Dodaj do ulubionych

Choroba toksycznego ojca

22.04.11, 21:01
Jestem córką ojca alkoholika, który dopóki mógł znęcał się fizycznie, psychicznie i finansowo nad matką. Miał liczne kochanki, a nas- dzieci traktował jak służbę. Zawsze mieliśmy kiepskie relacje, właściwie nigdy nie miałam wsparcia z jego strony. Obecnie mam swoją rodzinę, a ojciec kilka lat temu zerwał z nami całkowicie kontakty, gdyż chciał nas obciążyć winą za przyłapanie go z kochanką. My nie zabiegaliśmy o relacje, gdyż nie mieliśmy z nim miłych wspomnień, za to liczne kłopoty. W tej chwili ojciec jest ciężko chory, a ja po wszystkim, co przeszłam nie czuję siły, aby się z nim zobaczyć. Straciłam ojca wiele lat temu, a właściwie nigdy go nie miałam. Czy ktoś z Was miał podobne doświadczenia?
Obserwuj wątek
    • blue_romka Re: Choroba toksycznego ojca 22.04.11, 21:42
      Moja przyjaciółka jest DDA. Jak tylko mogła, czyli mając 19lat wyprowadziła się od ojca. Od tego czasu minęło 15 lat i nie utrzymuje z nim kontaktu (mama nie żyje). Nie wie, co się z nim dzieje i nie interesuje jej to.
      Nie do końca rozumiem, o co Ci chodzi. Nie czujesz się na siłach, aby spotkać ojca- moim zdaniem to oczywiste i zrozumiałe. Nie musisz. A masz jakieś wyrzuty sumienia, że o tym piszesz?
      • lawenda43 Re: Choroba toksycznego ojca 22.04.11, 22:30
        Tak. Jego rodzina próbuje wpędzić mnie w poczucie winy przypominając mi o moich obowiązkach. Ich zdaniem to ja powinnam się do niego zwrócić i porozmawiać. Kiedy kilka lat temu ostatni raz do mnie po pijanemu zadzwonił, aby powiedzieć mi, że jestem dno, moja kuzynka stwierdziła (rodzina z jego strony), że nie powinnam odkładać słuchawki, tylko z nim wyjaśnić. Strasznie to trudne. Niby wiem, mój mąż twierdzi tak samo, jak ty, a jednak...
    • calineczka_777 Re: Choroba toksycznego ojca 22.04.11, 23:53
      Lawenda, wydaje mi sie, ze twoje poczucie winy zbyt cie przytlacza i powoduje, ze nie myslisz racjonalnie. Z racjonalnego punktu widzenia to dla mnie wyglada tak: byl sobie tatus-alkoholik, ktory olewal swoje dzieci (ich matke zapewne tez, bo w koncu mial kochanki - jak napisalas).Tatus ten sam z wami zerwal kontakt, wiec podjal jakas decyzje ze wszelkimi tego konsekwencjami. Z tego co zrozumialam z twojego postu, to twoj ojciec sam nigdy nie wyszedl z inicjatywa, aby odnowic kontakty. A to on powinien prosic ciebie o wybaczenie za to co wam jako alkoholik zriobil. To on mial jako ojciec obowiazek opieki nad wami a z tego obowiazku sie nie wywiazal. Zamiast niego zwraca sie do ciebie jego rodzina i bezczelnie obarcza cie poczuciem winy, ze niby jests taka "zla osoba", bo sie ojcem nie zajmiesz. Wg mnie to pewnie ta rodzina ma serdecznie dosyc twojego ojca i nie chce sie nim wiecej zajmowac (notabene:czy ojciec do dzisiaj pije?) Dlatego zwala na bezczela wszystkie obowiazki dotyczace opieki na ciebie. Ty zas nie tylko, ze nigdy od ojca nie uslyszalas prosby o pomoc, ani tez nigdy ojciec cie nie prosil za krzywde jaka ci wyrzadzil (to duza krzywda bycie dzieckiem alkoholika) to masz sama wlasna rodzine, w stosunku do ktorej masz tez swoje obowiazki. Co zauwazylam w twoim poscie to nigdzie nie napisalas zeby kiedykolwiek byla pomiedzy toba a ojcem wiez emocjonalna nazywana miloscia miedzy rodzicem a dzieckiem. Nigdzie nie napisalas, ze kiedykolwiek ojciec staral sie stworzyc ci szczesliwe dziecinstwo. Reasumujac: ja nie widze powodu, zebys miala jakiekolwiek wyrzuty sumienia, bo nie zajmujesz sie ojcem. On tez nie mial wyrzutow niszczac rodzine swoim pijanstwem i zdradami z innymi kobietami. Jako DDA i tak masz zapewne dosyc dodatkowych problemow w zyciu. Proponuje skoncentrowac energie na sobie i na swojej rodzinie, zeby bledy, jakie popelnil twoj ojciec w stosunku do ciebie nie odbily sie na twoich dzieciach.
      • lawenda43 Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 00:02
        Dzięki, wszyscy bliscy mi to mówią, ja mimo wszystko po drugim telefonie od jego rodziny czuje się fatalnie.
        • sanciasancia Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 08:14
          > Dzięki, wszyscy bliscy mi to mówią, ja mimo wszystko po drugim telefonie od jeg
          > o rodziny czuje się fatalnie.
          To potraktuj to jako impuls, żeby coś dla siebie zrobić i tę sytuację zamknąć - np. na terapii.
          A ja w ogóle bym zaczęła od kupienia telefonu z wyświetlaczem telefonu dzwoniącego. Po co masz te telefony odbierać, jak i tak wiesz, co Ci powiedzą?
          • calineczka_777 Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 09:43
            sanciasancia napisała:

            > To potraktuj to jako impuls, żeby coś dla siebie zrobić i tę sytuację zamknąć -
            > np. na terapii.
            > A ja w ogóle bym zaczęła od kupienia telefonu z wyświetlaczem telefonu dzwoniąc
            > ego. Po co masz te telefony odbierać, jak i tak wiesz, co Ci powiedzą?

            Pomysl z terapia dla DDA i z wyswietlaczem jak najbardziej jest dobry. Zwlaszcza ten pomysl z grupa wsparcia / terapia dla DDA. Takich DDA jest naprawde duzo i sama sie zdziwisz ile osob ma podobne problemy z poczuciem winny w stosunku do alkoholika-ojca (czy matki, bo takie tez sa). Ja bym dodala jeszcze jedno: czasami pomaga jesli napisze sie dana wypowiedz na kartce. Tzn. napisz sobie na kartce co chcialabys powiedziec swoje rodzince ale kiedy ona dzwoni jakos nie chce ci to przesc przez gardlo (niewazne czy z poczucia winy czy ze strachu). Jesli twoja rodzinka zadzwoni i zobaczysz na wyswietlaczu telefonu jej numer to poprostu wez ta karteczke i powiedz to co tam napisane. Znam osobe chorobliwie niesmiala i nie umiejaca powiedziec "nie", ktorej ta metoda z kartka pomogla w powiedzeniu rodzinie co mysli naprawde.
    • best_bej Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 11:31
      lawenda rozumiem Ciebie doskonale. nie mam kontaktu z ojcem (na jego życzenie) od jakiś 8 lat, a teraz boję się nagłego telefonu, że chory, że trzeba się nim zająć etc. Dodam że nigdy nie było kolorowo, jako DDA możesz sobie wyobrazić. Rozstał się z nami mało elegancko, pozostawiając masę długów i plotek którym trzeba było sprostać.
      Rozumiem Twoje poczucie lojalności, odpowiedzialności, mimo skończonej terapii nadal we mnie tkiw.
      Może włożę kij w mrowisko-ale- co zrobić- chłop jest sam, schorowany, ciąży na nas obowiązek (moralny?) żeby się nim zająć? Jakim jestem człowiekiem, dzieckiem jeśli odmówię??! Jak żyć ze świadomością że własnemu ojcu nie pomogłam? Innym pomagam, a jemu nie? to przecież człowiek. Gdzie jest granica?
      To są pytania dla mnie dość dręczące...
      • lawenda43 Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 12:17
        Masz racje: ojciec jest sam i schorowany, a ma pięcioro dzieci, które mają identyczne odczucia. Zgadzam się, że nie można nikomu odmówić pomocy, ale chodzi o to, że on o tę pomoc nie prosi, nie chce zadzwonić. Chce zostać u swojej rodziny, która ma go prawdopodobnie dosyć i dlatego wpędza nas w poczucie winy, że to MY do niego nie zadzwonimy. Jestem gotowa na pomoc, ale przed zadzwonieniem do niego buntuje się całe moje ciało. Poza tym ojciec nadal obczernia nas przed swoją rodziną, że się nim nie interesujemy.
        Nigdzie chyba nie napisałam, że chcę mu ODMÓWIĆ pomocy.
        • best_bej Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 13:10
          ok. nie doczytałam a resztę sobie dopowiedziałam. bo ja się ciągle zastanawiam jak by było gdyby coś takiego się wydarzyło w moim przypadku...zastanawiam się czy mogłabym odmówić. bo na pewno chciałabym...
          a Two ojciec skoro nie chce to nie chce. a babcia niech się męczy skoro ona tak chce. dobrze że widzisz fakt że próbuje Cię wpędzić w poczucie winy. mnie rzadko się udaje to załapać.
          czy już przeszłaś terapię dla DDA?
          przepraszam za nieporozumienie.
          • lawenda43 Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 13:34
            Terapii DDA nie przeszłam, chociaż bardzo bym chciała - nie ma w naszym miasteczku. Przeszłam za to ogromną szkołę i pracę nad sobą (często z pomocą psychologa) w czasie silnego buntu mojego syna nastolatka. To naprawdę była strasznie trudna droga. Jest już o niebo lepiej, sama widzę jak się zmieniłam, chociaż nieraz daję się jeszcze zapędzić w kozi róg. Podjęłam ten wysiłek, bo bardzo zależało mi na moim dziecku. Na szczęście nie miałam kłopotów finansowych i w każdej chwili mogłam się udać do doświadczonego psychologa, który miał do czynienia z trudną młodzieżą i z niejednej mąki piekł chleb. Okazało się, że to moja przeszłość ciąży na relacjach z moim synem.
    • lawenda43 Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 12:36
      Właśnie dowiedziałam się, że zadzwonił do niego jeden z moich braci i okazuje się, że on od nas żadnej pomocy nie chce, bo nasza matka wystarczająco już mu krzywdy zrobiła. On chyba twierdzi, że wszyscy powinniśmy go poprosić, aby on od nas pomoc zechciał przyjąć.
      • sanciasancia Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 13:19
        > Właśnie dowiedziałam się, że zadzwonił do niego jeden z moich braci i okazuje s
        > ię, że on od nas żadnej pomocy nie chce, bo nasza matka wystarczająco już mu kr
        > zywdy zrobiła.
        Idealnie. Jeżeli zdecydujesz się jednak podnieść słuchawkę, możesz to metodą zdartej płyty powtarzać. Możesz też dodać, że chyba rodzina ojca nie chce go wydać na pastwę ludzi, którzy go tak skrzywdzili, wtedy, gdy ten jest biedny, chory i bezbronny. (Z mojego doświadczenia wynika, że większość ludzi po takim tekście daje sobie spokój, bo widzi, że nie dajesz sobie w kaszę dmuchać).
        A ojciec ewidentnie nie chce Waszej pomocy i nie ma sensu mu jej oferować.
        A sama zrób coś dla siebie -
    • rlena Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 19:48
      Moim zdaniem, nie jestes mu winna tego spotkania teraz,gdy jest chory. Owszem, spotkanie Wasze mialoby sens, gdybys Ty miala z tego korzysc (psychologiczna lub duchowa).
    • nutka07 Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 21:39
      Bardzo dobrze Cie rozumiem.
      Ja bym powiedziala rodzinie ojca, zeby sie nim zajeli skoro sa jego rodzina a w Twoje relacje maja sie nie wtracac. Nie mow nic wiecej, nie tlumacz sie. Nie daj sie wciagnac w zadne dyskusje, bo to bez sensu. Mozesz powiedziec, ze jezeli nie skoncza tematu/ zaczna znowu to odrazu sie rozlaczasz. I rob tak za kazdym razem.

      Opcja druga, nie odbierasz od nich telefonow.

      Ja znam osoby, ktore tez mialy przejscia z alkoholikiem i to one potrafily dawac mi uwagi, ktore byly przeciwko mojemu zachowaniu. A ja po prostu probowalam chronic siebie.

      Kiedy sie dowiedzialam, ze ojciec nie zyje poczulam ulge.

      Jezeli bedziesz miala w sobie chec zobaczenia sie z nim to idz. Jezeli bedziesz potrzebowala dla siebie czegos takiego.

      Wiedz ze sa osoby z takimi uczuciami jak Ty i w takiej sytuacji nie jest to czyms nienormalnym.
      • lawenda43 Re: Choroba toksycznego ojca 23.04.11, 22:59
        Serdeczne dzięki, Nutko. Uświadomiłam sobie, że jest tak, jak piszesz. 100% uwag mających mnie umoralnić pochodziły od osób, które mają same problemy w relacjach z rodzicami.
        Te telefony bardzo przeżywam, ale podczas rozmów nie daję zbić się z tropu i stanowczo przedstawiam mój punkt widzenia. Ojciec obwinia matkę, że przez jej wredny charakter nie ma kontaktów z dziećmi. Jego rodzina zdaje się mu wierzyć. Zapytałam wtedy spokojnie tę osobę, w jaki sposób mogłabym ja, jej zdaniem, popsuć relacje moich dzieci z mężem, gdyby czasem przyszła mi na niego złość. Bo mi wydaje się to niemożliwe.
        Tak więc wykorzystam Twoją drugą radę i po prostu na Święta wyłączę telefon.
        Na spotkanie z nim nie mam zwyczajnie siły, buntuje się cały mój organizm. Czuję strach, co znowu mogłabym usłyszeć, bo on skruchy żadnej nie czuje, a wręcz przeciwnie.
        Boję się najbardziej swojego poczucia winy w przyszłości i że znajdą się życzliwe osoby, które mnie o tej winie przekonają.

        • annb Re: Choroba toksycznego ojca 24.04.11, 12:25
          Trzymaj się dziewczyno . Poszukaj dla siebie pomocy u ludzi którzy pomagają DDA.Może w sąsiednim miescie są prowadzone takie terapie, a jak nie to szukaj dobrych książek o problemie , czytaj, analizuj.
          trzeba miec w sobie pokorę i jednoczesnie siłę aby zmierzyc się z tym że zniszczyło się życie własnej żonie a dzieciom, poki mialo się nad nimi władzę uczyniło się piekło z życia,.
          Więc lepiej obarczyc innych winą a samemu czuć się ofiarą
          Tylko że nie każdy to kupi
          Co do wyrzutów sumienia to jak wyżej-terapia. Przepracujesz problem
          I poczujesz zlosc a nie smutek że ktoś, kto Ciebie niszczył, nadal chce to robic.A kiedy poczujesz zlosc, zaczniesz chronic siebie i swoją rodzinę i odetniesz się od chceń rodziny twojego ojca.Oni go przygarnęli, oni mają problem, ale to jest ich, nie Twoj problem.


        • jakbyzona Re: Choroba toksycznego ojca 24.04.11, 19:51
          A może napisz do niego list, napisz o swoich obawach, bez obwiniania go, zycz mu zdrowia itd napisz mu swój nr telefonu i poproś, żeby zadzwonił gdy będzie czuł potrzebę porozmawiania z Tobą lub będzie chciał, żebyś go odwiedziła. Niech to on zrobi ten krok, dać Ci znać, że Cię potrzebuje, a nie jego rodzina (chyba, że jest tak chory, że nie jest już w stanie zadzwonić to jednak poszłabym ostatni raz go zobaczyć - ja poszłabym, Ty zrobisz jak uważasz).
          • lawenda43 Re: Choroba toksycznego ojca 24.04.11, 21:14
            A masz lub miałaś takiego ojca?
            • jakbyzona Re: Choroba toksycznego ojca 24.04.11, 23:09
              nie mam i nie miałam, my możemy podsunąć Ci jakiś pomysł ale to Ty decydujesz jak postąpisz,
              współczuję Ci i życzę spokoju wewnętrznego
              • lawenda43 Do autorki poprzedniego postu 24.04.11, 23:44
                Wiesz, tylko, że ja wyraźnie zadałam pytanie i prosiłam o odpowiedź osoby, które miały do czynienia z takim problemem. Po prostu nie chciałam, aby ktoś bez podstawowej znajomości tematu wpędzał mnie dodatkowo w już i tak duże poczucie winy. Zwłaszcza, że są to często osoby same uwikłane w trudne relacje z ludźmi.
                Jeśli zaś chodzi o Twój watek odnośnie męża to ośmielam Ci się doradzić z pozycji córki ojca alkoholika, że uciekałabym od takiego męża gdzie pieprz rośnie. Z uwagi na dziecko oczywiście, bo ono, niestety, nie ma wyboru.
                • laura_fairlie Re: Do autorki poprzedniego postu 25.04.11, 02:12
                  Ale Jakbyzona nie napisała nic takiego, co mogłoby wywołać w Tobie jakieś straszliwe wyrzuty sumienia.
                  • nutka07 Re: Do autorki poprzedniego postu 25.04.11, 11:16
                    Czytajac post Jakbyzony zorientowalam sie, ze raczej nie miala takich przejsc jak autorka.
                    Ona by poszla a autorka ma robic jak chce. To jest oczywiste. Propozycja listu mnie za przeproszeniem rozwalila.
                    Lawenda wg mnnie nie napisala tutaj proszac o taka rade ale chciala sie upewnic czy to co czuje jest normalne i czy ma w ogole prawo do takich uczuc. Czy brak odwiedzin u ojca i brak takiej potrzeby a wrecz niechcec w takiej sytuacji jest czyms normalnym.

                    Ja czytajac post Jakbyzony pomyslalam sobie, nastepna 'madra'.

                    Ja widze ze ona tam nie chce isc a takie komantarze to takie kamyki rzucane w ciebie. Ona potrzebuje potwierdzenia a nie tekstow zrobisz jak uwazasz, zaznaczajac ja bym zrobila inaczej. Automatycznie pojawia sie tu porownanie.
                    • nutka07 Re: Do autorki poprzedniego postu 25.04.11, 11:22
                      Zaznacze jeszcze ze nie posadzam Jakbyzony o zle intencje ;)
                      • lawenda43 Re: Do autorki poprzedniego postu 25.04.11, 12:18
                        Dziękuję, Nutka. Ja też nie oceniam jej intencji. Dosyć wyraźnie napisałam o co mi chodzi, bo denerwujące są rady ludzi, którzy nie mają w jakiejś dziedzinie doświadczenia, albo wiedzy. Muszę powiedzieć, że na forum jest mnóstwo mądrych i życzliwych osób, ale kiedy ktoś np. pyta prosząca o radę matkę zbuntowanego nastolatka, gdzie do tej pory była, to chce mi się zadać pytanie, kim jest ten pytający.
                • sowrima Re: Do autorki poprzedniego postu 25.04.11, 09:13
                  lAWENDA MOJA MAMA ODESZŁA OD OJCA, ALKOHOLIKA GDY MIAŁAM 4 LATA, ALE PAMIĘTAM JAK W NOCY Z DOMU UCIEKALIŚMY.Nigdy się nami nie interesował, kilka razy po pijaku odwiedził.Jesteśmy z rodzeństwem wdzięczni mamie, że nie zgotowała nam życia z nim.Ja wiem, ze kiedyś(o ile mnie to pierwszą nie spotka) pojadę na jego pogrzeb.Zaznaczam, że ostatni raz widziałam go jak byłam nastolatką, przez przypadek.Na twoim miejscu nie miałabym wyrzutów sumienia , absolutnie.Uważam tak jak wiele dziewczyn, ze rodzina się chce go pozbyć i chce ciebie obarczyć opieką nad nim.Nie daj się, manipulują tobą, szantażują emocjonalnie.
                  • lawenda43 Dziękuję 25.04.11, 10:00
                    Dziękuję Ci bardzo. Właśnie chodziło mi o odczucia osób, które coś podobnego przeżyły. Cały czas myślę, czy to co czuję jest normalne, czy jestem podłą egoistką. Niestety, moja mama nie odeszła od ojca i mam do niej o to żal. Teraz ona chce się nim opiekować, ale oczywiście sama nie da rady. On opowiada swojej rodzinie, jacy jesteśmy podli. Ja się STRASZNIE boję spotkania z nim. Przez całe całe życie tylko od niego usłyszałam, że jestem nikim. Jeszcze w dzieciństwie mi powiedział, że jestem niechcianym dzieckiem, bo był zły na matkę. Chyba podświadomie boję się, że nie usłyszę od niego nic dobrego, tylko pretensje, że się nim nie interesuję.
                    • mruwa9 Re: Dziękuję 25.04.11, 10:20
                      hm.. a on za to byl cale zycie szlachetnym altruista?
                      Niech sobie opowiada,. co chce. Ty moglabys opowiedziec o nim rownie wiele i wcale nie lepiej. Tylko, ze w Twoim przypadku moglabys swoja opinie uargumentowac konkretnymi przykladami, u Twojego ojca pewnie zarzuty to wytwor chorej, zapijaczonej wyobrazni.
                      Moze psychoterapia pomoglaby Ci sie uporac z demonami przeszlosci, siegajacymi w terazniejszosc, oraz pomoglaby uzbroic sie w warstwe teflonu, ktory uodpornilby cie na takie teksty i probu wzbudzenia poczucia winy?
                      Trzymaj sie i badz silna!
                    • nutka07 Re: Dziękuję 25.04.11, 11:39
                      Lawenda musisz sobie uswiadomic, ze nie jestes juz dzieckiem zdanym na laske rodzicow. Zobacz oni Ci juz nic nie moga zrobic. Jestes dorosla i to Ty o sobie decydujesz, nie oni. Korzystaj z tej mozliwosci. Twoja matka chce niesc ten krzyz dalej prosze bardzo, Ty nie musisz.
                      Okropnie denerwuje mnie podejscie typu, nie wazne jacy rodzice i co zrobili ale to rodzice.
                      To ze jest chory nie oznacza ze sie zmienil.
                    • swinka-morska Re: Dziękuję 02.05.11, 10:52
                      > Niestety, moja mama nie odeszła od ojca i mam do niej o to żal. Teraz ona c
                      > hce się nim opiekować, ale oczywiście sama nie da rady.

                      Hmm, może dobrze byłoby krótko i zdecydowanie (jeśli tylko dasz radę), zapowiedzieć matce, że nie ma co liczyć na pomoc z Twojej strony w opiece nad ojcem.
                      Podejrzewam, że wtedy jej ochota na sprawowanie opieki przejdzie jak ręką odjął.

                      Trzymaj się i myśl o potrzebach własnej rodziny - swoich, dzieci i męża.
    • bonamibo Re: Choroba toksycznego ojca 25.04.11, 12:59
      Jane, masz być dozgonnie wdzięczna ojcu za to, że cię spłodził. Rodzinie ojca powiedziałabym, żeby przestali do mnie dzwonić, bo nie potrzebuję ich porad. No ale ja nie jestem DDA.
    • rycerzowa Re: Choroba toksycznego ojca 27.04.11, 14:06
      Lawendo, rozumiem i współczuję.
      Ale:
      1. Nie możesz liczyć na to, że ojciec cokolwiek zrozumie, poprosi was o wybaczenie.
      To się zdarza tylko w tandetnych filmach.
      On jest alkoholikiem od lat, czyli jest ciężko chory. Alkohol mu "wyżarł" dziury w mózgu, jak
      to obrazowo wytłumaczył mi pewien lekarz. Tam, gdzie było miejsce na uczucia wyższe (jeśli było), jest teraz pustka.
      Twoja mama, która pewnie liczy, że wzruszy jego serce, wykazuje daleko idącą naiwność.

      2. Mimo wszystko ojciec jest członkiem społeczeństwa i ktoś się nim musi zająć.
      Pytanie - kto?
      Nie ma teraz opcji, że ktoś, za przeproszeniem, zdycha pod płotem.
      Ale zakład opieki, hospicjum, też ktoś musi załatwić.
      Jego rodzina? Jeśli był z nimi zawsze blisko, jeśli występowali z nim solidarnie przeciwko wam, to owszem. Ale jeśli to normalni ludzie, a on im się teraz zwalił na głowę, to mogą się słusznie buntować.

      Mnie spotkało coś podobnego ze strony krewniaka. Mnie żadnej krzywdy nie zrobił, bo nie mógł, mam swoje życie. Opuścił swoją rodzinę, swoje dzieci, w brzydki sposób, bardzo ich skrzywdził.
      Utrzymywałam kontakt z tą porzuconą żoną i dziećmi, potem z dziećmi tych dzieci, jak to w rodzinie. Jego skreśliłam.
      Nigdy nie zmądrzał, alkohol zniszczył w nim wszystko, co dobre.
      I oto dowiaduję się, że umiera. Sąsiedzi znaleźli mój telefon w jego notatkach ( nie tylko mój, ale nikt inny nie zareagował).
      Faktycznie, zastaję go w szpitalu, prawie bez kontaktu.
      I co miałam zrobić? Zająć się nim? W imię czego? Abstrahując od tego, że mam swoje poważne kłopoty.
      Oczywiście, zawiadomiłam dzieci. No bo kogo? Poza tym był wredny, ale alimenty płacił, a raczej je ściągano ( na szczęście zawsze pracował i zawsze dobrze zarabiał).
      Dzieci zareagowały tak jak ty, co zrozumiałe, wcale nie byłam zdziwiona ani zgorszona. Jednak coś próbowały załatwić, jakiś ośrodek. Krewniak zmarł po kilkunastu dniach, pogrzebem zajęły się dzieci.

      Już sporo czasu upłynęło od tych wydarzeń, ale pozostał jakiś osad w naszych relacjach z tymi dziećmi i resztą naszej rodziny. Jakby to była moja wina, że ja jako jedyna go odwiedziłam, ale się nim nie zajęłam. Moja wina?


    • monka79 Re: Choroba toksycznego ojca 01.05.11, 09:01
      Rzadko piszę na forum ale mam bardzo podobne doświadczenie więc się udzielę. Ojciec alkoholik-przemocowiec, najpierw wykończył swoją żonę, potem zrzucił kwestię opieki nad własną ciężko chorą matką na wnuczki, tj siostrę i mnie oraz sąsiadów. W końcu został sam, a ja niestety zostałam jego najbliższą krewną w Polsce (siostra za granicą). Doprowadził się do bardzo ciężkiego stanu, na chwilę obecną niezdolny jest do samodzielnego życia i wymaga opieki 24 na dobę. I do mnie wydzwaniają też, nie rodzina ale szpitale kolejne przerzucające sobie tego kłopotliwego pacjenta (nadal bywa agresywny), że przecież to ojciec i muszę go wziąć do siebie lub dom opieki (prywatny bo na państwowy nie ma szans) załatwić. A ja absolutnie nie mogę (i nie chcę) go wziąć do siebie. Wynajęcie opiekunki czy płacenie za dom opieki też odpada - mam własną rodzinę, dwójkę małych dzieci, w tym jedno niepełnosprawne (autyzm dziecięcy - koszty miesięcznej terapii kosmiczne i to ciągle i tak za mało). Nie wyobrażam sobie utrzymywania kogoś takiego kosztem zmniejszania rehabilitacji dziecka, zresztą mój mąż nigdy by się na to nie zgodził. Siostra "tatusia" ma gdzieś i z własnej woli niczym się nie zajmie, zresztą do niej nikt nie wydzwania bo wszyscy wiedzą, że jest za granicą i telefon za drogi. Na razie się jakoś bronię, ale po każdym telefonie ryczę. Na sam dzwonek zaczynam się już stresować, że to znowu ktoś w tej sprawie. Żeby było weselej on ma teraz częściową amnezję i niczego nie pamięta (albo udaje) tj. tego jaki był i dlaczego znalazł się w takim położeniu. Napuszczony przez szpital wydzwania do mnie płacząc jak mu źle i błagając, żebym go stamtąd zabrała. A szpital wypisze go dopiero gdy ktoś się nim będzie mógł zająć bo on nie jest w stanie sam mieszkać (czego on nie rozumie). Jak twierdzą lekarze, prawdopodobnie już nie będzie w stanie samodzielnie funkcjonować. Jednocześnie pożyć sobie może jeszcze i ze 20, 30 lat bo stosunkowo młody jest.
      Rozumiem więc Twoją sytuację. Ja mam duże wyrzuty sumienia, nie wynikają chyba z tego, że mi na nim zależy bo tak nie jest. Raczej nie umiem sobie poradzić ze społecznymi osądami - że to zawsze rodzina, że alkoholizm to choroba, że nie można tak zostawić człowieka w potrzebie, że to mój obowiązek, że ktoś na mnie naśle policję czy prokuratora, że jestem bezduszna itp.itd. Właściwie, gdyby nie choroba dziecka i to że ono potrzebuje tak bardzo mojego wsparcia i generuje takie duże koszty, już dawno bym się poddała i przywiązała sobie tą kulę do nogi. Pewnie by się to skończyło rozwodem bo mój mąż po kilku akcjach ze strony teścia zapowiedział, że on nie chce mieć z nim nic do czynienia.
      Wydaje mi się, że te telefony od rodziny to po prostu chęć pozbycia się kłopotu. Nie miałabym złudzeń - jeśli uda im się wcisnąć opiekę nad nim, już się od tego nie uwolnisz. Pytanie, czy stać Cię na to - finansowo i emocjonalnie i czy będziesz miała kogoś kto Cię wesprze w razie czego, żeby te koszty się jakoś rozłożyły. Decyzję będziesz musiała podjąć sama, na pewno nie słuchaj osób które chcą Cię wpędzić w poczucie winy a niewiele wiedzą o życiu z rodzicem alkoholikiem. Pozdrawiam

      • doctor.no.1 Re: Choroba toksycznego ojca 02.05.11, 15:04
        Droa Monko79 - Twoje zachowanie i odczucia jest dla mnie zupełnie zrozumiałe. Mam natomiast dla Ciebie i innych smutna wiadomość. W Polsce istnieje obowiązek PRAWNY do opieki nad rodzicami. Nie znam dokłądnie brzmienia artykułów prawnych, ale znam dwie sytuacje, gdzie rodzice uzyskali od dzieci zasądzone alimenty. W jednym przypadku alimenty takie wygrał ojciec, który się dzieckiem nie interesował. Więc - jesli znajdzie się upierdliwy kurator, to może on w iminu ocja domagac się od Ciebie takiej opieki.


        Natomiast - póki sąd nie zasądzi - moralnie uważam, że dziecko skzywdzone przez rodzica ma pełnie prawo nie chcieć mieć z nim żadnego kontaktu.
        • doctor.no.1 Re: Choroba toksycznego ojca 02.05.11, 15:09
          alimenty.wieszjak.pl/inne-alimenty/77873,Czy-dzieci-maja-obowiazek-placenia-alimentow-na-rzecz-swoich-rodzicow-.html
          • mruwa9 Re: Choroba toksycznego ojca 02.05.11, 15:22
            ale z tego, co sie orientuje, mozna sie od tego obowiazku wykrecic w sytuacji, gdy rodzic wczesniej razaco nie wywiazywal sie ze swoich rodzicielskich obowiazkow wobec dziecka. Moja znajoma miala meza alkoholika, ktory po prostu wyszedl z domu i nie wrocil, olewajac cienkim sikiem swoj obowiazek alimentacyjny. I tak sie staczal przez wiele lat, az kiedys , po pijaku, mial wypadek, ciezki uraz czaszki, po ktorym spedzil pare tygodni na OIOMie i neurochirurgii. Gosc, oczywiscie, nieubezpieczony, od wiekow nie pracowal, wiec szpital wyslal rachunek jego bylej i doroslemu wowczas juz (choc ciagle studiujacemu) synowi. Odeslali rachunek z wyjasnieniem, ze przez ostatnich ponad 20 lat ojciec zlamanego grosza nie wylozyl na swoje dziecko, wiec z pewnoscia mial z czego zaoszczedzic na wlasne leczenie. Amen. Na tym sprawa sie skonczyla.
          • annb z naciskiem na 02.05.11, 15:23

            Niegodność alimentacji
            Zdarzają się przypadki, kiedy rodzice nie interesowali się swoim dzieckiem przez całe życie, a nawet opuścili je. W momencie kiedy dzieci dorosły i dobrze poradziły sobie w życiu, wyrodny rodzic zgłasza żądanie o alimenty.

            W takim przypadku dziecko może powoływać się przepisy prawa cywilnego dotyczący naruszenie prawa podmiotowego. W tej sytuacji dziecko może podnosić, że roszczenie rodzica o alimenty stanowi nadużycie przysługującego mu uprawnienia. Domaganie się bowiem przez niego alimentów jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
        • sabciasal Re: Choroba toksycznego ojca 03.05.11, 18:05
          jeżeli ojciec bądź dom pomocy społecznej (bo pewnie w końcu tam trafi, skoro jest niesamodzielny) wystąpi z roszczeniem o alimenty, można się zwolnić wskazując na sytuację z dzieciństwa i zaniedbywanie przez ojca. w znanych mi przypadkach - poza ciężkim alkoholizmem rodzica - istniał dodatkowo stan nieutrzymywania kontaktów, niewspierania przez tego rodzica dzieci w żadnej formie (ani finansowej ani psychicznej na przykład życzeń urodzinowych itp.). Sąd oparł się na przesłuchaniu świadków oraz aktach sprawy rozwodowej rodziców (istniały jeszcze w archiwum). roszczenie zostało oddalone w stosunku do wszystkich dzieci.
          poczytaj o aktualnym stanie prawnym, bo pewnie na takim roszczeniu ze strony instytucji opiekującej się ojcem się skończy. musisz sie przygotowac, na przykład nie niszczyć dokumentów które posiadasz (na przykład o leczeniu, pobiciach, itp.), braku alimentów (dowód wypłaty przez fundusz alimentacyjny na przykład( no i ewentualnie pomyśleć o świadku.
          a co do meritum sprawy - trzymaj się i nie poddawaj presji. dotyczy to zresztą również założycielki wątku.
          • monka79 Re: Choroba toksycznego ojca 03.05.11, 18:32
            tak, wiem że pewnie skończy się sprawą o alimenty. Wydaje mi się nawet, że instytucje opieki społecznej mają obowiązek poszukiwania najbliższej rodziny i starania się by ta przejęła opiekę lub finansowanie pobytu takiej osoby w domu opieki. Sama też słyszałam o wypadkach, gdy nawet w podobnej sytuacji jak moja, rodzicowi były jednak zasądzane alimenty, nawet jeśli tylko symbolicznie. Gdyby nie choroba dziecka, pewnie zobowiązałabym się do płacenia jakiejś niewygórowanej kwoty w zamian za święty spokój i unikanie rozpraw sądowych i rozgrzebywania brudów. Tak szczerze to nawet chciałabym już dostać ten pozew i przestać się zamartwiać oczekiwaniem, zamiast odbierać ciągle jakieś telefony, że mam się nim zająć, włącznie ze straszeniem policją i sądami. Bo na razie to wszystko rozchodzi się o konieczność opieki nad nim, na razie nie ma szans na dps, a do prywatnego domu opieki nikt go nie wyśle, skoro nie ma kto płacić. Mam jedynie nadzieję, że w żaden sposób nie mogą mnie zobowiązać do osobistej opieki nad tym człowiekiem :-(
            • annb Re: Choroba toksycznego ojca 03.05.11, 22:03

              >Mam jedynie nadziej
              > ę, że w żaden sposób nie mogą mnie zobowiązać do osobistej opieki nad tym człow
              > iekiem :-(

              nie, nie mogą
              Trzymaj się, i nie daj się
              Straszyc policją? a któz jest taki mądry?
              aha, stalking jest nareszcie karalny
              Poinformuj o tym tych, którzy zakłocają Twój spokoj
              prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/490676,3_lata_wiezienia_za_stalking_sejm_przyjal_ustawe.html
              I też ich postrasz policją

            • sabciasal Re: Choroba toksycznego ojca 04.05.11, 13:46
              Gdyby nie choroba dziecka, pewnie zobowiązałabym się do płacenia jakiejś niewygórowanej kwoty w zamian za święty spokój i unikanie rozpraw sądowych i rozgrzebywania brudów


              to nie byłoby dobre ze strategicznego punktu widzenia. Jeżeli dziecko czuje się zobowiązane do finansowania rodzica kwotą 50 zł, zawsze można wystąpić o zwiększenie do 500. Chodzi o istotę: nie poczuwasz się bo jest to sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Bądź czujna w trakcie wywiadów środowiskowych (obowiązkowe przed umieszczeniem w placówce), najlepiej odmów informacji powołując się właśnie na brak kontaktów i toksyczną przeszłość. W jednym ze znanych mi przypadków mops potraktował wywiad jako formę zainteresowania i na to powoływał się w decyzji.
              zgadzam się, że najlepsze byłoby załatwienie tej sprawy sądownie. Ale chyba nie masz wyjścia innego niż czekanie.
    • burza4 Re: Choroba toksycznego ojca 04.05.11, 15:43
      Nie doświadczyłam sama, ale miałam możliwość obserwacji podobnej taktyki szantażu moralnego i skutków dla osoby poddanej takiemu "praniu mózgu".

      Radę mam jedną - nieodbieranie telefonów w ogóle, ewentualnie zmianę numeru. Mówię serio - widziałam do jakiego stanu doprowadzić może nękanie przez rodzinkę. Niby wiesz, że tak naprawdę to chcą jedynie zdjąć sobie kłopot z głowy i zaopiekować się nim cudzymi rączkami. Ale i tak odchorowujesz każdą rozmowę.

      Najgorsza jest postawa matki, jeśli ona się zaangażuje - trudno będzie ci się radykalnie odciąć:(, ale próbuj dla własnego zdrowia psychicznego chronić swoją rodzinę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka