jagodaaaa36
13.12.09, 18:22
Muszę się wygadać. Jestem dzieckiem ze zwyczajnej wpadki, moja matka
jak mnie urodziła miała jeszcze 20 lat. Rodzice mojego ojca zerwali
z nim kontakty na jakiś czas, bo nie chcieli, aby żenił się z moją
matką. Ogólnie na weselu i po nim były wielkie szopki. Dodam, że
wszyscy chodzą do kościoła i są wzorowymi katolikami, ale takimi
przed księdzem i przed obrazem. Do 5 roku życia wychowywała mnie
babcia (mama mojej matki), potem rodzice sobie o mnie przypomnieli i
zabrali mnie do siebie. Było to dla mnie ciężkim przeżyciem, bo
babcia była dla mnie mamą (zresztą do końca jej życia tak ją
traktowałam), a oni ludźmi takimi jak ciocia lub wujek, chociaż
zwracałam się do nich per mamo i tato. Jednak wszystkie weekendy,
czas kiedy byłam chora, święta i wakacje spędzałam u babci. Ale
teraz stwierdzam, że to było dla mnie szczęście, bo inaczej nie
wiedziałabym jak wygląda normalny dom, chociaż dziadek jest
alkoholikiem i życie z nim w domu też nie należało do łatwych.
Jednak babcia zdołała mi przekazać jak bardzo mnie kocha i jak jej
bardzo na mnie zależy. Moja matka była w stosunku do mnie bardzo
obojętna i chłodna, nie pamiętam aby mnie przytuliła, pochwaliła,
nie mówiąc o jakiś spoufaleniach matki z córką. Przypomniałam sobie
taką scenę kiedy wróciłam z kolonii, przywiozła mnie sąsiadka, byłam
w domu i moja matka wróciła z pracy i na mój widok stwierdziła o już
jesteś, bez powitania, bez pytania jak było na koloniach. Zresztą
ona nigdy nie przejmowała się domem. W domu zawsze był bałagan,
chociaż starałam się sprzątać, bo mi było wstyd przed koleżankami.
Ona najczęściej przebywała na imprezach firmowych (pracowała w
czasach komuny i u niej w pracy to było nagminne), a po pracy
przenosili się do kogoś do domu. Nie interesowało jej co robię itd.
Byłam dzieckiem z kluczem na szyi Mój ojciec jest osobą bardzo
despotyczną, więc w wieku 5 lat, po odebraniu mnie od babci, zaczęła
się tresura w stosunku do mnie, byłam wyzywana od głupich kurew,
nieudaczników, bita, w zasadzie do 19 roku życia, bo potem się
wyprowadziłam z domu i od tej pory kontakt z nimi jest sporadyczny.
To co przechodziłam było nienormalne. Ciągłe wyzwiska i bicie o byle
co. Ciągłe usługiwanie ojcu, bo w przeciwnym razie bicie. W
pierwszej klasie liceum poszłam kilka razy na wagary. Po wywiadówce
ojciec wyjął pas i kazał mi zdjąć majtki. Matka zaczęła go prosić,
że nie musi mnie przecież bić na goły tyłek, bo mam 16 lat, poza tym
mam miesiączkę (oczywiście kłamała). Łaskawie zgodził się, abym nie
zdejmowała majtek, musiałam położyć się na łóżku i dostałam około 20
pasów, jeszcze musiałam je dokładnie na głos liczyć. Zaznaczam, że
robił takie rzeczy na trzeźwo, ale ogólnie w domu często rodzice
pili, były awantury. Matka była i jest osobą bardzo bierną, robi to
na co jej ojciec pozwoli, bo w przeciwnym razie ojciec ją leje.
Teraz już od 15 lat mój koszmar się skończył, nie mieszkam z nimi.
Był pewien okres, że chciałam się z nimi pogodzić, ale oni ciągle
mają jakieś dziwne roszczenia, że ja mam im być podporządkowana,
robić to co oni chcą, bo jak nie to się obrażają. Kiedyś
powiedziałam mojej matce, że przecież nigdy nie było między nami
stosunków jak matka z córką. Miałam nadzieję, że powie „to może to
naprawimy”, ale ona zaczęła się śmiać i stwierdziła „no i co z
tego”. Moja matka była albo tak zazdrosna o moją więź z babcią, że w
ostatnich chwilach jej życia nawet mnie o tym nie powiadomiła, albo
tak mnie nienawidzi, że zrobiła mi na złość (bo przecież jestem
dzieckiem z wpadki i ona przeze mnie musiała przechodzić całe życie
gehennę z ojcem, bo ją też lał, czasami do utraty przytomności i to
na naszych oczach). Nie odbierała ode mnie telefonu. Dowiedziałam
się o tym od brata. Ogólnie mieli z ojcem do babci żal, że dawała mi
pieniądze na studia i dzięki temu udało mi się wyprowadzić około 200
km dalej. Mój ojciec był bezsilny i tylko robił mi w tamtym okresie
awantury, wyzywał mnie „że jestem sama w obcym mieście i się ku...ę
jestem kurwą, ale i tak mam pamiętać , że bez niego sobie palcem do
dupy nie trafię”. A jedna udało mi się skończyłam studia mam pracę,
męża, dziecko, drugie urodzi się za kilka miesięcy.
Nie mam siły na te ciągłe podchody i gierki. Coraz częściej zaczyna
się we mnie pojawiać myśl, że ja jestem im całkowicie obojętna, że
mój ojciec ma jakieś zaburzenia i tak naprawdę najlepszym wyjściem
jest całkowite zerwanie kontaktów z nimi. W ciągu roku daję sobie
jakoś radę, mam wspaniałe dziecko, męża, chociaż przyznaję z czystym
sumieniem, że chyba ze względu na wcześniejsze przeżycia nie jestem
łatwą osobą. Najgorzej jest w okresie przedświątecznym, chciałabym
żeby moje dzieci miały z nimi kontakt, niekoniecznie zażyły, ale
przynajmniej taki letni, kilka razy do roku. Oni nigdy do mojego
dziecka nie dzwonią, nie przyjeżdżają. Ostatni raz widzieli się na
Wielkanoc (oczywiście z mojej inicjatywy), ale to wszystko jest
takie sztuczne, wymuszone. Zapraszałam ich na urodziny dziecka, ale
mówią, że nie mają czasu (oboje są na emeryturze). Mój mąż jeździ
tam tylko ze względu na mnie, ale tak naprawdę za każdym razem mówi
mi, że jak ja chcę to tam pojedzie, ale tak naprawdę nie ma na to
ochoty. Ja oczywiście przed świętami dzwonię i tak naprawdę
wpraszam się do nich, bo oczywiście moja matka nigdy nie
zainteresuje się, czy przyjedziemy do nich w święta. W ubiegłym roku
zadzwoniłam dopiero w Wigilię, ale było jej to obojętne czy
przyjedziemy, czy nie. W tym roku dzwoniłam dzisiaj, ale nie
odbierają ode mnie telefonu. Oni nawet nie wiedzą, ze ja jestem w
ciąży.
Za każdym razem przed świętami jest to samo, mój płacz i nerwy
(chociaż w tym roku nie powinnam się denerwować, bo jestem w ciąży),
zastanawianie się dlaczego po raz kolejny wyciągam rękę i po raz
kolejny dostaję „po łapach” i nie potrafię przyjąć do wiadomości, że
pora zerwać wszystkie kontakty.
Może ktoś jest w podobnej sytuacji i będzie mi trochę lżej. A może
ktoś poradzi mi jakąś terapię, żebym się tak nie męczyła. W takim
okresie okołoświątecznym nachodzą mnie myśli, że by ze sobą skończyć
i już się tak nie męczyć, ale zaraz przychodzi myśl, że ja przecież
mam dla kogo żyć i jestem bardzo potrzebna.
Pozdrawiam i proszę o powstrzymanie się od złośliwych komentarzy, bo
naprawdę nie mam na to siły, już i tak jestem zdołowana.