Dodaj do ulubionych

Problem z mezem

24.03.11, 10:29
otoz moj problem polega na tym, ze nie potrafie pomimo kilkunastu lat malzenstwa byc soba przy mezu. niby wszystko jest dobrze, ale jak jest dobrze. pozornie oczywiscie. jak jestem usmiechnieta i zadowolona czesto na sile, bo moj maz nie akceptuje tego, ze mam zle dni. zawsze balo i wlasciwie jest tak, ze ma ten przyslowiowy wikt i opierunek, i nawet to docenia ponoc, ale jesli ja np nie wstane rano i nie zrobie mu sniadania to niby wszystko w porzadku, ale juz widze, ze niezadowolony. i tak jest z tysiacem innych rzeczy. meczy mnie to, ze nie czuje sie przy nim swobodnie jak zwykly czlowiek, tylko zawsze czegos mi brakuje do idealu.zazdroszcze sasiadce, ktora siedzi sobie codziennie na tarasie z piwkiem i papieroskiem. a ja czuje sie przy moim mezu jak dziecko, ktoremu sie czegos zabrania. palic nie moge, a jak wypije czasem jedno piwo to urzadza awantury przy dzieciach, ze mam sie trzymac od alkoholu z dalaeka itp. w seksie poswiecam sie dla dobra meza, zeby sie zaspokoil i dal mi spokoj. nie mam z tego zadnej przyjemnosci, ale jak miec skoro to jest na zasadzie 3 min. wchodzi na mnie, robi swoje i jeszcze zdziwiony, alaczego mi to nie sprawia przyjemnosci. a ja zeby go nie denerowac mowie, ze nie potrzebuje seksu. i tak faktycznie jest, bo jakos zanikly mi wszelkie potrzeby seksualne, choc kiedys chcialam. teraz juz olalam. boje sie nawet przyznac, ze sama siebie potrafi doprowadzic do orgazmu, bo bylaby uraza, ze z nim to nie umiem. wyszlo mi to chyba chaotycznie, ale prosze o rade. co robic? tylko nie, ze mam z nim rozmawiac, tlumaczyc itp.juz to robilam. odbiera to jako krytyke i atak na siebie. i dlatego wlasnie wole sie czasem nie odzywac, tylko przyjac rzeczy jakimi sa. nie walczyc, bo nie mam sily.
Obserwuj wątek
      • blacklaila Re: Problem z mezem 24.03.11, 10:55
        cala te syt chce zmienic. czy wczesniej cichutko to znosilam? nie. raczej myslalam, ze wlasnie jak sie do pewnych spraw dostosuje to bedzie dobrze, a teraz dopiero coraz bardziej mnie to uwiera. tak, mozesz mi powiedziec, ze sam jestem sobie winna, tylko co z tego? wychodzilam za maz majac lat 19 i glowe pelna idealow, jak byc fantastyczna zona i matka.teraz juz nie che byc taka, zreszta i tak ciagle slysze od meza, ze jestem najgorasza zolza i nie pomagaja argumenty, ze nie ma prawa tak mowic, bo nie wie jakie sa inne zony itp. nie raz slyszalam tez, ze z wczesnie sie pobralismy, ze dzis by tego nie zrobil. tylko zapomnial, ze to w jakim punkcie zycia jest teraz to wlasnie tez dlatego, ze zawsze mial moje wsparcie. kochanki itp nie ma. jak jest dobrze jako tako to twierdzi ,ze bardzo mnie kocha
      • blacklaila Re: Problem z mezem 24.03.11, 11:26
        wiesz ja wiem, ze moim problemem jest to, ze nie potrafie sobie poradzic z jego krytyka pod kazdym wzgledem, a szczegolnie mnie jako czlowieka i matki. ale nie potrafie po prostu wytrzymac naporu tylu zlych slow. placze i z wscieklosci rozwalam cos. najczesciej zdarza sie tak, kiedy mam pms, a on specjalnie mnie drazni, krytykuje.nie wiem jak sie na to uodpornic:(
      • jomat Re: Problem z mezem 24.03.11, 13:21
        Miałam podobną sytuacje. Może nie tak skrajną bo byliśmy parą i nie tyle lat. W pewnym momencie zorientowałam się, że żyję jak na bombie zegarowej i mój nastrój, humor zależy od humoru partnera. Chodziłam wokół niego na paluszkach, usługiwałam i źle znosiłam krytykę. Nie wiem jak to się stało ale w pewnym momencie przestałam żyć "nim", zaczęłam się powoli buntować i nie poddawać tej sytuacji. To JA zaczęłam być dla siebie najważniejsza!!! Najlepszy przykład to posiłki: przygotowywałam kolację, na pytanie czy będzie jadł odpowiadał, że nie po czym gdy siadałam do jedzenia ze swoim talerzem albo właśnie skończyłam jeść on mów, że jednak by coś zjadł. Wcześniej leciałam jak głupia i robiłam teraz mówię, że jest po kolacji i żeby sobie sam zrobił - jak do dziecka;) Ale działa! I tak we wszystkim! Na początku było mi trudno jak strzelał focha ale byłam twarda i on się zmienił. Myślę, że wpłynęły na to też inne rzeczy ale gdybym dłużej tolerowała takie zachowanie to pewnie miałabym jak TY. (Też się wcześnie związaliśmy). Teraz czasem też próbuję starych zagrywek tylko, że teraz to już na mnie WCALE nie działa:) Trzymam kciuki i życzę dużo wytrwałości:)
    • sorvina Re: Problem z mezem 24.03.11, 12:08
      Polecam książkę Forward Susan "Szantaż emocjonalny", pomoże Ci zrozumieć mechanikę manipulacji męża, powody dla których jesteś na nie tak podatna i wskaże jak sobie z tym radzić.

      Zawsze warto zmienić sytuację, w której jest nam źle. Mąż może nie chcieć się zmienić, jest mu tak wygodnie, ale Ty możesz zmienić swoje zachowanie, swoje reakcje i czuć się w porządku nawet jeśli on smęci. Jak on reaguje na Twoje zachowanie to jego wybór. Zamiast marudzić może się wziąć do roboty.
    • blue_romka Re: Problem z mezem 24.03.11, 14:39
      Z jednej strony nie chcesz rozmawiać z mężem, z drugiej nie umiesz się zmienić itd. Czyli chciałabyś, żeby sytuacja się zmieniła, ale najlepiej bez Twojego wkładu, tak sama z siebie. Nie da się. Duuużo pracy przed Tobą. Dobre rady otrzymałaś wyżej, zastosuj je, nie licz na cud. Jeśli nie umiesz, polecam psychologa.
          • martishia7 Re: P.S. 24.03.11, 15:50
            Taki, że masz niskie poczucie własnej wartości. Dużo ważniejsze jest dla Ciebie to jak mąż widzi i ocenia Twoje zachowanie, niż to jak sama siebie postrzegasz. Nie wierzysz w to, że możesz coś robić dobrze, dobrze jest tylko jeśli mąż to "przyklepie". Jeżeli zrobisz cokolwiek nie po jego myśli, to masz wyrzuty sumienia, że sprawiasz mu ból. To nie jest normalne. Nigdy nie jest tak, żeby wszystko wszystkim pasowało. Z drugiej strony nie masz pretensji o to, że mąż tobie sprawia poważne przykrości - jednak sobie prawa do pretensji nie dajesz. Nie widzisz asymetrii w tym związku?
          • tully.makker Re: P.S. 24.03.11, 16:10
            Oczywiscie, ze masz problem ze soba. dajesz soba pomiatac mi uzalezniasz swoje samopoczucie nie od wlasnych wartosci, tylko opini innych ludzi, a potem urzadzasz histerie i awantury.

            Gdyby mi knos przez kilkanascie lat podawal sniadanie, tez bylabym niezadowolona, gdyby pewnego dnia zarcie nie czekalo na mnie rano. Tym niemniej moje niezadowolenia z przerwania wygodnej dla mnie sytuacji nie oznacza, ze ktos mialby sie dostosowywac do moich fochow.
          • marc.el Re: P.S. 25.03.11, 13:12
            blacklaila napisała:

            > a jakiz to mam problem z soba hee..? szukasz zaczepki? nie znajdziesz jej u mni
            > e niestety:( dowalaj dalej, byle celniej,)
            i tu jest Twój problem. Jesteś zbyt ugodowa. czasami trzeba sie postawić.
            Zgadzam się z dziewczętami które wytykają Twoje błędy / problemy.

            Proponuję abys w spokoju przeczytała to co napisałaś ale jakby to było o kims innym ...
            Albo też napisz sobie to jako MĄŻ i zastanów się czemu to jednemu coś wolno a drugiemu nie??!!
          • mallard Re: P.S. 25.03.11, 22:36
            blacklaila napisała:

            > a jakiz to mam problem z soba hee..? szukasz zaczepki? nie znajdziesz jej u mni
            > e niestety:( dowalaj dalej, byle celniej,)

            Matko jedyno, co za blondi jakaś!
            Prawdę Ci Romka napisała - gdyby moja Żonka była na Twoim miejscu, to ten Twój Lolo by raz dwa w czwórkach chodził.
            Ty zapracowałaś na to co masz, więc nie kłóć się, tylko słuchaj kobiet, jak Ci mądrze radzą.
        • sorvina Re: Problem z mezem 24.03.11, 15:33
          Dalej to nie czekać aż on zrozumie, zaakceptuje i sam z siebie się do roboty zabierze, tylko asertywnie odmówić i zająć się sobą ignorując skomlenia i obnoszenie się niezadowoleniem i inne cyrki. Jak zgłodnieje to sobie te kanapki zrobi. Może za którymś razem nauczy się, że już tak dobrze nie ma. Nacisk położyć nie na to co ON robi, tylko jak TY na to reagujesz. A skoro się jęczeniem przejmujesz warto zrozumieć, jak działają manipulacje i się na nie uodpornić.

          Mój Partner należał do tych co to mamusia z kuchni wyganiała i szczytem umiejętności było zrobienie kanapki z nutellą. Przyzwyczajony do obsługi lub też zadowalania się tym minimum co ma. Na początku skakałam dookoła Niego gotując i sprzątając, z czasem mi zbrzydło. Pojawiły się pretensje, że ja się tak męczę a On nic. Na szczęście zamiast suszyć Mu głowę zrozumiałam, że sama się do tego przyczyniłam: nie komunikowałam swoich potrzeb i nie dbałam o ich realizację, nie przedyskutowałam podziału obowiązku w domu, smęciłam zamiast jasno określić co chcę by on zrobił. Przegadałam sprawę z Partnerem, wybrał co woli robić ze sprzątania, zaoferowałam naukę gotowania. Chwaliłam za postępy, spokojnie przypominałam o niewyniesionych śmieciach, odkurzeniu itp. Jak zostawił burdel na blacie stawiałam kartkę: "to my Twoje śmieci, same nie trafimy do kosza - pomóż nam! " ;) Twardo ignorowałam początkowe wyrazy cierpiętnictwa oferując czasem pomoc, ale nie robienie ZA Niego. Zaczęło się zmieniać. Teraz po 4 latach mieszkania razem SAM Z SIEBIE sprząta, gotuje co drugi dzień i nie robi z tego problemu. Nawet cieszy się, że stał się samodzielny i chwali co potrafi ugotować :)

          Jakbym się przejmowała tym, że On tak cierpi, że musi odkurzyć, to bym męczyła się dalej, a atmosfera w związku była by straszna. A tak nauczyliśmy się bardziej szanować siebie nawzajem. Ja też nie traktuje Go jako kaleki, tylko zaradnego faceta.
          • marzeka1 Re: Problem z mezem 24.03.11, 17:17
            Też uważam, że problemem nie tyle jest mąż, który po prostu przyzwyczaił się, że nie musi się z tobą liczyć, może pomiatać, strzelać fochy, a ty i tak będziesz to wszytko znosić. Problem masz tym, że POZWALASZ mu na takie zachowanie, że dzieci widzą to, jak nieważna osobą może być matka jako żona i kobieta. Jesli masz córki, cóż za fatalny przykład dla nich.

            Zacznij od zaprzestania bycia nieważną sama dla siebie.
        • szpil1 Re: Problem z mezem 24.03.11, 17:46
          Ale rozumiem, że rady pani psycholog nie dotarły? Może czas pomyśleć o tym, że te rady jednak mają sens i zacząć je stosować?
          Dziewczyny mają rację, masz problem ze sobą. Niskie poczucie własnej wartości uzależnione od tego czy mąż spojrzy krzywo czy się uśmiechnie. Jakoś tak wydaje mi się, ze nie masz własnego życia, własnych spraw. Żyjesz życiem męża. Widzisz, ze coś jest nie tak, niby chcesz coś zmienić, ale szukasz problemu nie tam gdzie on jest - to nie mąż jest problemem tylko ty.
          • marzeka1 Re: Problem z mezem 24.03.11, 17:58
            "a jakiz to mam problem z soba hee..? szukasz zaczepki? nie znajdziesz jej u mnie niestety:( dowalaj dalej, byle celniej,) "

            - w sumie dosyć znamienna była twoja reakcja na słowa blue romki, ona w żaden sposób nie zaatakowała cię, powiedziała tylko, że masz problem ze sobą, z poczuciem własnej wartości, bo trudno zrozumieć, jak można tak długo i w imię czego znosić takie gnojenie.Ona ciebie nie zaczepiała- po prostu tak postrzega to, co piszesz o swojej relacji z chamowatym mężem.
            • marc.el Re: Problem z mezem 25.03.11, 13:19
              hmm... a fe .. takie brzydkie słowa!!!

              Mąż nie jest chamowaty ... on TYLKO robi to na co ona mu pozwala!!!

              Jak ktoś jest chamowaty, to sie go ignoruje, stara się go unikac, a gdzie w jej wypowiedzi jest cos o unikaniu?? Ona potrzebuje męża aby potwierdzić swoja wartość, wydaje sie jej, że bez niego jest g........ warta ;-P


              • blacklaila Re: Problem z mezem 25.03.11, 13:33
                unikac to moge sasiada. trudno unikac wlasnego meza, z ktorym raz ze musze zyc pod jednym dachem, a dwa jak proboje go ignorowac to i tak lazi za mna i mnie obraza i prowokuje. prosby i udawanie, ze go nie ma nie skutkuja, wiec co polecasz? nie potrzebuje tez potwierdzenia wlasnej wartosci, bo je mam. co nie zmienia faktu, ze odzywa sie do mnie tak jak sie odzywa. to co mam go uderzyc w twarz?
                • marc.el Re: Problem z mezem 25.03.11, 13:44
                  noo prosze cię!!! nie bije się z nikim, tylko w obronie własnej.

                  Masz problem z małzem, a moze masz jakieś problemy mniejsze z ludźmi na zewnątrz??
                  Łatwiej nam coś zrobić z osobami na których nam nie zależy.
                  Może wypróbować cos na zewnątrz a jak się dojdzie do wprawy to dopiero w domu??

                  Umiesz jeździć na rowerze?? pamiętasz jak pierwszy raz usiadłaś na siodełko? udało się??
                  a właśnie, ze nie!!! trzeba było długo cwiczyć. za to teraz siadasz i nie zastanawiasz się jak to się robi!!!

                  A propos ćwiczen:
                  Technika Zasłona z mgły:
                  polega na bezdyskusyjnym akceptowaniu uwag krytycznych,zarzutów,przyjmowaniu wszystkiego bez jakichkolwiek reakcji, pozwala na spokojne reagowanie i niewierze się z poczuciem winy czy niepokojem.Zachowując się w taki sposób dajemy do zrozumienia rozmówcy,że nie dotykają nas jego uwagi krytyczne w taki sposób jakby chciał bo ostatecznie zmusza go do ich zaprzeczenia.

                  Tylko czy dasz radę??
                • mgla_jedwabna Re: Problem z mezem 26.03.11, 00:02
                  Na prowokacje nie odpowiadać.

                  Na obrażanie zastosować metodę zdartej płyty: "to jest obraźliwe, tak nie będziemy rozmawiać".

                  prosby i udawanie, ze go nie ma nie skutkuja

                  Co to konkretnie oznacza?
      • fajka7 Re: Problem z mezem 24.03.11, 22:03
        Wydaje mi się, że ona nie jest po prostu gotowa, żeby zobaczyć sedno, czyli, że sama to sobie zrobiła. Ale to może się kiedyś zmienić, bo może dojrzeć jeszcze z czasem.
        • pomarola Re: Problem z mezem 25.03.11, 09:46
          Ha, nawet jak się to już zobaczy, to i tak nie jest łatwo wyplenić z siebie te odruchy. Bo to są odruchy, utrwalone przez lata odruchy warunkowe, które zmuszają do tego krzątania się, podawania śniadanka, szykowania obiadków, pędzenia z pracy na łeb na szyję, żeby zdążyć przed powrotem Pana Męża uszykować posiłek, bo jak wróci i będzie musiał czekać to będzie niezadowolony. I to jest tak silne, że nawet jak Pan Mąż tak naprawdę wcale nie robi kwestii z tego, że obiad będzie za godzinę dopiero, albo i nie będzie go wcale, tylko kanapki - to czujesz się źle, bo w środku czujesz, że ZAWALIŁAŚ, miałaś wykonać zadanie i nie zrobiłaś tego.
          I to uczucie jest domiunujące, przesłania to, co jest faktycznie - czyli że mąż wcale nie obrazi się śmiertelnie, ani nie pomyśli o Tobie jak o ostatniej niezdarze i leniu - to w Tobie jest to myślenie, na niego ono niejako przechodzi, zaczyna Cię postrzegać tak jak Ty postrzegasz siebie. Błędne koło.
          Miałam podobnie, ale w dużej części udało mi się od tego wyzwolić. I świat się nie zawalił, kiedy przestałam stawać na głowie, żeby rodzinę zadowolić. Najmarniej udało mi się to z mamą, ale to inna historia trochę. Natomiast mąż paradoksalnie teraz znacznie bardziej docenia moje wysiłki, kiedy dużo mniej ich wkładam w zajmowanie się domem :) I jednocześnie dużo więcej robi sam.
          A jak ignorować fochy ? Kiedy przestaniesz myśleć źle o sobie, kiedy docenisz sama siebie, to zobaczysz, że nawet negatywna ocena męża przestanie Cię "ruszać". Na zasadzie ; "co on pierdzieli, ja tam swoje wiem - jestem cudowna" :)
          • sorvina Re: Problem z mezem 25.03.11, 09:55
            Dokładnie. Czasem jest tak, że druga osoba nie ma ochoty czegoś zrobić, tak po prostu wolałaby zająć się czymś innym, ale nie robi z tego problemu, wie że trzeba i marudząc pod nosem bierze się do roboty. To marudzenie nie dotyczy nas, ale osoba nadwrażliwa na krytykę i fochy może to tak odebrać. Druga osoba nie musi robić wszystkiego z uśmiechem na ustach, ma prawo do własnych emocji i ich wyrażania. To my musimy się oddzielić od niej i przestać wszystko traktować osobiście. Powtarzać sobie "jestem w porządku" na każde zdanie samokrytyki gdy zadbamy o siebie, aż będzie to dla nas oczywiste.
        • sorvina Re: Problem z mezem 25.03.11, 09:49
          Znacznie łatwiej jest pragnąć by to świat się zmienił. Mąż zmądrzał, zaczął szanować ją, jej pracę jej czas, dbać o nią - wtedy i ona będzie mogła uznać, ze zasługuje na szacunek. Ale to tak nie działa. Inni traktują nas tak jak im na to pozwalamy i jedynym sposobem by to zachowanie zmienić, jest zbudować poczucia własnej wartości w sobie. Ale jest to przykry proces, bo wymaga konfrontacji z całą masą niemiłych emocji i przekonań, stad tak wiele osób nie chce się tego tknąć, ale nikt tego nie zrobi za nas. Za to jak się to już przerobi, to nasze samopoczucie nie będzie zależeć od zachowania innych i sprawy takie jak prawo do dbania o siebie, czas dla siebie itp. będę oczywiste.
          • marc.el Re: Problem z mezem 25.03.11, 13:28
            sorvina napisała:

            > Znacznie łatwiej jest pragnąć by to świat się zmienił. Mąż zmądrzał, zaczął sza
            > nować ją, jej pracę jej czas, dbać o nią - wtedy i ona będzie mogła uznać, ze z
            > asługuje na szacunek. Ale to tak nie działa. Inni traktują nas tak jak im na to
            > pozwalamy i jedynym sposobem by to zachowanie zmienić, jest zbudować poczucia
            > własnej wartości w sobie.

            Typowa osobowość ofiary ??!!
            • sorvina Re: Problem z mezem 25.03.11, 16:04
              marc.el napisał:

              > Typowa osobowość ofiary ??!!

              Na to wygląda. Niestety jak się nie zna innych sposobów na życie to trudno wyobrazić sobie, że w ogóle można żyć inaczej. Że coś od nas zależy.
        • marc.el Re: Problem z mezem 25.03.11, 13:25
          fajka7 napisała:

          > Wydaje mi się, że ona nie jest po prostu gotowa, żeby zobaczyć sedno, czyli, że
          > sama to sobie zrobiła. Ale to może się kiedyś zmienić, bo może dojrzeć jeszcze
          > z czasem.
          Nie żebym się czepiał, ale to prędzej kwestia wychowania. Ona zachowuje sie tak jak zaprogramowało ją otoczenie.
          Jak ktoś jej przez całe dzieciństwo mówi, usmiechaj się prze łzy, masz być dobra nade wszystko, nie wolno walczyć o swoje,
          jesteś głupia i ja lepiej wiem,
          tylko wtedy będę zadowolona/y jak będziesz super grzeczna i pilnie się uczyła etc
          to co się dziwić??
          Ale widać już żagiel w dali w otchłani bólu, rozpaczy, poniżenia.

          Teraz kwestia, zeby nie wybuchła!!
          A może mały wypadzik z jakąs koleżanką do innej koleżanki na drugi koniec Polski??
          Tylko trzeba wyrzucić komórkę.
          Noo i pewnie wymięknie i będzie prosić małża o przepustkę ;-P
    • blacklaila Re: Problem z mezem 25.03.11, 10:44
      wszystko pieknie, ladnie. tylko jak mam wyegzekwowac to inne traktowanie? jak go zmusic do szacunku skoro prosby i jasne wyrazanie swojego zdania, ze nie ma prawa mnie tak traktowac nie przynosza skutku. co realnie moge zrobic? przeciez go nie pobije.
      • tully.makker Re: Problem z mezem 25.03.11, 10:56
        Maz bedzie cie szanowac, kiedy ty bedziesz szanowac siebie. W konkretach:

        Zastanow sie, co robisz wbrew sobie i przestan to robic. Np uwazasz, ze robieniemezowi sniadan jest nie na miejscu - przestan je robic. I trzymaj sie swojej decyzji. Tylko tyle.
      • blue_romka Re: Problem z mezem 25.03.11, 11:26
        To prawda, nie zmusisz męża do szanowania Ciebie... dopóki sama siebie nie będziesz szanować. Bo to Ty pozwalasz, żeby tak Cię traktował. Nadal uważam, że oczekujesz jakiegoś cudownego środka i nie rozumiesz, że tylko Ty sama ciężką pracą możesz poprawić swoją sytuację. Niby znasz rady, ale ich nie stosujesz, nic nie robisz.
        A co do rozmowy z psychologiem... Zabrzmiało to, jakbyś gdzieś na korytarzu zamieniła dwa zdania z jakimś domorosłym pseudofachowcem. Rozmowa nie wystarczy, czasem potrzebna terapia. Tobie szczególnie może się przydać, bo zdaje się nie widzisz istoty problemu, a więc tym bardziej go nie rozwiążesz.
        • marek.75 Re: Problem z mezem 25.03.11, 11:40
          czyli co konkretnie mam robic? na czym polega ta ciezka praca? bo sprzeciwiam sie jasno i dobitnie w wielu kwestiach, a to wywoluje jedynie kwasy i nieprzyjemna atmosfere. i co ze tego, ze mowie do meza, ze nie chce czegos sluchac, ze ma sie do mnie nie odzywac, ze go prosze, zeby nie robil tego przy dzieciach. a on to robi!!! to na czym polega to niepozwalanie na obrazanie mnie? co oprocz slow mam do dyspozycji? NIC:(
          • marc.el Re: Problem z mezem 25.03.11, 13:36
            marek.75 napisał:

            > czyli co konkretnie mam robic? na czym polega ta ciezka praca? bo sprzeciwiam s
            > ie jasno i dobitnie w wielu kwestiach, a to wywoluje jedynie kwasy i nieprzyjem
            > na atmosfere. i co ze tego, ze mowie do meza, ze nie chce czegos sluchac, ze ma
            > sie do mnie nie odzywac, ze go prosze, zeby nie robil tego przy dzieciach. a o
            > n to robi!!! to na czym polega to niepozwalanie na obrazanie mnie? co oprocz sl
            > ow mam do dyspozycji? NIC:(

            hehe pomyliło sie komuś ....
            Słuchaj skoro on wie, że Ty się pierwsza złamiesz to wykorzystuje to ... czyli .... manipulacja!!!
            A co sie stanie jak sie postawisz małżowi przy dzieciach??
            nooo tak przy dzieciach nie powinno się kłócić, bo to podważa autorytet ..... kurde jaki masz autorytet jak mąz traktuje cię jak opiekunkę do dzieci której płaci i ona MUSI wykonywac polecenia szefa??
            Naprawdę myślisz, że jak skulisz ogon pod siebie to dzieci będą szanowały ciebie??
            A co jak się napatrzą na twoje zachowanie i będą robiły tak samo jak TY??

            Ty naprawdę chcesz aby dzieciaki były takie jak TY??
            aby tak cierpiały?? aby nimi ludzie pomiatali??!! aby były nikim w swoich oczach??

            Czy ty kochasz swoje dzieci?? czego dla nich chcesz??!!
            Dzieci nie maja problemów w szkole??

          • marc.el Re: Problem z mezem 25.03.11, 13:39
            technika Zdarta płyta :
            metoda ta jest szczególnie przydatna w sytuacji gdy musimy odmówić partnerowi, który zmusza nas do nadmiernych ustępstw, do uległości.Zdarta płyta ma 2 ważne elementy przeciwstawiania się presji i manipulacji:
            a)zdanie-klucz, powtarzanie stanowczo i wielokrotnie oraz spokojnie
            b)podtrzymywanie kontaktu poprzez nawiązywanie do argumentacji partnera oraz wyrażanie własnych uczuć.W trakcie stosowania tej metody zdarza się że ulegamy emocjom, wtedy warto zdanie –klucz rozbudowac o dodatkowy elem.np.”proszę nie krzyczeć”.Koncentracja na tym prostym zdaniu pozwoli opanować własne emocje.
        • albertusia Re: Problem z mezem 29.03.11, 22:56
          Z paru twoich postow moge sobie wyobrazic jaka jestes osoba.Aktorka -grajaca role przykladnej zony i matki.A ze ta rola cie ''przerasta'',robisz sie zolza.Chodzisz naburmuszona,obrazona.Sexu nie lubisz.W takim razie nie jestes ani dobra zona,matka ,tym bardziej kochanka.Co zrobilas zeby ten sex trwal dluzej?popiescilas meza?Malzenstwo to jest milosc i zaufanie.Co ty wnioslas?Nawet sie nie ''otworzylas '' przed swoim mezem.To jest straszne.Tyle lat zyc z obcym czlowiekiem.Moja rada-z postawy roszczeniowej przejdz do postawy dajacej.Ale nie z przymusu i falszu ale z milosci.Sorry za moje ostre slowa.Powodzenia.
      • mgla_jedwabna Re: Problem z mezem 26.03.11, 00:31
        Co dokładnie przeszkadza ci w jego zachowaniu? Odpowiedz bardzo konkretnie, wtedy konkretnie podpowiemy, co z tym zrobić.

        Np. przeszkadza ci przymus robienia śniadania? To przestań robić. I nie zmieniaj tego, choćbyś usłyszała, że jesteś wyrodną suką.

        Chcesz się napić piwa? To pij.

        Nie możesz? Dlaczego?

        Twój problem polega na tym, że chcesz mieć ciastko i zjeść ciastko. Z jednej strony chcesz żyć spokojnie, zgodnie z własnymi pragnieniami (np. wyspać się rano), z drugiej pragniesz akceptacji ze strony męża. W praktyce wygląda to tak, że pragniesz, aby on zaakceptował fakt, że chcesz przestać robić śniadania, to wtedy przestaniesz. Czyli na święty nigdy.

        Wymagać od męża możesz jedynie minimum tzn. zachowania kultury osobistej. Ma prawo narzekać do końca świata, że pijesz piwo, ale nie ma prawa podnosić głosu, używać wyrazów powszechnie uznawanych za obelżywe etc. Jeśli nie jest w stanie się powstrzymać, jest to przesłanka do natychmiastowego rozwodu.

        Coś mi się wydaje, że twoje prośby i jasne wyrazanie swojego zdania, że nie ma prawa cię tak traktować są równie skuteczne, co tłumaczenie bandycie, który napadł cię w ciemnym zaułku, że to bardzo brzydko, a w dodatku nielegalnie.

        Sama widzisz, w jakim kierunku zmierzam - pewnie zaraz będziesz odpowiadać, że bez niego nie dasz sobie rady. Niby dlaczego? Czy on ci daje jakiekolwiek wsparcie? Czy tylko utrudnia normalne funkcjonowanie? Co czujesz, kiedy coś poważnie zawalisz? Ulgę, że on ci pomoże? Czy strach przed krytyką? Jak się czujesz, gdy nie ma go w domu? Tęsknisz i cieszysz się, jak wróci? Czy oddychasz z ulgą? Czy byłabyś zadowolona, gdyby jego nieobecność niespodzianie się przedłużyła? To może przedłuż tę nieobecność w nieskończoność przy pomocy conajmniej separacji?

        Jak wyglądają twoje kontakty z rodziną i przyjaciółmi? Jak wyglądają relacje twojego męża z twoją rodziną i twoimi przyjaciółmi? Może niepostrzeżenie przez te lata "pomógł" ci w rozluźnieniu więzów rodzinnych (np. wyrażając dezaprobatę wobec rzekomo zbyt intensywnych więzi)? A może wręcz przeciwnie - wkradł się w łaski wszystkich, przedstawiając ciebie jako idiotkę/wariatkę/nieodpowiedzialną matkę etc., a siebie jako podporę w tej trudnej sytuacji (i ofiarę twojego nieradzenia sobie)? Jak wyglądają twoje kontakty z przyjaciółmi, zwłaszcza tymi sprzed czasów małżeństwa? Czy nie stało się "tak jakoś", że wasi przyjaciele to w zasadzie jego przyjaciele, dla których jesteś tylko "żoną Tomka/Mariana/Grzesia"? Czy nie jest tak, że on nie znosi twojej jedynej przyjaciółki tak, że nie możesz jej nawet zaprosić do domu, a jeśli już, to pod jego nieobecność?

        Odpowiedz sobie na te wszystkie pytania i zastanów się, czy naprawdę lepiej ci z nim, czy bez niego. Jeśli mimo wszystko będziesz chciała ratować to małżeństwo, bez długiej terapii was obojga się nie obejdzie. We dwoje będziecie mieli wielkie problemy z wypracowaniem korzystnych po równo dla obojga rozwiązań, zwłaszcza wobec istniejącej między wami nierównowagi sił, nawet jeśli optymistycznie założyć dobrą wolę z obu stron - twoją, aby się "upodmiotowić", jego, aby zacząć zauważać i spełniać twoje potrzeby.

        Jeśli jednak zdecydujesz się na terapię indywidualną, lepiej trzymaj to w tajemnicy przed mężem. W razie rozwodu, w polskiej zaściankowej mentalności, twoje uczestnictwo w terapii będzie dla męża "dowodem" na to, że jesteś wariatką, która sobie nie radzi. Sąd nie musi koniecznie przychylić się do tej opinii, ale lepiej nie ryzykować. A terapia tak w ogóle ci się przyda, tylko nie możesz traktować terapeuty jako protezy męża, tzn, jako osoby, która ma ci powiedzieć, jak masz postępować w życiu.
        • sebalda Re: Problem z mezem 25.03.11, 16:12
          >w seksie poswiecam sie dla dobra meza, zeby sie zaspokoil i dal mi spokoj

          Dlaczego to robisz? Żeby Ci dał spokój. A jak się nie poświęcisz, to co? Urządzi awanturę. A mało to już awantur urządził?
          Piszesz, że nie masz niskiej samooceny. A jak to nazwiesz? Jak kobieta, która niby siebie szanuje, może tak się zachowywać? Oddajesz się bez przyjemności i z przymusu w imię czego? A może to jest odpowiedź, dlaczego mąż tylko wymaga, a nic od siebie nie daje. Ma Cie na każde zawołanie, po co ma się starać? Nie śpiąc z nim, nabierzesz tez dystansu do niego, a jemu może zaświta, że nie jesteś maszynką do zaspakajania wszelkich potrzeb.
          Co do awantur przy dzieciach. Gdy mąż zaczyna podnosić głos, wychodzisz. Wychodzisz z domu na spacer, wychodzisz do drugiego pokoju, jak leci za Tobą, idziesz do łazienki i się zamykasz. Powrzeszczy, powrzeszczy, aż w ktorymś momencie uświadomi sobie swoją śmieszność i przestanie. Odcinasz się i już. Też długo myślałam, że to jest nierealne, ale w końcu parę razy się udało.
          Gdy pierwszy raz wchodziłam na to forum, też uważałam, że gdyby tylko mój mąż się zmienił, zaczął mnie lepiej traktować, zrozumial swoje błędy, nasze życie zamieniłoby się w idyllę. Tym bardziej, że jako typowy przemocowiec psychiczny (bo tym najprawdopodobniej jest Twój mąż ze swoimi fochami), miewał przez całe nasze pożycie miesiące miodowe, więc gdyby tylko dało sie go utrzymać w takim stadium, życie byłoby sielanką. I dopiero w trakcie wielu dyskusji, na forum i poza, po przeczytaniu książki o tym traktującej, uświadomiłam sobie, że męża nie zmienię nigdy, zmienić się mogę tylko ja, a szczególnie moje nastawienie.
          Idź dzisiaj do księgarni i kup sobie książkę Toksyczne słowa, słowna agresja w związkach www.gandalf.com.pl/fragment/toksyczne-slowa-slowna-agresja-w/. Dzięki niej zrozumiesz, że to jednak Ty masz problem (nie w tym sensie, że to ty jesteś ta zła, głupia, nieudolna), że to Tobie jest źle, zatem do Ciebie należy wzięcie sprawy w swoje ręce.

          Nie do końca jestem pewna, czy nie wybielasz się kosztem męża, bowiem Twoja reakcja na tezę, że to Ty masz problem, świadczy o wielkim przewrażliwieniu na swoim punkcie. Jeśli tak za każdym razem reagujesz na męża, to może on faktycznie ma dość takich zachowań.
          W takich sytuacjach, w jakiej jesteś, dobrze mogłaby Ci zrobić terapia radzenia sobie z emocjami, które Cie przerastają. Może spróbuj poszukać jakiejś dobrej terapeutki, na pewno nie zaszkodzi.
        • fabryka.lodow.napatyku Re: Problem z mezem 26.03.11, 01:27
          marzeka1 napisała:

          > A ja dodam pytanie: rozważasz w ogóle opcję: rozwodzę się z panem, skoro tyrano
          > wi nie potrafię przestać dać się gnoić???

          chyba zartujesz, jesli nie umie odmowic zrobienia kanapek na sniadanie, nie umie sie postawic, to o jakim rozwodzie Ty mowisz?
          • marzeka1 Re: Problem z mezem 26.03.11, 11:52
            Dlatego pytam, czy w jej głowie w ogóle powstała myśl, że może jej być o niebo lepiej bez talk beznadziejnego męża? Nie radzę, pytam, bo może nigdy nie wyobrażała sobie siebie bez takiej uwięzi, a warto to sobie zwizualizować: żyję spokojnie, nie na posyłki, nikt mnie nie wyzywa, poniża, dzieci nie uczą się tego, że matka to ta nieważna, nieciekawa pani.
            • fabryka.lodow.napatyku Re: Problem z mezem 26.03.11, 17:57
              jeszcze raz przeczytaj jej pierwszy post.Pozwolilabys sobie na cos takiego? Oczywiscie, ze nie, ja tez, wiec teraz pomysl, ze ona nie mysli Twoimi kategoriami wiec jak napisalam wczesniej, wszelkie porady sa zbedne, a rozwod to wogole inna bajka
              • marzeka1 Re: Problem z mezem 26.03.11, 18:14
                No oczywiście, że w życiu nie dałabym się sprowadzić do takiej roli, z tym, że uważam, iż sprawa niekoniecznie musi być beznadziejna. Bliska mi osoba chodzi teraz na terapię, na terapii grupowej jest kobieta lecząca się z depresji. Ponad 20 lat była w domu domowym mopem i dla męża, i dla dzieci. To dzieki terapii, zobaczyła, że ona TEŻ jest ważna, szokiem dla rodziny było to, że zawalczyła o czas dla siebie i zaprzestała obsługi zdrowych, dorosłych domowników. Można? Można. Tylko trzeba bardzo chcieć zmienić swoją sytuację.
    • evenjo Re: Problem z mezem 26.03.11, 18:31
      Szkoda słów i czasu na te porady. Autorka wątku jest żywym dowodem na to, iż każda histeryczka jest misjonarzem/misjonarką braku we wszechświecie-"udowodni" każdemu, że nikt i nic nie zdoła jej pomóc, a więc nawet nie wiem jak doskonały psycholog, terapeuta, itp, itd. po co więc napisała? Ano po to, by siebie samą i wszystkich innych o tym przekonać-wszystkie wasze rady są do du...y, nic się nie da zmienić, u psychologa była, z mężem nie będzie rozmawiać-więc wszystko zostaje po staremu, ale jest poczucie, że przecież próbowała...A poza tym-kim/jaka miała by być autorka wątku, skoro sama nie ma o tym pojęcia. Za to jej mąż wie bardzo dobrze,. I gitara.
      • mgla_jedwabna Re: Problem z mezem 27.03.11, 00:10
        Słabo się znasz na toksycznych związkach. Odchodzenie od takiego męża to jak wychodzenie z nałogu, nawet przy najlepszych chęciach nie da się tego zrobić "na raz", ofiary bardzo długo będą grały w "tak, ale". Potwierdzi to każda kobieta, której udało się odejść od toksycznego męża. Tak, jak wiele trudnych działań, będzie prawdopodobnie wymagało kilku prób/podejść, ale nie można niepowodzenia traktować jako dowodu na niemożliwość. Ktoś tu porównywał to do nauki jazdy na rowerze. Od razu nie wychodzi prawie nikomu.

        Otoczenie (choćby to forumowe) lepiej by zrobiło uparcie powtarzając takiej osobie, co jest właściwym rozwiązaniem, utwierdzając jej jakże nikłe poczucie własnej wartości, wreszcie - wychwytując i wzmacniając każdy przejaw woli wyjścia z bagna. Zamiast tego wątek jest pełen klasycznego obwiniania ofiary - facet traktuje żonę jak szmatę, bo "ona mu pozwala". Myślicie, że jemu jest potrzebne jakieś jej pozwolenie? Utwierdzacie ją w przekonaniu, że jest idiotką, histeryczką, ofiarą, sama sobie nie da rady... Wiecie co? To samo mówi jej mąż. Stawiacie się w jednej linii ze sprawcą przemocy.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problem z mezem 29.03.11, 00:07
      ale jesli ja np nie wstane rano i nie zrobie mu sniadania to niby wszystko w porzadku, ale juz widze, ze niezadowolony.

      Czytając wnikliwie ten krótki fragment Pani wypowiedzi,widać wyraźnie, że to jednak są Pani problemy, a nie problemy Pani z mężem.
      Otóż bardziej zawierza Pani swojemu wyobrażeniu, że mąż jest niezadowolony niż jego pozytywnym zapewnieniom, które nic dla Pani nie znaczą. Nie może się Pani poczuć swobodnie przy mężu nie tylko dlatego, że on jest wymagający, ale głównie dlatego że mu Pani takie cechy przypisuje. A siebie koryguje i zmusza do działań, które w/g Pani zaspokoją męża, a nie Panią. Taką ma Pani nieświadomą potrzebę. Być może robi to Pani z lęku, że jego niezadowolenie, to nawet realne, to jest opinia o Pani. To rodzaj jednoznacznie złego świadectwa, z którym Pani się identyfikuje.
      Pani swoje poczucie wartości umieściła w mężu i on nim zarządza. Dlatego nie czuje się Pani jego właścicielką. Przez to mąż jawi się Pani jako ktoś nie przychylny kogo trzeba zmienić.. Ale zmiana nie nadchodzi, mimo rozmów, bo mąż nie może poczuć się adresatem tych zarzutów. Poza tym nie ma żadnej motywacji do zmiany.
      To, co może Pani zrobić to wykonać pracę nad sobą. I to nie tyle w kwestii asertywnych zachowań wobec męża, ile pracę nad przeniesieniem odpowiedzialności z męża na siebie. To nie jest równoznaczne z propozycją nie uznawania odpowiedzialności męża za jego wkład w Wasz związek . To jest propozycja skupienia się na sobie, bez poczucia bycia ofiarą. Natomiast z poczuciem, że takie działanie pozwoli Pani odzyskać wpływ nad sytuacją. I że nie pozbawia się Pani tego wpływu przypisując siłę i moc sprawczą jedynie mężowi. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • anuska_02 Re: Problem z mezem 29.03.11, 11:53
      mam taki sam problem od 8 lat. Tak naprawdę poznałam dobrze mojego męża 2 dni przed ślubem. Przekonałam sie że robię wielki błąd wychodząc za niego. Pokazał sie z tej drugiej strony. Ale już było za późno żeby to wszystko cofnąć i bardzo tego żałuję. Zaczeło się od fochów i tak mam do dziś. Poprostu nadchodzi dzień, kiedy traktuje mnie jak zupełnie nic nie znaczącą osobę. Lekceważy mnie, jest dla mnie opryskliwy. krytykuje jak nie jest ugotowane i podstawione pod nos. Nie pomaga mi w codziennych obowiązkach. Widzi jak niosę cos ciężkiego - nie podejdzie, nie weźmie. Jak wchodzimy do domu nie przepuści mnie pierwszej z dzieckim na rekach tylko pakuję sie pierwszy do domu a ja za nim. Zwracam mu uwagę ale po nim to spływa. Jestem jednym wielkim kłebkiem nerwów. 2 tygodnie dobrze miesiąc źle. Wtedy życie stoi w miejscu. O wielu sprawach decyduję sama bo nie można się z NIM dogadać. Próbowałam rozmawiać, pytałam dlaczego sie tak zachowuje a on "bo tak" taka jest zawsze odpowiedź. Po 2 latach małżeństwa powiedziałm mu, że chcę rozwodu. Byłam w 100% pewna, że tego chcę. Tylko co z tego jak usłyszałam, że i tak sie nie wyprowadzi (mieszkamy u moich rodziców) i że nie da mi rozwodu. Była poprawa bo wiedział juz czego chcę. Po 2 latach sielanki pojawiło się drugie dziecko. Zaufałam mu myslałam że będzie już dobrze ale niestety wszytko wróciło jak dawniej. Duszę się w tym związku. Jestem z nim ze względu na dzieci (bardzo przepadają za ojcem). Jedengo nie mogę zrozumieć - dla dzieci jest radosny wesoły, wygłupia sie z nimi odnosi sie do nich z szacunkiem a mnie trakuje jak swoją własność z którą robi co chce. Nawet jak pojedziemy do jego rodziców traktuje mnie jak powietrze a z nimi rozmawia normalnie. NAwet seks tak samo jak u ciebie odwali swoje odwróci się i ma w nosie. Nie kocham go czuję teraz obrzydzenie i wstręt. Obecnie nie rozmawiamy juz miesiąc ani słowa. Nawet na siebie niepatrzymy. On w jedym pokoju ja w drugim. Powiedziałm sobie dość! Nie zasługuje na to i traktuję go tak jak on mnie. Wali mnie to, że nie ma obiadu jak wracamy z pracy. Gotuję tylko dla dzieci. One są dla mnie najważniejsze i dla nich mam sens zycia. Jak zostawi butelkę czy puszkę po piwie nie sprzątam. Stoi tyg. aż pleśń się rzuci to wtedy domyśli się co z nia zrobić.Też w jego towarzystwie nie jestem sobą. Ale daję sobie radę bez jego pomocy. Wczoraj złapałam kapcia w samochodzie nawet nie zpytał czy ci pomóc. Z językiem na brodzie musiałm sama pojechać do zakładu wulkanicznego. I powiedziałm sobie, że jak będzie na jakiś czas dobrze - bo na pewno tak będzie - tzn odzyska mowę, to na pewno: - nie będzie już seksu (niewielę stracę), uprzedzę go że przed kolejym fochem ma się wyprowadzić na ten czas z domu i niech stanę na głowie to tak zrobię. Sama go spakuję i wywiozę torby do jego rodziców jak bedzie stawiał opory. Może wtedy doceni co traci!
      • tully.makker Re: Problem z mezem 29.03.11, 12:50
        Tylko co z tego jak usłys
        > załam, że i tak sie nie wyprowadzi (mieszkamy u moich rodziców) i że nie da mi
        > rozwodu.

        Rowodu w Polsce udziela sad, nie maz. A jesli ktos nie chce opusci lokalu do ktorego nie ma tytulu prawnego, to sie wystawia jego rzeczy na zewnatrz i zmienia zamki.

        Dobrze, ze sie teraz chcociaz usamodzielnilas. tak trzymac.
        • anuska_02 Re: Problem z mezem 29.03.11, 13:37
          Wiem, że udziela sąd ale nie chcę się szarpać bo to do niczego dobrego nie doprowadzi. Mam wspaniałych rodziców, którzy mnie wspierają. Do nich też się nie odzywa. Do mamy coś bąknie pod nosem a do taty wogóle. Glupio mi przed nimi, że nie czują się jak w swoim domu i szarpią sobie nerwy przez obcego faceta. Ale ze względu na mnie i dzieci nic nie mówią, nie dolewają oliwy do ognia. Kiedyś powiedział mi, że jestem jak mój tata. Przykro mi się zrobiło - bo dali mu dach nad głową, bawią nasze dzieci na zawołanie a on tego nie docenia, bo tak musi być. Może powinnam z całym gniazdem przenieść się do rodziców męża do trzech klitek. Ale nie wytrzymałambym tam sekundy. Teść codziennie przychodzi pijany do domu i robi awantury strasznie jest obrzydliwy okropnie odnosi sie do teściowej np. mówi do niej zamknij się, spierd... i takie tam nie apetyczne słowa. Nie potrafi się powstrzymać przed dziećmi. I dlatego nie mogłabym tam mieszkać ze względu na dzieci i samej siebie. Z drugiej strony mój mąż miał takie wzorce przez całe dzieciństwo a u mnie jest normalny dom bez pijaństwa i takiego odnoszenia się. Nigdy tego tematu nie porusza odkąd jesteśmy razem. Próbowałam z nim rozmawiać ale on uważa że to jest normalne. Trudno jest żyć z takim typem.
          • anusia29 Re: Problem z mezem 29.03.11, 13:42
            Dla mnie jest wielką zagadką dlaczego - wiedząc, że coś zaczyna być nie tak - kobieta decyduje się brnąc dalej, rodzi dziecko, a nawet drugie. Nie pojmuję...
              • marzeka1 Re: Problem z mezem 29.03.11, 14:34
                Weź przestań tak gadać? W antyku żyjesz, że fatum schrzanionego życia MUSI się wypełnić?
                To dom twoich rodziców, nie jego, nie wierzę, że nie można pana pogonić. Zamiast użalać się, jaka to biedna jesteś, weź życie w swoje ręce. Czy to łatwe? Nie, bardzo, bardzo trudne, ale wysiłek wart jest wszystkiego.To nie gra komputerowa, że włączysz sobie "drugie życie", masz je jedno, dlaczego upierasz się przy byciu nieszczęśliwą????
          • lusitania2 Re: Problem z mezem 29.03.11, 14:45
            anuska_02 napisał:

            > Wiem, że udziela sąd ale nie chcę się szarpać bo to do niczego dobrego nie dopr
            > owadzi.

            rzeczywiście, rozwód do niczego dobrego nie doprowadzi, przecież teraz masz wspaniałe życie i cudownym mężem.
            • marzeka1 Re: Problem z mezem 29.03.11, 14:50
              No i jaki wzór dla dzieci: mamunię można traktować jak szmatę i dalej naiwnie wierzyć, że jest dobrym ojcem. Ty zwyczajnie krzywdzisz dzieci, pozwalając by taki męski wzór wyniosły z domu. Jak myślisz, ile możesz udawać przed dziećmi? Sądzisz, że są głupie i niczego nie czają????
          • tully.makker Re: Problem z mezem 29.03.11, 15:06
            > Wiem, że udziela sąd ale nie chcę się szarpać bo to do niczego dobrego nie dopr
            > owadzi.

            No i wlasnie dlatego masz tak jak masz.

            Mam wspaniałych rodziców, którzy mnie wspierają. Do nich też się nie od
            > zywa. Do mamy coś bąknie pod nosem a do taty wogóle. Glupio mi przed nimi, że n
            > ie czują się jak w swoim domu i szarpią sobie nerwy przez obcego faceta.

            Gdyby moje dziecko mi sprowadzilo taka zaraze pod dach, to po miesiacu pognalabym oboje. Ale wy - ty i twoi rodzice - az sie prosicie, zeby wam nasrac na glowe, to czemu ty sie dziwisz?
    • mama_myszkina Re: Problem z mezem 29.03.11, 15:03
      Nie umiesz komunikowac wlasnych potrzeb, oczekujesz od meza, ze bedzie czytal w Twoich myslach (po 3 minutach wchodzi na mnie), az bije od Ciebie roszczeniowa postawa.

      Wspolczuje Twojemu mezowi. To nie on ma problem tylko Ty. Z asertywnoscia, z komunikacja i z wchodzeniem w role ofiary. Nikt nie oczekuje od Ciebie poswiecania sie, wiec nie oczekuj aureoli.
    • albertusia Re: Problem z mezem 29.03.11, 22:30
      Pierwsze pytanie ktore mi sie nasuwa po przeczytaniu twojego postu,to ''czy ty kochasz swojego meza?''.Caly czas piszesz o sobie ja to,ja tamto.Stawiasz sie w roli bidulki i cierpistki.Pytanie -co ty dalas od siebie?co zrobilas zeby ten sex byl lepszy?czy postaralas sie choc raz zeby zadowolic swojego meza (bez przymusu?)Sa rozne fora,sexuologia,problemy w malzenstwie.Mowiac mezowi ze nie potrzebujesz sexu ? ja bym chciala wysluchac twojego meza.Jezeli uwazasz ze warto walczyc o twoje malzenstwo to zacznij zmiany od siebie.Wsluchaj sie w niego?co go razi?co mu przeszkadza,rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac.Przytul,poglaskaj przeciez go kochasz?Otworz sie przed swoim mezem.To nie jest obcy czlowiek.Powodzenia.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka