Dodaj do ulubionych

On pije piwo....

08.07.12, 13:31
Mój mąż niegdyś praktycznie pijący okazjonalnie od czasu do czasu piwo czy wódke od jakiegoś roku pije więcej. Codziennie pije 2 piwa po pracy, jak jest wekend to więcej, jak spotkania ze znajomymi to już pije sporo. Nie robi awantur, jest spokojny. Koleżanki mi mówią, że ich mężowie też piją codziennie piwo, ale ja nie wiem---czy to już nałóg, alkoholizm? Czy to po prostu normalne że facet pije codziennie piwa? a ja jestem czepliwa? Czy wasi mężowie też piją codziennie?
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: On pije piwo.... 08.07.12, 13:37
      Nie, dla mnie nie jest czymś normalnym, że facet musi codziennie wypić dwa piwa, a weekend każdy też z alkoholem. I nie,mój mąż tak nie pije, sporadycznie piwo (kilka razy w roku) czy wino; wódka- kilka kieliszków np.na weselu. Pijanego nie widziałam go w życiu (a po ślubie jestem 23 lata).
    • 71tosia Re: On pije piwo.... 08.07.12, 15:30
      Chyba to jest taki dosc powszechny tred, mniej mocnego alkoholu ale czesciej. Z tego co na szybko zanalzlam w internecie tzw bezpieczne normy to dla mezczyzny nie więcej niż 3-4 jednostki alkoholu natomiast w przypadku kobiet nie należy przekraczać 2-3 jednostek, dziennie. Półlitrowa butelka typowego piwa zawiera około 2,5 jednostki. Wiec twoj maz jest troche poza granica tych limitow.
      Jednak wazniejsze jest chyba czy jest w stanie przynajmniej czasowo powstrzymac sie od tego piwa.

    • franulina Re: On pije piwo.... 08.07.12, 15:46
      Mój mąż pije codziennie (no, może z 5 razy w tygodniu) kieliszek lub dwa wina do kolacji. Na spotkaniach towarzyskich pije tyle, żeby się dobrze bawić, a że jest zaprawiony w bojach, to trochę tego wychodzi. Zasadniczo każda okazja towarzyska jest okazją, żeby wyciągnąć wino. Jest koneserem-amatorem, porównuje smaki, zapachy itd. (trochę się z tego podśmiewam, ale niech sobie ma takie hobby). Szczerze mówiąc, to nie przyszło mi do głowy, żeby podejrzewać go o alkoholizm.
      • merilia80 Re: On pije piwo.... 08.07.12, 15:51
        Zdarzają sie takie dni ze nie pije piwa wcale, lub nawet 2-3 dni z rzedu że nic nie pije. To że wypije po pracy ( praktycznie codziennie, choć zdarzają się dni ze nic nie pije)to przecież nie jest upity, nie wyglada na pijanego itp zachowuje się normalnie. Pomaga w domu, zajmuje się dzieckiem, chodzi do pracy. Tylko tak się zastanawiam, żeby nie wpaść w jakąś pułapkę alkoholizmu....
        • sofi75 ale tobie chodzi o to, ze 08.07.12, 16:07

          piwo? Czy o to ze codziennie?

          Ty wina do obiadu nie pijasz?

          Bo ja a i owszem i nic dziwnego w tym nie widze. Troche na poludnie od PL nie wyobrazaja sobie codziennego obiadu bez wina.
          • triss_merigold6 Re: ale tobie chodzi o to, ze 08.07.12, 17:00
            No popatrz, a ja nie piję wina do obiadu. Jakoś do typowego obiadu: zupa pomidorowa, mielone, fasolka/mizeria albo gulasz i kopytka, wino kompletnie nie pasuje. I jakoś nie kojarzę w otoczeniu rodzin - z moimi rodzicami i dziadkami włącznie, w których piłoby się wino do obiadu codziennie.
            • sofi75 no popatrz 08.07.12, 17:27

              a ja pije wino do obiadu codziennie i jakos do tej pory nalogiem mi to nie grozilo.
              W swoim otoczeniu mam kilka rodzin, w ktorych pija sie rowniez wino do obiadu codziennie.

              Przy czym na obiad nie jadam rzeczy wymienionych przez Ciebie.

              A tak BTW - z jakiego powodu jest to TYPOWY obiad i typowy dla kogo?
              Bo ja mizerii, mielonych, kopytek (co to jest?) i innych takich to chyba juz od kilku lat nie jadlam.
            • edw-ina Re: ale tobie chodzi o to, ze 08.07.12, 17:50
              Jakoś do typowego obiadu: zupa pomidorowa, mielone, fasolka/mizeria albo gulasz i kopytka, wino kompletnie nie pasuje.

              poza tym skąd pomysł, że to typowy obiad???? np. ja czegoś takiego ani nie gotuję, ani nawet nie dostawałam w domu rodzinnym.
              • quba Re: ale tobie chodzi o to, ze 08.07.12, 21:18
                Pyszny jadłospis!!!
                O co Wam chodzi?
                Nie jecie gulaszu ani kopytek?
                Tylko w kółko kawior, szampan i pewnie langustę?No tak, tego się nie popija przecież zwykłym kompotem z mirabelek.
                Proponuję jednak zastanowić się na ile możecie zrezygnować z codziennego wina do obiadu.
                Jeśli nie możecie no to chyba jest to jakiś stopień uzależnienia.
                Natomiast, jeżeli możecie, a w ogóle nie ma problemu z odstawieniem codziennego popijania czy rezygnacją na dłużej - nie ma obawy.
                Alkoholizm bowiem nie polega na piciu denaturatu, ale na uzależnieniu od jakiejś dawki alkoholu, którą SOBIE serwujemy w niedużych odstępach czasu np. codziennie, albo co pół godziny w każdym razie w regularnym rytmie, często też nazywa się to opilstwo okresowe.
                Ktoś np. raz w miesiącu zalewa się w trupa.
                A ktoś inny codziennie pije dwa piwa.
                Potrafi zrezygnować i nie pić czas dłuższy - nie jest uzależniony.
                Nie potrafi zrezygnować - wiadomo ...
                Poproś męża, żeby zrezygnował.
                Może potrafi, życzę Ci, żeby mógł zrezygnować z codziennego piwa.
                Pozdrawiam
                quba
                • asocial Re: ale tobie chodzi o to, ze 08.07.12, 22:08
                  Smiem twierdzic, ze istnieje roznica miedzy kopytkami a kawiorem, kompotem a szampanem i pomiedzy istnieje mnostwo zbilansowanych, zdrowych i smacznych dan i napojow.

                  Obiad w stylu wspomnianego wczesniej jadalam w czasach 90tychi tylko na obozach zuchowych, wiec zgodze sie z przedmowczyniami, ze nie jest to , przynajmniej w moim przypadku, ¨typowy obiad¨. A pewnie pod wplywem panujacych upalow jeszcze trudniej mi sobie wyobrazic cos takiego na stole. Co nie zmienia faktu, ze tak, to zapewne dosc standardowe dania czesto goszczace na slowianskich stolach.

                  Btw, do gulaszu bardzo pasuje czerwone wino (nie tylko do przygotowania dania),a do kopytek, o ile nie sa polane jakas smietana z truskawkami, piwo tez jest OK.

                  Ad rem: poproszenie kogos, zeby przestal, ot tak, zeby sprawdzic czy jest alkoholikiem czy nie, tez jest dosc ryzykowne. Np gdyby mnie facet poprosil o odstawienie slodyczy ¨zeby sprawdzic czy faktycznie jestem lakoma, czy moze jadam za duzo weglowodanow i mi skacze cukier po obiedzie¨, raczej nie potraktowalabym tego powaznie. A mezczyzni chyba alergicznie reaguja na histerie, w tym wypadku autorka musialaby sie troche nagimnastykowac, zeby meza przekonac/ ¨poprosic¨

                  quba napisał:

                  > Pyszny jadłospis!!!
                  > O co Wam chodzi?
                  > Nie jecie gulaszu ani kopytek?
                  > Tylko w kółko kawior, szampan i pewnie langustę?No tak, tego się nie popija prz
                  > ecież zwykłym kompotem z mirabelek.
              • ira_07 Re: ale tobie chodzi o to, ze 10.07.12, 12:39
                > poza tym skąd pomysł, że to typowy obiad???? np. ja czegoś takiego ani nie gotu
                > ję, ani nawet nie dostawałam w domu rodzinnym.

                No to przejdź się po stołówkach, barach mlecznych, jadłodajniach, albo popytaj na forum: co dziś gotujecie? Tak, w Polsce TYPOWY obiad (nie znaczy, że jedyny możliwy!) to właśnie ziemniaki, mięso, warzywo, zupa, kluski, gulasz, placki ziemniaczane...

                A z ciekawości: co się jadało w Twoim domu rodzinnym? W Polsce ten dom? Ja z dzieciństwa pamiętam właśnie tego typu obiady, w domu, w szkole, u znajomych, a to już nie były czasy kartkowego mięsa i bożonarodzeniowych pomarańczy.
                • edw-ina Re: ale tobie chodzi o to, ze 10.07.12, 12:52
                  jak najbardziej w Polsce. A jadało się ryby w dużych ilościach (kupowane od wędkarzy, rybaków), drób (podobnie - dowożony z wiosek) i przede wszystkim dużo warzyw we wszelkich możliwych konfiguracjach. A w jadłodajniach niestety nie bywam, więc nie wiem, co tam jest serwowane.

            • sofi75 aaa 08.07.12, 19:48

              juz wyczytalam, ze kopytka to cos na ksztalt gnocchi - wino jak najbardziej do tego pasuje (zalezy jak te gnocchi sa zrobione).
              • mmk9 Re: hihihi 09.07.12, 08:46
                sofi75 napisała:

                >
                > juz wyczytalam, ze kopytka to cos na ksztalt gnocchi - wino jak najbardziej do
                > tego pasuje

                Jasne, kopytka jada wiocha, gnocchi - elYta
                • triss_merigold6 Re: hihihi 09.07.12, 09:08
                  Jasne, jasne, już widzę jak pracująca matka dzieciom, która wpada do domu po 16 i nie wie w co ręce wsadzić, przyrządza szczególnie wyrafinowane dania, którymi następnie delektuje się przez półtorej godziny (tyle trwa włoska czy francuska obiadokolacja wieczorem) popijając wino. D
                  Ja nie ukrywam, że stać przy garach nie lubię, a jeść ciepłe muszę więc gotuję tak, żeby było szybko, dało się zamrozić i żeby nikt nie wybrzydzał. Uwielbiam sałaty w różnych wariantach ale life is brutal, siedmiolatek z sałaty wydłubie najwyżej pomidory, a chłop się sałatą nie naje.
                  • edw-ina Re: hihihi 09.07.12, 09:29
                    przygotowanie mizerii trwa tyle samo (jeśli nie dłużej) niż mieszanki sałat z prostym sosem. Zrobienie i usmażenie kotletów mielonych trwa zdecydowanie dłużej niż np. uduszenie jakiejś ryby z warzywami. To nie oszczędność czasu ma tu znaczenie, tylko nawyki żywieniowe i brak potrzeby ich zmiany.
                    • triss_merigold6 Re: hihihi 09.07.12, 09:35
                      Mam na myśli sałatę jako osobne danie.;) Mielone wielbi moje dziecko, ja akurat nie preferuję, wolę mięsa pieczone/duszone.
                      Nieważne, każdy ma swoje preferencje i nie są w tym wątku istotne. Istotny jest problem autorki wątku, która widzi, że mąż pije coraz więcej. Sorry, jak w Polsce kobieta pisze zaniepokojona, że chłop pije coraz więcej, to nie ma na myśli degustatora piw z 800 browarów belgijskich.
            • asocial Re: ale tobie chodzi o to, ze 08.07.12, 20:25

              ale zes menu trzasnela, triss, padlam: ))).

              do autorki:
              to jest wielka tajemnica naszej polskiej kultury. Znam na peczki takich, ktorzy od niepamietnych lat maja dobre prace, nigdy do pracy nie chodza na rauszu, sa uprzejmi, mili, nie kloca sie z zonami, nie bija, dbaja o dzieci, sa kochanymi rodzicami i dziadkami, w gajerkach z Hugo Boss, ale pije te trzy piwa dziennie.
              I naprawde nie wiem, jak to nazwac. Tzn. nazwalabym to alkoholizmem, ale w sumie skoro nikomu nie przeszkadza? A ze watroba? Na cos w koncu trzeba umrzec...

              Ja np. nie pije alkoholu, bo najczesciej nie przychodzi mi to po prostu do glowy. Rzadko kiedy zdarza mi sie Wielka Chec na Alkohol, niejedna impreze spedzilam z poczatkowa szklanka wody z gazem, ktora popijalam ¨na poczatek¨. Ale z drugiej strony jestem uzalezniona od innych rzeczy, np. od slodyczy- i zapewniam, ze potrafie byc baardzo zdenerwowana, jesli nie zjem codziennej dawki jakiegos smakolyka.
              triss_merigold6 napisała:

              > No popatrz, a ja nie piję wina do obiadu. Jakoś do typowego obiadu: zupa pomido
              > rowa, mielone, fasolka/mizeria albo gulasz i kopytka, wino kompletnie nie pasuj
              > e. I jakoś nie kojarzę w otoczeniu rodzin - z moimi rodzicami i dziadkami włącz
              > nie, w których piłoby się wino do obiadu codziennie.
              • triss_merigold6 Re: ale tobie chodzi o to, ze 09.07.12, 08:46
                No to nie jest menu na te żałosne 3 tygodnie upałów w ciągu roku w Polsce.;)
                Mam konserwatywne żywieniowo dziecko i gotuję: to co do czego mam pewność, że zje; to co da się przyrządzić szybko i od razu na 2-3 dni. A że są to rzeczy nudne typu: zupy oraz mięso+warzywo+ ziemniaki/kasza/ryż/makaron, to inna sprawa.

                Zdaje się, że nie preferencje spożywcze są tematem wątku, tylko zaniepokojenie pani, że jej mąż pije coraz więcej i nie jest to owo symboliczne wino do obiadu.
                W tym kraju jak laska pisze, że mąż pije coraz więcej i wali browar po pracy codziennie, a w weekendy więcej, to zwykle oznacza, że pół dnia facet chodzi przymulony alkoholem albo ledwo kontaktujący. Nie wierzę, że facet degustuje piwa z 800 browarów belgijskich po pracy, sądzę, że po prostu pije jedną puszkę za drugą.
          • cherry-cherry Sofi75 09.07.12, 19:52
            sofi75 napisała:

            > Ty wina do obiadu nie pijasz?
            >
            > Bo ja a i owszem i nic dziwnego w tym nie widze. Troche na poludnie od PL nie w
            > yobrazaja sobie codziennego obiadu bez wina.


            Aaaaale snobizm z Ciebie wychodzi ;) Poza tym piszesz bzdury, ja mieszkam od wielu lat, jak to okreslasz "troche na poludnie od PL" i nie znam nikogo kto by "nie wyobrazal sobie" nie pic wina do obiadu.
            Bez przesady z tym wyobrazaniem sobie. Nie generalizuj.
            Kiedy jest okazja, jakis proszony obiad czy kolacja, to i owszem, wino jest na stole do posilku. Ale zeby tak codziennie??? Niekoniecznie.
            Sa pewnie ludzie, ktorzy pija codziennie - po ilus tam latach to jednak niestety widac, slychac i czuc z tego co obserwuje pewne osoby, zwlaszcza plci meskiej, po 50tce. Bo i nie ma cudow, ze sie czlek w koncu, pijac codziennie, nie uzalezni.
      • verdana Re: On pije piwo.... 08.07.12, 20:42
        Jesli ktoś od lat piję lampkę wina do obiadu, to OK. Ale jesli zaczyna pić do tego obiadu najpierw dwie lampki, potem trzy, a jak nie ma wina, to jest gotów pojecfhać po ni w deszcz - to znaczy, ze ma problem.
        Systematycznie zwiększajaca sie ilość wypijanych piw jest problemem.
        • easyblue Re: On pije piwo.... 08.07.12, 21:53
          MIalam dwa okresy w życiu, gdy kieliszek wiśniówki przed snem był jak balsam po ciężkim dniu. A potem mi przechodziło i nie musiałam braku wiśniówki kompensowac innym alkoholem. Miałam okres wina do obiadu /wytrawnego oczywiście/, które mieszałam z wodą gazowaną bo raz, było go więcej a dwa, nie upijało tak bardzo /a tego nie lubię/. Lubię piwo, które potrafię pić dzień w dzień, po czym nadchodzi chwila,gdy mi chęć na piwo mija i przerzucam się na coś innego. Kiedyś był to... żółty ser:)
    • pibelle Re: On pije piwo.... 08.07.12, 22:09
      W alkoholizmie potworne jest to, że człowiek nie wie w którym momencie staje się alkoholikiem, a gdy już nim jest, to jest pozamiatane do końca życia.
      Regularne picie jakichkolwiek ilości sprzyja uzależnieniu, które następuje podstępnie, nie wiadomo kiedy - zależnie od kondycji delikwenta.
      Kryterium jest nie ilość, ale ta potrzeba nie do pokonania wprowadzenia do organizmu choć odrobiny alkoholu. Potrzeba, której niezaspokojenie wywołuje np. napięcie albo dekoncentrację, tak na początek. Kryterium w ogóle nie jest styl picia- jak najbardziej może to być picie obiadowe.
      Śmieszy mnie to wieczne podpieranie się kulturami południowymi i tym ich winem do obiadu bez konkretnych danych jak tam wygląda problem alkoholizmu.
      Proszę bardzo, pierwsze z brzegu linki:
      polonia.wp.pl/title,Wlosi-zaczynaja-pic-alkohol-w-wielu-12-lat,wid,12041616,wiadomosc.html
      www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/583406,Osiem-milionow-Wlochow-ma-problem-z-alkoholem
      U nas łoi się piwsko, bo przecież "piwo nie alkohol" a na południu słabe wina, żadna różnica, może oprócz takiej, że pijani południowcy bawią się, a nasi leją, stąd pewnie w przypadku tych pierwszych można mówić o "kulturze" picia ;)
          • ira_07 Re: On pije piwo.... 10.07.12, 12:21
            Piwo ma ok 5%, wino średnio 10-13%. Nigdy nie spotkałam wina słabszego niż 5%, ale może się nie znam. Zresztą to nie jest takie istotne, istotne jest to, że się jednak regularnie alkohol spożywa. Jedyna różnica jaką widzę, to picie do posiłku i faktycznie niewielkich ilości, nie pół litra/litr alkoholu w celu "odprężenia", bo po to zazwyczaj pije się po pracy.

            Ja bym się martwiła. Ludzie, nie wiedzieć czemu, dalej nie pojmują, że alkoholizm, to nie zalewanie się w trupa, nie awantury i delirka, tylko UZALEŻNIENIE. I samo piwko po pracy nic złego, a co jak tego piwka braknie? Będzie herbata albo woda, czy trzeba będzie iść i kupić?
    • asfo Re: On pije piwo.... 09.07.12, 16:27
      Ja bym się bardziej o cukrzyce martwiła, w piwie jest pełno łatwo przyswajalnych węglowodanów. W sumie nie wiem czy to może być wstęp do alkoholizmu, mój mąż kilka razy w tygodniu wypija jakiegoś drinka lub szklaneczkę czegoś mocniejszego i nie uważam tego za problem. A to jest mocne piwo czy słabe piwo? A co się dzieje, jeśli piwa nie ma?
      • merilia80 Re: On pije piwo.... 09.07.12, 17:54
        Jak piwa nie ma to nic się nie dzieje, pisałam wyżej, że nie upija się, są dni kiedy wcale piwa nie pije i nie woła tego piwa. Zakładając ten temat byłam ciekawa czy inni faceci też piją codziennie czy kilka razy w tygodniu piwa. Wiadomo, że jak gril czy imperza to więcej się wypija. Ja sama od czasu do czasu też wypijam piwo ale to z reguły jak jest jakiś gril.Poza tym pomaga w domu, pensję oddaje itp. z tym, że właśnie lubi to piwko:)
    • domza2 Re: On pije piwo.... 10.07.12, 23:38
      Ńie, to nie jest norma. Ilość alkoholu będzie wzrastać, zachowanie może zacząć się zmieniać. Ja bym się szybko zainteresowała przyczynami, dla których mąż musi się tylko tak relaksować. I nie piszę tego jako osoba niepijąca, bynajmniej.
    • kol.3 Re: On pije piwo.... 12.07.12, 19:18
      Nie każdy kto pije sporo jest alkoholikiem. Forum to nie miejsce na diagnozowanie alkoholizmu.
      W Polsce nie ma kultury picia drinków po pracy, wieczornych lampek alkoholu i stąd jest tendencja do szufladkowania niektorych osób pijacych jako alkoholików.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: On pije piwo.... 15.07.12, 11:53
      Nie jestem specjalistą od diagnozy uzależnień i niepokojów z tym związanych. Zawsze w takich razach odsyłam do specjalistów w tej dziedzinie. Natomiast mam swój sposób oceny sytuacji opisanej w tym wątku.
      Dla mnie miernikiem jest cel i funkcja picia alkoholu. Jeśli pije się dla smaku, dla podkreślenia walorów jedzenia, dla przyjemności i relaksu po codziennych obowiązkach, umie się wyważyć, kiedy przestać bo nie wykona się dobrze swoich obowiązków lub innych wyznaczonych zadań to moim zdaniem można sobie pozwalać nawet na codzienną , niewielką dawkę alkoholu. Oczywiście trzeba też umieć powstrzymać się od picia, nawet przez dłuższy okres bez popadania w nerwicę z tego powodu, gdy sytuacja życiowa tego wymaga.
      Natomiast gdy alkohol ma redukować napięcie, bez względu na jego pochodzenie, jeśli po alkoholu zmieniają się zachowania to jest to niebezpieczne i należy zastanowić się nad tym.
      Alkohol jest smaczny, można go ze znawstwem testować, uprzyjemnia swoim smakiem i wyrafinowaniem życie. Nie warto go tępić tylko w imię zasad.
      Przypomina mi się piękny film "Uczta Babette" gdzie alkohol i dobre, wykwintnie podane jedzenie zbliżyły ludzi oddalonych od siebie za sprawą purytańskich zasad.
      A co do mielonego z mizerią to w naszej szerokości geograficznej, tradycyjnie serwowano do niego mrożoną czystą :)))). Mam nadzieję, że Panią uspokoiłam. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • domza2 Re: On pije piwo.... 17.07.12, 19:02
        Przepraszam, ale trochę to straszne... Jeśli się pije codziennie po wykonanych obowiązkach to czym jest to innym niż redukcja napięcia? Jeśli człowiek nie umie się w inny sposób rozluźnić po pracy aniżeli piciem to straszny z niego smakosz, nie ma co.
        Zamiast uspokajać, lepiej się pomartwić zawczasu, bo potem jest już za późno. Nie żyjemy na południu Europy, gdzie picie towarzyszy jedzeniu. Inna jest u nas "kultura picia". Jeśli spożycie alkoholu jest codzienne to łatwo wpaść w nawyk, z nawyku w nałóg. Niestety częstotliwość spożywania alkoholu ma ogromny wpływ na wykształcenie się nałogu. Ja bym nawet zaryzykowała tezę, że główne znaczenie ma właśnie częstotliwość a nie ilość.
    • marianka_marianka Re: On pije piwo.... 18.07.12, 08:51
      merilia80 napisał(a):
      Codziennie pije 2 piwa po pracy, jak jest wekend to więcej, jak spotkania ze znajomymi to już pije sporo.

      Mnie by to mocno zaniepokoiło. 2 piwa codziennie i upijanie się co weekend powinno być dzwonkiem alarmowym.
      Rozmawiałaś z nim na ten temat?
      Czy on dostrzega problem?
      Granica między delektowaniem się alkoholem dla przyjemności, a odreagowywaniem za jego pomocą, jest bardzo płynna.
      Możesz uświadomić mężowi, że nie jest on w stanie w razie nagłej potrzeby zawieźć Ciebie lub dzieci do szpitala, nie może podwieźć nigdzie znajomych, bo zawsze jest nietrzeźwy.
      Poproś go, żeby zrobił sobie przerwę od picia alkoholu.



      • verdana Re: On pije piwo.... 18.07.12, 09:42
        I niestety, nie jest prawdą, ze jesli sie pije dla przyjemności, to się nie można uzależnić.
        Mam przyjaciółkę, która pije tylko czerwone wytrawne wino, inny alkohol może sobie u niej stać dowolnie długo, ale czerwone wino wypija. Jest psychologiem i zawsze tłumaczyła mi, ze nigdy nie wolno pić ze smutku, ze zmartwienia, aby zmniejszyć napięcie - i rzeczywiście, do tego się stosuje. Kiedy umarła bliska osoba, czy gdy ma powazne kłopoty z synem - nie pije.
        Mimo to widze, jak stopniowo przechodziła od picia rozrywkowego, do zdecydowanego uzaleznienia - i w tej chwili jest uzalezniona. Choć to tylko wino, choć sie nie upija i nie "zalewa robaka", tylko pije dla przyjemności. Ale juz tej przyjemnosci nie potrafi sobie odmówić żadnego dnia.
        • jamesonwhiskey Re: On pije piwo.... 19.07.12, 18:23
          > nie upija i nie "zalewa robaka", tylko pije dla przyjemności. Ale juz tej przy
          > jemnosci nie potrafi sobie odmówić żadnego dnia.

          tak oczywiscie lepiej zeby byla nie pijaca stara skwaszona baba ,. bo picie to przeciez szatan,
          niz sobie walnac kielona i isc przez zycie z usmiechem
          mysle ze probem wiekszoswci z was jest w waszych glowach bo pijacy piwo czy dwa to odrazu
          pijak i zlodziej i za chwile bedzie walil denaturat pod sklepem
          • verdana Re: On pije piwo.... 19.07.12, 18:57
            Uwazasz naprawdę, ze tylko alkoholik jest radosny i zadowolnony z życia? Że nie zapomina o ważnych sprawach? Że najwazniejsze to "iść przez życie z uśmiechem" będąc nietrzeźwym?
            Na trzeźwo nie umiesz żyć?
            • jamesonwhiskey Re: On pije piwo.... 20.07.12, 11:22
              twoj wpis to tylko potwierdzenie co napisalem wczesniej
              pije znaczy zlodziej alkoholik zawala sprawy i dno totalne
              rozmawiamy o sytuacji gdy nic nie zawala i wszystko jest ok
              ktos lubi pic to sobie pije
              ty jestes uzalezniona od forum czemu tego nie rzucisz
              nie mozesz byc szczesliwa bez rzucenia okiem na forum ?
              • triss_merigold6 Re: On pije piwo.... 20.07.12, 11:50
                Prędzej czy później zacznie zawalać sprawy, bo alkohol na dłuższą metę jest depresantem i wpływa na odczuwanie i okazywanie emocji. I nie jest to mój wymysł, proponuję poczytać Osiatyńskiego i Ewę Woydyłło.
                • verdana Re: On pije piwo.... 20.07.12, 12:00
                  Zacznie zawalać, nie ma siły. Moja przyjaciółka niestety, zawala sprawy jedna po drugiej, mimo, ze jest pracowita. Ale zapomina. Albo jest "nie w humorze". Albo przestaje kontrolować, co mozna powiedzieć, a czego nie.
                  A nie upija się i pije tylko wieczorem - i mimo to widać, ze zaczyna miec problemy.
                  • jamesonwhiskey Re: On pije piwo.... 20.07.12, 18:14
                    > Zacznie zawalać, nie ma siły. Moja przyjaciółka niestety, zawala spr

                    i to wszytko od picia dwoch piw wieczorem?
                    ok niech bedzie
                    ale mam wrazenie ze to tylko takie usilne potwierdzenie swoej tezy
                    alkoholik pijak zlodziej zawala sprawy
                    • verdana Re: On pije piwo.... 20.07.12, 18:52
                      Tak i to wszystko od PRZYMUSU picia wina wieczorem. Przymus picia oznacza alkoholizm, a alkoholizm ma to do siebie, że nie jest "ustabilizowany". Zaczęła od jednego kieliszka po kolacji, teraz pije kilka kieliszków, czasem butelkę.
                      Jesli ktoś pije zawsze jedne piwo, to można sie zastanawiać - jak ilość piw systematycznie wzrasta, oznacza to juz przejście w fazę niebezpiecznego picia.
                    • triss_merigold6 Re: On pije piwo.... 20.07.12, 18:54
                      Od wieczornego drinkowania i weekendowego picia z okazji i bez okazji zaczynała pani, którą parę miesięcy temu wywalono ode mnie z pracy. Przez wiele lat spokojna, sumienna, ceniona i lubiana urzędniczka, pani po 40-tce. Ostatnie 2 lata to był z przerwami lot koszący. Potrafiła przyjść na ciężkim kacu, klinować gdzieś (nikt jej nie przeszukiwał ale alkohol było czuć), przyjść pijana, nie przyjść znienacka. Dyrekcja proponowała jej leczenie, terapię, dawała zgodę na trzymiesięczne zwolnienie na terapię dzienną, żeby tylko chciała się leczyć. Wiewiórką o mur oporowy. W końcu po n-tym ostrzeżeniu została zwolniona.
                      • jamesonwhiskey Re: On pije piwo.... 20.07.12, 19:41
                        wzruszajaca historia
                        tylko jak sie ma do meza autorki watku , chyba nijak
                        a jak tak bardzo lubicie historie z zycia wziete
                        czlowiek kolo 40stki laduje dwie butelki bialego wina wieczorem
                        nic nie zawala , pracuje ma sie dobrze
                        pewnie nawet kaca nie ma
                        druga historia pan kolo 50tki
                        butelka wodki wieczorem
                        wlasna dzialajaca firma dom samochody wyjazdy nie chla w dzien bo pracuje

                        • triss_merigold6 Re: On pije piwo.... 20.07.12, 20:34
                          Ile im dajesz lat takiego sprawnego funkcjonowania? Wątroba siądzie. Wbrew pozorom wątroba lepiej znosi ostre chlanie raz na 2 miesiące niż codzienne podtruwanie nawet małymi dawkami alkoholu. A 0,5 codziennie to bardzo dużo.
                          • sorvina Re: On pije piwo.... 20.07.12, 21:36
                            W przypadku rodzin gdzie alkoholizm dziedziczy się po linii męskiej, można razem z nim odziedziczyć większą tolerancję na alkohol. Taki facet pożyje długo zanim doszczętnie zniszczy sobie organizm. Niestety u kobiet alkohol działa szybciej, powoduje większe spustoszenie, nawet przy mniejszych dawkach. Tutaj nawet codzienna lampka wina czy piwko po pracy mogą się bardzo źle skończyć. Także porównywanie "wyrobionego pijusa" z kobietą, która zaczyna pić po pracy jest zupełnie nieadekwatne.
                          • jamesonwhiskey Re: On pije piwo.... 20.07.12, 23:21
                            > Ile im dajesz lat takiego sprawnego funkcjonowania? Wątroba siądzie. Wbrew pozo
                            > rom wątroba lepiej znosi ostre chlanie raz na 2 miesiące niż codzienne podtruwa
                            > nie nawet małymi dawkami alkoholu. A 0,5 codziennie to bardzo dużo.

                            to akurat zupelnie nie prawda
                            watroba da se rade, zreszta ten organ sie swietnie regeneruje, wystarczy trzymac reke na pulsie
                            ostre chlanie to zabujstwo dla trzustki a tu sprawa ma sie zdecydowanie gorzej
                          • brak.polskich.liter Re: On pije piwo.... 21.07.12, 00:44
                            To akurat nie jest prawda. Nie tylko watroba zreszta - trzustka, uklad nerwowy i uklad krazenia dosc kiepsko znosza zalewanie sie w trupa.
                            Co, oczywiscie nie znaczy, ze codzienne drinkowanie w niewielkich ilosciach jest OK. Pomijajac niezbyt budujacy wplyw alkoholu na watrobe i inne bebechy (szacuje sie, ze 32-45% wszystkich nowotworow watroby diagnozowanych w krajach Europy Zachodniej ma swoja przyczyne w drineczkach, niezaleznie od rodzaju picia), codzienne picku ma te intereujaca ceche, ze lubi sobie narastac.

                            > A 0,5 codziennie to bardzo dużo.

                            Pol litra piwa dziennie to picie ryzykowne (wlasnie przez owa codziennosc).
                            Pol litra wina dzien w dzien to sporo.
                            Pol litra mocnego alkoholu dziennie kwalifikuje na detoks, toz to przewlekle zatrucie.
                            • acth Re: On pije piwo.... 21.07.12, 21:36
                              Moim zdaniem,autorka watku ma problem.Piszę jako żona alkoholika ,mąż obecnie na terapii.Te przerwy w piciu to niepicie kontrolowane(2-3 dni), a potem ostra jazda w weekend.Ja nie generalizuję ani się nie mądrze,piszę to z całą rozwagą i ogromnym wspólczuciem dla autorki watku.Jesteś pewna ,że po pracy to tylko 2 piwa?Często jest tak,że 2-3 piwa sa po kryjomu,a 2 oficjalnie,bo tyle jest do przyjęcia przez żone,czy rodzinę.
                              Ja nie mam paranoi ,że w 2-3 piwach widzę alkoholika,ale po tym co wiem,co przeszłam Wasza sytuacja brzmi jak klasyka początku alkoholizmu.Wraz z upływem czasu jego tolerancja na alkohol będzie wzrastać.Wyglada to tak: w tyg.utrzumuje stały ,niewielki,ale niezbędny poziom alkoholu,by móc dac sobie czadu w weekend.TO JEST KONTROLA PICIA.
                              wejdx tu i poczytaj to foru,spotkasz tam wielu mądrych ludzi,żony ,matki,rodziców ,trzeźwych alkoholików,będziesz mogła porozmawiać i znaleźć jakieś wyjście
                              alko.fora.pl/?sid=126ed0ee1df735620e40bab2e9887769
                              pozdrawiam serdecznie
                              • jamesonwhiskey Re: On pije piwo.... 22.07.12, 16:24
                                Ja nie mam paranoi ,że w 2-3 piwach widzę alkoholika,ale po tym co wiem,co przeszłam Wasza sytuacja brzmi jak klasyka początku alkoho

                                tyle ze to co piszesz to brzmi jak paranoja
                                na odleglosc zdiaagnozowalas chorobe alkoholowa
                                normalniemozesz dorabiac jako kaszpirowski
                                a swoej traumatyczne opowiesci to zachowaj na jakis miting AA czy cos w ten desen
                                • verdana Re: On pije piwo.... 22.07.12, 16:44
                                  Cóż, pij sobie nadal codziennie i coraz więcej, wypierajac tę świadomość, ze moze to początek problemu - jak 100% osób, które zostały alkoholikami.
                                  Bo jakoś sądzę, zę nie obcego faceta tu bronisz, tylko siebie.
                                  • jamesonwhiskey Re: On pije piwo.... 22.07.12, 21:36

                                    > Cóż, pij sobie nadal codziennie i coraz więcej, wypierajac tę świadomość, ze mo
                                    > ze to początek problemu - jak 100% osób, które zostały alkoholika


                                    a po co mam pic coraz wiecej ?

                                    > Bo jakoś sądzę, zę nie obcego faceta tu bronisz, tylko siebie.


                                    kolejny forumowy jasmowidz

                                    stosuje bardzo prosta zasade wymyslana przez kogos madrzejszego niz wy

                                    nie wiecej niz 21 jednostek alkoholu na tydzien
                                    nie wiecej niz 4 dziennie
                                    2-3 dni bez picia

                                    piwo 5% to dwie jednostki osobiscie pijam lzejsze 3,5 - 4,5


                                    poza tym piwo jest swietnym zrodlem wielu cennych skladnikow

                                • acth Re: On pije piwo.... 22.07.12, 20:16
                                  Nie zdiagnozowalam na odległosc alkoholika,wyraziłam swoje zdanie,odeslałam do bardziej kompetetnych ode mnie tj.do poradni,czy na forum o uzaleznieniach.To nie jest paranoja,tylko doswiadczenie.Do Kaszpirowskiego mi daleko.Mniej jadu jamesonwhiskey ,szkoda życia naprawdę.
                                  Pokpiwajac i odsyłajac mnie na mitingi AA obrazasz ludzi,którzy z nich korzystaja,obys Ty ani nikt z Twoich bliskich nie musiał tam szukac pomocy
                              • zofijkamyjka Re: On pije piwo.... 22.07.12, 20:50
                                Mam w bliskiej rodzinie takiego "alkoholika" pija 2-3 piwa wieczorem regularnie, od czasu do czasu mocniejsze trunki przy róznych okazjach, 50 na karku, okaz zdrowia, przesympatyczny, przystoiny, dwie dorosłe córki z suksesami w edukacji, własny dobrze prosperujący biznes, dom, dwa samochody, niepracujaca małżonka. Pozazdroscic takiego uzaleznienia ;-)
    • acth Re: On pije piwo.... 23.07.12, 15:46
      Proszę,z zycia wzięte....

      Uzależnienia
      Poleć znajomemu
      A A Dodaj do ulubionych
      Sortuj:

      drzewko

      gdzie jest granica?
      brula 20.07.12, 18:24 Odpowiedz
      witam,
      pisze poraz pierwszy, choc podczytuje forum juz od jakiegos czasu.
      chcialam zebyscie pomogli mi spojrzec na prewne sprawy obiektywniej, niz sama jestem w stanie to zrobic.
      jestem matka dwoch corek. 1.lat 4. druga lat 1,5.
      od kiedy pamietam, w moim zyciu zawsze alkohol mial stale miejsce. raz pilo sie wiecej (wakacje, weekendy- byly sezony w ktorych przez 2 miesiace nie bylo dnia bez %- chocby malego piwa). niekiedy nie pilo sie nic- jak czas ciazy. i nie brakowalo wtedy tez niczego. ok- po klotni z mezem wzdychalam, ze dobrze by bylo na uspokojenie teraz wypic drinka.
      mimo to nie czulam walki o to zeby tego nie zrobic. ciaza wiec jasna sytuacja.
      maz pracuje na wiecznych delegacjach. ja jestem sama z dziewczynami w domu. nie pracuje. w ciagu dnia tez nie siegam po kieliszek. jednak wieczorem mam swoj rytual. kiedy dzieci juz spia, ja siadam z laptopem, conamniej 4-5 piwami i sie "relaksuje". nigdy nie pije w ciagu dnia. zaczelo sie lato, grille, znajomi. ilosc wypitego alkoholu znowu wzrosla. wczesniej nie zawracalam s obie tym glowy- bez dzieci wiele spraw jest nieistotnych, inne znowu wydaja sie wazne. po paru takich grillach zdarzylo mi sie, ze urwal mi sie film- nie potrafie powiedziec "stop" kiedy juz otworze pierwsze piwo. a kiedy po 2-3 butelce piwo sie konczy, siegam po to co akurat pod reka. nierzadko wodka.
      zastanawiajac sie gdzie jest granica pomiedzy alkoholizmem a piciem dla zabawy, dla zrelaksowania sie odstawilam zupelnie moje wieczorne trunki.
      6 dni temu. na zakupach lapie sie na tym, ze mam ochote wlozyc do koszyka szesciopak ale swiafomie tego nie robie.
      czy ta "swiadomosc" juz powinna byc sygnalem, ze dzieje sie cos zlego? bo tak naprawde te 6 dni nie byly jakas mozolna walka, czasami pomyslalam o tym, ze fajnie by bylo po tym jak dzieczyny pojda spac usiasc nad piwem, ale nie cierpialam katuszy. jutro zaplanowany od dawna grill u nas w domu. 1. mysla bylo 2cholera, znowu bede musiala sie napic..." wiem, wiem... glupie... i idiotycznie sie czuje piszac to wszystko...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka