nią zarobić

              Nie jestem zwolennikiem wykorzystywania kogokolwiek. Tym niemniej,
              jestem tez wielka zwolenniczka instytucji babci i zaangazowania jej
              w zycie rodzinne, io ile oczywiscie nie ma nic przeciwko temu. Kiedy
              mija mama byla w pracy, zajmowala sie nia babcia. teraz moimi
              dziecki zajmuje sie moja mama i moja ciotka. Kiedy ja zostane
              babcia, bede oczywiscie pomagac w zajmowaniu sie wnukami we wszelkim
              mozliwym zakresie. Tak sie postepuje w mojej rodzinie.
              aaa, i bede tez wspierac moje dzieci finasowo, mam juz mieszkania
              dla starszego syna, zanim mlodszy dorosnie, tez bedzie mial wlasne
              mieszkanie na start.

              O ile oczywiscie nie trafie na pie...ieta synowa, ktora bedzie we
              wszystkim na nie.
              • orso_orso Re: moja wina? 03.11.09, 13:43
                Witam ponownie,

                problem już się że tak powiem rozwiązał.
                Mąż zdecydował, że nie chce być z nami i mi to oznajmił SMSem.
                Przyjechał do mieszkania pod nieobecność moją i synka (wiedział już
                wcześniej, że mamy umówioną wizytę u lekarza) i zabrał co się dało,
                oprócz mebli i ubrań. Nawet czajnik, noże ... dokumenty jego i moje
                (umowy z bankiem, kody dostępu do konta itd.
                Napisał mi, że w tym tygodniu złoży pozew o rozwód.
                Także chyba jakiekolwiek próby rozmowy nic już nie dadzą.
                Najpierw poczułam ulgę, teraz jest żal, smutek, złość.

                Pozdrawiam
                • black_tangens Re: moja wina? 03.11.09, 14:18
                  orso_orso napisała:

                  > Witam ponownie,
                  >
                  > problem już się że tak powiem rozwiązał.
                  > Mąż zdecydował, że nie chce być z nami i mi to oznajmił SMSem.
                  > Przyjechał do mieszkania pod nieobecność moją i synka (wiedział już
                  > wcześniej, że mamy umówioną wizytę u lekarza) i zabrał co się dało,
                  > oprócz mebli i ubrań. Nawet czajnik, noże ... dokumenty jego i moje
                  > (umowy z bankiem, kody dostępu do konta itd.
                  > Napisał mi, że w tym tygodniu złoży pozew o rozwód.
                  > Także chyba jakiekolwiek próby rozmowy nic już nie dadzą.
                  > Najpierw poczułam ulgę, teraz jest żal, smutek, złość.
                  >
                  > Pozdrawiam

                  Sprawa się więc rozwiązała i masz przy okazji odpowiedź na swoje pytania. Ta
                  odpowiedź brzmi: To nie twoja wina tylko wina pop----onego faceta.
                  Nie chcę uchodzić za osobę nietolerancyjną ale jego dwa rozwody o czymś
                  świadczą. Facet jest kompletnie dziecinny i niekulturalny: jak można kończyć
                  związek z kobietą z którą ma się dziecko za pomocą SMS???!!!!!!?????
                  To jest
                  niedojrzały tchórz! Musisz szybko zadbać o własne interesy. Piszesz, że
                  zabrał m.in. kody dostępu do kont bankowych – biegnij natychmiast do banku i
                  staraj się uratować choć cześć gotówki. Zlikwiduj też wszystkie rzeczy które
                  lecą wspólnie na niego i na ciebie, np. wspólne kredyty, wspólne konta bankowe.
                  Bo może się okazać, że on porobi długi a ty za niego będziesz spłacała długi.
                  Jeśli znal jakieś passwordy / hasła to twoich kont bankowych, mailowych itp. to
                  szybko je pozmieniaj. Teoretycznie masz też prawo do alimentów na dziecko
                  ale sadzę, że od takiego tatusia to dużo nie dostaniesz. Tym niemniej
                  założyłabym mu od razu sprawę w sądzie o alimenty na dziecko, nie potrzebujesz
                  do tego rozwodu. Choć rozwód też bym w twoim przypadku chciała ale to sama
                  zdecydujesz.
                  Współczuję i mam nadzieję, że w przyszłości spotkasz odpowiedzialnego faceta,
                  bo na takiego dupka to nie zasłużyłaś!
                  • orso_orso Re: moja wina? 03.11.09, 14:36
                    Dziękuję za wsparcie i ciepłe słowo.
                    Wybrałam się do psychologa i usłyszałam podobnie. Zaproponowano nam
                    wspólną wizytę a może i terapię bo jak na chwilę obecną to ja
                    przedstawiłam swoje stanowisko ale mąż nie chce o tym słyszeć bo jak
                    twierdzi jest normalnym facetem a nie psycholem.
                    Niestety będę musiała go oglądać jak będzie odwiedzał dziecko, nawet
                    stwierdził, że na weekend chce go zabrać. Ale mam nadzieję, że nie
                    będzie taki wyrywny.
                  • makurokurosek Re: moja wina? 03.11.09, 14:44
                    Jakby nie patrzyć skoro autorka wątku do związku wniosła tylko dochód od
                    rodziców, więc zawartość kont bankowych jest wynikiem pracy jej męża. Nie dziwię
                    się, że facet w takiej sytuacji zabrał karty, umowy z bankiem i kody dostępu, na
                    jego miejscu zrobiłabym tak samo
                    • kicia031 Re: moja wina? 03.11.09, 15:47
                      n
                      > a
                      > jego miejscu zrobiłabym tak samo

                      I postapilabys bezprawnie, bo w malzenstwie - o ile nie ma
                      rozdzialnosci majatkowej - wszystko jest wspolna wlasnoscia obojga
                      malzonkow. malo tego, w istniejacej sytuacji orso moze ubiegac sie o
                      alimenty nie tylko na dziecko, ale i na siebie, co mam nadzieje
                      zrobi.

                      Orso, rozwazalas zgloszenie kradziezy ruchomosci domowych?
                      • makurokurosek Re: moja wina? 04.11.09, 21:27
                        jeżeli rzeczy które zabrał zostały nabyte przed ślubem należą do niego. Co do
                        kont, jak na razie nie ma wniesionej sprawy rozwodowej, mąż może więc swobodnie
                        dysponować funduszami zgromadzonymi na koncie zwłaszcza w sytuacji gdy jest to
                        jego konto ( nie wiemy czy autorka jest tylko osobą upoważnioną czy konto jest
                        ich wspólne).
                        Nie dziwię się facetowi tez nie miałabym ochoty utrzymywać pasożyta, któremu
                        wciąż mało.
                        'Orso, rozwazalas zgloszenie kradziezy ruchomosci domowych?
                        > "

                        Jaka kradzież nie została wniesiona ani sprawa rozwodowa, ani pozew o separację.
                        Korzysta z rzeczy które ( w przypadku zakupu w trakcie trwania małżeństwa
                        )należą również do niego
                        • kicia031 Re: moja wina? 05.11.09, 15:10
                          Korzysta z rzeczy które ( w przypadku zakupu w trakcie trwania
                          małżeństwa
                          > )należą również do niego

                          No wlasnie, kluczen jest slowo "rowniez". Zabierajac rzeczy ze
                          wspolnego meiszkania tym samym uniemozliwil zonie korzystanie z nich
                          i dla mnei to bylaby podstawa do podjecia krokow prawnych.

                          Tylko ze orso wciaz sie ludzi, ze wszystko bedzie dobrze. A nie
                          bedzie, bo facet jest zwyklym gowniarzem bez umiejetnosci
                          rozwiazywania problemow.
                          • makurokurosek Re: moja wina? 05.11.09, 17:35
                            A nie
                            > bedzie, bo facet jest zwyklym gowniarzem bez umiejetnosci
                            > rozwiazywania problemow.

                            Sądzisz, ze autorka postu jest osobą dorosłą, świetnie rozwiązującą problemy. No
                            w sumie w pewien sposób tak, przez ostatnich pięć lat nie pracowała, kasę
                            ciągnęła zarówno od męża jak i rodziców. Masz rację autorka postu jest o wiele
                            bardziej zaradna i lepiej sobie radzi z problemami niż jej mąż.
                            • kicia031 Re: moja wina? 05.11.09, 18:54
                              przez ostatnich pięć lat nie pracowała

                              A gdzie to wyczytalas? teraz nie pracuje, bo jest na wychowawczym. Nie wiemy,
                              jak bylo kiedys.
                              Zreszta, skoro pan poslubil i zaplodnil niepracujaca pania, to niech teraz nie
                              ma pretensji, ze nie rwie sie do roboty. Widzialy galy co braly.
                              • makurokurosek Re: moja wina? 05.11.09, 19:46
                                "A gdzie to wyczytalas? teraz nie pracuje, bo jest na wychowawczym."

                                Gdyby była na wychowawczym jej jedynym dochodem nie była by pomoc finansowa
                                rodziców.

                                > Zreszta, skoro pan poslubil i zaplodnil niepracujaca pania, to niech teraz nie
                                > ma pretensji, ze nie rwie sie do roboty. Widzialy galy co braly

                                To samo w drugą stronę. Skoro leniwa panna chciała znaleźć sponsora mogła się
                                lepiej postarać i nie decydować sie na pana ze zobowiązaniami alimentacyjnymi
                                • kicia031 Re: moja wina? 05.11.09, 20:22
                                  Gdyby była na wychowawczym jej jedynym dochodem nie była by pomoc finansowa
                                  > rodziców.

                                  No i widzisz, jaka jestes glupia?

                                  Urlop wychowawczy jest urlopem bezplatnym.
                                  • makurokurosek Re: moja wina? 05.11.09, 20:35
                                    jeżeli sytuacja autorki jest tak kiepska, że musiała posiłkować się stała pomocą
                                    rodziców, a biorąc pod uwagę że mąz jest jedynym żywicielem i na jego
                                    utrzymaniu jest 6 osób to nie sądzą aby jego dochód przekraczał kwotę 3000 netto
                    • aandzia43 Re: moja wina? 03.11.09, 16:02
                      makurokurosek napisała:

                      > Jakby nie patrzyć skoro autorka wątku do związku wniosła tylko dochód od
                      > rodziców, więc zawartość kont bankowych jest wynikiem pracy jej męża. Nie dziwi
                      > ę
                      > się, że facet w takiej sytuacji zabrał karty, umowy z bankiem i kody dostępu, n
                      > a
                      > jego miejscu zrobiłabym tak samo

                      "Dochód" od rodziców, to był jej wkład w finanse małżeńskie. Nie ważne, skąd
                      kasę wzięła: zarobiła, znalazła, dostała od rodziców, czy od wujka z Ameryki -
                      to był jej WKŁAD. Za te pieniądze małżonek miał np. meble do salonu, pełną
                      lodówkę, a samochodem od teściów woził dupę.
    • aandzia43 Re: moja wina? 03.11.09, 16:26
      Zastanawiam się, skąd w narodzie tak zajadła niechęć do kogoś obdarowanego przez
      los, czyli posiadającego rodziców, którzy chcą i są w stanie przejsciowo
      wesprzeć młodą matkę i jej męża?

      Może Orso jest wieczną córeczką rodziców, nigdy nie pracującą solidnie,
      rozpuszczoną finansowo, jej mąż to ciężko pracujący na zycie mężczyzna, a jej
      matka to zołza perfidnie wypominająca zięciowi, że nei jest w stanie utrzymać
      jej córeczki na godziwym poziomie. Może. Ale równie dobrze Orso to matka małego
      dziecka, która ma tylko przejściową przerwę w pracy, jej mąż to niepoważny, nie
      do końca zrównoważony facet z mnóstwem kompleksów, a jej matka, to kulturalna
      pani, która dyskretnie wspiera córkę w niełatwym okresie. Też może.

      Ale bez względu na te "może" wszyscy jak jeden mąż założyli, że obowiązuje
      wariant pierwszy. Na jakiej właściwie podstawie? Nie lubimy ludzi, którzy
      dostają spadki i darowizny? Nie lubimy ludzi, którzy mają oddane rodziny? I
      cudnie utożsamiamy się z małżonkiem, któremu los poskąpił hojnych rodziców z
      góry zakładając, że to szlachetna sierotka Marysia? Bo jak ktoś biedny i sam na
      świecie, to rzecz jasna, automatycznie aureoli dostaje? Oj, chyba naród polski
      na wieczną nędzę skazany, jeśli pielęgnuje takie przekonania.
      • marzeka1 Re: moja wina? 03.11.09, 18:48
        Orso jest przede wszystkim młodą dziewczyną, która źle wybrała sobie faceta. Bo
        dla mnie związek z podwójnym rozwodnikiem byłby dzwonkiem alarmowym, że facet
        nie potrafi budować sensownych związków, co tu potwierdziło się dobitnie i swoją
        męskość potwierdza tylko w jeden sposób:zapładniając kolejne, spotkane na swojej
        drodze kobiety. Teraz będzie pan potrójnym rozwodnikiem z alimentami na 3
        dzieci. W tej sytuacji dobrze, że dziewczyna ma wsparcie w rodzicach.
      • kol.3 Re: moja wina? 03.11.09, 19:04
        Nie wiem czy teściowa "dyskretnie", jak piszesz, wspiera swoją córkę
        finansowo, skoro chłop stwierdził że udowadnia mu, iż nie potrafi
        utrzymać rodziny. Sądzę że opisany incydent to wierzchołek góry lodowej
        w tym związku. Poza tym nikt tego pana przesadnie nie bronił.
        • aandzia43 Re: moja wina? 03.11.09, 19:47
          Nie napisałam, ze w tym przypadku teściowa dyskretnei wspiera, tylko, że możliwe
          są różne warianty. Który prawdziwy - nie wiem. To też napisałam.
          Chłop "stweirdził" ze mu teściowa udowadnia, ale nie jest wyjaśnione, że
          teściowa udowadnia słowem, miną, czy gestem, czy też sam fakt pomocy finansowej
          tak mu doskwiera, że już ten fakt jest według neigo udowadnianiem.
          Masz rację, opisany incydent jest wierzchołkiem góry lodowej. Jak każdy incydent
          w rozpadającym się małżeństwei.
          • makurokurosek Re: moja wina? 04.11.09, 21:33
            Jeżeli ktoś pomoc finansową rodziców nazywa dochodem, to jak dla mnie daje jasny
            sygnał, że nie jest to jednorazowa pomoc ani pomoc w potrzebie lecz jest to
            stałe źródło utrzymania. Sadzisz, że o pomoc finansową w nagłym wypadku, czy w
            trudnych okresach ktoś miałby pretensję ? Nie mówimy tu o doraźnej pomocy lecz
            stałym łożeniu na jak widać niedojrzałą dorosłą córkę
            • aandzia43 Re: moja wina? 05.11.09, 22:28
              Zgadzam się - w tym kontekście słowo "dochód" brzmi nieładnie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moja wina? 04.11.09, 22:05
      Aż trudno uwierzyć, że z powodu o jakim Pani napisała we wstępnym wątku, mąż
      zdecydował się zakończyć świeże w końcu małżeństwo.Myślę, że motywy musiały być
      inne. Szkoda tylko, że mąż ich nie ujawnił ( lub Pani o tym nie napisała ) oraz
      odciął drogę rozmowy, jak wynika z Pani kolejnego wpisu.
      I dlatego wycofuję się ze stwierdzenia, że mąż jest dojrzałym mężczyzną.
      Pozostaję przy stwierdzeniu, że dorosłym i z doświadczeniem.
      Tym niemniej należy wyciągnąć wnioski z postępowania męża i
      zastanowić się czy chce Pani mimo wszystko z nim być . Jeśli tak, to warto
      skorzystać ile się da z porady psychologa i jego wsparcia dla Pani i działać na
      rzecz pojednania. Jeśli nie, to skorzystać z kontaktów z psychologiem , po to
      aby nabrać siły do rozstania się.
      Mimo wszystko jednak zastanowiłabym się nad takim niespodziewanym zachowaniem
      męża i własnym udziałem w tej sytuacji. Nie po to aby poszukiwać które z Was
      jest winne, ale aby poszukać możliwości konsensusu, zrozumieć sytuację i
      wzajemne w niej zajęte pozycje. To po to aby poznać tę sytuacje i uniknąć
      podobnych w przyszłości. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • orso_orso Re: moja wina? 05.11.09, 14:52
        w odpowiedzi do wcześniejszych wpisów to każde z nas miało swoje
        konto ale niby wspólnie decydowaliśmy na co i ile wydać.
        nie wniosłam sprawy o kradzież bo zabrał to co było jego tzn. sprzed
        ślubu ale i to co było zakupione po ślubie. rzeczywiście ma prawo
        tym dysponować ale chyba ja też i dziecko.
        dziś obiecał, że przyjedzie do synka w odwiedziny i żeby spokojnie
        porozmawiać bo emocje mu jak powiedział opadły ale nie przyjechał i
        napisał SMS, że nie stać go na dzień wolny, nie przyjedzie i nie wie
        kiedy synka odwiedzi.
        • makurokurosek Re: moja wina? 05.11.09, 17:42
          nie wniosłam sprawy o kradzież bo zabrał to co było jego tzn. sprzed
          > ślubu ale i to co było zakupione po ślubie. rzeczywiście ma prawo
          > tym dysponować ale chyba ja też i dziecko

          Jeżeli zabrał rzeczy zakupione przed ślubem , to zdecydowanie on ma prawo z nich
          korzystać, a nie ty. Co do rzeczy zakupionych po ślubie, o ile dobrze
          zrozumiałam ty oprócz swojego dochodu od rodziców do waszego związku nie
          wniosłaś nic, jeżeli tak to oczywiście prawnie jest to wasz majątek ale czy
          moralnie również, rzecz wątpliwa

          "ale nie przyjechał i
          > napisał SMS, że nie stać go na dzień wolny, nie przyjedzie i nie wie
          > kiedy synka odwiedzi."

          No cóż ktoś musi pracować by ktoś inny mógł leżeć i pachnieć.

          Może gdybyś wzięła choć trochę odpowiedzialności za związek możnaby uniknąć
          całej tej sytuacji. Nie sztuka jest wymagać od innych, lecz najpierw należy
          zacząć wymagać od siebie. Zastanów się jaki ty miałaś wkład w waszym małżeństwie
          , bo jak na razie wynika że ty byłaś od leżenia i odpoczywania
          • kicia031 Jestes bezczelna 05.11.09, 18:51
            No cóż ktoś musi pracować by ktoś inny mógł leżeć i pachnieć.

            Uwazasz, ze bycie w domu z malym dzieckiem to lezenie i pachnienie?


            Opanuj swoja agresje, rozumiem, ze zzera cie zawisc na mysl, ze ktos moze miec
            lepiej od ciebie - na przyklad byc kochany pzrzez swoich rodzicow i moc liczyc
            na ich wsparcie.
            • makurokurosek Re: Jestes bezczelna 05.11.09, 19:40
              mam podobną sytuację do autorki wątku, z ta różnica że obydwoje zarabiamy,
              spokojnie starcza na nasze potrzeby, a mimo to mama Marcina uznaje że
              potrzebujemy pomocy. Szlak nas trafia gdy co miesiąc przychodzi od niej przekaz.

              "> Uwazasz, ze bycie w domu z małym dzieckiem to leżenie i pachnienie?"
              Dziecko autorki ma dwa lata, a autorka mężatką jest od 5 lat czyli jak widać nie
              zawsze zajmowała się dzieckiem , wie co robiła w czasie gdy nie miała dziecka i
              nie pracowała
              • kicia031 Re: Jestes bezczelna 05.11.09, 20:23
                mam podobną sytuację do autorki wątku, z ta różnica że obydwoje zarabiamy,
                > spokojnie starcza na nasze potrzeby, a mimo to mama Marcina uznaje że
                > potrzebujemy pomocy. Szlak nas trafia gdy co miesiąc przychodzi od niej przekaz

                Sprawa jest prosta - przekaz pieniadze na chore dzieci, albo bezdomne zwierzeta.
                • makurokurosek Re: Jestes bezczelna 05.11.09, 20:51
                  To nie zmienia faktu, że przy każdej okazji gdy nie zgadzamy sę z poglądami
                  teściowej darowizny sa nam wypominane. Fakt, że ani o nie nie prosimy ani ich
                  nie potrzebujemy jeszcze bardziej zwiększa negatywne podejście do nich. Dlatego
                  całkowicie rozumiem postawę męża autorki, bo do dziś pamiętam kłótnię z Marcina
                  mamą gdy nie zgodziliśmy się na pralkę jako prezent gwiazdkowy i wypominanie że
                  gdyby ona nie przywiozła swojego jedzenia to na jego urodzinach nie byłoby co
                  jeść (oczywiście totalna bzdura). Jeżeli ktoś coś daje, nie powinien tego
                  wypominać. Dziwisz się facetowi który od 5 lat wysłuchiwał od teściów śpiewki w
                  tonie, jestem nieudacznikiem i gdyby nie my spalibyście pod mostem. Czy mąż
                  autorki miał w niej wsparcie, jak ona reagowała na jego uwagi odnośnie
                  comiesięcznej pensji od rodziców, jak reagowała na uwagi co do stałej pomocy
                  finansowej teściów i ich ingerowania w ich małżeństwo ? Odpowiedz prosta,
                  autorka całkowicie ignorowała sygnały wysyłane przez męża. Dlaczego, dlatego że
                  jej było tak wygodniej.
                  • aandzia43 Re: Jestes bezczelna 05.11.09, 22:22
                    Skąd założenie, że rodzice Orso reprezentują poziom twojej teściowej? Twarde
                    założenie, bez cienia niepewności. Wyluzuj, świat nie jest taki straszny i nei
                    wszyscy rodzice są potworami.
                    • makurokurosek Re: Jestes bezczelna 05.11.09, 23:39
                      z pierwszej wypowiedzi autorki.

                      "Ja siedzę w domu z dzieckiem ale mam dochód tzn. pomagają mi
                      finansowo rodzice, mąż na początku bardzo się z tego cieszył a teraz
                      ma z tym problem, że teściowa mu udowadnia, że nie jest w stanie
                      utrzymać rodziny. "

                      czyli teściowa taka słodka i dobroduszna nie jest
                      • asia_i_p Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 10:21
                        Może chodziło o to, że udowadnia przez sam fakt wpłacania pieniędzy.
                        Nie wiemy, ile wynosiła ta pomoc - jeżeli był to istotny wkład w budżet rodziny,
                        wsparty pracą orso-orso w domu, to wkład w małżeństwo jest równy. Najwyżej
                        rodzice orso_orso mogliby się upominać o szkody moralno-materialne, nie mąż.
                        • makurokurosek Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 11:48
                          czyli uważasz, ze upokarzany mąż nie ma prawa głosu.
                          Zastanowiłaś się jak ty byś sie czuła w sytuacji gdy starasz się robić wszystko
                          by zapewnić rodzinie godziwe życie, a w zamian słyszysz tylko słowa
                          niezadowolenia oraz obelgi ze strony teściów . Zastanowiłaś się nad tym ile
                          upokorzeń możesz znieść, by powiedzieć stop. Autorka nie tylko zawiodła na linii
                          wspólnego dorabiania się, ale przede wszystkim zawiodła jako partnerka, jako
                          wsparcie. Kompletnie nie potrafiła i nie chciała zrozumieć sytuacji męża, nie
                          mówiąc już o tym aby spróbować ją zmienić.
                          "
                          Nie wiemy, ile wynosiła ta pomoc - jeżeli był to istotny wkład w budżet rodziny
                          > ,
                          > wsparty pracą orso-orso w domu, to wkład w małżeństwo jest równy."

                          Nie, nie jest równy, bo za dochód orso jakim był wkład teściów płacił mąż. To na
                          niego spadały obelgi, to on musiał się męczyć z frustracją. Nie każdy jest tak
                          bezczelny i wyrachowany by wyciągać łapę po kasę, a związane z tym upokorzenia
                          spływały po nim jak woda
                          • asia_i_p Re: Jestes bezczelna 08.11.09, 21:23
                            Prawo głosu ma.
                            Nie ma prawa traktować całego majątku jako swojego, jeśli część z niego wniosła
                            partnerka. Nawet jeśli nie wniosła sama, tylko za nią wnieśli jej rodzice, w
                            momencie rozpadania się związku i wyliczania, co jest czyje, to na pewno nie są
                            jego pieniądze.
                            Nic nie wiemy o obelgach - dalej podtrzymuję wersję, że dla męża upokorzeniem
                            mógł być sam fakt pomocy materialnej teściów, bez dodatkowych wystąpień z ich
                            strony. I nawet jeśli jej mąż płacił psychicznie za to, że te pieniądze
                            pochodziły od teściów, zawsze pozostaje strona prawna - te pieniądze realnie
                            wkładała w małżeństwo ta dziewczyna. Niezależnie od swoich umiejętności
                            komunikacyjnych i taktowności teściów ona nie może wyjść na zero - on nie może
                            sobie ot tak skasować za straty moralne.
                      • aandzia43 Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 16:12
                        makurokurosek napisała:

                        > z pierwszej wypowiedzi autorki.
                        >
                        > "Ja siedzę w domu z dzieckiem ale mam dochód tzn. pomagają mi
                        > finansowo rodzice, mąż na początku bardzo się z tego cieszył a teraz
                        > ma z tym problem, że teściowa mu udowadnia, że nie jest w stanie
                        > utrzymać rodziny. "
                        >
                        > czyli teściowa taka słodka i dobroduszna nie jest

                        "a teraz ma z tym problem, że teściowa mu udowadnia, że nie ejst w stanie
                        utryzmać rodziny"
                        Udowadnia mu słowem, czy samym faktem, że daje jakieś pieniądze córce? Chłop nie
                        jest w stanie znieść pieniędzy od teściów w budżecie domowym i paranoicznie
                        wymyśla sobie jakieś "udowadnianie". Może byc i tak i tak. Nie zakładam żadnej
                        wersji jako jedynej obowiązującej. Postaraj się czasem zrobić to samo.
                    • makurokurosek Re: Jestes bezczelna 05.11.09, 23:48
                      jeszcze jedno, nie napisałam że moja teściowa jest potworem, po prostu ma wady
                      tak jak każdy. Moje doświadczenia po prostu ułatwiają mi zrozumienie drugiej
                      strony. Ciekawe, jak bardzo słowo rozwód zmieniło światopogląd wielu
                      wypowiadających się tu osób, nagle autorka została rozgrzeszona ze swojej
                      nieporadności, niedojrzałości, braku gotowości do dialogu, a stała się biedną
                      skrzywdzoną przez bezdusznego faceta
                      • aandzia43 Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 16:22
                        Może słowo "rozwód" zmieniło pogląd wielu osób w tym wątku, ale akurat nie mój.
                        Twoja teściowa nie ma wad "jak każdy". Wadę polegającą na wypominaniu każdego
                        podarunku i wpierniczaniu się w życie młodej rodziny ma "nie każdy". To
                        przypadłość, przyznam, częsta, ale znam sporo ludzi jej pozbawionych. Twoje
                        doświadczenia ułatwiają ci zrozumienie drugiej strony, ale bądź łaskawa nie
                        zakłdać z góry, że ta druga strona ma w życiu równie upierdliwie, jak ty.
                        Podobieństwo sytuacji może być tylko twoim złudzeniem.
              • orso_orso Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 15:28
                jak byś uważnie czytała moje posty to byś wiedziała że małżeństwem
                jesteśmy 2,5 roku a nie 5.
                przed ciążą i w ciąży pracowałam zawodowo, zarabiając tyle co mąż lub
                nawet więcej, więc nie tylko on ponosi finansowe "straty".
                a to że jestem w domu z dzieckiem teraz i pomagają rodzice to była
                nasza wspólna decyzja a nie moja czy moich rodziców!!!
                • kicia031 Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 15:42
                  orso, nie musisz sie tlumaczyc, ze nie jestes wielbladem.

                  Trzymaj sie.
                • makurokurosek Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 15:44
                  "> jak byś uważnie czytała moje posty to byś wiedziała że małżeństwem
                  > jesteśmy 2,5 roku a nie 5."

                  Od pięciu lat mieszkacie razem, niezależnie czy byliście w konkubinacie czy w
                  małżeństwie, mieszkanie razem do czegoś zobowiązuje.

                  "przed ciążą i w ciąży pracowałam zawodowo, zarabiając tyle co mąż lub
                  > nawet więcej, więc nie tylko on ponosi finansowe "straty"."

                  Skoro tak świetnie zarabiałaś, po co ci stała pensja od rodziców, zapewne twoje
                  oszczędnoscie wystarczyłyby na wasze wydatki
                  "
                  a to że jestem w domu z dzieckiem teraz i pomagają rodzice to była
                  > nasza wspólna decyzja a nie moja czy moich rodziców!!!"

                  Ale w sytuacji gdy dla męża sytuacja stała się trudna, ty kompletnie go
                  zignorowałaś, bo tak było tobie wygodniej.
                  Wygodniej ci było zignorować męża, więc nie dziw się że teraz on ciebie zignorował
                  • orso_orso Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 15:49
                    jak pakowałam kasę w jego mieszkanie jak pracowałam i świetnie
                    zarabiałam to było OK, nigdy mu tego nie wypomniałam!
                    jeszcze miesiąc temu powiedział do mojej mamy : "mamuś (bo zawsze tak
                    mówił) super, że możemy na Ciebie liczyć".
                    nie mógł mi powiedzieć, że źle się czuje z tą pomocą, żebym
                    prozmawiała z rodzicami? nawet jego rodzice się niby cieszyli, że mamy
                    pomoc.
                    • makurokurosek Re: Jestes bezczelna 06.11.09, 18:31
                      "> nie mógł mi powiedzieć, że źle się czuje z tą pomocą, żebym
                      > prozmawiała z rodzicami? nawet jego rodzice się niby cieszyli, że mamy
                      > pomoc."

                      Powoli zaczynać się gubić w swoich wypowiedziach

                      "Ja siedzę w domu z dzieckiem ale mam dochód tzn. pomagają mi
                      finansowo rodzice, mąż na początku bardzo się z tego cieszył a teraz
                      ma z tym problem, że teściowa mu udowadnia, że nie jest w stanie
                      utrzymać rodziny.'

                      z tej wypowiedzi jasno wynika, że twój mąż wcale nie był w skowronkach.
                      Informacje o tym, ze nie odpowiada mu pomoc finansowa od twoich rodziców,
                      otrzymałaś sporo wcześniej.


                      > jak pakowałam kasę w jego mieszkanie jak pracowałam i świetnie
                      > zarabiałam to było OK, nigdy mu tego nie wypomniałam!"

                      Podobno byliście małżeństwem, więc nie pracowałaś tylko na jego mieszkanie ale
                      na mieszkanie z którego ty również korzystałaś. Przepraszam co mu miałaś
                      wypominać, że korzystając z wspólnego mieszkania wspólnie na nie łożycie.
                      Znasz tylko układy sponsoringowe, że uważasz ze tylko jedna strona winna ponosić
                      koszty ?
                  • kicia031 Nie doczytalas kretynko, 07.11.09, 17:51
                    ze oszczednosci poszly na mieszkanie,jeszcze musieli dobrac kredyt?
                    Ty sie musisz dziewczyno leczyc, bo wscieklosc z powodu sytuacji w
                    ktorej sie znajdujesz przeslania ci zdolnosc do oceny tego co
                    czytasz na forum.


                    Mam nadzieje, ze autorka watku nie wpakowala kasy w przedslubne
                    mieszkanie meza, z ktorego zostanie nastepnie przez zlodzieja i
                    pasozyta wycyckana. Pan juz udowodnil, ze prawo wlasnosci zony do
                    wspolnie nabytych podczas malzenstwa sprzetow malo go obchodzi.
                    • makurokurosek Re: Nie doczytalas kretynko, 07.11.09, 22:17
                      "ze oszczednosci poszly na mieszkanie,jeszcze musieli dobrac kredyt?"

                      Możesz konkretnie pokazać gdzie to wyczytałaś.

                      "Ty sie musisz dziewczyno leczyc, bo wscieklosc z powodu sytuacji w
                      > ktorej sie znajdujesz przeslania ci zdolnosc do oceny tego co
                      > czytasz na forum.
                      > "

                      Mówimy o sytuacji autorki, a nie o mojej . W przeciwieństwie do ciebie uważam,
                      ze wina nigdy nie leży po jednej stronie.
                      • kicia031 Re: Nie doczytalas kretynko, 08.11.09, 15:39
                        uważam,
                        > ze wina nigdy nie leży po jednej stronie.

                        To znaczy, ze ty jestes odpowiedzialna nza to, ze tesciowa przesyla
                        wam kase, tak?
                        Tak naprawde pienisz sie, bo sytuacja autorki watku jest - w twojej
                        percepcji - lustrzanym odbiciem twojej - twoj maz bierze kase od
                        mamy wbrew tobie.
                        jednosczesnie zalewa cie zolc z zazdrosci, ze ty musisz pracowac, a
                        autorka watku otrzymuje wsparcie od mrodzicow i moze byc w domu z
                        dzieckiem. Moze zre cie jeszcze to, ze twoi rodice nie wychylaja sie
                        z pomoca coreczce, w przeciwienstwie do innych rodzicow (autorki
                        watku, twojego meza) co nasuwa przykre mysli, ze moze ich milosc
                        rodzicielska do ciebie nie jest jakas specjalnie wielka.

                        Ale nie mart sie, to wszystko mozesz przepracowac na terapii.
                        • makurokurosek Re: Nie doczytalas kretynko, 08.11.09, 20:26
                          > To znaczy, ze ty jestes odpowiedzialna nza to, ze tesciowa przesyla
                          > wam kase, tak?

                          W pewien sposób tak, bo moglibyśmy zareagować bardzo ostro, tylko widzisz nie
                          mam ochoty stawiać sytuacji na ostrzu noża, bo jakby nie było to nie są młodzi
                          ludzie. Przeżyłam już raz sytuację w której nie miałam okazji kogoś przeprosić,
                          tylko wtedy miałam osiemnaście lat i śmierć była dla mnie dość abstrakcyjna.

                          "Tak naprawde pienisz sie, bo sytuacja autorki watku jest - w twojej
                          > percepcji - lustrzanym odbiciem twojej - twoj maz bierze kase od
                          > mamy wbrew tobie."

                          raczej otrzymujemy kasę, wbrew nam. Obydwoje mamy takie samo zdanie w tym temacie.

                          "jednosczesnie zalewa cie zolc z zazdrosci, ze ty musisz pracowac, a
                          > autorka watku otrzymuje wsparcie od mrodzicow i moze byc w domu z
                          > dzieckiem. "
                          Jak sądzisz dlaczego bezproblemowo mogę siedzieć na forum w ciągu tygodnia .
                          Prowadzę własną działalność, nie muszę być na garnuszku rodziców, nie muszę
                          również nikomu się tłumaczyć gdy mała jest chora jak i z czasu, swoją pracę
                          wykonuję wtedy kiedy chcę.

                          "Moze zre cie jeszcze to, ze twoi rodice nie wychylaja sie
                          > z pomoca coreczce, w przeciwienstwie do innych rodzicow (autorki
                          > watku, twojego meza) co nasuwa przykre mysli, ze moze ich milosc
                          > rodzicielska do ciebie nie jest jakas specjalnie wielka."

                          Mimo kiepskiej sytuacji materialnej, moja mama z jednej pensji i renty po ojcu,
                          zapewniła wykształcenie wszystkim swoim dzieciom. Cała nasza starsza trójka
                          studiowała jednocześnie, wszyscy poza miejsce zamieszkania (Poznań, Warszawa,
                          Płock) wszyscy na renomowanych państwowych uczelniach. Dodatkowo rodzice
                          wybudowali duży dom. Wychodzę jednak z założenia, że przychodzi czas gdy
                          człowiek powinien się usamodzielnić,a nie zachowywać się jak pasożyt. Czym innym
                          jest pomoc czym innym stała pensja od rodziców. Jak dla mnie stała pensja od
                          rodziców, dla dorosłej niepracującej osoby świadczy tylko o niedojrzałości tej
                          osoby, jak i jej podejściu do świata.

                          "co nasuwa przykre mysli, ze moze ich milosc
                          > rodzicielska do ciebie nie jest jakas specjalnie wielka.
                          > "

                          Jesteś żałosna, jeżeli dla ciebie wyznacznikiem miłości jest kasa
                          • aandzia43 Re: Nie doczytalas kretynko, 08.11.09, 22:25
                            > Jesteś żałosna, jeżeli dla ciebie wyznacznikiem miłości jest kasa

                            Jakoś nie wydaje mi sie, by wyznacznikiem miłości dla twojej
                            przedmówczyni była kasa;-)
                            Hojność finasowa jest jednym z wielu sposobów okazywania miłości.
                            Tak jak dążenie do bliskości fizycznej, okazywanie zaintresowania
                            problemami, troska o zdrowie, dążenie do częstego kontaktu. Kiedy
                            jednak ma się problem z jakąś formą kontaktów międzyludzich lub
                            dziedziną życia, to automatycznie węszy się zło tam, gdzei do nie
                            ma. Taka spaczona optyka, ot co. Jak ktoś ma kłopoty z odnalezieniem
                            się w bliskości fizycznej, to będzie szczerzył kły na ludzi
                            okazujących sobie czułość poprzez fizyczność. Będzie spotwarzał ich
                            relacje, umniejszał jakość ich uczuć itd. Podobnie jest z
                            pieniędzmi. Zastanów się nad swoim stosunkiem do pieniędzy.
                            • makurokurosek Re: Nie doczytalas kretynko, 09.11.09, 00:16
                              "Zastanów się nad swoim stosunkiem do pieniędzy."

                              Sądzę, że tu nie chodzi tylko o pieniądze. Każdy patrzy na świat przez pryzmat
                              swoich doświadczeń. Od zawsze moim głównym celem była samodzielność i
                              niezależność, i to nie tylko finansowa .

                              Mój stosunek do autorki wynika z jednego zdania wypowiedzianego w pierwszym poście

                              "a siedzę w domu z dzieckiem ale mam dochód tzn. pomagają mi
                              finansowo rodzice,'

                              Dla mnie takie zdanie mogło paść tylko z ust niedojrzałego gó...arza, lub
                              głupiej blondi nastawionej na sponsoring.
                              • kicia031 Re: Nie doczytalas kretynko, 09.11.09, 22:27
                                > Dla mnie takie zdanie mogło paść tylko z ust niedojrzałego
                                gó...arza, lub
                                > głupiej blondi nastawionej na sponsoring.

                                Dziewczyna wlasnie rozstala sie z mezem, a ciebie stac tylko na to,
                                by jej dokopywac.

                                Ale oczywiscie z twoja psychika wszystko Ok, prawda? Moze tak jestes
                                zajeta samodzielnosci, ze na zyczliwosci juz nie starczylo
                                miejsca.Mamusia cie wyksztalcila, ale nie wychowala.
                                • makurokurosek Re: Nie doczytalas kretynko, 10.11.09, 08:06
                                  Może po prostu nazywam rzeczy po imieniu
                                  • aandzia43 Re: Nie doczytalas kretynko, 10.11.09, 18:00
                                    Może na pewno po prostu tylko nazywasz po imieniu. Biskup Vergerus, I suppose?;-)
                                  • kicia031 Re: Nie doczytalas kretynko, 10.11.09, 20:04
                                    No skoro lubisz nazywac rzecyz po imieniu, to ja tez nazwe -
                                    zachowujesz sie jak pozbawiona wrazliwosci chamica.
                                    • makurokurosek Re: Nie doczytalas kretynko, 10.11.09, 20:16
                                      Zapewne masz rację, ale jakoś nie widzę powodu dla którego miałabym czuć
                                      współczucie dla autorki. Ot po prostu panna przeliczyła się wybierając sponsora.
                                    • aandzia43 Re: Nie doczytalas kretynko, 11.11.09, 00:43
                                      kicia031 napisała:

                                      > No skoro lubisz nazywac rzecyz po imieniu, to ja tez nazwe -
                                      > zachowujesz sie jak pozbawiona wrazliwosci chamica.

                                      Kicia, jak go zwał, tak go zwał. Myślę, że po prostu nazwałaś rzecz po
                                      imieniu;-) I dobrze. Ale daj sobie spokój. Żebyś jej nawet operację na mózgu
                                      przeprowadziła, to twoja rozmówczyni za cholerę nie wychyli dzioba poza swoj
                                      paradygmat. I nawet gdyby Orso ostro pracowała zawodowo przez 10 lat swojego
                                      dorosłego żywota, a nie pracowała przez dwa, to i tak będzie straszliwym
                                      darmozjadem. Bo? Bo miała szczęście nie tyrac przez dwa. A twoja iterlokutorka
                                      nie miała tego szczęścia. I zaraz mi napisze, że ona by tak nie chciała, bo
                                      zasady by jej nie pozwoliły. Dobre sobie, he, he.
                                      Każdy, kto nie dostawał od losu nieustających kopów w tyłek i miał przyjemnośc
                                      zaznac odrobinę luzu od tyrki i wydzierania pazurami każdego grosza jest
                                      darmozjadem w oczach tych, którzy mieli niefart doznac trwałego dupościsku z
                                      tytułu wyżej wymienionych niedogodności życiowych. Dupościsk zostaje, ma się
                                      dobrze i jest nazywany zasadami. Taka mała racjonalizacja. Zazdrośc, zazdrośc...
                                      W nieświadomości, rzecz jasna. A na powierzchni "zasady".
                                      • kicia031 Re: Nie doczytalas kretynko, 11.11.09, 11:49
                                        Wiesz aandzia, ja generalnie tez uwazam, ze kobieta powinna byc
                                        samowystarczqalna materialnie, zwlaszcza gdy ma dzieci. I dla
                                        wiekszosci z nas owa samowystarczalnosc oznacza prace.
                                        I tez bym radzila autorce watku by zaczela przygotowywac powrot do
                                        pracy.

                                        Ale pretensjedo kogos z tego tytulu, ze moze liczc na pomoc rodzicow
                                        wydaja mi sie absolutnie chore. Doswiadczylam wiele wsparcia, takze
                                        materialnego, od mojej rodziny, i sama wkladam mnostwo wysilku w to,
                                        by zapewnic moim dzieciom dobry strart zyciowy, co oznacza takze np
                                        mieszkanie. Wizja rozwodzenia sie z tego powodu - no coz - bez
                                        komentarza.
                                        • triss_merigold6 Re: Nie doczytalas kretynko, 11.11.09, 14:03
                                          Mam identyczne podejście. Dostałam wsparcie i dobry start
                                          materialny, zasuwam praca + fucha, żeby móc dziecku (może kiedyś
                                          dzieciom) zapewnić to samo.
                                          Ale w tym kraju wśród biedoty najwyraźniej nadal panuje
                                          kult "dorabiania się od zera" i nie widzą sensu w kumulacji zasobów
                                          przechodzących z pokolenia na pokolenie.
                    • makurokurosek nerwy ci puszczają,proponuje więcej dystansu 07.11.09, 22:19
    • koralina36 Re: moja wina? 05.11.09, 15:10
      Orso,żadna Twoja wina.Wina leży po stronie twojego męża,który nigdy nie dorósł
      do bycia mężem i ojcem.Każdy pretekst jest dobry do ucieczki od
      odpowiedzialności,teraz ze rodzice dają a za chwilę,że nie dają a on ma na
      głowie jeszcze inne dzieci.Chory egoista.A z jakiego powodu,jesteś jego trzecią
      żoną,mam nadzieję,ze nie wierzysz w bajeczki o czarownicach,z którymi się
      związał.za chwilę i Ty możesz awansować na to stanowisko.Postaw sprawę
      jasno,albo odpier...się od twoich układów z rodzicami i wróci do domu,albo po
      raz kolejny będzie rozwodnikiem.Tobie też może przeszkadzać to,ze samochód i
      pieniądze dostałaś od rodziców a nie od niego.
      Jesteś NIEWINNA w tej sytuacji i nawet tak nie myśl i nie mów.
      • makurokurosek Re: moja wina? 05.11.09, 17:53
        A nie wpadłaś na to, że w związku dorabia się razem, razem sie pracuje i razem
        wydaje. Dla autorki postu jedynym sposobem na zwiększenie budzetu jest wyciągać
        kasę od innych, ale co tak naprawdę sama zrobiła aby poprawić sytuację materialną.
        Wina nigdy nie leży tylko po jednej stronie. Facet nie potrafił huknąć pięścią w
        stół i odciąć chore więzi łączące żonę z rodzicami, zabrakło szczerej rozmowy o
        tym czego partnerzy oczekują od siebie, autorka swoim lenistwem i
        niedojrzałością również nie ułatwiała mężowi zadania. Sory ale gdybym przez pięć
        lat utrzymywała darmozjada i jeszcze od teściów wysłuchiwała, że jestem do
        niczego i gdyby nie oni to córka nie miałaby co jeść to szczerze mówiąc też by
        mnie szlak trafił i nie wiem czy starczyłoby mi sił na inne rozwiązanie
        toksycznego związku z pasożytem
        • kicia031 Re: moja wina? 05.11.09, 18:56
          Dla autorki postu jedynym sposobem na zwiększenie budzetu jest wyciągać
          > kasę od innych, ale co tak naprawdę sama zrobiła aby poprawić sytuację material
          > ną.

          jak mi zwrocono przy innej okazji uwage, w Polsce nie ma obowiazku pracy.
          • makurokurosek Re: moja wina? 05.11.09, 19:43
            oczywiście, że nie ma,tylko wówczas nie ma co narzekać, że nie ma na samochód
            czy waciki. Cóż teraz zapewne dziadkowie poczują jak to jest gdy się wychowało
            pasożyta i gdy dotychczasowy dochód autorki okaże się zbyt niski na utrzymanie
            siebie i dziecka
            • fajny-dom Re: moja wina? 08.11.09, 18:03
              Proszę zarówno panie kicia031 jak i makurokurosek o więcej spokoju i nie
              oskarżanie się nawzajem.Problem chyba dotyczy pani orso_orso???
              Winne są obie strony w tym związku i zapewne nie przedstawiono nam całej
              prawdy,bo chyba tylko jeden aspekt...Pani orso_orso chyba brała pod uwagę niski
              standard swego życia rodzinnego pakując się w związek z podwójnym rozwodnikiem
              mającym na utrzymaniu dwoje dzieci.Może trzeba było o tym pomyśleć przed
              wiązanie się z tym panem.Co myślała,że miał pecha i poprzednie żony to wiedźmy o
              ona będzie to dobra...Za nie przemyślane decyzje czasami się płaci...
              • azile.oli Re: moja wina? 10.11.09, 09:19
                Jeśli tylko rodzice tych pieniędzy nie wypominają, to nie widzę
                problemu. Mają prawo wspomagać córkę i dawać jej prezenty,
                zwłaszcza, że obecnie opiekuje się dzieckiem. Ma oddać dziecko do
                żłobka i iść do pracy dla zasady ? Dla dobrego samopoczucia męża?
                Bez przesady. Mnie też będzie stać, aby kupić córce samochód, jeśli
                będzie go potrzebowała. Nie widzę w tym nic złego. Jeśli daję
                szczerze i nie wypominam, to gdzie problem?
                To normalne, że pan gorzej się czuje, bo część jego dochodów idzie
                na alimenty. Oczywioście autorka wiedziała, z kim się wiąże, ale ona
                nie ma problemu, jak widać, nie wypomina tego mężowi.
                No i jeszcze jedna sprawa - gdyby autorka odziedziczyła po
                rodzicach duży majątek i mogła spokojnie żyć z procentów to też dla
                zasady musialaby iść do pracy, zwłaszcza przy małym dziecku?
                Można doskonale żyć z procentów , nawet opłacać sobie składkę
                emerytalną.
                • triss_merigold6 W tym kraju wśród biedoty 11.11.09, 14:00
                  W tym kraju wśród biedoty panuje przedziwny kult "dorabiania się od
                  zera". Zapewne było to zasadne w czasach tużpowojennych ale nie
                  widze powodu dla którego miałoby być zasadne teraz kiedy część ludzi
                  stać na to aby przyzwoicie wyposażyć dzieci na start i pomagać im w
                  trudniejszych sytuacjach.
                  Nie widzę nic niestosownego w tym, że dostałam mieszkanie w spadku a
                  mojej siostrze kupili i wyposażyli mieszkanie rodzice. Stosowniej
                  byłoby "w imię zasad" zarzynać się kredytem na 40 lat? Jeśli któryś
                  z moich partnerów miał dyskomfort spowodowany tym, że mam mieszkanie
                  a on nie to był jego cholerny problem.
                  Nie widzę nic niestosownego w tym, że dziewczynie na wychowawczym
                  pomagają finansowo rodzice - skoro ich stać to kul.
                  Ale znam gościa, który narobił żonie czwórkę dzieci, ma życzenie aby
                  nie pracowała i każe jej oddawać wszelkie finansowe prezenty od jej
                  starych. Ona jest tak wytresowana i lojalna, że oddaje. Bo on ma
                  ambicje być jedynym żywicielem i kasa od teściów (za którą żona
                  mogłaby kupić coś sobie lub dzieciom) godzi w jego ambicje. Szkoda
                  tylko, że przy tych ambicjach wybrał pracę na uczelni bez szału
                  finansowego zamiast np. w biznesie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka