Dodaj do ulubionych

Moje malzenstwo

13.07.10, 23:01
jest na dzien dzisiejszy w stanie tzw.zawieszenia.Mamy roczne
dziecko,nie dazymy do rozwodu,moze wlasnie dlatego,ze je
mamy.Pomiedzy nami nie ma juz milosci,nie ufamy sobie,jest za to
smutek,nuda,pustka i obojetnosc na problemy i marzenia partnera.Nie
ma obelg itd.,ale jest takie poczucie osamotnienia i braku
zrozumienia.Wiem,ze jest w tym duzo mojej winy(wredny charakter mam)
i jest mi zal bo zniszczylam wiele a nasz zwiazek trwa 6 lat ,w tym
3 po slubie.A wiec nie az tak dlugi staz..Ostatnio rozmawiamy
duzo,chce to jakos naprawic(on mowi,ze watpi aby to bylo mozliwe,bo
za duzo zostalo powiedziane itp.)Chce zmienic siebie i byc lepszym
czlowiekiem a nie czepialska i klotliwa baba ,niedoceniajaca
niczego.A to nie jest takie latwe.Terapia odpada narazie.Dzis
powiedzial mi,ze jesli chce to..moge sobie poszukac kochanka i on
nie ma nic przeciwko..Czy ktos z tu obecnych mial podobna sytuacje?
Czy jest mozliwe na nowo sie polubic,zaprzyjaznic a potem moze nawet
pokochac?Na nowo byc sobie bliskim i miec ochote zyc razem a nie
obok siebie?Dziekuje.
Obserwuj wątek
    • red.sarah Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 00:21
      Tak to jest możliwe.Gdy mamy tzw.nóż na gardle okazuje się,że bardzo
      łatwo zmienić swój charakter.Przypomnij sobie wszystkie wspaniałe
      chwile,które spędziliście razem przecież musiały takie być skoro
      wzięliście ślub.Niestety często tak jest,że nie dbamy o
      związek,kłucimy się z byle powodu nie odzywamy całymi tygodniami
      przez jakieś bzdury,a dopiero gdy dochodzi do rozstania zaczynamy
      żałować,uświadamiamy sobie że przecież ja go(ją) kocham.Życzę Ci
      żebyś się w porę opamiętała i nie dopuściła do takiej sytuacji,a
      wiem co mówię.

      Nie wierz w te gadki o kochanku,mówi tak żeby Ci dopiec.
      • enith Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 08:00
        > Nie wierz w te gadki o kochanku,mówi tak żeby Ci dopiec.

        Niekoniecznie. Może to również oznaczać, że już mu nie zależy i jest mu obojętne postępowanie żony. Uważam, że takie zdanie z ust męża raczej źle wróży.
    • enith Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 08:04
      > Czy jest mozliwe na nowo sie polubic,zaprzyjaznic a potem moze nawet
      > pokochac?Na nowo byc sobie bliskim i miec ochote zyc razem a nie
      > obok siebie?

      Jest możliwe, ale WYŁĄCZNIE wtedy, gdy obie strony o to zawalczą. Zdanie twojego męża o znalezieniu sobie kochanka świadczy jednak o tym, że nie ma zamiaru walczyć, a sama nic nie zdziałasz.
      Czemu terapia nie wchodzi w grę? I czy powiedziałaś mężowi, że jesteś gotowa walczyć o wasze małżeństwo? Co on na to?
      • amb25 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 08:39
        Niekoniecznie. Zdanie o kochanku moze swiadczyc i tym, ze on sie
        boi tego, ze na prawde znajdziesz sobie kochanka (a to dla faceta
        porazka) i tak na zapas woli powiedziec, ze sie zgodza niz (w razie
        czego) przyznac sie do porazki - znalazla sobie kochanka (a wiec
        jej nie odpowiadam i jestem do nieczego) i jeszcze mnie rzuci
        jakjakiegos nieudacznika. Zawsze przeciez lepiej udawac, ze to dla
        mnie nie ma znaczenia, nawet przed samym soba. Faceci nie lubia
        przyznawac sie do porazki.
        Ciekawe czy zachowywalby sie jak gdyby nigdy nic (kochanek? nie ma
        sprawy) jakby sie dowiedzial, ze masz kochanka :) Bo ja w to nie
        wierze. Na pewno by go to zabolalo. I milosc chyba nie ma tu duzego
        znaczenia.
      • kochamkotyijuz Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 09:12
        Ajajaj jak ja nie lubie takich szczatkowych danych.No dobra powiem
        tak.Zalozmy ,ze twoje malzenstwo to takie drewnianie krzeslo.Jesli
        jest poobijanie, posrumpane nawet bardzo gleboko to zawsze mozna je
        oszlifowac i nawet zdeformowane nadal bedzie caloscia,natomiast
        jesli sie polamalo to nigdy juz nie bedzie caloscia bo nie ma takego
        kleju ktore skleji je w calosc-ono juz zawsze bedzie zlamane!!!

        Do czego daze.Jesli doprowadziliscie do tego ,ze wasze malzenskie
        krzeslo sie zlamalo to jedynie rozstanie jest tutaj slusznym
        rozwiazaniem.I wlasnie najbardziej mam tutaj na mysli dobro dziecka
        bo lepsza kochajaca mama czy kochajacy tatus osobno niz przepychanki
        w malzenstwie.(a o tym wielokrotnie pisalo sie na forum-poczytaj
        troche)
        PS.Jesli to twoj wredny charakter jest tutaj winowajca to radze
        popracwac troche nad soba,wtedy moze byc ,ze sytuacja sama zmieni
        sie nie do poznania.
        • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 11:35
          Ja nie bardzo potrafie wyczuc ta granice.Byc moze,ze jeszcze nie
          jest za pozno,ale nie wiem np. co nazwac tym zlamaniem. Gdzie jest
          granica?
      • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 11:29
        Maz mowi,ze zbyt wiele sie stalo zlego miedzy nami aby moc to
        naprawic.Jednak wg.meza,jest to mozliwe ale tylko pod warunkiem,ze
        to ja sie zmienie(chodzi o charakter).Chodzi tez o to,ze w przed
        slubem akceptowal mnie w calosci np.to,ze nienawidze gotowac i nie
        przyrzadzam obiadow dla niego,a po slubie nagle probowal mnie
        zmienic i w sprawie obiadow tez.Mieszkalismy ze soba 3 lata przed
        slubem zupelnie sami i poznal mnie przed.Myslalam,ze mnie akceptuje
        taka jaka jestem..Zawsze bylam soba i nie gralam lepszej niz w
        rzeczywistosci..
    • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 11:42
      Zastanawiam sie czy mozliwe jest zycie obok siebie,dla dobra
      dziecka,w tzw.wzajemnej tolerancji??Mieszkanie ze soba?Takie
      udawanie przed dzieckiem,przed swiatem,ze jest ok? On bedzie
      zarabial i caly swoj czas poswiecal dziecku i zyl dla dziecka. Ja
      bede zarabiac i tak samo jak wyzej..Czy tak mozna przezyc zycie? Tak
      bez sensu.
      • serendepity Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 11:56
        Ale po co? Po co zyc w iluzji? Rownie dobrze mozesz zyc sama lub z kims innym.
        • kochamkotyijuz Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 12:15
          Kazdy ma swoja granice.Czasem moze to byc zdrada, podniesienie
          reki ,przemoc slowna,obrazenie czlonka rodziny.Mysle ,ze jest to cos
          czego partnerzy nie moga sobie wybaczyc cos co pomimo uplywu czasu
          cigle jest obecne w ich zyciu.OO np alkoholizm.Zona tkwi przy
          alkoholiku a kiedy ten deyduje sie na trzezwienie wtedy ich zwiazek
          sie rozpada lub zyja wlasnie obok siebie.Za duzo krzywd sie
          wydarzylo ktorych zapomniec nie mozna.
          Wiesz na sklejonym krzesle tez mozna posiedziec ,pytanie jest czego
          ty chcesz???
          Jesli maz zyczy ci kochanka bo mu obiadkow nie gotujesz to tu jest
          cos bardzo nie teges, ale nie z toba tylko z nim!
      • amb25 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 12:01
        Mozliwe jest. Mam kolezanke (Szwedka) ktorej rodzice zyli ze soba
        wylacznie dla dzieci. Jak dzieci sie wyprowadzily z domu to oni sie
        rozeszli. Ona jakos nie ma do nich o to pretensji. A jej rodzice
        zyja dalej w przyjazni tylko osobno i z nowymi (wlasciwie starymi :)
        partnerami.
        W jednym z poprzednich postow napisalas, ze twoj maz uwaza, ze to ty
        sie powinnas zmienic. Ale pamietaj, ze nigdy nie jest tak, ze wina
        lezy po jednej stronie. Jesli zmiany to w obojgu.
        Jak mu nagle zaczely przeszkadzac rzeczy, ktore tolerowal od
        dlugiego czasu to jest to troche dziwne. Bo pewnie one sa tylko
        pretekstem.
        • sebalda Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 12:52
          Mamy za mało danych. W małżeństwie, tak jak ktoś napisał, są rzeczy odwracalne i
          nieodwracalne. Piszesz, że nie wyzywacie się, nie chodzi o zdradę ani alkohol.
          Co takiego zlego się stało, że mąż nie chce już niczego naprawiać, a calą
          odpowiedzialnością obarcza Ciebie? Mówiliście sobie niemiłe rzeczy w kłótni? W
          skrajnym zdenerwowaniu padło: Już Cię nie kocham!?! Wierz mi, nie takie rzeczy
          ludzie mówią, gdy są bezsilni, gdy konczą się argumenty, gdy do partnera nie
          docierają żadne logiczne wypowiedzi, gdy dotrą do muru niezrozumienia. Nie
          podoba mi się podejście męża, że wyłącznie Ty masz się zmienić. On jest bez
          skazy? W swoim mniemaniu zapewne. Jest dobrym mężem i ojcem, tylko Ty jesteś
          najgorsza? Bo nie spełniasz jego standardów?
          Musisz napisać coś więcej o swoim "wrednym charakterze", bo może się okazać, że
          zostal Ci on wmówiony skutecznie, to typowe zagrania facetów, ktorzy od czasu do
          czasu muszą wykazać swoją dominację i w ten sposób wmawiają kobietom, że są
          gorsze, złe, wredne. Odwortnie też się zresztą zdarza, są takie kobiety.
          Napisz zatem, co takiego robisz, że masz poczucie winy, może faktycznie tak
          jest, a może Wasze małżeństwo to typowe pole walki męża o dominację, w ktorej
          wykorzystuje wpędzanie Ciebie w poczucie winy. Zobaczymy.
          • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 13:27
            A wiec tak:gdy poznalismy sie oczywiscie oboje bardzo staralismy sie
            byc naj dla siebie.Ja jednak od czasu nastu lat mialam sklonnosc do
            stanow depresyjnych.Nigdy nic z tym nie robilam,bo balam sie,ze leki
            zmienia mi osobowosc..On byl dobrym czlowiekiem,byl,bo chyba zmienil
            sie przy mnie.Po prostu uwiesilam sie na nim,nie tylko
            emocjonalnie..A on prosil mnie,ze nie moze sam tego wszystkiego
            ciagnac,bo jest za ciezko.On potrzebowal wsparcia a ja zamiast mu je
            dac to ciagle bylam nieszczesliwa i pretensje o wszystko..
            (samopoczucie sie czasem pogarszalo).I to byl dobry moment na
            rozstanie,teraz to wiem..Potem dziecko..ktore on chcial a ja nie
            bylam pewna czy chce..Zdecydowalam,ze bedzie lepiej jak usune,on
            plakal,nie zrobilam tego..Teraz przy najmniejszym problemie z
            dzieckiem mowie mu,ze chcialam przeciez pozbyc sie ciazy.Mam
            pretensje,ze przeszkadza mu ilosc moich zakupow,ktore robie za moje
            oszczednosci(po ciazy stracilam prace) i znow mowie,ze przeciez
            chcialam sie pozbyc problemu a mi nie pomogles!Aborcja bylaby tansza
            od wychowywania..A teraz mi ogranicza wydawanie mojej w koncu
            kasy..Wiem,ze to chore.Wiem,ze ja powinnam najszybciej znalezc prace
            a dziecko do zlobka.My po prostu mielismy inne marzenia chyba..jego-
            rodzina,moje-wolnosc i swiety spokoj..
            • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 13:40
              Dodam jeszcze,ze przez okres ciazy nie potrafilam zaakceptowac
              dziecka,siebie w tym stanie.Cala ciaze przeplakalam i bylam
              zalamana,ze jestem w tej ciazy itd.Dziecka nie kocham,nie
              potrafie..Uwazam,ze bez dziecka bylabym szczesliwsza,nie byloby tak
              duzej przepasci miedzy nami.
              • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 13:57
                i tak co jakis czas pretensje.On:to ty chcialas zabic nasze dziecko!
                Ja:przez to dziecko stracilam prace a moglam byc niezalezna! On:nie
                interesujesz sie wystarczajaco dzieckiem! Ja:odtraciles mnie po
                porodzie,jestem juz nieobecna w twoim zyciu!Tylko dziecko sie liczy.
                On:gdybys byla inna nie byloby tak a normalnie! I takie tam
                podobne teksty.Milo prawda?
                • carrie78 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 14:08
                  Gdyby nie było dziecka to też byłaby przepaść, ponieważ on chciałby
                  rodziny a Ty nie.
                  Jak wogóle mogliście pozostać razem mając tak różne cele?
                  Skłonnośc do stanów depresyjnych nie jest wytłumaczeniem. Musisz
                  sobie uświadomość, że to bardzo uciążliwe dla najbliższych. I
                  niszczące dla dziecka.
                  Ja bym przede wszystkim poradziła Ci skorzystać z konsultacji
                  psychologa. A jeśli ten stwierdzi taką konieczność to weź leki.
                  Twoja osobowość do tej pory nie przysporzyła Ci chyba dużo
                  szczęścia, to może lekka jej zmiana wyjdzie Ci tylko na dobre.
                  • amb25 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 14:17
                    Jesli mialas depresje, albo ja masz, to ja mu wierze, ze trudno mu z
                    toba wytrzymac. W takim wypadku powinnas poszukac pomocy u
                    specjalisty - psychiatry. Tabletki, dobrze dobrane, nie sa az tak
                    straszne, a w przypadku lagodnej depresji wystarczy, podobno,
                    psychoterapia.
                  • sebalda Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 14:22
                    Moniko, trochę to straszne, co piszesz. Skłaniam się ku temu, że jednak
                    faktycznie mąż ma wiele racji. Trudno jest zrozumieć kobietę, która ma taki
                    stosunek do dziecka i trudno słuchać jej wymówek, że została do niego zmuszona i
                    przez to jest teraz nieszczęśliwa. To przykre z Twoje strony i jego odpowiedzi w
                    odwecie też są przykre, choć w tym przypadku jednak jakoś zrozumiałe. Trochę się
                    nie dziwię, że on chciałby Twojej zmiany.
                    Obawiam się, że pozostaje tylko specjalista, inaczej nie da się tego posklejać.
                    Czy brałaś pod uwagę rozstanie z mężem? A co z dzieckiem?
                    Twoj przypadek to odwrotność sytuacji, w której kobieta koncentruje się na
                    dziecku, bo mąż nie okazuje zrozumienia i wsparcia. Smutne to.
                    Depresję miałaś zdiagnozowaną czy sama ją tylko podejrzewałaś? Czy mąż o niej
                    wiedział przed ślubem?
                    • kochamkotyijuz Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 15:18
                      Twoj opis duzo nam powiedzial.O to gotowanie obiadkow to chyba
                      raczej chodzi o dbanie o dziecko a nie o niego,czy tak??zreszta
                      niewazne.Rozwiedz sie z nim,oddaj mu dziecko a sama badz wolna i
                      szczesliwa!!!Takie rozwaizanie bedzie najlepsze dla ciebie i twojej
                      rodziny.Rzadko, ale zdarzaja sie matki, ktore nie kochaja swojego
                      dziecka.Wtedy lepiej sie usunac,bo mozna dziecku wyrzadzic takie
                      kuku, ze cale zycie bedzie zakompeksine i nieszczesliwe.Dla dziecka
                      brak akceptacji ze strony rodzica moze byc najwieksza katastrofa
                      zyciowa -zreszta wiele jest ksiazek i filmow o tej tematyce.
                      Moze dziecka nie kochasz ,ale chyba zle mu nie zyczysz,hm?
                      • serendepity Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 16:32
                        Nie wiem czy specjalista cos tu wyczaruje, skoro oni maja zupelnie sprzeczne
                        plany zyciowe. On chce rodzine (ma juz w postaci dziecka), ona chce byc wolna.
                        Tego nie da sie pogodzic w zaden sposob.

                        Tez pomyslalam, ze najlepiej byloby, gdyby dziecko zostalo z ojcem, a matka po
                        prostu zaczela wlasne zycie. Nie wiem tylko jak to dazenie matki do wolnosci ma
                        sie do uwieszania sie na facecie. To kloci sie z niezaleznoscia.
                        • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 19:54
                          Wiele razy analizowalam moj charakter czy raczej niedojrzalosc jak
                          na 30latke.W mezu widzialam swojego "opiekuna",kogos kto mi poda
                          reke w zyciu a sama niewiele dawalam. I ciezko mam teraz gdy jest z
                          nami dziecko poniewaz to ja musze wyjsc z roli dziecka i zajac sie
                          wlasnym dzieckiem.Nie powinnam miec tego dziecka.Chce byc wolna w
                          znaczeniu:nieuwiazana dzieckiem.A tak naprawde potrzebuje meza bo
                          mi daje oparcie.
                          • sebalda Re: Moje malzenstwo 14.07.10, 21:32
                            Jakie miałaś dzieciństwo, skąd ta potrzeba posiadania opiekuna i niedawania nic
                            w zamian? Dlaczego jesteś taka zagubiona, a jednocześnie taka egoistyczna?
                            Kategorycznie powinnaś odpuścić. Wiesz, że możesz okaleczyć własne dziecko takim
                            podejściem, to jedno z najgorszych obciążeń w życiu człowieka: brak miłości
                            matczynej, świadomość, że jest się dla matki wyłącznie ciężarem i przeszkodą.
                            Jesteś sobie w stanie to wyobrazić?
                            Dziecko kocha matkę bezwarunkowo, ono nigdy tego nie zrozumie. Mąż jest
                            prawdopodobnie dobrym człowiekiem, nie stać go na zostawienie Ciebie na lodzie,
                            ale gdybyś znalazła sobie kochanka, nie musiałby już się o Ciebie martwić. Może
                            to najlepsze wyjście dla Was wszystkich, a już z pewnością dla dziecka. Może
                            jeszcze oboje możecie sobie ułożyć życie, teraz coraz więcej kobiet otwarcie
                            przyznaje się do braku miłości do dziecka, to nie jest już takie stygmatyzujące.
                            Ale pamiętaj, jeśli znajdziesz jeszcze mężczyznę, ktory zechce Ci dać oparcie,
                            uprzedź go lojalnie, że nie chcesz dziecka, zawczasu, odpowiednio wcześnie.
                            Trzeba w życiu brać odpowiedzialność za swoje czyny.
                            Powinnaś iść na terapię, to mogłoby Ci pomóc. Stawiam, że Twoje problemy to
                            bagaż dzieciństwa, czy się mylę?
                            • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 15.07.10, 00:17
                              Mysle,ze masz racje w sprawie dziecinstwa,bo ja sama czuje sie
                              czesto jak "niedopilnowane"dziecko. Otoz,bylo nas szescioro i
                              chociaz rodzice pracowali to jednak lekko nie bylo.Tak,jestem
                              potworna egoistka i mam tego swiadomosc,a to moze dlatego,ze o
                              wszystko musialam walczyc w tym "stadzie"(nie bylo mowy o wlasnym
                              pokoiku,spalam z siostra).Ojciec wiecznie milczacy,wszyscy sie go
                              bali,mama podsuwajaca mu obiadki pod nosek i atmosfera strachu(cisza
                              bo tatus idzie).Mam uraz do tych obiadkow,moja mama co wieczor sie
                              martwila:i co ja na jutro ugotuje?Mama pracowala caly czas i nie
                              miala czasu dla nas.Rozumiem ja i wspolczuje jej.Pamietam,ze tato
                              bil starsze dzieci,a ja sie balam,ale nikt nie reagowal bo kazdy sie
                              go bal.Pewnie tez bil mame,mam zal do niego o to,ze stworzyl taka
                              atmosfere.I jakos tak czuje,ze obwiniam mame za moje zycie a nie
                              powinnam,bo 18 lat dawno skonczylam.Nikt mi nie pomogl,nie dal na
                              studia,nie dopilnowal.Wiem,ze mama zaluje,ze ma az tyle
                              dzieci,tzn.kiedys powiedziala,ze gdyby cofnela czas to mialaby jedno
                              lub dwoje...Moja mama pochodzi z biednej rodziny i wyszla za maz
                              majac 18 lat,chciala uciec z tej biedy a trafila na ..chama.
                              • monik-a1 Re: Moje malzenstwo 15.07.10, 01:12
                                moi rodzice wiedza o mojej niecheci do dziecka i sa strasznie
                                zgorszeni.. Ostatnio wykrzyczalam mamie:a czy wy byliscie tacy
                                idealni??jak mozecie odemnie wymagac abym to ja byla lepsza?w koncu
                                jablko nie pada daleko od jabloni..Mama na to:ale ja swoje dzieci
                                wszystkie kochalam i nigdy nie chcialam aby zadno z nich zniknelo z
                                mojego zycia.
                                • sebalda Re: Moje malzenstwo 15.07.10, 10:15
                                  Moniko, powinnaś koniecznie iść do specjalisty, to żaden wstyd, a pomóc może
                                  bardzo. Musisz sobie poukładać wszystko, przepracować traumy z dzieciństwa,
                                  popracować nad sobą. Bardzo Ci współczuję i teraz lepiej Cię rozumiem, ale bez
                                  pracy pod kierunkiem psychologa/psychoterapeuty nie poradzisz sobie sama ze
                                  sobą. Mąż nie proponował Ci nigdy wizyty u psychologa? Zbierz siły i idź, może
                                  nie będą potrzebne lekarstwa, może wystarczy dobrze poprowadzona terapia.
                                  Trzymam kciuki.
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Moje malzenstwo 19.07.10, 11:09
              Czytając Pani wpisy w tym wątku mam wrażenie, że dojmującym uczuciem u Pani
              jest rozczarowanie. Być może podobnie jest u męża. Jedyną drogą przezwyciężania
              go jaką Państwo stosujecie jest dążenie do zmiany, która ma na chwilę choć
              przynieść ulgę. Zmiana realna w postaci małżeństwa, dziecka itp. Lub żądanie
              zmiany od siebie nawzajem: pomagaj mi, rób obiady, nie miej pretensji.
              Niestety, jak widać ulga nie nadchodzi a wtedy rozczarowanie się zwiększa.
              Można tak przeżyć życie tyle, że trudno będzie Pani liczyć na poczucie
              satysfakcji w nim.
              To co można zrobić to odzyskać poczucie sprawstwa nad swoim życiem i decyzjami.
              Spróbować nie unosić się biernie na fali tylko spróbować wytyczać kierunek.
              Mąż musi być siłą motywującą, tylko Pani. Może się uda. Inaczej pogrąży się Pani
              w zgorzknieniu, co nie będzie dobre dla nikogo, włączając w to dziecko.
              Wygląda na to, że jeszcze jest czas aby coś z tym zrobić. Niech Pani tego
              momentu ponownie nie przegapi. Nie zrobiliście jeszcze sobie zbyt dużo krzywdy.
              Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka