Dodaj do ulubionych

Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innych

13.09.10, 12:03
Czytam tu różne wątki o problemach w związkach a i ja chciałabym znaleźć odpowiedź na pewne pytanie. Nie bardzo wiem jak można rozwiązać tę sytuację. Mianowicie chodzi o zachowanie rodzica-TATY-wobec dzieci, a nawet całej rodziny.
A więc Tata pracuje, utrzymuje rodzinę, nie odmawia dzieciom, rodzinie niczego. Tata nie pracuje ciężko fizycznie i pracuje w normalnych stałych godzinach. Czyli nie powinien być codziennie mocno zmęczony, tak by musiał odpoczywać samotnie przed tv czy komputerem. Ale jest to silna potrzeba takiego 'odpoczynku', być może uzależnienie od mediów, nie wiem.
(Choć od długich lat -najmłodszych-jego czas jest spędzany w ten sam sposób). Ciężko takiego tatę wyciągnąć na spacer, na wyjazd rodzinny, a jeśli już się tak zdarzy to na krótko lub po prostu atmosfera zaczyna robić się nerwowa(nie zawsze,ale zazwyczaj tak jest). Były rozmowy na ten temat, ale zawsze jest jakaś wymówka więc problem widzi tylko jedna strona. Pytanie -jak można to zmienić? Czy w ogóle można, jest to możliwe? Czy osoba, która preferuje taki styl życia nie potrafi tego zmienić nawet dla dobra rodziny? Może ktoś ma doświadczenie w tym temacie.
Martwi mnie to, bo oprócz tego, że tata dzieci kocha a dzieci kochają tatę, to prawie nic ich ze sobą nie łączy. Dzień jest zawsze taki sam. Żadnych niespodzianek dla dzieci (piszę jak to wygląda ze strony taty, ja staram się im zapewnić dużo więcej). I szkoda mi ich z jednej strony. Kiedyś usłyszałam, że żałuje, że nie jest taki jak ja, nie odczuwa takiego poświęcenia, chociaż to wydaje mi się z jednej strony naturalne-to ja jestem matką, ale z drugiej..widzę innych mężczyzn i naprawdę nie mają z tym problemu.
Jak można rozwiązać taką sytuację, czy można zmienić jego podejście do rodziny..?
Mam wrażenie, że jej nie docenia po prostu.
Obserwuj wątek
    • alinka_li Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 12:31
      Poważnie porozmawiać. Tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć. Zapoznać go z informacjami na temat wpływu dzieciństwa na całe dorosłe życie (z naciskiem na szkody wyrządzone w psychice dziecka z powodu deficytu opieki jednego z rodziców). Zaniedbuje również Ciebie więc tego tez nie da się pominąć w dyskusji.
      A jeśli w końcu dostrzeże problem, ale nie będzie chciał naprawdę nic zmienić (obojętnie, jaka przyczyna: lenistwo, nałóg, nieumiejętność spędzania czasu z rodziną - bo tego trzeba się nauczyć) to niewiele możesz poradzić.
      • br_bardot Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 14:13
        Zgadzam się z tobą w 100% i dziękuję za odp.
    • demonsbaby hmmm 13.09.10, 12:37
      możliwe, że to kwestia "emocjonalności" rodzica. Może tata nie wykazuje chęci bo nie odczuwa potrzeby. Co nie oznacza, że tej bliskości i chęci przebywania z dziećmi, czy też "uwrażliwienia" nie może się uczyć od ... Ciebie. Kwestia rozplanowania dnia, umiejętności szukania innych zainteresowań niż "kółko komputerowe".
      Mąż / tata zanim założyliście rodzinę wykazywał jakieś ponad-komputerowe zainteresowania?
      • br_bardot Re: hmmm 13.09.10, 13:00
        Nie nauczył się tego ode mnie do tej pory, więc nie widzę szans, by to stało się samo, biorąc po prostu ze mnie przykład.. Próbuję go 'wyciągać' w różne miejsca, ale prawie zawsze nic z tego. Szybko wszystkim się denerwuje więc unikam wspólnego proszenia/organizowania. Sama organizuję im tyle ile mogę i tyle na ile czas mi pozwala.
        Owszem, wykazywał, ale były to JEGO zainteresowania.:) sport. Poza grami,filmami i internetem. Niedużo tego było muszę przyznać. Ale też i małe 'możliwości.' Wtedy mi to nie przeszkadzało, miałam swoje życie..Ale kiedy je połączyliśmy we wspólne..ja od tamtej pory żyję prorodzinnie. A mąż..został ze swoimi zainteresowaniami niestety.
        • tully.makker Re: hmmm 13.09.10, 13:10
          Owszem, wykazywał, ale były to JEGO zainteresowania.:) sport.

          No sport to idealna chyba plaszczyzna porozumienia opjca z dziecmi? A mmoze i tysie zainteresujesz tym, co interesuje twojego partnera? Ja jezdze z aktualnym i i zdzieckiem na zloty motocyklowe nie dlatego, ze mnie to jakos szczegonie interesuje - w ogole mnie nie interesuje - ale wazne jest, by robic cos razem, raz z jego sfery zainteresowan, raz z mojej.

          Jak dla mnie, chlop sie zniechecil, bo nie moze robic tego, co lubi.
          • br_bardot Re: hmmm 13.09.10, 13:56
            Oczywiście, że idealna tylko nie połączy tego akurat w tej sytuacji. Sport może uprawiać i nawet go do tego aktualnie namawiam, bo MOŻE to robić tylko mu się czasowo odechciało..

            Chłop się zniechęcił. Ale nie wiem dlaczego..

            To ja zajmuję się domem, dziećmi, nim i sobą. Dbam o niego i namawiam na jakieś ambitniejsze spędzanie czasu nawet samemu..
        • br_bardot Re: hmmm 13.09.10, 13:12
          Mam też inny problem z nim związany- ten jego czas spędzany jest dodatkowo z 2-3 butelkami piwka, które po prostu 'lubi'. Codziennie. Nie ma u nas z tego tytułu awantur czy pretensji, ale może to tez ma jakiś wpływ na całokształt jego zachowania. Myślę, że niektórzy po prostu tak lubią..alkoholizmu diagnozować nie będę, bo nie jestem specjalistą:)
          • miacasa Re: hmmm 13.09.10, 13:25

            > Mam też inny problem z nim związany- ten jego czas spędzany jest dodatkowo z 2-
            > 3 butelkami piwka, które po prostu 'lubi'. Codziennie.

            A to chyba poważniejszy problem niż mało aktywne spędzanie czasu z dziećmi. Możliwe, że Twój mąż powiela schemat znany z domu rodzinnego. On nie musi się starać zapewniać dzieciom atrakcje bo Ty robisz to tak doskonale, że nawet próbować mu się nie chce. Wychodź z domu bez męża i dzieci, będzie musiał się nimi zająć.
            • br_bardot Re: hmmm 13.09.10, 14:02
              Z domu rodzinnego wyniósł ten schemat, owszem. Reszta rodzeństwa spędza ten czas tak samo. A piwo też w tym domu jest normalną sprawą. Ale jakoś wcześniej nie było tego widać. Może dlatego, że bardzo był ostrożny i uważał, żebym za dużo nie wiedziała o tym co się w nim dzieje. Być może się go wstydził, takie odnosiłam zawsze wrażenie. Ja szanowałam to. A teraz widzę, że sobie nie radzi z 'normalnością' i codziennością.
              • tully.makker Re: hmmm 13.09.10, 16:19
                Z domu rodzinnego wyniósł ten schemat, owszem. Reszta rodzeństwa spędza ten cza
                > s tak samo. A piwo też w tym domu jest normalną sprawą.

                Zawsze powtarzam, ze nie da sie dosc obserwowac domu rodzinnego kandydata an kandydata, bo jest spora szansa, ze powieli wszelkie bledy w swojej nowej rodzinie. Np ja i moj chlop w pewnych rzczach wynieslismy dobre wzorce z domu rodzinnego w pewnych sferach, a w innych juz nie za bardzo. I choc aktywnie kontestujemy te zlle wzorce, to w chwilach napiec, kryzysow one wylaza z cala sila.
            • br_bardot Re: hmmm 13.09.10, 14:04
              "Wychodź z domu bez męża i dzieci, będzie musiał się nimi zająć."

              Zajmie tyle ile zawsze. Nie poświęci większej uwagi im, co gorsze będzie się na nie złościł. Przerabialiśmy już to.
              • tully.makker Re: hmmm 14.09.10, 10:15
                Ale on musi sie nauczyc zajmowac dziecmi, wiec musi zaczac byc zmuszony to robic.
              • miacasa Re: hmmm 14.09.10, 10:21
                Zajmie tyle ile zawsze. Nie poświęci większej uwagi im, co gorsze będzie się na
                > nie złościł. Przerabialiśmy już to.


                To powiedz mu konkretnie jakiej jakości tej opieki oczekujesz i że nie wolno mu wyładowywać irytacji na dzieciach bo to jego dzieci i chyba nie chciałby by się go bały zamiast kochać i podziwiać. A piciu powinnaś zdecydowanie się sprzeciwić, szczególnie gdy zostawisz dzieci pod jego opieką. Odpowiada Ci codzienna obecność podchmielonego, śmierdzącego piwem trutnia?
                • br_bardot Re: hmmm 14.09.10, 10:56
                  Nie odpowiada mi to, nie lubię tego i były przeróżne rozmowy/czasem kłótnie/czasem tumaczenie itp. Nie skutkuje. "Lubię piwo, nic złego nie robię.."
                  • monzdr Re: hmmm 14.09.10, 11:06
                    Może podsuń mu lekturę,np."W dżungli miłości" Beaty Pawlikowskiej.To nie jest książka o alkoholizmie tylko ogólnie o miłości,związkach,ale przede wszystkim o uświadomieniu sobie własnych potrzeb i radzeniu sobie z emocjami.Jeśli uświadomi sobie problem,może uda się go namówić na terapię?
                    • br_bardot Re: hmmm 14.09.10, 11:09
                      Właśnie mam taki zamiar i już wyszukałam tę książkę. Sama chętnie też przeczytam. Ale czy on weźmie ją do ręki zamiast pilota i butelki..okaże się. Dzięki za radę.
          • demonsbaby ok 13.09.10, 13:48
            spróbujcie ustalić zatem w domu coś co u was (zakładam i tylko zakładam) nie istnieje, czyli ZASADY. Rzecz dotyczy również picia 2-3 butelek piwa. Proponuję odegrać "szantaż emocjonalno - finansowy". 2-3 butelki piwa (marki najczęściej wypijanej) pomnożyć przez 30 dni (średnio) w miesiącu - podać koszt. Związać to np. z kosztem m-cznych potrzeb dziecka w zakresie.... np. jakiś konkretnych zajęć pozaszkolnych / przedszkolnych itp. Uzmysłowić, że np. 4pak piwa dziennie, to koszt w miesiącu 400zł, a zejście do 4 paka raz w tygodniu - np. wieczoru sobotniego to max 100zł (obrazowo - bo nie wiem jak wygląda rzeczywistość), a i ten 4pak można zamienić na wspólną wieczorną sobotnią butelek wina i czas spędzić razem przy wybornej rozmowie (po położeniu dzieci do łóżek). Choćby 2 razy w tyg. poczytał coś dzieciom na dobranoc - jeśli któreś z nich to maluchy - konkretnie, które to dni (odstępstwa przyswajalne, ale tryb 2 razy zachować). Zaznaczam, działam obrazowo, fikcyjnie - więc szukaj podobnych punktów zaczepienia.
            Dalej - rozmowa na zasadzie "gościu co Ciebie kręci oprócz mnie w zmysłowej bieliźnie" ;) Może niedzielne wypady na basen albo zloty mających świra na punkcie psów, koni, czy właśnie motocykli, militarnych i para-militarnych, etc. Może postrzelamy sobie z łuku (z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, głównie dzieci, żeby nie było) ... wiesz - zaskocz go czymś. Kto wie, czy oboje w danej materii (plus dzieci) znajdziecie wspólny mianownik. U mnie oczkiem w głowie stało się strzelectwo i walki wręcz.
            • br_bardot Re: ok 13.09.10, 14:09
              Dzięki Demonsbaby. Doceniam Twoje rady, nie tylko u mnie w wątku. Zasady owszem, były u nas wprowadzane przeze mnie, ale on nie potrafi być uwikłany w jakiś schemat,zasady..jest to dla niego męczące. Prędzej zrobi coś sam z siebie niż dostosuje do zasad. To ciężki charakter uwierz mi:)
              Ale spróbować można jeszcze raz.
              • demonsbaby ha 13.09.10, 14:12
                czyli kluczem przy braku trzymania się "schematu" jest brak organizacji i konsekwencji. Zatem tą działkę przejmij na siebie... rzecz w tym, żeby odbywało się bez zgrzytów - i tu złotego środka nie mam... bo chłopa twojego nie znam ;) Tyle, że nie ma rzeczy niemożliwych, są po prostu trudne w realizacji nie mylić z fantazjami.
                Zacznij od prostych (jakichkolwiek) czynności w domu. Zasygnalizuj mu potrzebę jego udziału. Czyli zaczynamy od rzeczy małych próbujemy dotrzeć do wielkich.
                A jak wygląda wasze życie towarzyskie?
              • mgla_jedwabna Re: ok 19.09.10, 03:18
                Zasady owszem
                > , były u nas wprowadzane przeze mnie, ale on nie potrafi być uwikłany w jakiś s
                > chemat,zasady..jest to dla niego męczące.

                No to uzgodnijcie zasady razem, a nie ty jedna. Mają to być zasady, do których będzie w stanie się dostosować. Wspólne życie dorosłych ludzi polega na tym, ze ustala się pewne zasady i konsekwentnie stosuje do nich. Czasem jest to męczące, ale lepiej, żeby oboje małżonków czasem pomęczyło się trochę przy zasadach ustalonych tak, aby tę "mękę" zminimalizować, niż żeby męczyła się jednostronnie żona i dzieci przy braku jakichkolwiek zasad, żeby tylko misiaczek nie nacierpiał się w schemacie.

                Facet chce żyć życiem kawalera, a przy okazji mieć żonę, która go obrobi i satysfakcję, że jest ojcem dzieciom. Niedojrzałe to i egoistyczne.
          • monzdr alkoholizm 14.09.10, 09:30
            2-3 butelki piwa CODZIENNIE to jest alkoholizm.Alkoholik nie musi się upijać do nieprzytomności,awanturować i bić żonę i dzieci.Czytałam ostatnio książkę Beaty Pawlikowskiej "W dżungli miłości".Dużo miejsca poświęciła problemom alkoholowym.Tak naprawdę to jest o wiele szerszy i bardziej skomplikowany problem niż nam sie zwykle wydaje.
            • demonsbaby Re: alkoholizm 14.09.10, 09:36
              a alkoholizm może wynikać z przyzwyczajeń, rytuałów (że się w durny sposób wyrażę) czy raczej z problemów emocjonalnych, tendencji do ..., etc. 3 butelki dziennie, skoro można wyeliminować (bo dotychczas się nie próbowało) nadal będą definiować chorobę? Pytam, nie ironizuję.
              • monzdr Re: alkoholizm 14.09.10, 09:44
                Wydaje mi się,że alkoholizm zwykle jest skutkiem problemów emocjonalnych,z którymi człowiek nie umie sobie poradzić-więc od nich ucieka.Otrzymuje chwilową poprawę,ulgę,zapomnienie,ale to jak wiadomo błędne koło,bo alkoholizm rodzi kolejne problemy i doprowadza do całkowitego zobojętnienia na wszystko-oprócz picia.Jeśli w domu rodzinnym,w środowisku,w którym człowiek przebywa na co dzień,picie jest normą,to tym większe prawdopodobieństwo,że w razie kłopotów sięgnie właśnie po alkohol.Nieważne ile wypija,ważne-dlaczego.Alkoholik może nawet nie pić przez dłuższy czas,a alkoholikiem pozostanie.
            • br_bardot Re: alkoholizm 14.09.10, 11:04
              Zdaję sobie z tego sprawę. Ale do terapii go siłą nie zmuszę. Sam nie chce, jak każdy alkoholik uważa, że nie jest alkoholikiem. Nie są to bardzo duże ilości. Ale są i bardzo regularnie. Teraz już chyba nie ma dnia bez 2piw. W sumie nie szkodzi tym rodzinie, a za alkoholika zwykle uważa się osobę, którą pijąc wyrządza szkody (brakuje pieniędzy, właśnie bicie, awantury)-tego nie ma. No ale picie jest..miał ciężkie dzieciństwo, ciężkie przeżycia, chyba nie jest na tyle silny, żeby sobie ze wszystkim radzić i przyjmować codzienność taką jaka jest. Musi ją sobie nieco 'urozmaicić'. Nie tłumaczę go, bo jest moim mężem, czy dlatego, że jestem zaślepiona miłością do niego, bo nie jestem. Widzę co się dzieje. Próbuję jedynie zrozumieć, bo podstawy gdzieś są takiego zachowania. Terapia nie, ja też niewiele mogę. I tu jest problem. Podejrzewam, a nawet wiem i widzę, że nie tylko u mnie w domu. Ale inne to tolerują i nawet same lubią sobie wypić piwko/lampke wina wieczorem z mężem. Ale u mnie to nie przejdzie. Więc pozwalam mu na to, ale w głębi chciałabym, żeby to zmienił.
              • miacasa Re: alkoholizm 14.09.10, 11:09
                Więc pozwala
                > m mu na to, ale w głębi chciałabym, żeby to zmienił.

                poczytaj sobie o współuzależnieniu, co ciekawe to częściej kobiety latami tkwią w związkach z alkoholikami a mężczyźni najczęściej odchodzą od alkoholiczek nie tracąc życia
              • monzdr Re: alkoholizm 14.09.10, 11:11
                Bez awantur,bicia i wynoszenia rzeczy z domu,też można krzywdzić rodzinę.Przecież nie jesteś szczęśliwa,dzieci mają słaby kontakt z ojcem,obserwują i zapamiętują takie a nie inne zachowania.Nie możesz pozwolić,żeby Twój mąż niszczył Ciebie i dzieci,a każdy alkoholik to robi,każdy niszczy wszystkich bliskich.Wiem dużo o alkoholiźmie,w mojej rodzinie to jest "choroba genetyczna",na szczęście ominęła moich najbliższych (rodziców,a konkretnie tatę,bo to u niego w rodzinie alkohol jest lekiem na całe zło).I widzisz-on nie pije,czyli ciężkie dzieciństwo i alkohol wokół nie oznaczają,że ktoś MUSI pić.
                • br_bardot Re: alkoholizm 14.09.10, 11:32
                  I widzisz-on nie pije,czyli ciężkie dzieciństwo
                  > i alkohol wokół nie oznaczają,że ktoś MUSI pić


                  Nie musi. Sama jestem z takiej rodziny,gdzie ojciec nadużywał alkoholu i stracił wszystko co miał. I ja też jestem przykładem na to, że nie muszę pić. Ale chyba jestem silniejsza od niego emocjonalnie pod tym względem. Albo nie poszłam na łatwiznę. Nie wiem co nas różni.
                  • monzdr Re: alkoholizm 14.09.10, 11:41
                    Ale nadal tkwisz w układzie,w którym problem alkoholowy istnieje i niszczy rodzinę.A Ty się poświęcasz,bo uważasz,że...tak trzeba?To też jest dość typowe zachowanie.Powinnaś myśleć przede wszystkim o sobie i o dzieciach.To,że Ty nie pijesz,nie zmienia faktu,że alkohol jest ciągle obecny w Twoim życiu-od dzieciństwa aż do małżeństwa-i działa destrukcyjnie na Ciebie i dzieci.
                    • br_bardot Re: alkoholizm 14.09.10, 11:52
                      Nie mówię, że przez 6 lat jest non stop picie. Kiedyś tego nie było. Były inne problemy, ale kto ich nie ma. Były, zostały rozwiązane, tak mi się wydaje. No a teraz te piwa, nie potrafię powiedzieć od jakiego czasu, od roku może, z tymże kiedyś nie było tego codziennie. Od pół roku na pewno-codziennie.
                      Dlatego staram się znaleźć jakieś sensowne wyjście.
                      Niestety obecna sytuacja nie pozwala zabrać dzieci i przenieść się w inne miejsce. Za parę miesięcy może i tak,choć też będzie trudno.Nie chcę opisywać dlaczego. Ale gdybym miała możliwość pewnie zrobiłabym to szybciej.
                      A na razie jeszcze próbuję coś zmienić.
                      • demonsbaby Re: alkoholizm 14.09.10, 11:53
                        i na terapię zaciągnąć się nie da? Postawiłaś to jako warunek ratowania waszych relacji / waszej rodziny?
                        • br_bardot Re: alkoholizm 14.09.10, 12:01
                          Nie da. "Nikt mu nie będzie mówił co ma robić" . Na razie i tak musimy razem mieszkać więc nie będę stawiać warunku, jeśli nie jestem w stanie dotrzymać słowa. (Bo nie mam możliwości teraz się wyprowadzić jak już pisałam). Muszę mieć wyjście. Na razie nie mam.
                      • monzdr Re: alkoholizm 14.09.10, 12:07
                        Z alkoholizmem tak bywa:najpierw powolutku,raz na jakiś czas,potem piwko codziennie,potem 2-3,a potem coraz gorzej.Rozumiem,że nie jest łatwo spisać męża na straty,wyprowadzić się i zacząć wszystko od nowa.I wierzę,że warto walczyć o rodzinę.Jednak alkoholik to człowiek chory,od którego nie można oczekiwać racjonalnego postępowania,dotrzymywania obietnic itd.Bez terapii moim zdaniem nie ma szans na uratowanie rodziny.Musisz być twarda.I Tobie też jest potrzebna terapia.Bardzo Ci współczuję.Tym bardziej,że w mojej rodzinie alkohol doprowadził do śmierci naprawdę miłego,spokojnego człowieka,którego bardzo lubiłam i u którego byłam starszą na weselu...
                        • br_bardot Re: alkoholizm 14.09.10, 12:25
                          Tak wiem, bo widzę..były 2, teraz są 2-3-4nawet. Terapia nie, nie pójdzie. Rozmawiałam z nim. Powiedział, że sam potrafi nie pić, sobie dać z tym radę. I sobie nawet to udowadniał skrycie, nie pił może tydzień. Udowodnił..i pije dalej. Pewnie w głębi odliczał dni. Tak mi się wydawało, że to może być duży problem. Choć cały czas miałam w myślach pewną osobę z mojej rodziny, która po prostu lubiła piwo, facet pracował ciężko, nigdzie nie latał, zero innych uzależnień. Przestał pić ze względów zdrowotnych. Ale nikt nie cierpiał na tym, że pił, choć cały swój czas poświęcał pracy. Tu widziałam podobieństwo i też może sobie to jakoś tłumaczyłam. Nie każdy potrafi bez tego.. A brak zainteresowania rodziną, zaniedbywanie-też sobie tłumaczę. Może jest za młody by po prostu docenić to co ma, może nawet za głupi. Ale właśnie, czy od razu zostawić taką osobę. Wątpię, żeby zrozumiał, prędzej będzie więcej alkoholu i już sięganie dna. A może pozwolić mu żyć tak jak wybrał. Nie wiem, ciężkie to jest. Nie sądziłam nigdy, że małżeństwo może być tak cholernie ciężkie. Myślałam, że wystarczy chęć i że jak dasz z siebie dużo, by rodzina była szczęśliwa to będzie już tylko dobrze..
                          • monzdr Re: alkoholizm 14.09.10, 12:42
                            Chęci muszą być z obu stron.Nie bierz na siebie odpowiedzialności za wszystko,to za duży ciężar dla jednej osoby.Małżeństwo to właśnie dzielenie tego ciężaru,a mnożenie rzeczy dobrych:miłości,bliskości,zaufania,radości,szacunki itd.Nie możesz też brać na siebie odpowiedzialności za los Twojego męża,zamartwiać się,że bez Ciebie się stoczy i tkwić przy nim,nawet gdy będzie coraz gorzej,bo on się i tak stoczy,ale pociągnie za sobą Ciebie i dzieci.Ludzie jednak potrafią zawalczyć z własnymi słabościami,nałogami,wychodzą z tego i żyją lepiej.Twój mąż musi sobie uświadomić,że ma problem.W książce Pawlikowskiej jest taki test,można go też znaleźć w necie.Dotyczy alkoholu,sposobu,w jaki pijemy,jak często i dlaczego,w jakich ilościach itp.Skoro mąż przesiaduje w necie,może niech sobie zrobi ten test?Założę się,że odpowiedź go zaskoczy.Ten test pomaga przeanalizować swój problem(lub jego brak)z alkoholem.
                            • br_bardot Re: alkoholizm 14.09.10, 13:11
                              Masz rację. Biorę odpowiedzialność za wszystko co związane z moją rodziną. On nie widzi nawet problemów, które są. Często słyszę "to mnie zostaw. To skoro jest tak ci źle to nie jestem wam do niczego potrzebny". Nie ma ani słowa "rozumiem. możesz mieć rację".
                              Książkę na pewno kupię.
                              Co do testu-nie mogę go znaleźć. Może ktoś ma link do niego?
                              • monzdr Re: alkoholizm 14.09.10, 13:19
                                Jak wrócę do domu,znajdę adresy stron w książce i Ci podam,teraz nie pamiętam.
                                Nie wiem,jak Ci pomóc dotrzeć do męża:( Może na początek sama zgłoś się do jakiejś poradni,znajdź psychologa.Tobie takie wsparcie jest bardzo potrzebne.
                                • br_bardot Re: alkoholizm 14.09.10, 13:27
                                  Dziękuję Ci ślicznie. Co do psychologa pewnie też masz racje i nieraz już o tym myślałam. Chyba będę musiała z niego jednak skorzystać. Dlaczego człowiek nie potrafi sam rozwiązywać swoich problemów..Powinien posiadać takie umiejętności skoro los lubi 'obdarowywać' takimi niespodziankami.
                                  • monzdr Re: alkoholizm 14.09.10, 13:36
                                    Tak naprawdę to człowiek musi sam rozwiązać swoje problemy,czasami potrzebuje tylko wskazówek,wsparcia,spojrzenia z boku itp.Jednak nawet najlepszy psycholog nie pomoże,jeśli czlowiek nie ma chęci powalczyć.A z drugiej strony,czy wymagałabyś od chorego na zapalenie płuc,żeby się sam uleczył,bez lekarza?Życzę powodzenia i wytrwałości.
                                  • monzdr adresy 14.09.10, 19:43
                                    To są adresy podane w książce jako pomocne:
                                    www.psychologia.net.pl
                                    www.psychologia.net.pl/testy.php
                                    www.alkoholizm.akcjasos.pl
                                    www.ipz.edu.pl
                                    www.niepije.pl
                                    www.tenjaras.webpark.pl
                                    A test nazywa się test baltimorski i znajdziesz go na tych stronach.
                                    • br_bardot Re: adresy 14.09.10, 20:09
                                      Dzięki kochana jesteś:)
                                      • monzdr Re: adresy 14.09.10, 20:41
                                        Drobiazg.Ale oprócz netu,znajdź pomoc w realu.Mam nadzieję,że uda Wam się pokonać problemy.Trzymam kciuki!
            • mhard277 Re: alkoholizm 24.07.13, 12:04
              Czemu pijesz , bo się wstydzę , czego ? tego że piję "
              przyczyny spożywania alkoholu i głupich zachowań , choroby psychicznej , nerwowej i degeneracji życia:
              korzenie ( pamiątka po przodkach)
              słaba psychika , duża wrażliwość
              brak akceptacji w dzieciństwie , wyszydzanie i wyśmiewanie się szczególnie przez najbliższe osoby
              źli nauczyciele w szkołach , szczególnie podstawówka i gimnazjum
              traumatyczne przeżycia w dzieciństwie
              zbyt duża nerwowość rodziców w stosunku do dziecka
              za duże wymagania ze strony rodziców
              złe towarzystwo w okresie dojrzewania , przebywanie w patologicznym otoczeniu kolegów z takich rodzin (jeśli wejdziesz między wrony zaczniesz krakać tak jak one)
              eksperymenty z innymi substancjami
              niepowodzenia u płci przeciwnej
              wpływ złych treści z tv i internetu (muzyka,filmy,moda, pranie mózgu).
              Człowiek po takich przeżyciach staje się gorszy od przysłowiowych "wron" , wiadomo nie każdy , wszystko zależy od psychiki i wrażliwości.
            • ndom Re: alkoholizm 14.12.13, 17:46
              Alkoholizm to proważny problem, który może zniszczyć życie rodzinne. Pomyśl o efektownej terapii leczenia.
            • dietabalona Re: alkoholizm 12.04.14, 00:34
              Może warto zasięgnąć porady specjalistów? leczyc.pl/
            • marynka.s Re: alkoholizm 04.12.15, 10:08
              zastanawiałeś się kiedyś jak to jest być kobietą - alkoholikiem? Jakie są związane z tym stereotypy? Zajrzyj tutaj: www.kreatywna.pl/spoleczenstwo/stereotyp-kobiety-pijacej-a-rzeczywistosc/
            • miczek123 Re: alkoholizm 22.12.15, 00:06
              Polecam artykuł: www.kreatywna.pl/spoleczenstwo/rozne-oblicza-alkoholizmu-fakty-i-mity/
            • chatawuja Re: alkoholizm 07.02.16, 09:28
              Oczywiście, że jest to alkoholizm.
              Więcej w temacie na: chatawujatoma.net/node/146
              Pozdrawiam
    • blue_romka Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 14:27
      Ja tu widzę dwa poważne problemy- uzależnienie od TV/komputera oraz od alkoholu. Moim zdaniem bez terapii będzie trudno. Nie mówię, że od razu jest potrzeba grupa AA (choć wcale nie wykluczam), ale na początek spotkanie z psychologiem, który spojrzy na tę sprawę obiektywnie, może wskaże początek drogi. Być może wystarczą małe kroczki (odstawienie alkoholu na pewno, poza tym może wspólna z dziećmi gra np. w koszykówkę?). Ty najwyraźniej nie jesteś dla męża autorytetem i niewiele sama możesz zrobić.
      • br_bardot Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 14:52
        Ja jednak będę próbować na razie sama. Na terapię na pewno się nie zgodzi więc i tak nie mam wyjścia.
        Możecie podsunąć mi pomysły, w jaki sposób całymi rodzinami spędzacie wspólnie czas?
        • mara_jade73 Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 15:02
          Rada może głupia ale może zacznijcie razem grać w jakąś gre, np internetową lub w planszuwkę. Na zasadzie, ze np rano w weekend na spacer, rower etc. a po obiedzie wspólna gra.
          • br_bardot Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 15:20
            Czuję, że robi się błędne koło. Wiem, że ciężko go namówić do wspólnego spędzania czasu a zbieram nowe pomysły..No ale może właśnie coś nowego go zainteresuje.
            • br_bardot Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 15:30
              Coś dla dzieciaczków w wieku 2 i 5 lat. Starszą chcę zapisać na szkółkę łyżwiarską, gdzie może jeździć z tatą..ale oprócz tego coś by się jeszcze przydało
              • aga_agula82 Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 16:47
                Mój partner również miał tatę dla którego "setka" lub "piwka" to nic dziwnego a już napewno nie nienormalnego,o alkoholiźmie nie ma mowy....mnie na początku wspólnych spotkań równiez nie przeszkadzało,jak wypił sobie piwo lub dwa do wieczornego filmu.mój partner zawsze wiedział,ze ja toleruje alkohol ale nie wiele potrzeba aby przekroczył granice,której ja się trzymalam.Systuacja zmieniła się po narodzinach naszego synka, sytuacje jak o Uciebie,wracał z pracy-obiad-komputer-piwko-filmy(nawet kiedy szłam już spać),ale ja nie czekałam długo,pierwsze tygodnie jakoś przebolałam ale później oblewał mnie zimny pot.Tylko,ze ja postawiłam sprawę jasno,nie obyło sie bez awantur i tu przyznaję się bez bicia, tłumaczyłam i podawałam argumenty, mówiłam co czuje i teraz po 3,5roku zapomniałam,ze mieliśmy ten problem.i nie ukrywam,ze zrobiłam zasadę,że jeśli będzie spożywałam alkohol to niestety nie będzie seksu(problemy w ciaży i z utrzymaniem kolejnej ciąży)Chociaż jedna z moich koleżanek również podawało jako argumnet ten aspekt,wiec jej chłop,najpier uprawiał z nia seks,a później wypiłam 4 piwa codziennie(zalezy na jakiego chłopa się trafi...)

                Ale ja widze ,ze mój chłop wyniósł z domu całe to zachowanie,mieliśmy wiele trudnych chwil,ale udało mi sie zgładzić kilka niewygodnych sytuacji,wciaż wiele przed nami,ale moze dotrzemy sie i bedziemy taka rodzina jaka sobie wymarzylismy. tego samego życzę Tobie,dzieci są małe i wszystko przed Wami,musi być dobrze,ale Twój maż musi wykazac odrobinę chęci i dobrej woli.pozdrawiam cieplutko
        • blue_romka Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 15:24
          Oczywiście, spróbuj sama. Może nie wyjść o tyle, że jak sama napisałaś, Twoje wcześniejsze kroki były nieskuteczne. Moim zdaniem Twój mąż ma już poważniejszy problem i sam dobry przykład nie wystarczy. Ale zawsze warto próbować. Jeśli się nie uda, to moja koleżanka zastosowała taki podstęp: wysłała dzieci do dziadków, a psychologa zamówiła do domu, oczywiście kiedy mąż był obecny. Przyszła normalna babka i po prostu sobie od serca pogadali. Facet był w szoku, że tak może przebiegać terapia, bo kojarzyła mu się z kozetką, słuchaniem wymądrzającego się naukowca i koniecznością mówienia tego, czego się mówić nie chce. Zaowocowało to jeszcze kilkoma spotkaniami i przede wszystkim uzdrowieniem sytuacji.
          A co do wspólnego spędzania czasu: na początku myślałam, że może gry komputerowe z dziećmi (dla ich poziomu wiekowego, rzecz jasna), ale jeśli mąż ma z tym problem, to chyba lepiej nie pogłębiać. Rodzinne gry planszowe są świetne, to wiele godzin zabawy. Może wcieczki (rowerowe?), do lasu, na grzyby? Kino? Zoo? (nie wiem, w jakim wieku są dzieci). Może uda się dzieci wciągnąć w ten sport, który uprawiał mąż? Robić razem można naprawdę wszystko, nawet sprzątać, z tym że u Was na początku musi być to coś atrakcyjnego. Może warto dzieci zapytać o to, co chciałyby robić z tatą?
      • tully.makker Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 16:17
        Ja tu widzę dwa poważne problemy- uzależnienie od TV/komputera oraz od alkoholu

        Niestety, przy tym wszystkim to brak spedzania czasu z dziecmi to pikus, moze to i lepiej, ze nie spedza z nimi czasu?
        • br_bardot Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 17:20
          Odechciało mi się walczyć o cokolwiek w tym momencie..
          6lat to samo a ja nadal mam nadzieję, bo ileś tam było fajnych dni..

          Może faktycznie lepiej, że nie spędza. Może na siłę nie powinnam próbować mu 'wręczać' dzieci na dowiezienie na jakieś zajęcia itd.

          Może po prostu powinnam go olać i zostawić, nie chce to nie. Po co mam mu tworzyć rodzinę na siłę.
          • demonsbaby Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 13.09.10, 17:39
            no to pytanie, po co ty masz ciągnąć coś, co jest złudne, macie żyć osobno, ale razem? Ok. ustalmy, próbujesz od 6lat zaangażować męża w życie rodzinne, które dla niego może nie istnieć ... ale z drugiej strony, przyznaje ci, że żałuje, iż sam takiego kontaktu choćby z dziećmi nie ma.... to sobie zaprzecza, jakby ... Może postaw jasno, że oczekujesz od niego: i tu zestaw zajęć / oczekiwań / planów. Mam wrażenie, że po prostu serwujesz mu od 6lat wygodne życie, on nic nie musi, bo przecież całość obowiązków spadła na ciebie. Oczywiście, jest tu też czynnik, który jeśli nie teraz, to w przyszłości zaowocuje tym, że sami od siebie zaczniecie się oddalać, a z oczekiwaniami wymijać w stosunku do siebie. Na tym pewnie ta gra nie powinna polegać. Złotego środka nie znam, ale być może spróbuj (niekoniecznie zamęczać / zadręczać / zasypywać pytaniami / oczekiwaniami) porozumieć się inaczej. Nie wiem - choćby na kartce papieru - napisać "cele na 10 lat" albo "gdzie jest moje miejsce za 10lat, jaki jest udział w kształtowaniu przyszłości mojej rodziny"... może to jest głupie i nie ruszy twojego faceta albo narysuje ci kółko na czole... choć chyba wszyscy mamy marzenia, a skoro nie umiemy rozmawiać czy przekazać w rozmowie... to spróbować napisać.
            • br_bardot Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 14.09.10, 11:22
              Nie do końca jest tak źle. Jest za dużo różnych problemów po prostu. Problem z każdej dziedziny jakie mogą pojawiać się w związku po trochu. Ale też chęć tworzenia rodziny. Takie zagubienie, ale ja nie umiem dotrzeć do niego. Próbowałam i na krótką chwilę się udawało, myślałam, że coś rozumie, ale..jakoś wszystko szybko wraca do "normalności". Ja wiedziałam zawsze, że tu i teraz się poświęcam, dzieciom, to jest mój dom, rodzina, tego chcę. A u niego tego nie widzę. Są dni, że jest niesamowicie zadowolony z tego co i kogo ma. By po jakimś czasie pokazać, ze jednak nikim szczególnym. To jest jak jazda bez trzymanki przez 6 lat. Albo będzie fajnie albo nie. A wychowałam się w takim samym domu, więc pewnie dlatego 'daję sobie z tym radę' tyle czasu.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 17.09.10, 00:16
      Oczywiście, że lepiej jest dla dziecka mieć kontakt z aktywnym rodzicem, bo jest to kontakt zwykle inspirujący, stwarzający bliskość , zrozumienie, poznanie oraz obecnie kulturowo wymagany.
      Tym niemniej nie wszyscy dorośli są do tego zdolni. Czasem wynika z typu osobowości, w której wyraźnym rysem jest unikanie bliskich kontaktów. Czasem nieumiejętność obcowania z małymi dziećmi. Czasem archaiczne poczucie, że to jest niemęskie
      Być może u Pani męża jest podobnie. Ciekawe jaki jest w innych kontaktach: z Panią, z rodziną, znajomymi, w pracy. Jest to podobne ?
      Niestety takie utrwalone zachowania trudno się zmienia. Można oczywiście to regulować ustalając sztywne reguły w postaci określonego czasu spędzanego z dziećmi lub ustalonej aktywności. Czasem to skutkuje, ale czasem, jako wymuszona aktywność staje się ona sztuczna.
      Nie wiem czy nie jest tak, że Pani mąż wypada blado przy Pani rodzicielskiej aktywności. Pani kontakt z dziećmi, może sprawiać spontaniczną przyjemność, dla męża taka aktywność byłaby nie do utrzymania.
      Można spowodować korekty, ale radykalnej zmiany nie oczekiwałabym. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • br_bardot Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 17.09.10, 10:42
        Dziękuję za odp.
        Jest bezpośredni w kontaktach z innymi, chociaż ostrożny i mało wylewny. Ale nie jest nieśmiały i mówi to co myśli. Wg mnie ma trochę 'powierzchowny' sposób bycia. Nie wdaje się w głębsze rozmowy. W przyjacielskie szczere itp. Ze mną ma kontakt bardziej koleżeński niż partnerski, takie mam wrażenie. Bo wolałabym bardziej 'zaangażowanego' partnera i w dzieci i w relacjach ze mną. Lubi błyszczeć, więc prawie zawsze jest duszą towarzystwa. W pracy wybiera kolegów wg mnie o niższym poziomie, zresztą nie tylko w pracy. Przy osobach np.wykształconych źle się czuje, wydaje mi się, że po prostu czuje się gorszy, choć jest pracowity i z łatwością przyswaja wiedzę. Nie wiem czy to co napisałam można jakoś połączyć z tym jaki jest w stosunku do dzieci.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 18.09.10, 00:27
          Wydaje się, ze to co nazwała Pani powierzchownością może być przyczyną obserwowanych przez Panią zachowań męża.
          Być może z jakiś jemu przypisanych, nieświadomych powodów nie czuje potrzeby bliskiego kontaktu z drugą osobą. Tym nieświadomym czynnikiem mogą być lęki przed bliskim kontaktem.
          Wtedy jest naprawdę trudno. Poczucie gorszości,może utrudniać sprawę, bo może jest wypadkową tych lęków. Ten defekt kontaktu mąż może pokrywać dobrym funkcjonowaniem społecznym, które go maskuje.
          Taka składowa stylu osobowości może powodować, że maż sięga po alkohol lub woli być sam na sam z przedmiotem typu TV lub komputer. Alkohol może pomagać rozładować napięcie związane z koniecznością codziennego zawodowego kontaktu z innymi.
          Zawsze warto pracować nad zmianą i wzniecać w mężu motywację, ale bez zrozumienia co kryje się za jego lękami będzie trudno.
          Oczywiście to co napisałam proszę traktować wyłącznie jako hipotezy. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • alinka_li Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 12:31
        Zdenerwowała mnie Pani wypowiedź.
        W Pani wypowiedzi obraz rodzica to człowiek, który MOŻE, jeśli oczywiście potrafi i chce, zajmować się aktywnie swoim potomkiem. Jeśli jest taki typem co nie chce lub nie potrafi bo ma taki lub inny charakter to nic się nie poradzi, a zmuszanie do kontaktów spowoduje, że będą one sztuczne. Ale BĘDĄ, a to jest bardzo, bardzo ważne; określenie że "LEPIEJ jest dla dziecka mieć kontakt" uważam za zbyt lakoniczne, uważam, ze jest to warunek KONIECZNY dla wychowania szczęśliwego człowieka. Każdy człowiek powinien zajmować się powołanym przez siebie na świat drugim człowiekiem, w końcu jeśli taką podjął decyzję to z wszelkimi tego konsekwencjami, nawet tak strasznymi jak pójście razem na spacer, budowanie z klocków czy wycieczki w pełnym składzie rodzinnym. I nie zgadzam się, że jeśli ktoś nie lubi zabaw z dziećmi, to to będzie sztuczne. Idę o zakład, że większość dorosłych ludzi nudzi się bawiąc z dziećmi na co dzień, nie oszukujmy się, bo to jest nudne. Trudno na co dzień zachwycać się cudem dziecięciem zwanym i jego umiejętnością np. bazgrania niezliczonej ilości identycznych płotków, kurek czy pokemonów przez kolejne godziny. Ale wystarczy czasem BYĆ przy tym, zerknąć, nie odpływać w wirtualny świat , nie krzyczeć, że przeszkadza bo "film oglądam".
        W tej konkretnej sytuacji - a co by było, gdyby matka również nie miała "predyspozycji" do aktywnego zajmowania się dziećmi? No chyba jednak tak się nie da? Czyli trzeba się jednak zmusić? Czy to tylko w przypadku mam jest oczywiste, a przy tatusiach to już niekoniecznie?
        • br_bardot Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 13:37
          Alinka, niektórych faktycznie lepiej nie zmuszać..bo niczego dobrego to nie przyniesie. Nie narzucisz drugiej osobie pewnego stylu życia i tego jak powinno to wyglądać. Ma obowiązek, owszem, ale nie jesteś w stanie człowieka zmusić do wypełniania jego obowiązków. Tak, zmuszanie powoduje, że jest to sztuczne i wiem to z doświadczenia. Prędzej sam raz na jakiś czas zrobi coś w sposób naturalny niż codziennie zmuszony do czegoś. I wcale nie jest dziecku na pewno miło, bo dziecko czuje podejście rodzica. I te obowiązkowe kontakty, sztuczne, dla kogo sa dobre? Dla dziecka? Dla żony? Dla ojca? Dla żadnego z nich. Mój zawsze powtarza 'nie mów mi co mam robić'. A innym razem 'to powiedz mi, nakieruj mną'. Ja mam tego dosyć, takiego zawieszenia się i czekania nie wiadomo na co. I ten człowiek nie ma tak naprawdę pojęcia czego chce w życiu. Ja jestem w domu-mam obowiązki i się nimi zajmuję. On codziennie wychodzi do pracy, ma kontakt z ludźmi. Jemu jest łatwiej 'zapomnieć' o tych obowiązkach. I owszem, ja również się nudzę czasami w domu czy jestem poirytowana, ale skoro mam to szczęście mieć dzieci to je najpierw wychowam. Ale zmuszać go nie będę. Nie mam na to ochoty ani siły. W inny sposób, tłumaczyć itp. tak,ale widzę, że efekt na krótką metę. Więc po prostu nie każdy nadaje się na ojca. Nawet jakby bardzo chciał.
          • br_bardot Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 13:49
            dziecko.onet.pl/6,52469,2434,jak_namowic_meza_do_pomocy_przy_opiece_nad_dzieckiem,ekspert_artykul.html
            na temat.-gdyby ktoś miał podobny problem.
            • br_bardot Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 14:02
              Więc powstaje problem -ZMUSZAĆ czy NIE ZMUSZAĆ
              • demonsbaby Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 14:13
                Nie. Moim zdaniem ... tak jak nałogowca nie zmusisz do rzucenia nałogu, póki sam nie zrozumie w czym rzecz. Tyle, że ja wierzę (w to magiczne słowo) wpływ pośredni. Zmienić dotychczasowy sposób postępowania z drugą stroną, żeby uzmysłowić "problem". Czyli na nowo - konsekwencje. Pytanie jak to zrobić bez rodzenia dodatkowych konfliktów? Nie wiem.
                • br_bardot mobilizacja 17.09.10, 14:16

                  www.tvmarket.pl/jakzmusicmezadopracdomowych-189171-4054-article.html?ils=5
                  ........"Rozwód, depresja, oziębłość w łóżku… to konsekwencje posiadania leniwego męża…".......
                  • demonsbaby Re: mobilizacja 17.09.10, 16:32
                    chcesz usłyszeć, że rozwód to jedyne rozwiązanie? Z pewnością będzie łatwiejsze w sensie realizacji niż sprawienie swoim postępowaniem, żeby chłop dostał klapsa na otrzeźwienie ... też jest opcja, że otrzeźwieje na widok togi. Ty powinnaś rozważyć, jak to wszystko powiązać czy też rozwiązać.
                    • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 17:35
                      Nie, posłuchaj nie chcę tego usłyszeć, bo jeśli zdecyduję, że tak będzie najlepiej to to po prostu zrobię i nie będę się nikogo pytać. Nie miałam tego na myśli.
                      • demonsbaby Re: mobilizacja 17.09.10, 17:46
                        nie twierdzę, że problem z którym sikę borykasz jest małego kalibru - bo nie jest. jak znam życie, pokonanie takich schodów, łatwe nie będzie ... jest tylko, ale... ale zacznij od siebie i zdobądź się na i tu nie chciałabym powiedzieć postawę roszczącą - raczej wymagającą. Zacznij wymagać i oczekiwać spełniania obowiązków w zakresie choćby "ogarniania domu". Do "ogarnięcia dzieci", nawiązywania relacji ... no nie da rady.
                        Zakładam, że stanowisz wsparcie dla męża, umiesz słuchać, itp... nie wymagasz tego od niego?
                        Czy mi się wydaje, czy też próbujesz go nakreślić trochę w takim świetle "zakompleksionego"?
                        • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 19:42
                          Wymagam. Zrobi jeśli mu się zachce, jeśli nie, po prostu nie zrobi czegoś. Dziś np. wrócił z pracy po alkoholu co zdarza się ostatnio dość często i nie tylko w domu jest picie piwa. Na moje słowa, że nie życzę sobie, żeby przychodził do domu pijany/podpity, powiedział, że -'zapierd..a od rana do zmierzchu na mnie i ma prawo'.
                          Ma prawo? G..o. Nie ma żadnego. I nie ma prawa mi to tolerować.
                          Ale widzisz, wymagam. I co z tego mam? Zakupy, czasami zrobioną kolację czy śniadanie i 'zapierd..e na mnie i dzieci' a oprócz tego picie picie i awantury. BO-ja wmagam. Bo jakbym sie zamknęła i pozwoliła mu na to, bez żadnego wymagania, ze ma chodzić trzeźwy to byłby spokój. Dla niego.
                          Kur..już nie wiem co mam z nim robić.
                          Tak, ja go słucham, ja go wspieram, ja go rozumiem, ale mnie się nikt o nic nie pyta czy mi dobrze, czy czegoś mi nie brakuje.
                          Nie mam powodu, by go stawiać w świetle zakompleksionego. Wiele razy słyszałam, że ludzie po studiach są nic nie warci i teksty "ty skończyłaś i co z tego masz?"-po studiach zostałam w domu z dziećmi, tak się złożyło, choć wcale nie chciałam by tak się ułożyło moje życie. Obraża mężczyzn, którzy są po prostu dobrzy dla swoich kobiet.
                          • demonsbaby Re: mobilizacja 18.09.10, 01:36
                            br_bardot napisała:

                            > powiedział, że -'zapierd..a od rana do zmierzchu na mnie i
                            > ma prawo'.
                            > . I co z tego mam? Zakupy, czasami zrobioną kolację czy śni
                            > adanie i 'zapierd..e na mnie i dzieci' a oprócz tego picie picie i awantury. BO
                            > -ja wmagam. Bo jakbym sie zamknęła i pozwoliła mu na to, bez żadnego wymagania,
                            > ze ma chodzić trzeźwy to byłby spokój. Dla niego.
                            >Wiele razy słyszałam,
                            > że ludzie po studiach są nic nie warci i teksty "ty skończyłaś i co z tego mas
                            > z?"-po studiach zostałam w domu z dziećmi, tak się złożyło, choć wcale nie chci
                            > ałam by tak się ułożyło moje życie. Obraża mężczyzn, którzy są po prostu dobrzy
                            > dla swoich kobiet.

                            heh bo w oparciu o taki mechanizm działają ludzie, którzy zaprzeczają rzeczywistości, tzn. nie uznają problemu jaki mają ze sobą a "kontra" stawiana przez rzeczywistość / ciebie wzbudza agresję (choć nie wiem czy to nie etap, w którym on już wie, ze ma problem, ale nie potrafi z tym się zmierzyć - więc temu zaprzecza). Oczywiście zobacz: on jest dobry bo robi zakupy, a inny gość to przecież ryczy na żonę, że musi zakupy robić, on wraca do domu podchmielony z pracy, ale przecież inny to nie wraca na noc w ogóle albo łazi gdzieś na dziwki ... normalna argumentacja? Dla niego tak. Boi się zostać "zdemaskowany".
                      • demonsbaby Re: mobilizacja 17.09.10, 17:59
                        a jak wygląda taki przeciętny dzień roboczy w domu? wstajesz rano w poniedziałek i?
                        • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 19:48
                          Ale o co chodzi, bo ja już szczerze mówiąc się pogubiłam.
                          Wstaję i zajmuję się domem i dzieciakami, a w wolnych chwilach czytam coś ciekawego.
                          Latam i ciągle coś robię, bo jak rano posprzątam to o 15 i tak jest bałagan i trzeba składać na bieżąco.
                          A potem przychodzi on i siada na kanapie przed tv. Piwko kolacja i tak siedzi..Ja je kąpię, bo jemu jest za gorąco w łazience, bo jemu się tam nie chce siedzieć ich pilnować. ... A w ogóle powiedział, że skoro on pracuje to nie będzie się dziećmi zajmował jeszcze i żebym poszła do roboty. To już z takich bardziej hamskich odzywek..
                          • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 19:52
                            Często też rozmawia z kolegami, że 'kobiety są popierd.. i są jak kurki -bo mają takie małe móżdżki', takich tekstów i poglądów 'nauczył' się w poprzedniej pracy. I nie jest to jakaś melina na budowie. 'Porzadni' faceci z firmy.
                            • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 20:22
                              Może wspomnę też o tym, że podczas kłótni nie panuje nad sobą kompletnie i potrafi wyzywać mnie od 'k..w,szmat,dziw..k", po alkoholu.
                              Takie gadanie mu się włącza nieprzyjemne jak się napije i widzi, że mi to nie pasuje..to mnie powyzywa..
                              • blue_romka Re: mobilizacja 17.09.10, 20:39
                                Przyznam, że nie przeczytałam wszystkich postów, więc przepraszam, jeśli pytam o coś, co już zostało powiedziane.
                                Przede wszystkim macie głęboki problem małżeński, a nie tylko związany z niezajmowaniem się dziećmi. Mąż Cię zwyczajnie nie szanuje, nie liczy z Tobą, obraża i nie docenia Twojej pracy. Poza tym piszesz, że nie liczy się z Twoimi potrzebami, nie wspiera Cię etc. I co to znaczy, że on pracuje, więc się nie zajmie dziećmi? A Twoja praca trwa 24 godz./dobę, tak? A kiedy Ty odpoczywasz i jak?
                                A czy rozważałaś pójscie do pracy? Wtedy po pierwsze odebrałabyś mu argument, że "haruje na Ciebie", po drugie domowe obowiązki trzeba by podzielić na pół (do ustalenia zanim zaczniesz pracę). Myślę, że dobrze by Ci to zrobiło na psychikę- oderwanie od domowego kieratu, spotkanie z ludźmi, dowartościowanie.
                                Nadal też uważam, że macie problem alkoholowy, nie wiem, czy zamierzasz coś z tym zrobić.
                                • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 21:01
                                  Nie mam obecnie możliwości iść do pracy, ale i tak dorabiam do domowego budżetu../paranoja jakaś/ Nie chcę pisać dlaczego aktualnie jest to niemożliwe.
                                  Zaczynam podejrzewać też zdradę.
                                  " Twierdzi, że tylko Ty jesteś winna, że miedzy Wami się nie układa .
                                  - Czepia się wszytkiego i wszystkich.
                                  - Ma ciągłe pretensje o byle głupstwo.
                                  - Twierdzi, że nic nie robisz.
                                  - Widzi w Tobie same wady i je wytyka.
                                  - Twierdzi, że nic Cię nie interesuje.
                                  - Doprowadza do awantur w zasadzie o nic.
                                  - Porównuje Cię, jaka byłaś kiedyś a teraz.
                                  - Chce wzbudzić w Tobie poczucie winy.
                                  - Coraz bardziej mu przeszkadzasz."

                                  Więc chyba to warto sprawdzić.
                                  Alkohol-oczywiście widzę duży problem. On wyklucza terapię więc pozostaje mi jedyne wyjście- zostawić go gdy sama będę mogła pracować i w jakimś stopniu będę mogła się sama utrzymać.
                                  • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 21:06
                                    Nie wiem dlaczego widziałam tylko to, że on nie angażuje się w życie rodzinne i od tego zaczęłam. Wierzyłam mu jak mówił nie zdradzam, kocham, cieszę się, ze was mam..a robi zupełnie co innego. Mam kocioł w głowie jak nigdy.
                                  • blue_romka Re: mobilizacja 17.09.10, 21:14
                                    Być może i zdradza, choć skoro twierdzisz, że po pracy wraca do domu i ogląda TV, to raczej by nie miał kiedy. Oczywiście przyjrzeć się warto.
                                    To, że się dokładasz do budżetu nie ma większego znaczenia, bo po pierwsze prawdopodobnie niewiele (inaczej Twój ślubny nie wypominałby, że tylko on pracuje), po drugie chodzi o to, żeby Cię kilka godzin dziennie nie było w domu. Skoro to na razie niemożliwe, to z wielu powodów komplikuje Twoją sytuację, a na pewno uniemożliwia stanąć na nogi.
                                    • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 21:41
                                      Nie do końca, potrafi przyjść po pracy, ale 3 h później np. Ma dodatkowe zlecenia w ostatnim miesiącu więc nie ma go także w weekendy.
                                      Więc czas na to spokojnie by znalazł. Tym bardziej, że z pracy może wyjść w każdej chwili, czy w ciągu dnia pojechać do innego miasta.
                                      Co do mojego dokładania się. Miałam na myśli coś innego. Że w tej całej sytuacji chorej znajduję jeszcze siłę i na to, a nie jest to łatwe. Ale mając świadomość, że nie mam przy sobie żadnych pieniędzy i muszę prosić, by mieć swoje parę gr wybieram dorabianie. Źle się czuję, że muszę prosić o parę zł na coś, bo on trzyma kasę. I muszę się tłumaczyć na co.

                                      I to jest właśnie najbardziej dobijające. Że nie mam obecnie wyjścia. Dlatego szukałam możliwości jak naprawić sytuację. A sytuacja okazała się bardziej skomplikowana niż myślałam. Chyba wcześniej nawet nie miałam czasu sobie tak tego wszystkiego przeanalizować jak tutaj. Nie miałam nawet z kim o tym pogadać.
                                      Warto było sobie otworzyć w końcu oczy. Tylko cholera co dalej..
                                      • blue_romka Re: mobilizacja 17.09.10, 21:49
                                        To, że Ci nie daje pieniędzy i pyta na co wydajesz to też draństwo. Jak ja byłam na wychowawczym, mąż mnie nigdy z niczego nie rozliczał, o nic nie pytał. I to mimo że nam się nie przelewało. Po prostu miał zaufanie. Można i tak.
                                        Coraz bardziej Ci współczuję. Ale nie martw się- uświadomienie sobie problemu jest pierwszym krokiem do pokonania go. Być może jakieś kroki są teraz niewykonalne, ale już wiesz, że masz je poczynić, a to dużo. Bo rozumiem, że niemożność podjęcia pracy jest przejściowa?
                                        • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 21:52
                                          Przejściowa..
                                          jestem w końcówce ciąży. I aż mi wstyd, że z takim draniem. Parę miesięcy po urodzeniu może uda mi się znaleźć pracę. Na pewno będę próbować.
                                          • blue_romka Re: mobilizacja 17.09.10, 22:05
                                            Gratuluję ciąży, bo to cud, niezależnie od sytuacji.
                                            Nie wiem, co napisać... Nie chcę powielać słów i rad, które tu już padły ze strony różnych osób. A może Ty napiszesz, podsumujesz to, co teraz myślisz, co zamierzasz? Jak sobie wyobrażasz najbliższą przyszłość?
                                            • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 22:18
                                              Dziękuję! Mnie ona bardzo cieszy, kocham dzieci, są wspaniałe. Ale wstyd mi, że mam je z kimś takim. I że nie będzie łatwo..
                                              Przede wszystkim muszę sprawdzić czy faktycznie jest ktoś trzeci, a bardzo wiele na to wskazuje. Z jego alkoholizmem nie wygram. A czy on wygra to już zależy od niego. Mimo tego, że nadal go kocham i był częścią mojego życia nie pragnę niczego bardziej jak rozstać się z nim. Walka z wiatrakami. Ale zaczekam z tym jeszcze do urodzenia dziecka. Nie chciałabym, żeby stres wpłynął na ciążę.
                                              Poza tym jest mi strasznie ciężko z tym wszystkim, bo zostałam ze wszystkim sama.
                                              • blue_romka Re: mobilizacja 17.09.10, 22:29
                                                Masz rację, zaczekaj do urodzenia dziecka. Ani teraz, ani w połogu nie są Ci potrzebne emocje, które towarzyszyłyby drastycznym zmianom w życiu.
                                                Co do alkoholizmu, to oczywiście niczego nie zrobisz za męża, ale w poradni AA pomagają też rodzinie, podpowiedzą jak się zachować, co robić, czego nie, podniosą na duchu. Warto się tam wybrać.
                                                • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 22:37
                                                  Tak wiem, chyba będę musiała się tam wybrać, bo jako ojciec na pewno będzie oczekiwał kontaktów z dziećmi, a ja muszę się jakoś na nie przygotować..a kompletnie nie wiem jak mam z nim postępować, podejrzewam, że on sam tego nie wie.
                                                  Wychowywałam się w takim samym domu a zapewniłam dzieciom identyczne życie.
                                                  I zawsze powtarzałam -ja nigdy bym sobie nie pozwoliła na to, by mężczyzna mnie tak traktował. A to się dzieje stopniowo, powoli..i nagle zauważasz, że jesteś jak w pułapce.
                                                  • blue_romka Re: mobilizacja 17.09.10, 22:43
                                                    A to akurat udowodnione- często nieświadomie powiela się wzorzec z domu rodzinnego i to ten najbardziej znienawidzony. Ech...
                                                  • br_bardot Re: mobilizacja 17.09.10, 22:56
                                                    Mogę jeszcze spytać co Ty byś zrobiła na moim miejscu? Może komuś nasuwa się inne/lepsze rozwiązanie?
                                                  • demonsbaby cięzko mówić o "lepszych rozwiązaniach" 18.09.10, 01:22
                                                    wystarczy - jedno - skuteczne ... ale i tu nie mogę przy tym co opisuje bardotka, nic poza współuzależnieniem zdaje się znaleźć. Taka terapia dla rodziny uzależnionego od alkoholu i internetu chyba jest krokiem pierwszym ...chyba, bo nie wiem czy wszystko rozumiem. Bardotka - pytałam o rytm dnia, kierowana tym, że mimo wspominania o alkoholu męża - jakbyś ten bagatelizowała (ale to moje wrażenie), więc nie szukałam tutaj. Stopniowo zaczęłaś odkrywać takie relacje, które mi osobiście sugerują współuzależnienie od problemów męża, a to, że kochasz męża też nie jest niczym nagannym, nawet kiedy on stosuje wobec ciebie nawet tą wysublimowaną przemoc. Rzecz w tym, że on ciebie nie szanuje dlatego, że jesteś "głupia, nie pracujesz, czepiasz się, itd" tylko dla tego, że łatwo mu przy tobie ze swoimi problemami / nałogami żyć. Tu już nie może być mowy o ustalaniu z nim zasad - bo i tak je złamie, a twoje próby "wymuszenia" / wymagania od niego to kolejny punkt zaczepienia (dla niego), żeby na tobie się wyżyć. To, że zaszłaś z nim w ciążę, dlaczego ma być powodem do wstydu czy zażenowania? Bardotka, to jest twój mąż, kochasz go i wyszłaś za mąż za niego bonie kierowałaś się problemami, które ma. Na to co dzieję się z nim -nie masz wpływu. Natomiast zajęcie / praca byłaby dla ciebie możliwością odizolowania się od jego działań, przy czym ciąża i opieka nad małym dzieckiem ten etap wyklucza.

                                                    zatem to ty szukaj pomocy fachowej, grup wsparcia, etc.

                                                    Poczytaj ten tekst
                                                  • demonsbaby Re: cięzko mówić o "lepszych rozwiązaniach" 18.09.10, 01:47
                                                    a co to zdrady, czy tez podejrzeń o zdradę, to już sama musisz zaobserwować co się dzieje ... może nic, tylko pogłębia się to co jest.
                                                  • blue_romka Re: mobilizacja 19.09.10, 19:28
                                                    Jeśli nadal kochasz, jeśli masz odrobinę nadziei, jeśli Ci zależy, to ja bym na Twoim miejscu powalczyła o to małżeństwo. Trudno teraz wypośrodkować między niedenerwowaniem się, bo to nie służy maleństwu a poważną rozmową z mężem i ustaleniem reguł, co z kolei wydaje się konieczne, bo po prostu za chwilę nie dasz sobie rady z trójką dzieci i będziesz musiała mieć pomoc.
                                                    W dalszej przyszłości czekają Was bardziej radykalne działania, o których tu już była mowa. Oczywiście przy założeniu, że chcesz włożyć w to swój wysiłek, bo ciężar będzie spoczywał na Tobie, a ze strony męża pewnie w większości będzie opór.
          • alinka_li Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 14:18
            Słuchaj, wiem że męża czy kogokolwiek nie da się do niczego zmusić. Sama napisałam wcześniej, że jak nie będzie chciał, to niewiele poradzisz. Ale tłumaczyć i zachęcać, a nawet wymagać to chyba powinnaś?
            Nie zgadzam się po prostu na takie tłumaczenie, że ktoś ma taki charakter i już.
            • br_bardot Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 14:27
              Myślę, że p.psycholog chciała przez to wytłumaczyć dlaczego tak się w ogóle dzieje, skąd takie zachowanie. Nie sama chęć wytłumaczenia osoby za jego zachowanie .
              • alinka_li Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 15:34
                Tak, być może masz rację.
                • alinka_li Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 17.09.10, 15:45
                  Jeszcze dodam: po prostu podskórnie odczułam to jako tłumaczenie człowieka - mężczyzny. Wyobraź sobie, że to kobieta nie zajmuje się dziećmi, poza zarabianiem na nie. Ciekawa jestem, czy zajmowanie się nimi też byłoby tylko opcją "ułatwiającą" dzieciom życie....
                  I nie jestem ciekawa, jakby to było w życiu, bo wiem, że podobnie jak u Ciebie, zamiana płci tylko, problem ten sam. Jestem ciekawa opinii P.Iwaszkiewicz.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Do Pani A. Iwaszkiewicz 18.09.10, 00:10
          To, jacy powinni być rodzice wobec dzieci ,wiemy wszyscy. Jakie są niezbędne warunki dla prawidłowego rozwoju dziecka również. Większość rodziców to wie, a mimo to te podstawowe zasady są różnie realizowane. A to jak , zależy właśnie od charakteru rodziców, który ujawnia się nie tylko wobec dzieci, ale obejmuje i inne relacji.
          Konfiguracji i mieszanek stylów charakterów jest tyle, ilu ludzi. Dlatego w swojej pierwszej wypowiedzi napisałam, że możliwość zmiany będzie wynikała z takiej właśnie konfiguracji . Dla jednych jest to łatwe, dla innych niewykonalne. Można pracować nad zmianą, jeśli czuje się motywację. Nie wiem czy mąż autorki wątku ją ma i czy w ogóle widzi gdzieś problem. Problem widzi ona.
          Nadto istnieje , w moim pojęciu, różnica pomiędzy zajmowaniem się dziećmi a kontaktem z nimi. Czasem można się dziećmi perfekcyjnie zajmować, a nie mieć kontaktu, bo czyni się to mechanicznie albo z innych pobudek niż ich dobro.
          Umiejętność stworzenia dobrego kontakt z dzieckiem to naprawdę nie lada sztuka rodzicielstwa, mimo, że brzmi dość banalnie i często szafujemy tym pojęciem.
          Jasne, że powinniśmy zbliżać się do ideału szczególnie w takiej materii jak wychowywanie dzieci, ale nie każdy rodzic to potrafi i chce. Trzeba pogodzić się z realnością i czasem na jej miarę stawiać wymagania innym. To chciałam przekazać "br_bardot". I to nie w celu jej zniechęcenia i odbierania nadziei. na Agnieszka Iwaszkiewicz

    • mgla_jedwabna Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 19.09.10, 03:12
      "Kiedyś usłyszałam, że żałuje, ż
      > e nie jest taki jak ja, nie odczuwa takiego poświęcenia, chociaż to wydaje mi s
      > ię z jednej strony naturalne-to ja jestem matką"

      Kolejny kretyn, który wierzy, że kobiety lubią prać, sprzątać i zmieniać pieluchy. Oj jaka szkoda, że on nie lubi tego tak, jak ona, bo wtedy na pewno robilby to tak samo chętnie. Ale biedaczek nic na to nie poradzi, tak go już natura odmiennie od kobiety stworzyła...

      On nie ma "odczuwać poświęcenia", on ma się wziąć do roboty i zadbać o rodzinę na płaszczyznie pozafinansowej. I traktować to jako konsekwencje podjętych decyzji: zachciało mu się być tatusiem, to ma robić coś więcej niż być nieobecnym emocjonalnie bankomatem.
    • blue_romka co u Ciebie? 24.09.10, 20:46
      Jak się czujesz?
      • br_bardot Re: co u Ciebie? 26.09.10, 21:14
        Pracujemy razem nad tym wszystkim..
        Aczkolwiek miałam już chwile zwątpienia, zresztą nie pierwszy raz.
        Nie jest łatwo i w naszym przypadku nigdy nie będzie.

        Miło, że pytasz:)
        • br_bardot Re: co u Ciebie? 26.09.10, 22:34
          Brak odpowiednich wzorców to jest chyba główna przyczyna. I mój i męża ojciec sięgali po alkohol dość często. Nie interesowali się rodziną. Matka męża również alkohol bardzo toleruje i potrafiła poczęstować alkoholem własne dzieci. Pozwalała swoim dzieciom na wszystko i nie interesowała się zanadto nimi. Natomiast moja matka nie tolerowała alkoholu W OGÓLE. Czasami, okazjonalnie, wypiła drinka, ale bardzo rzadko. I to akurat dobrze, ale..nigdy nie rozmawiała ze mną na jakieś konkretne tematy, wszystkie rozmowy były jakieś takie okrojone i jakby nie było w nich w ogóle uczucia. Zresztą matka męża też nigdy nie rozmawiała ze swoim dziećmi, odzywała się, tyle, rozmów nie było. Moja kontrolowała mnie tak długo jak tylko mogła(że też na to pozwoliłam!), nie udzielała pomocy, gdy jej potrzebowałam(przeciwnie,słyszałam "dobrze ci tak"). Ale zawsze wiedziała wszystko lepiej. Ciągła krytyka. Jednym słowem bardzo męczące relacje. Ale i moja i jego uważały, że kontakt z nami i z naszymi dziećmi im się bardzo należy i że nie mamy prawa postępować tak jak się nam podoba. Co gorsze, nawzajem się okropnie nie lubią, więc ja słuchałam jaka jest jego rodzina i on i odwrotnie. Kiedyś, jak się poznaliśmy szanowaliśmy się, ale z czasem to wszystko zaczęło się zmieniać. Jego rodzina nie tolerowała mnie, moja nie tolerowała jego matki a z czasem i męża (teraz wiem, że ze swoich problemów nie powinno się zwierzać rodzinie). I tak mąż jak został nauczony, sięga po alkohol i własna matka się do tego przyczyniła.
    • zofijkamyjka Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 16.07.13, 19:56
      To jest dośc typowy i częsty model rodziny. Niepracujaca kobieta, dobrze lub bardzo dobrze zarzadzajaca gospodarstwem domowym i wychowaniem dzieci i mężczyzna który nie zostaje wciagniety w życie rodzinne, obowiązki i wychowanie dzieci i czuje, że nie jest w stanie dorównac żonie i siła rzeczy nie czuje tego, nie umie, czuje sie w tym niepewnie. Rada jest taka: jak najczesciej zostawiac małzonka samego z dziećmi i niech sie realizuje....sam. Byc może poczuje to "coś"
    • danaide Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 16.07.13, 21:58
      Moja odpowiedź: z kruka orzeł nie wyrośnie (już gdzieś to pisałam=)

      Znam ten typ. Całe życie próbowałam przed nim uciekać, a i tak się na nim wyłożyłam. Ci bierni mężczyźni wyczajający te (nad)aktywne kobiety, które mają wszystko za nich robić. Osobiście z kimś takim nie chcę, nie mogę, nie potrafię funkcjonować. Szkoda mi mojego życia na ciągnięcie osła za uszy. Cokolwiek zrobię i tak w końcu będę ta zła. Np. twierdzi że lubi malarstwo i choć pokażę mu (prawie) wszystkie dzieła Caravaggio w Rzymie to i tak na koniec wysłucham w gronie krewnych i znajomych Królika wspomnień jak to przeze mnie nie mógł się napić piwa na Piazza Navona. No żeż...

      Alkohol. Jest i jest zaprzeczanie. Ma "prawo". Ma "kontrolę". Akurat. Zapija problem - czy wiesz jaki?

      Traktowanie Ciebie. IMHO, jeśli Cię poniża to dlatego, żeby samemu się dowartościować, bo może czuć się nie tylko od innych, ale i od Ciebie gorszy - bo w czym jest lepszy? No, pracę ma. I tyle. Mało.

      Co robić? Ja bym nie wytrzymała - zresztą nie wytrzymywałam i w końcu się doigrałam, zostałam sama z malutkim dzieckiem i potem nastąpiły różne "straszne" rzeczy, przy których akurat jego ewakuacja była drobnostką i per saldo - darem. Będąc Tobą - bunt. Po prostu. Wiem, że gdy się jest we dwoje tak bardzo chce się mieć to wspólne życie. Marzenie ściętej głowy. Nie wysilałabym się, by wkręcać go w mój/mój i dzieci świat, nie dawałabym żadnych tropów i propozycji. Tworzyłabym też swój własny.

      Jeśli z jakichś względów chcesz go wyciągać za te uszy - cóż. Terapia, może być pod tytułem małżeńska, w końcu nie masz nic do ukrycia, a on przecież nie pójdzie na AA (proponowałam dla par, ale zawsze słyszałam, że problem jest we mnie, nie w nim - w końcu ograniczył picie do weekendu, który zaczynał się w czwartek i kończył w poniedziałek; na terapię poszłam sama). Jeśli oponuje - cóż, albo dalej się bujasz albo wytaczasz działa, sama wymyśl jakie.

      PS Tak bardzo marzyłam o tym, by facet wstał o 10tej byśmy mogli zjeść śniadanie w trójkę, mała dopiero się urodziła. Nie było szans - 13:30, na wiadomości, a jak dobrze popił, nawet 17sta. A teraz? Jak przyjeżdża do dziecka raz na pół roku to grzecznie o 11stej się stawia i cały dzień efektywnie z małą spędza. Życie jest sztuką wyboru.
      • danaide Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 16.07.13, 22:00
        O maaatko, może kiedyś nauczę się patrzeć na daty. No ale historia lubi się powtarzać, może się komuś innemu przyda=)
    • podkocem Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 24.07.13, 19:35
      Jak można rozwiązać taką sytuację, czy można zmienić jego podejście do rodziny..?


      Uważam, że nie. NIe zmienisz leniwca w pracusia czy domatora w podróżnika.

      Jeśli wspólne wyjścia go męczą, szybko robią się kwasy, wychodź z dziećmi sama i już. Bez sensu jest kogoś zmuszać do czegoś czego nie lubi. Nie wiedziałaś z kim te dzieci powołujesz na świat?
    • sonia_siemionowna Re: Zachowanie rodzica-pyt.do p.Agnieszki i innyc 22.12.15, 00:50
      Kazdy ma prawo do odpoczynku i niekoniecznie przebywanie z dziecmi to jest odpoczynek. Widocznie pan woli ladowac akumulatory sam, niektorzy tak maja. Ma nie miec chwili dla siebie?

      Jak bedziesz gledzic i tlumaczyc, to zupelnie sie wycofa. Proponuje poluzowac cugle i popuscic smycz. Sam przyjdzie jak zateskni.

      A moze pan nie chcial dzieci i zle sie odnajduje w roli ojca?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka