zazdrość o synka

18.08.10, 21:10
mam taki problem. już sama nie wiem czy mam racje czy też nie.
chciałabym żeby ktoś mi doradził. mam 6 tygodniowego synka.
mieszkamy u teściów. nie wiem jak mam to napisać więc zaczne od
początku. synka urodziłam w 36 tygodniu. mieliśmy trochę zmartwień
bo słabo przybierał na wadze. w szpitalu doradzili nam żebyśmy go
dokarmiali butelką. dopóki karmiłam tylko piersią wszystko było
wporządku ale gdy doszła butelka zaczęłam być zazdrosna o dziecko.
Moja teściowa tak jakby się ucieszyła tym że muszę go dokarmiać bo
butelka ona też ma możliwość go karmić. uzgodniłam z mężem że
będziemy go tylko w nocy dokarmiać bo wieczorem po całym dniu mam
mniej pokarmu. i każdy z domowników o tym wiedział że w dzień
absolutnie nie ma butelki. ale pewnego dnia odwiediła mnie koleżanka
poszłyśmy zjeść obiad a teściowa zajęła się nim na chwile.
naturalnie dała mu tą butelkę pod pretekstem że nie chciała mi
przeszkadzać. póżniej mnie za to przeprosiła i powiedziała że już
nie będzie go karmić. a na następny dzień mąż zbierał się do pracy.
weszła nam do pokoju(codziennie tak robi co mnie bardzo denerwuje bo
chciała bym się czuć swobodnie chociaż w tym jednym naszym pokoju)
udawałam że śpię że może wyjdzie. ale ona mimo tego że mąż jaj
powiedział żeby go nie ruszała bo dziecko śpi dała mu butelkę.
wogóle nie liczy sie z naszym zdaniem. nie słucha tego o co się ją
prosi. zaczęłam nienawidzić jak bierze go na ręce. jak mu śpiewa i
mówi do niego. nie szanuje tego że syn śpi. tylko dotyka go wtedy
mówi do niego i maleństwo śię od razu budzi. rozmawiałam o tym z
mężem żeby porozmawiał o tym wszystkim ze swoją mamą ale on uważa że
przesadzam że to nic że go dokarmia mimo tego że przez dzień mam
dużo pokarmu to nic że codziennie rano wchodzi nam do pokoju kiedy
ja jeszcze sobie leże z synem. a te poranki są takie bezcenne.
uwielbiam na niego patrzeć jak spi jakie miny robi przez sen. a
pozatym jak nie spie pól nocy to chyba mam prawo zdrzemnąć się i
powylegiwać troche rono w łóżku. a nie że dziecko spi ja sobie
dżemię obok niego a ona wchodzi i go rozbudza. ale mąż tego nie
widzi. uważa że wszystko jest wporządku. czuje sie tak jakbym
rywalizowała z nia o własne dziecko. jak karmie go piersią i
przychodzi to mam wrażenie ze z taka zazdrościa na to patrzy.
koleżanka i moja mama zauważyły że ona chyba ma jeszcze duża
potrzebe żeby mieć dzieci a to już jest taka granica mieć czy nie
mieć. więc doczepiła się do mojego. nie wiem czy to uzasadniona
zazdrość czy też nie. już sama nie wiem czy mam racje bo mój mąż
uważa że przesadzam. mama i koleżanka natomiast mówią że mam racje.
nie wiem jak wyjść z tego problemu.
    • mruwa9 Re: zazdrość o synka 18.08.10, 21:21
      wyprowadzic sie jak najszybciej.
      tak to jest, jak dzieci rodza dzieci....
      (bo plodzenie potomstwa przy braku podstawowego zaplecza
      ekonomicznego i mieszkaniowego trudno uznac za objaw dojrzalosci i
      doroslosci).
      Druga rzecz- wyrzucic smoczki i butelki, doksztalcic sie z
      fizjologii laktacji (bo dokarmianie w znakomitej wiekszosci
      przypadkow nie jest konieczne) i tesciowa nie bedzie miala sprzetu,
      zeby dokarmiac dziecko.
    • mruwa9 Re: zazdrość o synka 18.08.10, 21:21
      wyprowadzic sie jak najszybciej.
      tak to jest, jak dzieci rodza dzieci....
      (bo plodzenie potomstwa przy braku podstawowego zaplecza
      ekonomicznego i mieszkaniowego trudno uznac za objaw dojrzalosci i
      doroslosci).
      Druga rzecz- wyrzucic smoczki i butelki, doksztalcic sie z
      fizjologii laktacji (bo dokarmianie w znakomitej wiekszosci
      przypadkow nie jest konieczne) i tesciowa nie bedzie miala sprzetu,
      zeby dokarmiac dziecko.
    • mruwa9 Re: zazdrość o synka 18.08.10, 21:21
      wyprowadzic sie jak najszybciej.
      tak to jest, jak dzieci rodza dzieci....
      (bo plodzenie potomstwa przy braku podstawowego zaplecza
      ekonomicznego i mieszkaniowego trudno uznac za objaw dojrzalosci i
      doroslosci).
      Druga rzecz- wyrzucic smoczki i butelki, doksztalcic sie z
      fizjologii laktacji (bo dokarmianie w znakomitej wiekszosci
      przypadkow nie jest konieczne) i tesciowa nie bedzie miala sprzetu,
      zeby dokarmiac dziecko.
      • ledzeppelin3 Re: zazdrość o synka 20.08.10, 20:18
        wyrzucic smoczki i butelki, doksztalcic sie z
        > fizjologii laktacji (bo dokarmianie w znakomitej wiekszosci
        > przypadkow nie jest konieczne)

        Tak, tak! Teściowa jest po prostu karą Bożą za karmienie butlą, a nie piersią. Twoje mleczko to najlepsze co możesz dać swojemu maluszkowi i nie zamydlaj oczu teściową!
    • miacasa Re: zazdrość o synka 18.08.10, 21:24
      Wydaje mi się, że nie powinnaś tłumić w sobie swojego sprzeciwu i bardzo
      wyraźnie wytyczać granice. Nie bój się zwrócić teściowej uwagę, najgorsze są
      niedomówienia. To Twoje dziecko i Ty decydujesz jak się nim zajmować. Przez
      kilka miesięcy mieszkałam u teściowej i my rozwiązaliśmy to tak, że jak drzwi
      pokoju były zamknięte to nikt mi nie wchodził (bo np. karmiłam, spałam,
      przebierałam się, nie miałam ochoty na rozmowę). Powiedz teściowej wyraźnie, że
      nie spałaś w nocy i prosisz żeby rano Ci nie przeszkadzać bo wybudza Cię jej
      obecność i masz problem by ponownie zasnąć. Ja dość miło wspominam "podrzucanie"
      mojej córeczki do łóżka teściowej późniejszym rankiem gdy szłam do łazienki by
      nieco zadbać o urodę. Moja córeczka bardzo lubiła te chwile z babcią a babcia
      była uszczęśliwiona i czuła się przy okazji doceniona/obdarzona zaufaniem. W
      sprawie karmienia powinnaś wyraźnie się sprzeciwić dokarmianiu w innych
      godzinach niż wyznaczone przez Ciebie bo to Ty będziesz miała problemy z
      laktacją a pokarm matki jest najłatwiej przyswajany przez wcześniaczka i warto
      mieć też na uwadze zdrowie synka.
    • tully.makker Re: zazdrość o synka 18.08.10, 21:56
      Krotkoterminowo - zamek w dzwiach pokoju. Ewentualnie slyszac kroki tesciowej
      pod dzwiami szybko scigacie z jezem ciuchy i zaczynacie akcje, to powinno ja
      zniechecic do wlazenia do was bez zaproszenia.

      A na dluzsza mete - wyprowadzka na swoje, o czym trzeba bylo myslec PRZED
      decyzja o rozmnozeniu sie.
    • blue_romka Re: zazdrość o synka 18.08.10, 22:01
      Najlepiej byłoby się wyprowadzić i powinniście robić wszystko w tym
      kierunku. Ale zdaję sobie sprawę, że to nie od razu będzie możliwe.
      W szpitalu średnio Ci doradzili. Najlepszą metodą na słabe przyrosty
      jest częstsze przystawianie do piersi. Dziecko piersią nie pogardzi,
      a piersi będą produkować więcej mleka. Jeśli są jakieś inne
      problemy, koniecznie spotkaj się z konsultantem laktacyjnym (albo
      zajrzyj na forum Karmienie piersią, tam jest cudowna pani Monika).
      Smoczek, butelka często zaburzają laktację, więc jak najszybciej się
      ich pozbądź. Korzyść podwójna- teściowa nie będzie miała czym
      dokarmiać.
      Jeśli Twój mąż nie chce porozmawiać z matką, Ty to zrób. Powiedz, co
      Ci przeszkadza, na co się nie zgadzsz.
      Ps. Gdyby moja teściowa mimo ustaleń, że dokarmiamy tylko w nocy,
      weszła mi rano do syna z butlą, to zrobiłabym taką awanturę, że by
      jej poszło w pięty. No ale to ja.
      • marzeka1 Re: zazdrość o synka 18.08.10, 22:11
        " rozmawiałam o tym z
        mężem żeby porozmawiał o tym wszystkim ze swoją mamą "- nie, to ty
        masz jej to powiedzieć, nie mąż. Poza tym doradzam, jak zwykle w
        takim wypadku, usamodzielnienie się i wyprowadzkę.
      • keri.0 Re: zazdrość o synka 18.08.10, 22:14
        o Boze dziewczyno nie pozwalaj na to zeby tesciowa wchodzila wam do
        sypialni i budzila ci dziecko,to twoj maluszek i jezeli ty sama nie
        prosisz tesciowej o pomoc w karmieniu to ´´´TO´´ jest jakies chore z
        jej strony.mowie Ci wcale nie boj sie jej powiedziec zeby tak nie
        robila ze wam tam wlazi kiedy chce,ja bym ja udusila chyba ..Twoj
        maz to taki mamisynek jak moj przesrano..tez nie widzi problemu jaka
        ta jego matka jest..pozdrawiam
        • sebalda Re: zazdrość o synka 18.08.10, 23:01
          Masz 100% racji w swoim niezadowoleniu z sytuacji i z zachowań teściowej. Nie
          miej żadnych wątpliwości, nie znam Waszej sytuacji i uzależnienia od teściów,
          może to ma wpływ na męża, poza tym on też kocha matkę, a czasami trudno jest
          stanąć w opozycji do własnej matki, nie chcę go usprawiedliwiać, ale próbuję
          trochę zrozumieć. Ponadto facet nie czuje takiej więzi z dzieckiem jak kobieta i
          może tego nie rozumieć. Niestety ze sprawą musisz się zatem sama zmierzyć. Co
          się stanie, jak powiesz jej otwarcie, że wolałabyś sama decydować, kiedy i jak
          karmisz dziecko i że sen dziecka jest dla Ciebie święty, więc prosisz o
          niebudzenie go pod żadnym pozorem? A może wyjaśnij naukowo teściowej jak ważny
          jest sen u dziecka, trochę ją podkręć, nie bierz na litość, że Ty chcesz pospać,
          ale że to niezwykle ważne dla dziecka.
          A w ogóle, jakie macie perspektywy na osobne mieszkanie?
          • ogrzyca12 Re: zazdrość o synka 18.08.10, 23:21
            perspektywy na własne mieszkanie mamy takie że dopiero zaczynamy
            budowę domu. wynajmować nie chcemy bo to bez sensu.
            • kejzi-mejzi Re: zazdrość o synka 19.08.10, 09:21
              ja bym wolała wynajmować, niż męczyć się z teściową. Zwłaszcza, że działa ona na
              szkodę Twojego dziecka. Podawanie mu butelki tylko po to, żeby zaspokoić swą
              chorą zazdrość jest karygodne. Przecież ona zagraza Twojej laktacji!
            • kaz-oo Re: zazdrość o synka 19.08.10, 10:09
              Wyprowadzka od teściów to jedyne rozsądne rozwiązanie. Bez sensu jest
              marnowanie zdrowia i życia na ciągłe utarczki z teściową. Nawet jeśli wygrasz
              batalię o dokarmianie to pojawią się dziesiątki innych tego typu problemów.
              Ucierpisz Ty, Twoje dziecko i Twoje małżeństwo. No, ale skoro kasa i budowa domu
              są ważniejsze... Każdy ma swoje priorytety.
              • ogrzyca12 Re: zazdrość o synka 19.08.10, 21:10
                to ni o to chodzi kaz oo że kasa to nasz priorytet że nie liczy sie
                dla nas rodzina. bo właśnie dla tego zaczęliśmy budowę domu żeby
                mieć prywatność pewność że jest się na swoim a jak wynajmiemy to
                jakie to życie będzie. ciągła świadomość że jest się nie na swoim że
                w każdej chwili trzeba będzie szukąć znowu czegoś innego. wiem coś o
                tym jakie jest życie na wynajętym bo w naszej rodzinie jest
                małżeństwo z 4 dzieci które wynajmuje i jest im bardzo ciężko.
            • wbka1 Re: zazdrość o synka 01.09.10, 12:03
              Co to znaczy bez sensu? Że trzeba wydać pieniądze na wynajem? Teściową hołubic, że pozwala wam zaoszczędzic całkiem poważna kwote co miesiąc. W przeciwnym razie wyprowadzic sie natychmiast!
    • paul_ina Re: zazdrość o synka 19.08.10, 09:15
      Nie dokarmiaj sztucznie synka, skoro masz pokarm po prostu
      przystawiaj go jak najczęściej do piersi.
      A teściowej w twarz jasno i wyraźnie powiedz czego sobie nie życzysz.
    • moonik1 Re: zazdrość o synka 19.08.10, 12:36
      Kurcze, podziwiam twoją cierpliwość! Jak moja tesciowa chciala dac sprobowac
      czekolade mojemu 7mcznemu synkowi (za moimi plecami, bo czuła ze nie będę
      zadowolona), to nie potrafilam powstrzymac swoich emocji, wykrzyczałam, co mysle
      (ze stracilam zaufanie, ze teraz to jej dziecka nie zostawie, skoro ona nie
      respektuje moich zasad, ze ja patrze na kazdą kupke, ze wprowadzam kazdy
      skladnik powolutku, a ona z czekoladą wyskakuje, ze potem to ja bedę chodzic z
      dzieckiem po lekarzach, a nie ona i czy bedzie zadowolona jak dziecko będzie
      bolał brzuszek itd.) Bylo bardzo nieprzyjemnie, mąż oczywiscie stwierdzil, ze
      przesadzam, ze mama tak tylko dla zartu podetknęła te czekoladę małemu do ust,
      ze wcale nie miał jej jesc.
      Efekt był taki, ze tesciowa sięobraziła na jakis czas. Potem jej przeszło, ale
      do karmienia dziecka się nei tyka. Teraz mały ma 1,5 roku i ona się mnie pyta,
      czy zje na obiad to co my, czy będę mu cos specjalnego gotować.
      Zła bylam na siebie wtedy za ten wybuch, ale teraz widze, ze przynajmniej
      osiągnęłam to, co chciałam.
      A jesli masz duzo pokarmu, to wywal butelkę i po kłopocie, po co dokarmiac takie
      malutkie dziecko. Jeszcze się zdąży w zyciu innych rzeczy najesc :)
    • doctor.no.1 Re: zazdrość o synka 19.08.10, 12:55
      Ogrzyco, to nie Ty rywalizujesz o synka z teściową, tylko Twoja
      teściowa rywalizuje z Tobą. To inna perspektywa :)

      Niestety - jak pisały dziewczyny wyżej - jasne stawianie granic i
      natychmiastowe, zdecydowane, ale grzeczne reakcje to Twoje
      najbliższe wyzwania.
      Powiedz, jej, że cieszysz się, że kocha wnuczka, bo to ważne, że
      jest babcia zainteresowanan wnukiem. Jednakże, proszisz
      zdecydowanie, by respektowała Waszą prywatność i Wasze rodzicielstwo.

    • annb Re: zazdrość o synka 19.08.10, 15:12
      masz męża doopę wołową i teściową niewyżytą macierzyńsko
      W dodatku mieszkasz u niej więc zapewne nie masz nic do gadania bo
      przecież mamusia was przygarnęła
      Pani najzwyczajniej w swiecie kradnie Ci dziecko a ty jak cielę na
      to pozwalasz
      Jakim prawem ta kobieta karmi twoje dziecko butelką kiedy Ty mozesz
      je karmić piersią?
      Oni-teściowa i Twój mąż najzwyczajniej w swiecie Cię nie szanują
      No niestety
      I jak wyżej
      szkoda ze najpierw wzięliście się za prokreację, zamiast najpierw
      wybodowac ten dom.

      teraz albo zawalczysz o swoją rodzinę albo wylądujesz na
      psychotropach
      Decyzja nalezy do Ciebie

      A jak zacząc? na początek proponuję zalożenie zamka w drzwiach
      i panią z butelką rano wyprosić z pokoju
      stanowczo i skutecznie
      • marzeka1 Re: zazdrość o synka 19.08.10, 17:01
        "perspektywy na własne mieszkanie mamy takie że dopiero zaczynamy
        budowę domu. wynajmować nie chcemy bo to bez sensu."

        - zawsze, nieodmiennie zdumiewa mnie taka odpowiedź w sytuacji, gdy
        tkwi się w gó...e psychicznym.
    • rlena masz racje n/t 19.08.10, 17:10
    • monzdr Re: zazdrość o synka 19.08.10, 17:43
      Wcale nie musisz dokarmiać dziecka butelką!Wejdź na forum karmienie piersią i
      poczytaj,a może zadzwoń do Pani Moniki.Jeśli karmienie stanowi taki problem,to
      przejście na wyłączne karmienie piersią zakończy rywalizację.
      • verdana Re: zazdrość o synka 19.08.10, 18:20
        Nie zakończy. Bo tu chodzi o zawłaszcznie dziecka - nie bedzie
        karmienia, zacznie sie wysadzanie, dawanie smoczka - cokolwiek.
        Nie radzę wyprowadzki, bo świetnie mogę zrozumieć, ze pieniadze na
        wynajem teraz idą na dom - wynajmowanie to czasem koniec marzeń o
        budowie domu. Ale radzilabym, aby zrobić dwie rzeczy-
        po pierwsze wyraźnie powiedzieć teściowej, ze Ty decydujesz, co
        dziecko je, kiedy spi. A jej syn powinien wyraźnie powiedzieć, ze
        skoro byla tak miła i zgodziła się na Wasze zamieszkanie - to musi
        pamiętać, ze nie ma swobodnego wstepu do Waszego pokoju. Jeśli musi
        wchodzić - to się wyprowadzacie, przykro wam.
        A za to moze warto czasem zostawić dziecko z teściową na godzinkę i
        wyskoczyć na spacer? Tesciowa, ktora pewnie uwielbia dziecko, bedzie
        i zadowolona i zmęczona opieką - a to dobre połączenie.
        • enamerele Re: zazdrość o synka 19.08.10, 21:31
          6 tyg? To na razie rządzą Tobą emocje. Mam podobny układ, dotarcie się to
          kwestia czasu i dobrych chęci. Babcia pod ręką to fajna rzecz:) Myślę, że
          spokojna ale rzeczowa rozmowa powinna pomóc. Jednocześnie uważaj na złych
          doradców - tak krótko po porodzie czasem ciężko jest się pozbierać emocjonalnie
          i jasno patrzyć na świat, stąd bierze się tyle konfliktów.
        • monzdr Re: zazdrość o synka 20.08.10, 08:51
          Karmienie piersią wytwarza między mamą i dzieckiem niepowtarzalną
          więź,zresztą stąd się wzięła zazdrość mamy.Myślę,że świadomość,że
          tylko ona karmi dziecko,że tylko ona ma z nim taki kontakt,może
          pomóc się dowartościować i uspokoić.Mama poczuje się spełniona(bo
          wyraźnie chce karmić dziecko sama),a wtedy z czasem łatwiej jej
          przyjdzie "podzielić się" dzieckiem,bo będzie czuła,że niezależnie
          od wszystkiego,ta więź między nimi jest wyjątkowa i jedyna.Pewne
          zasady i granice wspólnego życia w jednym domu trzeba wyznaczyć,ale
          też bez przesady,nie warto oddzielać się murem i zachowywać jak w
          jakiejś sztywnej korporacji,gdzie obowiązują regulaminy na
          wszystko.Wydaje mi się,że to kwestia rozchwianych jeszcze emocji i
          braku pewności siebie.
          • annb Re: zazdrość o synka 20.08.10, 10:02
            odnośnie stwierdzenia - tylko ona karmi dziecko, i budowania więzi -
            powiedz mi kiedy założycielka watku ma karmić to dziecko skoro
            cytuję
            (podkreślenia moje)

            na następny dzień mąż zbierał się do pracy.
            weszła nam do pokoju(codziennie tak robi co mnie bardzo denerwuje bo
            chciała bym się czuć swobodnie chociaż w tym jednym naszym pokoju)
            udawałam że śpię że może wyjdzie. ale ona mimo tego że mąż jaj
            powiedział żeby go nie ruszała bo dziecko śpi dała mu butelkę
            .



            • monzdr Re: zazdrość o synka 20.08.10, 10:30
              Czasami mam wrażenie,że fora internetowe służą tylko temu,żeby się z
              kimś pokłócić,coś komuś udowodnić i za wszelką cenę podkreślić swoją
              rację i słuszność swojego punktu widzenia.Koleżanka potrzebuje
              pomocy,wsparcia,szuka pomysłów na rozwiązanie swoich problemów.Nie
              twierdzę,że mam na 100% rację,że jestem nieomylna,nie jestem też
              psychologiem,ale próbuję po prostu pomóc,coś zasugerować,opierając
              się na własnym doświadczeniu.Może ktoś wykorzysta moje rady,może
              nie.Gdyby koleżanka zaczęła karmić WYŁĄCZNIE piersią,to teściowa nie
              budziłaby dziecka,żeby podać mu butelkę.Moim zdaniem(podkreślam
              MOIM),przydałaby tu się porada dobrego pediatry i doradcy
              laktacyjnego,bo dokarmianie może wcale nie jest potrzebne.Uważam
              też,że przy odrobinie dobrych chęci prawie z każdym można się
              dogadać.Młoda mama ma na pewno rozchwiane emocje,jest bardzo
              wrażliwa i potrzebuje dużo spokoju i wsparcia.Ale teściowa potworem
              pewnie nie jest,kocha wnuka,więc może ta miłość do dziecka powinna
              połączyć je obie zamiast dzielić?Spokojna rozmowa,może z udziałem
              męża,byłaby wskazana.Trudno doradzać wyłącznie na forum,nie znając
              tak naprawdę pełni sytuacji i zdania obu stron.Uważam tylko,że
              spokój,zgoda i chęć współpracy to najlepsze,co można doradzić.No i
              oczywiście karmienie piersią.To też jest MOJE zdanie.
            • premeda Re: zazdrość o synka 20.08.10, 10:54
              > weszła nam do pokoju(codziennie tak robi co mnie bardzo
              denerwuje bo
              > chciała bym się czuć swobodnie chociaż w tym jednym naszym pokoju)
              > udawałam że śpię że może wyjdzie. [b]ale ona mimo tego że mąż jaj
              > powiedział żeby go nie ruszała bo dziecko śpi [u]dała mu butelkę

              Pani traktuje synową jak kolejne dziecko w domu, a nie dorosłego
              domownika, bo wg ogromnej części matek, do pokoju dziecka można
              przecież wleźć bez pukania. A co dalej za tym idzie wg niej dzieci
              mają dziecko, więc wiadomo, że teraz ona musi się zająć całą trójką.
              Teściowa się nie zmieni, jedynym wyjściem jest wyprowadzka ale wtedy
              młodzi się utopią finansowo, pozostaje zamontować zamek w drzwiach,
              zacisnąć zęby i jak najszybciej skonczyć budowę.
    • kakuba Re: zazdrość o synka 20.08.10, 11:18
      a ja sie zastanawiam dlaczego autorka wątku zamiast spokojnie
      porozmawiać z teściową szuka wsparcia wśród obcych internautów?

      teściowa wyraźnie ma dobre zamiary, kocha wnuka, próbuje (w swoim
      mniemaniu) pomóc
      prawdopodobnie ona karmiąc swoje dziecko (dzieci) była uczona, żeby
      dzieci karmić regularnie o stałych porach (wiem, że moja mama tak
      robiła, 40 lat temu zachwalano w fachowych poradnikach pod niebiosa
      sztuczne mleko i zasadę że czy dziecko śpi czy nie, czy jest
      faktycznie głodne czy nie, butla ma być o stałych porach i koniec...
      a karmienie piersią na żądanie było uznawane za niewłaściwe)

      myślę, że spokojna rozmowa z teściową, poparta opiniami lekarzy
      powinna ją w końcu przekonać (ja też musiałam początkowo edukować
      moją mamę... po prostu nie będąc 'w temacie' tyle lat miała słabe
      wyobrażenie o dzisiejszych zaleceniach)

      nie ma sensu kisić w sobie niezadowolenia, że teściowa wchodzi rano
      do pokoju.. skoro zawsze to robiła to dla niej normalne... trzeba
      powoli wypracować nowe zasady
      Moze warto umówić się na stałe pory, kiedy teściowa może pomóc w
      opiece nad dzieckiem? Wtedy Ty bedziesz mogła wziać spokojnie
      prysznic czy wyskoczyć po drobne zakupy, albo nawet odespać nocne
      pobudki...


      • monzdr Re: zazdrość o synka 20.08.10, 11:45
        Zgadzam się z Tobą w 100%:)Dlaczego wszyscy doradzają stawianie
        ultimatum,wyprowadzkę?Przecież w ten sposób można tylko zaognić
        konflikt!Z własnego doświadczenia wiem,jak trudno sobie radzić z
        dzieckiem bez pomocy.Moja teściowa nie żyje,mama pracuje,poza tym
        jest po ciężkiej chorobie.Marzę o tym,żeby mieć pomoc do dziecka!
        Życzę młodej mamie spokoju i dogadania się z teściową.
        • ledzeppelin3 Re: zazdrość o synka 20.08.10, 20:24
          BZDURY. Tysiąc razy lepiej być umęczoną i niewyspaną, niż dawać innym
          manipulować i kierować twoim życiem.
          nie licz, ze teściowa się zmieni. Nie zmieni się. I powiedzmy sobie szczerze-
          nie musi. To WY musicie dorosnąć i odpępnić się od toskycznych układów rodzinnych.
          A pomoc najlepiej sprawdza się płatna opiekunka, która pod twoim okiem zajmie
          się małym przez kilka godzin 2-3 razy w tygodniu. Płacisz i wymagasz, a nie
          płaczliwie prosisz "mamę", żeby nie wkładała brudnego smoka/nie dokarmiała/nie
          wkładała czapeczki w domu/ etc, nie mając ABSOLUTNIE ŻADNEJ gwarancji, że "mama"
          raczy posłuchać.
        • ledzeppelin3 Re: zazdrość o synka 20.08.10, 20:27
          BZDURY. Tysiąc razy lepiej być umęczoną i niewyspaną, niż dawać innym
          manipulować i kierować twoim życiem.
          nie licz, ze teściowa się zmieni. Nie zmieni się. I powiedzmy sobie szczerze-
          nie musi. To WY musicie dorosnąć i odpępnić się od toskycznych układów rodzinnych.
          A jako pomoc najlepiej sprawdza się płatna opiekunka, która pod twoim okiem
          zajmie się małym przez kilka godzin 2-3 razy w tygodniu. Płacisz i wymagasz, a
          nie płaczliwie prosisz "mamę", żeby nie wkładała brudnego smoka/nie
          dokarmiała/nie wkładała czapeczki w domu/ etc, nie mając ABSOLUTNIE ŻADNEJ
          gwarancji, że "mama" raczy posłuchać.

          A DOGADANIE SIĘ oznacza zawsze rezygnację ze swojej wizji wychowania, rezygnację
          z ogromnej satysfakcji, jaką jest dawanie sobie rady jako matka, bez ciągłej
          negacji Twoich metod wychowawczych ze strony tesciowej. Tak jest w przypadku
          starszych, przekonanych o swojej racji osób.
          Od ciebie zalezy czy się "dogadasz"- a więc de facto sprzedasz siebie i
          dzieciaka w zamian za "pomoc materialną" (mieszkanie pewnie za darmo) i wątpliwa
          "opiekę" nad dzieckiem.
          • enamerele Re: zazdrość o synka 20.08.10, 20:50
            RACJA. Po co się dogadywać, pokłóć się, wyprowadź z hukiem z domu a najlepiej
            zastrzel teściową.
          • monzdr Re: zazdrość o synka 22.08.10, 13:39
            Ciekawa jestem,czy sama też w swoim życiu tak postępujesz:tak radykalnie i
            bezkompromisowo,czy może tylko innym doradzasz podjęcie drastycznych
            kroków.Jeśli sama postępujesz inaczej,to jesteś hipokrytką,a jeśli rzeczywiście
            nie uznajesz kompromisów i zawsze stanowczo dążysz do wypełniania wyłącznie
            Twoich postanowień i wierzysz w wyłączność Twojej racji,to głęboko współczuję
            Twoim bliskim,znajomym,współpracownikom itd.Gdyby ludzie trochę więcej wysiłku
            wkładali w to,żeby się właśnie DOGADAĆ,a nie od razu stawiać twardo na
            swoim,świat byłby piękniejszy,nie byłoby wojen,terroryzmu i wielu innych
            nieszczęść.Zaczyna się to na poziomie rodziny,kończy na poziomie globalnym.Warto
            rozmawiać,komunikować się z ludźmi,wierzyć w ich dobrą wolę i chęć
            współpracy.Łatwo doradzić młodej mamie,która jeszcze pewnie nie całkiem doszła
            do siebie po porodzie,żeby się wyprowadziła od teściowej,sama radziła sobie z
            dzieckiem,padała na twarz,ale zachowała "dumę i niezależność",wydawała z mężem
            pieniądze na wynajem,gdy właśnie budują dom i na opiekunkę do dziecka,gdy
            dziecko samo w sobie oznacza duże wydatki.Poza tym,może to nieść ze sobą dalsze
            konsekwencje w postaci sporu rodzinnego,żalu,który będzie się tylko
            pogłębiał,być może też nieporozumień z mężem,bo w końcu to jego
            matka.Chciałabyś,żeby kiedyś Twoje dziecko się od Ciebie odwróciło?Skąd w
            ludziach tyle agresji,niechęci do najbliższych osób?Prawdziwa dojrzałość,moim
            zdaniem,nie polega na dziecinnym buncie,stawianiu na swoim i zabieraniu zabawek
            z piaskownicy,gdy coś idzie nie po mojej myśli,tylko na umiejętności DOGADANIA
            SIĘ i wyznaczenia granic w danych okolicznościach,wybrania optymalnego
            rozwiązania,zamiast radykalnego.Trzeba się kierować rozumem i spokojem,a nie
            emocjami i urażoną ambicją.Teściowa też człowiek,przecież nie potwór,nie
            skończona jędza,która za wszelką cenę chce zatruć młodej mamie życie i zniszczyć
            jej więź z dzieckiem!Moja teściowa nie żyje i żałuję bardzo,że nawet nie mogę
            się z nią posprzeczać...
            • kawka74 Re: zazdrość o synka 23.08.10, 08:17
              [quote] wogóle nie liczy sie z naszym zdaniem. nie słucha tego o co się ją
              prosi. [/quote]

              Fantastyczna baza do dogadywania się.
              • kawka74 Re: zazdrość o synka 23.08.10, 08:18
                ups cytowanie się zepsuło
                ale nie szkodzi
            • ledzeppelin3 droga monzdr 23.08.10, 12:56
              Dokładnie przeczytaj, co napisałam.
              I nie egzaltuj się tak.
              Panienki, które apelują o pokój na świecie w wyborach Miss World, sa bardziej
              wiarygodne od Ciebie.

              Powtórzę jeszcze raz: gdy ktoś wcina się w nasze życie, chce nami manipulować,
              ma gdzieś nasze zdanie, wiejmy gdzie pieprz rośnie. I żyjmy na własny rachunek.
              Niezależność to wykładnia dojrzałości.
              Życie smakuje tylko wtedy, gdy trzymamy je w swoich rekach. Tylko wtedy możemy
              dobrze wychować dzieci.


              A teksty na poziomie przewrażliwionych nastolatek o wrogości, miłości, dobroci,
              agresji (gdzie ta agresja, na litość ?) i współczuciu dla moich bliskich każą mi
              się domyślać, że przed tobą długa droga do samoświadomości. Śmiem nawet
              twierdzić, iz jest to droga Syzyfa, pchającego kamień (wiem, że wrażliwe
              nastolatki kochają się w poetyckich przenośniach).
              Wiem, że pisząc to rzucam grochem o ścianę. Ty widzisz tylko to, co chcesz
              widzieć. Może siedzisz u kogoś w kieszeni i znosząc to, płodzisz przydługie
              posty, aby samą siebie utwierdzić w przekonaniu, ze nie tylko robisz dobrze, ale
              wręcz wypełniasz misję?
              Tak, ty masz misję. Tylko że jesteś ciut zaślepiona. Fanatyzm?
              Mam nadzieję że nie masz córki, na litość Boga.
              • asia.sthm Re: droga monzdr 23.08.10, 20:02
                ledzeppelin3 napisała: stek nieprzyjemnosci.... piorun wie dlaczego

                Jesteś pani zbiorem zarozumiach molekuł
              • monzdr Re: droga monzdr 24.08.10, 08:19
                Po pierwsze,nie siedzę u nikogo w kieszeni,pracuję na swoje
                utrzymanie i całkiem nieźle mi to wychodzi.Po drugie,do egzaltacji
                mi daleko,mam raczej dość chyba idelistyczne nastawienie do
                świata,które niestety naraża mnie tylko na rozczarowania ludzkim
                gatunkiem,tak jak i w Twoim przypadku.Szkoda,że "teksty o miłości i
                dobroci" dla Ciebie są tylko przejawem egzaltacji.Ale może
                rzeczywiście masz rację,nie warto wierzyć w pokojowe
                rozwiązania,wartości rodzinne,miłość i dobrą wolę człowieka,skoro na
                głupim forum internetowym tyle jest złośliwości i nieprzyjemnych
                komentarzy.Po trzecie,znasz tylko wersję młodej mamy,nie rozmawiałaś
                z jej teściową,mężem.Doradzałam dogadanie się,nie w sensie
                sprzedania siebie,ale w sensie wyrażenia chęci współpracy,spokojnego
                przemyślenia wszystkich aspektów sprawy.Jest taki fajny cytat:"nie
                oddam życia za moje poglądy,bo mogę się mylić".Jeśli moje rady nie
                poskutkują,zawsze można się wyprowadzić,wynająć mieszkanie,opiekunkę
                itd.Jeśli jednak młoda mama od razu posłuchałaby Ciebie,to raczej
                odwrotu nie będzie.Ale tak szczerze,to nie moja sprawa.Ja chciałam
                pomóc,uspokoić,ale to nie moje życie.Dalej,zachęcaj wszystkich do
                radykalnych rozwiązań,bo może to Tobie właśnie czegoś w życiu
                brakuje,może to Ty siedzisz u kogoś w kieszeni i możesz się wyżyć
                tylko na forum.Jesteś nieprzyjemną osobą i moje współczucie dla
                ludzi w Twoim otoczeniu wciąż rośnie.Od razu zaznaczam,że nie
                zamierzam tu więcej zaglądać,więc wszelkie złoścliwości pozostaną
                już bez odpowiedzi.
                • asia.sthm Re: droga monzdr 24.08.10, 09:46
                  Monzdr, przyjmij moje wyrazy szacunku za imponujaca postawe dyskutanta i ogolna
                  madrosc twoich wypowiedzi.

                  Ledzeppelin to typowa MGP - Mloda Gniewna Pyskata. Oberwie jej sie w zyciu, to
                  nabierze rozumu.
                  • ladyvadera Monzdr i ledzeppelin 24.08.10, 16:01
                    Po przeczytaniu waszych postów chce i ja coś dopisać.
                    Oczywiście , natychmiastowe pójście "na noże"; "tu i teraz się wyprowadzam, mam was gdzieś" moim zdaniem ani dorosłe, ani grzeczne. Lecz tak mi się wydaje, ze problemy opisane przez autorkę wątku, nie rozwiążą się jak będzie wyłącznie grzecznie prosić. Gdyby się tak dało, pewnie nie musiałaby tu pisać.
                    Co do trudności jakie napotykamy w dorosłym samodzielnym życiu, kiedy SAMEMU trzeba się opiekować dzieckiem i zapłacić za wynajem - to chyba normalne prawda? ledzeppelin słusznie zauważyła, że jak kto dorosły to i niech dorośle się sobą zajmie...
                    Zaś argument Monzdr " czy chciałabyś , żeby się twoje dzieci od Ciebie odwróciły " - jest poniżej wszelkiej krytyk i przekroczył granice szantażu emocjonalnego. Jak się nie szanuje granic swoich dzieci, to NORMALNE, ze dzieci się BARDZO oddalają. Wyprowadzka to nie odwrócenie, to zaznaczenie swoich absolutnie niezbywalnych granic, do których mamy prawo, RÓWNIEŻ wobec rodziców.
                    A to co robimy nie musi się rodzicom podobać, ale też nie musimy robić tak, żeby na akceptacje zasłużyć. To się nazywa chyba wzajemny szacunek ...

                    Żeby nie było niedomówień - jestem samoutrzymujaca się osoba, z pomocy rodziny nie korzystam, wyprowadziłam się grzecznie, a awantury, spazmy i krzyki - "jak śmiem" nie ja robiłam. I nie uważam tego za odwrócenie, kontakty jak najbardziej z rodzina utrzymuje, posiadam dorastające dziecko, BARDZO samodzielne, które już dawno ma swój świat i tym częściej mnie tam zaprasza im ja bardziej go szanuje.
                    ledzeppelin - młodość musi się wyszumieć :) niezależności i samodzielności nigdy dość :) pozdrawiam




                    • premeda Re: Monzdr i ledzeppelin 25.08.10, 08:38
                      W normalnych rodzinach wyprowadzka dziecka tak naprawdę poprawia
                      relacje, nie ma traktowania dziecka jak 15-latka i nie ma
                      codziennych zgrzytów.
                  • ledzeppelin3 Re: droga monzdr 25.08.10, 09:49

                    Oberwie jej sie w zyciu, to
                    > nabierze rozumu.


                    Pocieszaj się tak, pocieszaj :P


                    ---Jesteś pan zbiorem molekuł
                • ledzeppelin3 Re: droga monzdr 25.08.10, 09:53
                  Nie, nie wierzę w teksty o dobroci i miłości od osoby, która wrednie i obłudnie
                  śmie współczuć komukolwiek z mojej rodziny.
                  Czepianie się rodziny kogokolwiek na forum jest niedopuszczalną niegrzecznością.
                  Dlatego strojenie się przez ciebie w piórka osóbki idealistycznej jest śmieszne
                  i niewiarygodne.
                  Jestes hipokrytką.
                • ledzeppelin3 Monzdr, jestrę bez 25.08.10, 09:58
                  ..czelna aż zatyka.
                  "Grożąc" mi, ze moje dzieci się ode mnie odwrócą, jednocześnie składasz usteczka
                  w ciup a rączki w małdrzyk, przekonując, iż jesteś poczciwą, młodą mamcią
                  załatwiającą sprawy pokojowo.
                  Jesnocześnie mówisz, że JA jestem nieprzyjemną osobą.
                  Bezczelność i arogancja. A nie dobroć i pokój.
                  Wiesz, czego najbardziej nie znoszę? Zakłamania i mówienia, że czarne jest białe.
                  Nie udawaj świętej.
                  Pomiędzy tekstami o dobroci i miłości aż kipisz złością.
                  Może wyrzuć ją z siebie? Może za długo musisz już udawać?
                  • hanna26 Re: Monzdr, jestrę bez 26.08.10, 03:34
                    Pokłócić się, pobić, zastrzlić teściową, wyprowadzić z hukiem -
                    zawsze jeszcze zdążysz. Daj sobie na luz, bo jak na razie jesteś
                    dość krótko po porodzie i hormony jeszcze w Tobie buzują. Jasne, że
                    teściowa nie powinna wchodzić do Waszego pokoju bez pukania i jasne,
                    że nie powinna karmić czy budzić śpiącego dziecka. Ale to naprawdę
                    można łatwo załatwić, bez wyciągania największych armat i strzelania
                    bez opamiętania do wrednej baby - jak radzą co poniektóre
                    forumowiczki. Forumowiczki, które same zapewne nie umieją sobie
                    radzić z emocjami.
                    Poinformuj grzecznie teściową, że zamonotwaliście zamek w drzwiach,
                    bo gdy jesteś zmęczona i chcesz się przespać, lepiej się czujesz,
                    gdy nikt nagle nie wchodzi do pokoju. I prosisz, żeby to uszanować.
                    Koniec, nie ma problemu.
                    Ściągnij sobie sporo pokarmu, daj teściowej do lodówki z instrukcją
                    obsługi, zostaw jej dziecko, a sama idź na ploty do koleżnki, do
                    kosmetyczki, na siłownię albo na polownie do ciuchlndu. Gdzie tylko
                    chcesz, żeby się odprężyć i przestać obsesyjnie myśleć, że ktoś
                    kradnie Ci dziecko. Nikt Ci dziecka nie kradnie, a że teściowa
                    przepada za wnukiem - a niech sobie przepada, całe szczęście,
                    będziesz miała więcej czasu dla siebie. Zobaczysz, jak zakochana
                    babcia posiedzi z małym przez kilka godzin parę razy w tygodniu,
                    zbrzydnie jej to szybciej niż myślisz. Jeszcze zatęsknisz do
                    swobodnych wyskoków na miasto. ;)
                    • cahir4 Re: Monzdr, jestrę bez 26.08.10, 10:08
                      A najlepiej oddaj dziecko teściowej na wychowanie i poproś, żeby
                      pozwoliła Ci je zabrać na spacer raz w tygodniu. Ty będziesz miała
                      dużo czasu na wypady na miasto, teściowa będzie zadowolona i w ogóle
                      wszyscy bedą szczęśliwi. Bowiem skrytym marzeniem każdej matki jest
                      mieć jak najmniej do czynienia z własnym dzieckiem.

                      Rozśmieszył mnie fragment:
                      > Poinformuj grzecznie teściową, że zamonotwaliście zamek w
                      drzwiach,
                      > bo gdy jesteś zmęczona i chcesz się przespać, lepiej się czujesz,
                      > gdy nikt nagle nie wchodzi do pokoju. I prosisz, żeby to
                      uszanować.
                      > Koniec, nie ma problemu.
                      świadczący o tym, że czytanie ze zrozumieniem nie jest w
                      społeczeństwie umiejętnością powszechną, bo autorka wątku pisała
                      wyraźnie, że prośby na teściową nie działają absolutnie i żaden
                      koniec nie nastąpił, a problem jak najbardziej jest. Jeśli idzie o
                      zamontowanie zamka w drzwiach (o faktyczne zamontowanie, a nie
                      mówienie, że się to zrobiło), to jest dokładnie to, co radziły owe
                      zawzięte i nie radzące sobie z emocjami forumowiczki :D.

                      Natomiast nie budzi już śmiechu fragment:
                      > Daj sobie na luz, bo jak na razie jesteś
                      > dość krótko po porodzie i hormony jeszcze w Tobie buzują.

                      bo dziewczynę, która nie ma oparcia we własnym mężu, dodatkowo
                      pozbawia pewności siebie, sugeruje jej, że jest "niepoczytalna",
                      niezdolna do właściwej oceny rzeczywistości, nie powinna ufać
                      własnym uczuciom i osądom. I to jest wredne.

                      W dodatku w sytuacji, kiedy jej ocena jest raczej zbyt łagodna, niż
                      zbyt ostra. Tworzą chory układ, w którym nie bedą mieli szansy stać
                      się prawdziwą rodziną. Jej mąż nie wszedł w rolę męża i ojca, jest
                      tylko synem, ona nie ma szans wejść w rolę matki, może być najwyżej
                      siostrą swojego dziecka. To teściowa jest hipermatką jej męża, jej
                      dziecka i jej samej. No, nie wykluczone, że dla niej macochą.
                      Małżeństwem w pełnym tego słowa znaczeniu też nie są. Za kilka lat
                      skończy się tak, jak w wielu wątkach tego forum: staram się
                      wszystkim dogodzić, unikam kłótni, ale nie mogę już znieść tego, że
                      nie mam nic do powiedzenia, mąż i teściowa wszystko uzgadniają ze
                      sobą, nikt mnie nie szanuje itp.
                      Albo wariant dla mniej potulnej: szybki rozwód. I paskudna walka o
                      dziecko, nie tyle dla ojca, co dla "przepadającej" za nim babci.

                      Szczęka mi opadła, kiedy przeczytałam, że wyprowadzka jest aktem
                      agresji podobnego rzędu, co pobicie/zastrzelenie teściowej. A ja
                      myślałam, że jest raczej oczywistym etapem uzyskiwania dojrzałości i
                      budowania swojej autonomii. W moim odczuciu - niezbędnym.
                      Rozumiecie, w jakim jestem szoku - właśnie się dowiedziałam, że
                      jestem matkobójczynią! Ojcobójczynią! Teściowobójczynią! Ooooo!

                      Do autorki wątku. Ty jesteś matką swojego dziecka. I jeśli kiedyś ma
                      być ono szczęśliwe, to musisz tą matką być, nie może dorastać w
                      zaburzonych relacjach. Ty decydujesz, jak ma być karmione i kiedy
                      będzie spało, czy jest mu wystarczająco ciepło i czy wygodniej mu w
                      chuście, czy w wózku. "Pomoc", którą ktoś ci narzuca, nie jest
                      pomocą i nie musisz na nią pozwalać, a tym bardziej być za nią
                      wdzięczna. Bo i takie oczekiwania się spotyka - ktoś nieproszony
                      włazi Ci w życie, a ty masz być z tego powodu szczęśliwa i jeszcze
                      dziękować za to, że ci "pomaga".

                      Odseparowanie emocjonalne i fizyczne od dziecka, scedowanie
                      macierzyńswa na teściową, co Ci powyżej radzono:
                      > Ściągnij sobie sporo pokarmu, daj teściowej do lodówki z
                      instrukcją
                      > obsługi, zostaw jej dziecko, a sama idź na ploty do koleżnki, do
                      > kosmetyczki, na siłownię albo na polownie do ciuchlndu. Gdzie
                      tylko
                      > chcesz, żeby się odprężyć i przestać obsesyjnie myśleć, że ktoś
                      > kradnie Ci dziecko. Nikt Ci dziecka nie kradnie, a że teściowa
                      > przepada za wnukiem - a niech sobie przepada, całe szczęście,
                      > będziesz miała więcej czasu dla siebie.

                      to jest rozwiązanie zaspokajające potrzeby emocjonalne teściowej i
                      może się okazać najłatwiejsze dla Ciebie, bo nie będzie wymagało
                      podjęcia żadnych działań i decyzji, ale będzie ale fatalne dla
                      Twojego dziecka. A w dalszej perspektywie dla Was wszystkich jako
                      rodziny.
                      • hanna26 Re: Monzdr, jestrę bez 26.08.10, 13:41
                        Cahir4, chyba rzeczywiście masz wielkie problemy emocjonalne, skoro
                        jeden post tak Cię wyprowadził z równowagi. :D Widzę, że przez
                        przypadek trafiłam w sedno.
                        Kiedy już opadną Ci rozbuchane emocje spójrz na trzeźwo na to co
                        napisałam, i jakie, mówiąc bardzo oględnie niezbyt trafne uwagi mi
                        na to odpowiedziałaś.

                        że prośby na teściową nie działają absolutnie i żaden
                        > koniec nie nastąpił, a problem jak najbardziej jest.

                        Ale ja nie proponowałam prośby o niewchodzenie do pokoju, ale
                        grzeczne poinformowanie teściowej o zamku w drzwiach. I uszanowanie
                        tego faktu. Naczytałaś się o czytaniu ze zrozumieniem, ale warto by
                        teraz zastosować to w praktyce.

                        bo dziewczynę, która nie ma oparcia we własnym mężu, dodatkowo
                        > pozbawia pewności siebie,

                        Napisz jej jeszcze, że powinna się rozwieźć, to z całą pewnością
                        doda jej otuchy i pewności siebie. :D
                        Dziewczyna nie ma kłopotu z mężem, tylko z własną asertywnościa. Nie
                        potrafi grzecznie, ale stanowczo wyegzekwować należnych jej praw.
                        Zamiast wstać, gdy teściowa wchodzi do pokoju i z uśmiechem
                        powiedzieć, "Przepraszam mamo, ale w tej chwili
                        Bartuś/Michałek/Antoś śpi, ja też mam jeszcze ochotę się zdrzemnąć,
                        zobaczymy się później", ona udaje że śpi, a następnie płonie ze
                        złości. Nie tendy droga. Nie sztuką jest pokłócić się i obrazić
                        śmniertelnie na babcię, sztuką jest egzekwować swoje prawa.

                        > W dodatku w sytuacji, kiedy jej ocena jest raczej zbyt łagodna,
                        niż
                        > zbyt ostra. Tworzą chory układ, w którym nie bedą mieli szansy
                        stać
                        > się prawdziwą rodziną. Jej mąż nie wszedł w rolę męża i ojca, jest
                        > tylko synem, ona nie ma szans wejść w rolę matki, może być
                        najwyżej
                        > siostrą swojego dziecka. To teściowa jest hipermatką jej męża, jej
                        > dziecka i jej samej. No, nie wykluczone, że dla niej macochą.
                        > Małżeństwem w pełnym tego słowa znaczeniu też nie są.


                        No wybacz, ale to co Ty piszesz jest chore. Znamy sytuację tylko z
                        jednej strony: strony kobiety, która jest zaledwie kilka tygodni po
                        porodzie swego pierwszego dziecka. Tak się składa, że w życiu nie ma
                        sytuacji czarno-białych, tak jak w bajkach, są raczej różne odmiany
                        szarości. Niemal każda sprawa ma kilka różnych odcieni, w zależności
                        od tego, kto ją nam referuje. Dorosła osoba, którą jesteś, powinna
                        wziąć to pod uwagę.

                        > Szczęka mi opadła, kiedy przeczytałam, że wyprowadzka jest aktem
                        > agresji podobnego rzędu, co pobicie/zastrzelenie teściowej. A ja
                        > myślałam, że jest raczej oczywistym etapem uzyskiwania dojrzałości
                        i
                        > budowania swojej autonomii.

                        Rozumiem, że wyrazem dojrzałości powinno być w tym wypadku wynajęcie
                        mieszkania i zamiast w nowy dom, ładowanie pieniędzy w wynajem. A
                        mąż, w którym autorka nie ma oparcia, powinien zakasać rękawy i
                        pracować na utrzymanie trojga ludzi, wynajem lokalu i do tego budowę
                        domu? Faktycznie, byłby to wyraz nadzwyczajnej dojrzałości i
                        początkiem budowania autonomi. Czy może zaprzestać budowy, sprzedać
                        działkę, i pogodzić się z myślą, że następne dzieści lat będą się z
                        dzieckiem tułać po wynajętych kwaterach, wspominbając marzenia o
                        własnych czterech kątach?

                        > Rozumiecie, w jakim jestem szoku - właśnie się dowiedziałam, że
                        > jestem matkobójczynią! Ojcobójczynią! Teściowobójczynią! Ooooo!

                        Rozumiem, że nie masz pojęcia, co to jest ironia i masz problemy z
                        własnymi emocjami.


                        > to jest rozwiązanie zaspokajające potrzeby emocjonalne teściowej i
                        > może się okazać najłatwiejsze dla Ciebie, bo nie będzie wymagało
                        > podjęcia żadnych działań i decyzji, ale będzie ale fatalne dla
                        > Twojego dziecka. A w dalszej perspektywie dla Was wszystkich jako
                        > rodziny.

                        To jest rozwiązanie, które pozwoli wykorzystać zaangażowanie
                        teściowej, dając jednocześnie ujście jej miłości. Wiadomo, ile jest
                        pracy przy małym dziecku. Teściową należy porządnie zmęczyć, a
                        młodej mamie dać chwile wytchnienia. Zmęczona teściowa nie będzie
                        miała siły na ciągłe nagabywanie wnuka. Zaręczam, że to bardzo dobra
                        metoda. Obawiam się jednak, że trudno będzie zrozumieć to osobie,
                        która tak jak Ty, kieruje się wyłącznie i nie potrafi realnie ocenić
                        sytuacji.
                        Nie szkodzi. Mój post i tak był skierowany do autoki wątku, a nie do
                        Ciebie.
                        • hanna26 Re: Monzdr, jestrę bez 26.08.10, 13:44
                          Na końcu miało być: kieruje się wyłącznie emocjami. Chyba zjadło
                          mi "emocje". :)
                          • cahir4 Re: Monzdr, jestrę bez 26.08.10, 16:37
                            hanna26 napisała:

                            > Na końcu miało być: kieruje się wyłącznie emocjami. Chyba zjadło
                            > mi "emocje". :)

                            Czyli też masz problemy z emocjami :D.

                            > Kiedy już opadną Ci rozbuchane emocje spójrz na trzeźwo na to co
                            napisałam,

                            Jestem trzeźwa, słowo harcerza, mogę dmuchnąć w balonik. Co do
                            rozbuchanych emocji, to nie mogę ręczyć, rozumiesz, problemy.
                            Patrzę. Na obydwa posty.
                            Post 1. >I prosisz, żeby to uszanować.
                            Post 2. >Ale ja nie proponowałam prośby o niewchodzenie do pokoju,
                            ale
                            grzeczne poinformowanie teściowej o zamku w drzwiach.

                            Przyznaję, nie potrafię czytać ze zrozumieniem...

                            >Dziewczyna nie ma kłopotu z mężem, tylko z własną asertywnościa.
                            Nie
                            potrafi grzecznie, ale stanowczo wyegzekwować należnych jej praw.
                            Zamiast wstać, gdy teściowa wchodzi do pokoju i z uśmiechem
                            powiedzieć, "Przepraszam mamo, ale w tej chwili
                            Bartuś/Michałek/Antoś śpi, ja też mam jeszcze ochotę się zdrzemnąć,
                            zobaczymy się później"

                            Ale Ty nie radziłaś jej w poprzednim poście pracy nad asertywnością.
                            Ty radziłaś jej uleganie zachciankom teściowej. Teściowa ma potrzebę
                            karmić dzidziusia, no to ściągnij mleko i daj jej butelkę - niech
                            się cieszy. Ty masz potrzebę karmić dzidziusia (zamiast się bujać z
                            laktatorem), no dziwna jesteś, hormony szaleją, wyjdź z domu i
                            zajmij się czym innym. A może ona nie chce czym innym? Ona ma
                            sześciotygodniowego noworodka - ma prawo chcieć się zajmować nim,
                            karmić go piersią (Boże, czy trzeba tłumaczyć takie
                            oczywistości...), nosić w chuście 24 godziny na dobę, patrzeć rano
                            jak śpi. I ma do tego prawo. I powinna tego prawa bronić. Kłopoty z
                            asertywnością ma i to ogromne. Kłopoty z mężem, który "nie widzi
                            problemu", swoją drogą.

                            >No wybacz, ale to co Ty piszesz jest chore.

                            Zdanie wykluczające dyskusję.

                            >Znamy sytuację tylko z
                            jednej strony: strony kobiety, która jest zaledwie kilka tygodni po
                            porodzie swego pierwszego dziecka.

                            Upierasz się, że ten fakt upośledza jej władze intelektualne. Nie
                            niespójność historii, ewentualny rażący brak obiektywizmu w opisie
                            sytuacji lub użycie dużej liczby nacechowanych emocjonalnie epitetów
                            podważają jej wiarygodność, ale sam fakt, że urodziła dziecko.
                            Interesujące podejście.

                            >Tak się składa, że w życiu nie ma
                            sytuacji czarno-białych, tak jak w bajkach, są raczej różne odmiany
                            szarości.

                            Uwielbiam takie złote myśli, prawdy ogólne na temat tego, jakie jest
                            życie. Z założenia są to prawdy niedyskutowalne, więc nie podejmuję
                            się dyskusji.

                            >Rozumiem, że wyrazem dojrzałości powinno być w tym wypadku
                            > wynajęcie
                            mieszkania i zamiast w nowy dom, ładowanie pieniędzy w wynajem.

                            Być może. Może nie. Z mojego doświadczenia życiowego, obserwacji a
                            nawet lektury tego forum wynika, że zamieszkanie młodych z rodzicami
                            ZAWSZE prowadzi do problemów. Te problemy są MOŻLIWE DO ROZWIĄZANIA,
                            ale wymaga to dobrej woli, taktu i sporo wysiłku od wszystkich
                            uczestników sytuacji. Czasem się udaje, częściej nie. Przy układzie
                            dominująca teściowa, nieasertywna synowa i uległy syn szanse są
                            nikłe. Tzn. szanse na "dogadanie" są w tym sensie, że jest duża
                            szansa na to, że teściowa upupi oboje młodych, a oni się jej
                            podporządkują. Ale będzie spokój.

                            Oni są teraz w momencie szczególnym, trudnym dla wielu par. Muszą
                            się odnaleźć nie tylko w roli małżonków, ale w roli rodziców. Budują
                            nowe relacje między sobą i swoje relacje z dzieckiem, jeśli im się
                            to nie uda, to za jakiś czas będzie dom, ale nie będzie rodziny,
                            która w nim miała zamieszkać.

                            To nie o to chodzi, że po pierwsze muszą się wyprowadzić, choć tak
                            niewątpliwie byłoby najlepiej. Autorka dostała sporo rad, jak ma
                            bronić siebie i swojego "terytorium". Radę z wyprowadzką dostała na
                            wypadek, prawdopodobny zresztą, że to nie zadziała. Zdaniem części
                            forumowiczów, w tym moim, najwiekszą wartością, którą trzeba
                            chronić, są więzi między nią, mężem i dzieckiem i nie rozumiem
                            stanowiska, że dla domu-budynku trzeba je poświęcić.

                            >Teściową należy porządnie zmęczyć, a
                            młodej mamie dać chwile wytchnienia.

                            Ta młoda mama nie domaga się chwili wytchnienia (od dziecka). Ta
                            młoda mama domaga się, by nie odbierano jej chwil w dzieckiem. Czy
                            jesteś aż tak pozbawiona emocji, że nie jesteś w stanie tego
                            zrozumieć?

                            >Zmęczona teściowa nie będzie
                            miała siły na ciągłe nagabywanie wnuka. Zaręczam, że to bardzo dobra
                            metoda. Obawiam się jednak, że trudno będzie zrozumieć to osobie,
                            która tak jak Ty, kieruje się wyłącznie i nie potrafi realnie ocenić
                            sytuacji.

                            Zgadzam się. Trudno mi zrozumieć.

                            >Nie szkodzi.
                            Ufff...

                            >Mój post i tak był skierowany do autoki wątku, a nie do
                            Ciebie.
                            Ten był, więc pozwoliłam sobie odpowiedzieć.

                            PS.
                            Jeśli na prawdę masz zmysł ironii, a ufam, że masz, to przeczytaj
                            jeszcze raz poniższy fragment:

                            > Rozumiecie, w jakim jestem szoku - właśnie się dowiedziałam, że
                            > jestem matkobójczynią! Ojcobójczynią! Teściowobójczynią! Ooooo!

                            Rozumiem, że nie masz pojęcia, co to jest ironia i masz problemy z
                            własnymi emocjami.

                            :D
      • ogrzyca12 Re: zazdrość o synka 21.08.10, 08:17
        zdecydowałam się o tym napisać na forum bo chciałam usłyszec zdanie
        innych osób. chciałam wiedzieć czy nie jestem czasem jakąś zaborczą
        przedrażliwioną młodą mamuśka. a tak nawiasem to teściowa karmiła
        oboje dzieci piersią. jedno do 3 r.ż. a 2 nie wiem ile ale też
        trochę.
        • annb Re: zazdrość o synka 21.08.10, 09:59
          mam pytanie-skąd ci przyszło do głowy ze możesz byc
          cytuję
          zaborczą przedrażliwioną młodą mamuśka.

          sama to wymyślilaś czy też ktoś tak Cię nazwał?
          • ogrzyca12 Re: zazdrość o synka 21.08.10, 12:11
            sama tak pomyślałam.
            • annb Re: zazdrość o synka 21.08.10, 13:55
              No więc nie myśl w ten sposób tylko działaj.
              Natura wyposażyła kobiety we wspaniałą "rzecz"-możliwość karmienia piersią.Mleko
              matki jest nie do przecenienia a dzieciak karmiony butelką piersi ssać nie będzie.
              Proste
              Wiec otwórz usta następnym razem i powiedz-proszę nie karmić mojego dziecka
              jak się boisz, poćwicz przed lustrem
              a męża wyślij do sklepu typu OBI/castorama lub inny niech kupi zasuwkę, zamek na
              klucz
    • monzdr no dobra... 26.08.10, 11:38
      Miałam nie wchodzić,żeby się nie denerwować,ale się złamałam.
      Dziewczyny,każda z nas jest inna,ma inny
      charakter,temperament,życiowe doświadczenia.jednak każda wchodząc tu
      i pisząc jakieś porady ma chyba dobrą wolę,żeby pomóc,prawda?
      Po pierwsze,ja mam akurat taki charakter,że bardzo sobie cenię zgodę
      w rodzinie.Może faktycznie czasem trzeba na coś przymknąć
      oko,ustąpić,ale moim zdaniem tak już w życiu jest,że nie wszystko
      musi być na 100% po naszej myśli.Otaczają nas ludzie,niektórzy z
      nich są nam bardzo bliscy,tworzymy z nimi rodzinę,więc musimy się
      jakoś dogadywać.
      Po drugie,"dogadywać się"to nie znaczy"sprzedać się",zrezygnować z
      własnego życia,stać się posłusznym niewolnikiem,czy siedzieć u kogoś
      w kieszeni,jak mi tu niektórzy zarzucają.Ja nigdy nie mieszkałam z
      moim mężem i dzieckiem w jednym domu z rodzicami.Na początku
      mieliśmy kawalerkę.Udało się nam kupić duże mieszkanie i jesteśmy
      zadowoleni.Ale gdybym nie miała swojej kawalerki jeszcze przed
      ślubem,mogłoby być dużo trudniej i być może,dla dobra dziecka i żeby
      szybciej zaoszczędzić pieniądze,musiałabym zamieszkać z
      rodziną.Przecież nikt tu nie radzi,żeby mieszkać z rodzicami już na
      stałe!Młodzi budują dom,mają zamiar się wyprowadzić.Sytuacja jest
      przejściowa,więc może warto teraz się dogadać,ułożyć relacje
      rodzinne jak najlepiej,żeby szybciej wybudować dom i nie wydawać
      pieniędzy na wynajem?
      Po trzecie,pisząc o hormonach i nastrojach po porodzie,nikt z młodej
      mamy nie robi wariatki.Każda z nas wie,jak to jest po
      porodzie,emocje są trochę inne niż zwykle,kobieta może być
      przewrażliwiona,smutna itd.To naturalne i mija,ale decyzje,zwłaszcza
      te bardzo ważne,nie powinny być podejmowane w emocjach.
      Po czwarte,nie przekręcajcie cudzych słów.Nigdy nie napisałam do
      bardzo nerwowej koleżanki,że jej dzieci się od niej odwrócą,tylko
      spytałam,jak by się czuła,gdyby taka sytuacja miała miejsce.Teściowa
      też człowiek,jej syn jest dla niej takim samym dzieckiem,jak Wasze
      dzieci dla Was...
      Po piąte,każda z nas radzi po swojemu.Pisanie pod czyimś
      postem "BZDURY",podważanie czyjegoś prawa do swojego zdania,jest
      niepoważne.Wystarczy napisać"MOIM ZDANIEM".Żadna z nas nie ma
      patentu na rację.
      Po szóste,jesli kogoś tu uraziłam,to przepraszam.Może miałam taki
      zamiar,nie jestem ideałem i wcale nie udaję,że jest inaczej.Ale
      przeczytałam tu bardzo dużo niemiłych słów pod moim adresem,nie
      wiem,dlaczego.
      To taki mój kolejny spłodzony z braku innych zajęć przydługi
      post.Tym razem naprawdę ostatni,ale nie lubię niedomówień.
      Pozdrawiam.
      • blue_romka Monzd, masz racje 27.08.10, 10:49
        Twoja rada, zeby sprobowac sie porozumiec jest jak najbardziej na
        miejscu, i to niezaleznie czy mlodzi sie wyprowadza, czy nie. Jesli
        tak, utrzymywanie kontaktu z rodzina nadal bedzie wazne, jesli nie,
        zycie w ciaglym konflikcie bedzie koszmarem. Tym bardziej, ze
        autorka watku jest raczej osoba spolegliwa i blizej jej do rozwiazan
        pokojowych niz radykalnych.
        Dziwi mnie tylko, ze dalas sie wciagnac w dyskusje kreaturom typu
        ledzepplin3 i zaczelas udowadniac, ze nie jestes wielbladem. Daj
        spokoj. Twoja rada miala sluzyc autorce i liczy sie tylko to, co ona
        z tym zrobi. A komentarze innych po prostu olej. Pozdrawiam.
        • ledzeppelin3 Re: Monzd, masz racje 28.08.10, 12:22
          Ciekawe, dlaczego moja propozycja WYPROWADZKI tak wielu osobom podnosi ciśnienie
          do tego stopnia, że wyłazi z nich zwykłe, zapewne skrywane chamstwo (patrz:
          blue_romka- w jednym zdaniu propozycje o porozumieniu oraz inwektywy - miodzio!).
          Gdzie napisałam, żeby zabić teściową?
          Gdzie napisałam, żeby iść na noże?
          Gdzie napisałam, żeby tesciowej nie szanować?
          Napisałam, że konieczne jest uniezaleznienie finansowe i emocjonalne.
          Wydaje się tkwicie w chorych układach rodzinnych, i agresję spowodowaną
          zaleznością od innych ujawniacie na forum.

          Trzeba brać życie we własne ręce, szczególnie jak ma się dzieci.
          Nie można stworzyć własnej rodziny, jeśli nie odetnie się pępowiny.
          Dlaczego dopatrujecie się w uniezaleznieniu braku szacunku, odwrócenia się od
          rodziców? Co za chore pomylenie pojęć.
          Uniezależnienie wyjdzie obu stronom tylko na dobre, bo będą mogły zacząć budować
          relacje nie na zasadzie zależności, ale na zasadzie partnerstwa.

          A najgorsze, że za takie myślenie zapłacą wasze dzieci, nie wy, tylko one.

          Jestem przy tym [przekonana, że mój post wywoła kolejne chamskie inwektywy bądź
          płaczliwe rozdzieranie szat, czyli totalny brak zrozumienia albo raczej wyparcie
          rzeczy oczywistych.
          Nie ma to jak kasacja dysonansu poznawczego.
          • marzeka1 Re: Monzd, masz racje 28.08.10, 12:29
            "Nie można stworzyć własnej rodziny, jeśli nie odetnie się
            pępowiny.
            Dlaczego dopatrujecie się w uniezaleznieniu braku szacunku,
            odwrócenia się od
            rodziców? Co za chore pomylenie pojęć.
            Uniezależnienie wyjdzie obu stronom tylko na dobre, bo będą mogły
            zacząć budować
            relacje nie na zasadzie zależności, ale na zasadzie partnerstwa.
            "-

            - każdą kończyną się podpisuję :)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: zazdrość o synka 31.08.10, 00:35
      W sprawie sposobu karmienia dziecka Pani jest Pani podejmuje decyzje. Dotyczy
      to również planu dnia z dzieckiem. Dlatego decyzja o postawieniu granicy
      teściowej należy do Pani. Mąż w kwestii tej decyzji i Pani uczuć z tym
      związanych nie może być ekspertem. Może być wsparciem Pani decyzji.
      Zazdrość jaką Pani przeżywa o dziecko jest zrozumiała. To jest etap bardzo
      szczególnej i intensywnej więzi matki z dzieckiem i jej zakłócanie nie jest
      dobre. Warto chronić ten unikalny czas, potrzebny i Pani i dziecku.
      Jeśli teściowa sama tego nie rozumie, to taktownie ale stanowczo trzeba jej o
      tym powiedzieć. I nie chodzi o zakaz kontaktów dziecka z babcią, która pewnie
      też się cieszy wnukiem, ale o możliwość i czas na nawiązania Pani więzi z
      synkiem. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja