finansowy problem

15.12.09, 23:14
Chciałabym byście pomogli mi z boku ocenić zachowanie mojego męża.Mąż od ośmiu
lat prowadzi firmę montującą okna.Jest podwykonawcą,część pieniędzy za montaże
pobiera firma zlecająca,zaś wszystkie koszty typu paliwo,zużyte
materiały,podatki ponosi sam.Jakoś sobie zawsze radziliśmy,ale w przeciągu
tego roku sytuacja bardzo się pogorszyła.Koszty są tak duże,że ledwo wiążę
koniec z końcem,dwóch pracowników ma większą wypłatę niż sam mąż.Od miesięcy
proszę męża by rozglądał się za inną pracą,ale On mnie nie słucha,ciągle ma
nadzieję że w końcu się polepszy.Wspomnę jeszcze że ta praca to 10-12 godzin
dziennie,czasem dłużej.Między nami jakoś się do tej pory układało,myślałam,że
mąż jest wobec mnie szczery.Jesteśmy małżeństwem od 16 lat,mamy 3 dzieci.W tym
roku w lecie mąż przyznał się że w okresie zimowym pożyczył z firmy zlecającej
4 tys zł na wszystkie opłaty,gdyż pracy w tym okresie było mniej.Powiedział mi
o tym dopiero jak spłacił dług.Ale najgorsze przyszło teraz.Przez przypadek
dowiedziałam się że z naszego konta na którym odłożone było 4 tys zł na tzw
czarną godzinę /w tym były pieniądze naszych dzieci w kwocie 2 tys/ zniknęło
wszystko.Po rozmowie z mężem przyznał się że pobrał te pieniądze na Jego
koszty,nawet nie wiem kiedy.Mi daje na życie i opłaty po kilkaset złotych co
jakiś czas,nie mogę zaplanować żadnego zakupu np pościel czy ubrania,kupuję
sporadycznie jak akurat dał mi trochę więcej.Najgorsze jednak przyszło
wczoraj,kiedy to z ZUS przyszły upomnienia za niepłacone w lipcu i sierpniu
składki na kwotę 3500 zł.Nic o tym nie wiedziałam,będziemy musieli pożyczyć by
te pieniądze w ciągu 7 dni wpłacić.Jestem załamana.Najgorsze jest dla mnie to
że nic mi o tym nie powiedział.Mogliśmy razem znależć wyjście już dużo
wcześniej.W tej chwili zdecydowaliśmy /właściwie to ja postawiłam Go pod
ścianą/ że jeśli do końca roku nie zamknie firmy to nie mamy o czym
rozmawiać.W tej chwili szukamy innej pracy.Ja pracuję tylko dorywczo,nie umiem
iść do pracy na pełny etat w sytuacji kiedy męża nie ma po całych dniach w
domu mając trójkę szkolnych dzieci.Może sytuacja się zmieni.Chodzi o to ,że
mam wielki żal do męża,że doprowadził za moimi plecami do takich
kłopotów.Bardzo ta sprawa pogorszyła stosunki między nami,martwię się że to
początek końca.Czuję wściekłość,żal i rozczarowanie.Co o tym wszystkim myśleć?
    • kaz-oo Re: finansowy problem 16.12.09, 08:20
      .Chodzi o to ,że
      > mam wielki żal do męża,że doprowadził za moimi plecami do takich
      > kłopotów.Bardzo ta sprawa pogorszyła stosunki między nami,martwię się że to
      > początek końca.Czuję wściekłość,żal i rozczarowanie.Co o tym wszystkim myśleć?


      Czy rzeczywiście to on doprowadził? Może nie dał sobie rady, stał się
      ofiarą kryzysu, braku zamówień. Wiele małych i większych firm przechodzi teraz
      ciężki okres. Źle, że to wszystko przed tobą ukrywał ale... może chciał ci
      zaoszczędzić zmartwienia, a może po prostu bał się twojej reakcji i braku
      zrozumienia. Przecież nie roztrwonił tych pieniędzy "na czarną" godzinę tylko
      włożył w firmę. Małżeństwo to wspólnota na dobre i złe. Teraz przyszło na was to
      "złe" - czas próby, z której macie szansę wyjść zwycięsko jeśli będziecie
      działać wspólnie i się wspierać albo może to być rzeczywiście początek końca,
      jeśli okaże się, że byliście małżeństwem tylko na dobre czasy. Niestety wygląda
      na to, że z twojej strony to ta druga opcja wchodzi w grę. Piszesz tak
      zdecydowanie, że mąż powinien znaleźć lepszą pracę (o którą teraz nie tak
      łatwo), a siebie rozgrzeszasz w ogóle z pracy zawodowej, bo masz dzieci w wieku
      szkolnym. Pewnie, że najlepiej jeśli to mama sprawuje opiekę, ale w tak trudnej
      sytuacji może warto by też rozważyć inną opcję. Nie jesteś jakimś wyjątkiem, bo
      większość kobiet mających dzieci godzi obowiązki domowe z pracą zawodową na
      pełny etat. Zastanów się kim jest dla ciebie twój mąż, dawcą kasy czy partnerem
      i najbliższym człowiekiem którego nie opuszcza się w potrzebie.
      Koniecznie zapłaćcie ten zaległy ZUS, bo w sytuacji gdy ty nie pracujesz, to
      jest to pewnie jedyne wasze ubezpieczenie.
      • nomya Re: finansowy problem 24.12.09, 09:22
        Bardzo mądra wypowiedź.
    • panpaniscus Re: finansowy problem 16.12.09, 09:23
      Ja też byłabym zła i rozgoryczona na Twoim miejscu. Bo to WASZE - a w tym i
      dzieci - pieniądze. Sytuacja na rynku, stan firmy to jedno, a oszukiwanie
      współmałżonka to drugie.
      W takiej sytuacji po pierwsze chciałabym mieć większą kontrolę nad wspólnymi
      pieniędzmi. Jeśli macie wspólne konto, to może takie, do którego będziesz miała
      łatwy dostęp internetowy? I przeprowadziłabym poważną rozmowę z mężem, najlepiej
      z osob mediującą, żebym go nie rozszarpała na kawałki i żeby było
      konstruktywnie. I oddzielić pieniądze "na firmę" od pieniędzy rodzinnych.
      Po drugie, może w aktualnej sytuacji jednak przez jakiś czas dałabyś
      radę popracować więcej? Pamiętam, jak wszystkie 3 siostry byłyśmy w szkole, taty
      firma upadała, bo załamał się rynek, to mama po pracy jeszcze gdzieś dorabiała
      przez jakiś czas. Nie było to miłe, ale te kilka miesięcy nas nie zabiło.
    • smut-na Re: finansowy problem 16.12.09, 09:43
      W jakim wieku są Wasze dzieci? Jeśli nawet są w wieku wczesno- szkolnym to
      przecież funkcjonują świetlice, szkolne stołówki.W obecnych czasach trudno
      jednej osobie utrzymać rodzinę i to sporą do tego.
      • kalinka711 Re: finansowy problem 16.12.09, 12:17
        w kwestii wyjaśnienia...dzieci są w wieku 14,7 i 9 lat.Tylko starszy dojeżdża do
        gimnazjum i wraca o stałej porze.Stołówki i świetlice nie wchodzą w grę,mieszkam
        na wsi gdzie niestety nie ma takowych.Nie ma też pracy w miarę blisko gdzie
        opłacałoby się dojeżdżać,do miasta mam 20 km.Oczywiście że w sytuacji jaka nas
        spotkała będę czegoś szukać,w naszych realiach nie będzie to proste.Większość
        tych głosów to słowa krytyki pod moim adresem adresem,że nie pracuję.Bardziej
        chodziło mi jednak o pomoc w ocenie zachowania męża względem mnie.Bardzo pomocna
        okazała mi się kaz-oo,masz rację to sprawdzian naszych uczuć.Myślę że ta złość
        mi minie,trudno jednak pogodzić mi się z tym,że mąż wcześniej nic mi nie
        powiedział,bo wiem że nie doszłoby do tego długu jaki jest w tej chwili,na
        rzęsach bym stanęła żeby nie mieć długu co do państwa,bo potem odsetki
        rosną,jest tylko gorzej.Wiem,nie powiedział ze strachu,nie chciał mnie martwić
        ale czy to jest rozwiązanie?Czy tak postępuje dorosła,odpowiedzialna
        osoba?Zawsze za takiego Go miałam a teraz to już nie wiem co myśleć.
    • kicia031 szczeka mi opadla 16.12.09, 10:06
      o ile moge - z pewnym trudem ale jednak zrozumiec, ze matka
      malutkich dzieci ponizej wieku przedszkolnego nie pracuje, to pojac
      nie moge, jak mozna uchylac sie od wkladu w finase rodziny majac
      dzieci chodzace juz do szkoly, czyli w duzej mierze samodzielne!
      jesli jedna osoba musi zarobic na 5-osobowa rodzine, to nie ma po
      prostu sily, zeby to sie udalo, zwlaszca ze potrzeby dzieci tez
      rosna.

      podsumowujac, do roboty, kobieto!
      • pam_71 Re: szczeka mi opadla 16.12.09, 10:34
        Kiciu ... masz dzieci w wieku szkolnym ;-) ????
        Prawdą jest, ze niektóre sztuki już w wieku 6lat latają z kluczem i przesiadują
        w świetlicy cały dzień .. ale są to wyjątki.
        Ja mam dwoje 8 i 10lat. Szkołę na osiedlu obok (15min. spaceru + przejście przez
        ruchliwą ulicę) pracującą na zmiany. Jedyny dzień w którym Młodzi mają lekcję w
        identycznych godzinach to środa ... ale nie dzisiaj, bo akurat Duży nie miał
        pierwszej lekcji z powodu choroby Pani. Jest jeden dzień - w którym jedno
        zaczyna lekcje o 11:30, a drugie kończy o 12:30 ;-p Do tego wycieczki, wyjścia,
        dni ustawowo wolne etc.
        Do świetlicy zapisać można dzieci tylko jeśli oboje Rodzice pracują.
        A co do firmy ... no cóż - kryzys najbardziej dotknął małe przedsiębiorstwa.
        Jeżeli mąż prowadzi firmą uczciwie - to należy mu się wsparcie ... ale ... Ja
        mam akurat koleżanką po rozwodzie z takim "biznesmenem na kredyt" ;-) Facet miał
        100 pomysłów na minutę i wszystko brał w leasing/ na kredyt ... wydawał
        pieniądze których jeszcze nie zarobił, a jeździł BMW (bo najważniejsze pierwsze
        wrażenie). Pierwszy "kryzys" mieli po 2latach ... ale wtedy Ona sprzedała
        mieszkanie kupione przez jej Rodziców .. długi spłacili, nową firmę Pan
        rozkręcił .... itd. Pan miał jednak małą słabość, bo co tylko mógł wymieniał na
        "nowy model" .. z takim zapałem, że przyszła i kolej na żonę ...
        No ja mam taki uraz do "własnego interesu" ;-) Cokolwiek subiektywny, ale może
        da do myślenia ... przede wszystkim zainteresowałabym się firmowymi wydatkami.
        Pozdro
        • kicia031 Re: szczeka mi opadla 16.12.09, 12:28
          > Kiciu ... masz dzieci w wieku szkolnym ;-) ????

          Tam, mam syna 17 lat, ktorego wychowuje samotnie od 15 lat i
          drugiego 4-latka. Pracuje odkad maj starszy syn mial 2 lata,
          wczesniej studiowalam dziennie, z 19 tygodniowa przerwa po urodzeniu
          mlodszego. Mamm tez pasierbice 400km dalej, co do której oczywiście
          mój partner ma normalne ojcowskie zobowiązania, to skutkuje
          ograniczeniem czasu jaki może spedzac w domu. Jakies jeszcze pytania?
    • rena.k Re: finansowy problem 16.12.09, 10:41
      Tez uwazam, że Ty powinnaś iść do roboty.
      Mąż ukrywał przed Toba kłopoty finansowe, ale widząc Twoje
      roszczeniowe nastawienie, które aż razi jak się czyta post, wcale mu
      się nie dziwię - bał się po prostu Ci o tym powiedzieć, chciał
      jeszcze uratować firmę, myślał, ze to przejściwoe kłopoty.
      A pieniądze na czarną godzinę wziął, bo to jest wasza czarna godzina.
      I nie przechlał tych pieniędzy, tylko opłacił zobowiązania firmy, z
      której jakby nie było jednak Was utrzymuje.
      Zacznij sama wkładać coś w budżet domowy, to będziesz mogła wymagać
      i "kazać" znaleźć do końca roku lepszą pracę.
      Ciekawe jak sobie dasz radę jak on tej pracy nie znajdzie i
      faktycznie się z nim z tego powodu rozstaniesz. Alimenty będą liche
      z działalności gospodarczej ;)
    • nick_ze_hej Re: finansowy problem 16.12.09, 10:52
      Następna pokrzywdzona co jej dojna krowa padła. 16 lat po ślubie to raczej
      dzieci w wieku gimnazjalnym są. Cały elaborat o tym jaki to ten mąż
      nieodpowiedzialny, oszust i kłamca, co to domowe zasoby na swoją głupia firmę
      trwoni, zamiast się wziąć natychmiast do innej roboty jak zona przykazała. I na
      koniec jedno skromne zdanie o sobie pracuję tylko dorywczo,nie umiem
      > iść do pracy na pełny etat
      , Bidulka;))
      • teresa117 Re: finansowy problem 16.12.09, 12:24
        w kwestii wyjaśnienia...dzieci są w wieku 14,7 i 9 lat.Tylko starszy dojeżdża do
        gimnazjum i wraca o stałej porze.Stołówki i świetlice nie wchodzą w grę,mieszkam
        na wsi gdzie niestety nie ma takowych.Nie ma też pracy w miarę blisko gdzie
        opłacałoby się dojeżdżać,do miasta mam 20 km.Oczywiście że w sytuacji jaka nas
        spotkała będę czegoś szukać,w naszych realiach nie będzie to proste.Większość
        tych głosów to słowa krytyki pod moim adresem adresem,że nie pracuję.Bardziej
        chodziło mi jednak o pomoc w ocenie zachowania męża względem mnie.Bardzo pomocna
        okazała mi się kaz-oo,masz rację to sprawdzian naszych uczuć.Myślę że ta złość
        mi minie,trudno jednak pogodzić mi się z tym,że mąż wcześniej nic mi nie
        powiedział,bo wiem że nie doszłoby do tego długu jaki jest w tej chwili,na
        rzęsach bym stanęła żeby nie mieć długu co do państwa,bo potem odsetki
        rosną,jest tylko gorzej.Wiem,nie powiedział ze strachu,nie chciał mnie martwić
        ale czy to jest rozwiązanie?Czy tak postępuje dorosła,odpowiedzialna
        osoba?Zawsze za takiego Go miałam a teraz to już nie wiem co myśleć.
        • teresa117 Re: finansowy problem 16.12.09, 12:26
          przepraszam,wysłałam wcześniej pod nickiem z innego forum.
        • bianka111 Re: finansowy problem 16.12.09, 13:12
          20 kilometrow na dojazd do pracy to wedlug Ciebie jest bariera nie do
          przeskoczenia??? Kobieto!! Ja przez bitych 5 lat dojezdzalam codziennie 50
          kilometrow pociagiem podmiejskim oraz potem jeszcze tramwajem po Warszawie na
          uczelnie. Potem do pracy, juz samochodem 60 kilometrow codziennie W JEDNA STRONE
          stania w korkach. I jakos nie upatrywalam w tym koszmarnej niesprawiedliwosci
          losu. Chciec to moc - to wszystko. A nie cale zycie ogladac sie na meza, i miec
          pretensje ze to on powinien sie na wylacznosc zaharowywac na 5 osobowa rodzine.
          • teresa117 Re: finansowy problem 16.12.09, 13:22
            Ciekawe czy w tym czasie miałaś dzieci,dla mnie nawet 100 km nie jest barierą
            gdybym miała tylko pracę i uczelnię.
            • bianka111 Re: finansowy problem 16.12.09, 19:11
              Tak, w okresie o ktorym mowie (praca i codzienne dojazdy 120 km lacznie w obie
              strony) mialam 2 dzieci w wieku 2 i 4 lata. I dlatego uwazam, ze 20 km to
              naprawde pestka jesli chodzi o dojazdy do pracy. Zwlaszcza, ze Twoje dzieci sa
              juz duze i dosc autonomiczne, nie potrzebuja obecnosci matki w domu 24 godziny
              na dobe.
              • ivaz Re: finansowy problem 23.12.09, 22:39
                Zgadzam się z poprzedniczką, ty masz juz duże dzieci, które napewno
                sobie poradzą bez maminej spodnicy, gorzej czy ty sobie poradzisz po
                tylu latach siedzenia w domu. Wcale się nie dziwię ze krucho z kasą,
                dzieci duże, potrzeby mają coraz większe a tu jedna pensja na 5
                osób!!!
                Ja dojeżdzłam do pracy przez kilka lat prawie 70km w jedna stronę,
                synek miał 3 latka, a ja byłam wtedy samotną matką i dawałam
                radę,sąsiadka zaprowadzała i przyprowadzała małego z przedszkola, ja
                się chce to można sobie poradzić, uwierz
        • pam_71 Re: finansowy problem 16.12.09, 14:00
          Wiem,nie powiedział ze strachu,nie chciał mnie martwić
          ale czy to jest rozwiązanie?Czy tak postępuje dorosła,odpowiedzialna
          osoba?

          Moi ponad 60-letni Rodzice po dziś dzień informują mnie o swoich zdrowotnych
          przypadłościach(badaniach,diagnozach ba nawet pobytach na izbie przyjęć) jak już
          nie mają innego wyjścia(lub sprawa jest opanowana), bo "nie chcą nas martwić"
          ... wrr ...
          A zdawałoby się, ze tacy dorośli i odpowiedzialni ;-)
      • teresa117 Re: finansowy problem 16.12.09, 13:17
        Sorry ale nie rozumiem,mąż nie jest dla mnie dojną krową a ja nie wyleguję się
        przez cały dzień.W sytuacji kiedy męża nie ma cały dzień w domu i wiem że nie
        mogę na niego liczyć w domowych sprawach to ja mam iść do pracy na 8
        godzin,zrobić zakupy,pomóc dzieciom w lekcjach,ugotować,zrobić wszystko w domu i
        ogrdzie i 100 innych rzeczy.Chyba po miesiącu byłabym jednym wrzeszczącym
        kłębkiem nerwów.
        • teresa117 Re: finansowy problem 16.12.09, 13:32
          to forum zdaje się być miejscem zdołowania kogoś bardziej niż jest a nie chęci
          zrozumienia i pomocy.Proszę o wypowiedż Panią Agnieszkę,pozostałym mądrzalskim
          już dziękuję.
          • kicia031 uslyszalas pare slow prawdy 16.12.09, 13:36
            i juz jest wielka obraza, co?
        • kicia031 Re: finansowy problem 16.12.09, 13:34
          zrobić zakupy,pomóc dzieciom w lekcjach,ugotować,zrobić wszystko w
          domu
          > i
          > ogrdzie i 100 innych rzeczy

          Czytam i czytam i coraz bardziej sie dziwie. Moj partner pracuje
          nieregularnie, czesto nie ma go w domu po 3 - 4 dni. Ja pracuje na
          pelny etat, nie ma mnie w domu przez 9 - 10 godzin dziennie.
          Dzielimy nmiedzy siebie obowiazki - sprzatania, zakupy, gotowanie,
          obciazajac tez dzieci obowiazkami - 14 latek jest spokojnie dosc
          duzy, by wziac odpowiedzialnosc za sprzatania, mlodsze dzieci tez
          powinny miec obowiazki. U nas ma je juz 4-latek. Oczywiscie udzial
          obojga malzonkow w obowiazkoach domowych jest oczywistoscia.

          Wszyscy wokol mnie tak zyja i jakos sobie radza - dlaczego ty nie
          mozesz?
          • pam_71 Re: finansowy problem 16.12.09, 13:55
            ;-)
            Kicia ja też mam w domu taki "model" współdziałania. Oboje pracujemy i oboje
            wychowujemy dzieci, ogarniamy dom na bieżąco.
            Mam w najbliższym otoczeniu dwa przypadki staromodnego "podziału obowiązków" ...
            a właściwie miałam, bo oba małżeństwa nie trwały dłużej niż 10lat ... niestety.
            Człowiek jednak zbyt łatwo przyzwyczaja się do dobrego i zaciskanie pasa zawsze
            budzi emocje ... ;-)
          • teresa117 Re: finansowy problem 16.12.09, 14:07
            nie obraziłam się po prostu chodziło mi o zupełnie inny problem - uczciwości w
            małżeństwie - o tym że wszystko inne jest do zrobienia to ja wiem ale to na
            przyszłość,nie w sytuacji jaka była do tej pory kiedy na pomoc męża nie mogłam
            liczyć,przychodzi,zje i kładzie się spać.Pracuje też prawie każdą
            sobotę.Oczywiście, dzieci pomagają w miarę możliwości szczególnie
            starszy,młodszym w lekcjach trzeba pomagać.
        • leni6 Re: finansowy problem 16.12.09, 14:04
          Ty idź do pracy na 8h, twój mąż pójdzie na 8h, podzielcie się obowiązkami
          domowymi i wszystko będzie ok. Będziecie żyć jak wiele innych rodzin.
    • leni6 Re: finansowy problem 16.12.09, 13:52
      Zgodzę się z wieloma osobami wcześniej. Twój mąż postąpił źle nie mówiąc Ci o
      zaciąganych długach. Jednak przyczyniła do tego niezdrowa sytuacja w rodzinie.
      Twój mąż jest jedyną osobą odpowiedzialna za utrzymanie 5 osobowej rodziny.
      Stara się to robić, nie chciał Cie martwić problemami, ale nie daje rady.
      Narzekasz też, że mąż pracuje 10-12h, widać przy pracy 8h dziennie nie jest w
      stanie utrzymać rodziny. Taka ciąży na nim odpowiedzialność, bo ty jej na siebie
      nie bierzesz nawet w części. Zastanów się nad tym dobrze, moim zdaniem najlepszą
      metodą jest twoje pójście do pracy. Dzieci w tym wieku to nie przeszkoda tylko
      wymówka, ty do pracy nie chcesz iść po prostu.
    • kol.3 Re: finansowy problem 16.12.09, 14:05
      Kolejna sytuacja gdy zaplanowano liczbę dzieci na zasadzie "tatuś
      zarobi". Skoro dzieci są w wieku szkolnym, to mama zdecydowanie może
      iść do pracy, a nie wieszać wszystko na szyi męża i jeszcze mieć do
      niego pretensje.
    • rena.k Re: finansowy problem 16.12.09, 14:14
      Też mieszkam na wsi. Dojeżdżam do miasta 15km, czyli bliżej.
      Mam prawie 4-letniego syna, w marcu bedzie nastepna pociecha.
      Pracuję na 8 godzin i prowadzę dorywczo działalność gospodarczą,
      choć mogłabym juz siedzieć na L-4.
      Mój mąż pracuje trochę dalej i trochę dłużej. Po pracy zjada obiad i
      jedzie na budowę. No, jeszcze się budujemy ;) Wraca wieczorem,
      pobawi się z dzieckiem, czasami poodkurza, idzie spać.
      Po porodzie, oczywiście po macierzyńskim wracam do pracy. Maluch
      pójdzie do złobka prywatnego, oddam prawie całą moją wypłatę. Ale
      będę mieć pewność zatrudnienia. A ten czas w złobku szybko zleci. Da
      się tak żyć, czasami siedząc w domu mniej czasu poświęca się dziecku
      niż pracując. Wiem co mówię - po pierwszym porodzie byłam w domu
      trzy lata.
      I jeszcze jedno - na wiosnę przeprowadzamy się jeszcze dalej na
      wieś, z dala od babć i cioć ;) Do pracy i żłobka będę mieć 25km.
      Starszak będzie chodził jeszcze do przedszkola, a potem do szkoły. I
      bedzie trzeba dać sobie jakoś radę, a tak na marginesie - zakupów
      nie trzeba robić codziennie ;)

      • rena.k Re: finansowy problem 16.12.09, 14:16
        I nie obrażaj się, nikt nie chce Cię zdołować. Może po prostu otwórz
        oczy ;)
        • pam_71 Re: finansowy problem 16.12.09, 14:36
          A ja odniosłam wrażenie, że jednak Teresa ma otwarte oczy ;-)
          Nikt jednak z piszących powyżej nie napisał wprost, że korzysta z pomocy
          babć/cioć/opiekunek ;-)
          Moje Młode chodzą do II i IVkl SP. Mamy Dziadków u których mogą spokojnie zjeść
          coś ciepłego, odrobić lekcje, odpocząć ... Różnica między ich powrotem ze
          szkoły, a moim z pracy to 4h każdego dnia ...
          • kicia031 Re: finansowy problem 16.12.09, 14:44
            Nikt jednak z piszących powyżej nie napisał wprost, że korzysta z
            pomocy
            > babć/cioć/opiekunek ;-)

            No a jak inaczej sobie mozna zorganizowac zycie? Przeciez wiadomo,
            ze nikt nie zostawia 6-miesieczniaka samego w domu. Byloby super,
            gdyby mozna bylo zyc tak jak sie chce, zajmujac sie tym, co sie
            lubi - np dziecmi. Ale wiekszosc osob nie ma takiego luksusu i
            trzeba sobie z tym radzic.
            • pam_71 Re: finansowy problem 16.12.09, 14:53
              Tak Kiciu ja to wiem ;-) Ale kilka postów wyżej opisałaś swoją sytuację i
              słówkiem nie ma tam mowy o babci odbierającej Młodego z przedszkola ...
              Chodzi mi o wydźwięk waszych wypowiedzi - "weź się kobieto do roboty, zobacz -
              my potrafimy. Mamy o wiele gorszą sytuację (nawet argument z km się pojawił), a
              jak sobie radzimy" ;-) A za chwilę się okazuje, że jednak nie tak do końca ... hihi
              Ja przez ponad rok pracowałam w pewnej firmie pełnej kobiet ;-) Źle wspominam
              ten wyścig szczurów - ale tam atmosfera była podobna do tego wątku - słowem nie
              można było się odezwać, bo każda miała dziecko bardziej chore albo sytuację o
              wiele gorszą ... zero zrozumienia.
            • kol.3 Re: finansowy problem 16.12.09, 16:56
              Można sobie zorganizować życie bez babci, ponieważ niektóre babcie nie
              pomagają totalnie. Są babcie oczekujące wnuczątka z utęsknieniem, są
              babcie, które wnuka traktują jak dalekiego znajomego i potrafią nigdy w
              życiu nie iść z nim na spacer.
              W przypadku braku pomocy rodziny, trzeba naprawdę dobrze się
              zastanowić, ile mamy pieniędzy i jak sobie zorganizujemy opiekę nad
              dzieckiem (dziećmi), na ilu potomków nas stać.
              • pam_71 Re: finansowy problem 17.12.09, 08:41
                W przypadku braku pomocy rodziny, trzeba naprawdę dobrze się
                zastanowić, ile mamy pieniędzy i jak sobie zorganizujemy opiekę nad
                dzieckiem (dziećmi), na ilu potomków nas stać.


                Gdyby to się dało tak wszystko "wykalkulować" ;-)
                Ja na własnej skórze przekonałam się, że to co "mamy" - w przeciągu pół roku
                może się zmienić w "to czego nam brakuje" ;-)
                Niestety nikt już nie daje gwarancji pracy do emerytury i to na stałym poziomie.
                A Babcie ... no cóż. Są jakie są ;-) Dodatkowo to że dzisiaj nam pomagają - może
                szybko się zmienić na - jutro my im pomagamy. Życie jest brutalne, a choroba nie
                wybiera.
          • ki_czort Re: finansowy problem 16.12.09, 15:00
            Gratuluję wszystkim kobietom tak przedsiębiorczym i samodzielnym (i na pewno
            wszystkie miały partnerów i partnerki, babcie i ciocie i wujki i dziadki 500 km
            od miejsca zamieszkania a w promieniu 100 km nie było ani jednego dostępnego
            przedszkola czy żłobka), że wychowały dzieci same bez niczyjej pomocy, z połowy
            pensji i niewidome na jedno oko, itd. itp. w tym stylu bohaterskich opowieści,
            ale niektóre kobiety nie mieszkają w mieście tylko na wsi, nie mają łatwego
            transportu i nie mają gdzie zostawić dzieci a mąż pracuje całe dnie. I tak sobie
            jakoś radzą, ale nie w stylu bohaterek "umiem wszystko sama, a ty jak nie umiesz
            to jesteś niezaradna życiowo".
            Z trójka dzieci w wieku szkolnym jest masa pracy, ale najprościej jest wszystko
            zwalić na matkę, niech się lepiej organizuje i lepszy motorek do tyłka wsadzi.

            A tak na marginesie, pomoc w lekcjach jest tak samo ważna (o ile nie ważniejsza)
            jak dłuższa praca matki. Dobra edukacja na wczesnym poziomie to absolutna
            podstawa. Jak z dziećmi nikt nie przysiądzie i narobią sobie zaległości na
            początku to się będzie za nimi ciągnęło do końca edukacji.

            To a propos komentarzy. A sam problem - facet powinien z Tobą porozmawiać, nie
            chodzi tylko o pieniądze firmy ale Wasze. Nie może być tak, że ktoś, kto zarabia
            na pięcioosobową rodzinę nie omawia decyzji finansowych z partnerką, która
            zresztą też zarabia.
            Zrobił źle i powinniście przeformułować zasady rozporządzania pieniędzmi.
            • kicia031 Re: finansowy problem 16.12.09, 15:28
              i na pewno
              > wszystkie miały partnerów i partnerki, babcie i ciocie i wujki i
              dziadki 500 km
              > od miejsca zamieszkania

              Moj 4-letni syn wlasnie w sobote zostanie zawieziony do dziadkow
              500km od miejsca zamieszkania, bo ze wzgledu na rekonwalescencje nie
              moze wrocic do przedszkola, a babcia na miejscu nie moze sie akurat
              nim zajac, zas my nie mozemy wziac kolejnych tygodni zwolnienia /
              urlopu / rezygnacji ze zlecen.

              Wolalbym, zeby bylo inaczej, ale takie zycie.
              • pam_71 Re: finansowy problem 16.12.09, 15:35
                Moj 4-letni syn wlasnie w sobote zostanie zawieziony do dziadkow
                > 500km od miejsca zamieszkania, bo ze wzgledu na rekonwalescencje nie
                > moze wrocic do przedszkola, a babcia na miejscu nie moze sie akurat
                > nim zajac, zas my nie mozemy wziac kolejnych tygodni zwolnienia /
                > urlopu / rezygnacji ze zlecen.
                >
                > Wolalbym, zeby bylo inaczej, ale takie zycie.


                Ale jednak ich masz i to mogących przyjąć wnuka na dłużej ;-)
                Są osoby które nawet takiej opcji nie mają.
                • kicia031 Re: finansowy problem 16.12.09, 16:09
                  zawsze jest jakas opcja - opiekunka, sasiadka.
                  Przypominam, ze dzieci autorki wartku nie jaka 4 lat - najmlodsze ma
                  7. W tym wieku ja w czasie choroby nierzadko zostawalam sama w
                  domu, gdy rodzce nie mogli wziac zwolnienia.
                  • pam_71 Re: finansowy problem 17.12.09, 08:36
                    Przypominam, ze dzieci autorki wartku nie jaka 4 lat - najmlodsze ma
                    > 7. W tym wieku ja w czasie choroby nierzadko zostawalam sama w
                    > domu, gdy rodzce nie mogli wziac zwolnienia.


                    Kiciu - Ciebie zostawiano ... a czy Ty zostawiałaś swojego syna w wieku 7lat
                    samego z gorączką w domu ?
                    Ja mojego 10latka nie zostawiam podczas choroby samego - tym bardziej jak
                    ostatnio zasłabł ...
                    Ja natomiast nie popieram "podrzucania" dziadkom Maluchów do innego miasta na
                    dłużej ... i zaręczam, ze można znaleźć 1001 argumentów jak to źle wpływa na
                    kontakt rodziców z maluchem ;-p Zawsze jest "jakaś opcja" - ważne aby znaleźć tą
                    najlepszą dla siebie (mając jednak na uwadze, że niekoniecznie będzie ona
                    najlepsza dla np. koleżanki) ....
    • ania19771 no proszę proszę... 16.12.09, 14:44
      dokopcie jej jeszcze...
      dowartościowałyście się!!!
      jakie wszystkie wspaniałe zorganizowane-Matki Polki Pracujące !!!
      Wszystko można napisać a i owszem ale żeby aż tak dosadnie -chyba że to ten
      pośpiech przedświąteczny tak na was działa
      • dyrka Re: no proszę proszę... 16.12.09, 15:18
        Tak czytam i czytam i aż mi się wierzyć nie chce. Czy któraś z Was ma firmę, albo ma męża który firmę prowadzi? Ja niestety mam i dużo bym dała aby pracował na etacie. Nie jest wykonalne prowadząc małą lub średnią działalność gospodarczą pracować po 8 h jak jedna z Pań napisała. Mój mąż pracuje często po 10 -12 godzin, również w soboty. Doskonale rozumiem autorkę wątku. Ciężko jest pogodzić pracę zawodową na cały etat z trójką dzieci i prowadzeniem domu. Dzieci nie wymagają tylko ubrania i obiadu, potrzebują też czasu spędzonego z rodzicami. Skoro nie mają ojca niech mają chociaż matkę. żeby nie było, sama mam dwoje dzieci, jedno 5 lat drugie 7 miesięcy i pracuję na pół etatu, jednak nie muszę dojeżdżać 20 km i pracuję w firmie męża.

        Do autorki, musisz porozmawiać z mężem i poszukać wyjścia z sytuacji. Nie obwiniaj go o to, że tak się stało. Jest kryzys, u nas też bywało ciężko. Jak najszybciej uregulujcie sprawę z Zusem. Może Ty mogłabyś pomóc mężowi w firmie? Jakoś go odciążyć? Przejąć część obowiązków, żeby mąż mógł się skupić na odrabianiu strat. życzę powodzenia i wierzę, że przetrwacie ten kryzys. Mąż na pewno odda pieniądze, które pożyczył od dzieci, tylko nie dobijaj go susząc mu głowę w i tak trudnej sytuacji.
        • kicia031 Re: no proszę proszę... 16.12.09, 15:24
          Czy któraś z Was ma firmę, al
          > bo ma męża który firmę prowadzi?

          Tak ja mam, jak pisalam w czesniej, a jego praca oznacza, ze nie ma
          go w domu i 4 dni w tygodniu. do tego ma corke z pierwszego
          malzenstwa w innym miescie, do ktorej trzeba pojechac, by ja do nas
          przywiesc, odwiesc, pomoc w lekcjach, isc na zebranie w szkole.

          Niestety [rowadzenie wlasnej firmy to bardzo niepewne zrodlo
          dochodu, czesto wykonujesz swoje, a uslugobiorcy cie nie palca, albo
          placa z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem. Dlatego ja wiem, ze musze
          pracowac, zeby w razie czego utrzymac rodzine.
    • bianka.5 Re: finansowy problem 16.12.09, 15:15
      No wlasnie nie ma to jak szukac wsparacia na forum.
      Objechalyscie Terese rowno bo zekomo do pracy nie chce jej sie isc.
      Przeciez to jakis zart! normalnie nie potrafie powstrzymac emocji.To co praca w domu i opieka nad trojka dzieci to nie praca?!!!!.
      Jasnie pan pracowal po 14 godzin ZADNYCH obowiazkow w domu tak jest najwygodniej...poki firma hulala i na wszysko starczalo to dla pana meza bylo mega wygodne bo LATWIEJ jest pracowac poza domem niz w domu(sprzatanie ,pranie gotowanie,zakupy,piwnice,strych,ogrod...dzieci).
      Ale jak sie pojawily problemy to pancio gwizdnal kaske z konta i dalej udawal ze jest git! Paranoja jakas dopiero jak sie okazalo ze jednak sobie nie poradzi to przyznal sie do klopotow zonie coby na nia czesc odpowiedzialonoci zrzucic!
      I co? Wina zony bo nie pracuje zowodowo?
      Wiecie co? teraz dziwnie jestem przekonana ze to wlasnie zona bedzie latac te jego kredyty dlugi i zaporzyczenia dodatkowo bedzie zajomowac sie domem i dziecmi a jasnie pan maz bedzie mial depresje !Jakie to zalosne!
      Jasnie panu dobrze bylo miec firme przez 8 lat a teraz boi sie zmian i gorzej platnej pracy.

      Sily zycze Pani Tesreso! ma pani sluszny zal do meza!


    • weronika.3 Re: finansowy problem 16.12.09, 15:23
      Tereso bardzo, ale to bardzo Cię rozumiem. Mój Mąż był w podobnej
      sytuacji. Tyle, że ja mam stałą pracę.
      Moim zdaniem postąpiłaś słusznie. Niepewne interesy, można prowadzić, jeśli
      przynajmniej jeden z małżonków ma stały dochód. Ja, też w pewnym momencie
      powiedziałam, Mężowi "stop".
      Co powinnaś zrobić? Wydaje mi się, ze powinnaś dążyć do ustalenia pewnej bazowej
      kwoty potrzebnej dla funkcjonowania domu i rodziny. U mnie, dzięki mojemu Mężowi
      i Jego pomysłowi inwestowania, jest to 2 zł 50 groszy dziennie na 4 osoby. W
      domu stałam się harpią, która wygasza światła, telewizor, oszczędza wodę, gaz,
      wręcz w żenujący sposób.
      Życzę Ci wytrwałości. Najlepiej, dla dobra dzieci, abyś znalazła stałą pracę.

      Powodzenia.
      • weronika.3 Re: finansowy problem 16.12.09, 15:27
        I jeszcze jedno, dyrka , ma rację. On nie zrobił tego specjalnie. Chciał
        dobrze. Wyszło, jak wyszło.
        • rena.k Re: finansowy problem 16.12.09, 15:42
          Wszystko pięknie, tylko, że ta pani nie ma małych dzieci, tylko
          troszkę starsze ;) Najstarsze dziecko - nastoletnie- mogłoby trochę
          pomóc w domu, zająć się młodszymi.
          I jest w cięzkiej sytuacji finansowej. Kto wie, czy nie znalazłaby
          pracy szybciej niż mąż, gdyby tylko chciała.
          • bianka.5 Re: finansowy problem 16.12.09, 15:50
            Starsze dzieci rowniez potrzebuja opieki i autorka postu pisze ze starszy syn pomaga.Autorka pisze rowniez ze pracuje dorywczo ale w obecniej sytuacji rozglada sie za stala praca.
            • teresa117 Re: finansowy problem 16.12.09, 17:05
              dziękuję za zrozumienie,myślę że właśnie dzięki temu że jestem w domu mam z
              dziećmi bardzo dobry kontakt,rola taty w wychowaniu sprowadza się do zapytania
              wieczorem "zrobiłeś zadanie? " albo "idż się myć".Dużo z dziećmi rozmawiam,mam
              naprawdę "fajne dzieci",oprócz nauki nie mam z nimi problemów.Jakoś sobie do tej
              pory radziliśmy z pieniędzmi dopóki nie było długu.Moi rodzice pracowali i nigdy
              nie mieli dla nas czasu,wychowałam się jakoś tak - mam wrażenie - obok tej całej
              wiecznej pogoni.Z dzieciństwa została mi nerwica którą zaczęłam leczyć dopiero
              jako dorosła osoba i ciągnie się za mną całe życie.Długo nie pracowałam teraz
              zawodowo,muszę powiedzieć że trochę boję się ludzi,wypadłam z obiegu,ciężko mi
              będzie do tego wrócić choć będę musiała.Teraz pracuję dorywczo w soboty po 3-4
              godziny,czasem też w tygodniu cały dzień.Parę lat temu próbowałam otworzyć
              własny interes,może by to się rozkręciło ale trwało to tylko 3 miesiące,wszystko
              zaczęło mi w domu narastać,nie dałam rady,zawiesiłam.Myślałam nawet żeby do tego
              wrócić w końcu dzieci są już starsze,ale mąż wiedząc jak trudne jest ciągnięcie
              własnej firmy odradza mi.Zresztą system mamy jaki mamy,podatki człowieka
              zjedzą.To tyle.
            • miacasa Re: finansowy problem 16.12.09, 17:28
              A jak niby ten gimnazjalista miałby się opiekować młodszym rodzeństwem skoro do
              gimnazjum musi dojeżdżać do innej miejscowości?

              Tereso, chyba pora przysiąść nad dokumentami firmy i dokładnie się przypatrzeć
              kosztom a być może renegocjować warunki ze zleceniodawcą. Może warto by mąż
              nieco się przebranżowił lub rozszerzył dotychczasową działalność.
              Chyba niektórym paniom zabrakło wyobraźni/doświadczenia skoro tak łatwym i
              oczywistym wydaje im się podjęcie pracy poza miejscem zamieszkania przez matkę
              trojga dzieci przy wielogodzinnej nieobecności ojca i braku wsparcia ze strony
              babć. Patrzenie na rynek pracy na prowincji przez pryzmat Warszawy jest w tych
              okolicznościach nieporozumieniem. Starszy syn Autorki wchodzi w trudny wiek,
              młodsze dzieci też wymagają ogromnej uwagi i pomocy ze strony rodziców, ich
              nieobecność w domu przez 10-12 godzin dziennie wyklucza wywiązywanie się z
              obowiązków rodzicielskich. A teksty o sąsiadkach i opiekunkach na wsi co to by
              zajęły się TRÓJKĄ dzieci są śmieszne. Otóż nie jest łatwo znaleźć opiekunkę,
              która podjęłaby się odprowadzania i przyprowadzania dwójki dzieci chodzących do
              szkoły na różne godziny a nawet jeśli taka się znajdzie to bardzo szybko zrezygnuje.
              Jeśli jest realna szansa na wyjście firmy z zapaści to należałoby o to powalczyć
              wspólnie, nawet gdyby oznaczało to zarejestrowanie nowej firmy na żonę i
              skorzystanie ze środków unijnych na rozpoczęcie działalności oraz z
              preferencyjnego ZUS-su dla nowych przedsiębiorców (przez 14 mies.). Bynajmniej
              nie chodzi mi o firmanctwo ale o aktywny udział żony w stworzeniu rodzinnej
              firmy i wspólnym zarządzaniu finansami.
          • weronika.3 Re: finansowy problem 16.12.09, 17:19
            No właśnie o znalezieniu pracy pisałam.
    • rivia Re: finansowy problem 16.12.09, 17:10
      ja jeszcze tylko dodam, ze w dwóch wiejskich szkołach w których pracuję
      swietlica jest otwarta do 16 i do niedawna moj syn tez przesiedzial w niej do 16
      a potem wracał(nie dotyczy to zimy oczywiscie).i nie znam szkoły bez stołówki
      ;)ale tu moge się mylic, moze w bardzo małych nie ma...
      jak sie ma dwojke w zblizonym wieku to one tez sie naturlnie sobą zajmuja- jak
      moj w klasach 1-3 chodził na 12,20 a ja miałam na 8 to kiblował od 7.30 na
      swietlicy- nie mowie ze to extra, ale NIE MIELISMY WYJSCIA. Wy teraz tez nie
      macie- trzeba moze zacisnac zęby i tyle, m oze wystarczy na krótko.
      Maż postąpił dziecinnie, ale pewnie ze strachu.Bo co do tego ze pracuje cieżko
      masz wątpliwosci? chyba nie, sądząc po watku.
      Trzymaj się.
      • teresa117 Re: finansowy problem 16.12.09, 17:20
        owszem pracuje ciężko,dlatego już miesięcy namawiam Go do szukania innej pracy w
        normalnym wymiarze.Ale mnie nie słucha,nie wiem czy to wstyd,tak jest w małych
        społecznościach że ludzie potem gadają.Co do szkoły - mamy około 50 dzieci w
        podstawówce zresztą już miała być zamknięta ale walczyliśmy i narazie jest.Nie
        wyobrażam sobie żebym miała posyłać dzieci po sąsiadkach,szybko byłabym na językach.
        • kicia031 Re: finansowy problem 16.12.09, 19:20
          szybko byłabym na języ
          > kach.

          No tak, to rzeczywiscie jest w tym wszystkim najwazniejsze.
          Gdybym miala taka sytuacje to robilabym cokolwiek - sprzatala, zajmowala sie
          cudzymi dziecmi, starsza osoba, byleby poprawic sytuacje rodzinna.
          • miacasa Re: finansowy problem 16.12.09, 22:02
            > Gdybym miala taka sytuacje to robilabym cokolwiek - sprzatala, zajmowala sie
            > cudzymi dziecmi, starsza osoba, byleby poprawic sytuacje rodzinna.


            o ile znalazłabyś na wsi kogoś kto byłby skłonny Ci za to zapłacić
            • bianka111 Re: finansowy problem 16.12.09, 23:24
              Zgodnie z tym co pisze watkodawczyni miasto jest odlegle o 20 km - a w miastach
              tego typu ofert pracy jest mnostwo. Zas 20 km to raptem pol godziny na dojazd.
            • kicia031 Re: finansowy problem 17.12.09, 11:25
              Znam kilkanascie osob mieszkajacych na wsi, ktore nie moga znalezc
              pomocy domowej, niani, handymana - w domach bieda az piszczy, ale TO
              NIE HONOR U KOGOS SPRZATAC.
              Moi tesciowie mieszkaja w biednej popegerowskiej okolicy i wiem, jak
              sprawy tam wygladaja - jak jedni pracuja, jak znajduja prace i jak
              inni sie obijaja. Wiec to, co piszesz traktuje z przymruzeniem oka.

              • miacasa Re: finansowy problem 17.12.09, 11:37
                Ty znasz kilkanaście osób, które maja trudności ze znalezieniem kogoś do
                sprzątania/opieki, jednak znakomita większość mieszkańców wsi i małych
                miasteczek nie szuka pani do sprzątania a do opieki nad dziećmi/osobami
                starszymi ponieważ "zatrudnia" kogoś z rodziny (rodziny wiejskie, zakorzenione w
                danym środowisku, często wielopokoleniowe są w dużej mierze samowystarczalne w
                tym względzie).
                • kicia031 Re: finansowy problem 17.12.09, 12:09
                  No patrz, a moi tesciowie z wielopokoleniowej i zakorzeniowej
                  rodziny zatrudniali nianie do obu synow. Dziwowisko.

                  Najwyrazniej jestes wyznawczynia pogladu, ze nic sie nie da, nalezy
                  zalozyc rece i czekac, az firma meza zbankrutuje a wtedy zdechnac z
                  glodu.
                  • miacasa Re: finansowy problem 17.12.09, 12:51
                    najwyraźniej jesteś szybka w osadzaniu innych

                    Zwyczajnie uważam, że potrzebne jest rozwiązanie systemowe tej rodzinie a nie
                    partyzantka, podrzucanie dzieci sąsiadce i okazjonalne sprzątanie u kogoś
                    (dorywcze zajęcie Autorka przecież ma i niewiele ono zmienia). Uważam, ze firma
                    budowlana jak najbardziej ma szanse na powodzenie ale wymaga pewnej
                    elastyczności i otwarcia się na zmiany w popycie. Myślę, że pora by żona wsparła
                    męża w prowadzeniu firmy (ma dostęp do internetu czyli do informacji, mogłaby
                    odciążyć męża z księgowością, terminami płatności a wtedy uniknęłaby takiego
                    zaskoczenia, na jakie się naraziła ostatnio). Doprawdy sądzisz, że Twoja
                    teściowa zatrudniłaby na opiekunkę do swoich synów kobietę, która musiałaby
                    zostawić w domu trójkę swoich dzieci bez opieki?
                    • pam_71 Re: finansowy problem 17.12.09, 13:00
                      hihi ...
                      MIaCasa ... Kicia już jako siedmiolatka zostawała sama w domu ... więc 9-10
                      latki zapewne z powodzeniem powinny rąbać drewno na opał czy wodę ze studni
                      nosić ;-p Nie mówiąc już o prowadzeniu domu czy gotowaniu posiłków ...
                      Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać o komentarza ;-p
                      • kicia031 Re: finansowy problem 18.12.09, 21:29
                        Akurat mieszkalam w miescie i nie mialam potrzeby nosci wody ze studni ani rabac
                        drewna. Ale juz jako 12 - 13 latka miala za zadanie obrac ziemniaki i rozpoczac
                        przygotowywanie obiadu przed powrotem rodzicow z pracy.
                        jako 16 lataka zaczelam pracowac w wakacje - nie dlatego, ze bylo to niezbedna,
                        tylko dlatego, ze chcialam miec wlasne pieniadze. Na poczatku 3 roku studiow
                        dzieki wyjazdom za granice do pracy bylam w stanie z wlasnych pieniedzy wylozyc
                        polowe ceny mieszkania ktore kupilam na spolke z przyszlym mezem - on wyjezdzal
                        pracowac za granice odkad odkac mial 17 lat.
                        Tylko ze my zostalismy wychowani w etosie pracy.
                    • kicia031 Re: finansowy problem 18.12.09, 21:24
                      Doprawdy sądzisz, że Twoja
                      > teściowa zatrudniłaby na opiekunkę do swoich synów kobietę, która musiałaby
                      > zostawić w domu trójkę swoich dzieci bez opieki?

                      No o ile pamietam, to wlasnei zatrudniala kobiete majajca dzieci w wieku
                      szkolnym, bo chciala kogos, kto ma doswiadczenie z dziecimi.

                      Moj partner prowadzi wlasna firme i obraca sie w srodowisku ludzi, ktorzy
                      wlasnie wlasne firmy prowadza nierzadko odnoszace bardzo duze finasowe sukcesy.
                      Wszystkie zony tych facetwo - wlascicieli firm, pracuja zawodowo i to nie w
                      fiermie mezow, tylko maja swoja wlasna sfere dzialalnosci zawodowej. Dlaczdego -
                      ano dlatego, by zdywersyfikowac rodzinne zrodla dochodu na wypadek, gdyby w
                      firmie poszlo cos nie tak.
    • rennie77 Re: finansowy problem 16.12.09, 21:00
      jak sama piszesz, maz do tej pory zachowywal sie odpowiedzialnie i dorosle.
      wzial na siebie bardzo duzy ciezar, tak zupelnie obiektywnie patrzac i coz,
      moglo mu si ezdarzyc pobladzic. nie patrz na ostatnie kilka miesiecy, ale na
      cale wasze pozycie. ty tez pewnie chcialabys, zeby rozmawial z toba, a nie
      zachnal sie czy odmowil ci drugiej szansy.
      niektorzy mezczyzni tak maja, ze po prostu boja sie przyznac do porazki, a im
      dluzej unika sie rozmowy i gmatwa wszystko, tym poniej pewnie trudniej pewne
      rzeczy wyjasnic i naprostowac. wyglada, ze nia mial zlych zamiarow, po prostu go
      to przeroslo i w takich kategoriach to traktuj. twoje nerwy sa zupelnie w tej
      sytuacji zrozumiale, ale wez pod uwage caloksztalt sytuacji. porozmawiaj z
      mezem, moze bedziecie musieli wprowadzic jakies zmiany. on zrobil juz wiele, jak
      sama napisalas przez kilka dobrych lat zapewnial wam utrzymanie na dobrym
      poziomie, moze czas cos tutaj zmienic, udzielic mu jakiejs pomocy. reasumujac,
      pamietaj, ze chcial dobrze, bo jego intencje sa tutaj bardzo wazne, po prostu
      nastaly trudne czasy. pomysl, ze on tez moze czuc sie bardzo zle z tego powodu,
      ze tez pewnie cierpi, ale moze trudniej mu jest o pewnych rzeczach rozmawiac.
      zaloze sie, ze gdyby nie spoczywal na nim obowiazek utrzymania calego domu,
      poinformowanie cie o problemach, przyszloby mu latwiej. w chwili, kiedy wszystko
      zalezy od niego, on pewnie spanikowal. jeszcze inna sprawa jest, ze pewnie
      trudno jest mu sie po tych latach budowania wlasnej firmy poddac, ale powinien
      myslec racjonalnie.
      mam nadzieje, ze dojdziecie do porozumienia :).
    • marianka_marianka Re: finansowy problem 16.12.09, 23:38
      Oj, żeby tak każdy mógł mieć pracę na etat, blisko, w dogodnych godzinach i za bardziej niż przyzwoite pieniądze. Niestety życie wygląda trochę inaczej, szczególnie na tzw "prowincji".
      Tereso, rozumiem Cię doskonale bo znam temat z autopsji. Mój mąż też ma działalność, dla której wypruwa sobie żyły:) A dom i dzieci na mojej głowie.
      Myślę, że jak sobie szczerze porozmawiacie, to nie będzie więcej przed Tobą ukrywał takich kwestii. Na Twoim miejscu też bym się zdenerwowała.
      Nie rozumiem dlaczego co niektóre osoby na forum tak Cię objechały - przecież pracujesz zawodowo, co z tego że dorywczo? Znam takich co dorywczo zarabiają więcej niż na etacie, dodatkowo mają więcej czasu dla rodziny i domu.
      Jak się ma własną firmę, to myślenie o niej nie kończy się z chwilą przyjścia do domu. Jeżeli mąż miałby możliwość przejścia do innej firmy na etat to myślę że warto spróbować, Może i odejdzie trochę dochodu, ale razem z nim stresów i zmartwień. A i Ty odciążyłabyś się trochę i mogłabyś rozejrzeć się za sensowną pracą.
      No chyba, że chciałabyś zagrzać na dłużej miejsce w firmie męża - to też jest dobre rozwiązanie.
      Uważam, że dobrze sobie radzicie, tyle że czasy trudne, a państwo wyciąga rękę po każdy przysłowiowy , uczciwie zarobiony grosz.
      • kaskaz1 Re: finansowy problem 17.12.09, 10:53
        jako matka 3 dzieci, pracująca, opłacająca nianię , dojeżdzająca 16
        kmw jedną stronę do pracy i żona męża kkóry po kilka miesięcy spędza
        poza domem ( wówczas cały dom na mojej głowie) poradzę Ci - szukaj
        pracy.
        Uważam ze to wygodnictwo nie pracować.
        Po pierwsze uzupełnisz budzet domowy i wzmocnisz go na sytuację
        gorszej koniunktury w firmie
        Po drugie , będziesz miała swoje parę groszy - uniezależnisz się od
        męża- co znakomixie zazwyczaj wpływa na kondycję rodziny.
        Ja nie mam większych problemów finansowych ,ale nie wyobrażam sobie
        złożyć ciężąru utrzymania 5 soobowej rodziny na barkach 1 osoby.
        A co zrobisz , jak mąż się rozchoruje?
    • blue_romka Tereso117 18.12.09, 20:50
      Nie bierz sobie do serca wypowiedzi mądralińskich, które oskarżają
      Cię o wygodnictwo i wysyłają do pracy.
      Rozumiem, że podział ról w Waszej rodzinie został ustalony wspólnie,
      przez Ciebie i Twojego męża. Zdecydowaliście, że on będzie pracował,
      a Ty zajmiesz się dziećmi i domem. To co robisz, też jest pracą-
      najpotrzebniejszą i najważniejszą. Nie ma nic lepszego dla dzieci
      niż kochająca mama w domu, ciepły obiad, pomoc w lekcjach, ucho do
      wypłakania. Mama, która ma czas, bo nie biegnie z jednej firmy do
      drugiej. I nieważne, ile dzieci mają lat.
      A więc opiekujesz się dziećmi, sprzątasz, gotujesz, pierzesz itp.-
      to jest praca, którą wykonujesz także na rzecz swojego męża, bo
      przypuszczam, że on jest z tych obowiązków zwolniony. Nie musisz
      więc mieć wyrzutów sumienia, że nie pracujesz zawodowo.
      Jeśli chodzi o to, o co pytasz- rozumiem, że jesteś rozczarowana.
      Mąż zdecydowanie nie powinien podejmować zobowiązań finansowych bez
      Twojej zgody. Popełnił błąd. Wydaje mi się, że nie miał złych
      intencji, chyba chciał stanąć na wysokości zadania, utrzymać pozycję
      głowy rodziny, może bolało go, że coś mu nie wychodzi, traktował to
      ambicjonalnie. Może nie chciał Cię martwić. Pogadajcie o tym i...
      spróbuj wybaczyć, zapomnieć. Myślę, że nie stało się nic strasznego.
      Małżeństwo jest na dobre i na złe, właśnie przyszło to gorsze, ale
      chyba kochasz męża (przynajmniej nie piszesz inaczej), więc trzeba
      iść dalej. Tylko... porozmawiajcie też o kwestii finansowej, bo
      wydaje mi się, że macie problem- napisałaś: " Mi daje na życie i
      opłaty po kilkaset złotych co jakiś czas,nie mogę zaplanować żadnego
      zakupu np pościel czy ubrania,kupuję sporadycznie jak akurat dał mi
      trochę więcej"- z tej wypowiedzi pobrzmiewa wyrzut, żal. A więc
      problem tkwi głębiej.
      Powodzenia
      • kicia031 Re: Tereso117 18.12.09, 21:33
        Nie ma nic lepszego dla dzieci
        > niż kochająca mama w domu, ciepły obiad, pomoc w lekcjach, ucho do
        > wypłakania. Mama, która ma czas, bo nie biegnie z jednej firmy do
        > drugiej. I nieważne, ile dzieci mają lat.

        Tylko ze jak autorka watku nie wezmie sie do szukania pracy, to neidlugo nie
        bedzie w domy zadnego obiadu, ani cieplego ani zimnego. ja mysle, ze dzieci
        zasluguja nie tylko na cieply obiad, ale tez na mozliwosc poszerzania edukacji,
        rozwijania swoich zdolnosci i talentow, korzystania z dobr kultury, uprawiania
        sportow, zwiedzania swiata, czy chociazby bogato wyposazonej domowej biblioteki.
        Nierstety to wszystko kosztuje.
      • enith Re: Tereso117 18.12.09, 22:04
        Blue_romka, zgadzam się z tą częścią twojej wypowiedzi, która mówi o podziale ról w małżeństwie i ważności obecności matki w życiu dzieci, ale... ten podział ról właśnie przestał się w małżeństwie autorki wątku sprawdzać. Firma męża jest niewydolna finansowo, co odbija się na całej tej rodzinie: mężu, żonie i dzieciach. I w przypadku, gdy jedyny żywiciel rodziny nie jest już w stanie samodzielnie jej utrzymać, osoby zdatne do pracy, czyli żona, a czasem także dorosłe dzieci, powinny w miarę swoich możliwości dokładać się do domowego budżetu. Autorka wątku utraciła komfort tzw. pracy domowej, która, choć bardzo ważna, nie nakarmi, ani nie wykształci dzieci. Do tego potrzebne są pieniądze, a tych w tej rodzinie brakuje. Dlatego warto zweryfikować, przynajmniej tymczasowo, pierwotne ustalenia co do podziału ról i wspólnie z mężem zastanowić się, jak wyjść z kryzysowej sytuacji.
        P. S. do autorki wątku: czy zastanawiałaś się kiedyś co stałoby się z tobą i dziećmi, gdyby mąż poważnie zachorował lub, nie daj boże, zmarł? Masz jakiekolwiek zabezpieczenie na ten wypadek? Z czego utrzymałabyś rodzinę? Może są to pytania niewygodne, może nie na miejscu, ale bardzo różnie się życie układa i często nie po naszej myśli. Warto się nad takimi kwestiami zastanowić.
        • kicia031 A ja chcialabym jeszcze dodac 18.12.09, 22:08
          ważności obecności matki w życiu dzieci,

          ze rownie wazny w zyciu dzieci jest ojciec. Kiedy zostaje sprowadzony do osla
          zapiaprzajcacego 10 - 12 godzin dziennie na cala rodzine, kiedy nie ma szansy
          wlasnie z owymi dziecmi pobyc i kiedy cale wychowanie spada na matke, to jest to
          dla dzieci ZLE.
    • wiatro-dmorza Re: finansowy problem 18.12.09, 22:44
      Tereso, nie dziwię się, że czujesz żal, ty przez te lata również
      ciężkopracowałaś w domu, przy mężu i 3 dzieci, szkoda że takiej
      pracy w naszym kraju nie doceniają nawet kobiety. Jak mają docenaiać
      ją mężczyźni.
      • wiatro-dmorza Re: finansowy problem 18.12.09, 22:48
        Ja przerobiłam podobny wariant - postąpiłam zgodnie z zaleceniami na
        tym forum, firma męża nie przynosiła dochodu, lub przynosiła nikłe,
        więc poszłam do pracy. Mąż firmy nie zamknął - bo nie honor. W domu
        pomaga, ale na pewno nie jest to 50%, ja utrzymuję rodzinę. Moim
        zdaniem dzieci ucierpiały na tym. nasze małżeństwo też.
        • wiatro-dmorza Re: finansowy problem 18.12.09, 22:52
          Mam po 5 latach żal do męża , że jego ego jest ważniejsze, niż dobro
          rodziny. Rozmowy nie pomagają, mąż zarzuca mi, że go nie wspieram,
          itp. W tej chwili odbieram to już jako szantaż emocjonalny. Jestem
          zniechęcona i nie widzę dobrego wyjścia z tej sytuacji.
          Pozdrawiam i życzę dużo siły i decyzji lepszych niż moje.
        • kaskaz1 Re: finansowy problem 22.12.09, 12:24
          Ucierpiałaś pewnie Ty, bo utrzymujesz dom, poszłaś do pracy.
          Ale czy lepiej by było , gdybyś nie miała co dać jeść dzieciom?
          Watpię .
          Nie wszyscy panowie radzą sobie z utrzymaniem swojej rodziny, ot, co.
    • migotka-2 Re: finansowy problem 19.12.09, 16:19
      Co do pieniędzy na czarną godzinę zgoda, powinien z tobą porozmawiać. Tym
      bardziej, że widać, że jest to dla Ciebie bardzo ważne. Jednak po kilku twoich
      wypowiedziach mam wrażenie że zamiast wziąć się do przeorganizowania życia
      rzucasz sobie kłody pod nogi. Mam trójkę dzieci 14,12, 1 rok, pracuje cały czas,
      do pracy wróciłam właściwie tuż po urodzeniu malucha, mam ten komfort że pracuje
      w godzinach wybranych przez siebie, choć nie zawsze (praca bardzo ciężka i
      bardzo specyficzna). Ani przez chwilę nie chciałam z niej zrezygnować tłumacząc
      się obiadami i dziećmi! Jak mnie nie ma w domu to i tak obiad na nich czeka,
      pranie jest zrobione a mieszkanie ogarnięte. Dzieci wyglądają na szczęśliwe i
      zadowolone. Mają oczywiście więcej obowiązków ale dają radę i uczą się
      odpowiedzialności. Starsza córka już od jakiegoś czasu podejmuje nieśmiałe próby
      zarobkowania (sprzątała w zaprzyjaźnionym zakładzie fryzjerskim, zbierała owoce,
      pilnowała dzieci). Ja nie oglądam się na męża tylko dlatego że jest facetem i ma
      firmę bo niestety raz jest lepiej a raz gorzej. I najważniejsze będziesz kiedyś
      miała rentę lub emeryturę? Chyba że opłacasz KRUS. A na swoje kobiece potrzeby
      nie byłoby fajnie mieć własne pieniądze?
    • wiatro-dmorza Re: finansowy problem 19.12.09, 19:28
      Niestety nie każdy ma wolny zawód i babcie na zawołanie. A przede
      wszystkim moim zdaniem większość kobiet w Polsce nie ma partnerów
      gotowych przejąc swoją połowę obowiązków domowych.
      Jakoś tak to jest.
      Czekam na konkretne porady jak przeprowadzić rozmowę z takim mężem
      bo zasuwanie na 2 etatach mi nie odpowiada. Mój mąż każdą próbę
      rozmowy o finansach traktuje jak wyzwanie do kłótni. Nie przyjmuje
      logicznych argumentów. Niestety takich panów jest wielu, sama znam
      kilku.
      • marzeka1 Re: finansowy problem 19.12.09, 19:54
        "bo zasuwanie na 2 etatach mi nie odpowiada."- to zaprzestań obsługi pana i
        zacznij finansować siebie i dzieci.
        • wiatro-dmorza Re: finansowy problem 20.12.09, 18:08
          W dużej mierze już tak jest - jednak czy to jeszcze "życie rodzinne"
          to już inna sprawa. Ponadto wiele jest rzeczy wspólnych itd, jeśli
          posprzątam, to także mój mąż na tym korzysta, jeśli mam garnek zupy
          na kuchence, to nie wyrwę mu talerza jak sobie naleje, mimo, że ani
          nie sfiansował, ani nie ugotował :). Rozmowy pomagają na parę dni,
          potem wraca w utarte koleiny :( . Ciężko, chociaż pracuję nad tym.
          • wiatro-dmorza Re: finansowy problem 20.12.09, 18:11
            Najbardziej doskwiera mi jego brak dokładania do domowych finansów,
            po prostu, gdyby się dorzucił mogłabym zatrudnić sprzątaczkę i
            problem pomagania na pewno by zmalał. Ale on jest wiecznie
            niespełnionym biznesmenem z 4 już z kolei firmą...
            • marzeka1 Re: finansowy problem 20.12.09, 18:26
              "Ale on jest wiecznie
              niespełnionym biznesmenem z 4 już z kolei firmą..."- to może trzeba drastycznie
              do męża: halo tu ziemia i rodzina, ta zupa w garze jest dla mnie i dla dzieci.
              Wybacz, ale w żaden sposób nie utrzymywałabym pana, który bawi się w biznesmena,
              ma dzieci, rodzinę i w żaden sposób nie partycypuje w kosztach utrzymania. To
              chwast i tyle.
              • kaskaz1 Re: finansowy problem 22.12.09, 12:27
                trudno jest nie dać ojcu jeść , jak dzieci patrzą .
                • kicia031 Re: finansowy problem 22.12.09, 12:38
                  Ale jak dzieci patrza\, jak pan sie bawi w firme i nie lozy na
                  rodzine, to jest OK? Ja bym nie miala oporow, malo tego, uwazam, ze
                  byloby to wyhcowawcze dla dzieci.

                  Kto nie pracuje, ten nie je.
                • marzeka1 Re: finansowy problem 22.12.09, 18:11
                  " trudno jest nie dać ojcu jeść , jak dzieci patrzą ."- owszem, zrobić pierwszy
                  raz coś takiego jest trudne, ale kto nie pracuje, ten nie je. Wybacz, ale pan
                  mąż bawi się w "byznesmena" z Koziej Wólki, a żona ma wszystko obskoczyć,
                  obsłużyć i jeszcze nakarmić?
    • wstajesz_i_wiesz Re: finansowy problem 22.12.09, 21:26
      Tereso,
      czytając twoje wypowiedzi odnoszę wrażenie, że problem też tkwi w
      tym, że trochę zawalił ci się poukładany twój mały świat, czyli
      podział obowiązków w rodzinie. Do tej pory byłaś w takiej
      szczęśliwej sytuacji, że mogłaś tylko zajmować się domem i dziećmi,
      ale chyba czas na pomoc mężowi w utrzymaniu rodziny: nie tylko
      wysyłając go do innej pracy, ale też znalezieniu pracy dla siebie.
      Mam wrażenie, że szukasz usprawiedliwienia dla swojej chęci
      pozostania w domu i pewnie się trochę boisz pracy zawodowej.
      Prowadzenie własnej działalności to myślenie oczywiście cały czas o
      firmie - wiem, bo mam własną, ale może praca na pół etatu? Pomyśl o
      tym, że może rzeczywiście mąż nie jest w stanie utrzymać 5 osób...
      Oczywiście prace domowe i zajmowanie się trójką dzieci wymaga na
      pewno dużo czasu i poświęcenia, ale to tylko od ciebie i od męża
      zależy, jak sobie logistycznie z tym poradzicie. Piszesz o nerwicy z
      czasów dzieciństwa i pracujących rodziców. Widzisz - ja i moje
      rodzeństwo wychowywaliśmy się częściowo na świetlicy, częściowo pod
      opieką sąsiadki, bo nasi rodzice pracowali. Jakoś specjalnie nie
      narzekam, po prostu mam wpojony "kult pracy" i jest to dla mnie
      wręcz oczywiste, że obydwoje małżonków zarabia na utrzymanie
      rodziny, szczególnie w gorszych czasach.
      Wiesz, czytając twoje wypowiedzi przypomina mi się moja znajoma -
      praktycznie nie licząc prac po 3-4 miesiące, które zawsze ją
      nudziły - zajmująca się domem. W momencie, kiedy pojawiły się
      poważne problemy finansowe, zaczęło brakować na rachunki, uparcie
      szukała mężowi nowej, lepszej pracy, a sama twierdziła, że ona nic
      nie znajdzie za normalne pieniądze, więc lepiej spełni się opiekując
      się dziećmi. Jak mąż wylądował w szpitalu na parę miesięcy i trzeba
      było z czegoś żyć wreszcie oprzytomniała - wtedy i dzieci mogły
      zostać pod opieką koleżanek i mogły posprzątać i zrobić zakupy w
      drodze ze szkoły, a ona mogła pójść do pracy za ustawowe minimum.
      ---
      ***Jędzowaty Anioł Dobroci***
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: finansowy problem 22.12.09, 22:00
      Trzymając się ściśle tego co Pani opisała w swoim wątku, rozumiem, że istotne
      jest to co Pani przeżywa teraz wobec męża, który w Pani poczuciu działał za Pani
      plecami i z premedytacją oszukiwał
      Istotny tu jest podział obowiązków w Państwa związku. Maż był i jest
      odpowiedzialny za utrzymanie rodziny. Być może realnie temu zobowiązaniu nie
      mógł podołać. A fakt ten mógł pociągnąć za sobą myślenie jakim w takim razie
      jest mężczyzną, skoro nie może zapanować nad taką sytuacją i wywiązać się z
      obowiązków utrzymania rodziny. Być może próbował zaczarować rzeczywistość,
      która miała nie okazać się dla niego tak kastrująca. To nie ważne, że te uczucia
      i postępowanie z nimi związane mogą się wydawać niedojrzałe.
      Warto być może tak spojrzeć na męża. Szczególnie wtedy, gdy jego zachowanie nie
      jest powtarzalne, a wyniknęło z tej trudnej sytuacji.
      Tu nie chodzi o usprawiedliwianie męża. Musi ponieść konsekwencje swojej
      nieroztropności. Tu chodzi przedstawienie mechanizmu, który mógł doprowadzić
      męża do takich zachowań, w których Pani poczuła się oszukana.
      Jestem daleka od myślenia, że mąż to "chwast" lub, że jego praca to zabawa w
      biznesmena.
      Po prostu podejmował niezbyt roztropne decyzje lub, co wydaje mi się bardziej
      prawdopodobne, działał w panice, która nie służyła prowadzonemu interesowi. Nie
      jest łatwo zarządzać własną firmą. Nie należy każdego działania z tym związanego
      interpretować na niekorzyść męża. Rozumiem Pani rozgoryczenie, złość i poczucie
      niepewności. Ale być może patrząc na męża jak na kogoś, kto się potknął, a nie
      oszukał, łatwiej będzie wyjść z kryzysu Waszej relacji.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja