Dodaj do ulubionych

Mąż a ja?

07.11.09, 20:19
Witam serdecznie.Piszę dziś, bo już nie wytrzymam narastającego napięcia między nami.
Zaczne od tego,że mam 23 lata(obecnie na l4,za tydzień mam termin porodu).Mieszkam z mężem sama w wynajętym mieszkaniu,mąż pracuje.Jesteśmy małżeństwem od 3,5 roku.(tylko ślub cywilny)
A więc problem w tym,uważam,że mój mąz mnie nie szanuje.Od zawsze czyli od początku naszej znajomości bardzo o niego dbam.Dlatego,że jego matka też tak robiła i dlatego,że mam tez taki charakter opiekuńczy i bardzo staram śię,żeby zawsze było oki.
Przed ciąża i w trakcie do 5 mieśiąca pracowałam na cały etat w sklepie.Oprócz tego prałam,sprzatałam,codziennie gotowałam obiad(ew.na dwa dni),myłam naczynia,robiłam zakupy i te cięzkie,załatwiałam urzędowe sprawy i zajmowałam śię domowymi rachunkami i budżetem.Mąż przychodzi do domu,obiadek pod nos,w łazience czyste ubrania,ręcznik itp.Póżniej piwko,kanapa i mecze(dosłownie mąz jest fanatykiem piłki nożnej).
Generalnie nic śię nie zmieniło dalej jestem sama ze wszystkim.Mimo rosnącego brzuszka i dodatkowych 22 kg.I wszystko może bym jakoś przecierpiała z miłości do niego,ale jednego nie mogę.Picia piwa po przcy,znikania po pracy bez słowa wyjaśnienia z kumplami do baru.Nie odbierania telefonów ode mnie,a póżniej przychodzenia do domu jak nigdy nic,zjeśc i iść spać(ewentualnie jeszcze domagania śię seksu).
Powtarza śię to gdzieś pare razy w miesiącu,czasami jest oki 2 tygodnie a potem przychodzi tydzień,że 3 dni z rzędu robi to samo.(mimo mojego płaczu,próśb).Jakoś wszystko grało,ale teraz pękam.Dziś jest drugi dzień(wczoraj wrócił o 9 wieczorem,rano obiecywał,że w sobote mi to wynagrodzi,a dziś znów to samo).Teraz dalej go nie ma.Siedzę sama i mam sto myśli czy dalej tak wytrzymam.
Proszę o porady Państwa czy czekać aż śię zmieni,czy po prostu odejść.(przez jego zachowanie czuję śie jakbym ja była wszystkiemu winna,nie moge na niego liczyć i mu ufać).
Z góry dziękuje i Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Mąż a ja? 07.11.09, 20:35
      "Oprócz tego prałam,sprzatałam,codziennie gotowałam obiad(ew.na dwa dni),myłam
      naczynia,robiłam zakupy i te cięzkie,załatwiałam urzędowe sprawy i zajmowałam
      śię domowymi rachunkami i budżetem.Mąż przychodzi do domu,obiadek pod nos,w
      łazience czyste ubrania,ręcznik itp"- DLACZEGO w wieku 23 lat zrobiłaś z siebie
      robota wieloczynnościowego? Dlaczego uważasz, że to ty masz się tylko starać,
      zachrzaniać, a pan mąż ma przyjść na gotowe? Teraz jesteś chwilę przed porodem,
      ale niedługo będziesz miała 2 dzieci do obsługi: niemowlaka i pana męża? Serio
      pasuje ci układ, w którym jesteś nikim?
      • toscik23 Re: Mąż a ja? 07.11.09, 20:49
        Szczerze mam chyba niskie poczucie wartości(jestem po zawodówce chociaż chodziłam do technikum tylko nie skończyłam,nie mam prawa jazdy,bo niby nie zdam i szkoda kasy)A w domu wszystko mi gra,dobrze gotuje,dokładnie sprzątam i na tym tylko śię skupiam(nie ma życia towarzyskiego wogóle,ze znajomymi śię nie spotykam bo zawsze jest w domu coś do zrobienia).Jak przeczytałam to co napisałam to dociera do mnie,że dałam śię wrobić za własnym przyzwoleniem w to wszystko.
        Tylko nie wiem jak to wszystko odkręcić,nawet nie wiesz jak jest trudno.Mąż jest na piwku i świetnie śię bawia,a ja w między czasie klikania piore jego ubrania robocze i gotuję buraki na sałatkę na jutro.Bajer nie?
        • annb Re: Mąż a ja? 07.11.09, 22:14
          na poczatek przestań prac
          rany kobieto, ty za chwilę bedziesz rodzic!!
          Przestan prac pana męzowskie gacie.
          poloz sie
          powiedz ze dziecko kopie, fika cokolwiek!!
          nikt Cie nie bedzie szanowal jesli ty sama siebie szanowac nie
          bedziesz.



        • marzeka1 Re: Mąż a ja? 07.11.09, 22:17
          ,a ja w między czasie klikania piore jego ubrania robocze i gotuję buraki na
          sałatkę na jutro.Bajer nie?"- a na cholerę to robisz? I co ma zawodówka do tego,
          że źle wybrałaś męża i robisz za służącą?
    • mrowkojad2 Re: Mąż a ja? 07.11.09, 22:22
      Faktycznie, masz niskie poczucie wartości. Pozwalasz kolesiowi, żeby traktował
      cię jak służącą. Zacznij od skończenia z obsługą pana. Koniec z prankiem,
      sprzątankiem i obiadkami. Zresztą niedługo na świat przychodzi dziecko, więc i
      tak nie będziesz miała na to czasu. Gotuj dla siebie,, pierz dla siebie i dziecka.
      Ale zastanawiam się nad sensem ciągnięcia tego. Piszesz, że robisz to wszystko z
      miłości, a miłość nie polega na obsługiwaniu partnera.
    • kol.3 Re: Mąż a ja? 08.11.09, 08:06
      Błędem wielu młodych mężatek jest przekonanie, że należy opierać męża,
      podsuwać mu pod nos pełne talerze i pucować mieszkanie. Po kilku latach
      ze zdumieniem odkrywają, że mąż niespecjalnie je za to szanuje i
      odchodzi do pani, która nie gotuje, nie pierze , nie podsuwa pod nos, a
      jest dla męża atrakcyjniejsza od dotychczasowej żony i że mąż
      doskonale się bez tego opierania i karmienia potrafi obejść a nawet sam
      sobie to wszystko robi.
      • annb Re: Mąż a ja? 08.11.09, 13:16
        mówiąc krótko-błędem jest mamusiowanie
        • edor67 Re: Mąż a ja? 08.11.09, 16:51
          Każdy ma to, na co sobie zasłużył. Pozwoliłaś zrobić z siebie kurę
          domową, to tak też cię mąż traktuje. Wyluzuj, olej chłopa.
        • kol.3 Re: Mąż a ja? 11.11.09, 08:49
          Nie wiem czy to jest mamusiowanie, raczej zamienianie się w gosposię,
          pomoc domową. Niektórym facetom żona zresztą też nie jest potrzebna,
          rola jaką jej przypisują w swoim życiu odpowiada raczej zadaniom
          sprawnej pomocy domowej.
    • amb25 Re: Mąż a ja? 09.11.09, 08:03
      przed przyjsciem meza poloz sie do lozka i poudawaj jak sie zle
      czujesz (oczywiscie w domu nic nie rob). Popros go o herbatke,
      kolacje itp. Zobaczysz jak zareaguje. To Ci duzo powie.
      Tylko musisz to robuc dobrze, konsekwentnie i za nic sie do tego
      NIGDY przed nim nie przyznac.
      • toscik23 Re: Mąż a ja? 09.11.09, 09:39
        Bardzo dziękuję za porady dotyczące obowiązków domowych,ale pozostaje jeszcze kwestia jego znikania po pracy i nie odbierania telefonu jeśli mu to nie na ręke.Jak mam temu zaradzić?Po sobotnim wypadzie,w niedzielę oczywiśćie przeprosił i ja mam znów mu uwierzyć,że znowu śię to nie powtórzy.Powiedziałm mu,że jeśli dalej tak będzie postępował to śię rozstaniemy.(nie mam zamiaru z dzieckiem czekać aż on łaskawie zjawi śię w domu,bo wiadomo,że go nie będe z wózkiem szukać po wszystkich barach,nigdy!).
        Jak mam poradzić sobie z tym?
        Pozdrawiam.
        • premeda Re: Mąż a ja? 09.11.09, 09:58
          Spakuj troche swoich rzeczy i jedź na kilka dni do rodziców, rodziny
          itp. Koniecznie wyłącz telefon tak, żeby facet jak wróci zastał
          pusty dom i nie wiedział co się z Tobą dzieje. To będzie test jak
          mezowi na Tobie zależy, jak obdzwoni wszystkie szpitale i całą
          rodzinę to znaczy, że mu zależy, a jak się nie przejmie to znaczy,
          że lepiej zakończyć taki układ.
          • sebalda Re: Mąż a ja? 10.11.09, 12:02
            Mam nadzieję, że nie masz żalu, że wkleiłam fragment Twojego postu na innym
            babskim forum, tak ku przestrodze, bo to do czego przyzwyczaiłaś męża powinno
            być przestrogą dla innych młodych mężatek. Osoba, która na to odpowiedziała,
            myślała, że to moje słowa, mimo że zaznaczyłam, że cytuję. Oto odpowiedź tej
            osoby, skierowana właściwie do Ciebie i mam nadzieję, że może Ci się trochę przyda:

            "Zgadzam się z tobą w 100%,przyzwyczają się i nawet tego nie
            uszanują.A co do zachowania twojego męża,to uważaj
            kochana.Porozmawiaj z nim dopóki nie jest za późno,bo potem będzie
            tylko gorzej.Nie powinnaś nigdy tolerować takich wyskoków.Nie chcę
            ci prawić morałów,ale twoja historia jest identyczna jak początki
            mojego związku z pierwszym mężem.Też pozwalałam mu na piwko (bo
            zmęczony),na wypady z kumplami(bo musi się zrelaksować)a ja z
            brzuchem pod nos sprzątałam,prałam,gotowałam mu codziennie obiadki i
            czekałam w oknie na jego powrót(czasami do rana).Później zaczął mnie
            lekceważyć,oszukiwać i coraz więcej pił,a kumple od piwka stali się
            jego wyrocznią.I nic nie pomogło to że urodził się śliczny
            synek.Właściwie tylko pogorszyło sytuację, bo mały dużo płakał.Więc
            uciekał z domu gdy tylko znalazł jakiś pretekst.Moje małżeństwo
            skończyło się nagle.Pewnego dnia zadzwonił telefon i jakaś kobieta
            powiedziała mi że mój mąż nie żyje.W nocy podczas kolejnej libacji z
            kumplami wysiadła mu trzustka.Umarł w karetce.To wszystko już za
            mną.I nigdy już nie powtórzę tamtych błędów.Nie przymykaj oczu na
            jego wyskoki,i mów mu to co myśliśz, weź go na długą poważną
            rozmowę.Nie oszukuj się że samo się to wszystko ułozy.Trzymam za
            ciebie kciuki kochana,tym bardziej że niedługo zostaniesz
            mamą.Pozdrawiam serdeczniesmile"

            Ps.
            To nie złośliwość, ale dobra rada: SIĘ, a nie śię. Robisz notorycznie ten błąd,
            niepotrzebnie.
            • mgurniak Re: Mąż a ja? 10.11.09, 14:55
              z prania , z prasowania to bym nie zrezygnowała ;-) ....chociaż nie wszystko bym
              prasowała a złożyła ładnie i wsadziła na miejsce.
              obiady ? .... z raz na kilka dni bym nie ugotowała " bo bym się źle czuła " ;-)
              , i zadzwoniła do niego,zeby coś kupił po drodze z pracy albo zamówił dla nas
              obojga ;-)
              potem kazałabym mu pozmywać "bo się źle czuje "
              zakupy ...te cięższe ...niech robi w soboty SAM
              niech poodkurza .... a Ty w tym czasie robisz coś innego ( nie leż, bo to Go
              wkurzy ;-) )
              telefony .... nie dzwoń do niego .... nie błagaj ! a gdy rano zkacowany wróci
              wyjdz z domu na cały dzień ....
              teraz bedziesz miala dzidzię więc co niektóre rzeczy cieżko bedzie zrobić, ale
              może mieszkasz w Warszawie ? to bym Cię przygarnęła na trochę :-), niech on
              dzwoni ...myśli gdzie jestes ?
              kazdy facet to leń, ja na swojego tez muszę krzyknąć powkurzac się, tylko ze
              szukałam takiego który nie pije ( bo ojca mialam pijaka ) ,sam z siebie to
              prawie zaden nic nie zrobi .... wszystko trzeba mówić ... a Ty poprostu sama to
              robisz i dlatego tak masz, musisz mu "swoich" obowiązków trochę oddać :-)
              i głowa do góry
              piwo też mu kupujesz ?
              • ki_czort Re: Mąż a ja? 10.11.09, 15:34

                Opierze, ugotuje, posprząta, słowa złego nie powie i jeszcze dzieciaka urodzi.
                Wzór potulnej kobiety polskiej. A pan się wozi z kolegami po knajpach.

                Jak się urodzi dziecko, to przekażesz mu ten sam wzorzec, wiesz o tym?
                • nobodyperfect Re: Mąż a ja? 11.11.09, 09:14
                  robiłam tak samo jak ty... wpadliśmy z mężem po 3 miesiącach
                  znajomości. Mimo tego jego rodzina przyjęła mnie do grona z
                  rozpostartymi ramionami, moja rodzina potraktowała nas jak pare
                  dzieciaków. Pochodze z alkoholickiego domu więc takie przyjęcie do
                  rodziny męza było dla mnie zaskoczeniem. Chciałam się odwdzięczyć za
                  wszystko... i chciałam być naj....
                  Prałam, sprzątałam, prasowałam, nie zabraniałam wyjść na miasto...
                  Pracowałam do 9misiąca... później jak urodził się syn po całych
                  dniach siedziałam sama bo mąż pracował do wieczora, wiecznie sama.
                  Jak miałam problem i próbowałam sie pożalić to mąż spławiał moje
                  problemy, bo jakie ja je moge mieć skoro TYLKO siedze w domu z
                  dzieckiem. I tak cały czas.. wiecznie sama ze wszystkim.
                  Mąż zajarzył że jest ojcem dopiero po 2latach kiedy syn był juz na
                  tyle duży że można z nim było "COŚ" porobić... jest świetnym ojcem
                  teraz, mają super kontakt jako tata i syn, (syn w lutym kończy 7lat)
                  a co ze mną??
                  WYPALIŁAM SIE.... żyć w stadzie i być samotnym to najgorsza rzecz
                  jaka sie mozę przytrafić... zapytałam męża czy czuje się szczęśliwy
                  i spełniony podczas jednej z trudnych rozmów, powiedział że TAK, a
                  ja? ja nie jestem szczęśliwa bo spełniałam NIE SWÓJ sen idealnej
                  rodziny. Teraz chce odejść bo juz nie chce tak życ, a co mąz na to?
                  że jestem egoistką, że jestem nie fer, że myśle tylko O SOBIE!

                  Takich schemató jak mój jest mnóstwo... zastanów sie czy chcesz go
                  powielać... szkoda życia dziewczyno uwierz...
    • krzysztof-lis Re: Mąż a ja? 11.11.09, 11:33
      > Proszę o porady Państwa czy czekać aż śię zmieni,czy po prostu
      > odejść.(przez jego zachowanie czuję śie jakbym ja była wszystkiemu
      > winna,nie moge na niego liczyć i mu ufać).

      Nie czekać, aż się zmieni. Nie masz prawa oczekiwać, że się zmieni. Bo niby
      dlaczego?

      Decydując się na związek, bierzesz kogoś z dobrodziejstwem inwentarza.
      Oczekiwanie, że nagle się zmieni, bo przecież jesteście małżeństwem / bo
      przecież jesteś w ciąży, jest niemądre.

      Jak się wyszło za buraka, to trzeba cierpieć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka