Dodaj do ulubionych

Walczyć o swoje?

22.06.12, 18:05
Witam! Problem dotyczy zachowania rodziny męża.Chodzi mianowicie o mieszkanie, które teściowa " zapisała" swojej wnuczce(bratanicy mojego męża) ok. 3 lata temu.Nie mamy pewności na ile była świadoma tego co podpisała (miała już wówczas poważne problemy z pamięcią).W okresie kiedy mieszkanie zostało przepisane na ową wnuczkę, brat męża skutecznie dbał aby mąż nie pojawił się wtedy u mamy, co nie było trudne ponieważ mieszkamy w mieście oddalonym o 300 km, a o całej sprawie nie mieliśmy pojęcia.Brat poinformował męża już po fakcie i dodał, że jest też klauzula do umowy, z której wynika ,że mąż w przyszłości już po sprzedaży mieszkania dostanie jakąś część.Niestety nie pokazano nam tej umowy więc nie wiemy co w niej jest tak naprawdę.
Teściowa zmarła w zeszłym roku.
Przed Wielkanocą mąż dostał od brata życzenia świąteczne więc oddzwonił aby też mu złożyć.Pierwsze co usłyszał to, że mieszkanie jeszcze nie jest sprzedane....Mąż na to, że dzwoni z życzeniami, a nie w sprawie mieszkania.
Ostatnio mąż chciał pojechać na grób rodziców, zadzwonił więc do brata czy mógłby przenocować w mieszkaniu po mamie żeby nie jechać tyle km w jeden dzień.Brat powiedział, że oczywiście nie ma sprawy, jak najbardziej itp.(dodam, że już wcześniej zapraszał męża/ nas aby przyjechał).Umówili się, ze jeszcze przed przyjazdem mąż zadzwoni.Niestety brat nie odbierał telefonu....
Takie sytuacje miały już wcześniej miejsce z rodzina męża; mówią,zapraszają itd, a potem odwracają kota ogonem.U nich nie rozmawiało się o problemach, a udawało, że ich nie ma(to słowa męża).Nie wiem dlaczego tak się zachowują i pewnie nigdy tego nie zrozumiem bo jak dla mnie nie ma w tym żadnej logiki.Mąż wyprowadził się z rodzinnego domu gdy miał 21 lat, zawsze radził sobie sam, o nic nie prosił rodziców, ani rodzeństwa(jest od nich dużo młodszy tzw.późne dziecko), nawet kiedy był jeszcze w szkole średniej pracował w każde wakacje.
Mąż chciałby wystąpić o zachowek do swojej siostrzenicy(kobieta ma ponad 30 lat), ja tez jestem tego zdania, że jeśli jest taki zapis w prawie spadkowym to po to aby z niego korzystać.
Z drugiej jednak strony nie chce mieć już z tą rodzina nic wspólnego, wystarczająco dali nam w kość swego czasu.Nie ukrywam, że te pieniądze przydały by się, mamy dzieci ich potrzeby rosną wraz z wiekiem.Oboje z mężem pracujemy, ale nie zarabiamy kokosów.
Z drugiej strony podejrzewam, ze to nie była umowa darowizny, a dożywocia i wtedy nie ma mowy o zachowku.Relacje męża z rodzina są raczej chłodne, nigdy nie wybaczyli mu wyprowadzki do innego miasta(przypuszczam, ze rodzeństwo liczyło na to, ze jako najmłodszy zapewni mamie na starość opiekę, a oni będą mieli problem z głowy).
I tak się zastanawiam czy w ogóle warto zaczynać tą sprawę?
Obserwuj wątek
    • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 18:10
      Miało być" chce wystąpić do bratanicy"- wkradł się błąd :-).
    • nostress.ka21 Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 19:17
      1. Kto opiekował się Babcią w ostatnich latach życia?
      2. Czy Twój mąż miał kontakt z Mamą? - chodzi o telefony, zainteresowanie jej stanem zdrowia, ewentualną pomoc?
      3. Czy Mama Twojego męża mówiła cokoliek w tym temacie Twojemu mężowi?

      Niestety, ale bez znajomości sytuacji, czyli szczerej odpowiedzi na powyże pytania nikt nie będzie w stanie udzielić sensownej odpowiedzi. Takie sprawy często są trudne i mają dwie strony.
    • mruwa9 Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 20:32
      rowniez podpinam sie pod pytanie: kto sie tesciowa opiekowal w ostatnich latach?
      Podejrzewam, ze twoj maz palcem nie kiwnal, gdy trzeba bylo matce np. zmieniac pieluchy albo pilnowac w nocy, zeby domu nie podpalila (wnioskuje z opisu, ze miala demencje), ale po zachowek ustawia sie pierwszy w kolejce :-(
      Moim zdaniem zadne pieniadze nie sa warte tego, zeby isc na noze i sady z wlasnym rodzenstwem (przynajmniej ja tak mam, moje rodzenstwo i dobre relacje z nim sa dla mnie znacznie wazniejsze, niz kasa, choc rozumiem, ze miedy twoim mezem a jego bratem relacje i tak nie sa idealne), zwlaszcza, jesli bez tej kasy i tak radzicie sobie w zyciu bez wiekszych problemow. Po drugie, koscia w gardle stanelaby mi kasa, ktora mialabym zabierac mlodej dziewczynie na dorobku, zwlaszcza, ze pewnie,jak podejrzewam, odpowiednia gotowka nie dysponuje, pewnie musialaby sie wkopac w kredyty, zeby wuja splacic, albo sprzedac mieszkanie i zostac z niczym.
      • nostress.ka21 Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 21:06
        Właśnie dlatego zapisałam, gdyż aktualnie jestem po drugiej stronie barykady.
        Przez ponad 10 lat opiekowałam się Babcią, początkowo to były po prostu zakupy, sprzątanie, towarzyszenie u lekarzy itp. Z czasem przerodziło się to w całkowitą zależność. Nie żałuję absolutnie niczego, ani jednej minuty poświęconej Babci, jednak niewiele osób jest w stanie zrozumieć, że dla młodej osoby związane to było z masą wyrzeczeń. Babcia przepisała na mnie mieszkanie w 2003 roku, zmarła w 2011 i właśnie wtedy nagle zleciało się rodzeństwo mojego Taty z wielkimi rozczeniami. Rodzeństwo, które po telefonie, że Babcia leży w szpitalu w krytycznym stanie nie było w stanie przyjechać w sobotę 50 kilometrów! Syn, którego widziałam raz w życiu w 1992 roku, do ktorego to ja dzwoniłam jeśli Babcia płakała, że nie wie co u kochanego synka, gdyż on własną Matką się nie interesował! Oraz Syn, który na moją prośbę aby pomóc mi zorganizować pogrzeb - nie miał na to czasu! Ja nie mogłam występować w tej roli ponieważ nie jestem najbliższą rodziną czyli małżonkiem lub dzieckiem!
        I co? I teraz trzy osoby nagle się obudziły i chcą swoje zadatki...
        Więc wybacz, ale najpierw zastanów się czy dla takich pieniędzy warto rozpoczynać coś takiego!
      • kamizela Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 21:14
        > rowniez podpinam sie pod pytanie: kto sie tesciowa opiekowal w ostatnich latach
        > ?
        > Podejrzewam, ze twoj maz palcem nie kiwnal, gdy trzeba bylo matce np. zmieniac
        > pieluchy albo pilnowac w nocy, zeby domu nie podpalila (wnioskuje z opisu, ze m
        > iala demencje), ale po zachowek ustawia sie pierwszy w kolejce :-(

        Właśnie przeczytałam to zdanie i zadumałam się nad swoją sytuacją rodzinną. Wygląda na to, że moja rodzona siostra robi od 2-3 lat dokładnie wszystko w tym kierunku, żeby po śmierci naszej matki dokładnie tak właśnie sprawę móc przedstawić. Ja mieszkam ze swoim mężem i dziećmi w domu, który kupiliśmy całkowicie na kredyt i przędziemy naprawdę cienko (frank...). Ona mieszka z matką w domu, w którym obie się wychowałyśmy od urodzenia, prowadzi tryb życia luksusowej singielki z korporacji, zbliża się do 40-tki i odkąd pamiętam, opowiada, że zaraz bierze kredyt, żeby się wyprowadzić i w końcu mieszkać jak człowiek (czyli nie z mamusią), ale tego nie robi, bo zawsze coś. Matka jakiś czas temu się rozchorowała, choroba nie zagraża jej życiu ani sprawności intelektualnej, ale odbiera jej stopniowo sprawność fizyczną. Oficjalnie jest to pretekst dla siostry, że znowu nie może z jakiegoś powodu się usamodzielnić, no taki los. I stopniowo widzę, jak moja siostra coraz bardziej konfliktuje się ze mną. Są to jej inicjatywy, ja jej nic nie zrobiłam, natomiast ona darzy mnie coraz większą wrogością i przestaje to ukrywać, a wręcz się z tym ostatnio ujawniła w pełnej krasie i wyraźnie daje mi do zrozumienia, że moje i mojej rodziny wizyty w domu matki (gdzie ona też mieszka) są przez nią bardzo niemile widziane - ostentacyjnie wychodzi, jak ja wchodzę, trzaska drzwiami, bez przerwy zwraca mi uwagę, że odstawiłam szklankę nie tam, gdzie trzeba albo robi jakąś awanturę itp. A matka, dla której to zawsze była ta "lepsza córka", tańczy tak, jak siostra zagra. "No to może nie przyjeżdzaj na razie, bo ona taka zła chodzi, po co ją drażnić" albo "ja chcę spokoju a jak ty się pojawiasz, to od razu jest awantura, skoro się nie możecie dogadać, to nie przyjeżdżaj". Sytuacja ciąży bardzo mocno ku temu, żebym faktycznie w ogóle przestała tam przyjeżdżać i powiedziała sobie "a odwalcie się w takim razie ode mnie", zajęła się swoim życiem. Mam wrażenie, że dokładnie takie jest życzenie mojej siostry i do tego dąży, żeby na maksa skonfliktować mnie nie tylko ze sobą, ale także z matką i doprowadzić przy pomocy takich manipulacji do zerwania stosunków dyplomatycznych i ustanowić mnie persona non grata w ICH domu. Zastanawiam się od dawna, co ją ugryzło i co jej odbiło, miałam różne hipotezy, włącznie z tym, że może zazdrości mi, że mam rodzinę i miałam odwagę na wzięcie kredytu, ale...

        ...ale słowa mruwy przypomniały mi, że jest w tym nasz rodzinny dom (wart grubą kasę, w świetnej lokalizacji, można za niego kupić 2-3 mieszkania), który się w niedalekiej przyszłości będzie nazywał "spadek" i który, być może, w takiej sytuacji, zostanie "w naturalny sposób" przekazany mojej siostrze a ja, jako że "nie odwiedzałam matki" i "wypięłam się na rodzinę" będę w sytuacji osoby, która "śmie wyciągać rękę po zachowek" a "nie kiwnęła palcem przy opiece" jako że ten dom stanowi naprawdę cały rodzinny majątek a ja, no cóż, mam dzieci i jakieś zobowiązania wobec nich, więc nie oddam honorowo siostrze całego domu, żeby sobie go wzięła.
        • nostress.ka21 Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 22:11
          Ejjj spokojnie, nie podchodź do tego w sposób materialny.
          Nie wywnioskowałam z Twojej wypowiedzi, żeby Twoja Mama wymagała jakiejś specjalnej opieki. Może podejdź do tego bardziej na chłodno i umów się z siostrą na kawę, gdziekolwiek byle nie w domu i omów problem.

          A względem tego, że coś jej się nie podoba w kwestii Twojego odstawiania szklanek czy czegoś... no kurde to już nie jest Twój dom, Ty tam nie mieszkasz. Owszem jest to Twój dom rodzinny, ale jesteś specyficznym gościem.
          • kamizela Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 23:12
            > Ejjj spokojnie, nie podchodź do tego w sposób materialny.

            Ja w ogóle aż do teraz nie wpadłam na to, że problem może mieć podłoże materialne.

            > Nie wywnioskowałam z Twojej wypowiedzi, żeby Twoja Mama wymagała jakiejś specja
            > lnej opieki. Może podejdź do tego bardziej na chłodno i umów się z siostrą na k
            > awę, gdziekolwiek byle nie w domu i omów problem.

            Mama dzisiaj nie wymaga, jutro będzie wymagała, jej stan zdrowia się będzie pogarszał. Propozycja wyjaśnienia z siostrą na kawie sprawy ubawiła mnie :) - wiem, że masz za mało danych, bo tylko tyle, co napisałam, ale moja siostra nie należy do osób, które cokolwiek załatwiają w sposób otwarty a jeżeli coś z nią ustalisz w sposób otwarty, to możesz być pewna, że nie dotrzyma słowa. Taka rozmowa zakończona by została, zanim by się zaczęła, słowami "może ty masz jakiś problem, to idź do lekarza, ja problemu nie mam".

            > A względem tego, że coś jej się nie podoba w kwestii Twojego odstawiania szklan
            > ek czy czegoś... no kurde to już nie jest Twój dom, Ty tam nie mieszkasz. Owsze
            > m jest to Twój dom rodzinny, ale jesteś specyficznym gościem.

            Tutaj też nie zrozumiałaś. Nie mieszkam w tym domu od 10 lat a zwracanie uwagi o przysłowiowe szklanki zaczęło się razem z awanturami 2-3 lata temu i jest to nie tyle zwracanie uwagi, co regularnie sztorcowanie z coraz rzadszym zachowaniem pozorów. Jej się po prostu przestało podobać cokolwiek, co się wiąże z moją obecnością w tym domu i nie zamierza mi w żaden sposób ułatwiać wizyt ani tworzyć atmosfery, że jestem przez nią mile widziana. Matce się to też udziela.

            >
            > A względem tego, że coś jej się nie podoba w kwestii Twojego odstawiania szklan
            > ek czy czegoś... no kurde to już nie jest Twój dom, Ty tam nie mieszkasz. Owsze
            > m jest to Twój dom rodzinny, ale jesteś specyficznym gościem.
        • zolza42 Kamizela 23.06.12, 10:14
          Może już oddałaś.
          Miałam identyczną sytuację z tym, ze moja matka miała jeszcze bardzo pokaźne konto.
          Po śmierci matki okazało się, że matka dom SPRZEDAŁA mojemu bratu, który całe życie na niej pasożytował większość czasu w ogóle nie pracując zawodowo. Pieniądze z konta zniknęły w tajemniczy sposób, dom jest jego, a w trzy miesiące po pogrzebie matki mój brat ożenił się z panią 15 lat młodszą od siebie i nawet chciał ode mnie pożyczyć pieniądze na auto.

          Brat pilnował, abym za często nie widywała matki, oboje kłamali mnie we wszystkim, nigdy mnie nie zapraszali, nawet herbaty nikt mi nigdy nie zaproponował, naciągali mnie na pożyczki, bo ponoć konta matka nie chciała ruszać...

          Matce kupiłam suknię wieczorową do trumny, ładną bieliznę i wyjściowe buty, bo brat chciał matkę pochować w zwykłych, noszonych ubraniach. Na pogrzeb nawet nie poszłam, na grobie matki nigdy nie byłam.
          Rachunki zamknęłam, do sądu nie poszłam.

          Czuję się z tym lepiej, choć czasem mam żal.
      • elle-joan Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 22:38
        Mruwa, za dużo wniosków wyciagnęłaś. Nie wiem jakie były relacje męża autorki z mamą i dlaczego. Czasem jedno dziecko mniej "się udziela", ma mniejszy kontakt, bo jest przez tę rodzinę odsunięte. A ta wg Ciebie "młoda dziewczyna na dorobku" to kobieta po 30 stce, prawdopodobnie w wieku zbliżonym do autorki i jej męża. Gdyby wcześniej brat jako starszy pomógł młodszemu na dorobku, to teraz można by oczekiwać że wujek zrzecze się spadku na rzecz bratanicy, ale nie wiesz z jakimi trudnosciami sam moze się zmierza. Piszesz że wazniejsze dobre relacje niż kasa. Ok, ale jak rodzice czy dziadkowie nie traktują dzieci/wnuków jednakowo, to nie ma dobrych relacji zazwyczaj. Myslę, że to raczej starszy brat w imię dobrych relacji mógłby zgodnie z obietnicą podzielić się z bratem. Myślisz, że jak młodszy machnie ręką na spadek, to będą dobre relację?
    • wies-baden Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 21:32
      Świat zna te problemy od zawsze! Wina w takich sytuacjach zawsze po stronie rodziców, należałoby dzielić po równo, a wspaniałomyślne rodzeństwo mogłoby się zrzec na korzyść tego, kto się opiekował czy kogo matka chciałaby obdarzyć mieszkaniem, ale tak jest w idealnym świecie, który nie istnieje. Obdarowywanie " nie po równo" rodzi żal, niechęć i straszne kwasy, nigdy bym tego nie zrobiła- niejedna rodzina rozpadła się z powodu takich niesnasek. Starsi ludzie nie zawsze byli starzy i powinni przewidzieć konsekwencje swojego postępowania, a już tekst mamusi;- nie przyjeżdżaj bo ona się denerwuje, jest szczytem głupoty i ubezwłasnowolnienia. Przecież mamusia mogłaby jakoś zadysponować swoim majątkiem.


      • kamizela Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 21:51
        a już tek
        > st mamusi;- nie przyjeżdżaj bo ona się denerwuje, jest szczytem głupoty i ubezw
        > łasnowolnienia. Przecież mamusia mogłaby jakoś zadysponować swoim majątkiem.

        Ja bym to raczej nazwała preferencją jednej z córek. W tym wypadku. Jeżeli jest konflikt (nieważne, że sprowokowany, matka tego nie widzi i nie chce widzieć) i trzeba wybrać dobre samopoczucie jednej córki kosztem drugiej, to wtedy preferencje robią się czytelne. I mogą mieć wpływ na zadysponowanie majątkiem, jak wspomniałaś, ja właśnie też na to wpadłam.
        • wies-baden Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 22:16
          Starzy a głupi! Faworyzowanie jednego z dzieci czy jedno z wnucząt szkodzi zdecydowanie faworyzującym, tyle wysiłku i pracy na próżno. Byłam małą dziewczynką, jechałam z kuzynką *faworytką* na kolonie, faworytka szalała z kasą, dzbanuszki , lody itp a ja skromniutko. Powiedziała, że dostała od babci 20 zł ( majątek wtedy, oranżada chyba kosztowała 1,60), pamiętam o tym do dzisiaj chociaż ja nie jestem z tych pamiętliwych.
          • ti-gisiowa Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 22:23
            Ja w takiej sytuacji wpadałabym do mamy wtedy kiedy siostry nie byłoby w domu i z głowy jej humory. Dla chcącego kontaktu to nic trudnego, tylko czasem trzeba położyć uszy po sobie a nie wszyscy to potrafią. Wielu Polaków ma taką butę, chorą dumę i zawziętość w charakterze. Problemy spadkowe sa tak stare jak świat i zawsze będą.
            • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 22.06.12, 23:50
              Postaram się odpowiedzieć na wasze pytania naświetlając sprawę.
              Zacznę może od początku.Otóż moja teściowa od początku mnie akceptowała i nie chodziło o moją osobę konkretnie ponieważ nastawiła się do mnie negatywnie za nim jeszcze mnie poznała, zabroniła mojemu mężowi(wówczas chłopakowi, potem narzeczonemu zapraszać mnie do ich domu.Ja mieszkałam w odległym mieście i nocowałam u mojej rodziny kiedy przyjeżdżałam. Przypuszczam, że powodem tej niechęci był fakt, że syn po ślubie wyprowadzi się w moje rodzinne strony.Nie chciała spotkać się z moimi rodzicami.Widząc jednak, że mój mąż nie odpuści dała wreszcie za wygraną.Dosłownie w jednej chwili zapałała do mnie wręcz miłością, ściskała całowała i mówiła miłe słowa(widząc mnie pierwszy raz w życiu).Na ślub przyjechała tylko teściowa i siostrzeniec męża.Rodzeństwo się nie pojawiło choć oczywiście było zaproszone.Przez te wszystkie lata odwiedzaliśmy teściową regularnie podczas wakacji czy świąt jeździliśmy z dziećmi, a pomiędzy wspólnymi wizytami mąż jeździł tez sam.Wydawało się , że relacje są ok.Dziwne było to, że rodzeństwo męża chociaż zapraszane nigdy nie przyjechało nas odwiedzić nawet z takich okazji jak chrzciny czy komunie.
              W pewnym momencie zaczęły się pytania czy nie myślimy o przeprowadzce bo mama coraz starsza itd.Po przemyśleniu postanowiliśmy się przeprowadzić, oczywiście po uprzedniej rozmowie z teściową, która wyraziła zgodę.Przygotowania do przeprowadzki trwały kilka m-cy bo wiadomo zmiana pracy itd.Włożyliśmy w to sporo wysiłku aby zorganizować wszystko jak najlepiej.Dzień przed przeprowadzką mąż dostał tel od rodzeństwa, że nikt sobie go tam nie życzy, że nie chcieli aby się wyprowadzał, a teraz powrotu już nie ma i nie chcą nas tam.....Ja byłam zwyczajnie wściekła, ale co czuł mąż, którego najbliższa rodzina tak potraktowała mogę się tylko domyślać.Na kilka lat kontakt się urwał.Później mąż odnowił kontakty, wszyscy udawali, że nic się nie stało.Ok trzy lata temu brat męża(siostra już nie żyje) stwierdził, że mieszkanie trzeba by przepisać, twierdził, że on nic z tego nie chce i najlepiej przepisać na wnuki(obaj tak ustalili).Czas nie został określony.Mąż chciał wybrać się na święto zmarłych na grób ojca i siostry, a przy okazji oczywiście odwiedzić mamę.Brat (choć wcześniej ustalono, że mąż przyjedzie) nagle zaczął odwoływać te odwiedziny, że teraz lepiej nie, a w ogóle to najlepiej aby mąż przyjechał w innym terminie to od razu załatwia sprawę przepisania mieszkania.Kilka dni później dostał tel, że mieszkanie jest przepisane na bratanicę....
              Widzicie w tym jakiś sens?Bo ja widzę tylko jeden; chęć ukarania brata za wyprowadzkę, wszystko wokół tego się kręci.
              Tak jak już pisałam, mąż, ani ja o nic nigdy nie prosiliśmy rodziny męża i niczego od nich nie dostaliśmy.Kiedy jeździliśmy w odwiedziny utrzymywaliśmy się sami, nie liczyliśmy na to, że teściowa będzie nas żywić.
              Co do owej obdarowanej wnuczki to rzeczywiście była zawsze faworyzowana przez babcię, byliśmy kilkakrotnie na święta z wizytą, prezent od babci dostawała zawsze tylko owa wnuczka, moje dzieci nic.
              Co do jej dorabiania się, to jest to osoba świetnie sytuowana;ma własne(odziedziczone)duże mieszkanie(oprócz tego które dostała od mamy mojego męża), świetna pracę i wiecznego narzeczonego bo stawia na karierę i nie zamierza zakładać rodziny.Przyznaję, że jej nie lubię, ale głównie dlatego, że zawsze się uważała za lepszą od nas, widywaliśmy się niezmiernie rzadko i zawsze siedziała jak udzielna księżna i traktowała nas z góry lub po prostu wychodziła kiedy przyjeżdżaliśmy(mijając nas na schodach udawała, że nas nie zna).
              Tu już nie chodzi o ta kasę, ale o zachowanie rodziny męża.Moja rodzina tez nie jest idealna, powiedziałabym nawet, że do ideału sporo jej brakuje, ale nigdy nie traktowaliśmy się jak obcy ludzi, a w rodzinie męża takie relacje były i są na porządku dziennym i to nie tylko w stosunku do męża.
              • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 00:10
                Miał być nie akceptowała.

                Jeszcze co do opieki nad mamą, rzeczywiście mąż się mamą nie opiekował(swoją drogą prawie do końca była sprawna fizycznie, najbardziej doskwierały problemy z pamięcią).Ale czy rzeczywiście to takie dziwne?Mieszkamy jak już wspominałam 300 km dalej więc trudno aby mąż tam często bywał, pracy przecież nie mógł rzucić i przeprowadzić się do mamy.
                Zresztą z teściową mieszkał brat męża, dla wyjaśnienia dodam, że bynajmniej nie z dobrego serca.Mieszkał bo po pierwsze jego mieszkanie nie posiadało żadnych wygód(brak c.o, toaleta na korytarzu, brak łazienki).Po drugie bywało, że siedział u matki na garnuszku bo był bez pracy.Wcześniej zdarzyło się, ze pod nieobecność matki odebrał jej emeryturę i przehulał.
                O swojej córce zawsze sporo opowiadał; że mądra, dobrze się uczy itd, ale alimentów nigdy na nią płacił(dostał nawet wyrok do odsiadki za to).Teraz nagle zaczęło mu zależeć, aby córka się wzbogaciła, jak jest dawno samodzielna.A alimenty za niego płaciliśmy my wszyscy podatnicy(wtedy jeszcze fundusz alimentacyjny wypłacał w takiej wysokości w jakiej przyznał są), a córcia kilkakrotnie składała wniosek o podwyższenie alimentów i sąd się przychylał.
                • hamerykanka Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 00:20
                  Hmmm...to znaczy ze tesc umarl wczesniej? To znaczy, ze Twoj maz ma prawo do swojej czesci po ojcu (tzn jesli byla to wspolna wlasnosc rodzicow meza). Przepisanie na bratanice nic nie ma do rzeczy w tym przypadku. Poza tym ma prawo ubiegac sie o zachowek po matce.
                • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 00:25
                  Kamizela masz rację, twój punkt widzenia i spostrzeżenia utwierdzają mnie w tym co podejrzewałam.Brat wielokrotnie odwoływał wizyty męża.Jak mąż dzwonił i chciał porozmawiać z mamą to mówił, że mama właśnie śpi albo się kąpie,a co mówił mamie?Ze syn nie dzwoni albo ,ze znów nie przyjechał choć obiecał.To tylko moje przypuszczenia, ale moim zdaniem zachowania szwagra na to wskazują.Mąż niewiele mógł zrobić przynajmniej jeśli chodzi o telefony ponieważ teściowa od wielu lat miała problemy ze słuchem, a ostatnie kilka lat już tak poważne, że nie słyszała dzwonka tel choć był bardzo głośny, ani dzwonka do drzwi więc pod nieobecność brata mąż nie mógł się dostać do mieszkania.
                  • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 00:37
                    hamerykanka niestety po ojcu nic się mężowi nie należy bo teściowa wykupiła mieszkanie już po jego śmierci.Teść nie żyje od wielu lat(umarł zanim poznałam mojego męża).
                    Co do zachowku to należy się tylko wówczas jeśli była to umowa darowizny, jeśli umowa dożywocia to niestety nie, a my nie wiemy bo nie widzieliśmy aktu notarialnego.
                    Nie rozumiem po co te całe podchody, o przepisaniu czy klauzuli, że mąż dostanie swoja część.Wychodzi na to, że tylko po to aby się na nim odegrać za wyprowadzkę, na która nie otrzymał zgody rodziny (matki i starszego rodzeństwa, którego powinien się słuchać :-/).
                  • nostress.ka21 Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 00:43
                    hmmm nieciekawa sytuacja.

                    Myślę, że dość ważne jest to co już zostało poruszone czyli kwestia Teścia.
                    Jeśli mieszkanie było ich czyli Teścia i Teściowej, a Teść zmarł bez testamentu czy darowizy na rzecz kogoś. To Twój mąż ma swój udział w mieszkaniu, gdyż Teściowa mogła "przepisać" na tę dziewczynę tylko swoje części.
                    Czyli Teść 50% Teściowa 50%
                    Teść umiera i jego część idzie do podziału i teraz z racji, że siostra nie żyje to się to komplikuje, gdyż najprawdopodobniej udziały mają również jej dzieci, chyba, że dzieci czy męża nie miała to jej udział przeszedł po jej śmierci na matkę. Chcąc czy nie Twój mąż najpewniej ma jakąś ułamkową część tego mieszkania, więc możecie śmiało żądać, nawet sądownie spłaty tego udziału :) Argumentując, że owa aktualna "właścicielka" ma prawo do części mieszkania, a nie do jego całości :)
                    • nostress.ka21 Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 00:44
                      ojjjj zaczęłam pisać w momencie, jak Ty już musiałaś kliknąć "wyślij"
                      przepraszam w takim razie za zamieszanie
                • sabciasal walczyć 23.06.12, 23:10
                  w świetle tych dodatkowych wyjaśnień: walczyć. Nie kontaktować się, nie rozmawiać, najlepiej sprawę załatwiać przez radcę. wystąpić o stwierdzenie nabycia spadku, wtedy wszystko wyjdzie, czy to była darowizna czy dożywocie. Po zakończeniu - sądzę że chyba z radością zamkniecie drzwei... Naprawdę wspólczuję wam, szczególnie mężowi.
              • marina2 Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 00:51
                Twój Mąz ma słabą pozycję w rodzinie.Jest z jakiegoś- nieistotne w sumie z jakiego-powodu dzieckiem odrzuconym.Ja bym temat zostawiła tak jak jest .Wydaje się,ze nie ma o co walczyć.Choć Mężowi zapewne jest ciężko.Ma Ciebie ,dzieci .
                Historia opisywana przez Ciebie nie jest z kosmosu ,nie Wam jednym się przytrafiła choć to żadne pocieszenie powiem : tak czasem po prostu jest.Ja bym o nic nie walczyła.
                • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 08:42
                  Sądzę, że nawet gdybyśmy chcieli zawalczyć to nic z tego nie będzie bo rodzina męża zadbała pewnie o to aby nic nie dostał.Jak już pisałam podejrzewam, że sporządzona została umowa dożywocia, a wtedy nic się mężowi nie należy.
                  • czerwonaoranzada Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 18:18
                    No tak ale ile lat mineło od smierci tesciowej?..
                    Bo o zachowek o ile wiem sie nie myle mozna ubiegac sie przez 5 lat .
                    No ja bym o swoje walczyla.Nie dla siebie ale dla dzieci. Masz mozliwosc poprawic ich status i nie chcesz z tego skorzystac?.. Przeciez wlasciwie i tak nie stanowicie zgranej rodziny i chyba nic nei stracisz na tym co?..
                    Jesli mieszkanie miało byc przepisane na wnuki to dlaczego nie na twoje??..
                    Przeciez to 1/2 wartości udziału w spadku czyli 1/4 tego co by odziedziczył. Jak wystapicie do sadu o wyplate zachowka to sie dowiecie ile przewidziane byłoby w testamencie dla niego.

                    I co mieszkanie stoil wolne?Oni cos wogole robia w kierunku sprzedazy ??

                  • marina2 Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 18:19
                    pomyślałam raczej,że nie ma o co walczyć co do pozycji w rodzinie.Albo oni się kiedyś obudzą albo nie.w sumie macie dość jasne komunikaty co do relacji.olać i iść dalej swoją drogą.
    • alba27 Re: Walczyć o swoje? 23.06.12, 20:00
      Jak nie widzieliście umowy notarialnej to może warto sprawdzić księgę wieczystą do kogo należy mieszkanie i czy jest tam wpisana jakaś służebność/dożywocie itp.?
      • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 24.06.12, 00:10
        Mąż miał taki pomysł aby najpierw zwrócić się pisemnie o wypłatę zachowku do bratanicy.I zobaczymy co z tego wyniknie.
        Co do mieszkania to podejrzewamy, że zostało już sprzedane, stąd kolejne kombinacje szwagra aby mąż nie pojawił się tam i nie dowiedział.Wszak szwagier obiecywał, że po sprzedaży mąż dostanie jakąś część.
        Teściowa zmarła w ubiegłym roku.
        Podejrzewam jak już pisałam, że nie jest to akt darowizny, a umowa dożywocia bo to właściwie jedyny sposób aby mąż nic nie dostał.Jeśli jest tak jak myślę będą mieć dzika satysfakcję, że mąż się upomniał, a tu wielkie g...
        Rzeczywiście te pieniądze przydałyby nam się, właśnie dla dzieci.Radzimy sobie, ale jak większości ludzi nie przelewa nam się i zawsze są jakieś potrzeby.W każdym bądź razie obdarowana wnuczka ma o niebo lepsza sytuacje materialną.
        Przykre to wszystko.
        Czy w księgę wieczystą można ot tak sobie zajrzeć? Byłby to dobry sposób aby czegoś się dowiedzieć.
        • helusia007 Re: Walczyć o swoje? 24.06.12, 10:46
          Nie pamietam juz szczegolow prawa spadkowego, ale uwazam, ze najpierw powinnas miec postanowienie sadu o nabyciu spadku/zachowku. (A wiec najpierw do sadu, prawnika po porade). Nikt Ci nie bedzie nic wyplacal, bo go do tego wezwiesz. I nie przypuszczaj jaka tam byla umowa czy do zywocia, czy inna, tylko zacznij dzialania zmierzajace do wyjasnienia faktow. Na przypuszczeniach daleko nie zajdziesz. Tu nie chodzi o zaslugi albo kto opiekowal sie zmarlym. Za 'zaslugi' dostaje sie 'nagrode' w postaci spadku, wszyscy pominieci (jezeli byli uprawnieni do dziedziczenia ustawowego) maja prawo do zachowku. Zacznij dzialac.
        • sabciasal Re: Walczyć o swoje? 24.06.12, 10:57
          żadne pisemne zwracanie do bratanicy nie wchodzi w grę. Najpierw musisz mieć nabycie spadku (wniosek do sądu standardowy, jako spadkobierców podajecie nazwiska rodzeństwa, chyba że ojciec bratanicy nie żyje; koszt chyba z 50 zł.). Mieszkanie podajecie jako masę spadkową. na sprawie okaże się, czy mieszkanie w ogóle wchodzi do masy spadkowej. Potem dopiero ewentualnie zachowek (do sądu), jeśli okaże sie że ona faktycznie odziedziczyła.
          według mnie podjecie próby walki jest konieczne dla męża. A potem zerwanie. za taki numer jak z ta przeprowadzka, nie odezwałabym sie do nich nigdy.
          • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 25.06.12, 09:05
            Czytałam na ten temat trochę w poradach prawnych i prawnik radził najpierw próbować załatwić sprawę polubownie, zwrócić się właśnie o wypłatę zachowku, a dopiero jeśli ta droga zawiedzie zwrócić się do sądu.
            Zanim podejmiemy jakiekolwiek kroki chcemy najpierw ustalić jaki był to rodzaj umowy.Mąż pojechał do rodzinnego miasta aby pójść na groby bliskich, a przy okazji może uda mu się coś zdziałać z wglądem do księgi wieczystej.Od rodziny nic się nie dowiemy bo nie ma z nimi kontaktu.Nie chcemy wszczynać postępowania sądowego nie mając tych informacji bo może być tak, że nic się mężowi nie należy(jeśli jest to umowa dożywocia), a wtedy my nic nie wskóramy, a stracimy czas i pieniądze, natomiast oni zyskają satysfakcję, że chciał a nic nie dostał).Wszystkie ich działania zmierzają ku temu aby nam dopiec, nie chcę dać im kolejnej szansy.To co już przez nich przeszliśmy w zupełności nam wystarczy.
            To przykre i smutne, że będąc w rodzinnym mieście mąż nawet nie ma gdzie się zatrzymać(wraca dziś wieczorem).Od takiej rodziny naprawdę najlepiej trzymać się jak najdalej.
            Pozdrawiam Was wszystkie.
            • premeda Re: Walczyć o swoje? 25.06.12, 10:06
              No dobrze ale bratanica dostała tylko mieszkanie,a wszystko co w mieszkaniu już wchodzi w skład masy spadkowej. To częsty błąd spadkobierców, odpuszczają wszystko, bo ktoś dostał ściany ale później się okazuje, że było tego dużo więcej. Polubownie z taką rodziną nic nie załatwicie, trzeba się najpierw przejść do prawnika i tak porządnie z wszystkich stron sytuację omówić. Porady prawne zawsze dotyczą konkretnej sprawy i nie warto ich przekładać na inne przypadki, bo czasem mały szczególik o wszystkim decyduje.
              • mwiktorianka Re: Walczyć o swoje? 25.06.12, 10:46
                Masz rację, zobaczymy czy maż dowie się czegoś w sprawie umowy i następnym krokiem jeśli okaże się, że jest szansa na zachowek będzie pójście do prawnika.
                Jeśli chodzi o to co znajdowało się w mieszkaniu to nic z tego nie chcemy(no może mąż by chciał jakieś zdjęcia rodzinne itp).Zresztą podejrzewamy, że mieszkanie zostało już sprzedane więc nawet nie ma jak ustalić gdzie znajdują się te rzeczy i co tam było , mąż ani ja nie przeglądaliśmy teściowej kątów, że tak się wyrażę.Miała co prawda nowe meble, pewnie też biżuterię, ale meble mamy swoje, a złota(które lubiła teściowa)nie noszę.A poza tym jeśli chodzi o drobiazgi to nie mam pojęcia co tam było, więc nie mamy szans na dostanie czegokolwiek.
                Jedyne czego mąż chce to wyplata zachowku, a resztę niech sobie weźmie pazerna rodzina.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka