Dodaj do ulubionych

Moja samotność

16.05.10, 21:34
Witam wszystkich jestem wdową od listopada,20 maja mija pół roku bez Mojego
Romka byliśmy razem 22 lata.Mam dzieci ale czuję się tak strasznie
samotna,tylko wyć,cała Moja miłość,radość odeszła razem z Nim.Kochałam,kocham
i będę kochać.Jak to strasznie boli.....Napiszcie,kiedy będzie lepiej.
Obserwuj wątek
    • isiogrze Re: Moja samotność 16.05.10, 23:41
      Może być jeszcze lepiej..piękniej....
      ...piękniej... gorzej... znowu piękniej... ale definitywnie INACZEJ.
      Zależy to od wielu rzeczy...głównie od nas i Chichotu Losu.
      • kasta4 Re: Moja samotność 17.05.10, 01:10
        No tak - widze, ze powielaja sie pewne schematy. Ja od 6 miesiecy wpadlam w
        najgorszy dol. Nie chce straszyc - to kwestia indywidualna. Od 6 tak do 8 bylo
        bardzo niemilo i mysli takie, z jakimi nawet trudno walczyc. ten zaraz po.... i
        ten wlasnie czas byly najgorsze. Teraz jest chwilowo lepiej ale pewnie tylko
        dlatego, ze poszlam do pracy. jednak tam - mimo nienormowanego - mam problemy z
        pogodzeniem tego z dzieckiem. no i znowu czuje, ze sie cofam. Skjorzystalam z
        dziennikarskiej legitymacji, zeby zalatwic malemu przedszkole. Nie wiem co sie
        stanie... pracuje tam tydzien a juz wykorzystalam to w wredny sposob. czekam
        teraz na decyzje przedszkola. jesli mi malego nie wezma nie wiem co zrobie. nie
        mysle.

        A co do lepszego........... ja jako kobieta umarlam z mezem, teraz zyje tylko
        jako matka. Gdyby nie moj synek, nie wracalabym do tego kraju - dawno
        walczylabym pod flaga w USA, tam potrzebuja takiego jak ja miesa armatniego,
        czyli pchajacego sie pod lufe. Ale mam synka i zyje tylko dla niego. Po tym
        jakie kiedys wiodlam zycie - nie moge wciaz uwierzyc, ze moge zyc tak samotnie
        jak teraz. Ale tak mi dobrze, bezpiecznie.

        Ja nie wierze, ze bol minie ani choc zelzeje od tego teraz. Wybacz te slowa ale
        takie mam zdanie. mam wzloty i upadki - ale wiem, ze zawsze bedzie bolao. Ja juz
        sie z tym pogodzilam... moze troche...ale zawsze cos
        • luck29 Re: Moja samotność 17.05.10, 18:07
          U mnie minęło już 10 miesięcy odkąd zostałam sama ale na razie nie potrafię napisac nic podnoszącego na duchu... żyję bo muszę, a nie że chcę. czuję się totalnie wyautowana, oderwana od świata, od normalności. codziennie otwieram oczy tylko dla naszego synka, bo dla siebie samej najchętniej skryłabym się w mysiej dziurze i czekała na koniec, na swoją śmierc... mimo, że mam wokół siebie synka, rodzinę moją i mojego Ł. oraz nieliczną grupkę przyjaciół to czuję się cholernie samotna. tak bardzo boli mnie wszystko, to życie, ten świat. stałam się odludkiem. nie chce mi się z nikim spotykac, z nikim rozmawiac ( za wyjątkiem najbliższych mi osób ). wkurza mnie ta pozerka, ta sztucznośc napotykanych osób, które z chwilową litością i troską pytają co u mnie. to jest nie do wytrzymania! i mam już dosyc oszukiwania całego świata, że jakoś tam jest, bo jest kiepsko :-( nie wyobrażam sobie życia bez mojego Ł. i w tym sęk... żyję na siłe. zastanawiam się tylko na jak długo wystarczy mi sił........... ból i tęsknota mnie pożera i niszczy jak robak, jak rak... boję się przyszłości. na razie mam totalnego doła i załamkę ale wiem, że kiedyś się podniosę, otrzepię jak pies i pójdę do przodu. nie wiem tylko kiedy to nastąpi... niczego nie jestem już pewna za wyjątkiem tego, że 10 miesięcy temu umarła moja dusza, moje serce pękło, prysło nasze szczęscie - pozostało tylko to cos co ze mnie zostało - kukiełka-marionetka, która tańczy jak zagra jej ten okrytny i zły LOS... nie wymagam zbyt dużo od życia. chcę tylko żeby kiedyś było odrobinę lepiej - tego życzę Tobie, Wam i sobie...
          • mpabjaniak Re: Moja samotność 17.05.10, 18:23
            Luck29 piszesz moje życie,czuję się tak jak piszesz,samotna jak pies.Cały czas
            wspominam ,tęsknię jakie to jest okropne.Byliśmy jak 2 połówki ,a
            teraz.......pusto. Pozdrawiam
            • tilia7 Re: Moja samotność 17.05.10, 22:45
              Po roku i półtora miesiąca też nie potrafię napisać nic
              pocieszającego.Nieustannie budzę się zdziwiona tym,że żyję.Że żyję mimo
              wszystko.I nieustannie nie wiem:po co?Wszystko straciło sens i to poczucie braku
              sensu się nasila.Chodzę,ruszam się,wykonuję czynności.I wciąż myślę,że zaraz
              ktoś zauważy,jak sypią się ze mnie trociny.Że ktoś spojrzy na mnie z uwagą i
              powie:"Mój Boże,to przecież jest kukła"
    • agni-123 Re: Moja samotność 17.05.10, 22:48
      Samotność dobija mimo ludzi wokoło.Bo tak naprawdę to jesteśmy same
      ze swoimi problemami.Ja mimo,że mieszkam z rodzicami mam dość.Czuję
      się jak w klatce.23 maja minie 1.5 roku.Myślałam,że po roku jakoś to
      będzie.I może by tak było,ale w rocznicę śmierci męża straciłam
      pracę.Strach powrócił, ból był coraz większy.Bez pracy, bez męża-
      zadawałam sobie pytanie jak żyć? Nie wiem co by było gdyby nie
      dzieci.Teraz jestem na stażu,coś robię.Cieszę się,ale brakuje mi
      męża mojej podpory.Choc ból trochę zelżał,ale w to miejsce pojawił
      się strach co dalej.Pół roku to krótki czas i nie dam Ci żadnej rady
      poza jedną.Gdy jest Ci żle idż na cmentarz i wykrzycz swój ból i
      złość-to pomaga.Jest też strona-pomoc po stracie-tam przeczytaj o
      etapach żałoby-polecam.I nie słuchaj "mądrych" rad,że już czas na
      opamiętanie.Bo nie ma takiego czasu.Czas nie leczy ran,tylko
      przyzwyczaja do bólu.Jestem z Tobą.
      • luck29 Re: Moja samotność 17.05.10, 23:25
        Dla mnie wizyty na cmentarzu to był koszmar..... nie miałam siły pochamowac łez jadąc już w tamtym kierunku, gdy szłam cmentarnymi alejkami ryczałam nie mówiąc o samej wizycie na grobie... dopiero ostatnio ( ostatnie kilka tygodni ) jest mi jakby troszkę lżej. nie płaczę. ale jestem zła. zła, że gdy wszyscy spacerują z mężami i dziecmi, ja odwiedzam mojego Ł. na cmentarzu, że głaszczę zimny grób, że zamiast wpatrywac się w jego oczy widzę ten straszny napis wyryty w kamieniu... chciałabym, żeby od teraz wizyty na cmentarzu dawały mi ukojenie, spokój, były bez łez. dotychczas nie miałam siły doczłapac do samochodu, jechac do pustego domu, wrócic do codziennych rytuałów... i wciąż nie mam odwagi zabrac tam naszego synka... bo jakże ja mam mu wytłumaczyc, że tam pod nami, pod ziemią jest jego tatuś. tatuś, którego nigdy nie pozna, nie utuli, nie pocałuje... bardzo to nie sprawiedliwe i straszne. duszę bym diabłu oddała gdybym tylko mogła przywrócic MU życie... a tak teraz tylko pustka, cisza, samotnośc.............. i ogromna tęsknota :-(((
    • wiolawarszawa Re: Moja samotność 18.05.10, 18:24

      Moja samotność trwała dość długo, moje odcięcie od świata też.
      Koszmar w jakim przyszło mi żyć bez Niego.Wszystko sprawiało
      cholerny ból i ta niemoc,że nie mogę sprawić aby było jak dawnej.
      Wszystko straciło sens a najbardziej moje własne istnienie.Bardzo
      tęsknię za moim Mężem za tamtym życiem kiedy wszyscy byliśmy razem,
      kiedy mieliśmy „plan” na życie.. Na zawsze w moim sercu pozostanie
      moje Kochanie ma tam swoje wyjątkowe miejsce przepełnione
      miłością... tam nikt już Go nie skrzywdzi...
      Dziś jest lepiej... dużo lepiej...czas robi swoje. Nie jest prosto
      ale jest inaczej co nie znaczy,że źle. Uśmiecham się i wiem, że
      mogę,że chcę być jeszcze po prostu szczęśliwa,że można jeśli tylko
      da się samej sobie szanse (co łatwe nie jest).Śmiało mogę
      powiedzieć,że wiem,że jeszcze mogę pokochać... ,że w moim sercu mogę
      poczuć ciepło...co wcześniej wydawało mi się absurdem.
      Staram się iść do przodu jest jeszcze wiele rzeczy, które chcę
      zrobić, które warto przeżyć..
      Oczywiście bywają chwile kiedy jestem strasznie zagubiona kiedy
      oglądam się wstecz kiedy przytłacza mnie życie kiedy zadaje sobie
      miliony pytań... Wtedy jest znowu strasznie ale już nie upadam...
      tylko zamykam się w sobie i staram się odpowiedzieć na te trudne...
      własne pytania.
      Potrzeba czasu i wyjątkowych ludzi...by zacząć ponownie zauważać
      kolory – ale uwierzcie,że jest to możliwe.
      • jucha32 Re: Moja samotność 19.05.10, 19:18
        Wczoraj minęło dwa lata. Zamówiłam Mszę i całą przepłakałam. Wciąż
        po głowie krążyło mi pytanie: jak to się mogło stać? Stałam tam
        przepełniona nienawiścią do ludzi, do siostry męża, że ziewała, do
        jego brata, że on żyje, a Adam nie.Do wszystkich bliskich,
        znajomych, którzy przez te dwa lata zapomnieli o Adamie. Jeszcze
        kilka lat i tylko ja będę o nim pamiętać. To przykre chociaż zawsze
        wiedziałam, że tak się stanie. Jego śmierć tak naprawdę najbardziej
        dotknęła mnie.
        Żyję choć inaczej. Raz gorzej, raz lepiej, ale do przodu.
        Wciąż boli, ale już się przyzwyczaiłam do tego.Czas zrobił swoje.
        Przyzwyczaił mnie do życia z ogromnym bólem, tęsknotą. Czas nie
        zatrzymał się w miejscu, chociaż uważałam, że tak powinno się stać.
        Śmieję się, żartuję. Ostatnio koleżanka z pracy powiedziała mi, że
        bardzo się cieszy, że jestem pogodna.
        Żyję, bo cóż innegomi pozostało.
        Pozdrawiam.
        Justyna.
    • samela_0 Re: Moja samotność 21.05.10, 21:56
      Nie bedzie lepiej i nie przestanie bolec trzeba nauczyc sie z tym
      zyc, Ja jestem wdową od ponad 3 lat i wcale nie jest lepiej i nie
      przychodzą chwile zapomnienia. Po prostu zyje i mam nadzieje,ze on
      jest przy mnie tylko czasami go pytam skoro jestec czemu tak czesto
      jest pod górkę.
    • mar-y88 Re: Moja samotność 23.05.10, 21:57
      Ja też pytam z rozpaczą kiedy, no kiedy w końcu będzie trochę 'lepiej'?
      ??? to chyba nie możliwe. minęło już i dopiero 15 miesięcy i jest coraz
      gorzej....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka