orso_orso
31.10.09, 15:21
Witam,
może jak ktoś tak z boku przeczyta moje wątpliwości to mi coś
mądrego podpowie, bo ja już nie mam siły ani pomyśłu co dalej :(
Jesteśmy małżeństwem od 2,5 roku a znamy się ponad 5 lat (5
mieszkamy razem), mamy 2-letniego synka, mieszkanie - wprawdzie na
kredyt ale nasze, takie wyczekane.
Mąż jest ode mnie starszy o 12 lat i niestety po tzw. przejściach
(ma za sobą 2 małżeństwa i z każdego z nich dziecko).
Starszego syna wychowywał sam, teraz syn mieszka sam, zostawiliśmy
mu mieszkanie, bez kredytu i w pełni wyposażone, córka została z
drugą żoną.
Ja siedzę w domu z dzieckiem ale mam dochód tzn. pomagają mi
finansowo rodzice, mąż na początku bardzo się z tego cieszył a teraz
ma z tym problem, że teściowa mu udowadnia, że nie jest w stanie
utrzymać rodziny. I teraz jak rodzice dali mi samochód - o czym
wcześniej wiedział, to tak się wkurzył, że się wyprowadził z
powrotem do syna.
Stwierdził, że nie jestem jego żoną tylko córeczką mamusi.
Zresztą ta wyprowadzka to już nie pierwszy taki wybryk.
Nigdzie nie wychodzimy razem, poza obiadami u rodziców moich czy
jego w niedzielę, bo twierdzi, ę mu szkoda na kino 50 PLN.
Zawsze to ja do niego dzwoniłam, probowałam rozmawiać i wracał ale
teraz się zaparłam i nie dzwonię. Odezwał się po 10 dniach z
pytaniem czy potrzebuję pieniedzy dla synka.
Jak myślicie powinnam znowu wyciągnąć do niego rękę, czy dać sobie w
końcu spokój?
Jest mi cholernie ciężko, tęsknię za nim, dziecko go szuka ...
Boję się, że jak go poproszę to wróci ale za tydzień, miesiąc ...
znowu będzie tak samo ...
Pozdrawiam