Dodaj do ulubionych

Pani Agnieszko proszę o opinię!

14.06.11, 19:15
Mamy prawie 4-letni staż małżeński, dwoje małych dzieci i kryzys w związku. Zdiagnozowaliśmy nasz problem- mamy różne potrzeby. Ja jestem rodzinna, mam dużą potrzebę bliskości, obecności męża, a mój mąż nie ma potrzeby bliskości, stawia na pracę i karierę (przy tym cały swój wolny czas poświęca nam i robi to z przyjemnością). Problem w tym, że praca zajmuje mężowi 10-12 godzin dziennie, czasem weekendy.
Zapytam wprost: czy przy takiej różnicy w kwestii fundamentalnej jest sens budować dalej związek? Jeśli tak, to w jaki sposób? Kochamy się, jak jesteśmy razem jest nam dobrze, są dzieci. Jednak na swoje potrzeby nie ma się wpływu, niezaspakajane będą się odzywać pewnie przez całe życie.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 14.06.11, 20:13
      A mąż może sobie pozwolić na pracowanie 8 godzin? Znajdzie taką pracę? Ty ile godzin jesteś w pracy?
      • pa.prot.ka1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 14.06.11, 21:49
        Ja pracuję ok. 6-7 godzin. Mąż lubi swoją pracę, rozwija się tam itd. i nie ma motywacji do zmiany.
        • verdana Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 14.06.11, 23:26
          Nie, to nie ma szans. Żadnych.
          Bo żadąnie, aby facet, ktory i tak angazuje się w sprawy rodzinne, przestał pracować tam gdzie lubi i siedział w domu oznacza, ze kazdej ze stron na tej drugiej nie zalezy. Zależy jej na sobie - potrzeby mają być zaspakajane kosztem drugiej strony.
        • kropeczka455 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 14.06.11, 23:49
          pa.prot.ka1 napisała:
          > Ja pracuję ok. 6-7 godzin. Mąż lubi swoją pracę, rozwija się tam itd. i nie ma
          > motywacji do zmiany.

          To egoistyczne z Twojej strony bo chcesz ograniczyć mężowi rozwój oczekując rezygnacji z tego co lubi. W dzisiejszych czasach tylko urzędnicy na państwowych posadach pracują 8 godzin wykonując nudna prace za marne grosze. Tylko ze wówczas zyskasz zgnuśniałego, marudzącego i warczącego na Ciebie i dzieci faceta.
          CZY TEGO CHCESZ??





          • pa.prot.ka1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 10:15
            Nie rozumiemy się, dlatego swoje pytanie skierowałam głównie do eksperta.
            Nie jestem egoistką i niczego od męża nie wymagam (gdzie to napisałam, verdano, kropeczko?). Każde z nas ma pewne fundamentalne potrzeby, na które nie mamy wpływu, tacy jesteśmy i już, niczyja to wina. Jeśli mąż nie zmieni pracy, to moja potrzeba będzie niezaspokojona, jeśli zmieni, nie zaspokoi swoich potrzeb. Dlatego pytam, głównie psychologa z jego wiedzą i doświadczeniem, czy można mimo tego budować związek, a jeśli tak, to jak?
    • zuzi.1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 14.06.11, 23:29
      Poszukaj sobie kogos do pomocy przy dzieciach i w tym czasie skupiaj się głównie na sobie i swoich potrzebach, rób w tym czasie dokładnie to co lubisz, to Cie odstresuje, zaczniesz inaczej patrzec na obowiązki i na świat wogóle. Masz na pewno ciężko, gdy mąż jest ciagle w pracy, ale skoro tyle pracuje to na pewno niezle zarabia i możesz sobie pozwolic na wiele przyjemnosci.Zacznij najpierw myslec o sobie, zacznij sobie robic przyjemnosci, zadbaj o siebie i swoją radosc, wówczas łatwiej będzie Ci zniesc b. duzo pracujacego męża, a taka praca po 12 h dziennie w niektórych firmach głównie korporacjach to niestety norma...Nie wiń Go za to, może inaczej nie może lub nie potrafi, tłumacz mu swoje potrzeby i żeby kiedy to tylko możliwe urywał się z tej pracy jak najszybciej. Zachęc go sprytnie do tego, wyslij mu mms'a z sobą w roli głównej w nowej super bieliznie ze słodkim dopiskiem, ze na niego czekasz. Rozgrzej atmosfere w związku, wynajmij opiekę do dzieci, zapros męża do fajnej knajpki i np. na seks do hotelu czy zajazdu, urozmaicaj wasze zycie i doznania męża a wówczas i Jemu ten pracoholizm troszeczkę się zmniejszy. Mam taką nadzieję. Nie obrazaj się na niego, nie tędy droga, nie rozchodz się z nim, bo z tego co piszesz, to trochę szkoda. facet się trochę zagalopował z pracą, ale to jeszcze nic straconego, uwiedz swojego męża tak jak to było przed ślubem lub gdy jeszcze nie było dzieci, przypomnij sobie ten czas i działaj. Powodzenia, daj sobie na luz i pozwól zadziałac swojej wyobrazni, wówczas i mąz powinien się zmienic i zmienic swoje podejscie do pracy.
      • sebalda Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 10:43
        >(przy tym cały swój wolny czas poświęca nam i robi to z przyjemnością)

        Przeczytaj sobie parę razy ten fragment swojej wypowiedzi. Przemyśl to i skup się na tym.
        To naprawdę ważne. Ja wiem, że Ty nie obwiniasz męża, że go rozumiesz, ale trudno Ci zaakceptować jego nieobecność przez cały dzień. I to juz dobrze rokuje, bo gdybyś skupiala się na jego winie, rzeczywiście Wasz związek byłby zagrożony. Jeśli jest zrozumienie, ale trudno coś zaakceptować, może jest jeszcze czas na wspólną prace nad problemem.
        Spróbuj spojrzeć na to z innej strony. Załóżmy, że mąż zechce wziąć pod uwage Twoje potrzeby i skróci czas pracy. Poświęci się dla Ciebie. Czy sądzisz, że te godziny oddane Tobie kosztem pracy, ktorą lubi (to w dzisiejszych czasach rzadkość i cenny dar) będą nadal godzinami przez niego cenionymi i sprawiającymi mu przyjemność, jak jest do tej pory? Nie boisz się, że on przez to zgorzknieje? Chcesz go takim?
        To jest trochę tak jak z matkami, które mają dylemat, że przez to, ze wrócily do pracy, spędzają z dziećmi mniej czasu. A ja jestem zwolenniczką dbania o jakość, a nie o ilość. Bo co z tego, że kobieta się poświęci i zostanie w domu, gdy będzie tęskniła do ludzi, do aktywności? Prędzej czy później może stać się bardziej nerwowa, pobudliwa, niezadowolona z życia, a to może się odbić na jakości jej kontaktów z dzieckiem. I czasami matka pracująca, spełniająca się w pracy może więcej zaoferować dziecku po powrocie z pracy, gdy jest stęskniona za dzieckiem, gdy jednocześnie spełniła się w pracy, gdy jest zadowoloną z życia kobietą. Mniej czasu nie oznacza automatycznie gorszej jakości życia, kontaktów ze współmałżonkiem i dziećmi. Spróbuj na to spojrzeć z tej strony.
        Pomyśl też o mężczyznach, ktorzy dużo pracują, po pracy albo chodzą jeszcze sie wyluzować ze znajomymi w barze albo wracają zmęczeni i odmawiają zaangażowania w życie rodzinne. I uważają, że mają do tego prawo. I tu znowu przeczytaj sobie ten fragment swojej wypowiedzi, ktory przytoczyłam.
        • pa.prot.ka1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 14:17
          sebalda napisała:
          >Załóżmy, że mąż zechce wziąć pod uwage T
          > woje potrzeby i skróci czas pracy. Poświęci się dla Ciebie. Czy sądzisz, że te
          > godziny oddane Tobie kosztem pracy, ktorą lubi (to w dzisiejszych czasach rzadk
          > ość i cenny dar) będą nadal godzinami przez niego cenionymi i sprawiającymi mu
          > przyjemność, jak jest do tej pory? Nie boisz się, że on przez to zgorzknieje? C
          > hcesz go takim?

          Ależ właśnie o to chodzi! Myślę, że gdybym mu powiedziała: "Zmień pracę, bądź więcej w domu", to by to zrobił. Tylko że ja świadoma jego potrzeb nigdy tak nie powiem. Cały czas mnie nie rozumiecie. Nie chodzi mi o wymuszenie na mężu czegokolwiek. Chodzi o to, że nasze potrzeby się rozmijają, dlatego sytuacja jest tak trudna.
          • sebalda Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 15:53
            Paprotko, choć Twój problem wydał mi się wydumany i wyolbrzymiony, wykazałam się maksimum zrozumienia, bo nawet jeśli z mojego punktu widzenia jakiś problem jest nieistotny, próbuję mimo wszystko zrozumieć druga stronę. I mimo wykazania się tym zrozumieniem, nadal jesteś na nie. Odbieram Cię zatem jako osobę, ktora CHCE mieć problem. Mąż cały wolny czas oddaje chętnie i z przyjemnością rodzinie, ale to wciąż za mało. Uważam, że jesteś malkontentką, szklanka jest zawsze do połowy pusta. Chcesz go mieć więcej, ale nie chcesz na nim tego wymuszać, chcesz, żeby miej pracował, ale nie chcesz, żeby był niezadowolony, zawsze, kurna, coś. Z takim nastawieniem faktycznie ciężko coś poradzić. Jak będziesz miała domatora, to za jakiś czas możesz narzekać, że niezaradny i nieambitny.
            Jak wychodziłaś za niego nie było wiadomo, że lubi pracę, jest pracowity, zależy mu na karierze? Zmienił się ostatnio diametralnie?
            • aadzia21 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 20:39
              Niektórym to trzeba chyba dużymi literami pisać.
              Ludzie się z grubsza dzielą na domatorów i karierowiczów. Autorka najwyraźniej należy do pierwszych, jej partner do tych drugich. Czyli kanał. Jakby nie było, będzie źle. Nie wróżę takiemu małżeństwu, bo to jest niedobranie na podstawowej płaszczyźnie. I nie ma tu znaczenia, sebaldo, czy autorka jest pesymistką, lubi koty, czy nosi szpilki.
              A, i spędzania całego wolnego czasu przez męża z rodziną bym nie gloryfikowała. Skoro facet jest 10-12 h/dz. w pracy, również weekendy, to łatwy rachunek ile tego czasu dla rodziny jest.
    • asia_i_p Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 10:33
      To zależy. Czy w tym czasie, kiedy jesteście razem, twoja potrzeba bliskości jest zaspokojona? Jesteście w stanie wejść na taki poziom porozumienia, żebyś czuła, że jesteście blisko, czy przez cały czas czujesz barierę?
      Bo jeśli problemem jest tylko czas - masz bliskość 3 godziny na dobę, a chciałabyś siedem - to myślę, że da się tak funkcjonować. Da się wypracować logiczny kompromis - OK, jedziesz w sobotę do pracy, ale w niedzielę wyłączasz komórkę, czy coś tam. Ale jeśli w ogóle nie dochodzicie do tego stopnia bliskości, o który tobie chodzi, to jest już gorzej.
      A tej pracy warto też się przyjrzeć ze względu na męża - bo jeśli go po prostu cieszy, nie obciąża, to OK, ale jeśli to jest pracoholizm i przekonanie, że bez niego jego zakład pracy upadnie w przeciągu doby (mój tato tak ma), to to nie jest zdrowe.
    • tully.makker Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 11:10
      Twoj maz wie, ze nie musi starac sie i zabiegac o ciebie, bo ty zyjesz tylko na nim, na niego czekasz i nie jest w stanie zasppokoic swoich potrzeb emocjonalnych bez jego obecnosci. Co najwyzej moze sie czuc podduszony twoim wiecznym byciam w potrzebie.

      Malzenstwo i rodzina to wazna sfera zycia, ale to nie oznacza, ze powinna sie stac naszym calym swiatem. Znajdz sobie jakies zainteresowania, podejmij dzialania nie jako zona czy matka, ale kobieta, czlowiek - poczujesz sie bardziej spelniona, a i dla meza bedziesz bardziej atrakcyjna partnerka - a nie roszczeniowym ciezarem.
      • pa.prot.ka1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 14:19
        tully.makker napisała:

        > Twoj maz wie, ze nie musi starac sie i zabiegac o ciebie, bo ty zyjesz tylko na
        > nim, na niego czekasz i nie jest w stanie zasppokoic swoich potrzeb emocjonaln
        > ych bez jego obecnosci. Co najwyzej moze sie czuc podduszony twoim wiecznym byc
        > iam w potrzebie.
        >
        > Malzenstwo i rodzina to wazna sfera zycia, ale to nie oznacza, ze powinna sie s
        > tac naszym calym swiatem. Znajdz sobie jakies zainteresowania, podejmij dzialan
        > ia nie jako zona czy matka, ale kobieta, czlowiek - poczujesz sie bardziej spel
        > niona, a i dla meza bedziesz bardziej atrakcyjna partnerka - a nie roszczeniowy
        > m ciezarem.

        Twoje założenie, że żyję na mężu, nie mam innych zajęć i zainteresowań jest błędne. Natomiast Twoja rada, żeby potrzebę bliskości zaspokoić na przykład lepieniem garnków ceramicznych (czy innym zajęciem), to jakby powiedzieć głodnemu, że jak poskacze na jednej nodze, to mu się jeść odechce.
        • tully.makker Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 14:39
          Natomiast Twoja rada, żeby potrzebę bliskości zaspokoić na przykład lepien
          > iem garnków ceramicznych (czy innym zajęciem), to jakby powiedzieć głodnemu, że
          > jak poskacze na jednej nodze, to mu się jeść odechce.

          To moze zainyteresuj sie, jak moglabys zaspokoic swoje jakze wybujale potrzeby emocjonalne bez obciazania nimi meza? Moze dobrze by co zrobil wolontariat w hospicjum, albo chociaz schronisku dla zwierzat? Czy tez tak jestes nastawiona na branie, ze wizja dania z siebie czegos tym, co maja prawdziwe problemy i potrzeby tez ci nie pasuje?
          • blue_romka Tully, 15.06.11, 15:15
            jesteś niesprawiedliwa jak rzadko. Dlaczego tak negatywnie oceniasz autorkę? Dlaczego jej potrzebę bliskości nazywasz "wybujałą", a jego 12-godzinną dziennie+weekendy potrzebę robienia kariery tak nie nazwiesz? Autorka jest Twoim zdaniem nastawiona na branie, a mąż prawie nieprzebywający w domu jest Twoim zdaniem nastawiony na dawanie? Poza tym co to w ogóle za ocena? Ich potrzeby są równoważne.
            Do autorki: jak dla mnie sytuacja patowa, nie widzę dobrego rozwiązania. Może Pani Agnieszka rzeczywiście coś podpowie.
            • tully.makker Re: Tully, 16.06.11, 14:19
              Obracam sie w srodowisku, w ktorym pracuej sie dlugo. Oczywiscie, teraz, jako ososba z wyrobiona pozycja zawodowa nie siedze juz w robocia godzinami, ale zdarza mi sie pracowac po 10 - 12 godzin, zdarza mi sie tez pracowac w weekendy - miewam takie okresy, jak np w styczniu, kiedy wyjezdzalam na wszystkie weekendy w miesiacu. Oczywiscie, ja czuje, ze warto, bo wykonuje prace, ktora jest zgodna z moimi wartosciami i zainteresowaniami. Podobnie pracuje moj partner, i z tego, co widze, to takze 99% naszych znajomych.

              Gdyby autorka watku zalila sie, ze wszystkie obowiazki sa na jej glowie, bo maz realizuje sie wylacznie zawodowo, to przyklasnelabym jej z calego serca. Sama egzekwuje od partnera 50% udzial w obowiazkach domowych bez cienia litosci - a teraz nawet, gdy jestem w ciazy - wiekszy. Ale jej problemu nie jestem w stanie zrozumiec, bo zacznijmy od tego,z e nie zrozumiem osoby, ktora pracuje na pol gwizdka. W zyciu - i to moje wielkie ograniczenie - nie zrozumiem osoby, ktora nie potrafi poprzez sroznicowane wiezi spoleczne ( partner, dzieci, rodzice, tesciowie, rodzenstwo, i co najwazniejsze, znajomi i przyjaciele) zapewnic samej sobie zaspokojenia swoich potrzeb emocjonalnych. oczywiscie, inna sprawa, gdy dobrej woli ze strony partnera nie ma. Ale tu jest - jest potrzeba przebywania razem - maz caly wolny czas poswieca rodzinie.
              • momajo Re: Tully, 16.06.11, 16:26
                Podsumowując:nie rozumiesz ludzi,którzy są inni niż ty.
                W twoim związku jest ok,bo oboje z partnerem macie takie samo podejście do pracy.Autorka wątku i jej mąż różnią się od siebie pod tym względem.I mają problem.Facet pracuje po 14 godzin na dobę,musi spać,jeść,myć się,korzystać z toalety.Na pewno ma ochotę zrobić coś dla siebie,gdyby nie miał zainteresowań i swojego życia,to byłby koniec świata.Ile czasu zostaje więc dla rodziny?14 godzin pracy,powiedzmy 6 godzin snu,zostaje 4 godziny na życie,nie tylko rodzinne.
                Zrobiliście z dziewczyny nudnego,pozbawionego ambicji pasożyta,bo dla niej życie rodzinne to nie tylko ustalenie,kto ma zapłacić rachunki i zostać z dzieckiem,bo nie spala się w pracy,tylko chce zachować życiową równowagę między różnymi sferami życia.
                • tully.makker Re: Tully, 16.06.11, 16:58
                  Widze, ze lubisz przesadzac. Autorka watku pisze o 10 - 12 godzinach, tobie juz uroslo do 14. A to naprawde spora roznica.

                  Ja na miejscu autorki martwilabym sie raczej tym, ze ona nie ma ambicji zawodowych co odbije sie na jej dochodach i co za tym idzie, mozliwosci podejmowania decyzji zyciowych w kwestii niesatysfakcjonujacego ja zachowania meza.
                  • momajo Re: Tully, 16.06.11, 17:26
                    O 14 godzinach przeczytałam w poprzednim wątku autorki,nie są moim wymysłem.
                    Ambicje życiowe to nie tylko sukces zawodowy i kasa.Powiem więcej,podziwiam ludzi,dla których wyznacznikiem szczęścia jest coś więcej niż awans i nowy samochód.Są tacy ludzie,naprawdę!Praca jest ważna,sama w sobie.Pieniądze też są ważne.O ludzkiej wartości decyduje jednak znacznie więcej.Weźmy takiego Van Gogha.Umarł w nędzy.Czy to znaczy,że był zerem?
                    Dla mnie pracoholizm to takie samo uzależnienie jak każde inne.Człowiek oddaje się maksymalnie pracy,żeby np.podkreślić swoje znaczenie,bo inaczej nie wierzy w siebie.Potrzebuje ciągle dowodów na to,że jest dobry.Zagłusza pustkę w sobie.
                    Mąż pracuje,zarabia,więc nie można go skrytykować,niczego już od niego wymagać.
                    A w przesadę raczej ty popadasz,dopowiadając sobie fakty.Skąd wiesz,czy ona ma ambicje zawodowe czy nie?Nie w każdym zawodzie trzeba pracować po kilkanaście godzin,żeby coś osiągnąć i zająć lepszą pozycję przed innymi szczurkami.
                    • tully.makker Re: Tully, 16.06.11, 23:06
                      Znalazlam link do porzedniego watku i rzeczywiscie, tam mowa o 14 godzinach. Tu juz o 10 - 12, czyli w koncu mamy jakis postep?
                      Wiesz, nie kazdy pracuje dla pieniedzy. Ja np bardzo sobie cenie oczywiscie godziwe zarobki, ktorych zrodlem jest moja praca, ale moglabym zarzadzac projektami komercyjnymi za 2 - 3 razy wiesze pieniadze. Wybralam prace w sektorze non profit, bo wazne sa dla mnie wartosci, ktore w tej pracy realizuje. Nie wiemy, gdzie pracuje maz autorki watku, czy bawi go wyscig szczurow, czy tez widzi w swoje pracy glebszy sens i spelnienie intelektualne, czy nawet moralne.
                      Co nie znaczy ze nie ciesze sie nowym samochodem :-P

                      O ile tak jak pisalam wyzej, rozumialabym pretensje o brak udzialu w pracach domowych czy tez o zaniedbywanie potrzeb dzieci, o tyle nie rozumiem doroslej osoby ktora zaspokojenia potrzeb emocjonalnych zada wyalcznie od jednej osoby zwlaszcza gdy jak sama pisze, maz przejawia starania o zaspokojenie tych potrzeb.
                      • momajo Re: Tully, 17.06.11, 09:31
                        A mnie się wydaje,że mamy tu problem nadinterpretacji.Autorka bardzo wielu rzeczy,o które jest posądzana,nigdzie nie napisała.Przeciwnie,celowo skupiła się tylko na relacjach z mężem,co nie znaczy,że innych relacji międzyludzkich nie ma w jej życiu.I jak już pisałam,to że mamy fajnych przyjaciół i ciekawe zajęcia w ciągu dnia to jedno,a życie rodzinne - to zupełnie osobna sprawa.Dziewczyna ma takie a nie inne potrzeby i prawo do ich zaspokojenia,jak każdy inny człowiek.
                        Ale ona sama się już nie wypowiada,a rola rzecznika średnio mi pasuje:p
                        • tully.makker Re: Tully, 17.06.11, 11:35
                          Dziewczyna ma
                          > takie a nie inne potrzeby i prawo do ich zaspokojenia,jak każdy inny człowiek.

                          Nie wydaje mi sie, zebysmy mogli twierdzic, ze wszystkie nasze potyrzby powinny byc zaspokojana tylko z tego tytulu, ze je posiadamy. Mamy za to obowiazek aktywnie sie starac o to, by te potrzeby sami zaspokoic - przez odpowiadajace naszym potrzebom wybory zyciowe na pierwszym miejscu, a takze posiadanie alternatywnych strategii ich zaspokajania, gdyby sprawy nie szly po naszej mysli ( a czy kiedykolwiek ida?).

                          Pogodzmy sie tez z sytuacja, ze jesli ansze potrzeby odbiegaja od przecietnej, czy to w natezeniu, czy rodzaju, to mozemy przezyc zycie pelne rozczarowan i miec na koniec poczucie jego zmarnowania.

                          To tak aksjologicznie.

                          A praktycznie - kazdy - KAZDY facet bedzie wczesniej czy pozniej uciekal od kobiety, ktora domaga sie jego obecnosci i w niej widzi jedyny sposob na emocjonalne spelnienie. Zainteresowanie meza wlasna osoba i spedzaniem z nami czasu trzeba umiejetnie podsycac - jesli nie ma sie takich wrodzonych umiejetnosci to nalezy poszukac odpowiednich porad w literaturze psychologcznej. Bo niestety to, co jest latwo dostepne, bez wysilku, a wrecz nam wmuszane, to jest na ogol postrzegane jako malo wartosciowe i nieatrakcyjne.
                          • falka32 Re: Tully, 21.06.11, 14:21
                            > Nie wydaje mi sie, zebysmy mogli twierdzic, ze wszystkie nasze potyrzby powinny
                            > byc zaspokojana tylko z tego tytulu, ze je posiadamy. Mamy za to obowiazek akt
                            > ywnie sie starac o to, by te potrzeby sami zaspokoic - przez odpowiadajace nasz
                            > ym potrzebom wybory zyciowe na pierwszym miejscu, a takze posiadanie alternatyw
                            > nych strategii ich zaspokajania, gdyby sprawy nie szly po naszej mysli ( a czy
                            > kiedykolwiek ida?).
                            >
                            > Pogodzmy sie tez z sytuacja, ze jesli ansze potrzeby odbiegaja od przecietnej,
                            > czy to w natezeniu, czy rodzaju, to mozemy przezyc zycie pelne rozczarowan i mi
                            > ec na koniec poczucie jego zmarnowania.

                            Ja bym się pod tym podpisała. Nie ma czegoś takiego, jak prawo do zaspokojenia wszystkich potrzeb, oprócz tych, które są określone w konstytucji. Cała reszta jest umowna i subiektywna.
                            Ideałów nie ma. Wasz związek ma taką wadę, że macie rozbieżne potrzeby w jakiejś kwestii. I z tą wadą można dalej żyć razem albo nie. Jeżeli potrzeba należy do zasadniczych i priorytetowych do tego stopnia, że woli żyć sama niż z facetem, który nie zaspokaja jej potrzeby bliskości, albo szukać innego faceta, który tę potrzebę zaspokoi, to niech to zrobi. Chociaż brzmi to absurdalnie, że rozstanie miałoby być receptą na zbyt rzadkie towarzystwo męża. Jeżeli związek oprócz tego jest dobry i fajny, to byłaby to kompletna głupota (ale nie takie głupoty ludzie robią, jak sobie ubzdurają, że mają do czegoś prawo, np. mężczyźni czasami sądzą, że mają prawo do zaspokajania swoich potrzeb seksualnych i to, że żona jest np. chora, nie powinno stać na przeszkodzie, żeby zaspokoił je gdzie indziej, bo co ma zrobić przecież). Moim zdaniem w takiej sytuacji zdrowszym rozwiązaniem jest jakiś kompromis, w którym obie strony troszeczkę się nagną i odstąpią od oczekiwania 100%-owego zaspokojenia swoich wszystkich potrzeb, tylko zgodzą się na lekkie poczucie niedosytu w tej kwestii w zamian za inne korzyści, jakie ten związek dla nich niesie.
                        • pa.prot.ka1 Re: Tully, 17.06.11, 12:39
                          No nie wypowiadam się, bo to trochę groteskowa sytuacja. Moje życie zawodowe, towarzyskie oraz moje zainteresowania mają się dobrze, a nie pisałam o nich, bo to nie ma nic do rzeczy. Tully od początku poszła złym tropem, na co jej delikatnie zwróciłam uwagę, ale skoro woli konfabulować dalej, to na zdrowie :-)
                          • tully.makker Re: Tully, 17.06.11, 14:45
                            Rozumiem, zez pewnymi rzeczami trudno sie zmierzyc. Opor na przyjmowanie informacji zwrotnej jest naturalny, zwlaszcza gdy ta informacja oznacza, ze czeka nas kawal ciezkiej roboty na wlasna zmiana zamiast oczekiwania, ze zniemi sie ktos inny.

                            To twoje malzenstwo, wiec mi to tam lotto, czy sie rozwiedziesz, czy bedziesz cierpiec, czy tez popracujesz na wypracowaniem konstruktywnych rozwiazan. szkoda dzieci, ale w sumie etz mam wlasne do torszczenia sie o nie, wiec trudno mi sie za bardoz przejmowac twoimi. tak wiec - rob ja uwazasz.
                            • momajo Re: Tully, 17.06.11, 15:16
                              Tully,model życia inny niż twój nie jest od razu modelem złym.Nie rozumiem twojej...hmm...niechęci wobec postawy autorki wątku.Uparcie tkwisz w przekonaniu,że ona chce swojego męża opleść niczym bluszcz,że ma wybujałe i niezrozumiałe potrzeby emocjonalne oraz że nie ma poza domem swojego życia.Tak sobie to przedstawiłaś i nie dopuszczasz myśli,że może być inaczej.W kółko opisujesz,jak wygląda twoje życie,jakby ono było jakimś ideałem,do którego autorka ma dążyć.Ono może jest idealne dla ciebie,autorka chce czegoś innego.
                              Ja np. uważam za bardzo ważne,żeby codziennie (oczywiście poza sytuacjami wyjątkowymi) zjeść obiad całą rodziną,w spokoju,w miłej atmosferze,rozmawiając o różnych sprawach.Nie wyobrażam sobie takiego życia,jakie mają moi znajomi:rano wychodzą z domu,wracają po 21.Praca,spotkania towarzyskie,zakupy.Każdy żyje swoim życiem.Po co rodzina?Od razu spieszę zapewnić,że mam pracę,przyjaciół,pasję i nawet stale się dokształcam:p
                              • tully.makker Re: Tully, 19.06.11, 20:37
                                > Ja np. uważam za bardzo ważne,żeby codziennie (oczywiście poza sytuacjami wyjąt
                                > kowymi) zjeść obiad całą rodziną,

                                No a ja z kolei nie wyobrazam sobie tego i nie znam nikogo, kto bylbyby w stanie, mieszkajac w duzym miescie, pracujac, majac dzieci w roznym wieku i z roznymi potrzebami, jesc rodzinny obiad. Nawet osoby pracujace 8 godzin koncza prace o 16, czy, jesli zaczynaja o 9 to o 17. dotarcie do domu moze z latwoscia zajac i godzine. Dzieci maja zajecia dodatkowe o roznych porach, i nie wyobrtazam sobie, zeby nie mogly zjesc po powrocie do domu i musialy na mnie czekac z posilkiem o suchym pysku. Sama zreszta zjadam lunch w pracy, bo inaczej padlabym z glodu. Nawet moi rodzice emeryci nie zawsze jedza obiad razem, bo maja rozne zainteresowania i zajecia, ktore sie nie dostosuja do ich pory obiadowej.

                                Moze to jest mozliwe, gdy ktos pracuje np od 6 - czy 7 rano - tak chyba zaczyna sie prace w jakis fabrykach, czy gdy pracuje sie w niepelnym wymiarze godzin, ale ja niestety takich osob nie znam. Moze gdzies na prowincji, gdy pracuje sie 200m od domu... Dla wiekszosci mieszkancow np Warszawy, to niestety jest jak bajka o zelaznym wilku.
                                • momajo Re: Tully, 21.06.11, 14:58
                                  Mam życie jak z bajki:)
                                  Widzisz,chcieć,to móc.My chcemy i dajemy radę.Wspólny obiad jest dla nas bardzo ważnym i fajnym momentem.Nie mieszkamy na prowincji,ale w mieście,choć nie ogromnym.
                                  Taki model życia,o którym ty piszesz,mnie akurat kompletnie nie odpowiada.Ty możesz być z tym szczęśliwa,ja nie byłabym,czy to znaczy,że któraś z nas żyje źle?Źle byłoby,gdybyśmy na siłę próbowały wpasować się w styl zupełnie nam obcy.
                                  I to samo dotyczy autorki wątku.Mnie jest chyba łatwiej ją zrozumieć.
                                • kropeczka455 Re: Tully, 21.06.11, 20:19
                                  tully.makker napisała:
                                  > No a ja z kolei nie wyobrazam sobie tego i nie znam nikogo, kto bylbyby w stani
                                  > e, mieszkajac w duzym miescie, pracujac, majac dzieci w roznym wieku i z roznym
                                  > i potrzebami, jesc rodzinny obiad

                                  Ale obiadokolacje można zjeść wspólnie. Tak robią wszyscy moi znajomi.
                                  Każdy ma rożne wartości. Rodzina do wspólny dom, wspólne zasiadanie do stołu, rodzinne rozmowy w przeciwnym wypadku to jak mieszkanie w hotelu. Brrrrr !!!
                                  Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
                                • phantomka Re: Tully, 23.06.11, 23:53
                                  No warszawka to w ogole zyje inaczej, lepiej, szybciej, efektywniej. Nie to co prowincja i ludzie z fabryk:D
                                  Juz ktorys wpis z kolei pokazujacy, co tak naprawde jest dla Ciebie istotne - kasa (jakie to bylo autko, ktorym tak niby mimochodem sie pochwalilas? subaru?:) ) Po co wiec wypowiadasz sie w watku osoby, ktora ma inne priorytety zyciowe?
                                  Prowadze firme, podobnie jak moj maz, ale dla nas praca po 12 godzin plus weekendy jest nie do pomyslenia. I owszem jest to kosztem mniejszych zyskow, ale tez posiadamy w zyciu troche inne priorytety i cele. Stad narzucanie jedynej slusznej-warszawskiej filozofii zyciowej, akurat w tym watku - nietrafione.
    • kropeczka455 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 11:49
      pa.prot.ka1 napisała:
      > Zapytam wprost: czy przy takiej różnicy w kwestii fundamentalnej jest sens budo
      > wać dalej związek?
      A jesli otrzymasz odpowiedz ze nie ma sensu. To co zrobisz??
      Rozwiedziesz się, wówczas pomimo ze kochasz męza rozstaniesz sie zniszczysz dzieciom rodzinę??
    • szpil1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 21:03
      Pisałaś juz w lutym, czyli niewiele się zmieniło? forum.gazeta.pl/forum/w,898,122366043,,Pani_Psycholog_prosze_o_rade_.html?v=2
      • pa.prot.ka1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 15.06.11, 21:51
        Właśnie dużo się zmieniło. Wtedy nalegałam na zmianę pracy, teraz tego w życiu nie zrobię, bo męża to unieszczęśliwi, a na dłuższą metę związkowi nie pomoże. Wtedy walczyliśmy ze skutkami, teraz dotarliśmy do przyczyny. Za radą Pani Agnieszki odbyliśmy wiele rozmów szukając porozumienia, konsultowaliśmy się też ze znajomym psychologiem (ale nie była to terapia), który zresztą nam pomógł zdiagnozować sytuację. Dotarliśmy do tej różnicy potrzeb. I co dalej? Może znów ekspert nam pomoże.
        • momajo Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 12:35
          Nie ma chyba takiego związku,który zaspokoiłby potrzeby każdego z partnerów w 100%,niestety.A może stety,bo naszego szczęścia nie powinniśmy chyba uzależniać wyłącznie od drugiej osoby.Nie radzę ci,żebyś lepiła garnki i rozumiem,o co ci chodzi.Ale załóżmy,że rozstaniesz się z mężem i spotkasz bardziej "rodzinnego" mężczyznę.Skąd masz pewność,że zaspokoi inne twoje potrzeby?A przecież je masz.Z jednej strony mąż spędza sporo czasu w pracy,z drugiej wolny czas poświęca rodzinie.Może jednak jakiś kompromis jest możliwy?Np.czy jest szansa,żeby mąż a weekendy nie pracował lub bardzo rzadko,wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach?Czy rzeczywiście to by go unieszczęśliwiło?
          • momajo Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 12:54
            I tak mi jeszcze przyszło do głowy,że jeśli człowiek nie umie zachować równowagi w swoich potrzebach,to problem tkwi głębiej niż w samej różnicy potrzeb i ich uświadomienie sobie nie wystarczy.Jeśli człowiek oddaje się pracy z wielkim poświęceniem i dużo zarabia,to w naszym społeczeństwie przyjęło się raczej go podziwiać niż krytykować,nawet jeśli przez to zaniedbuje inne sfery życia.A przecież zakładając rodzinę również podejmujemy zobowiązania.Dopóki te dziedziny nie życia nie kolidują ze sobą,jest ok.Ale jeśli ktoś większość czasu spędza w pracy,ma mało tego czasu dla rodziny-siłą rzeczy,to już ok nie jest.Może twój mąż chce coś sobie udowodnić?Wiele osób tak robi,oddają się pracy,zakupom,popadają w nałogi,bo tak naprawdę nie radzą sobie sami ze sobą.We wszystkim trzeba umieć zachować równowagę.
            • sorvina Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 13:07
              Tylko przegięcie może być ten w zajmowanie się życiem domowym ponad miarę. Gdy praca jest bo jest, nie ma pasji, realizowanych zainteresowań, życia towarzyskiego poza rodzinnym, wtedy małżonek i dzieci są zmuszane do wypełniania takiej osobie pustki i wszystkie sprawy domowe urastają do niebagatelnych rozmiarów. Ktoś inny zajął by się czymś, znalazł satysfakcję i spełnienie chociażby w jakiejś pracy społecznej, bo nie czuje się definiowany tylko rolę żony i matki.
              • momajo Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 13:17
                Z tego,co się zorientowałam,dziewczyna pracuje.O jej życiu towarzyskim i pasjach nic nie wiem,bo nie to jest tematem tego wątku.Jeśli męża praktycznie całymi dniami i w weekendy nie ma w domu,to nie sądzę,żeby hobby wypełniło pustkę.A jeśli tak,to znaczy,że mąż nie jest potrzebny do niczego więcej poza zarabianiem pieniędzy.
                • momajo Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 13:30
                  Sądząc po ilości porad o podjęciu prac społecznych,w Polsce mamy samych wolontariuszy.
                  • sorvina Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 13:36
                    To zależy może od środowiska, wśród moich znajomych każdy coś tam działa, niekoniecznie hospicjum, ale albo organizowanie imprez kulturalnych dla ludzi podzielających jakąś pasję, albo dbanie o najbliższą okolicę - by zainstalowano lampy, położono drogi, sprzątnięto park. I jakoś zawsze te osoby są spełnione i zadowolone. Ciesząc się z chwil spędzonych z partnerem, mając co robić gdy on ma mniej czasu, korzystając gdy ma więcej. Nie urasta to do rangi problemu.
                • sorvina Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 13:31
                  Pracować a spełniać się w pracy to niekoniecznie to samo. Ktoś sfrustrowany po pracy będzie chciał zrobić sobie dobrze w domu.
                  Co do hobby to nie chodzi mi o jakieś zbieranie znaczków - wypełniacz czasu w domu, ale coś co robi się z innymi ludźmi, co daje satysfakcje i zaspokaja część potrzeb społecznych, przez co nie wymaga się tego od męża. Nie chodzi mi o to, że jest ok gdy męża wcale nie ma, ale mąż nie musi być od wypełniania pustki, zaspokajania WSZYSTKICH potrzeb emocjonalnych. Niektóre kobiety po prostu chcą by mąż był w domu. Jak już jest to go olewają, ale nie znoszą świadomości, że go nie ma... Piszę bardziej ogólnie, nie koniecznie do przykładu autorki wątku.
                  Jeśli ma się zaspokojone podstawowe potrzeby kontaktu z ludźmi, czucia się potrzebną, spełnienia i satysfakcji, to w relacji z małżonkiem jest więcej luzu i możliwości wypracowania porozumienia. Można się wtedy cieszyć tym co jest, lub spokojnie stwierdzić, ze jednak cieszą nas różne rzeczy i nie ma płaszczyzny wspólnej, którą można pielęgnować.
                  • momajo Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 13:37
                    Ja akurat autorkę wątku zrozumiałam tak,że nie chodzi jej generalnie o potrzeby emocjonalne,ale konkretnie o potrzeby rodzinne,których ani przyjaciele,ani pasja nie zastąpią.Dlaczego z góry zakładasz,że dziewczyna nie lubi swojej pracy,że mąż ma jej wypełniać pustkę,bo inaczej ona nie potrafi sobie ze sobą poradzić?Ja odniosłam inne wrażenie.Wydaje mi się,że to rozsądna osoba,dla której rodzina jest ważna.Niestety,teraz człowiek rodzinny,który chce,żeby współmałżonek więcej czasu i energii poświęcał bliskim,jest uważany za lenia bez ambicji,który żeruje na ciężko pracującym partnerze i chce go niczym bluszcz zmusić do zrezygnowania z samorealizacji.W tym wątku ani praca,ani pasja,ani życie towarzyskie nie są istotne.Można mieć to wszystko super poukładane,a potem wracać do pustego domu i cierpieć.
                    • sorvina Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 16:53
                      Mamy do dyspozycji dość skromny opis sytuacji, dlatego każdy go filtruje przez pryzmat podobnych sytuacji jakie zna i dośpiewuje sobie resztę. Mogę nie mieć racji, może być tak jak piszesz Ty.
                      Zwróciło moją uwagę to, że autorka nie pisała o pracy w kategoriach spełnienia i satysfakcji, ale czasu który zajmuje. A po pracy tylko rodzina, nie ma mowy o innych działaniach dających jej radość. Rozumiem, że przy 2 małych dzieciach zajęć w domu jest co niemiara i trudno się wyrwać i można chcieć by mąż bardziej się angażował i nas odciążył, ale autorka nie stawia problemu w ten sposób. Nie czuje by mąż zaniedbywał rodzinę, ale chce by spędzał z nią więcej czasu. Nie wiem czy miała tak zawsze, czy odmieniło jej się po urodzeniu dzieci. Niektóre kobiety same z siebie amputują sobie z chwilą urodzenia pierwszego dziecka wszelkie zainteresowana i pasje, żyjąc tylko i wyłącznie w roli matki i żony. Niestety nie daje im to takiej satysfakcji jak zakładały, więc chciałyby by mężczyzna też się poświęcił i wtedy na pewno będzie dobrze, a one takie szczęśliwe. Tylko, że kończy się to w postaci dwojga frustratów pod jednym dachem, a największa tragedia jest gdy dzieci podrastają i nie chcą się udzielać w takim zakresie w życiu rodzinnym - wolą kolegów.
                      Najfajniejsze małżeństwa jakie znam (dzieciate) to takie, gdzie i kobieta i mężczyzna nie tylko dają sobie prawo do jakiegoś zaangażowania się poza 8h w pracy i życiem domowym, ale wręcz się do tego zachęcają. Dzięki temu oboje się spełniają i czas który spędzają razem jest wyższej jakości, nawet jeśli mniejszej ilości.
                      Są też ludzie, którzy odnajdują się tylko w roli rodziców i robią to naprawdę dobrze, dobrać takiego samego partnera jednak trudno, bo to rzadkość. Wymaganie by mężczyzna podchodził do dzieci i rodziny dokładnie tak samo jak kobieta to moim zdaniem nieporozumienie. Nie ma w tym zakresie lepszych lub gorszych wyborów życiowych, tylko trzeba je podejmować odpowiedzialnie perspektywicznie i nie zakładać, że inni muszą je całkowicie podzielać. Pewna ilość różnic w związku przy dobrych chęciach obu stron jest nie tylko do pogodzenia, ale może wnosić wiele dobrego.

                      --
                      Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                      • momajo Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 16.06.11, 17:30
                        Autorka napisała dość wyraźnie,przynajmniej dla mnie,co jest jej problemem i nie poruszała kwestii nieistotnych.Może mieć bardzo fajnych przyjaciół,lubić swoja pracę i mieć hobby,ale nie o to chodzi,tylko o jej relacje z mężem.Podkreślała to kilka razy.Ma prawo do swoich potrzeb i swoich emocji,zwłaszcza,że nie histeryzuje i nie szantażuje męża,tylko szuka racjonalnego wyjścia z sytuacji.
                        • pa.prot.ka1 Momajo! 17.06.11, 12:25
                          Bardzo dziękuję za Twoje wypowiedzi, bo dokładnie rozumiesz, o co mi chodzi. Pozdrawiam.
    • lilawrzos Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 17.06.11, 10:17
      Ten artykuł wiele mówi o naszym obecnym życiu.
      www.tvn24.pl/0,1707214,0,1,ucieczka-przed-korporacja-i-stresem,wiadomosc.html
      Sięgając do Twych wcześniejszych wpisów"
      pa.prot.ka1 18.02.11, 13:15 Odpowiedz
      Mąż pracuje w firmie stryja, którą ma szansę kierować a w przyszłości przejąć. Zarabia dużo (ja mogłabym nie pracować, utrzymałby naszą czwórkę), natomiast ze swoim wykształceniem miałby duże trudności znaleźć coś dobrego (jego koledzy po studiach trafili np. na stację benzynową, do sklepu, czy do infolinii za 1200zł). Traktuje to też bardzo ambicjonalnie. Sytuacja beznadziejna, dziesiątki naszych rozmów nie przynoszą rezultatu. Twierdzi, że pieniądze nie są najważniejsze dopóki są, a jak ich zaczyna brakować, to okazuje się, że jednak są ważne.

      Autorka wątku zaspakajając swe potrzeby emocjonalne pomimo wielkich ambicji męża chroni również jego.
      I to warto przepracować bo może gdyby Twój maż był bardziej asertywny to stryj nie wyciskałby z niego wszystkich soków.
      • pa.prot.ka1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 17.06.11, 12:35
        Ciekawe spostrzeżenie o tej ochronie emocjonalnej, dziękuję.
        Mąż ma do przepracowania relację ze stryjem, bo zastąpił mu on autorytet ojca. Ale to inny wątek. Jeśli mąż nie ma potrzeby bycia z rodziną, bliskości (czy też mówiąc ostrożniej ma tę potrzebę niewielką), to zawsze będzie szukał realizacji zawodowej, w tej czy innej firmie. No chyba że trafi na posadę np. urzędniczą, gdzie takiej szansy nie będzie, ale wtedy nie będzie szczęśliwy.
        • sebalda Re:Potrzeby 17.06.11, 13:11
          Przeczytałam jeszcze raz pierwszy wpis autorki i mam szereg wątpliwości co do zdania:
          >Jednak na swoje potrzeby nie ma się wpływu, niezaspakajane będą się odzywać pewnie przez całe życie.
          Czy to prawda, że na nasze potrzeby nie mamy wpływu? Ja uważam, że mamy, a co więcej, z wieloma potrzebami musimy się pożegnać, bo inaczej oszalejemy. Ja na przykład mam silna potrzebę poczucia bezpieczeństwa, podstawową w sumie potrzebę człowieka, a często nie moge jej zaspokoić, bo nie ma takiej pracy, ktora byłaby w stu procentach zapewniona, nie ma firmy absolutnie stabilnej, mój maż nie jeden raz tracił pracę nie ze swojej winy, często mieliśmy okresy poważnych problemow finansowych, wiem, co to znaczy niepewność jutra, a przy dzieciach to jest dodatkowo bolesne i obciążające. Zatem wobec niektorych potrzeb musimy starać się je kontolować, by móc normalnie funkcjonować.
          Mam też potrzebę kontrolowania dzieci, często się o nie boję, calą siłą woli muszę się powstrzymywac przed tym, żeby im nie zakazywać pewnych aktywności, bo w moim odczuciu są niebezpieczne (choć w ogołnie pojętym zakresie bezpieczeństwa w sumie nie są). Ale wiem, że nadmierną kontrolą im zaszkodzę, moja potrzeba poczucia bezpieczeństwa w stosunku do dzieci musi ustąpic ich potrzebie usamodzielnienia się. Może biorąc pod uwagę porównania związane z dziećmi, łatwiej zrozumieć, jak często nasze potrzeby muszą ustąpić potrzebom drugiej strony, potrzebom chwili czy po prostu rozsądkowi.
          Niezaspokojone potrzeby są przykre, zaspokojone kosztem niezaspokojenia potrzeb drugiej strony są egoizmem, nie ma rozwiązania. A jeśli rozstanie jest bolesne dla wszystkich stron (łącznie z dziećmi), to może jednak należało by popracować nad kompromisem, może jednak ktoś musi być w tym mądrzejszy, umieć sobie wytłumaczyć, że nie zawsze nasze potrzeby są możliwe do zrealizowania, a ta rezygnacja nie musi oznaczać naszej klęski, wręcz przeciwnie, może oznaczać naszą siłę. Tak myślę.
          • zuzi.1 Re:Potrzeby 17.06.11, 13:24
            Bardzo mi się podoba to co napisałas Sebalda, bardzo wywazony i madry komentarz do tej sytuacji.
            • sebalda Re: Potrzeby 17.06.11, 14:00
              zuzi.1 napisała:

              > Bardzo mi się podoba to co napisałas Sebalda, bardzo wywazony i madry komentarz
              > do tej sytuacji.

              Dzięki za uznanie:) Nie wiem, czy mądry i wyważony, ale chyba życiowy, bo ja juz dość długo żyję na tym świecie i wiem, że w idealnym świecie wszystkie potrzeby wszystkich ludzi powinny być spełniane, ale nie żyjemy w idealnym świecie.
              Mam też takie podejście do sprawy, bo problem autorki jest mi bardzo odległy. Mam problemy dokładnie odwrotne, znam ból braku pieniędzy, braku poczucia bezpieczeństwa w związku z trudnościami finansowymi, patrzę więc ze swojej perspektywy. Trudno mi zrozumieć problem, nie umniejszam go, ale też nie umiem się wczuć. Brak pieniędzy czasami jest naprawde bolesny, gdy nie można na przykład zaspokoić przez to potrzeb dzieci, spełnic ich marzeń. Za nic nie chciałabym życzyc autorce odwrócenia karty, ale tez radziłabym maleńka refleksję, pod tytułem: jak bym się czuła, gdybym nagle nie mogła sobie pozwolić na spełnienie marzenia dziecka o nauce gry na fortepianie, nie mialabym pieniędzy na wyjazd wakacyjny dziecka, podczas gdy wszyscy koledzy i koleżanki wokół wyjeżdżają i wracają pełni wrażeń. Może wtedy by zatęskniła za czasami, gdy mąż dobrze zarabiał. Ja wiem, to wszystko brzydki, nieelegancki materializm, ale syty głodnego nie zrozumie, a może czasami powinien spróbować i mieć więcej wyobraźni.
        • kamerke Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 17.06.11, 15:02
          jesli maz zdecydowal sie na posaidanie ordziny to praca po 12 godzin jest wkylcuzona! ALbo buduje dom i rodzine, lbo forme/kaioere zawodowa. Amobjce na bok przy zonei i dwojce dizeci!
          • sebalda Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 17.06.11, 15:22
            >Amobjce na bok pr
            > zy zonei i dwojce dizeci
            Jak widzę takie zdania padające z ust kobiet, zaczynam rozumieć facetów:P Kobieta rozumiem przy mężu i dwójce dzieci do garów i miotły, jak by chciała myśleć o karierze zawodowej, to już w ogóle Sodoma i Gomora.
            Na szczęście autorka nie z tych, przynajmniej rozumie męża, choć nie może zaakceptować.
            Umieram z ciekawości, co tym razem odpowie nasza Pani ekspert, bo to zagadka iście salomonowa;)
            • momajo Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 17.06.11, 18:15
              Bo tu chyba nie jest problem natury:"albo-albo".Chodzi raczej o zdrowe proporcje.
      • sorvina Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 17.06.11, 13:34
        Przy uwzględnieniu poprzednich wpisów sytuacja wygląda zupełnie inaczej, szkoda, że autorka nie podlinkowała od razu, gdyż w tym wątku udzieliła mało informacji, a nie każdy kojarzy wpisy sprzed jakiegoś czasu...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 19.06.11, 09:41
      Jeśli wspólnie dotarli Państwo do różnicy swoich potrzeb i je nawzajem określili, to oznacza, że związek na razie dobrze rokuje, bo jesteście w nim gotowi do oglądania siebie nawzajem.
      W Waszej sytuacji nie tyle chodzi o to, że Wasze potrzeby się wzajemnie wykluczają. Tak nie jest. Mąż jednak spędza rodzinnie czas. Tylko ma inne w tym proporcje. Zatem chodzi bardziej o sposób zaspokajania potrzeb.
      Jeśli jest w związku tolerancja i miłość, to w tym zaspokajaniu potrzeb się dogadacie.
      Druga sprawa to jest umiejętność znoszenia frustracji w związku. Związek z drugim człowiekiem nie jest panaceum na zaspokojenie wszystkich potrzeb. Takie oczekiwanie można kierować jedynie do rodzica i to tylko w okresie noworodkowym. Potem dziecko uczy się, że istnieją potrzeby niezaspokojone i niewygoda z nimi związana. Może tej swojej potrzeby Pani nie zaspokoi z tym mężem w 100%, ale tylko w jakieś mierze.
      Trzecia sprawa to, nauka czerpania nawzajem ze swoich różnic. Może mąż będzie wnosił do Waszego domu, pochwałę pozytywistycznej pracy, dążenie do celu, przyjemność z dobrej rywalizacji, poczucie spełnienia. Pani może pokazywać, że opieka, praca w domu, rodzinność są też wartościami, które dla Pani są satysfakcjonujące. Mężowi też może być komfortowo w rodzinnym domu, który Pani umiejętnie i w zgodzie ze swoimi potrzebami prowadzi. Wtedy będzie miał poczucie, że nic mu nie umyka.
      Każdy w związku może być "ministrem" od czego innego.
      I kolejna sprawa, bodaj najważniejsza. Otóż ocenia Pani swoje potrzeby z dzisiejszej perspektywy. Teraz, gdy dzieci są małe, potrzebuje Pani symbiozy, potrzebnej do ich wychowywania. Stąd może nadwyżka potrzeb rodzinnych, bo dla Pani to w tej chwili inwestycja. Ale życie Pani i życie związku zmienia się. Za kilka lat, Pani potrzeby odśrodkowe, mogą stać się silniejsze.. Mąż i jego potrzeby też mogą się dynamicznie zmieniać. Trzeba wziąć to pod uwagę, bo w naszej kulturze małżeństwo to długoterminowy związek. I często jeden.
      Dlatego uważam, że warto nadal budować ten związek. Gdyby takie sprzeczności nie dawały szansy na związek, to żaden związek mężczyzny i kobiety nie miałby szans. A ja u Państwa je widzę. Choć przyszłość zawsze jest nieodgadniona. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • pa.prot.ka1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 19.06.11, 12:32
        Pani Agnieszko, bardzo, bardzo dziękuję za te słowa. To co Pani napisała jest dla nas niesłychanie ważne, pozawala optymistycznie spojrzeć w przyszłość. Pozdrawiamy serdecznie!
      • sebalda Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 21.06.11, 15:13
        Jedna z najmądrzejszych porad na forum. I jaka optymistyczna! Wydrukowałam ją sobie i dam do przeczytania mojej 20-letniej córce, od dwóch lat w związku, jak do tej pory dobrym, ale wiadomo, że życie go jeszcze nie raz podda próbie.
        • zuzi.1 Re: Pani Agnieszko proszę o opinię! 21.06.11, 17:46
          To prawda, bardzo się ten komentarz udał Pani Psycholog :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka