mwiktorianka
22.06.12, 18:05
Witam! Problem dotyczy zachowania rodziny męża.Chodzi mianowicie o mieszkanie, które teściowa " zapisała" swojej wnuczce(bratanicy mojego męża) ok. 3 lata temu.Nie mamy pewności na ile była świadoma tego co podpisała (miała już wówczas poważne problemy z pamięcią).W okresie kiedy mieszkanie zostało przepisane na ową wnuczkę, brat męża skutecznie dbał aby mąż nie pojawił się wtedy u mamy, co nie było trudne ponieważ mieszkamy w mieście oddalonym o 300 km, a o całej sprawie nie mieliśmy pojęcia.Brat poinformował męża już po fakcie i dodał, że jest też klauzula do umowy, z której wynika ,że mąż w przyszłości już po sprzedaży mieszkania dostanie jakąś część.Niestety nie pokazano nam tej umowy więc nie wiemy co w niej jest tak naprawdę.
Teściowa zmarła w zeszłym roku.
Przed Wielkanocą mąż dostał od brata życzenia świąteczne więc oddzwonił aby też mu złożyć.Pierwsze co usłyszał to, że mieszkanie jeszcze nie jest sprzedane....Mąż na to, że dzwoni z życzeniami, a nie w sprawie mieszkania.
Ostatnio mąż chciał pojechać na grób rodziców, zadzwonił więc do brata czy mógłby przenocować w mieszkaniu po mamie żeby nie jechać tyle km w jeden dzień.Brat powiedział, że oczywiście nie ma sprawy, jak najbardziej itp.(dodam, że już wcześniej zapraszał męża/ nas aby przyjechał).Umówili się, ze jeszcze przed przyjazdem mąż zadzwoni.Niestety brat nie odbierał telefonu....
Takie sytuacje miały już wcześniej miejsce z rodzina męża; mówią,zapraszają itd, a potem odwracają kota ogonem.U nich nie rozmawiało się o problemach, a udawało, że ich nie ma(to słowa męża).Nie wiem dlaczego tak się zachowują i pewnie nigdy tego nie zrozumiem bo jak dla mnie nie ma w tym żadnej logiki.Mąż wyprowadził się z rodzinnego domu gdy miał 21 lat, zawsze radził sobie sam, o nic nie prosił rodziców, ani rodzeństwa(jest od nich dużo młodszy tzw.późne dziecko), nawet kiedy był jeszcze w szkole średniej pracował w każde wakacje.
Mąż chciałby wystąpić o zachowek do swojej siostrzenicy(kobieta ma ponad 30 lat), ja tez jestem tego zdania, że jeśli jest taki zapis w prawie spadkowym to po to aby z niego korzystać.
Z drugiej jednak strony nie chce mieć już z tą rodzina nic wspólnego, wystarczająco dali nam w kość swego czasu.Nie ukrywam, że te pieniądze przydały by się, mamy dzieci ich potrzeby rosną wraz z wiekiem.Oboje z mężem pracujemy, ale nie zarabiamy kokosów.
Z drugiej strony podejrzewam, ze to nie była umowa darowizny, a dożywocia i wtedy nie ma mowy o zachowku.Relacje męża z rodzina są raczej chłodne, nigdy nie wybaczyli mu wyprowadzki do innego miasta(przypuszczam, ze rodzeństwo liczyło na to, ze jako najmłodszy zapewni mamie na starość opiekę, a oni będą mieli problem z głowy).
I tak się zastanawiam czy w ogóle warto zaczynać tą sprawę?