ksantypcia
29.11.09, 14:40
Matka mojego narzeczonego ma klucz do naszego mieszkania. Wchodzi kiedy chce, bez uprzedzenia, zapowiedzi, koszmar!! Jestesmy oboje tym faktem wkur*ieni, zmeczeni, delikatnie jej to dawalismy do zrozumienia ale ona swoje. Juz nie raz bylo tak, ze sluchalam sobie muzyki na sluchawkach a ona stala w drziach pokoju i czekala az ja zauwaze. Albo nie wiedziec jak dlugo wpatrywala sie we mnie podczas odkurzania. To jest patologia, okropnosc, dostaje nerwicy, zawsze znajduje jakis pretekst, nie najezdzajcie na mnie, ze powinnismy jej po prostu powiedziec, albo po prostu zabrac klucz, bo to nie wchodzi w gre. Dla mnie przede wszystkim najgorsze jest to, ze ona tego nie pojmuje, wiec nawet jak zabiore klucz to nie zmieni jej myslenia. ona nie widzi w tym nic zlego!!! Poza tym jest bardzo dobra kobieta, spotkania z nia, te umowione, a nie w ramach nalotow sa zawsze przyjemne. Ale jak wpieprza sie do nas, to po prostu mam juz czasem dosc w przeciagu 3 sekund przyklejac usmiech do twarzy i udawac, ze wszystko ok!!! Musialam sie wygadac. Co myslicie?