Dodaj do ulubionych

kim jestem?

23.01.12, 11:02
Witajcie, może wy będziecie mogli mi doradzić, spojrzeć na sytuację bezstronnie.
Jestem od 18 lat mężatką, dobiegam 40-tki mam 16-letniego syna. Mój problem to coraz bardziej pogłębiający się konflikt pomiędzy mną a mężem. Nie mam już sił, nie widzę rozwiązań które zadowoliłyby obie strony. Kłócimy się dosłownie o wszystko: wychowanie syna, pieniądze, moją rodzinę, mój wygląd, moje wykształcenie i pochodzenie, nawet o głupią listę zakupów.
Ja zawsze w imię "świętego spokoju" ustępowałam, ale ile lat można. Cokolwiek powiem, zrobie jest oceniane, komentowane. On od 5 lat wymiguje się od pracy, na mnie spoczywa obowiązek łożenia na rodzinę w 70%. Resztę on dostaje od swoich rodziców. Coraz częściej myślę o rozwodzie.
Czy to jednak dobre dla syna, i czy jedyne wyjście?
Obserwuj wątek
    • ewa9717 Re: kim jestem? 23.01.12, 12:21
      Na pewno lepsze niż wojna co dzień.
    • marzeka1 Re: kim jestem? 23.01.12, 12:23
      Mnie tam tak rozumiane pojmowanie "świętego spokoju" zdumiewa. Bo rozumiem, aby nie kłócić się o pierdoły, ale tu opisujesz różnice tak zasadnicze + od 5 lat niepracujący facet, któremu lasę dają rodzice , a ty w większości ponosisz koszty utrzymania, że zdumiewa mnie fakt, ze upierasz się, aby resztę życia z kimś takim zmarnować.
    • esteraj Re: kim jestem? 23.01.12, 14:16
      Czy nie jest tak, że pozwoliłaś mu na miganie się od pracy? Tzn. on zauważył, że Ty znakomicie radzisz sobie z niedoborem pieniędzy, jesteś zaradna i pracowita, a dzięki temu on jest zwolniony z obowiązków.
      Nie sądzę, że zawsze mu ustępowałaś. Być może w większości przypadków, ale nie zawsze.
      Powinnaś określić jakieś granice, nie pozwolić sobie na niczego niewnoszącą krytykę.
      Powinnaś unikać kłótni, ale na zasadzie, że ustalasz najpierw z mężem jakie są jego obowiązki, a jakie Twoje, na co się zgadzasz, a na co nie. Ustalacie jakiś plan, a potem konsekwentnie go realizujecie.
      Jeżeli jednak nie widzisz w sobie żadnej winy, nie ma szans na poprawę u Twojego męża, on wcześniej też taki był, a Ty już nie masz siły na dalsze podtrzymywanie Waszego małżeństwa, to pomyśl jednak o rozwodzie.
    • znowuniedziela Re: kim jestem? 23.01.12, 14:22
      A jaki jest Twój zawód i wykształcenie, zakładam, że mąż ma niższe niż Twoje....
      Dlaczego sobie pozwalasz na takie traktowanie? Skoro potrafisz utrzymać rodzinę ze swojej pensji, zostaw drania i żyj sobie spokojnie SAMA Z DZIECKIEM.
      To jest dla syna ZŁE-bo pokazujesz mu wzór postępowania, który może zaważyć na jego życiu-może się nauczyć od ojca, o ile się nie nauczył już, że to kobieta jest popychadłem w domu i to ona wszystko zapewnia, a facet tylko leży i czeka....
      • gdziekolwiek1 Re: kim jestem? 23.01.12, 21:15
        co do wykształcenia: ja wyższe mgr on zawodowe, ale dokształcałam się już będąc mężatką więc on przypisuje sobie to że dzięki niemu mam "papier" jak to on mówi. Dodam, że studiując ja także pracowałam, wychowywałam syna i dbałam o dom.
        Mój mąż to osoba, która przed laty stworzyła sobie obraz swojego życia na 30 lat do przodu, a kiedy to "życie" płata mu figle, bo zaskakuje nie zawsze pozytywnie, on jak dziecko w piaskownicy ostentacyjnie się obraża.
        Wieczny chłopiec, wiem, niektórzy powiedzą sama sobie winna. Jestem tego świadoma, ale zadam wam jeszcze jedno pytanie, może włożę kij w mrowisko?

        Czy waszym zdaniem jeśli żyję z nim a jednak osobno, jeśli wiem że po tym ile od niego doznałam bólu, upokorzeń, wulgarnych wyzwisk, braku szacunku i wsparcia juz wiem że nie potrafię go kochać mam prawo z tego zrezygnować?
        • kiszczynska Re: kim jestem? 23.01.12, 21:22
          Zanim zlzoyc papiery, zareaguj. Zamanifestuj, ze ci sie to inep odoba, ale jzu nie lsowem, a czynem. Okroj pieniadze, zarzadaj domem. Wez wszystko w oswje reze, a jak m usie nie bedzie podobalo to moze iśc. Zmiany zaczynamy od siebie!!
          • gdziekolwiek1 Re: kim jestem? 23.01.12, 21:31
            dziękuję za odpowiedź
            ja od 5 lat staram się ustalać zasady zycia w naszym domu ale niestety każda nawet sugestia aby nagiął się do moich reguł kończy się jego wyzwiskami i stanowczym "NIE"
            poza tym ja już nie mam siły prosić go o normalne, spokojne życie już nie...
            ogólnie beznadzieja a ja zwyczajnie nie daję rady
            jestem także zła na siebie za brak tej siły która zwróciłaby mi należne miejsce w małżeństwie, tym bardziej że wybaczyłam mu nawet zdradę, ale nie zrobiłby tego gdybym była dobrą zoną, to jego słowa
            strasznie się pogubiłam
            • marzeka1 Re: kim jestem? 23.01.12, 21:38
              A teraz odpowiedz sobie: chcesz, aby TAK właśnie z takim beznadziejnym facetem wyglądało twoje życie przez następne 10- 15 lat? Bo wg mnie to po prostu szkoda życia.
              Na dodatek truteń zaliczył zdradę, ale winą obarczył ciebie- no kutas jakich mało.
              • gdziekolwiek1 Re: kim jestem? 23.01.12, 22:05
                myślę że duże znaczenie w moim postępowaniu miało moje wychowanie w określonej rodzinie.
                Typowy patriarchat gdzie słowa ojca były święte i nie podlegające dyskusji, on decydował, wciąż był niezadowolony ze mnie z rodzeństwa z mamy. Za wszelką cenę chciałam dowiesć jaka jestem dobra
                Głupia łudziłam się ze jeśli nie ojciec to może mąż doceni. Przeliczyłam się
                poza tym w naszej rodzinie "nie ma "rozwodów, słowa mojego ojca wciąż wbite siedzą w głowie.

                Inna sprawa ze odchodząc odejdę z niczym bo cały majątek należy do mojego męża, o to postarali się zapobiegliwi teściowie

                ale znajdę siłę, wierzę w to mocno, bo to że on nie pozwoli mi odejść to tylko ze strachu i poczucia wstydu, że nie potrafił baby rozumu nauczyć
                • matka_karmiaca Jak to wszystko męża? 24.01.12, 23:55
                  > Inna sprawa ze odchodząc odejdę z niczym bo cały majątek należy do mojego męża,
                  > o to postarali się zapobiegliwi teściowie

                  Nie kumam - Ty pracujesz i łożysz 70%, a wszystko jego? Jakim cudem? Ja wiem, że prawo tworzy banda przypadkowych kretynów, ale nie jest jednak aż tak głupie - co Wy macie, rozdzielność i wszystko mu w darowiznie zapisałaś?
                • pendzacy_krolik Re: kim jestem? 26.01.12, 18:47
                  w jakiej "twojej rodzinie"? twoja rodzina to syn,maz i ty, moze czas na nowa tradycje? niech syn nie patrzy,jak upodlana jest kobieta, bo sie napatrzy i kiedys bedzie traktowal swoja zone,jak jego ojciec swoja.
                  ps.cos mi sie wydaje,ze szukasz wymowek....

                  gdziekolwiek1 napisała:

                  > myślę że duże znaczenie w moim postępowaniu miało moje wychowanie w określonej
                  > rodzinie.
                  > Typowy patriarchat gdzie słowa ojca były święte i nie podlegające dyskusji, on
                  > decydował, wciąż był niezadowolony ze mnie z rodzeństwa z mamy. Za wszelką cenę
                  > chciałam dowiesć jaka jestem dobra
                  > Głupia łudziłam się ze jeśli nie ojciec to może mąż doceni. Przeliczyłam się
                  > poza tym w naszej rodzinie "nie ma "rozwodów, słowa mojego ojca wciąż wbite sie
                  > dzą w głowie.
                  >
                  > Inna sprawa ze odchodząc odejdę z niczym bo cały majątek należy do mojego męża,
                  > o to postarali się zapobiegliwi teściowie
                  >
                  > ale znajdę siłę, wierzę w to mocno, bo to że on nie pozwoli mi odejść to tylko
                  > ze strachu i poczucia wstydu, że nie potrafił baby rozumu nauczyć
          • lewapinger Re: kim jestem? 25.01.12, 10:07
            ty kiszczynska to trzeźwa przed komputer nie zasiadasz:-/

            • pendzacy_krolik Re: kim jestem? 26.01.12, 18:49
              nie wiem,kim jest kiszczynska,ale wiem,ze ty jestes chamka.

              lewapinger napisała:

              > ty kiszczynska to trzeźwa przed komputer nie zasiadasz:-/
              >
        • pendzacy_krolik Re: kim jestem? 26.01.12, 18:44
          niby wyksztalcona , a pytanie jakies dziwne. prawo masz zawsze,do wszystkiego. moze powinnas zapytac - czy to sie oplaca, choc, w twoim przypadku tez ono brzmi dziwnie. tak naprawde, to ja juz nie wiem, o co ci chodzi,
          gdziekolwiek1 napisała:

          > Czy waszym zdaniem jeśli żyję z nim a jednak osobno, jeśli wiem że po tym ile o
          > d niego doznałam bólu, upokorzeń, wulgarnych wyzwisk, braku szacunku i wsparcia
          > juz wiem że nie potrafię go kochać mam prawo z tego zrezygnować?
    • blue_romka Re: kim jestem? 24.01.12, 06:54
      Rozumiem, że jest źle. Ale żeby zaraz rozwód? To tak, jakby bolała Cię ręka, a Ty zamiast iść do specjalisty i leczyć odrąbiesz ją sobie- fakt, nie będzie już boleć, ale czy o to chodzi?
      Co robiliście do tej pory, żeby poprawić Wasze relacje? Rozmawialiście szczerze, przedstawiałaś swój punkt widzenia na spokojnie, próbowaliście ustalić zasady współżycia? Może potrzeba terapii (wspólnej albo Twojej)?
    • esteraj Re: kim jestem? 24.01.12, 11:37
      gdziekolwiek1 napisała:

      > Czy waszym zdaniem jeśli żyję z nim a jednak osobno, jeśli wiem że po tym ile o
      > d niego doznałam bólu, upokorzeń, wulgarnych wyzwisk, braku szacunku i wsparcia
      > juz wiem że nie potrafię go kochać mam prawo z tego zrezygnować?

      Oczywiście, że masz prawo zrezygnować.
      "Kochaj bliźniego swojego JAK siebie samego" nie bardziej.
      Rezygnujesz z siebie, ciągle się poświęcasz, sądząc, że tak należy, że rodzina jest ważniejsza nawet od Ciebie samej. Prawda jest taka, że kiedy Ty nie czujesz się szczęśliwa, to nie możesz dać szczęścia. Nie można dać czegoś, czego się nie ma.

      > jestem także zła na siebie za brak tej siły która zwróciłaby mi należne miejsce
      > w małżeństwie, tym bardziej że wybaczyłam mu nawet zdradę, ale nie zrobiłby te
      > go gdybym była dobrą zoną,

      Prawdopodobnie popełniłaś jakiś grzech zaniedbania w relacjach z mężem, ale nie może on Ciebie oskarżać za zdradę. To tak jakby usprawiedliwiać się, że skoro dookoła ludzie kradną, to ja też będę złodziejem.
      Owszem, pierwszy raz można się pogubić i ulec pokusie, ale nie można przyjmować za usprawiedliwienie własnych błędów całego zła tego świata.
      Przecież Twój mąż miał prawo komunikować Ci, że coś nie gra w Waszym małżeństwie, że czuje się niekochany lub odepchnięty. Mógł zaproponować zmiany jakie pragnąłby wnieść w życie. Dopiero, gdy Ty nie chciałabyś nic zrobić w tym kierunku, żeby było lepiej, mógł powiedzieć o swoich zamiarach.
      On wyczuł Twoją słabość. Wzięłaś sporą część winy za jego zdradę na siebie i poczuł się bezkarnie. Zaczął nadużywać Twojej dobroci, Ty nie stawiałaś dość jasnych granic.

      > ja od 5 lat staram się ustalać zasady zycia w naszym domu ale niestety każda na
      > wet sugestia aby nagiął się do moich reguł kończy się jego wyzwiskami i stanowc
      > zym "NIE"

      Stawianie granic, to nie narzucanie własnej woli. Z tego co piszesz, to nie było Waszego kompromisu, wzajemnych ustaleń i rozmów. Ty chciałaś, żeby on dostosował się do Twoich narzuconych reguł.
      Nikt nie lubi, gdy mu się coś karze. Co innego wspólne ustalenia, na które godzą się obie strony. Ty składasz swoje propozycje, on swoje, Ty się na coś godzisz i on przyjmuje jakiś zakres obowiązków. Ty okazujesz jemu szacunek, on Tobie. Nie pozwalasz sobie na wyzwiska i uświadamiasz partnerowi, że ich sobie nie życzysz, bo Ty się tak do niego nie odzywasz.
      Działa to na zasadzie, co daję, to chcę dostać.
      Nie zawsze druga strona zdaje sobie z tego sprawę co dostaje, należy więc jej to uświadomić.

      • amb25 Re: kim jestem? 25.01.12, 08:56

        > Stawianie granic, to nie narzucanie własnej woli. Z tego co piszesz, to nie był
        > o Waszego kompromisu, wzajemnych ustaleń i rozmów. Ty chciałaś, żeby on dostoso
        > wał się do Twoich narzuconych reguł.
        > Nikt nie lubi, gdy mu się coś karze. Co innego wspólne ustalenia, na które godz
        > ą się obie strony. Ty składasz swoje propozycje, on swoje, Ty się na coś godzis
        > z i on przyjmuje jakiś zakres obowiązków. Ty okazujesz jemu szacunek, on Tobie.
        > Nie pozwalasz sobie na wyzwiska i uświadamiasz partnerowi, że ich sobie nie ży
        > czysz, bo Ty się tak do niego nie odzywasz.
        > Działa to na zasadzie, co daję, to chcę dostać.
        > Nie zawsze druga strona zdaje sobie z tego sprawę co dostaje, należy więc jej t
        > o uświadomić.


        Kolejna idealistka :)

        A co jesli rozmowa wygladala (w skrocie) np. tak
        Ona: Moze wlaczylbys sie w prace domowe?
        On (wariant 1): Daj mi spokoj. Zajety jestem. (A w mysli: Zawsze robilas to teraz tez rob, przeciez i tak mnie do niczego nie zmuszisz).
        On (wariant 2): Tak oczywiscie kochanie, zrobie o co poprosisz. (A w mysli. Dobra, dobra skoncz juz to gadanie. Zawsze robilas to teraz tez rob, przeciez i tak mnie do niczego nie zmuszisz)
        JAk facet czy ktokolwiek nie chce to go nikt do niczego nie zmusi. A on nie wykazuje checi. Mowi sie, ze przyzwyczajenie jest druga natura. Mam wrazenie, ze zarowno ona jak i on sa doskonalym przykladem tego powiedzenia. Z malym wyjatkiem, on nie chce zmian, jest mu tak dobrze, ona chce ale nie wie tak naprawde czego chce, bo boi sie nastepstw swoich decyzji.
        • esteraj Re: kim jestem? 25.01.12, 11:26
          amb25 napisała:

          > A co jesli rozmowa wygladala (w skrocie) np. tak
          > Ona: Moze wlaczylbys sie w prace domowe?
          > On (wariant 1): Daj mi spokoj. Zajety jestem. (A w mysli: Zawsze robilas to te
          > raz tez rob, przeciez i tak mnie do niczego nie zmuszisz).
          > On (wariant 2): Tak oczywiscie kochanie, zrobie o co poprosisz. (A w mysli. Dob
          > ra, dobra skoncz juz to gadanie. Zawsze robilas to teraz tez rob, przeciez i t
          > ak mnie do niczego nie zmuszisz)
          > JAk facet czy ktokolwiek nie chce to go nikt do niczego nie zmusi. A on nie wyk
          > azuje checi. Mowi sie, ze przyzwyczajenie jest druga natura. Mam wrazenie, ze
          > zarowno ona jak i on sa doskonalym przykladem tego powiedzenia. Z malym wyjatki
          > em, on nie chce zmian, jest mu tak dobrze, ona chce ale nie wie tak naprawde cz
          > ego chce, bo boi sie nastepstw swoich decyzji.


          Może rozmowa powinna wyglądać tak:
          - Kochanie, ostatnio doszło nam obowiązków, ja pracuję i niestety nie jestem w stanie wszystkiego ogarnąć. Czuję się zmęczona, więc musimy ustalić nowe zasady.
          Chciałabym, żebyś rzucił jakieś propozycje, jak możemy się podzielić zajęciami.
          (...)
          -Moje propozycje: ja wracam z pracy i mogę po drodze zrobić zakupy.
          Ty jesteś wcześniej, możesz przygotować obiad...
          Ja sprzątam kuchnie, ty łazienkę. Itd...

          Jeżeli mąż/partner stawia opór niech uzasadni miganie się od wykonania zadań.
          Jeżeli kobieta robiła coś do tej pory, niech również uzasadni, dlaczego nastąpi zmiana.

          Co do tłumaczenia:
          > Zawsze robilas to teraz tez rob, przeciez i tak mnie do niczego nie zmuszisz).
          moja odpowiedź by brzmiała:
          Tak, zawsze to robiłam, ale niestety czuję się już zmęczona, bo mam również inne zajęcia (tutaj wymieniam)
          Oczywiście, że do niczego Ciebie nie zmuszę, ale w takim razie powiedz mi proszę, czy chcesz byśmy byli razem i razem coś tworzyli, czy Ty z tego rezygnujesz. Zarówno ja jak i Ty na pewno damy sobie radę osobno. Ani ja do niczego Ciebie nie zmuszam, ani Ty.

          Tutaj następuje decyzja i w związku z nią kontynuujemy dalsze ustalenia.
          • amb25 Re: kim jestem? 25.01.12, 12:52
            > Tak, zawsze to robiłam, ale niestety czuję się już zmęczona, bo mam również inn
            > e zajęcia (tutaj wymieniam)
            opd. partnera: Dobrze, Kochanie, to sobie odpocznij, nie musisz tego robic dzisiaj, bez obiadu wytrzymam, albo pojde do Mc Don. A w domu nie jest az tak brudno zeby trzeba go bylo sprzatac co tydzien. Wiec widzisz, ze nie musisz sie tak przemeczac.

            > ..ale w takim razie powiedz mi proszę, czy chcesz byśmy byli razem i razem coś tworzyli, czy Ty z tego rezygnujesz.
            > Zarówno ja jak i Ty na pewno damy sobie radę osobno. Ani ja do niczego Ciebie
            > nie zmuszam, ani Ty.


            Odp. partnera: Alez ja chce , tylko tobie cos nieodpowiada. Przeciez ja od Ciebie niczego nie wymagam a ty ode mnie tak. Czy ja cie do czegos zmuszam?!!!! Jak nie chcesz sie zajmowac kuchnia to sie nie zajmuj, mozemy jadac na miescie albo u mojej mamy, sprzataczke mozemy wynajac, a dzieci moga sie same soba zajac. I dlaczego chcesz zniszczyc nasze malzenstow????

            Albo po prostu przy kazdej probie podjecia rozmowy on ja olewa, wkurza sie i wychodzi z domu z pretensjami, ze zona zakloa rodzinny spokoj i lporzadek ustalony od lat...

            No dobra, gdybac mozemy, jak by to bylo. Ale nikt mi nie powie, ze jesli facetowi na czyms nie zalezy, uwaza, ze dom to obowiazek kobiety a on jest pepkiem swiata, nie widzi motywacji, czuje sie pewny siebie itp. itd to on ot tak sie zmieni. On musi chciec, z jakis powodow zmienic sytuacje obecna. A on najwyrazniej nie ma motywacji.
            A ona nie wie jak wplynac na meza zeby sie zmienil. Sprawy nie chce stawiac na ostrzu noza bo maz moze sie zgodzic na odejscie i to jeszcze z radoscia. A ona nie wie czy tego chce czy nie.
            • esteraj Re: kim jestem? 25.01.12, 13:50
              amb25 napisała:

              > Odp. partnera: Alez ja chce , tylko tobie cos nieodpowiada. Przeciez ja od Cie
              > bie niczego nie wymagam a ty ode mnie tak. Czy ja cie do czegos zmuszam?!!!! Ja
              > k nie chcesz sie zajmowac kuchnia to sie nie zajmuj, mozemy jadac na miescie al
              > bo u mojej mamy, sprzataczke mozemy wynajac, a dzieci moga sie same soba zajac.
              > I dlaczego chcesz zniszczyc nasze malzenstow????

              Kochanie, wiesz, to jest dobry pomysł. Cieszę się, że będziesz zabierał mnie do restauracji, faktycznie, tam jest przyjemna atmosfera, no i nie trzeba sprzątać. Nie będę zmęczona, dzięki czemu będziemy uprawiać szalony seks. Z tą sprzątaczką też jest git. Dziękuję, że o mnie myślisz. Jesteś cudowny. A teraz idę odpocząć.

              > A ona nie wie jak wplynac na meza zeby sie zmienil. Sprawy nie chce stawiac na
              > ostrzu noza bo maz moze sie zgodzic na odejscie i to jeszcze z radoscia. A ona
              > nie wie czy tego chce czy nie.

              To niech ona sobie odpowie, co jest dla niej ważne: mąż czy porządek.
              Oczywiście, kobieta chce i tego i tego.
              Nie ma tak dobrze. Wszystko ma swoje dobre i złe strony.
              To tak jakby się zastanawiać, co zrobić, żeby mieć kochanka do łóżka i męża do zarabiania.
              Życie to wybory i kompromisy.
              Naturalnie można mieć kochanka i męża w jednej osobie, tylko wymaga to budowania dobrych relacji obydwu stron, opartych na wzajemnym szacunku.

              Możemy w jakiś sposób wpłynąć na decyzje i zachowania partnera, ale radykalnych zmian nie dokonamy.
              Najbardziej znane metody to:
              - branie na litość
              - wywoływanie poczucia winy
              - szantaż

              Dla mnie najlepszą i owocną metodą jest metoda kompromisów i wspólnie podejmowanych decyzji.
              • amb25 Re: kim jestem? 26.01.12, 08:27
                Tylko kto bedzie placil za ta restauracje, skoro on nie ma pieniedzy? Ona? A potem to ona bedzie sie zastanowic za co kupic dzieciom jedzenie i jeszcze trzeba bedzie mu dac kase na papierosy. A na dodatek wysluchac, ze jest brzydka i do niczego sie nie nadaje a dzieci chodza brudne.
                Do kompromisu potrzeba checi z dwoch stron, tu jej brakuje. Na litosc - w tym przypadku nie dziala, wywolanie poczucia winy - raczej powoduje agresje. A szantazu autorka watku chyba boi sie stosowac, bo nie zawsze dziala tak jak by sie chcialo.
                Facet nie radzi sobie w zyciu i to powduje u niego na pewno frustracje. Moze przezywa roznice w wysztalceniu, dochody nizsze niz u zony itp itd i to wszystko wyladowuje na zonie.
                On na pewno tez potrzeuje wsparcia, ale jak dlugo ona ma znosic jego frustracje? Do konca zycia?
                • esteraj Re: kim jestem? 26.01.12, 11:52
                  amb25 napisała:
                  Do kompromisu potrzeba checi z dwoch stron, tu jej brakuje. Na litosc - w tym
                  > przypadku nie dziala, wywolanie poczucia winy - raczej powoduje agresje. A sz
                  > antazu autorka watku chyba boi sie stosowac, bo nie zawsze dziala tak jak by si
                  > e chcialo.
                  > Facet nie radzi sobie w zyciu i to powduje u niego na pewno frustracje. Moze pr
                  > zezywa roznice w wysztalceniu, dochody nizsze niz u zony itp itd i to wszystko
                  > wyladowuje na zonie.

                  W przypadku autorki to wszystko zaszło już za daleko. Nie ma szacunku, nie ma porozumienia i nie ma chęci ze strony męża. Jak długo to ma trwać? Tak długo, dopóki kobieta nie powie: Dość, jestem samodzielna, dam sobie radę, nie chcę być dłużej poniżana, nie chcę dłużej mieć na sobie garba, który ciąży coraz bardziej.

                  Autorka w imię małżeństwa jeszcze ulega, ale trzeba zrozumieć, że samemu nie utrzyma się związku. Dlatego proponuję zadać ostateczne pytanie partnerowi: Czy chcesz jeszcze tego małżeństwa? W zależności od odpowiedzi, dalsze pytanie do męża:
                  -Tak - co zamierzasz wnieść od siebie, jakie podejmiesz zmiany, jak dalej to widzisz, jakie są Twoje propozycje? -
                  - Nie - rozstajemy się i podejmujemy ku temu kroki: pozew, podział majątku itp.

                  Czyli, to co ja proponuję, to przede wszystkim podstawowe pytanie: Czego ja chcę (autorka) i czego chce mój partner?
                • gdziekolwiek1 Re: kim jestem? 26.01.12, 12:16
                  amb25 uchwyciłaś sedno, kompromisy, szłam na nie tak długo ile się dało, ale z jego strony ciągłe pretensje że za mało się staram
                  jak długo można tak żyć?
                  kiedy mu zakomunikowałam, że wyjeżdżam na 2 tygodnie bo potrzebuję czasu do przemyślenia wszystkiego, on zadeklarował gotowość podjęcia pracy
                  tylko ja to już przerabiałam, mówi tak bo boi się, że kiedy wyjdę z domu nie wrócę
                  poza tym zawsze miał nade mną kontrolę i chyba się boi to utracić

                  jestem zmęczona potwornie, kiedy patrzę na niego widzę zalęknione "zwierzątko"
                  niedawno taki widok potęgował wyrzuty sumienia, że nie dość go wspieram, moje pomysły na pracę obśmiewa (dla niego nie ma odpowiedniego zajęcia)
                  a teraz taki widok jego zadowolonego z siebie doprowadza mnie do furii

                  no i jego słynne " i co ty teraz zrobisz?" z tym uśmieszkiem i pewnością że poza nim nie ma już nic...




                  • esteraj Re: kim jestem? 26.01.12, 12:36
                    Gdziekolwiek, ale czego Ty się tak naprawdę boisz?
                    Że nie dasz sobie rady i nikogo w życiu już nie spotkasz? Wiesz, że to nieprawda.
                    Że będziesz odpowiedzialna za jego nie udane życie? Przecież i tak śmieje Ci się w twarz, poniża, poza tym robiła co mogłaś.

                    > jestem zmęczona potwornie, kiedy patrzę na niego widzę zalęknione "zwierzątko"
                    > niedawno taki widok potęgował wyrzuty sumienia, że nie dość go wspieram

                    Poddajesz się jego manipulacji przez branie na litość. On zauważył, że to na Ciebie działa i on to wykorzystuje.
                    Można pomagać człowiekowi, który tej pomocy potrzebuje i który potrafi być wdzięczny.
                    W Twojej sytuacji on manipuluje Tobą z premedytacją.

                    Odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego się na to godzisz?
                    • gdziekolwiek1 Re: kim jestem? 26.01.12, 12:56
                      godzę się na takie traktowanie, bo nie znam innego życia. Smutne ale prawdziwe. Poza tym on straszy że nie da mi tak łatwo odejść, moze być dobrze jeśli "wrócimy" do starego schematu, czyli on w centrum naszego zycia, jego potrzeby i pasje

                      nie mogę sobie tylko darować że przez lata izolował mnie od moich bliskich i znajomych, dla t.zw. świętego spokoju robiłam wszystko na zasadzie byleby był spokój

                      nieraz w nerwach "ruszył" w moją stronę żeby mnie przestraszyć (skutecznie)
                      jak mam rozmawiać kiedy on nie widzi swojej winy, proponowałam wizytę u mediatora, psychologa. Powiedział, że mogę sama iść bo jestem pie..... wariatką

                      poczucie własnej wartosci bliskie zeru kiedy kilka razy w tygodniu słyszysz że jesteś idiotką, debilką, czubem i głupią suką

                      jestem zaszczuta i brak mi sił na radykalne posunięcia bo codzienne sprawy też ogarniam ja

                      teraz możecie po mnie pojechać ;)

                      • annb Re: kim jestem? 26.01.12, 13:27
                        Rozumiem, zrobi Rejtana w drzwiach albo przykuje Cię łancuchem za nogę do kaloryfera
                      • esteraj Re: kim jestem? 26.01.12, 13:38
                        gdziekolwiek1 napisała:

                        > godzę się na takie traktowanie, bo nie znam innego życia

                        Każdy człowiek najbardziej boi się zmian. Lepsze złe ale znajome niż dobre, bo nieznane.
                        Pomyśl przez chwilę jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś się jednak rozwiodła. Jak możesz rozwiązać sytuację z mieszkaniem? Masz pracę i utrzymujesz w większości rodzinę, więc tutaj nie ma o co pytać. Jak byś się czuła, gdybyś przestała być poniżana przez swojego męża?

                        Rozumiem, że najwygodniej byłoby, gdyby Twój mąż się zmienił i zrozumiał co nieco. Nie łudź się. Pomyśl jak długo czekasz na zmianę. Czy nie szkoda Ci czasu?

                        > nie mogę sobie tylko darować że przez lata izolował mnie od moich bliskich i zn
                        > ajomych, dla t.zw. świętego spokoju robiłam wszystko na zasadzie byleby był spo
                        > kój

                        To nie on Ciebie odizolował od znajomych. To Ty podjęłaś decyzję, że wolisz święty spokój i nie spotykałaś się z nimi. Pamiętaj, tylko Ty podejmujesz wybory i decyzje. Tylko Ty możesz kierować swoim życiem.

                        Wiem, że trudno jest się z tym pogodzić. Zawsze szukamy winnych, zawsze chcemy siebie usprawiedliwić. Prawda jest taka, że jeżeli chodzi o nasze życie, to tylko my jesteśmy za siebie odpowiedzialni.
                        Zauważ, że mąż zupełnie nie przejmuje się tym, jak Ty będziesz się czuła. W gruncie rzeczy on podejmuje ryzyko i jest przygotowany na Twoje odejście, bo pozwala sobie na bardzo dużo, chyba, że sprawdza Twoje granice wytrzymałości i jak się okazuje, skutecznie je przesuwa.

                        Bardziej Ci zależy na jego opinii niż na tym, co Ty sama o sobie myślisz.
                        Czy on nie jest jedyną osobą, która ma Ciebie za nic.
                        Podejrzewam, że jest wiele osób, które Ciebie ceni i ma Ciebie za wartościową kobietę.
                        Dlaczego wierzysz jemu? Przecież wiesz, że on kłamie, że jedynym celem jest Ciebie zrównać do zerowego poziomu.
    • pendzacy_krolik Re: kim jestem? 26.01.12, 18:41
      rozumiem,ze nie kazesz internautkom podjac za ciebie decyzji? jest ci po prostu ciezko i szukasz sojusznikow w walce. znam to.coz....to zalezy. albo chcesz walczyc albo wegetowac. jesli walczyc to oznacza jedno-rozwod i potem zaczynanie zycia od nowa.tylko,czy to sie TOBIE oplaca. ot,takie pytanie niepozorne, a jednak ma swoja wage. chcesz wiedziec, co ja wybralam po 23 latach? wegetacje. i nie pytaj, dlaczego. powodzenia.
      • gdziekolwiek1 Re: kim jestem? 28.01.12, 11:40
        Króliku dziękuję za trafność twojej odpowiedzi, nikt nie podejmie za mnie decyzji,wiem to. Nie mam komu tak do końca opowiedzieć o moich rozterkach. A są i to ogromne, ja swojej wegetacji po 5 latach mam po prostu dość, chcę to zmienić. Jeśli rozwód będzie jedynym rozwiązaniem to poniosę tego konsekwencje.
        Ja marzę aby żyć swoim życiem, śmiać się kiedy mam ochotę, spać do której chcę,
        rozmawiać z kim chcę, pojechać tam gdzie lubię, albo nic nie robić bo tak lubię. Chcę to wszystko robić bez strachu ze on to wyśmieje, zabroni, albo zrobi dziką awanturę o to że zapomniałam włączyć o wyznaczonej porze zmywarkę.
        Ja wiem ze dla niektórych z was to absurdy ale moje życie niestety podporządkowałam temu mężczyźnie i teraz bez pomocy z zewnątrz po prostu nie dam rady pójsć dalej.
        Wierzcie próbowałam znależć dla nas rozwiązanie ale on widzi tylko swoje racje i uparcie obstaje przy nich. Mam się podporządkować= będzie dobrze a jak nie = mam wypier...
        Czy dam radę nie wiem ale sama świadomość ze ktoś wysłucha jest ogromna. Dziękuję wszystkim ogromnie

        • aniazavonlea Re: kim jestem? 28.01.12, 16:21
          Ja myślę że Ty jesteś w takim związku przemocowym, . Facet stosuje na Tobie przemoc psychiczną ale jak to w takich związkach jesteś bardzo z nim związana bo takie sado-macho związki bardzo są spójne. Czasem jedna strona ma dosyć ale moim zdaniem ty po rozwodzie znajdziesz sobie podobny typ przemocowca. On Cie traktuje jak szmatę a Ty pytasz czy masz prawo go opuścić, powinnas już dawno trzasnąć drzwiami.
          Ty musisz iść na terapię, przerobić to co wyniosłaś z domu, bo z tego co piszesz to rzeczywiście miałaś w domu niefajne stosunki z ojcem i wybrałaś ten sam tym do związku. W trakcie terapii nauczysz się jak bronić siebie, co odpowiadać mężowi.
          Wystarczy że odpowiesz na jego ubliżenia, ja uważam inaczej lub to tylko Twoje zdanie i wyjdziesz z pokoju gdzie on przebywa. Po prostu musisz wyjść do ludzi na zewnątrz poszukać pomocy, sama zacząć się szanować. Warto to zrobić dla siebie i dla syna.
          uważam że powinnaś też zabezpieczać się materialnie, gdyybyś się zdecydowała odejść, zapytać prawnika czy rzeczywiście zostałabyś z niczym po rozwodzie...możesz wnieść o separację
          Dodatkowo tupnij nogą i nie dawaj mu kasy, powiedz kochanie od dziś nie łoże na Ciebie, jesteś zdrowy...idź do pracy..
          • sebalda Re: kim jestem? 28.01.12, 17:13
            Rozumiem Cię jak chyba nikt na tym forum, bo mam dokładnie ten sam problem, podobnego męża frustrata odreagowującego niepowodzenia na bliskich, i do tego problem ustawiania się w roli ofiary i brak decyzyjności, lęk przed zmianą.
            Koniecznie zacznij żyć swoim życiem, wyjdź z domu, zadbaj o siebie. Terapia na pewno by nie zaszkodziła, tylko dla Ciebie, bo on na pewno się nie zgodzi. Musisz mieć w nosie jego zdanie na temat takiej terapii, niech Cię wyzywa od psycholek, jego zdanie jest tu najmniej ważne, ważna jesteś Ty!
            Jak w tym wszystkim syn? Jaki mąż ma do niego stosunek, jakie są ich więzi? Wiesz, że rozwod nie musi pozbawiać syna kontaktów z ojcem. Czasami te kontakty są nawet lepsze po rozwodzie rodziców.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka