Dodaj do ulubionych

granatowym okiem.

06.12.10, 15:07
witajcie, w piątek po północy mocno pijany mąż domający się małżeńskich rozkoszy, uderzył mnie, gdy na wpół śpiąca i przerażona widokiem potwora, którego miał w oczach, stanowczo odmówiłam. Rozpętała się wojna, ...mamy dwoje małych dzieci, dopiero co wybudowaliśmy dom, szukałam wsparcia w rozmowach z rodziną i przyjaciółmi o tym co się stało, bo świat zawalił mi się w kilka sekund, im więcej ludzi z nim rozmawia tym sytuacja się zaostrza. Właśnie usłyszałam przez telefon, że chce rozwodu, i będzie ze mną walczył o dzieci! ....a co ja ...jestem przerażona, bo to podobno wszystko moja wina i powinnam się leczyć u psychiatry...bo on nie ma żadnego problemu z alkocholem! przemyśleń mam sto na minutę, powiadomienie policji odpada, bo chcę się z nim dogadać o ratować tę rodzinę! nie chcę tej wojny! pragnę powrotu spokoju, dzwoniłam już do poradni małżeńskiej, chcę porozmawiać z psychologiem, proponowałam terapię, ale mąż nie chce o niczym rozmawiać, miażdży mnie psychcznie a ja nie wiem już co robić.
Obserwuj wątek
    • blue_romka Re: granatowym okiem. 06.12.10, 15:53
      Idź do najbliższej poradni AA zasięgnąć porady specjalisty. Tak Cię poinstruują, jak masz postępować, także w sytuacji kiedy mąż nie widzi problemu.
      • verdana Re: granatowym okiem. 06.12.10, 16:11
        Dlaczego powiadomienie policji odpada? natychmiast zrób obdukcję, wtedy czcigodny małżonek może nie marzyć o jakiejkolwiek walce o dzieci. Bedziesz miała dowód, ze znęca się nad rodzną, czy ma problem alkoholowy czy nie - w tym wypadku bez różnicy.
        Nie pójdziesz na policję, nie zrobisz obdukcji - mąż przekna się,z ę lanie żony niczym nie grozi.
    • asia_i_p Re: granatowym okiem. 06.12.10, 16:39
      Jedyną, choć dalej niedużą, szansą uratowania tej rodziny jest telefon na policję. Jeśli mąż zobaczy, że jesteś zdeterminowana, że nie dasz sobą pomiatać i że nie będziesz żyła z bijącym cię alkoholikiem - jeśli mu zależy na was, to sam będzie chciał terapii. Przeciw uzależanieniu dla siebie i rodzinnej dla was; na tę drugą wtedy możesz się łaskawie zgodzić. No, a jeśli mu nie zależy, to lepiej się dowiedzieć wcześniej niż później.
      Nie daj się zastraszyć. On nie ma cienia szansy na przyznanie mu dzieci - w Polsce jest takie podejście, że gdybyś to ty po pijaku podbiła oko jemu, to jeszcze nie mógłby mieć pewności, że dzieci nie zostaną z tobą. Generalnie niesprawiedliwe, ale w twojej sytuacji akurat dobrze.
      Powinnaś się leczyć - nie wiem, czy u psychiatry, czy u psychologa, ale powinnaś, bo jesteś współuzależniona pewnie. Tylko, że im dłużej będziesz się leczyć, tym bardziej będziesz widziała, że on jest alkoholikiem.
      Nie dogadasz się z nim. Jedyna twoja szansa na spokój to bezwzględna wojna w tej chwili. Życzę bardzo dużo sił i dużo wsparcia od bliskich.
    • marzeka1 Re: granatowym okiem. 06.12.10, 16:43
      "tę, powiadomienie policji odpada, bo chcę się z nim dogadać o ratować tę rodzinę! nie chcę tej wojny! pragnę powrotu spokoju, " -
      niepowiadomienie policji w takim wypadku jest najgłupszą rzeczą, jaką zrobisz. To samo z siebie nie uspokoi się, następny raz nie tylko oko będziesz mieć granatowe.
      • verdana Re: granatowym okiem. 06.12.10, 17:15
        Jedno moge Ci powiedzieć na 100%. Nie bedzie powrotu spokoju. Jesli nie chesz wojny, będziesz po prostu musiala pogodzic się z tym, ze przyjmujesz bicie nic niekomu nie mowiac i Twój maż moze Cię lać i gwałcic, a Ty nie protestujesz - jesli to uwazasz za pokój, to masz na to szansę. Przy czym pamiętaj,z e najprawdopodobnjej ceną pokoju będą dzieci - ich dziecinstwo zostanie zrujnowane. I tak dobrze, jeśli dzieki Twojej ugodowej postawie nie dojdzie do tego,. ze dla swietego spokoju zgodzisz się na maltretowanie dzieci.
    • fikcyjne-konto Re: granatowym okiem. 06.12.10, 17:31
      Twój mąż ma rację. Tylko chora psychicznie debilka pozwala się lać po mordzie, gwałcić i każe na to patrzeć swoim dzieciom.
      Po doświadczeniach z innymi kobietami, które dają się szmacić i jedyne co potrafią to obrabiac dupę mężowi do innych ale same nic zmieniać nie zamierzają, mówię, że wcale mi cię nie żal. Jak żeś głupia to sobie bądź głupia i wychowuj kalekie emocjonalnie chore na przemoc dzieci.
      Teraz leje cię mąż, za 15 lat będzie cię lał syn albo córka. Bo właśnie im pokazałaś że takie głupie matki są do lania w pysk a nie do szanowania ich.
    • enith Re: granatowym okiem. 06.12.10, 17:33
      > domienie policji odpada, bo chcę się z nim dogadać o ratować tę rodzinę! nie ch
      > cę tej wojny! pragnę powrotu spokoju...

      Niepójście na wojnę oznacza, że zgadzasz się dalsze maltretowanie i napastowanie seksualne ze strony męża. Twój mąż - agresywny alkoholik - nie widzi problemu, robi z ciebie wariatkę i chce rozwodu z wyłącznym prawem wychowywania dzieci. O jakim spokoju ty więc piszesz? Co ty chcesz ratować? Prawo do posiadania pary męskich portek w szafie, nawet jeśli ceną za nie będzie podbite oko czy gwałt? Zasuwaj dziewczyno na terapię dla maltretowanych żon i na obdukcję lekarską. Paradoksalnie właśnie to, a nie trwanie w tym bagnie może uratować twoje małżeństwo.
    • brak.polskich.liter Mam szczera nadzieje 06.12.10, 18:01
      ze jednak jestes trollem, bo to, co piszesz, jest straszne.

      Zakladajac jednak, ze jestes prawdziwa - masz samoocene na poziomie szczoty do kibla i zero godnosci - przypuszczalnie zwiazek z chlejacym przemocowcem wypral Ci mozg z wyzej wymienionych. W dodatku jestes - wchodzac w role ofiary i wybierajac strategie zamiatania pod dywan - na dobrej drodze zmarnowania dziecinstwa dzieciom.

      Co robic? Telefon do reki, Niebieska Linia, obdukcja, konsultacja z psychologiem, ktory zajmuje sie pomaganiem ofiarom przemocy, potem terapia.
      Tyle na poczatek.
    • kol.3 Re: granatowym okiem. 06.12.10, 18:24
      A nie mogłaś wziąć i przydzwonić mu krzesłem żeby się nie podniósł?
      • aquella Re: granatowym okiem. 10.03.14, 09:44
        niejedna która tak zrobiła siedzi dziś w więzieniu a dzieci nie mają ani ojca ani matki,
        nie masz dobrej rady to tylko czytaj
    • tully.makker Re: granatowym okiem. 06.12.10, 20:48
      Ja mysle, ze twoj maz nie jest jadnak taki zly, a tobie bym radzila, zebys przestala sie egoistycznie zajmowac soba, a na chwile postawila sie w sytuacji swojego meza. Upokorzylas go straszliwie - raz, ze najwyrazniej nie dostaje od zony, dwa, zer nie umie wyegzekwowac, zeby mu dala, nawet jak ja trzasnie, trzy, ze zanim udawac, ze sie przewrocila na schodach to rozglasza jego hanbe po ludziach. Przy innym bys juz zeby zbierala z ulicy, a on tylko rozwodu chce.
      Dobry pan.
    • logikaa Re: granatowym okiem. 07.12.10, 09:55
      witajcie ponownie, napisałam tutaj w wielkim zaufaniu, bo czytuje to forum i potrzebowałam waszej pomocy, ale wylaliśćie na mnie kubeł z gównem kochani, i zrobiło mi sie naprawdę przykro.
      wyciszyłam się, uspokoiłam, przytuliłam swoje dzieci, kocham je ponad życie! przedyskutowałam wszystko z rodziną, realnie oceniając swoją ewentualną przyszłość w stanie wojennym, dzieci mam naprawdę jeszcze bardzo małe/2,5 i 10 mieś/, piękny dom, a mąż był jak dotąd całkiem fajnym facetem. idę na terapię do poradni, zobaczę co mi doradzą.
      • triss_merigold6 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 10:07
        To bardzo budujące.:/
      • helusia007 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 10:09
        Logikaa, rozumiem, ze zabolalo, ale rozumiem tez forumowiczki, ktore napisaly Ci w dosc agresywnej tonacji. Jezeli czytasz forum, to powinnas sie domyslic dlaczego. Jest tu cala masa watkow o tym, ze facet pije, bije, stosuje przemoc psychiczna, nie pomaga, etc., ale ... jest dobrym ojcem i piszaca forumowiczka bardzo go kocha. Pytanie za co go kocha i na czym polega to dobre ojcostwo.
        Drugi typ watkow to taki jak Twoj, facet zalany w trupa, wali po lbie i o malo nie gwalci, ale ona go kocha i chce zeby bylo tak jak dawniej. Nie bedzie. Jezeli nic z tym nie zrobisz bedzie coraz gorzej. Nikt (ani mezczyzna, ani kobieta) nie szanuje czlowieka, ktory rezygnuje z wlasnej godnosci. A Twoje "chce, zeby bylo tak jak dawniej" tak wlasnie brzmi jak rezygnacja z wlasnej godnosci i prawa do dobrego traktowania przez partnera.
        Nie dziwie sie, ze Twoj maz sie piekli, bo on NIE CHCE zrezygnowac z prawa do przychodzenia w srodku nocy po pijaku i domagania sie seksu. On NIE CHCE - jemu jest dobrze. A Ty juz polozylas uszy po sobie i chcesz wszystkich na okolo udobruchac.

        Dziewczyny chcialy Toba potrzasnac i popchnac Ciebie do dzialania (niezbyt dyplomatycznie), zebys nie byla taka bezwolna sierota, ktora kazdy leje i tlucze, a ona chce "zeby bylo jak dawniej". Pozdrawiam
      • brak.polskich.liter Re: granatowym okiem. 07.12.10, 10:09
        logikaa napisała:

        > witajcie ponownie, napisałam tutaj w wielkim zaufaniu, bo czytuje to forum i po
        > trzebowałam waszej pomocy, ale wylaliśćie na mnie kubeł z gównem kochani, i zro
        > biło mi sie naprawdę przykro.

        To bylo napisac "powiedzcie mi, ze to nic takiego, ze kazdy chlop od czasu do czasu musi, bo sie udusi i na pewno nie chcial, bo to dobry facet jest".

        > dzieci mam naprawdę jeszcze bardzo małe/2,5 i 10 mieś

        Spokoluz. Dzeci rosna szybko, napatrza sie od malego, jak pijany tatus pierze po gebie mamusie, bo mamusia nie chciala dac mu dupy. Ale co tam, masz piekny dom i to podstawa.

        > mąż był jak dotąd całkiem fajnym facetem

        Noo, ze swieca drugiego takiego szukac.
        • triss_merigold6 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 10:17
          Ja mam czas, poczekam sobie na wąteczki autorki za rok czy dwa. Na bank będą o sielance rodzinnej.
          Generalnie mnie by było bardziej przykro gdybym dostała w nocy po mordzie od pijanego chłopa, niż od netowych komentarzy, ale może jestem po prostu gruboskórna.
          Autorka ma rację, to na pewno fajny facet i dba o dzieci, a że czasem mu się uleje agresywnie to taki life i nie należy przesadzać.
          • powerextension Re: granatowym okiem. 07.12.10, 11:14
            Nie znasz się Triss, on tak wyraża miłość i uczucia w ogóle. Bo to fajny facet jest i mieszka w ładnym domu. A dzieciom się powie, że to sino żółte pod oczkiem to taki trend w makijażu. A jak mamusia będzie miała raczki i nóżki w gipsie, że spadła ze schodów w tym superowym milusim domku.
            • brak.polskich.liter Re: granatowym okiem. 07.12.10, 11:24
              A jak za pare lat napruty tatus zacznie domagac sie seksu od mamusi w obecnosci dzieci? Wiem, wieeeem - kurs samoobrony, cwiczenia fizyczne, pierwsza pomoc.
              Slodziusio.
      • marianka_marianka Re: granatowym okiem. 07.12.10, 10:53
        logikaa napisała:
        napisałam tutaj w wielkim zaufaniu, bo czytuje to forum i po
        trzebowałam waszej pomocy, ale wylaliśćie na mnie kubeł z gównem kochani, i zro
        biło mi sie naprawdę przykro.

        Niestety "rasowy" terapeuta może na Ciebie wylać tonę gówna, kochana...
        Prorokuję, że zrobi Ci się jeszcze bardziej przykro.

        A tak serio nie znam Twojego męża, nie wiem czy to był pierwszy raz, czy kolejny.
        Jeżeli zdarzyło się to tylko raz skłonna byłabym wybaczyć, pod warunkiem widocznej zmiany w zachowaniu, ograniczenia spożywania alkoholu, jeżeli z tym jest problem.
        Musisz swoim zachowaniem pokazać, że nie tolerujesz takiego zachowania, bo to był wyskok "cięższego kalibru".
        Idź na terapię, pomogą Ci spojrzeć "chłodniejszym okiem" na zachowanie męża.
        • logikaa Re: granatowym okiem. 07.12.10, 12:10
          wiem, że to żadne słodzisie to już nie będzie, na tą chwilę w domu panuje spokój, ja zachowuję dystans i staram się nie zwariować, rozwodu nie chcemy, czuję się paskudnie, rodzina mi nie pomoże raczej, bo usłyszałam poczekaj ,niech opadną emocje, daj sobie trochę czasu, nie spakuję walizek, bo co....mam mu wszystko zostawić, a wydarzyło się coś tak strasznego, że ziemia i tak się jeszcze trzęsie. Ludzie ja nie wiem, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam, boję się tego wszystkiego! bo ta ewentualna wojna, to piekło na ziemi, czy naprawdę sądzicie, że ma szansy na życie, byliśmy młodą rodziną, chcieliśmy stworzyć dzieciom fajny dom, tyle lat...budowa, milion wyrzeczeń, maluchy radosne, synek boso biegający po trawie latem, to były moje wszystkie marzenia, a teraz co ? czy naprawdę wszystko bezwględnie przegrane? P.S. wiecie a z ta milością to nie tak , jakiegoś szaleństwa to z mojej strony nie ma, ja poprostu kocham swoje wypracowane życie.
          • triss_merigold6 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 12:21
            Dobra, nie nudź. Przynajmniej niech Cię bije tak, żeby dzieci nie widziały i nie drzyj się wtedy, bo je pobudzisz i zburzysz sielankowy obrazek. I dawaj mu d... dobrze i regularnie to nie będzie w netowym porno siedział, a potem przychodził zainteresowany - to z Twojego własnego, starszego wątku, zdaje się, że w koncówce ciąży wtedy byłaś.
          • asia_i_p Re: granatowym okiem. 07.12.10, 12:23
            Słuchaj, w przypadku faceta, który pije i cię uderzył, spokoju nie będzie. To jest początek. To się prawie na pewno będzie powtarzać. Jasne, że to niesprawiedliwe, że właśnie teraz, kiedy spełniły się marzenia, trzeba z nich zrezygnować, ale stało się. To tak, jakby ktoś umarł - stało się, i tego spokoju w fajnym domu już nie ma. I teraz możesz albo udawać, że to zły sen i że chwile spokoju między kolejnymi awanturami to prawdziwe życie albo zmierzyć się z tym, co jest. Dla mnie to pierwsze jest równie szalone jak trzymanie w domu zwłok nieżyjącego współmałżonka i udawanie, że tak naprawdę nie umarł.
            Straciłaś coś bardzo ważnego - twoje dopiero co spełnione marzenia o rodzinnym życiu idealnym. Po każdej ważnej stracie pierwszym etapem jest zaprzeczenie, ale trzeba potem iść dalej. Wścieknij się na niego wreszcie! Zawalcz o normalne życie!
      • asia_i_p Re: granatowym okiem. 07.12.10, 12:15
        Jeżeli my wylałyśmy na ciebie kubeł z gównem, a twój mąż był jak dotąd całkiem fajnym facetem, to ja już się więcej nie wysilam. Trzymaj się, ja się mogę już tylko modlić, żebyś za bardzo nie oberwała zanim przejrzysz na oczy.
        • ikame Re: granatowym okiem. 07.12.10, 12:26
          kocham wypracowane życie..
          w takim razie musisz granatowe oko dopisać do kosztów utrzymania

          aa i zmień nick, bo z logiką nie masz do czynienia
    • logikaa Re: granatowym okiem. 07.12.10, 12:39
      pewnie macie wszyscy do cholery rację- bo w tym momencie to rzeczywiście to oko nie boli tak jak te zabite marzenia.
      • mruwa9 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 13:26
        jesli chcesz tkwic w sielankowym domu przy mezu-sadyscie, to przynajmniej znajdz dzieciom inna, lepsza rodzine, bo tkwiac w zwiazku z psychopata przede wszystkim zrujnujesz im zycie. Okaleczasz je straszliwie. Prawdopodobnie dozywotnio (poszukaj sobie historii osob, bedacych DDA). One z pewnoscia wola swiety spokoj i bezpieczenstwo, niz bieganie boso po trawie i ogladanie, jak tata gwalci mamusie, przy okazji robiac jej fioletowy, permanentny makijaz.
        • verdana Re: granatowym okiem. 07.12.10, 14:15
          Rozumiem problem - mąż był fajny, nic nie zapowiadało wyskoku psychopaty. Jeśli rzeczywiście maż nie miał nigdy, ale to nigdy odpałów po alkoholu, był zawsze lagodny, jeśli to co zrobił jest kompletnie niezgodne z jego charakterem zanim odejdziesz wyslij go do dobrego lekarza. Dokladnie tak zachował się maż mojej przyjaciółki, z dnia na dzień zaczął bić i wyzywać - to był guz mózgu.
          Natomiat jeżeli widziałas, ze cos zaczyna się psuć, a podbite oko jest po prostu kolejnym etapem, musisz pamiętac, ze to, co zdarzyło się raz, może się powtorzyć. przy czym ofiarą niekontrolowanej agresji możesz paść nie Ty, tylko dziecko.
          • asia_i_p Re: granatowym okiem. 07.12.10, 14:38
            Zwróć uwagę na jego reakcję - zażądał rozwodu i wysłał ją do psychiatry, bo to jej wina. Nie liczyłabym na guz mózgu - przepraszam, wiem, że to brzmi makabrycznie.
            • verdana Re: granatowym okiem. 07.12.10, 14:56
              Ja też bym nie liczyła... Ale dokladnie tak zachowywał się mąż koleżanki - w ciagu tygodnia stał się innym człowiekiem. Rozwiodla się, a jego choroba wyszła na jaw dopiero po rozwodzie. Wzięła z nim wtedy znowu slub, uznając,z e to nie jego wina przecież - ale nie wytrzymała dlugo...
            • logikaa Re: granatowym okiem. 07.12.10, 15:01
              .....budowa domu wlokła się i wlokła, okazało się, że mąż ma straszne długi, a do tego latem mieliśmy kontrolę z U.S. i do zapłaty zaleły podatek za żle wyliczony rok 2008. jakieś 40 tyś., mąż zaczął chudnąć w oczach, permanentna biegunka, przestał wogóle o siebie dbać, trudno było się z nim porozumieć, ciągle zdenerwowany darł się o byle co, - diagnoza -zapalenie jelita grubego- znalazłam mu najlepszego lekarza w mieście, leki, śćisła dieta nieznośnie się porobiło, nie widywaliśmy się praktycznie wcale, tylko praca, ciągle jakieś parkiety, malowania, sufity, popijał w trakcie, a teraz przy lekach i dramat.
              • lusitania2 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 17:02
                o ile guz mózgu jest hipotetyczny, to problem alkoholowy jest jak najbardziej realny. Twój mąż stracił kontrolę nad piciem.
                Jeśli jesteś przywiązana do wizji rodziny jak z obrazka w ślicznym domku, droga do tego wiedzie przez twarde ultimatum dla męża: terapia i zero alkoholu.
                Biorąc pod uwagę, że zamiast realnie patrzeć na sprawę, niestety usprawiedliwiasz go, cóż - kup dobry kryjący podkład, przyda ci się nie raz.
                Szkoda dzieci:(
              • majgug Re: granatowym okiem. 07.12.10, 17:03
                czy dom jako co by nie bylo kupa kamieni jest wazniejszy niz zdrowie, spokoj, szczescie, dziecinstwo dzieci, malzenstwo?
                nie bardzo rozumiem po cholere niszczyc sobie zycie zeby miec ten zakichany dom. moi byli tesciowie doprowadzili sie do rozwodu po 10 latach budowy domu, niekupowania nowych butow, jedzenia suchego chleba i zadnych wakacji. No i potem trzeba bylo o ten dom nastepne 5 lat walczyc w sadzie. Umordowani, sfrustrowani, samotni zakonczyli przygode z budowa domu.
    • logikaa Re: granatowym okiem. 07.12.10, 17:15
      ano! taki obrazek w sercu miałam właśnie, a czy to grzech? przecież to piękny obrazek.
      układam sobie wszystko w głowie, powoli dojdę do tego jak mam postępować, czuję się już pewniej, a myślicie, że jak się dostanie w łeb od męża, to od razu włącza się racjonalne myślenie, czy najpierw człowiek się kurczy, robi malutki, i nie wie co się stało?! zupełnie jak małe dziecko, albo człowiek po wypadku samochodowym, tak to odczuwam, nie jestem DDA, mój mąż jest, ja nawet nie wiedziłam czym to się je! pochodzę z pełnej katolickiej rodziny, i życiu bym nie wymyśliła, że mnie coś takiego spotka.
      • marzeka1 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 17:22
        Ależ pięknego obrazka nikt ci nie broni mieć w sercu, tylko, że żyjesz W REALU, gdzie na razie masz granatowe oko, prawie gwałt zaliczony, męża furiata, który rozwodem grozi i wybacz, ale sielankowa wizja, że synek biega po waszym ogrodzie po kolana w trawie, na razie nijak ma się do REALU.
        I jesteś dla mnie kolejną osobą, której prawie się wali rodzina, bo dom był najważniejszy, a to tylko mury, nawet gdy domek jest jak z obrazka, a dom tworzą ludzie.
        Nie wiem, dla mnie uderzenie drugiej osoby jest przekroczeniem pewnej granicy, potem może pójść już łatwiej, bo ty nawet nie chcesz nic sensownego z tym zrobić (np. obdukcja).
        • logikaa Re: granatowym okiem. 07.12.10, 17:29
          chcę
          • marzeka1 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 17:33
            To zacznij od postawienia granic: obdukcja, lekarz, policja. I tak za każdym razem, jeśli byłaby recydywa jeśli teraz odpuścisz, będzie gorzej.
            • logikaa Re: granatowym okiem. 07.12.10, 17:40
              szukałam dzieś w necie lekarza, który wystawia obdukcję, dzwoniłam do przychodni i nic, nie wiem czy trochę nie za późno bo to od piątku, zanimsię otrząsnęłam, szukam takowegoż w częstochowie, jeśli ktoś wie, to niech da znać. dzięki
              • bazia8 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 18:56
                szukasz wymówki
                zadzwoń do Niebieskiej Linii, tam Cię pokierują
              • kammik Re: granatowym okiem. 07.12.10, 19:19
                ogikaa napisała:

                > szukałam dzieś w necie lekarza, który wystawia obdukcję,

                www.pkt.pl/s/czestochowa/1945904/bijak_adam_k_lek_med.html
                Jeśli Twoja przychodnia nie zatrudnia takiego lekarza, to powinni wskazac ci adres, gdzie dokonanie obdukcji będzie możliwe. Jeśli nie znajdziesz lekarza, który wystawia obdukcje, idź do jakiegokolwiek, każdy ci może wystawić zaswiadczenie o stanie zdrowia.
      • annb Re: granatowym okiem. 07.12.10, 17:43
        To już jest kolejny raz jak się zasłaniasz pełną katolicką rodziną.
        A wiesz że można wyjść mocno pokiereszowanym z -cytuję- pełnej katolickiej rodziny
        Zwłaszcza wtedy, kiedy w pełnej katolickiej rodzinie nie nauczy się dziecka że ma prawo powiedzieć nie, że ono też jest ważne. Że ma prawo zadać praw dla siebie a nie tylko się poświęcać.
        Że pełna rodzina za wszelką cenę to nie jest ani zdrowe ani dobre, szczególnie wtedy kiedy jest się samemu bitym i gwałconym.
        I że nie trzeba nieść swojego krzyża bo inni tego od Ciebie wymagają.

        • logikaa Re: granatowym okiem. 07.12.10, 18:22
          dlaczego zasłaniam? poprostu z takiej pochodzę i tyle, mąż z zupełnie różnej i tu zawsze mieliśmy problem,
          • lusitania2 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 20:05
            logikaa napisała:

            > rodzina mi nie pomoże raczej, bo usłyszałam poczekaj ,niech opadną emocje, daj sobie trochę czasu,

            twoja katolicka rodzina właśnie zostawiła ciebie i twoje małe dzieci samych, na łasce alkoholika-przemocowca.
            • triss_merigold6 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 20:13
              To akurat chyba typowe dla rodzin katolickich?
              Niech Logikaa przypomni jeszcze swoje cudne relacje z teściową.
              • asia_i_p Re: granatowym okiem. 07.12.10, 20:36
                A niekoniecznie.
                Moja ciotka ma znajomego księdza, z jak najbardziej pełnej rodziny katolickiej, ma sześciu braci i najmłodszą siostrę. Mąż tej siostry okazał się przemocowcem (w tej chwili małżeństwo jest już odległym wspomnieniem). I wtedy oni pojechali w siedmiu, a mali nie są, nawet go palcem nie tknęli i nie wypowiedzieli żadnej groźby, tylko stanęli wokół niego w siedmiu i powiedzieli, że ma więcej nie dotykać ich siostry. Nie dotknął.
                Swoją drogą trzeba być debilem, żeby podnosić rękę na kobietę, która ma siedmiu braci.
                • marzeka1 Re: granatowym okiem. 07.12.10, 21:12
                  "! pochodzę z pełnej katolickiej rodziny,"- i co to ma niby tłumaczyć? Że nie możesz liczyć na pomoc własnej rodziny, zostawiona na pastwę męża? Bo rodzina ma być za wszelką cenę razem?
                  Sama jestem wierząca, ale nie ma tak, że to kobieta "ma nieść krzyż", a mężczyzna jest zwolniony w czegokolwiek, że nie musi szanować, kochać i starać się. Gdzie w katolicyzmie jest taki podział? Na bierną, podległą żoneczkę, której można przewalić i pana i władcę, któremu wszystko wolno????? No gdzie?Bo u św. Pawła jest napisane "Mężowie powinni miłować własne żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje własną żonę, siebie samego miłuje"..TO dla mnie znaczy m.in. katolickie małżeństwo, a nie zachlany mąż, który chce gwałcić żonę, podbija jej oko, straszy rozwodem, na rodzinę liczyć nie może kobieta żadną miarą. W sumie straszne to.
              • wespuczi Re: granatowym okiem. 08.12.10, 02:06
                ty pamietasz wszystkie tutejsze historyje i bohaterki?
                • mruwa9 Re: granatowym okiem. 08.12.10, 07:38
                  google naszym przyjacielem jest ;-)
                • triss_merigold6 Re: granatowym okiem. 08.12.10, 10:02
                  Wyszukiwarka prawdę Ci powie.
          • chicarica Re: granatowym okiem. 08.12.10, 10:25
            To nie brzmiało jak "pochodzę". Im prędzej uświadomisz sobie, że ani pełność, ani katolickość rodziny nie są wartościami samymi w sobie, tym lepiej.
            Piszę to jako żona człowieka, który pochodzi z pełnej, katolickiej rodziny i który sam (oraz jego dwaj bracia) są obecnie na terapii. Przypadek? Nie sądzę...
      • twoj_aniol_stroz Re: granatowym okiem. 09.12.10, 10:08
        nie jestem DDA, mój mąż jest, ja nawet nie wiedziła
        > m czym to się je! pochodzę z pełnej katolickiej rodziny, i życiu bym nie wymyś
        > liła, że mnie coś takiego spotka.

        Zaraz, fakt, że pochodzisz z pełnej rodziny nie jest gwarancją dożywotniego bycia w pełnej rodzinie. Fakt, że odebrałaś katolickie wychowanie także nie oznacza, że masz cierpieć przy mężu psychopacie, bo tak. KK dopuszcza coś takiego jak separacja.
        Proponuję wizytę na www.sychar.org/
    • eastern-strix Re: granatowym okiem. 08.12.10, 23:43
      Ale co Ty chcesz ratowac? Facet Cie spral po pijanemu czyli reakcje na alkohol ma dosc mocna. Do tego chce rozwodu.

      Proponuje obdukcje (to dobre zabezpieczenie na wypadek walki o dzieci), spisanie dokladnie co sie wydarzylo tamtej nocy (na wypadek gdybys zapomniala), nagrywanie rozmow telefonicznych (i pogrozek) albo rozmawianie z nim na wlaczonym 'loudspeakerze' przy swiadkach najlepej zaufanej osobie, niespokrewnionej), ktorzy w razie czego poswiadcza w sadzie.
      • roz.maryn Re: granatowym okiem. 09.12.10, 09:00
        Do szanownej logiki nie dociera, ale nie dziwię się. Marzenia, obrazki, oczekiwania. Na prawdę się nie dziwię. Nie chcesz nawet na chwilę dopuścić, że to co kobity piszą i radzą, jest jedynym wyjściem. Jest ono dla ciebie straszne, odległe i tak na prawdę boisz się zrobić to co powinnaś. Dotrze to do ciebie, uświadomisz sobie jak dużo racji mają piszące tu dziewczyny, ale upłynie bardzo dużo czasu. Tymczasem żyj nadzieją, kwestia kolejnej pandy pod okiem jest niezbyt odległa.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: granatowym okiem. 15.12.10, 10:05
      Postępowanie męża było haniebne. Tyle, że to już Pani wie i wiedziała od samego początku. Problemy są dwa. Pierwszy to rzetelana odpowiedź na pytanie czy zachowanie męża jest kolejną odsłoną problemu jaki jest w Waszym związku czyli nadużywania przez niego alkoholu i przemocy ? czy ten problem, jesśi jest, to eskaluje w czasie i w zachowaniach ? czy jednak to był okropny ,ale jednorazowy incydent ?
      W zależności od wnikliwej, rzetelnej , pozbawonej obronnej racjonalizacji odpowiedzi na to pytanie, być może przy pomocy psychologa lub psychoterapeuty od uzależnień ,należy podjąć dalsze swoje osobiste decyzje.
      Powinny one brać pod uwagę sposób zachowania męża po całym zajściu. Jeśli mąż nadal próbuje obarczyć Panią winą za to co się stało, to jest to niedopuszczalne i nie rokuje na przyszłość zbyt dobrze. Jeśli i Pani zaczyna z nim w tym współpracować, bojąc się jego gróźb, radykalnych zachowań, utraty swoich marzeń o idealnej rodzinie, to rokowanie jest złe, bo Pani uległa postawa może zaostarzać jego zachowania. Jeśli, po opadnięciu pierwszych emocji, maż podejmuje działania naprawcze, szuka w sobie motywów zdarzenia i obejmuje je refleksją, chce nawiązać współpracę w celu zapobieżenia ponowieniu się takich impulsywnych zachowań, warto w to inwestować, nawet jak te zachowania będą jeszcze nieporadne.
      Wydaje się słusznym tropem próba szukania rady psychologa. Pomoże Pani to lepiej ogranąć aktualną rzeczywstość.
      Dla Pani, taką samą wartością jak ochrona własnej godności i nietykalności, jest ochrona pełnej rodziny. Rozumiem to i uważam, że są to ważne życiowe wartości. Ale muszą być symetryczne. Jesli ma Pani zachować pełną rodzinę za cenę znoszenia agresji to powinien być to dla Pani znak ostrzegawczy.
      Cenne wydaje mi się to, że nie uległa Pani żądaniom pijanego męża. Zapłaciła Pani za to wysoką cenę, której się pewnie Pani nie spodziewała. Znaczy to, że ma Pani w sobie możliwość stawiania granic. Trzeba teraz tylko dobrze zarządzić ta umiejętnością. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • logikaa Re: granatowym okiem. 28.12.10, 23:03
        .........dzękuję.
        • mps61132 Re: granatowym okiem. 28.12.10, 23:58
          logikaa napisz do mnie na camille5@wp.pl coś Ci napiszę.Pozdrawiam
      • logikaa Re: granatowym okiem. 23.02.14, 23:13
        Dziękuję po latach........, wszyscy mieliście rację. Teraz jestem innym człowiekiem, od roku mieszkam z dziećmi w wynajętym mieszkaniu, rozwód w toku i sprawa z prokuratury o długoletnie znęcanie i groźby karalne.....i wiecie co? Uwielbiam teraz swoje życie, choć to był trudny rok, ale warto było!
        • malgosiek2 Re: granatowym okiem. 23.02.14, 23:59
          Tak sobie czytam teraz wątek i....raczej na pewno powtórzył się ten sam scenariusz kilka razy w dodatku zapewne w jeszcze gorszym scenariuszu.
          Trudno przyjąć do wiadomości coś tak oczywistego napisane przez inne forumowiczki.
          Nie chciałaś tego widzieć/wiedzieć.
          Najważniejsze, ze w końcu otworzyłaś oczy i dotarło do Ciebie to co było oczywiste.
          Większość kobiet nie chce odejść, bo myślą, ze sobie nie poradzą, bo to czy tamto, bo są za słabe.
          A to NIEPRAWDA, bo kobiety są znacznie silniejsze niż się im wydaje, a jak wyznaczą sobie cel i się zawezmą to to osiągają.
          Możesz być z siebie dumna.
          Tylko..... zmarnowałaś na lepszy byt dla siebie 2 lata :(
          • logikaa Re: granatowym okiem. 24.02.14, 00:47
            Byłam przerażona.........i wcale się sobie nie dziwię.............moją drogę ku wyzwoleniu zaczęłam od zarabiania na siebie i dzieci.....potem pomogły mi sprzyjające wiatry i Pani pedagog mojego synka. Później dobry prawnik, trochę oszczędności, dużo silnej woli i życzliwość ludzka. P.s. na początku myślałam tylko o tym żeby się w spokoju wyspać, potem przyszedł czas na uśmiech:-)
        • asia_i_p Re: granatowym okiem. 24.02.14, 00:39
          Gratuluję!
          Fajnie zobaczyć wskrzeszony wątek z takim finałem.
          Powodzenia!
          • logikaa Re: granatowym okiem. 24.02.14, 00:52
            wskrzeszona to ja jestem!!!!!!! dzięki
          • g4l Re: granatowym okiem. 24.02.14, 07:53
            Ajjj, dopiero teraz doczytałam :P
    • g4l Re: granatowym okiem. 24.02.14, 07:53
      Nie rozumiem przede wszystkim jak po sytuacji, w której mąż uderza Ciebie można myśleć o terapii? Naprawdę łudzisz się, że nie będzie kolejnych takich występków, a może gorszych?

      Dom to jedno, ale bezpieczeństwo i życie w spokoju to drugie.
    • dmuchawcelatawce Re: granatowym okiem. 25.02.14, 02:53
      Chcesz byc z kims kto miazdzy Cie psychicznie? Wiem, wiem, macie wspolne zycie, dom, wszystko poukladane.
      Ale czy chcesz byc z kims o ktorym juz wiesz, ze potrafi Cie zmiazszyc psychicznie jak tylko bedzie chcial i poczuje sie urazony?
      • malgosiek2 dmuchawcelatwce,czytaj dokładnie co dopisała 25.02.14, 09:39
        autorka wątku.
        Re: granatowym okiem.
        Autor: logikaa  23.02.14, 23:13
        Odpowiedz

        Dziękuję po latach........, wszyscy mieliście rację. Teraz jestem innym człowiekiem, od roku mieszkam z dziećmi w wynajętym mieszkaniu, rozwód w toku i sprawa z prokuratury o długoletnie znęcanie i groźby karalne.....i wiecie co? Uwielbiam teraz swoje życie, choć to był trudny rok, ale warto było!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka