newintown
18.10.10, 13:39
Moja przyjaciółka jest w trakcie rozwodu z dość niebezpiecznym przeciwnikiem. Moja prywatna ocena - ona to typowa ofiara, w której otoczeniu nie został juz właściwie nikt, kto mógłby ją wspierać, on typowy przemocowiec, specjalizujący się w przemocy psychicznej, potrafiący sprawiać doskonałe wrażenie na otoczeniu i nim manipulować, świetnie sytuowany.
Przyjaciółka za radą prawnika udała się do pewnej znanej i renomowanej, prywatnej poradni o doskonałej opinii - zespołu terapeutów, gdzie kiedyś z mężem odbyła kilka sesji terapii małżeńskiej. Chciała otrzymać zaświadczenie, że takowa terapia miała wtedy miejsce, potrzebne w sprawie rozwodowej. Terapeuta, do którego wtedy chodzili, po usłyszeniu, że chodzi o rozwód, oświadczył jej, że może takie zaświadczenie jej wydać tylko i wyłącznie, jeżeli przyjdzie po odbiór razem z mężem.
Przyjaciółka - moim zdaniem, to był duży jej błąd - przedstawiła sprawę mężowi, który ją wyśmiał, twierdząc, że nie był nigdy na terapii małżeńskiej, tylko chodził z nią na jakieś pogaduchy na jej życzenie. Teraz, dzwoniąc do poradni ponownie i usiłując to zaświadczenie uzyskać (chodzi o papier z jednym zdaniem "odbyli terapię małżeńską" - bez żadnych szczegółów) dowiedziała się, że jej mąż właśnie umówił się na spotkanie z tym terapeutą i że zaświadczenie mąż otrzyma na wizycie zaś ona będzie mogła je sobie odebrać z recepcji dopiero po wizycie męża. Wcześniej nie ma mowy.
Moje pytania brzmią tak.
Czy to ma sens?
Czy terapeuta ma prawo i czy ma podstawy do takiego stawiania sprawy? Przecież wiadomo, ze jeżeli małżonkowie się rozeszli i są w trakcie sprawy rozwodowej, to przyprowadzanie męża po odbiór zaświadczenia tego rodzaju może być niemożliwe (bo np. mąż może być w innym kraju albo grozić śmiercią, różne są sytuacje)
Jaka w ogóle jest podstawa takiej odmowy wydania zaświadczenia o odbytej dawno temu terapii, czyli o stanie faktycznym, pod warunkiem przyjścia z mężem? Uzasadnienie podane przez terapeutę to "bo takie są zasady równowagi w terapii małżeńskiej". Dodam, ze nie było warunku odbycia przez męża sesji z terapeutą, po prostu miał przyjść razem z nią osobiście n recepcję, jak po odbiór paszportu dziecka. Sesja była pomysłem samego męża.
Czy słusznie twierdzę, że powinna złożyć na terapeutę skargę i jeżeli tak, to gdzie i jak? Czy to jest w ogóle możliwe?
Przyjaciółka na razie daje się odsyłać codziennie z tej poradni do domu, ma umówiony termin po sesji męża, kiedy otrzyma zaświadczenie i położyła uszy po sobie, ugiąwszy się pod autorytetem terapeuty a mnie, szczerze mówiąc, trafił szlag. Bo nic mi się w tej sytuacji nie zgadza, wszystko to wygląda dość irracjonalnie, a uważam, że mając przed sobą sprawę rozwodową z takim facetem jak jej mąż, może sie spodziewać każdego nieczystego zagrania. Może jej nie uratuję, ale nie jestem w stanie spokojnie na to patrzeć.
Pani Agnieszko, prosze o poradę i komentarz.
-