ogrzyca12
18.08.10, 21:10
mam taki problem. już sama nie wiem czy mam racje czy też nie.
chciałabym żeby ktoś mi doradził. mam 6 tygodniowego synka.
mieszkamy u teściów. nie wiem jak mam to napisać więc zaczne od
początku. synka urodziłam w 36 tygodniu. mieliśmy trochę zmartwień
bo słabo przybierał na wadze. w szpitalu doradzili nam żebyśmy go
dokarmiali butelką. dopóki karmiłam tylko piersią wszystko było
wporządku ale gdy doszła butelka zaczęłam być zazdrosna o dziecko.
Moja teściowa tak jakby się ucieszyła tym że muszę go dokarmiać bo
butelka ona też ma możliwość go karmić. uzgodniłam z mężem że
będziemy go tylko w nocy dokarmiać bo wieczorem po całym dniu mam
mniej pokarmu. i każdy z domowników o tym wiedział że w dzień
absolutnie nie ma butelki. ale pewnego dnia odwiediła mnie koleżanka
poszłyśmy zjeść obiad a teściowa zajęła się nim na chwile.
naturalnie dała mu tą butelkę pod pretekstem że nie chciała mi
przeszkadzać. póżniej mnie za to przeprosiła i powiedziała że już
nie będzie go karmić. a na następny dzień mąż zbierał się do pracy.
weszła nam do pokoju(codziennie tak robi co mnie bardzo denerwuje bo
chciała bym się czuć swobodnie chociaż w tym jednym naszym pokoju)
udawałam że śpię że może wyjdzie. ale ona mimo tego że mąż jaj
powiedział żeby go nie ruszała bo dziecko śpi dała mu butelkę.
wogóle nie liczy sie z naszym zdaniem. nie słucha tego o co się ją
prosi. zaczęłam nienawidzić jak bierze go na ręce. jak mu śpiewa i
mówi do niego. nie szanuje tego że syn śpi. tylko dotyka go wtedy
mówi do niego i maleństwo śię od razu budzi. rozmawiałam o tym z
mężem żeby porozmawiał o tym wszystkim ze swoją mamą ale on uważa że
przesadzam że to nic że go dokarmia mimo tego że przez dzień mam
dużo pokarmu to nic że codziennie rano wchodzi nam do pokoju kiedy
ja jeszcze sobie leże z synem. a te poranki są takie bezcenne.
uwielbiam na niego patrzeć jak spi jakie miny robi przez sen. a
pozatym jak nie spie pól nocy to chyba mam prawo zdrzemnąć się i
powylegiwać troche rono w łóżku. a nie że dziecko spi ja sobie
dżemię obok niego a ona wchodzi i go rozbudza. ale mąż tego nie
widzi. uważa że wszystko jest wporządku. czuje sie tak jakbym
rywalizowała z nia o własne dziecko. jak karmie go piersią i
przychodzi to mam wrażenie ze z taka zazdrościa na to patrzy.
koleżanka i moja mama zauważyły że ona chyba ma jeszcze duża
potrzebe żeby mieć dzieci a to już jest taka granica mieć czy nie
mieć. więc doczepiła się do mojego. nie wiem czy to uzasadniona
zazdrość czy też nie. już sama nie wiem czy mam racje bo mój mąż
uważa że przesadzam. mama i koleżanka natomiast mówią że mam racje.
nie wiem jak wyjść z tego problemu.