Dodaj do ulubionych

Problem z chorą teściową.

17.11.09, 01:26
Witam, ponieważ nikt z Was mnie nie zna to pozwolę sobie pierwszy raz wyrzucić
z siebie całą frustracje i gniew. Za niedługo wychodzę za mąż, powinnam być
szczęśliwa ale całą radość zatruwa mi przyszła teściowa.
Jest to wdowa, która po śmierci swojego męża zrzuciła wszystkie obowiązki na
swojego kilkunastoletniego wówczas syna. Przyzwyczaiła się do tego, że on jej
usługuje i jest na każde jej zawołanie. W jej wypadku powiedzenie, że "dzieci
chowamy dla świata" jest zupełnie nie trafione, ona go wychowała dla siebie.
Więc wyobraźcie sobie jakie akcje odchodziły jak kilka temu spotkał mnie i
zaczęliśmy być razem. Nie będę Was zanudzać bo czytaliście to wszystko mnóstwo
razy. Obgadywanie za plecami, złośliwości etc.
Jest jednak coś co różni moją sytuację od innych. Otóż nie moge się poskarżyć
na teściową bo jest ona chora i każde jej zachowanie tłumaczy się jej chorobą.
Ma nowotwór, tyle że mam wrażenie że jest z nim dosyć zaprzyjaźniona gdyż jest
on jej narzędziem do manipulacji. "Musisz przyjechać i zrobić mi remont bo
może już niedługo umrę". "To sa na pewno moje ostatnie święta...ostatnie
wakacje, ostatnia wielkanoc" słyszę to już od TRZECH lat! I od trzech lat
spędzamy tam święta bo "TO JEJ OSTATNIE"!
I wiecie co> Mam tego dosyć! Moi ukochani dziadkowie też żyć nie będą
wiecznie, chciałabym choć raz dla odmiany święta spędzić z nimi.
Jednak najbardziej zależy mi na utrzymaniu dobrych relacji z narzeczonym-
ostatnie czego bym chciała to kłótnie z nim. Już wystarczająco dużo nam
napsuła w związku wtrącając się do wszystkiego i nastawiając go przeciwko
mnie. Ostatnio powiedziała mi wprost, że nie lubiała mnie od początku bo
przychodziłam i zabierałam czas jej synowi a ona wolała z nim być sama.

Czy choroba jest usprawiedliwieniem dla takiego zachowania? Czy powinnam
kolejny raz spędzić z nią jej "ostatnie święta?"
Obserwuj wątek
    • kuneeegundzia-66 Re: Problem z chorą teściową. 18.11.09, 15:33
      eh jakbym pisała o swoich problemach... moja też jest schorowana i
      na pewno niedługo umrze. Może umrze jutro albo i tej nocy...
      Manipulowanie chorobą to super sposób na syneczka. Ja lekceważę
      babsko, mówię mężowi że ona przesadza i tak nim steruje. Raz , drugi
      czterdziesty i się przekonuje. Na początku mi nie wierzył, nawet był
      na mnie zły, ale teraz pomału bierze moją stronę.Ciężko z tym żyć.
      Zawsze jak mamy gdzieś jechać, to ona się źle czuje, w ten sposób
      zawsze psuje humor mężowi, który się o nią martwi. Teraz ostatnio to
      z domu nie wychodzi i trzeba jej po chlebek latać. A na cmentarz z
      ciężkimi siatami to zapieprza aż się za nią kurzy... Lekceważenie
      jej choroby przy mężu u mnie działa w ok 70%.
      • ja-majka1979 Re: Problem z chorą teściową. 07.12.09, 17:25
        Witam !!!! piszę żeby się raczej "wygadać" bo nie mam przed kim.U mnie jest
        podobnie - teściowa co tydzień jeździ do innego lekarza i wyszukuje chorób -ja
        już nawet nie pytam gdzie jedzie i jak tam po wizycie ,przez co jetem wyrodną
        synowa i niczym się nie interesuje -to znaczy nie interesuje się jej
        "chorobami", nawet już nie nadarzam co jej jest.Przed całą rodziną płacze jaka
        to jest ciężko chora -a ja po prostu to lekceważę i męża też już tego pomału
        uczę . Takie teściowe to manipulantki , doskonale wiedzą jak zagrać na uczuciach
        gdy ktoś tylko przejawia zainteresowanie ich osobą a ich niby choroba jest
        lekarstwem na lenistwo i co tu dużo mówić zwyczajną głupotę . Pozdrawiam
        wszystkie wyrodne synowe
    • barbasia017 Re: Problem z chorą teściową. 19.11.09, 08:43
      Po pierwsze czy narzeczonemu zależy na Tobie w takim samym stopniu by ostatnią
      rzeczą była kłotnia z Tobą.Po drugie czy teściowa jest chora i czy jest to
      nowotwór złośliwy.Czy byłaś świadkiem operacji,chemioterapii,naswietlania.Po
      trzecie co by zrobił narzeczony gdyby to Twoja matka postępowała tak samo i co
      Ty byś zrobiła gdyby to Twoja matka była chora.Pozostawiam do rozważenia.Tak na
      marginesie:osoby chore czasami są nie do zniesienia,potrafia tak się dać we
      znaki ,że nawet na ukochaną kiedyś matkę patrzy się z niechęcią widząc ją przez
      pryzmat tychże "cyrków".Czy matka Twojego przyszłego chce być tak zapamietana?
      Piszesz,że Cię nie lubiła od początku - ona wszystkich by nie lubiła
      prawdopodobnie,wszystkich które by stanęły jej na drodze.Co to za matka chcąca
      dziecko uczynić dożywotnim pielęgniarzem?! Każdy z nas kiedyś odejdzie ,pytanie
      tylko czy z godnością i jakie pozostawi po sobie wspomnienia - to powinna
      rozważyć Twoja przyszła teściowa ,a syn powinien ją zapewnić o pomocy w razie
      potrzeby z jednoczesnym uświadomieniem ,że on pozostanie na tym padole - tylko
      czy mama chce żeby był sam ,czy szczęśliwy z kimś. Pozdrawiam.
    • lookintofuture Re: Problem z chorą teściową. 07.12.09, 17:01
      No i stało się co przewidziałam. Kilka dni temu teściowa rozpoczeła oficjalne
      cyrki związane ze świętami. Ustaliliśmy z narzeczonym, że jeśli moja rodzina
      zorganizuje wspólną wigilię i nas zaproszą to spędzimy u nich bo w zeszłym roku
      spędzaliśmy z teściową jej córeczką i jej rodziną (koszmar to był) i poszłam tam
      tylko dlatego, że cyt"to jej ostatnia wigilia". Ostatnio spytała co z wigilią i
      na wieść że idziemy do mojej rodziny popadła w czarną rozpacz
      bo...no...dopowiedzcie sobie, bo to "jej ostatnia wigilia przecież"!! A
      najgorszą aferę zrobiła narzeczonemu jego starsza siostrzyczka...że jak może
      mamusię zostawiać, jak śmie, w jej ostatnie święta! Ludzie jak ja już mam dosyć!
      Narzeczony to może by i się nie złamał ale ja już zaczynam...powiedziałam mu by
      dla świętego spokoju tam poszedł ale sam! Ja nie mam zamiaru, i chcę pobyć z
      rodziną. Na pewno i tak będzie miała powód by się obrazić, nawet jeśli on
      pojdzie to powie, że ja odstawiam fochy i się obrażam i nie przychodzę! A ja po
      prostu chcę w święta mieć spokój od tej kobiety.
      • ja-majka1979 Re: Problem z chorą teściową. 07.12.09, 17:33
        Witam ! wiem że nie jest to łatwa sytuacja ,ale patrząc z perspektywy czasu
        swojego małżeństwa ,gdybym wcześniej reagowała na różne sytuacje z teściową( np.
        nastawianie mnie przeciwko mojej rodzinie) ,to myślę że dziś wiele spraw
        wyglądało by inaczej ,dlatego piszę abyś czasami postawiła na swoim ,nie patrząc
        na reakcje rodziny męża ,bądz odważna powiedzieć NIE, a narzeczonemu wytłumacz
        dlaczego tak robisz. Naprawdę gdy od samego początku postawisz na swoim to po
        pewnym czasie zrozumieją że tak musi być .
      • velluto Re: Problem z chorą teściową. 09.12.09, 16:08
        lookintofuture napisała:
        > Narzeczony to może by i się nie złamał ale ja już
        zaczynam...powiedziałam mu by > dla świętego spokoju tam poszedł ale
        sam!

        zwariowałaś? chcesz następne 20 lat dawać się szantażować? wolna
        wola - ale pamiętaj, że traktują nas tak, jak pozwalamy siebie
        traktować. Dajesz sobie wejść na głowę - to ci wchodzi. Co cię
        obchodzi, że jakieś babsko się obrazi? przecież jej nie znosisz, co
        ci grozi? że przestanie się odzywać? chwała bogu.

        W zupełności wystarczy, jeśli syn spędzi z matką część wigilii i
        wyjdzie na tyle wcześnie żeby dołączyć do ciebie na resztę święta.
        Szkoda że nie ma dość odwagi, żeby wywalić matce że w święta chce
        się cieszyć a nie spędzać je w grobowej atmosferze, i że rzyga
        tekstami o "ostatnich świętach".
        • elianaa fortuna kolem sie toczy... 15.03.10, 00:32
          Ja mialam podla tesciowa, ale nawet w stosunku do niej nie bylabym az
          tak podla gdybym wiedziala ze jest chora na raka. W jednym z Twoich
          postow przeczytalam ze Twoja tesciowa jest chora na raka. Moja Mama
          zmarla poltorej roku temu na raka i nie zycze nikomu takiego powolnego
          umierania. To straszne miec swiadomosc ze to moga byc ostatnie swieta,
          a moze i nawet ostatni wekend zycia... zastanow sie nad soba.
          • normalna_kobieta33 Re: fortuna kolem sie toczy... 15.03.10, 10:32
            Nie potrafię zrozumieć skad tyle w Was złości, dzlaczego odrazu
            chcecie "zabijać" i za wszelką cenę pokazać że nie dacie
            sie "głupiej, zawistnej, wrednej..." teściowej. To prawda, ze
            teściowe potrafią zatruć życie, ale... tylko od Was zależy czy
            pogłębiać się bedzie Wasza wzajemna niechęć. Może wartoby było
            porozmawiac z teściową, ale tak szczerze. Pozwolić się jej wygadać a
            potem poprosić żeby wysłuchała Ciebie. Przecież wspólnie możecie
            ustalić, gdzie i w jaki sposób bedą spedzane świeta. Podejdź ja
            sposobem, zapytaj co ona zrobiłaby na Twoim miejscu. Ale zrób to
            delikatnie, bądź przy tym miła i zatroskana jej zdrowiem. Ona
            poczuje sie mile połechtana i bedzie miała świadomość, że kiedy jej
            zabrakien ukochany syn zostanie z czułą i troskliwą kobietą a
            nie "jedzowatym babskiem". Uważam, ze ten sposób jest o wiele
            skuteczniejszy niż pokazywanie która z Was ma wieksza władzę nad jej
            synem. Na poczatku Tój mężczyzna bedzie stał za toba murem, ale z
            biegiem czasu jego rodzina i tak go przekabaci na swoja strone. Po
            co wiec odrazu walczyć? Nie lepiej spróbować drogi pokojowej. Z
            własnego doświadczenia wiem, że wiekszość złych rzeczy wychodziło
            przez niedomówienia i niezrozumienie drugiej strony. Kiedy mój
            sposób nie zaskutkuje, wtedy bedziesz miała pełne prawo do
            prowadzenia otwartej wojny... a póki co, spróbuj proszę, może
            wszyscy bedziecie mieć udane święta, Ty, Twój mężczyzna , Twoi
            dziadkowie i Twoja tesciowa.
            • anta1981 Re: fortuna kolem sie toczy... 15.03.10, 11:50
              Kobiety czy wy chociaż czytacie to co piszecie? Przecież święta nie trwają
              godzinę. Zawsze są to minimum 2-3 dni. Przecież można się dogadać i jeden dzień
              spędzić u jednej rodziny a drugi u drugiej. My tak robimy. A po za tym jeśli
              jedne święta spędza się u jednych to kolejne u drugich- tak robi moja siostra bo
              dom rodzinny jej męża oddalony jest od naszego o 800km i ciężko by było tak
              jeździć z jednego końca Polski na drugi. Wszystko to jest kwestia dogadania. A
              narzeczony powinien pamiętać że też mamy swoją rodzinę i chcemy spędzić z nimi
              czas. Podejrzewam, że ze względu na chorobę odwiedza się częściej daną osobę. A
              normalnej_kobiety33 to jakoś nie kapuję może ty sama jesteś wredną teściową i
              tylko przyszłaś tu mącić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka