13.12.09, 18:22
Muszę się wygadać. Jestem dzieckiem ze zwyczajnej wpadki, moja matka
jak mnie urodziła miała jeszcze 20 lat. Rodzice mojego ojca zerwali
z nim kontakty na jakiś czas, bo nie chcieli, aby żenił się z moją
matką. Ogólnie na weselu i po nim były wielkie szopki. Dodam, że
wszyscy chodzą do kościoła i są wzorowymi katolikami, ale takimi
przed księdzem i przed obrazem. Do 5 roku życia wychowywała mnie
babcia (mama mojej matki), potem rodzice sobie o mnie przypomnieli i
zabrali mnie do siebie. Było to dla mnie ciężkim przeżyciem, bo
babcia była dla mnie mamą (zresztą do końca jej życia tak ją
traktowałam), a oni ludźmi takimi jak ciocia lub wujek, chociaż
zwracałam się do nich per mamo i tato. Jednak wszystkie weekendy,
czas kiedy byłam chora, święta i wakacje spędzałam u babci. Ale
teraz stwierdzam, że to było dla mnie szczęście, bo inaczej nie
wiedziałabym jak wygląda normalny dom, chociaż dziadek jest
alkoholikiem i życie z nim w domu też nie należało do łatwych.
Jednak babcia zdołała mi przekazać jak bardzo mnie kocha i jak jej
bardzo na mnie zależy. Moja matka była w stosunku do mnie bardzo
obojętna i chłodna, nie pamiętam aby mnie przytuliła, pochwaliła,
nie mówiąc o jakiś spoufaleniach matki z córką. Przypomniałam sobie
taką scenę kiedy wróciłam z kolonii, przywiozła mnie sąsiadka, byłam
w domu i moja matka wróciła z pracy i na mój widok stwierdziła o już
jesteś, bez powitania, bez pytania jak było na koloniach. Zresztą
ona nigdy nie przejmowała się domem. W domu zawsze był bałagan,
chociaż starałam się sprzątać, bo mi było wstyd przed koleżankami.
Ona najczęściej przebywała na imprezach firmowych (pracowała w
czasach komuny i u niej w pracy to było nagminne), a po pracy
przenosili się do kogoś do domu. Nie interesowało jej co robię itd.
Byłam dzieckiem z kluczem na szyi Mój ojciec jest osobą bardzo
despotyczną, więc w wieku 5 lat, po odebraniu mnie od babci, zaczęła
się tresura w stosunku do mnie, byłam wyzywana od głupich kurew,
nieudaczników, bita, w zasadzie do 19 roku życia, bo potem się
wyprowadziłam z domu i od tej pory kontakt z nimi jest sporadyczny.
To co przechodziłam było nienormalne. Ciągłe wyzwiska i bicie o byle
co. Ciągłe usługiwanie ojcu, bo w przeciwnym razie bicie. W
pierwszej klasie liceum poszłam kilka razy na wagary. Po wywiadówce
ojciec wyjął pas i kazał mi zdjąć majtki. Matka zaczęła go prosić,
że nie musi mnie przecież bić na goły tyłek, bo mam 16 lat, poza tym
mam miesiączkę (oczywiście kłamała). Łaskawie zgodził się, abym nie
zdejmowała majtek, musiałam położyć się na łóżku i dostałam około 20
pasów, jeszcze musiałam je dokładnie na głos liczyć. Zaznaczam, że
robił takie rzeczy na trzeźwo, ale ogólnie w domu często rodzice
pili, były awantury. Matka była i jest osobą bardzo bierną, robi to
na co jej ojciec pozwoli, bo w przeciwnym razie ojciec ją leje.
Teraz już od 15 lat mój koszmar się skończył, nie mieszkam z nimi.
Był pewien okres, że chciałam się z nimi pogodzić, ale oni ciągle
mają jakieś dziwne roszczenia, że ja mam im być podporządkowana,
robić to co oni chcą, bo jak nie to się obrażają. Kiedyś
powiedziałam mojej matce, że przecież nigdy nie było między nami
stosunków jak matka z córką. Miałam nadzieję, że powie „to może to
naprawimy”, ale ona zaczęła się śmiać i stwierdziła „no i co z
tego”. Moja matka była albo tak zazdrosna o moją więź z babcią, że w
ostatnich chwilach jej życia nawet mnie o tym nie powiadomiła, albo
tak mnie nienawidzi, że zrobiła mi na złość (bo przecież jestem
dzieckiem z wpadki i ona przeze mnie musiała przechodzić całe życie
gehennę z ojcem, bo ją też lał, czasami do utraty przytomności i to
na naszych oczach). Nie odbierała ode mnie telefonu. Dowiedziałam
się o tym od brata. Ogólnie mieli z ojcem do babci żal, że dawała mi
pieniądze na studia i dzięki temu udało mi się wyprowadzić około 200
km dalej. Mój ojciec był bezsilny i tylko robił mi w tamtym okresie
awantury, wyzywał mnie „że jestem sama w obcym mieście i się ku...ę
jestem kurwą, ale i tak mam pamiętać , że bez niego sobie palcem do
dupy nie trafię”. A jedna udało mi się skończyłam studia mam pracę,
męża, dziecko, drugie urodzi się za kilka miesięcy.
Nie mam siły na te ciągłe podchody i gierki. Coraz częściej zaczyna
się we mnie pojawiać myśl, że ja jestem im całkowicie obojętna, że
mój ojciec ma jakieś zaburzenia i tak naprawdę najlepszym wyjściem
jest całkowite zerwanie kontaktów z nimi. W ciągu roku daję sobie
jakoś radę, mam wspaniałe dziecko, męża, chociaż przyznaję z czystym
sumieniem, że chyba ze względu na wcześniejsze przeżycia nie jestem
łatwą osobą. Najgorzej jest w okresie przedświątecznym, chciałabym
żeby moje dzieci miały z nimi kontakt, niekoniecznie zażyły, ale
przynajmniej taki letni, kilka razy do roku. Oni nigdy do mojego
dziecka nie dzwonią, nie przyjeżdżają. Ostatni raz widzieli się na
Wielkanoc (oczywiście z mojej inicjatywy), ale to wszystko jest
takie sztuczne, wymuszone. Zapraszałam ich na urodziny dziecka, ale
mówią, że nie mają czasu (oboje są na emeryturze). Mój mąż jeździ
tam tylko ze względu na mnie, ale tak naprawdę za każdym razem mówi
mi, że jak ja chcę to tam pojedzie, ale tak naprawdę nie ma na to
ochoty. Ja oczywiście przed świętami dzwonię i tak naprawdę
wpraszam się do nich, bo oczywiście moja matka nigdy nie
zainteresuje się, czy przyjedziemy do nich w święta. W ubiegłym roku
zadzwoniłam dopiero w Wigilię, ale było jej to obojętne czy
przyjedziemy, czy nie. W tym roku dzwoniłam dzisiaj, ale nie
odbierają ode mnie telefonu. Oni nawet nie wiedzą, ze ja jestem w
ciąży.
Za każdym razem przed świętami jest to samo, mój płacz i nerwy
(chociaż w tym roku nie powinnam się denerwować, bo jestem w ciąży),
zastanawianie się dlaczego po raz kolejny wyciągam rękę i po raz
kolejny dostaję „po łapach” i nie potrafię przyjąć do wiadomości, że
pora zerwać wszystkie kontakty.
Może ktoś jest w podobnej sytuacji i będzie mi trochę lżej. A może
ktoś poradzi mi jakąś terapię, żebym się tak nie męczyła. W takim
okresie okołoświątecznym nachodzą mnie myśli, że by ze sobą skończyć
i już się tak nie męczyć, ale zaraz przychodzi myśl, że ja przecież
mam dla kogo żyć i jestem bardzo potrzebna.
Pozdrawiam i proszę o powstrzymanie się od złośliwych komentarzy, bo
naprawdę nie mam na to siły, już i tak jestem zdołowana.

Obserwuj wątek
    • rennie77 Re: Rodzice 13.12.09, 19:00
      kochana masz teraz wlasna rodzine, ktora cie uwielbia, potrzebuje i kocha. to
      najwazniejsze. wspolczuj swoim rodzicom, bo tylko to mozna zrobic. przeciez to
      oni traca na tym, ze nie maja kontaktu z toba i z ich wlasnymi wnukami. czytam
      co napisalas i jest mi ich po prostu zal. zyja sobie w tym swoim malym wlasnym
      piekielku i niech tak zyja.
      wiem, ze trudno jest nie wyciagnac reki, wyobrazam sobie co czujesz. to
      straszliwie przykre, ze zostalas i nadal jestes na to narazona. niektorzy ludzie
      nie powinni miec dzieci, bo sa chorzy, nie wiedza co oznacza milosc i oddanie,
      nie rozumieja bliskosci. szkoda, ale ty masz dzisiaj swoje zycie i najbardziej
      stratni sa tutaj wlasnie oni.
    • kol.3 Re: Rodzice 13.12.09, 19:13
      Skup się na swoim życiu, na swoim mężu, na swoich dzieciach. Odpuść
      sobie rodziców, nie dzwoń do nich, nie odwiedzaj, bo się pochorujesz od
      kontaktów z nimi. Współczuję Ci, bo przeszłaś piekło, ale nie ma sensu
      katować się utrzymując z rodzicami kontakt. Szkodzisz swojej rodzinie,
      chroń ją, bo teraz ona jest najważniejsza.
      • marzeka1 Re: Rodzice 13.12.09, 19:25
        "Ja oczywiście przed świętami dzwonię i tak naprawdę
        wpraszam się do nich, bo oczywiście moja matka nigdy nie
        zainteresuje się, czy przyjedziemy do nich w święta. "- PO CO? Masz teraz własną
        rodzinę, możesz sobie ułozyć życie tak, jak zechcesz, nie ma sensu o rodziców
        zabiegać. Nie wszyscy mają dobrych, kochanych rodziców, czasem trafiają się
        tacy, jak twoi. Dlatego- odpuśc sobie, posłuchaj męża, skup się na własnej
        rodzinie.Po co ci w dorosłym życiu kontakt z takimi ludźmi,co z tego, ze są
        rodzicami, oni cię tylko spłodzili i tyle.
      • bracialwieserce Re: Rodzice 13.12.09, 19:26
        NIGDY nie będzie dobrze, niech pani z tego zrezygnuje - naprawdę uważa, że gra
        warta jest świeczki? To nie byli ludzie, którzy powinni zostać rodzicami. Tak po
        prostu - pani ma inna konstrukcje psychiczna i na pewno jest to dla pani ciężkie
        - ale nie da się! Proszę zobaczyć jak się pani szarpie a jak oni będą tacy
        "mili" dla państwa dzieci1 NIE WARTO. U pani będzie to niezabliźniona rana,
        zwłaszcza jak będą pani dzieci dorastały a pani będzie żałowała {jeśli ze swoimi
        kontakty będą ok},że ze swoją matką nie jest dobrze. To się nie zmieni - proszę
        się odciąć inaczej zamęczy się pani sama i rodzinę swoją.
    • ona_zmeczona Re: Rodzice 13.12.09, 19:29
      Bardzo mi przykro,ze tak sie Twoje stosunki z rodzicami tocza. Ale
      wydlada na to, ze oni nie poczuja juz potrzeby kontkatu z Toba i
      Twoja rodzina. Ty, jak widac, wciaz czujesz ta potrzebe. Mozy
      wysylaj do nich kartki swiateczne, pozdrowienia z wakacji, moze
      jakies zdjecie od czasu do czasu, Tobie to da pewne poczucie
      nawiazania kontaktu. A ze ten kontakt bedzie taki niebezposredni to
      chyba lepiej dla Ciebie, nie uslyszysz przez telefon znudzonego
      glosu, braku zainteresowania, itp. Nie ulepszych swoich rodzicow na
      sile. Zadbaj o siebie. Glowa do gory.
    • panpaniscus Re: Rodzice 13.12.09, 19:36
      Poraził mnie twój post. Bo to śiwetny przykład, że cokolwiek dziecku zrobisz,
      jak źle je potraktujesz, to ono i tak będzie cię kochać i zabiegać o twoją miłość...
      Twoi rodzice nie dali ci nic/wiele dobrego. To się nie zmieni. Nie masz wplywu
      na to, co oni czuja do ciebie i twoich dzieci. Ty masz swoją rodzinę i zajmij
      się nią. Wiem, że brak takiej prawdziwej rodzicielskiej miłości okropne boli -
      może pomyśl o terapii, żeby sobie z tym poradzić?
      Trzymaj się ciepło.
    • burza4 Re: Rodzice 13.12.09, 20:06
      długo masz jeszcze zamiar nadstawiać drugi policzek? w imię czego
      ciągniesz w toksyczne środowisko dzieci i męża. Przykre, ale nie
      wszyscy nadają się na rodziców, twoi najwyraźniej nie. Źle trafiłaś,
      ale wyszłaś na prostą, masz udaną rodzinę. Nie daj skazić swojej
      rodziny przeszłością. Nikomu z was nie jest miło spędzać święta u
      takich dziadków, daj spokój z tymi wizytami, spędźcie je w domu,
      ciesząc się sobą.
    • bas-122 Re: Rodzice 13.12.09, 20:58
      Czytałam i miałam ochotę płakać. A przede wszystkim mam ogromną ochotę Cię
      przytulić. Szczególnie przytulić to dziecko, którym byłaś. Powiedzieć Ci, że
      jesteś bardzo dzielną, wspaniałą, cudowną osobą. Jesteś silna. I to powinnaś
      sobie powtarzać każdego dnia "na dzień dobry".

      Jagodo, niestety rodziców już nie zmienisz. Musisz to zaakceptować. Takie są
      realia i nic tego nie zmieni. Wiem, ze jest w Tobie niedosyt miłości, pragnienie
      rodzinnego ciepła, tęsknota za zwykłą życzliwością. Niestety, niczego nie da się
      zrobić na siłę. Jaki sens ma oglądanie się wstecz? Skup się na tym co przed
      Tobą, na swoich własnych dzieciach, na swojej Rodzinie. Może zaprzestań , na
      jakiś czas przynajmniej, jeździć do rodziców, jak to napisałaś, wpraszać się.
      Wystarczy , że zadzwonisz i złożysz życzenia, umożliwisz swojemu
      dziecku/dzieciom kontakt telefoniczny z dziadkami. Od czasu do czasu chwila
      radosnej rozmowy - wystarczy. Opowiadaj dziecku/dzieciom o swojej babci. W
      opowieściach można przekazać wiele wzorców.
      Może warto by było, abyś spróbowała jakiejś terapii, skonsultowała się z
      psychologiem, który Ci wyjaśni jak możesz sobie radzić ze wspomnieniami, a
      przede wszystkim jak uchronić Twoją Rodzinę przed błędami, które możesz
      popełniać mając za sobą tak trudne dzieciństwo.
    • cegielka612 Re: Rodzice 13.12.09, 22:16
      A po jakiego grzyba Ty do tych dziwnych ludzi ciągniesz swoją rodzinę? Łaskę Ci
      robią czy jak, że się chcą spotkać? To niech się nie spotykają - dziecka do nich
      nie ciągnij bo się napatrzy na dziwne zachowanie i będzie mieć mętlik w głowie,
      męża podziwiaj za cierpliwość ale przestań go już testować.
      Jeden z moich szanownych rodziców dotąd nie widział wnuka (a ma prawie 2 lata),
      drugi zobaczył po 3 miesiącach bo też myślał, że zrobi łaskę i jak zwykle w moim
      trudnym momencie życiowym będzie mieszać - i co stało się coś? Nic się nie
      stało, a jedyne czego się rodzic dowiedział, to że właśnie łaski nie robi. Nie
      to nie - i bynajmniej u mnie w domu było w porównaniu z Twoją sytuacja super
      normalnie. Ale ja nie będę się prosić o czyjąś uwagę, kartkę na święta można
      wysłać, dołączyć parę zdjęć i finito.
      Fakt czy się dziecko planuje czy nie nie ma tu nic do rzeczy - matka Twoja była
      dorosła i wiedziała zapewne skąd biorą się dzieci. A i życia nie musiała z ojcem
      spędzać skoro ją bił. Najlepiej winić kogoś za swoje nietrafione wybory i
      jeszcze się na nim za te wyimaginowane krzywdy odgrywać.
      • moreno68 Re: Rodzice 14.12.09, 08:50
        Strassznie przygnębiające to co napisałaś>Rodziców nie zmienisz,
        własne życie możesz.Idz na terapię dla dzieci alkoholików , umów się
        do psychologa.Dzwigasz ten balast od wielu lat i sama tego nie
        zkaończysz.Nie męcz siebie ,męża i dzieci.Pozwól żeby na terpaii
        psycholog Ci pomógł.Nie ma się czego wstydzic,często jest tak że
        nieświadomie powielamy schematy życia własnych rodziców,nie rób
        takiego piekła swojemu mężowi i dzieciom.
    • uli Re: Rodzice 14.12.09, 10:13
      Bardzo, bardzo Ci współczuję.
      Wiesz, to że rodzice się teraz Tobą nie interesują, to też jest forma agresji,
      negacji Ciebie i Twojej rodziny.
      Wstań z kolan, nie dzwoń do nich, po co?
      Pora zobaczyć, że tych dwoje ludzi, którzy powołali Cię do życia wie o życiu
      jeszcze mniej niż Ty. Jak już sama się dowiedziałaś, to był przypadek. Zostali
      rodzicami przez przypadek, a tak naprawdę to nigdy nie zostali. Normalny
      człowiek nikogo tak nie traktuje, nawet psa!
      Ale Ty żyjesz i istniejesz i miałaś szczęście mieć taką babcię, która Cię
      kochała i wspierała i pewnie dlatego jesteś zdolna teraz do dawania, miłości.
      Z jednej strony najlepiej byłoby zobaczyć ich (rodziców) jako takie okaleczone
      istoty niezdolne do miłości, właśnie takie dwie sieroty, które bezwolnie
      powtórzyły swoją traumę. Też nie rozumiem, czemu niektórzy ludzie wierzą, że jak
      zniszczą komuś życie, to im samym będzie troszkę lepiej, ale nienawiść to jest
      nienasycony potwór. I będą to powtarzać tak długo, jak długo będziesz pod ręką,
      czekając na okruchy ich uczuć. Nie wiem, jak CI przekazać, że nie możesz
      postrzegać ich jako takich ludzi jak Ty czy ja, do których dotrze racjonalnie i
      logicznie, że jesteś ich rodziną i jesteście za siebie wzajemnie odpowiedzialni.
      Nie dotrze. Niektórym nie da się pomóc. Nie otwieraj dla nich drzwi do swojej
      rodziny, bo oni nie umieją kochać ludzi, a każda inna relacja to jest handel,
      albo, żekłabym nawet, kradzież, przy czym to Ty byłas i jesteś okradana, i
      jeszcze na to pozwalasz. Powinnaś być na nich wściekła. Chroń swoich bliskich i
      siebie.
      Napisałaś, że chyba jesteś im obojetna - to jest najłagodniejsze określenie,
      pora dopuścić tą myśl do siebie. Lepsze to niż depersja.

      Trzymaj się, przed Tobą lepsza i weselsza część życia :)
      • zabcia35 Re: Rodzice 14.12.09, 17:54
        Nie znajde słów zeby wyrazić jak głęboko poruszyła mnie Twoja
        historia.Kryję twarz w poduszce, zeby nikt w domu nie widział moich
        łez.
        NIE potrafie nic mądrego poradzić, napisać wiec po prostu mocno,
        najmocniej Cię przytulam i zycze Ci zebys znalazła terapeute, który
        pomoze Ci poukładać tą Twoją rzeczywistość w sercu, głowie tak,
        zebyś nigdy nie cierpiała z powodu przeszłości, zebyś nigdy nie
        czuła tego bólu...
        Zycze Ci na te świeta spokoju i tej miłości na którą zasługujesz i
        którą dostajesz od tych którzy są z TOBA blisko ZYCZĘ Ci
        szczesliwego rozwiązania.
        Serdecznie Cię pozdrawiam ,jestem z Toba całym sercem
    • sapalka1 Re: Rodzice 14.12.09, 18:55
      Musisz przyjąć do wiadomości, że nie wszyscy ludzi epowinni mieć dzieci, nie
      wszyscy kochają sowje dzieci, nie wszyscy je szanują, wielu traktuje sowje
      dzieci przedmiotowo. NIe wiem czy Twoi rodzice Cię kochali/kochają, może sama
      tego nie wiesz/nie jesteś pewna. Ale tacy ludzi nie powinni wychowywać dzieci,
      nie sznaowali Cię i nie szanują do teraz, traktowali Cię (traktują?) jak sowją
      własność.
      Tego wszystkiego nie zmienisz. Nie zmieni ich Twoja miłość i troska, Twoje
      odwiedziny, Twoje osiągnięcia czy Twoje dziecko. Oni się nie zmienią. Co w
      związku z tym?
      - idź na terapię DDA - pomoże Ci stanąć na nogi, zrozumieć siebie i swoje
      postępowanie (w tym zabieganie o ich uwage, akceptację),
      - oderwij się od nich. Kontakt z rodzicami nadal Ci szkodzi. Cały czas. A to
      odbija się na Tobie, Twoim małżeństwie (choćby przez to, że mąż widzi Twój ból,
      smutek, co odbija się na atmosferze w rodzinie), Twoim dziecku,
      - nie zabieraj rodziny do rodziców, nie zapraszaj ich, wierz mi, kontakt z
      alkoholikami i przemocowcami może tylko i jedynie zaszkodzić Twojemu dziecku, a
      tego na pewno nie chcesz. Nie postępuj wbrew temu czego chce mąż, on wie pewnie
      ile Cię kosztują spotkania z rodzicami i n ie chce się równiez ze względu na to
      z nimi widywać,
      - ciesz się swoją rodziną i pamiętaj, że nie możesz się denerwować teraz.
      Trzymaj się i spędź radosne święta z Twoją rodziną i kochającymi Cię ludźmi, a
      nie z tymi , którzy tylko Cię krzywdzą.
    • demonsbaby Rodzice??? 15.12.09, 14:49
      jagodaaaa36 napisała:

      proszę o powstrzymanie się od złośliwych komentarzy,

      Wiesz jagoda, na to chyba nikogo nie byłoby stać, a przynajmniej nie
      w obliczu historii życia, jaką tu opisałaś.

      Przede wszystkim gratuluję Ci naprawdę silnej woli i charakteru.
      Musisz być wspaniała kobietą, żoną i matką. Nie mniej wierzę, że
      zasługę w tym - kim dzisiaj jesteś - ma twoja babcia, a zasadniczo
      TWOJA MAMA. Wielu ludzi / o tak spapranym dzieciństwie / w dorosłym
      życiu nie potrafi podolać "obowiązkom społecznym" - zaczynając od
      relacji międzyludzkich ogólem, a kończąc na własnej rodzinie.
      Jak najbardziej masz prawo czuć żal i rościć miłości od swoich
      rodziców. Dlaczego masz się czuć niekochanym, wyszydzonym dzieckiem?
      W imię czego? Dlatego, że przyszłaś na świat?

      Zobacz jednak, jak dużo Ty dzisiaj dajesz mężwoi i własnym dzieciom.
      Dajesz 2krotnie więcej - właśnie dlatego, że sama nie doświadczałaś
      podobnych wrażeń, więzi w dzieciństwie od ludzi, którzy winni Ci
      byli to zapewnić.

      Kolejna lekcja to sztuka wybaczania. Twoi biologiczni rodzice nie
      powinni być rodzicami, ponieważ przez całe swoje życie do tej roli -
      przynajmniej w stosunku do Ciebie - nie dorośli. I wydaje mi się, że
      już nie dorosną, aczkolwiek cuda się zdarzają ... prawda? Może i dla
      nich przyjdzie czas kiedyś na oczyszczenie, ale nie oczekuj tego i
      żyj własnym życiem, życiem twojej rodziny (takiego modelu, jaki
      zapewne wykształciła w Tobie twoja prawdziwa mama).
      Nie próbuj usilnie namawiać rodziców biologicznych do wizyt, miłości
      do wnuków... Tą miłość zastępujesz im Ty wraz z mężem i pewnie
      gronem znajomych (bądż teściów), których masz. Ja wierzę, że to musi
      boleć... dlaczego ja, prawda? Każdego z nas mogą dotykać rózne
      doświadczenia. Ty już walkę o własne życie wygrałaś. Zamiast
      namaiwać matkę, z którą chcesz zapewne odbudować a zasadniczo
      zbudować relacje, których nigdy nie miałyście, po prostu zadzowń, w
      dniu kiedy czujesz potrzebę, żeby zaprosić ją i człowieka, który
      śmie nazywac się twoim ojcem, z jakiejkolwiek okazji (jak święta,
      które sprzyjają zażegnaniu konfliktów) - tyle, że nie zapraszaj jej,
      ale jej powiedz, szczerze od sera, ze łzami w oczach lub nie,
      że "wybaczasz jej to, że nie była nigdy twoją matką, którą tak
      bardzo chciałaś kochać". Niech się śmieje, niech szydzi ... Tobie to
      przyniesie ulgę - a do niej być może kiedyś w perspektywie czasu
      dotrze na co się zdobyłaś wobec niej. Powiedz, że twój dom będzie
      dla niej (i ojca) otwartym domem, w którym Ty ich nakarmisz kiedy
      będą głodni, z którego ich nie wygonisz. I zakończ już czekanie i
      walkę o miłość, którą najwyrażniej nie potrafią Ci dać bo nie byli
      do tego gotowi i najwyrażneij nie będą. Nie namawiaj też męża do
      wizyt w "twoim rodzinnym domu" bo on zapewne nie dżwiga tej całej
      sytuacji i musi się w nim gotować jak jesteś traktowana. Cała
      miłość, która próbujesz dac matce i ojcu przelej na dzieci i męża.
    • mala.czarnaa Re: Rodzice 15.12.09, 15:16
      rada pewnego psychoterapeuty dla swojego pacjenta, a mi bliskiej
      osoby - nie powinniśmy mieć wyrzutów sumienia i NIGDY nie powinniśmy
      się zmuszać do jakiegokolwiek kontaktu ze swoimi rodzicami, którzy
      wyrządzili nam krzywdę. Nie musisz do nich dzwonić, zapraszać, bo
      tak wypada, bo są święta, tylko dlatego że są Twoimi bilogicznymi
      rodzicami. Poprostu żyj i bądź szczęśliwa, bez nich. Pracuj nad tym
      by pozbyć się wyrzutów sumienia i jeśli dobrze Ci jest bez nich, nie
      wiń się za to.
      Uważam, ze terapia napewno nie zaszkodzi. Polecam!

      Pozdrawiam



    • marianka_marianka Rodzice 15.12.09, 16:04
      Nie umiałabym przeżywać szczęśliwych, rodzinnych Świąt z osobami, które znęcały się nade mną psychicznie i fizycznie. Tacy ludzie nie zasługiwaliby na moje towarzystwo.
      Naprawdę trudno ich nazwać rodziną.
      • jagodaaaa36 Re: Rodzice 16.12.09, 10:24
        Dzięki za wszystkie komentarze. Dzięki nim dostałam wparcie
        psychiczne i poczucie, że może rzeczywiście to nie moja wina, że oni
        po prostu tacy są i nic na to nie poradzę. Chociaż z drugiej strony
        bardzo mnie boli to, że nie jestem akceptowana przez własnych
        rodziców, że nie cieszą się razem ze mną z radości życia (których
        teraz w moim życiu nie brakuje, bo mam wspaniałe dziecko, drugie w
        drodze), że ciągle mam potrzebę udowadniania im, że jednak coś w
        życiu osiągnęłam, że jednak nie jestem zerem tak jak mi to ojciec
        zawsze powtarzał.
        Udało mi się skontaktować z moją matką i oczywiście wywiązała się
        kłótnia, bo stwierdziła tonem nie znoszącym sprzeciwu, że ja mam
        robić bezwzględnie to co ona mi karze, bo jest moją matką i mam jej
        słuchać, bo ona słuchała swojej matki, robiła wszystko co ona jej
        kazała i taka jest tradycja, ja nie mam nic do gadania. Taki mój
        obowiązek. Po prostu wszystko musiałoby wyglądać tak jak w czasie
        kiedy z nimi mieszkałam, tylko teraz dodatkowo musiałabym wciągnąć w
        to męża i dzieci. Ach, szkoda gadać....
        Zdecydowałam, że po świętach poszukam jakiejś terapii.
        Życzę wszystkim Wesołych i Rodzinnych Świąt.

        • uli Re: Rodzice 16.12.09, 13:41
          Ku pokrzepieniu - przypowiastka zen (wklejam ze strony
          alanwatts.republika.pl/ramki.html)
          Żył kiedyś wielki wojownik. Choć w nieco podeszłym wieku, wciąż był w stanie
          pokonać każdego przeciwnika. Jego dobre imię rozeszło się daleko po całym kraju
          i wielu uczniów przybyło, by u niego się uczyć.

          Pewnego dnia przybył do wioski młody wojownik o złej sławie. Był zdecydowany
          zostać pierwszym, który pokonał wielkiego mistrza. Wraz ze swą siłą miał
          niezwykłą umiejętność wykrywania i wykorzystywania każdej słabości swego
          oponenta. Czekał, aż zrobi pierwszy ruch, w ten sposób ujawniając swoją słabość,
          po czym uderzał z bezlitosną siłą i błyskawiczną szybkością. Nikt nigdy nie
          wytrwał z nim w pojedynku dłużej niż poza ten pierwszy ruch.

          Wbrew radom swych zatroskanych uczniów stary mistrz uprzejmie przyjął wyzwanie
          młodego wojownika. Gdy tylko stanęli do pojedynku, młody wojownik zaczął miotać
          obelgami w starego mistrza. Rzucał piachem i pluł mu w twarz. Godzinami atakował
          go werbalnie wszystkimi przekleństwami i obelgami, jakie ludzie znają. Ale stary
          wojownik jedynie stał spokojnie i bez ruchu. W końcu siły młodzieńca wyczerpały
          się. Wiedząc, że jest pokonany, odszedł pełen wstydu.

          Nieco rozczarowani tym, że nie walczył z zuchwałym młodzikiem, uczniowie zebrali
          się wokół mistrza i zasypali go pytaniami: "Jak mogłeś znieść taką zniewagę?
          Jakim sposobem go odprawiłeś?".

          "Jeśli ktoś wręcza ci dar, a ty go nie przyjmujesz - odparł mistrz - to do kogo
          ten dar należy?".



          Święta i Nowy Rok to dobry poczatek na zmiany :) Wszystkiego Dobrego i dzięki za
          życzenia.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Rodzice 18.12.09, 00:04
          Pomysł z terapią jest bardzo dobry. Nie tylko pomoże uporać się z przeszłością
          ale i z teraźniejszością. A teraźniejszość wygląda tak, że cały czas jakąś swoją
          częścią jest Pani zwrócona do niechętnego wobec Pani, deprywującego i
          frustrującego obiektu czyli swoich rodziców. Być może wydaje się Pani, że
          kolejnym razem , przy kolejnym podjętym przez Panią kontakcie, sytuacja w
          sposób magiczny się zmieni i zamiast nieprzychylnych i chłodnych rodziców
          doświadczy Pani ich kochających, pomocnych i akceptujących. Cały czas ten
          mechanizm Pani odtwarza, zamiast zwrócić się całą sobą do męża i dziecka, którzy
          są Pani przychylni. Niestety, wiem, że mechanizm ów jest bardzo silny. W tym
          właśnie tkwi zapętlenie. Czas pożegnać tę płonną nadzieję i ulokować ją w swojej
          rodzinie. Przerwać ten zgubny mechanizm. Ale w tym może pomóc tylko terapia.
          Życzę powodzenia w swoim zamiarze i Wesołych Świąt. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • kasiaitrzy Re: Rodzice 18.12.09, 22:08

            Bardzo ci wspolczuje, przeczytalam i jestem wstrzasnieta. Sama
            mialam nielatwe dziecinstwo, rodzice wykanczali mnie psychicznie.
            Doskonale rozumiem ten mechanizm powtarzania sytuacji z dziecinstwa,
            ale WIEM, ze mozna go przerwac. Mnie sie udalo po psychoterapii
            (takiej okolo rocznej: indywidualne spotkania+grupa) oderwac od
            przeszlosci.
            Teraz jest tak, ze owszem, na swieta jest mi ciezko, kolendy mnie
            doprowadzaja do placzu (jakze mi zal, ze oni sa tacy jacy sa i nie
            beda inni), ale to tylko w swieta. I tez ni ecaly czas. Nie mam ze
            swoimi kontaktu (raz na rok spotkanie na 2 godziny) i jest dobrze.
            Proponuje takie samo rozwiazanie, ale KONIECZNIE terapia. Warto,
            warto, warto - ja sie nawet troche zadluzalam i gorzej zylam, ale na
            terapeute mialam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka